Witam was dzisiaj moją kolejną notką. Byłaby wcześniej, czyli o szóstej, ale przysnąłem XD. Pisałem One shota do pierwszej w nocy ^^ i tak jakoś padłem. Pozdrawiam i zapraszam do lektury.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Promienie słoneczne świeciły w jego oczy, powodując, że je otworzył. Znajdował się w pokoju, w domu, na podłodze. Wstał i się rozejrzał. Zobaczył ściany pomalowane w jasne, łagodne kolory. Pod jedną z nich stały dwa drewniane łóżeczka. Wyglądały jak nowe, specjalnie przyszykowane do przyjęcia dzieci. Nad nimi, na półkach znajdowała się istna masa pluszowych misiów przedstawiających przeróżne zwierzęta i postacie. Pod stopami miał mięciutki dywan. Wyszedł z pokoju i skierował kroki na dół, po schodach. Usłyszał jak ktoś biega na dole. Na sam widok kto tam był, zaparło mu dech w piersiach. Widział jak jego ojciec biegał od szafki do szafki, a matka siedzi na kanapie i krzyczy na niego.
- Minato! Pośpiesz się!
- Czekaj! Gdzie położyłaś tą torbę!? - Szukał gorączkowo jej wszędzie.
- Koło łazienki! Szybciej!
- Mam ją. - Podbiegł do żony i chwycił ją za rękę. Po sekundzie zniknął w ledwo dostrzegalnym żółtym błysku.
- Cholera! Gdzie się podziali!?
- Wejdź w tryb tropiciela. Znajdziesz ich prędko. - Lis kolejny raz dał dobrą i szybką radę. Wszedł w piąty ogon. Wyczuł ich czakrę, ale co go zdziwiło, to to że byli poza wioską.
Nie czekając dłużej wybiegł z domu. Ludzie przez niego przenikali, jak duchy. Wykorzystał ten fakt i nie omijał ich. Parł przed siebie, za tropem. Znalazł się przy jaskini, otoczonej przez członków Anbu, którzy najwyraźniej pilnowali wejścia. Było ono otoczone barierą, lecz ona także nic mu nie zrobiła i swobodnie wszedł do środka. Zobaczył Kushinę leżącą na łóżku. Koło niej kręcił się Minato, wraz z jakąś staruszką. Przypominała żonę Trzeciego Hokage. Wiedział jak ona wygląda, gdyż nie raz widział jej zdjęcie na biurku w gabinecie Hokage, gdy był dzieckiem. Nagle jego matka krzyknęła.
- To wasz poród. Pamiętam jakby to było wczoraj.
- Czemu mi o tym nie powiedziałeś!?
- Bo dopiero po zdjęciu tej pieczęci sobie przypomniałem. Najwyraźniej zadziałała także na mnie.
- Niech ci będzie. - Wrócił do oglądania.
Nie był to najlepszy widok, ale nie miał wyjścia. Musiał dowiedzieć się wszystkiego. W głębi miał nadzieję, że uzyska jakąś wskazówkę, jak odnaleźć siostrę. Tak siedział kilka godzin. To czekanie szargało jego nerwy, wystawiając je na próbę. Teraz nie był pewien, czy jakby był na miejscu Minato, podołałby temu stresowi. Na dodatek, utrzymywał pieczęć. Widać że walka była zażarta. Raz go nawet odepchnęło od łóżka i walnął w ścianę z ogromnym impetem. Jednak nawet to nie zmusiło go do poddania się.
- Trzeba przyznać, że skurczybyk nie dawał za wygraną. Ewidentnie odziedziczyłeś to po nim.
Właśnie zaczął się ostatni etap porodu. Na świat zaczął wychodzić mały chłopiec o ledwo zauważalnych blond włosach. Płakał tak głośno, że młodszy Namikaze musiał zatkać uszy. Teraz począł czekać na narodziny swojej siostry. W duchu cieszył się, że to on jest starszy. Po pół godzinie kolejnych oczekiwań pojawiła się siostra. Zaczął przyglądać się jej. Miała bardzo krótkie, ale czerwone włosy, tak jak duże oczy tego samego koloru. Już od początku byli podobni do rodziców.
Nadal się tu coś nie zgadzało. Jednak nagle wszystko zaczęło dziać się w błyskawicznym tempie. Pieczęć Kushiny zaczęła się rozpadać, a Minato nic nie mógł poradzić. Kyuubi zaczął wychodzić. Poród dwojga dzieci na tyle osłabił pieczęć, że ta nie dała rady powstrzymać demona. Chciał wyjść na wolność, którą niegdyś stracił. Żółty błysk chciał przenieść wszystkich w bezpieczne miejsce, lecz wybuch czakry odepchnął go i zabił żonę Trzeciego. Cała kryjówka zapadła się. Jednak Minato zdążył ocalić dzieci, przenosząc je do domu. Tym czasem, Naruto przyglądał się jak Kyuubi wychodził na wolność i to przed murami wioski. Na sam jego ryk, wszczęto alarm. Shinobi próbowali powstrzymać go, lecz z marnym skutkiem. Wielu z nich zginęło, a jedna trzecia domów zniknęła. Czwarty zdążył zabrać żonę do dzieci i wyruszył pomóc obrońcom. Nie dopuścił, by bomba ogoniastej bestii uderzyła w centrum. Przetransportował ją nad las, tam gdzie nie wyrządziła żadnych szkód. Postąpił podobnie z samym lisem. Przywołał Gamabuntę, który przygniótł swoim ciężarem Kyuubiego i przytrzymywał. Blondyn wiedział, że czerwonowłosa nie przeżyje kolejnego pieczętowania. Zniknął i pojawił się z chłopcem na rękach. Położył go na ołtarzyku. Zaczął pieczętowanie jednej połowu demona w swoim synu. Udało się. Wrócił z nim i wziął tym razem córkę. Jednak gdy tylko się pojawił, został przebity pazurem, na wysokości brzucha i klatki piersiowej. Znowu zaczął pieczętowanie, lecz tym razem o wiele wolniej. Wykonywał pieczęcie, jedną po drugiej. Tu był kulminacyjny moment. Naruto wszystko obserwował z odległości kilku metrów. Kurama właśnie zamachnął się jednym z ogonów, by przebić dziecko. Widział jak ojciec przerywa pieczętowanie i nie wykonuje ostatniego znaku potrzebnego do techniki, jednak lis zaczął znikać. Nie zauważył kiedy, a nie było już tam ani Minato, ani jego siostry. Nie pozostał żaden ślad. Nawet tryb tropiciela nie pomógł. Był za daleko na maksymalny zasięg tej techniki.
- Dowiedziałem się więcej niż przypuszczałem.
- Przykro mi młody, że tak skomplikowałem wasze życie.
- Byłoby zbyt nudne, jeśli byś tego nie zrobił. Jednak teraz otrzymałem kilka ważnych informacji, które z pewnością mi pomogą. Ma ona czerwone włosy oraz oczy i niestety ma niedokończoną pieczęć. Mam pytanie. Czy twoja druga połówka jest wybuchowa pod względem charakteru?
- Tego nie wiem. Jednak możliwe, że się nie dogadują, ale nie wykluczam drugiej możliwości. Zauważ, że nigdy nie było informacji o grasującym po okolicy wielkim lisie. Nawet Akatsuki może nie wiedzieć, że jest mnie dwójka. Jedno jest pewne. Twój ojciec zabrał ją w dość bezpieczne miejsce, jeśli przez tyle lat nikt jej nie znalazł. Nawet ty bądź ten szczeniak Jiraiya, który się w tym specjalizuje.
- I to napawa mnie lękiem. To, że mogę jej nigdy nie znaleźć.
Otoczenie zaczęło się zmieniać. Znowu pojawił się w swoim domu i zarazem pokoju. Jednak zmienił się. Widniało już tam tylko jedno łóżko, a bad nim zawieszony był kunai. Leżał na nim, może pięcioletni blond chłopiec. Najwyraźniej spał. Jak postąpił wcześniej. Naruto znowu zszedł na dół. Teraz zauważył jak jego matka wylewa łzy nad pewnym zdjęciem przedstawiającym Minato. Był to smutny widok, a jego serce samo się zaciskało. Nawet nie wiedział, że gdy szedł spać, Kushina tak spędzała czas. Zastanawiał się czy nadal odbywa tą żałobę.
- Czemu ja widzę nawet to, gdzie mnie nie było i muszę podążać za osobami?
- A skąd mam to wiedzieć!? Patrz, bo pewnie powtórki nie będzie.
Kyuu miał absolutną rację. Nie wiedział czy będzie mógł tu wrócić po obejrzeniu wszystkiego i się rozejrzeć. Tak więc czekał na dalszy rozwój wypadków. Do salonu zszedł mały chłopczyk z jakimś misiem pod ręką i zabrał głos.
- Mamo co robisz? - Wytarła oczy tak, by syn tego nie widział oraz schowała zdjęcie pod najbliższą poduszkę. Przy okazji biorąc byle jaką książkę do ręki.
- Nie mogłam zasnąć, więc postanowiłam poczytać. - Skłamała w żywe oczy. Nie chciała zarazić cierpieniem swojego syna. - A tak w ogóle. To czemu ty nie śpisz?
- Słyszałem głos. Mówił do mnie dziwne rzeczy, lecz go nie słuchałem.
- Pewnie miałeś zły koszmar. Niestety tak czasami bywa. - Podeszła do małego Naruto i mocno go przytuliła. Następnie wzięła na ręce i zaniosła z powrotem do pokoju.
Wspomnienie zaczęło się na powrót zmieniać. Widział siebie bawiącego się w drugim pokoju. Jego matka rozmawiała chyba z matką Sasuke, którego nie było w domu. Za to zauważył Itachiego, siedzącego na oknie i patrzącego się w gwiazdy. Blondyn podszedł do niego, by móc wyczuć jego czakrę. Nawet wtedy był już pod kontrolą.
- Kiedy to się odbywało?
- Jeśli się nie mylę to miesiąc przed wymordowaniem klanu Uchiha.
- Co tu się w takim razie odbyło, że to widzę? - Zadał pytanie retoryczne. Wiedział że zaraz wszystko ujrzy na własne oczy w sumie po raz drugi.
Minutę później, gdy chciał podsłuchać rozmowę dwóch kobiet, drzwi od mieszkania w którym się znajdowali, dosłownie wyleciały z nawiasów. Przyczyną był kopniak w sam ich środek od mężczyzny ukrywającego swoją tożsamość za ceramiczną maską Anbu.
- Z rozkazu Hokage, wasza trójka ma udać się z nami. Bez wyjątków! - Wskazał na Itachiego, Kushinę i Mikoto Uchihę, pomijając siedmioletniego Naruto. Gdy zabierali ich, mały blondyn chciał iść z matką, lecz został brutalnie odepchnięty. Kushina stając w obronie swego syna zaczęła się szamotać. Została wtedy uderzona w twarz.
W tym momencie, Namikaze oglądał wszystko co mogło zaprzeć dech w piersiach. Jego młodsza kopia wpadła w istny szał, gdy ujrzała przemoc w stosunku do swej rodzicielki. Jego oczy przybrały kolor czerwony, a ciało pokryło się krwistą, czerwoną czakrą. Z tyłu widniał jeden, falujący ogon. Następne wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. Cały oddział Anbu został zmasakrowany, mieli liczne złamania i obrażenia wewnętrzne. Jeszcze od niektórych było słychać ostatnie jęki bądź słowa w ich życiu. Jednak nie skończyło się jedynie na nich. Ucierpiały także pobliskie budynki oraz mieszkańcy osiedla. Na sam koniec posiadał już trzy ogony i nadal szalał. Nawet Kushiny nie chciał wysłuchać. Dopiero Trzeci, gdy przybył na miejsce zdołał zapanować nad chłopcem.
- Jak to się stało, że wpadł w taką furię? - Zapytał staruszek Hokage.
- Przez pana ludzi, których wysłałeś po nas! Nasuwa się pytanie, dlaczego to uczyniłeś!?
- Jakich ludzi!? Ja nikogo po was nie przysyłałem!
- To kim oni są!? - Wskazała na dawne miejsce, gdzie znajdowały się trupy. - Byli tu! W maskach Anbu! Jestem tego pewna!
- Mogę to potwierdzić Hokage-sama. - Wtrącił się Itachi. - Wyważyli drzwi i ubezwłasnowolnili. Naruto chciał jedynie bronić Kushiny-sama.
- Nie wiem o co chodzi, ale to bardzo dziwne. - Odwrócił się w stronę swoich podwładnych. - Przeszukać wioskę i jej okolice! Zajrzeć w każdy zaułek i dom! Macie znaleźć mi tych martwych przebierańców!
- Hai. - Wszyscy odkrzyknęli i rozbiegli się.
Znowu obraz zaczął się zmieniać. Na powrót znalazł się w swoim domu. Matka wykonywała pieczęcie nad jego ciałem.
- Jesteś zbyt młody, byś mógł temu sprostać. Świadomości co uczyniłeś dzisiejszego wieczoru. Fuin!
Na brzuchu chłopca pojawił się maleńki znak, który od razu zniknął.
- Przepraszam. - Wydusiła to jedno słowo i rozpłakała się. Wspomnienie zaczęło znikać pojedynczymi elementami. Najpierw meble, następnie ściany, podłoga i cały budynek, wioska i na końcu dwie postacie.
Namikaze otworzył oczy. Nic nie widział. Dopiero po chwili przypomniało mu się, że jest u lisów. Skierował czakrę do oczu. Efekt był natychmiastowy. Leżał tam gdzie wcześniej. Koło niego chrapał dając na cały regulator Byaku. Dotrzymał obietnicy i przypilnował ciała blondyna, choć nie do końca. Naruto wstał i rozciągnął obolałe plecy i kończyny. Kark stawiał opór, ale mięśnie w końcu usłuchały właściciela.
- I jak? Dowiedziałeś się czegoś? - Wymamrotał pod nosem biały lis.
- Więcej niżbym miał przypuszczać.
- Jeśli się już obudziłeś musisz zjeść to. - Podał mu kolejną porcję.
- Nie ma nic lepszego?
- To nie knajpa! Chcesz zachować odpowiednią proporcję ciała i nie zasłabnąć!?
- No chcę.
- To jedz i nie marudź. Chcesz nauczyć się przywoływać Kyuubiego?
- Zdecydowałem że tak, chociaż wspomnienia z nim związane nie były zbyt miłe.
- Ostrzegam. Będzie to wymagało od ciebie dość trudnego treningu.
- Jestem gotów.
- Hahaha i to rozumiem. Tak więc. - Pojawił się przed nim zwój. - Podpiszesz pakt z lisami.
- Czyli wy też coś takiego posiadacie.
- Mielibyśmy być gorsi? Nigdy w życiu! No dawaj. Nie mamy całego dnia. - Blondyn zagryzł palec do krwi i napisał swoje imię.
- Jeszcze odcisk twego kła.
- Co!? Niby jak mam to zrobić?
- Nie wiem, może na przykład wybije ci go.
- Haha. Bardzo śmieszne. Yyyhhhh. - Ledwo, ale dał radę.
- Załatwione. Ten zwój jest dla ciebie. Tak na pamiątkę. Teraz można przystąpić do praktycznej części. Obserwuj mnie i powtarzaj za mną. - Zaczął wykonywać znaki. - Ja, ten który podpisał pakt z wami, przyzywam cię do tego świata, byś mi służył i walczył u mego boku!!! - Naruto zrobił wielkie oczy. - Hahahhahaha. Przepraszam. Nie mogłem się powstrzymać. Już będzie na poważnie.
- Mam nadzieję. Takiej formułki bałbym się używać. - Lis wykonał trzy pieczęcie.
- Po wykonaniu tych znaków mówisz imię przyzywanego lisa.
- I to tyle!? Mówiłeś że będzie to cholernie trudne!
- Nie dopowiedziałem. Chodziło o mnie. Nie mam predyspozycji do wykonywania pieczęci przez te łapy, a jakoś musiałem tobie je pokazać.
- Aha. Teraz pewnie moja kolej? - Byako przytaknął.
Blondyn stanął w lekkim rozkroku. Wziął głęboki oddech i wykonał w szybkim tempie trzy pieczęcie i wypowiedział imię. Tuż po opadnięciu białego dymu, ukazała się sylwetka lisa. Blondyn mógł zobaczyć go po raz pierwszy na własne oczy. Wielkością przewyższał Byaku może o głowę. Nie mógł dokładnie ocenić, gdyż Kyuu spał w najlepsze w pozycji leżącej. Jego dziewięć ogonów było rozrzuconych na wszystkie strony. Niektórymi się owinął, a niektóre wyprostował.
- Ale on brzydki. - Stwierdził Byako śmiejąc się pod nosem.
- Ty nie wyglądasz lepiej. - Stanął w obronie swego przyjaciela, co trochę zasmuciło białego lisa.
- Ty, a może chcesz mu coś przyodziać poprzez Henge no jutsu?
- Da się? - Zaczął wyobrażać sobie Kuramę we wszelakich strojach.
- Oczywiście.
- Zapomnij! Nawet nie zdążysz zrobić pieczęci, gdy już będę przy twoim gardle. - Prawie zawarczał Kyuubi.
- Spoko. Ale teraz, Naruto pewnie będzie chciał wejść do ,,tego" tunelu. - Kyuubi się obruszył. Wiedział doskonale o jakie przejście chodzi.
- O co wam chodzi?
- Czwarty etap treningu. Jak już mówiłem, tylko jeden człowiek tamtędy przeszedł.
- A później o mało nie ześwirował. - Stwierdził dosadnie dziewięcioogoniasty.
- Jak to!?
- Wyszedł z tunelu po kilku dniach kompletnie wycieńczony fizycznie jak i psychicznie. Nie mówił co tam zobaczył, ale zapewniam, nie było to zbyt miłe.
- Określiłem to jako stan zdziczenia. - Dodał od siebie Byaku.
- Będę ci towarzyszył, bo i tak jestem w tobie zapieczętowany. Nie możesz stracić ze mną kontaktu. Może wtedy nie postradasz zmysłów. Sam się z chęcią przekonam co tam jest.
- To chodźmy. Nie mam czasu siedzieć w tym świecie.
- Jesteś tego pewien?
- Oczywiście. Choć zanim się rozmyślę.
- On zawsze taki jest? - Spytał Byako uśmiechając się.
- Taaa. Cały Naruto. Zawsze będzie kretynem, ale przynajmniej uczciwym i szczerym.
- Słyszałem to!
Minął rok odkąd Naruto Namikaze poszedł trenować u lisów, a Jiraiya wrócił do wioski. Jednak nie spoczął na laurach. Kontaktował się ze swoimi informatorami, którzy na prośbę blondyna szukali jego siostry. Żaden z dwudziestu dwóch raportów nie był pozytywny. Nikomu nie udało się nawet podjąć tropu.
Tymczasem w białej sali pilnowanej przez dwóch zaufanych członków Anbu, powoli zaczął się wybudzać nie kto inny jak Itachi Uchiha. Wszystkie działania jakie na nim podjęto wyczerpały jego organizm tak, że zapadł w śpiączkę, jednak odniosły sukces i przedziwna blokada została zdjęta. Powoli otworzył oczy. Światło z lampy od razu poraziło jego spojówki. Dopiero po kilku mrugnięciach jego wzrok przyzwyczaił się na tyle, by mógł się rozejrzeć. W pokoju nie było nic innego niż jedno łóżko na którym leżał. Żadnej szafki, czy wieszaka, jedynie maszyna lekarska do diagnozowania stanu pacjenta. Jedne drzwi i jedno maleńkie okno, które zresztą jak zdążył zauważyć, było zapieczętowane przez przylepioną na nim kartkę. Na dodatek dokoła niej były umieszczone wybuchowe notki. Miały jedno zadanie. Zabić intruza zanim zdąży zajrzeć. Spróbował się podnieść. Nie przyszło mu to z łatwością. Nie czuł lewej ręki. Popatrzył na nią. Teraz wyjaśniło się czemu. Nie posiadał jej. Ucięta do poziomu trochę wyższego niż łokieć. Pozostał mu tylko kikut, który do niczego się nie mógł przydać. Do drugiej ręki podłączona była aparatura i kroplówka. Podobnie do klatki piersiowej. Złapał się za głowę. Bolała go jakby dostał czymś ciężkim.
- Skąd się tu wziąłem? - Wspomnienia zaczęły wracać gwałtownie i w ogromnej ilości.
- Nie. To nie może być prawda. - Popatrzył na swoją zdrową, prawą rękę. W jego oczach widniały na niej ślady krwi. - Zabiłem wszystkich!? Nie! Sasuke! Jednak żyje.
- Naruto!? To on mnie tu przyprowadził!? Był z nim Jiraiya! Ale się zmienili z biegiem lat.
Klamka od drzwi drgnęła. Następnie otworzyły się drzwi do pokoju w którym się znajdował. Wszedł do pomieszczenia jeden z Anbu oraz Piąta Hokage. Przyszła by zmienić podawane płyny, ale jak zauważyła. Nie były one już potrzebne.
- Witaj. Itachi. - Stanęła przed jego łóżkiem.
- Kim szanowna pani jest? - Przymrużył oczy, by lepiej widzieć postać i tu się zdziwił. Nie miał rozmazanego obrazu. Wszystko było takie wyraźne. Dopiero przez ujrzenie rysów twarzy zdał sobie z tego sprawę.
- Tsunade. Piąta Hokage Wioski Ukrytej w Liściach.
- Przepraszam, że nie wiedziałem.
- Nie masz za co przepraszać. Nic dziwnego, że mnie nie znasz jeśli nie było cię w wiosce przez kilkanaście lat. Pewnie teraz zadajesz sobie masę pytań. Inoichi wspomniał o tym efekcie ubocznym usunięcia blokady.
- Jakim cudem znowu widzę?
- Wyleczyłam cię. Nie było łatwo odbudować twoje oczy. Były bardzo podniszczone, ale przez to że zapadłeś w dość długą śpiączkę, mogłam zastosować wspomagającą kurację. Teraz nie powinno być żadnych nie pożądanych efektów. Warunek jest taki, że po używaniu tych oczu, będziesz musiał się zgłosić do szpitala. To wszystko.
- Z jedną ręką raczej nie będę zdolny do odbywania służby, więc oczy się nie przydadzą.
- Próbowałam ją wyleczyć, jednak wdało się zakażenie i trzeba było amputować. Niestety nie znam żadnego jutsu, by móc ją zrekonstruować.
- I tak dziękuję za wszystko co dla mnie zrobiliście, chociaż uczyniłem coś strasznego.
- Zostałeś oczyszczony z zarzutów. Jesteś pełnoprawnym obywatelem Konohy. Ogłosiłam to dzisiaj. Przypuszczałam że właśnie tego dnia się ockniesz i nie myliłam się. - Uśmiechnęła się do Itachiego, który ewidentnie był w szoku. - Jeśli tylko chcesz możesz zostać wypisany ze szpitala. Twój stan jest na tyle dobry, że bez przeszkód wyjdziesz stąd o własnych siłach.
- Do-dobrze.
Po kilku minutach odkąd Hokage wyszła, wstał i się ubrał. Miał jednak w tym wielkie trudności. Pomogła mu jedna z pielęgniarek. Posiadała piękne, czarne, długie włosy oraz brązowe oczy. Swoim wzrostem dosięgała do jego uszu. Po prostu była piękną dziewczyną. Po udzielonej mu pomocy wyszła. Szukał ją wzrokiem by podziękować, gdy ruszył w stronę korytarza, lecz zniknęła. Dał swój podpis w recepcji i był wolny. Otworzył drzwi. Ujrzał swoją wioskę. Pełno ludzi krzątało się po ulicy i w budynkach. Na zewnątrz stał białowłosy, rosły mężczyzna. Najwidoczniej na niego czekał.
- Witaj Itachi.
- Dzień dobry Jiraiya-sama.
- Proszę mów do mnie po prostu Jiraiya. Nie lubię gdy ludzie zwracają się do mnie z taką powagą lub szacunkiem. Zapewne zastanawiasz się co ja od ciebie teraz chcę.
- Nie zaprzeczę.
- Mam cię oprowadzić. Wiem że znasz tą wioskę jak własną kieszeń, ale rozkaz Tsunade to mus. Pokaże ci mniej więcej gdzie co możesz znaleźć i chyba najważniejsza sprawa, gdzie możesz zamieszkać. Nie wiem czy chciałbyś w dawnym domu po tym wszystkim. Wiedz tylko, że jesteś od dzisiaj właścicielem tamtej dzielnicy.
- A Sasuke już tu nie mieszka? - Jiraiya wiedział, że nie ominie odpowiedzi na zadane pytanie.
- Opuścił Konohę. Z tego co mi wiadomo jest z Orochimaru. Nic mu nie grozi, przynajmniej przez najbliższe kilka lat. - Czarnowłosy przeżył dzisiaj kolejny szok. Ze wspomnień wiedział że nie był w wiosce od kilku lat, ale nie spodziewał się, że jego młodszy brat pójdzie do tego gada.
- Jest pan pewny?
- W stu procentach. Śledzę jego poczynania odkąd opuścił wioskę. Kiedyś w końcu uda mi się go sprowadzić z powrotem do wioski. Ale nie czas na smutki. Wróciłeś i trzeba znaleźć ci lokum i chyba nawet wiem, gdzie by ci się spodobało.
Szli na obrzeża wioski. Tam gdzie nie było całego tego zgiełku i hałasu. Jedynie odgłosy przyrody. Po drodze wszyscy patrzyli na niego podejrzliwie. Szeptali i rozmawiali o nim. Nic dziwnego. Hokage ni zowąd ni z pietruchy zwołała ludzi i przekazała kilka informacji. Najdłużej mówiła o Itachim. Wtedy jego imię wywołało zaciekawienie u ludzi, a wiadomość nie małe zdziwienie i zaskoczenie. Niektórzy pomyśleli że Piąta postradała zmysły, sprowadzając go tu z powrotem, gdyż nie mogła powiedzieć wszystkiego i część informacji zataiła.
- No. Jesteśmy na miejscu. I jak się tu podoba? - Zatrzymali się przez wielką posesją, należącą do jakiegoś klanu. Patrząc na wejście, szybko można było domyślić się, kto tu mieszka. Na górze widniała tabliczka ze znakiem Wiru i napisem Uzumaki. Wszystko było otoczone dwumetrowym, pomalowanym na biało murkiem z dachówkami na górze. Z daleka było widać kilka domów oddalonych od siebie o kilkadziesiąt metrów.
- Chyba nie chce pan mi powiedzieć, że tu mam zamieszkać?
- Coś się nie podoba?
- Nie, nie. Tylko jest tu zbyt pięknie i pewnie drogo. Poza tym wszystko wydaje się zajęte.
- I tu się mylisz. Od siedemnastu lat nie mieszka tu nikt oprócz właścicieli należących do tego klanu. A domy zawsze były zadbane. Może powiem tak. Zabezpieczenia jak mało które. Chronią nawet przed osiadającym kurzem.
- Czemu nikt tu nie mieszka? - Kolejne trudne pytanie na które warto było odpowiedzieć.
- Chyba wiesz do jakiego klanu należy ten teren? - Uchiha zaprzeczył kręcąc głową. - Otóż tu mieszka nie kto inny, jak Kushina Uzumaki-Namikaze i Naruto Namikaze. Teraz chyba będziesz wiedział, czemu tu nikt nie chce zamieszkać.
- Wiem do czego pan dąży.
- No to jak? Zdecydowany?
- Dawny dom przywracałby zbyt wiele bolesnych wspomnień.
- Teraz trzeba znaleźć Kushinę i się dogadać. Ja wszystko załatwię, a ty wybierz sobie któryś z budynków. Zajęty jest tylko ten na środku, przy stawie i tam gdzie teraz się udam. Naruto się zdziwi na tą wieść, ale dowie się o niej dopiero jak wróci.
- To on także jest poza wioską? Myślałem że tylko z panem wypełniał misje.
- Nie był tu porządne cztery lata. Z wiadomości którą dostałem od niego wynika, że wróci za parę lisich dni.
- Lisich? - Zainteresował się Itachi.
- A tak. Tylko niektóre osoby o tym wiedzą. Pewnie i tak by ci później wygadał. Jest w Dolinie Krwi. Nie będziesz znać tego miejsca. Nie ma o nim żadnej, choć najmniejszej wzmianki. Tak jakby nie istniało. Ale dostałem wiadomość, więc wiem że nic mu nie jest. Aha. W tamtym świecie jeden dzień to tutaj około miesiąc. Więc jeszcze pozostało może z pół roku. Ciekawe jak mu idzie?
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz