niedziela, 29 lipca 2018

C.B. - Przeszłość której się nie wymaże

Uff. W końcu skończyłem. Nie był to najłatwiejszy rozdział, a następny nie jest lepszy. Szare komórki muszą trochę odpocząć, by być gotowe w terminie 04.-16.05, dlatego przykro mi to oświadczać, ale najprawdopodobniej następna notka ukaże się 20-25.05. Życzę miłego czytania ^^.
https://www.youtube.com/watch?v=iyuuzPJP2LU
Hmmmm. Ale fail :P. Okienko miało być troszkę mniejsze z tą nastrojową muzyczką, ale wyszło jak zawsze. Przynajmniej ci co czytają na telefonach mogą ją włączyć bez żadnego problemu i słuchać sobie podczas czytania. Moim zdaniem jeden z lepszych soundtracków w ,,Naruto".
 ~~~~~~~~~~~~~~~~
Przed jednym z domów na posesji klanu Uzumaki stały dwie osoby, które o czymś rozmawiały. Był to drugi, licząc od wschodu, budynek oddalony od pozostałych o jakieś dwieście metrów, zbudowany z ładnego białego kamienia i ciemnego drewna. Króczowłosy ukłonił się lekko przed matką Naruto.
- Dziękuję, Kushina-sama za tą możność mieszkania razem z wami. Nie wiem jak będę mógł się odwdzięczyć. - Powiedział to ze szczerego serca. Wiele im zawdzięczał, jak na dopiero taki kawałek czasu jakim było zaledwie kilkanaście miesięcy.
- Nie musisz. Na prawdę. - Uśmiechnęła się podając mu metalowe klucze do jego nowego lokum oraz bramy prowadzącej na posesję. - W końcu ktoś tu zamieszka. Dom jest wyposażony we wszystko czego potrzebuje normalny człowiek. Możesz bez zapytania zburzyć i postawić nowy, jeśli ten by nie pasował z wnętrzem lub konstrukcją. Oczywiście zawsze możesz poprosić mnie o pomoc. Jak mój syn wróci z podróży będzie zachwycony, że zdecydowałeś się na ten krok. Zawsze chciał mieć sąsiada.
- Zawdzięczam to panu Jiraiyi. Gdyby nie on to pewnie kisiłbym się w jakimś jednopokojowym mieszkaniu. W sumie, po co mi większe?
- Zawsze lepiej mieć więcej miejsca niż mniej, gdyż nieoczekiwane lubi płatać figle. - Podeszła do domu. Wykonała kilka pieczęci i dotknęła dwoma palcami ziemi. Ich oczom ukazał się niezwykły widok znikającej bariery ochronnej. - Żegnam cię, Itachi. Jestem dość zajęta, więc nie dam rady cię oprowadzić. Nie będzie to chyba problem?
- Skądże. Jeszcze raz dziękuję.
Odeszła w kierunku własnego domu, pozostawiając Uchihę samego. Podszedł do ciemnych, drewnianych drzwi. Włożył kluczyk w zamek i przekręcił go w prawo. Wszedł do środka. Przedpokój był dość duży jak na to pomieszczenie. Na wprost umiejscowiona była łazienka z muszlą klozetową, prysznicem, wanną w której zmieściłoby się sześć osób, umywalką i na końcu jeden mały pokoik, najprawdopodobniej przeznaczony na garderobę. Po lewo znajdował się salon z kanapą, dwoma rodzajami stołów, poduszki i krzesła, a od niego odchodziła wyposażona kuchnia, czyli kuchenka, lodówka, piecyk, kilka szafek i zlewozmywak. Pomiędzy pomieszczeniami i ścianami, przez co Itachi nie zauważył ich od razu, szły schody na górę. Znajdowały się tam trzy spore sypialnie i kolejna łazienka. Wszystkie pomieszczenia były pomalowane na odcień błękitu z domieszkami białego i kremowego. Nadawało to całemu mieszkaniu pewnej harmonii i wewnętrznego spokoju. Domyślał się, że reszta domów także ma taki wystrój, gdyż na zewnątrz nie różniły się niczym od siebie. Podobno klan Uzumaki traktował każdego na równi, dlatego wszyscy mieli mieć tyle samo co reszta społeczeństwa.
Chyba pora na małe zakupy. - Wyciągnął z kieszeni czarny portfel i otworzył go. Znajdowało się w nim dość sporo pieniędzy, podarowanych mu przez sannina, na nowy początek. Próbował odmówić, ale białowłosy nie chciał o tym słyszeć i zniknął w chmurze białego dymu, pozostawiając go z plikiem banknotów w dłoni. Gdy je policzył, stwierdził że na spokojnie wystarcza mu do następnego miesiąca. Przez ten czas musiał znaleźć sobie zajęcie, by mieć co włożyć do garnka.
Zamykał drzwi od posesji. Były wykonane z pięknego, starego drewna, przyozdobione metalowymi, już nieco pokrytymi rdzą elementami. Na środku nich widniał napis tworząc zdanie. Wskazywało na to ułożenie słów, lecz nie mógł ich odczytać. Był on napisany w starym, nieznanym mu języku. Postanowił zapytać Kushinę, gdy ją spotka, by go przetłumaczyła. Nie wiedzieć czemu bardzo go on zaciekawił.
Po kilku minutach bezsensownego stania, schował klucze i powolnym krokiem, skierował się do centrum wioski. Ludzie spoglądali na niego. Jedni z litością, a inni z wyraźną wrogością. Były to zachowania słuszne. Niektórzy nadal mu nie ufali. Zjawił się nagle i Hokage ogłosiła jego amnestię co wzbudziło wiele plotek i pogłosek. Dotyczyły one jego jak i Hokage, która miała przypadkowo współpracować z Akatsuki. Była to oczywiście bujda. Nigdy by na to sobie nie pozwoliła. Wolałaby zginąć niż być kontrolowana. Chodził od sklepu do sklepu kupując co nowe ubrania, gdyż posiadał tylko te, co miał na sobie. Wszystkie części górnej garderoby musiały mieć długi rękaw, by zasłonić troszkę nieprzyjemny dla swego oka widok. Następnie udał się po coś do jedzenia, czyli chleb i inne dodatki potrzebne do stworzenia kanapek. Na obiad było już za późno.
Chodził tak po alejkach i rozglądał się tak, by nie było to zbyt dziwne, gdyż ludzie mogli posądzić go o szpiegostwo. Konoha zmieniła się od jego ostatniego pobytu. Wybudowano więcej budynków oraz przybyło ludzi. Teraz można było zaopatrzyć się w wiosce prawie we wszystko. Kiedyś było inaczej i mieszkańcy wstawali wcześnie rano, by wyruszyć do oddalonych o kilkanaście kilometrów do małych miasteczek po potrzebne produkty.
Obszedł całą wioskę z pełnymi siatkami noszonymi w prawej dłoni, aż dotarł do tego jedynego miejsca, którego bał się oglądać. Znalazł się przed posesją klanu Uchiha. Teren otoczony był pomalowanym na biało murem z powtarzającym się malunkiem symbolem klanu. Podszedł do bramy, stawiając zakupy na ziemi i przejechał dłonią po niej. Znał tą strukturę. Nieraz przez nią przechodził. Popchnął delikatnie drzwi. O dziwo były otwarte. Powoli wszedł do środka. Ukazały się rzędy budynków wzdłuż głównej drogi. Wspomnienia natychmiast powróciły. Widział na jawie dzieci bawiące się w przeróżne gry. Młodych geninów co dopiero ukończyli akademię i przechwalali się który jest lepszy i w czym. Chuninów joninów oraz policję rozwiązującą codzienne problemy. Starszych już członków klanu, którzy pomagali i doradzali innym. Większość była uśmiechnięta i cieszyła się życiem. Nagle obraz się zmienił. Wszyscy leżeli i nie ruszali się. Umilkli uduszeni własną krwią upuszczoną przez miecz, który Itachi trzymał w dłoni. On sam upadł na kolana. Po chwili wrócił do rzeczywistości i znowu widział jedynie puste budynki. Wstał, lecz nogi się pod nim ugięły i zatrzęsły. Skierował się dalej. Odwiedził każde pomieszczenie i zakamarek. Za każdym razem widział te same obrazy. Łzy cisnęły mu się do oczu, lecz dopiero przed dawnym domem pozwolił im wypłynąć i ujrzeć światło dzienne.
Powoli wchodził po kilku stopniach schodów prowadzących na taras otaczający dom. Na samym końcu potknął się i upadł. O mało nie uderzył głową o deski, lecz na jego szczęście, ręka zamortyzowała wszystko. Przez dłuższą chwilę nie mógł się opanować i płakał jak małe dziecko. Nie miał odwagi wejść dalej. Nie chciał zobaczyć tamtego momentu kończącego krwawą noc. Słone łzy skapywały z jego oczu na wysuszone drewno, wydając charakterystyczny dźwięk. Czarne włosy zasłoniły jego rysy twarzy, dając złudzenie, że chce się za nimi schować. W końcu podniósł głowę do góry. Doszedł na czworaka do drzwi i odsunął je, gdyż były one tradycyjne i nie dało się ich inaczej otworzyć. Znowu przeszłość uderzyła w niego ze zdwojoną siłą. Podczołgał się do ściany i oparł się o nią plecami. Przybrał pozę skuloną z nogami przyciśniętymi do klatki piersiowej, tak jakby się czegoś bał. Był w tym samym pomieszczeniu, gdzie zastał rodziców. Czekali na niego. Siedzieli idealnie na środku tego pokoju. Nie okazywali strachu albo zawahania, ale dumę ze swego syna. Rozumieli wtedy jego decyzję, lecz teraz wiedział, że nie była jego. Właśnie to bolało go najbardziej. To nie on ją podjął. Z pewnością rozwiązałby to inaczej. Teraz widział ich ciała. Obydwoje mieli niewielki uśmiech na twarzach, ubrudzonych krwią. Krwią, która płynęła w jego żyłach.
Siedział tam tak kilka godzin i kompletnie stracił rachubę czasu. Powoli słońce zachodziło za horyzontem. Chwiejnym krokiem wyszedł z budynku, a następnie z terenu należącego do jego klanu. Oparł się plecami o mur i znów opadł na chłodną już ziemię. Myślał o bracie, który współpracował z Orochimaru i wykonywał jego polecenia. Gdy jeszcze należał do Akatsuki sprawdzał jego poczynania. Nieraz niezauważony wchodził do wioski i obserwował go z ukrycia. Teraz nie miał o nim żadnych informacji od ponad dwóch lat, gdyż wieści o nim ucichły. Jego mina z przygnębionej i nieobecnej przybrała stanowczy i zdecydowany wygląd. Zamierzał odnaleźć Sasuke i sprowadzić go z powrotem. Jednak myśli o klanie wróciły i wyparły ten pomysł. Znowu z smętniał i pogrążył się we własnych myślach. Powoli wstał. Wziął do ręki o dziwo nadal leżące zakupy i zaczął wracać do nowego domu.

Nie mógł zasnąć. Przekręcał się niespokojnie z boku na bok, przybierając to nowe pozycje. Łóżko zrobiło się strasznie nie wygodne, a pościel zaczęła gryźć niczym wściekły pies, któremu podczas głodówki zabrano ostatni kawałek mięsa. Wstał i otworzył okno, gdyż zrobiło mu się strasznie duszno. Wziął poduszkę i położył się na podłodze, która przyjęła go dość chłodnie i twardo, lecz umożliwiła zamknięcie ciężkich powiek. Jego spokój nie trwał długo. Myślał, że we śnie oderwie się od tego wszystkiego, co zaczęło go dręczyć odkąd wszedł do swego byłego domu. Mylił się rzadko, ale to był jeden z tych przypadków, gdy nie miał racji. Obudził się nad samym ranem. Przed chwilą zobaczył istny horror. Choć temperatura nie była zbyt wysoka, a raczej niska, spocił się znacząco, pozostawiając na podłodze mokry ślad składający się z potu i łez.
Zimny, długi, bo aż godzinny prysznic ukoił jego ból i zmartwienia, ale tylko do czasu zakręcenia kurka. Jednak nie mógł siedzieć w łazience całą wieczność. Był umówiony na spotkanie z Hokage w jej biurze. Słyszał o jej temperamencie i wiedział, że lepiej przyjść na czas, lecz co mogła od niego chcieć po zaledwie dniu ,,normalnego" życia? To pytanie na przemian ze wspomnieniami chodziło mu po głowie. Stanął przed masywnymi drzwiami od gabinetu Tsunade. Jego ręka zatrzymała się kilka centymetrów od drewna. Nie wiedzieć czemu, zawahał się. Zdziwiło go to, że usłyszał donośne ,,wejść". Znalazł się przed obliczem blondynki. Pozwoliła mu usiąść na fotelu, przed swoim biurkiem. Oparła się plecami i usadowiła wygodnie.
- Konichiwa, Hokage-sama. W czym mogę pomóc? - Zapytał, jak zwykle z odpowiednim szacunkiem dla kogoś o wyższym stanowisku.
- Witaj. W sumie w niczym szczególnym. Słyszałam że znalazłeś miejsce do zamieszkania.
- Pani Kushina była na tyle miła, by dać mi jeden z domów, nie wymagając ode mnie niczego w zamian.
- Wspaniała z niej kobieta. Tacy ludzie rodzą się dość rzadko, ale ta cecha jest dziedziczona. Założę się, że Naruto także, bez najmniejszego sprzeciwu, zgodziłby się na to.
- Nie wątpię.
- A jak ci minął ten pierwszy dzień?
- Na razie się zadomowiłem i zrobiłem parę zakupów. Wracają wspomnienia. - Uśmiechnął się, lecz sztucznie, co od razu zauważyła.
- Dręczy cię to? Itachi. Posłuchaj i wbij to sobie dość głęboko do głowy. - Nachyliła się delikatnie nad biurkiem i oparła ręce, a o nie brodę. - Ty nie jesteś niczemu winien. Byłeś jedynie narzędziem w czyichś rękach. Niestety, ale nadal nie ustaliliśmy kto to mógł być. Na pewno nie jest pierwszym, lepszym shinobi, który się nawinął. Miał w tym swój cel, lecz nie wiemy jaki, a teraz gdzieś się zaszył i czeka na kolejną okazję.
- I właśnie to nie daje mi spokoju. Świadomość, że byłem tępym narzędziem, który miał zniszczyć inne, te nowe i stare, dobre przybory.
- Nawet nie zdaję sobie sprawy z tego co teraz czujesz, gdyż obydwoje mieliśmy inne wydarzenia, które nas spotkały, lecz wiem jedno. Przeszłość z nami jest, lecz nie zapominaj o teraźniejszości i przyszłości, które na ciebie czekają. Dawne sprawy nie mogą nas doprowadzić do utraty tych innych rzeczy, mających się dopiero wydarzyć.
- Może. - Spuścił delikatnie głowę.
- A teraz mam dla ciebie coś w czym powinieneś dać sobie radę. Choć za mną.

Szli teraz długim, pomalowanym na szaro, wyglądającym na stary, lecz dobrze oświetlonym korytarzem.
- Obydwoje wiemy, że twoje zdolności bojowe zmalały, chociaż nadal jesteś groźnym przeciwnikiem dla większości z ninja. Słyszałeś może o pół pieczęciach?
- Tak. Trzeba być mistrzem w kontrolowaniu czakry i ruchów, by się nauczyć z nich korzystać.
- Dokładnie. Zanim ich nie opanujesz, znalazłam ci pewien etat, który powinien ci się spodobać.
- Chce mnie Hokage-sama zatrzymać w wiosce?
- To chyba oczywiste, ale nie na zawsze. Kiedyś dam ci więcej luzu. - Zaśmiała się.
Dotarli do metalowych drzwi, które były otwierane tylko w przypadku rozpoznania przez nie czakry. Przyłożyła rękę i skumulowała trochę energii. Automatycznie zaczęły się otwierać.
- Dość łatwe i silne zabezpieczenie przed niepożądanymi ludźmi, którzy chcieliby tu wejść i zapoznać się z pewnymi informacjami. Witaj w naszym pododdziale do spraw szpiegostwa. To tu sortujemy informacje i wydajemy polecenia naszym zaufanym ludziom.
Pomieszczenie było średniej wielkości. Znajdowało się w nim kilka biurek, wielkich szaf na dokumenty i stołów na których aktualnie były położone mapy. Personel składał się z zaledwie kilku wyspecjalizowanych shinobi. Króczowłosy od razu zauważył mężczyznę pochodzącego z klanu Yamanaka oraz paru innych przyodzianych w czarne stroje lub bardziej mundury. Stali teraz na baczność trochę zaskoczeni obecnością Piątej. Ta kazała im spocząć i zaczęła mówić.
- Pamiętając waszą wcześniejszą prośbę, znalazłam wam kolejnego członka ekipy, który z pewnością wniesie tu sporo nowego i pomysłowego. Od dzisiaj, Itachi obejmie tu stanowisko kapitana tego pododdziału. - Uchiha spojrzał na nią ze zdziwieniem w oczach oraz nie małym zakłopotaniem. Pamiętał, że nowy członek nigdy nie dostawał wyższego stanowiska, tylko musiał wykazać się, by móc to osiągnąć w przyszłości. - Mam nadzieję, że współpraca będzie owocna i pomożecie mu na sam początek z ogarnięciem tego bałaganu, który nie mam pojęcia jak tu zapanował. - Wszyscy głupkowato się uśmiechnęli, a krople potu spłynęły po ich skroniach.
Nie mówiąc nic więcej pozostawiła Uchihe z nowymi kolegami. Zapanowała niezręczna, krótka cisza. Nikt nie wiedział jak zacząć oprócz jasnowłosego mężczyzny, który ruszył w stronę nowo przybyłego.
- Witamy w naszych szeregach. Nazywam się Atsushi. Jestem tu dowódcą, a teraz twoim zastępcą. Pomogę ci tu się zaaklimatyzować i wyjaśnię o co w tej robocie chodzi. - Uścisnęli sobie dłonie i zaczęli iść. - Krótko mówiąc. Jest to centrum siatki szpiegowskiej Konohy, a my mamy za zadanie, by z niej nie powstał przysłowiowy burdel.
- Ale jednak Hokage ma zastrzeżenia.
- I niech ma. Jak sama przyznała prosiliśmy o nowych członków, bo jest nas najzwyczajniej w świecie za mało, lecz trudno tu dostać posadę. Trzeba być nieskazitelnym i bezgranicznie oddanym wiosce. Szczerze nie spodziewałem się ciebie tu spotkać, ale jeśli Hokage ma do ciebie zaufanie, to coś musi być na rzeczy i nie będę sprzeczał się na tym polu.
- Praca biurkowa, czy jeszcze coś się w tym mieści?
- Możesz mieć przebieżkę do innych wydziałów, ale to tylko podczas wyjątkowej sytuacji. To my pierwsi odczytujemy meldunki i to my decydujemy dokąd dalej zostaną przesłane.
- Trochę jednak tu bałagan. - Popatrzył na biurka zagracone nieuporządkowanymi i wszędzie walającymi się papierami. Rozejrzał się po pomieszczeniu. W jego głowie rodził się plan.
- Nie da się ukryć.
- Jako kapitan mogę wam wydawać polecenia?
- To chyba oczywiste.
- Chciałem się upewnić. W takim razie słuchać! - Podniósł głos, by wszyscy zwrócili na niego uwagę i wysłuchali co ma do powiedzenia. - Możecie mieć o mnie różne zdania, opinie, przeświadczenia, ale teraz nie ma to znaczenia. Nie będę się gniewał. - Zaśmiali się razem z nim.
- Tworzymy zespół. Zespół z bardzo ważnym zadaniem do wykonania. Hokage i reszta mieszkańców na nas polega. Informacje to najlepsza broń do walki z wrogiem. Techniki, umiejętności, plany, poczynania. Gdy to wszystko wiemy, jesteśmy wtedy zaledwie o jeden krok od wygranej z wrogiem, bądź w polityce. Ale żeby to osiągnąć. Musimy tu trochę ogarnąć. Mówiąc trochę mam na myśli całkowitą przebudowę, a wy mi w tym pomożecie.
Podniósł tą przemową morale na niezwykły poziom. Widać rodzący się zapał w ich dotychczas zaspanych oczach. Już wiem czemu Hokage-sama go tu przyprowadziła. Zapowiada się ciekawa współpraca. - Pomyślał Atsushi lekko się uśmiechając.
- Na początek wszystkie papiery pod tamtą ścianę. Nie musicie ich teraz segregować. - Potrwało to porządną godzinę, gdyż w szafkach i szufladach także było ich pełno. - Teraz czas na przestawienie biurek. Ułóżcie je w okrąg na samym środku pomieszczenia. Komunikacja przede wszystkim, a w ten oto sposób będziemy widzieli innych. W dodatku przydałyby się szafy ze specjalnymi szufladami na dokumenty. Umieścimy je przy ścianach i przydzielimy im kategorie. W nich umieścimy ten cały bałagan. Jednak trzeba je przynieść.
- Za zaopatrzenie odpowiedzialna zawsze była Hokage.
- Dlatego teraz wszyscy pójdziemy do niej i dotaszczymy do tego pomieszczenia. - Jęknęli i zaczęli go prosić. - Nie marudzić. Wszyscy cierpimy te katusze.

W pracy zachowywał się normalnie. Tak jakby zapomniał o swojej przeszłości. Rozmawiał, śmiał się i wydawał rozkazy jak normalny człowiek. Jednak była to maska którą zakładał co dzień. Była idealna. Nikt nie wiedział co tak na prawdę dzieje się z Uchihą. Zamknął się w sobie. Nie jadł, nie pił i nie spał. W pewien dzień nie pojawił się w pododdziale. Przez ten czas siedział na terenie klanu. Nie wiedział co tam robił i z jakiego powodu. Chciał pozbyć się wspomnień, ale zarazem bez nich nie mógł się obejść. Pod koniec dnia pojawił się w szpitalu na umówioną wizytę. Już na wejściu nie spodobał się personelowi jego sposób przemieszczania się. Słaniał się na nogach i podpierał ścian. W rejestracji spytali się go, czy wszystko w porządku. Odpowiedział, że tak i skierował się w stronę gabinetu Tsunade. Nie zaszedł za daleko. Zrobiło mu się ciemno przed oczami, a po chwili upadł na podłogę tracąc przytomność.
Obudził się w szpitalnym łóżku, podpięty do aparatury i trzech kroplówek. Każda dostarczała wszystkie potrzebne mikroelementy jego organizmowi, który domagał się ich bardziej niż kiedykolwiek przedtem.
- Co ci strzeliło do łba, by tak się zaniedbać!? Wychudzony, odwodniony, a psychika na wyczerpaniu z tego co zdiagnozowałam i z własnej wiedzy. Już ci raz tłumaczyłam. Nie obwiniaj się za to. Nie odpokutujesz tego przez własną śmierć. Zrozum to wreszcie. Z pewnością twoi rodzice nie byliby z ciebie teraz dumni. To ostre słowa, ale to prawda. Weź się w garść i idź na przód. Nie porzucaj przeszłości, ale nie zatrać się w niej. A teraz leż tu i odpocznij. Gdy wszystko wróci do normy, wypuszczę cię. Będę miała na ciebie oko.
Wysłuchał pouczenia Hokage i stwierdził, że ona ma całkowitą słuszność. Zachował się jak ostatni idiota. Całkowicie zapomniał o jednej obietnicy złożonej kilka lat temu. Zabluźnił w myślach. Miał tego dość. Jego celem stała się zmiana jego dotychczasowego życia.

- Nie sądziłem, że miałeś takie problemy. - Powiedział Namikaze z nie małym zdziwieniem wymalowanym na twarzy. - Nigdy bym oto cię nie podejrzewał.
- O uczuciową stronę?
- Nie. Raczej wariata z chorobą psychiczną.  - Itachi znów podłamał się na duchu przez taki wniosek dochodzący z ust przyjaciela i zanurzył głowę aż po oczy w gorącej wodzie, wypuszczając powoli bąbelki powietrza. - Przepraszam. Mów dalej. Jak poznałeś Maki?
- Ugotujemy się tu.
- Trudno. Nie wyjdziemy z stąd do puki nie opowiesz wszystkiego.
- Ktoś ci już mówił że jesteś upierdliwy?
- Tak.
- Dobra. Opowiem, ale nie tutaj. Może przy kieliszku sake język mi się rozplącze. - Zaśmiali się i wyszli z wody.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz