Uhu. Szaleje z notkami. Wręcz piszę jedną w każdy dzień :P. Hahahahhahahahah. Czuje wenę ^^. Następna jak zapowiedziałem w informacjach ukaże się za tydzień. Nie przeciągając dłużej zapraszam do czytania i komentowania.
~~~~~~~~~~~~~~~~
- ...wraz z tym rozkazem, Naruto od dzisiaj zostaje przydzielony do sekcji Anbu Wioski Ukrytej w Liściach na czas nieokreślony. Wraz z tym faktem zobowiązany jest do ukrycia swojej tożsamości podczas misji tego wymagających.
- Czyli po upływie półtora roku, wreszcie będę mógł przyodziać ten strój. - Chwycił i podniósł go, przymierzając poprzez przystawienie do swego ciała.
W zestawie była także ceramiczna maska. Na sam jej widok uśmiechnął się, gdyż przedstawiała głowę lisa.
- Hokage-sama wie co lubię.
- Wie więcej niż ci się zdaje. - Czekał aż uczeń się przebierze. - Całkiem, całkiem, ale brakuje ci tatuażu, który noszą nasi członkowie.
- Nasi?
- Ooo. Nie powiedziałem ci? Oficjalnie należę jeszcze do Anbu. Hmm już dobre dwadzieścia pięć lat.
- Mam sam sobie zrobić!?
- Nieee! Jeszcze byś sobie krzywdę zrobił. Jednak jest pewna rzecz jaką sam możesz zrobić. Pseudonim. Wymyśl sobie jakiś. Najczęściej bierze się jakieś zwierze.
- To ty jaki miałeś? - Zapytał z błyskiem w oku.
- Powiem, ale pozostaje to między nami. Wołali na mnie Jeż.
- Na prawdę!? Hahaha. - Blondyn upadł na ziemię i zaczął się śmiać.
- Wiedziałem, żeby ci jednak nie mówić.
- Dobra. Już się uspokoiłem. To powiedz dlaczego ci taki nadali pseudonim?
- Było wiele powodów. Jednak jeden był wręcz oczywisty. - Jiraiya nachylił się. Oparł na rękach górną część ciała. Po chwili jego bujne białe włosy, przemieniły się w zabójcze kolce, które mógł wydłużać. - Właśnie dlatego!
- Ja nie chcę!! Ajjj!! Aaaaaa!! - Echo rozniosło odgłos cierpiącego blondyna na kilka kilometrów.
Godzinę później. Podróżowali dość szybko przez góry. Widoki były niesamowite. Jeziora i rzeki błyszczały na tle dolin w których się znajdowały. Rzeźbiły krajobraz od początku swego istnienia.
- Strój nawet wygodny, ale maska troszeczkę za bardzo ogranicza pole widzenia. - Zaczął przy niej majstrować.
- Zostaw. Przyzwyczaisz się. Nawet pomaga się ona skupić. Wybrałeś już?
- Co?
- No jakoś będę musiał cię wołać i na pewno nie po imieniu.
- Przemyślałem wszystko i zważając na to, że jestem jinhuuriki pewnego futrzaka, to zadecydowałem, że będę nazywał się Kitsune.
- Mogłem się domyślić. - Erosennin uśmiechnął się szczerze. - Jedyne pasujące do ciebie.
- Możliwe.
- Na wieczór będziemy u celu. - Zmienił temat białowłosy. - Ty mnie słuchasz!?
- Co? Ta. - Jego mistrz zauważył że trzyma coś w ręku.
- Naruto. Co ty tam miętolisz?
- Nic takiego.
- Na pewno? - Blondyn pokiwał nie pewnie głową. - I tak ci nie wierzę. - Chwycił rzecz i wyrwał z ręki blondyna, przelatując nad jego głową.
- Ej! Oddawaj!
- Teraz zobaczymy co ty tam tak skrywałeś... - Zaniemówił. Zrobił się czerwony, a z nosa poleciała mu krew. Gdyby nie refleks Namikaze, spadłby w przepaść na łeb na szyje.
- Mówiłem, że to nie dla ciebie, sensei!
- Dobra. Przyznaję się do błędu. Jednak nie odpuszczę ci dopóki nie dowiem się. Jak tyś to zdjęcie zrobił!?
- Hehe. Ma się swoje sztuczki. Już wcześniej prosiłem ją o zdjęcie, lecz trochę inne. Nie zgodziła się, mówiąc że się wstydzi. W łazience przed wywaleniem ubrań, wypadł mi z nich mały aparat. Nie mogłem się powstrzymać i zrobiłem je na oślep. Dopiero później zorientowałem się, że trochę zły moment wybrałem na jego zrobienie. Jednak nie było odwrotu i zostało. Teraz wyciągnąłem złe. Mam także drugie. Teraz jest już okryta szlafrokiem. Po namowach zgodziła się i mam pamiątkę po niej.
- Hahhaha. Chyba nie jedną!! Hahahhaha. Moja szkoła, jednak tego nie udało mi się zrobić. Po próbie, obudziłem się w szpitalu. Spędziłem w nim ponad dwa miesiące. Obydwie ręce złamane, tak jak kilka żeber. Nie licząc oczywiście obrażeń wewnętrznych.
- Kto to był?
- Tsunade. Hhhh. Miała wtedy lżejsze uderzenie niż teraz.
Blondyn zaczął się pocić. Zamarł prawie w bezruchu. Jego szczęka sama zaczęła się poruszać i dygotać. Gdyby dać mu ołówek, zatemperował by go bardzo szybko.
- No pięknie! Mogłem skończyć jak Jiraiya lub nawet gorzej! Zgonem!
W pewnym pomieszczeniu spał nastoletni mężczyzna. Jego oddech był miarowy i spokojny. Podnosząca i zniżająca się kołdra powiadamiała o tym jednoznacznie. Nie miał koszmaru, a raczej spokojny sen. Przekręcił się z boku na bok, nieświadom osoby stojącej przy jego łóżku. Tajemniczy osobnik wyciągnął miecz z pochwy i przystawił go do śpiącego mężczyzny. Był opanowany, a katana prawie dotykała już szyi jego przyszłej ofiary. Podniósł broń ponad głowę obiema rękami. Ostrze zabłysło w świetle księżyca. Szybki ruch. Poduszka pokryła się cieczą o szkarłatnej barwie. Zabójca nie mógł napawać się tym widokiem zbyt długo. Ciało zniknęło, tak samo wydobywająca się z niego krew w chmurze białego dymu. Z szafy, która stała przy pobliskiej ścianie wyskoczył zamaskowany mężczyzna z kunaiem w dłoni. Jego maska przypominała wyglądem lisa, a na głowie widniały blond włosy. Ów mężczyzna rozbroił niedoszłego zabójce i związał porządnie metalową linką. Zabrał go ze sobą otwierając drzwi od pokoju i wyszedł pchając swego więźnia do przodu. Oczywiście, stosownie wcześniej, jak na profesjonalistę przystało, zasłonił oczy mężczyźnie jakąś szmatką. Szli tak dość długo, gdyż posesja była ogromna. W pewnym momencie skręcili w zaułek i otworzyli kolejne drzwi. Za nimi widniały schody. Zeszli nimi. Na samym dole, popchnął zamachowca tak, że ten upadł na zimną podłogę.
- Miałem racje, że ataki się nie skończą. Jednak ten pierwszy był o wiele bardziej wyszkolony. Co nie, Kitsune?
- Masz całkowitą słuszność. Ten nie umiał nawet utrzymać swej katany w rękach, a pojmanie było czystą formalnością.
- A czy wiecie już, kto stoi za tymi zamachami na moją osobę? - Spytał młodzian, który z założenia miał być już martwy.
- Tamten nic nie wygadał. A przepraszam. Zdążył jedynie powiedzieć, żebym się walił. Teraz przez tydzień będzie żarł robale. Ciekawe czy go złamię. Choć stary. - Podniósł z ziemi mężczyznę. - Może ty będziesz bardziej rozmowny niż twój poprzednik.
- I tak dziękuje za waszą pomoc. Naruto, nawet nie sądziłem że nasze drogi jeszcze kiedyś się zejdą.
- A ja tak właśnie myślałem, że to ty jesteś zleceniodawcą, Osamu.
- Powoli, ale jednak idziesz w stronę spełnienia marzeń. Dzisiaj Anbu, a jutro może i Hokage. - Zaśmiał się i poklepał przyjaciela w ramię.
- Może, ale jeszcze nie w najbliższym czasie.
- Nadal jej nie odnalazłeś?
- Tak jakby zapadła się podziemie. Nikt o niej nie słyszał. A ja nawet nie wiem, jak ona może wyglądać, co tylko utrudnia sprawę. - Uderzył bezradny w ścianę.
- Spokojna głowa. Kiedyś się odnajdzie i to w najmniej spodziewanym momencie.
- Pewnie masz racje.
- Chyba możemy już wyjść na zewnątrz? Dzisiaj nie powinno być już żadnego ataku.
- Chwila. - Blondyn wykonał pół pieczęć, co spowodowało że klony, które ruszyły po zdarzeniu w poszukiwaniu kolejnych celów, zniknęły dostarczając informacji oryginałowi. - Możemy. Nic podejrzanego nie znalazłem.
- To może się ze mną napijesz? Powspominamy stare lata. Może się trochę rozchmurzysz.
- Niestety, ale muszą stanowczo odmówić.
- Rzeczywiście. Ty przecież nie masz siedemnastu lat! Nadal nie możesz pić! - Ewidentnie próbował mu dokuczyć.
- Nie to. Jestem teraz na służbie i nie mogę, jednak jeden kieliszek chyba nikomu nie zaszkodzi.
- Wiesz może co u Nanami? Nie widziałem jej od czasu ukończenia treningu. - Mina blondyna zmarkotniała, a oczy utkwiły swój wzrok w pustym kieliszku.
- Nie żyje.
- Cooo!?!? - Ledwo wypowiedział to proste słowo Osamu, któremu sake utkwiła w gardle.
- Dobrze słyszałeś.
- Co się stało!?
- Kilka miesięcy temu, wraz z Jiraiyą-sama przemieszczaliśmy się z Kraju Chmóry w kierunku Suny. Wiesz. Wykończeni po ilości misji, chcieliśmy gdzieś odpocząć, przynajmniej przez jedną noc. Wybór był prosty. Odwiedzić starych znajomych.
- Po jaką cholerę podróżowaliście taki kawał? - Przerwał jego wypowiedź.
- A taką, że tam była kolejna misja zlecona przez Hokage. Na czym to ja? A tak. Szczęśliwi i radośni dotarliśmy na miejsce, gdzie miny nam zrzedły prawie natychmiast. Naszym oczom ukazał się tragiczny widok. Cały dom stał w zgliszczach, najprawdopodobniej został podpalony. Pobiegliśmy szukać ocalałych. Niestety. Takowych nie było. Znaleźliśmy cztery zwęglone ciała. Nawet nie wiem które należało do kogo. Po wylewie swoich łez, pochowaliśmy wszystkich przed domem. Jak kiedyś będziesz tamtędy podróżował, to zobaczysz ich groby.
- Wiesz przynajmniej kto to uczynił!? - Nalał kolejną kolejkę przyjacielowi.
- Taaa.
- To wstawaj! Moja rodzina pomoże w zemście! To byli też moi przyjaciele!
- Już nie trzeba. Wybiłem wszystkich. Co do ostatniego.
- To kto to był?
- Rodzina Shinohary. Zrobili to w zemście za ich syna. Nie zdziwiłbym bym się, gdyby okazało się, że to któryś z nich wynajął zabójców do sprzątnięcia ciebie. To przecież ty zabiłeś Shinoharę w tym całym incydencie.
- Taa. Skurczybyk umiał się bronić.
- Mieliście tego samego mistrza. Wracając do opowieści, to raczej nie możliwe, by to oni stali za zleceniem za twoją łepetynę, gdyż jak już wspomniałem. Wszyscy nie żyją. Wybiłem ich, cały klan. Nie oszczędziłem nikogo, a powinienem. - Zgniótł w dłoni kieliszek, przez powracające wspomnienia. Strużka krwi popłynęła po blacie, lecz nie przejął się tym i mówił dalej. - Patrzyłem im w oczy, gdy konali, gdy błagali o litość, a ja ich wyrżnąłem jak jakieś stado bydła. Matki próbowały ochronić swoje dzieci, które płakały. Wszyscy nie żyją. Wszyscy! Widzę ich twarze co noc. Co noc! Patrzą się na mnie, swoimi trupimi spojrzeniami i nic nie mówią. Zupełnie nic. Próbuje się odezwać. Nie mogę. Wszyscy znikają i znowu pojawia się ten koszmar co zawsze.
Osamu zauważył, że ciążyło to na sumieniu blondyna. Widać było, że jednak rozmowa była potrzebna, nawet taki bełkot po alkoholu. Naruto ewidentnie się upił. Ledwo wstał od stołu. Osamu jako przyjaciel nie mógł mu nie pomóc i wziął go pod ramię. Obydwoje skierowali swoje kroki ku sypialniom. Tam czekał na blondyna Jiraiya, który zajęty był pisaniem nowej książki.
- Co ty mu zrobiłeś? Jeszcze w życiu tak nie wyglądał.
- Przepraszam Jiraiya-sama, ale samo tak wyszło.
- No trudno, dawaj go na to łóżko. - Osamu położył przyjaciela na materacu i przykrył kocem. Efekt był szybki. Blondyn zasnął.
- Dowiedziałem się o Nanami i Yoshito. A myślałem właśnie by udać się w odwiedziny.
- Czyli ci powiedział. Nawet mnie nie chciał tego wyjawić. Nie dosyć, że jego kolega z drużyny został uprowadzony dwa lata temu, to na dodatek zginęła ona. Od tamtej nocy, tak ma. Czasami jak wrak człowieka, który został pozbawiony wszelkich uczuć. Przynajmniej ostatnio zauważyłem, że jednak się ich do końca nie pozbył. To pocieszające. Mam nadzieje, że nie zmieni się jeszcze bardziej, zanim nie wrócimy do Konohy.
- Oj, czuję że jednak tracimy go.
- Dlatego, gdy tylko skończymy tą misję. Zabieram go w pewne miejsce. Mam nadzieje, że to co tam się odbędzie, zwróci mu jego psychikę.
Następnego dnia Naruto obudził się z bólem głowy. Rozejrzał się po pokoju. Na budziku, widniała dwunasta. Widząc godzinę, na prędkości wziął prysznic i ubrał się. O mało nie zapomniał o ceramicznej masce, za którą musiał się kryć. Gdy wyszedł na zewnątrz promienie słoneczne od razu go oślepiły. Na placu odbywała się codzienna musztra strażników posesji. Odbywała się ona trzy razy na dzień. Pokierował swe kroki dalej, ku bramie posesji. Tam odnalazł tych których szukał.
- Nareszcie wstałeś. Będziemy eskortą dla kilku powozów. - Wyjaśnił mu w pośpiechu Jiraiya.
- A gdzie my jedziemy?
- Wywabić wilka z lasu. Chyba wiesz co masz robić w takim wypadku.
- Taaa. Siedzieć obok Osamu i pozabijać wszystkich, którzy będą chcieli wtargnąć do wozu.
- Dokładnie. No nie mamy czasu na pogaduchy. Idziemy.
Siedząc tak w powozie, Naruto zaczął rozmowę.
- To twój pomysł? - Ten tylko na niego spojrzał. - Czyli jednak twój.
- Chce to zakończyć jak najszybciej. Z tego co dowiedział się Jiraiya-sama, to jest ich cały obóz. Tu niedaleko.
- To nie potrzebnie się narażasz. Mógłbym tam sam pójść i wszystko załatwić.
- Twój sensei miał do tego pomysłu złe przeczucia. Ja też to czuje. Coś wisi w powietrzu.
- Dobra. Zaufam waszym przeczuciom, ale jak się mylisz, to stawiasz dziś wszystkie kolejki.
- I tak to ja stawiam. To przecież mój dom.
- No właśnie! Szykuj się na wydatek. Wypije ci pół piwnicy! - Obydwoje wybuchli śmiechem.
Zbliżali się do miejsca pobytu zamachowców. Nawet było widać dym z ognisk.
- Chyba nie będę pił na twój koszt. Coś tu nie gra. Skrytobójcy nie palą ognisk, przynajmniej tak widocznych.
- Ha. Musisz mocniej wierzyć w nasze przypuszczenia.
- Jednak to nadal były tylko domysły. - Odwrócił się w stronę przyjaciela, wystawiając się na atak przez okno powozu.
- Naruto schyl się!! - Zareagował szybko Osamu powalając go na ziemię. Tuż nad ich głowami przeleciały tuziny shurikenów i kunaii, wręcz przecinając powóz na pół.
- Dzięki.
- Jak zawsze ratuje ci dupsko.
- Haha. Ciekawe kiedy? Zostań tu. Muszę rozprostować kości na kilku typkach.
Wyskoczył łamiąc założenia pierwotnego planu, pozostawiając Osamu. Jednak był przekonany, że sobie poradzi. Wyciągnął katanę i zauważył szarżujących w jego stronę ninja. Co go zdziwiło to to, że mieli opaski z różnych krajów. Straż konwoju także wyszła im na przeciw. Rozpoczęła się istna batalia. Gdzie się nie odwrócić, odbywały się pojedynki. Dźwięki pocierania metalu o metal rozchodziły się po całym lesie. Niekiedy słychać było wybuchy, spowodowane używaniem przez Namikaze licznych rassenganów. Gdy już myśleli, że zwyciężyli, widząc jak niedobitki się wycofują. Coś ich wręcz sparaliżowało. Naruto i Jiraiya stali obok siebie, spoglądając w ten sam punkt.
- Genjutsu? Ale od kogo? - Wykonał pieczęć i wypowiedział ,,kai". Niestety nie podziałało. Pojawił się w swojej podświadomości. Tam Kyuubi przesyłał mu dość dużą ilość czakry, próbując przerwać iluzje.
- No nareszcie! Jesteś tu, a to znaczy, że technika została przerwana.
- Jak?
- Powiem tak byś zrozumiał. Wszyscy jinhuuriki odporni są na genjutsu.
Przerwał pogawędkę z lisem, by wybudzić Erosennina. Na szczęście, wstrzyknięcie czakry podziałało i oprzytomniał, zanim ruszył do przodu.
- Wiesz kto to? - Spytał białowłosy.
- Zaraz się przekonamy.
Blondyn miał rację. Tuż po kilku sekundach wyłoniły się dwie postacie zza pagórka. Miały one czarne płaszcze przyozdobione czerwonymi chmurami. Erosennin od razu ich rozpoznał.
- Itachi Uchiha i Kisame Hoshigaki. Znowu wy?
- Witam, Jiraiya-sama. Niestety, ale zlecenie nie może być dłużej przekładane.
- Kyuubi jest waszym celem?
- Mogłem się spodziewać, że pan wie o nas dość sporo. Niestety, ale musimy przerwać tą pogawędkę.
Z jego rękawa poleciało kilka shurikenów, które zostały odbite.
- Szybki jest. - Pomyślał blondyn.
- Naruto. Ja wezmę się za Kisame. Nie poradzisz sobie z nim, przez jego miecz. Ty używasz bardzo dużo czakry do ataków, ja nie i dlatego to ja będę lepiej sobie radził. Nie patrz Itachiemu w oczu. Od razu złapię cię w genjutsu.
- Nie muszę. Myślisz, że jak wyszedłem z tamtego? - Białowłosy pomyślał chwilkę i zdał sobie sprawę z tego, że nie ma zielonego pojęcia.
- Kyuu do tego nie dopuści. - Znowu jego ciało pokryło się krwistoczerwoną czakrą, a oczy przybrały taki sam kolor. Na ochraniaczu widniał znak czterech ogonów. Na początek musiał pobyć na tym poziomie. Już ostatnio zauważył, że jest coś nie tak i gdy uaktywnia maksymalny teraz poziom, czyli szósty bez uprzedniego wydobycia czakry lisa zaczyna tracić nad sobą kontrolę. Nie mógł teraz do tego dopuścić.
Obydwie walki trwały kilka godzin. Jeden z uczestników nie przeżył starcia. Był nim człowiek o wyglądzie rekina. Po tym jak został oddzielony od miecza, poprzez jedną z żab, która go zjadła, zaczął przegrywać. Ostatecznie został zabity przez rassengana Jiraiyi, który teraz ledwo trzymał się na nogach. Naruto także nie miał lekko. Itachi wypalił na niego wszystkie techniki, którymi dysponował, wliczając takie jak Susanoo, czy Amaterasu. Tego ostatnie nie miał jak uniknąć, lecz zbroja z czakry dzielnie go osłaniała i odpadała, gdy zajęła się czarnym ogniem. Podczas walki uaktywnił się siódmy ogon. Doprowadziło to do lekkiego przerobienia krajobrazu, ale Naruto dał radę nad tym zapanować i powrócić do szóstego. Uchiha został schwytany. Technika została tak, użyta by sama się regenerowała. Miała także kilka warstw. Młody Namikaze stworzył lodową klatkę i umieścił w niej kruczowłosego. Była tak skonstruowana, że nie miał szans dosięgnąć kogoś, poprzez czarne płomienie. Było to za sprawą miliardów mikroskopijnych, lodowych igieł w ścianach techniki. Gdzie nie spojrzał Itachi, tam nawet nie będąc świadom, patrzył na klatkę. Został także skrępowany za pomocą lodu, na nogach i rękach. Nadal odczuwał on efekty korzystania z technik wzrokowych. W tym samym stanie był Naruto. Wyczerpany, leżał oparty o pień drzewa i ciężko oddychał. Jednak nadal pozostawał skupiony, by utrzymywać więzienie w odpowiednim stanie.
Podszedł do niego Jiraiya i usiadł przy nim.
- Widzę, że ty także się uporałeś. Na dodatek uwięziłeś go. Dobrze się spisałeś. Będziemy mogli go teraz zabrać do Konohy. Tam zadecydują co z nim zrobić. Pewnie odpowie za swe czyny. - Gdy białowłosy zamierzał wstać został powstrzymany.
- Zaczekaj. Zanim go zabierzesz w nieznany mi sposób, ale zapewne dość szybki, wysłuchaj co ci mam do powiedzenia.
- Mam nadzieje, że to coś ważnego.
- I takie jest. Już przy wcześniejszym spotkaniu to poczułem, lecz myślałem że się mylę. Jednak tym razem jestem tego absolutnie w stu procentach pewien.
- Czego?
- Itachi jest kontrolowany przez genjutsu. - Mina Jiraiyi zmieniła się z lekko gniewnej na zaciekawioną i zdziwioną jednocześnie.
- Co!?
- Idź i sam się przekonaj. Dotknij krat, cały czas wysysam jego czakrę, by kontrolować jej ilość. Nawet nie wiem jak tego dokonałem, ale działa i to się liczy.
Sannin wstał i zrobił tak jak mu powiedziano. Skupił się najlepiej jak mógł i dotknął ściany. Przez chwilę próbował nie upaść ze zdziwienia. Wszystko co powiedział blondyn było prawdą.
- Naruto. Ty masz do cholery rację!!! Ale jak to możliwe.
- Mam to wiedzieć czy od razu zacząć zgadywać?
- Widzę że humor ci wrócił. Jeśli się nie mylimy, to zostanie on oczyszczony z zarzutów i wróci do normalnego życia! No prawie normalnego. Jego lewa ręka wygląda okropnie i najprawdopodobniej nie będzie mógł już wykonywać pieczęci. Zostanie kaleką.
- Nie możemy nic zrobić?
- Na pewno nie zdołam go wyleczyć, ale możemy coś teraz już uczynić. Wstawaj. Za kilka minut znajdziemy się w naszej wiosce. Kuchiyose no jutsu! - Przed nimi pojawiła się ogromna ropucha.
- Hmmm. Jiraiya. Po co mnie wezwałeś?
- Witaj Gamabunta. Mam dla ciebie robotę nie cierpiącą zwłoki. Weźmiesz nas na górę. Nie wszyscy mogą tam zostać przywołani, a musimy szybko wrócić do wioski. Później pan Fukasaku przyzwie cię w niej i nas jednocześnie.
- No dobrze, ale będziesz moim dłużnikiem.
Wpakowali lodową klatkę na język ropuchy. Miała trochę sprzeciwu, ale ostatecznie się zgodziła, po czym oni także weszli. Pojawili się na Górze Myõboku. Jiraiya wybiegł z paszczy w stronę domu potrzebnej mu ropuchy.
- Panie Fukasaku!
- Jiraiya! Co ty tu robisz?
- Mam prośbę. Musisz przenieść nas do Konohy. Najlepiej gdyby to był dach budynku Hokage.
- To sam nie potrafisz wykonać przywołania zwrotnego?
- Jest z nami osoba, która nie ma podpisanego paktu. Dlatego potrzebuje twojej pomocy.
- Dobrze. Zrobię to, lecz potrzebuję widzieć co i kogo przenoszę.
Po kilku minutach byli na miejscu. Klatka, a obok niej Naruto stali na jakimś pustkowiu. Namikaze nie mógł wyjść z podziwu dla tego miejsca. Nigdy wcześniej tu nie był.
- Łoook. Jiraiya. Nie wspominałeś że tymi osobami są oni. No cóż. Szykujcie się. Pójdę z wami. Czuje, że chciałbyś ze mną o czymś porozmawiać.
- Nie mylisz się. Niestety, ale czas nagli.
- Już, już. Muszę zebrać wystarczająco dużo czakry.
Wykonał kilka pieczęci i zamarł w bezruchu. Po upływie może trzech minut wykonał ostatni symbol i nagle znaleźli się w wiosce. Nie obyło się jednak bez twardego lądowania. Spadli z trzech metrów.
- Przykro mi, ale nie mam takiego wyczucia co kiedyś.
- Nic nie szkodzi, ajjj. - Strzeliło sanninowi coś w plecach. - Ważne że dotarliśmy.
Naruto o mało nie został przygnieciony przez własną technikę, lecz także stanął na nogi. Jiraiya zeskoczył z dachu i wylądował tuż na oknach. Piąta o mało nie rozwaliła kolejnego biurka, ze strachu. Na jej twarzy zawitało nie małe zaskoczenie, spoglądając kto ją naszedł. Pośpiesznie otworzyła okno i pozwoliła wejść przyjacielowi.
- Jiraiya. Gdzie jest Naruto i co się stało!?
- Wygląda lepiej niż ja, ale także dostał w kość. Musisz iść ze mną na dach, ale przed tym zawołaj Inoichiego. Z pewnością będzie potrzebny.
Cała trójka skierowała się na dach. Piątej już drugi raz w przeciągu piętnastu minut zaparło dech w piersiach. Zobaczyła na własne oczy, jak Itachi Uchiha siedzi w technice pół żywy i schwytany.
- Jiraiya. To wy to wy to zrobiliście? - Spojażała na blondyna. Uśmiechał się zadziornie, chociaż ledwo stał.
- Zanim tu wygłosisz nam kazanie mam ci kilka informacji do przekazania. Otóż jego partner Kisame Hoshigaki nie żyje. A przed tobą jest Itachi Uchiha.
- Zauważyłam.
- Czekaj. Nie dokończyłem. Nie wiem jakiej, ale jest pod kontrolą techniki z dziedziny genjutsu czy coś w tym stylu. Reasumując jest kontrolowany. - Tsunade chciała przerwać, lecz jej na to nie pozwolił. - Dlatego poprosiłem by nasz spec od tego typu rzeczy to potwierdził, lecz my z Naruto jesteśmy tego pewni. Jeśli to prawda, to chyba wiesz co to oznacza?
- Że masakra klanu Uchiha nie była jego winą.
- Trafiłaś w dziesiątkę.
Inoichi przez ten czas powoli, lecz zdecydowanie podszedł do klatki. Wysunął obie dłonie i dotknął jej. Czakra Itachiego przepłynęła przez jego ciało. Delikatnie odsunął ręce i odwrócił się w stronę Hokage. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, dzięki którym można by wyciągnąć wniosek.
- I!? - Zapytała krótko, lecz zwięźle blondynka.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz