niedziela, 29 lipca 2018

C.B. - Słaby punkt

Witam Was serdecznie. W KOŃCU zakończyłem rozdział. Mam wielką nadzieję, że trochę bardziej rozbudowuję akcję i nie pędzi ona jak strzała ^^. Chciałbym to osiągnąć, gdyż na dłuższą metę lepiej to wygląda, a im dłuższe notki, tym później zakończę serię. Nie przedłużając ni sekundy, zapraszam do czytania.
****************
Nastał nowy dzień, lecz niezbyt spokojny. Pogoda dawała siwe znaki na nowo sprowadzając wichurę. Namito stał w drzwiach niewzruszony zimnym powietrzem okalającym jego ciało. Rozglądał się i czekał. Kilka chwil później z dachu zeskoczył jego bratanek.
- I jak? Znalazłeś coś? - Spytał.
- Nie zauważyłem nic co mogłoby wskazywać na czyjąś obecność w pobliżu naszego schronienia. Zero odcisków w ściegu, nie wyczułem zapachu, ani czakry. Nie mam zielonego pojęcia kto lub co to było. - Weszli do środka. Zaczęli krzątać się wokół rozpalonego ogniska. Jinhuuriki usiadł na ławie, a Namito postawił garnek i zaczął coś pichcić.
- A sprawdziłeś dalej? Ślady mogła zatrzeć burza, ale może zauważyłeś złamaną gałąź lub upuszczoną rzecz?
- Nic z tych rzeczy. Wszędzie tylko martwa, głucha cisza. Nawet nie było oznak przebywania na tym terenie zwierząt, oprócz śladów... - Wziął patyk i zaczął rysować na piasku. - ...to jest nasz dom. A to teren jaki sprawdziłem. Wszystkie uciekły dokładnie prostopadle od naszego miejsca zatrzymania. Nie wiem co mam o tym myśleć.
- Nie dziwię ci się. Mieszkałem tyle lat w lesie, a one umiały podejść do budynku na kilka metrów i się nie obawiały naszej obecności. Tu coś je spłoszyło. Wyczuliśmy to oboje, więc niemożliwe żebyśmy mieli jakieś omamy, a także nie wpadliśmy w żadne genjutsu.
- To co to było?
- Czułem się dziwnie. Przeszły mnie nie małe dreszcze i dziwny niepokój. Tak jakby sama śmierć przyszła nas zobaczyć.
- U mnie to samo. Nawet Kyuu się wzdrygnął. - Lis uśmiechnął się w ciele blondyna. Zapanowała cisza na następne kilka minut.
- No. Gotowe. Zawołaj wszystkich.
- A smaczne to chociaż? - Spojrzał w garnek, który od razu został zakryty przez Namito.
- Przekonasz się gdy spróbujesz. - Zaśmiał się. - No idź, bo wystygnie. - Zaczął nalewać, gdy blondyn już odszedł.
- Aha. Dzięki za wczorajszą rozmowę. - Powiedział po obudzeniu Hokage i dwóch joninów.
- Zawsze do usług. - Skinął głową w jego stronę.
Zapukał do przyjaciół.
- Wstawać! Zbiórka na dole!
- Dobrze! - Odkrzyknęła Ten Ten. Jeszcze usłyszał kawałek zdania: - Neji! Wstawaj albo ...
Wszedł do swojego pokoju. Kunoichi jeszcze spała. Stanął przy niej i zaczął się przyglądać. Oddychała umiarkowanie i spokojnie płytkim oddechem. Wtulona była w kołdrę, zapewne przez chłód. Różowe włosy delikatnie przykryły jej powieki. Nie czekając, szybko przykucnął na jedno kolano i odgarną je dłonią.
- Chciałbym żeby ten moment towarzyszył mi każdego ranka. - Powiedział cicho i pogłaskał po włosach. Zaczął ją powoli budzić słodkim głosem. - Sakura. Pora wstać.
Bez efektów.
- Kwiecie wiśni. Pobudka. - Tym razem trochę głośniej i lekko szturchając ją w bark.
- Jeszcze pięć minut. - Poprosiła zaspanym głosem i schowała głowę pod kołdrę. Nie tego się spodziewał. Zrobił zawiedzioną minę i podrapał się po blond czuprynie. Przyszła mu pewna myśl. Podszedł do jej nóg i schylił się. Chwycił za końcówkę kołdry i szybkim ruchem ściągnął ją z różowowłosej. Nie była tym faktem zachwycona.
- Zgłupiałeś!?!? Zimno!!! Oddaj ją! - Krzyknęła w jego stronę tym samym rumieniąc się i zakrywając się rękoma.
- Oddam, jak się ubierzesz. - Powiedział to stanowczym głosem, lekko się odsuwając widząc, że chce sięgnąć jego własność.
- Ale jesteś uparty.
- I vice versa. Zaraz sam cię ubiorę, jeśli się nie pośpieszysz. - Uśmiechnął się i przymrużył oczy.
- Za nic w świecie. Odwracaj się! - Dopiął swego, więc posłusznie wykonał polecenie. Przy okazji schował wszystkie swoje rzeczy do zwoju. Następnie, po paru minutach, gdy kunoichi była gotowa, zabrał także jej plecak. - Nie musisz tego robić. Dam sobie radę.
- Ale chcę. Sprawia mi to przyjemność, więc nie zabieraj jej. - Przystanęła przy schodach i popatrzyła z niedowierzaniem na niego.
Dopiero po chwili przypomniała sobie, że nadal nie odpowiedziała na jego pytanie zadane zeszłej nocy. Powiedziała, że nie wie i musi się zastanowić. Wykręcała się także wymówkami typu ,,Mam sporo rzeczy do przeniesienia". Nie wiedziała czemu tak odpowiedziała. W głębi serca czuła jednak, że chce z nim zamieszkać. Nie trzymało jej już nic w starym domu, gdy rodzice zginęli. Zrobiło się pusto. Żadnego przywitania, czy wymiany zdań. Niby zamieszkała z nią teraz Nanami, ale ta oznajmiła, że zostanie z nią do czasu znalezienia własnego mieszkania.
- Co się dzieje z Sakurą? Taka nieobecna. - Zapytała Hokage widząc, że jej uczennica nie zeszła na dół. Naruto odstawił plecak i wrócił się po nią. Bez pytania ani uprzedzenia chwycił ją i zniósł w ramionach. Zawstydziło ją to, gdy spostrzegła jak w ich kierunku gapią się wszyscy z uśmiechami na ustach. Odstawił ją i nagle złapał się za plecy.
- Coś mi strzeliło. - Zrobił sztuczny grymas na twarzy. Namito prychnął ze śmiechu mało co nie dławiąc się posiłkiem.
- Chyba do łba! - Szturchnęła go w ramię i udała obrażoną. Wszyscy wybuchli śmiechem na widok tej scenki.
Usiedli na jedynym wolnym miejscu otrzymując własną porcję gorącego śniadania. Musiała usiąść na jego kolanach, a zdawało jej się, że wczoraj było więcej ławek. Przez ten czas, Namito wyjawił ich dochodzenie i jego skutki, a raczej brak jakichkolwiek w tej sprawie. Po dyskusji nic się nie zmieniło. Nadal mieli zachowywać czujność, chociaż bardziej wzmożoną niż wcześniej.
Znów wrócili do starego ustawienia i maszerowali dobre pięć godzin.
- Mistrzu. - Odwróciła głowę w stronę Tsunade.
- Tak? - Odwzajemniła spojrzenie.
- Mogę na moment pójść do przodu? Mam pewną ważną sprawę. - Poprosiła.
- Ważniejszą od tej misji?
- Nie, aż takiej wagi to ona nie jest i może poczekać. - Posmutniała.
- Idź. Dam se radę. W ogóle uważam, że wymieszanie par trochę was ożywi. Nawet nam skończyły się tematy do rozmowy. - Uśmiechnęła się w jej stronę. - Namito! Pozwól tu na moment!
- Czego ona znowu chce? - Odwrócił głowę do tyłu.
- Pewnie zupa była za słona. Hahaha. - Na chwilę jego rysy twarzy się wyostrzyły. -  Ale taka była - Kyuu nie mógł się powstrzymać od komentarza. Od razu blondyn otrzymał odpowiedź w postaci dobrze wymierzonej śnieżki.
- Następnym razem wrzucę cię w zaspę.
- Następnym razem to ci oddam po stokroć. - Wypluwał jeszcze śnieg z ust bluźniąc pod nosem na Kuramę, bo to przez niego dostał. Opanował się, gdy spostrzegł, że kunoichi podbiega do niego.
- Mogę się przyłączyć?
- Z tobą choćby na koniec świata.
- Cieszę się, że to słyszę.
- Zapewne chcesz żebym stworzył sferę, prawda? Zaraz się tym zajmę.
- Nie o tym chciałam pogadać, chociaż to nawet niezły pomysł. - Natychmiast przestał kumulować energię i całkowicie skupił się na jej osobie. Poprosił lisa, by ten potrzymał wartę przez parę minut. Ten bez słowa zmaterializował się obok niego i poszedł na szpicę. Zapanowała głucha cisza. Nie przyzwyczaiła się do widoku Kyuubiego.
- Ziemia do Sakury. - Pomachał dłonią przed jej oczami. Spojrzała na niego zmieszana. - Już myślałem, że nie wrócisz z zamyślenia. - Uśmiechnął się. - To co chciałaś przedyskutować?
- Sama nie wiem.
- Mi możesz wszystko powiedzieć. Chyba o tym wiesz?
- Tak, ale to nie chodzi o to, że ja się boję czegoś wyjawić. Chciałam się dowiedzieć... yymm... - Zauważył, że łamała sobie palce, a także strasznie poczerwieniała i jąkała się. Przez to sam poczuł się dość nieswojo, powoli zdając sobie sprawę z powagi pytania. - ...Naruto. Czemu... ymm... no wiesz...
- Co chcesz wyrazić? Nie musisz się tego wstydzić.
- Czemu... chcesz ze mną zamieszkać!?!? - Nie mogła inaczej tego powiedzieć niżeli przez wykrzyczenie tego. Wszyscy w jednym momencie spojrzeli się w ich kierunku i zaczęli między sobą szeptać.
Zbyt nagłe pytanie o tej tematyce spowodowało zawieszenie procesów myślowych w jego głowie. Z całych sił próbował najpierw odpowiedzieć sobie w głowie, by wszystko posiadało ręce i nogi, ale nie mógł sformułować choćby zdania. Szli, ale cały czas miał spuszczony wzrok. Ona zrobiła to samo czekając na odpowiedź. Zdawała sobie sprawę, że odpowiedzieć jest mu bardzo ciężko. Wiedziała o tym zbyt dobrze, by próbować go pośpieszyć, ale także była zbyt speszona, by sama go wypytać o szczegóły.
Tymczasem z tyłu Namito złapał się za głowę nie dowierzając co widzi. Zaobserwował ruch głowy, ciała oraz jego chód. Wszystko wyglądało na szukanie czegoś. Szukanie odpowiedzi. Chcąc pomóc już kolejny raz bratankowi wiedząc, że najzwyczajniej nie radzi sobie, uformował ze śniegu kolejną śnieżkę i wycelował w niego. Rzucił precyzyjnie, wprost między włosami, a opadającym z tyłu kapturem. Osiągnął zamierzony efekt, gdy blondyn odwrócił się w jego stronę. Oczy wyrażały tylko jedno: ,,Zatłukę". Ten nie czekając na kolejny ruch młodego, szybko zaczął gestykulować. Najwyraźniej przykuł tym uwagę Naruto, który powoli kiwnął głową, że zrozumiał co przekazuje. Z minutę zajęło mu pokazywanie między innymi serca, oczu, głosu i wielu innych. Na zakończenie kciuk w górę i uśmiech, mówiący o tym, że w niego wierzy. Jinhuuriki z powrotem odwrócił się w stronę w którą maszerowali. Namito zadowolony, że udało mu się przekazać to co chciał szybko posmutniał. Zdał sobie sprawę, że podpowiada, gdy jemu samemu się nie wiedzie.
Tym czasem, Naruto trochę bardziej zdecydowany co może powiedzieć, popatrzył na różowowłosą. Spiął mięśnie, by po chwili je rozluźnić. Wziął głęboki oddech i zaczął mówić:
- Czemu chcę z tobą zamieszkać? Może dlatego, by co dzień budzić się przy tobie z myślą, że wszystkie moje marzenia się spełniły i nie potrzebuję nic więcej do szczęścia, gdyż ty nim jesteś. Już teraz wypełniasz moje myśli, ale poczułem, że to zwyczajnie za mało. Nie chcę już dłużej samotnie spędzać chłodnej nocy. Kołdra nie daje ciepła tak jak uczucie, które czuje i wypełnia mnie całego. Chciałbym byś była moim światłem prowadzącym mnie do celu przez nieograniczoną ciemność mego zawiłego życia. Chciałbym byś zapomniała o wszystkich przykrościach, które nas spotykają i nie doświadczała ich więcej. Chcę być twoją tarczą i chronić cię o każdej porze przed nimi. Niezależnie, gdzie się znajdziesz, będę przy tobie gotowy oddać życie byś nie odniosła choćby zadrapania. Mam nadzieję, że nigdy, przenigdy nie zapłaczesz z mojego powodu, ale wiem że mogę się mylić, dlatego przepraszam. Zrobię wszystko o co tylko poprosisz. Nawet usunę się w cień, bym mógł zobaczyć jeszcze raz twój uśmiech wyrysowany na twarzy. Nie wiem czy mówiłem, ale w twoich oczach zakochałem się natychmiast. Błysk, który im towarzyszy napawa mnie wielką nadzieją. Nawet nie wiem jak ją opisać. Czuję się w tedy dziwnie. Wszystkie głosy znikają, a pozostaje tylko przyjemna cisza, która zostaje przerywana jedynie twoimi słowami, które dają jeszcze większe ukojenie. A wszystko to jest potęgowane, gdy czuję cię tuż przy sobie. Gdy przeszywają twoje ciało dreszcze, sam je odczuwam. Chciałbym cię objąć już teraz i nie puszczać, wtulić się w twoje włosy. Właśnie to czuję. Jeśli mam to udowodnić! Powiedz jak, a zrobię to! - Chwycił ją za dłoń. Podskoczyła jakby została wytrącona z transu.
- Hym? Coś mówiłeś? - Stanął, otworzył usta, a oczy zrobiły się białe. Wszystko za sprawą załamania, które teraz przeżywał. Wypuścił jej rękę i patrzył się przed siebie nieobecny duchem.
- Ja tu się staram jak mogę, by odpowiedzieć, a ty mnie tak potraktowałaś. - Z oczu wyleciały potoki łez.
- Żartowałam! Usłyszałam każde twoje słowo i muszę przyznać, że przez chwilę poczułam się jak najprawdziwsza księżniczka. - Pokazała mu język i uśmiechnęła się zamykając oczy oraz podrapała się palcem po policzku będąc trochę zakłopotaną z racji miny którą zrobił. Wyrażała ona planowanie jakiegoś posunięcia, gdyż zmrużył oczy i przyglądał się jej. Chyba sam nie mógł uwierzyć, że była wstanie wywinąć taki numer. Schował ręce za plecami i skrzyżował palce w dobrze wszystkim znaną pieczęć.
- Coś nie tak?
- Nie nic. Całkowicie nic. - Przez jego zimny ton głosu przeszły ją delikatne ciarki po plecach. Nie wiedziała co się za chwilę stanie. Tuż za nią skradały się dwa klony.
- Jaaaa! - Zapiszczała ze strachu, gdy wierne kopie Namikaze złapały ją pod pachami i uniosły. Machała nogami, próbując się uwolnić. Zobaczyła go po obu stronach.
- Zemsta będzie słodka, a raczej zimna. - Wziął porcję śniegu w dłoń. Już wiedziała co zamierza zrobić. Zaczęła szamotać się jeszcze bardziej.
- Nie! Proszę!
- Co? Zdawało mi się, że coś słyszałem. - Odwrócił głowę najpierw w lewo, potem w prawo. - Może to wiatr.
- Na pewno. Tylko szkoda, że słyszysz go w środku głowy, gdyż najwidoczniej jest tam pusto. - Zbliżył się do niej i złożył pocałunek w tym samym czasie robiąc szczelinę między jej skórą, a materiałem kurtki. Błyskawicznie wrzucił tam całą zawartość garści.
Parę dni później znaleźli się przed wejściem do Trzech wilków. Nazwa pochodziła od wyglądu skał przypominających głowy tych dzikich zwierząt. Pokryte były grubą warstwą śniegu, padającego tu przez dziesiątki lat. Nawet najstarsi mieszkańcy tych ziem nie pamiętali wiosny. Nigdy wcześniej żaden shinobi nie mógł wejść do kraju, nawet podczas pokoju. Delegacja odprawiana była na granicach. Mogli jedynie przekazywać listy lub dokumenty poprzez pośredników, którymi byli samurajowie. Ci zakuci w przepiękne zbroje samurajowie pilnowali granic swego osobnego państwa. Wszyscy byli świetnie wyszkoleni w posługiwaniu się mieczem. Szkolili się w sztuce władania bronią odkąd mogli ustać na nogach. Stal jest lepiej znana niż innym. Zaklęli w niej kawałek swej duszy. Samo słowo ,,samurai" oznacza służyć, co niektórych trochę zdziwiło. Niektórzy z nich mieli talent do jeszcze jednej sztuki jaką było perfekcyjne strzelanie z długich, ozdobionych dzięki dłutu łuków, zrobionych z najlepszych gatunków giętkich i wytrzymałych drzew.
Ich eskorta już dochodziła do bramy wejściowej. Jinhuuriki nie był zadowolony.
- Nie przejmuj się. Złapiemy go prędzej czy później. - Poklepał go po plecach.
- Ale już go prawie miałem! Przeklęty lód musiał pęknąć akurat pod moim ciężarem!
- Nadal nie usłyszałem podziękowania za wyciągnięcie twojego tyłka z pod jego powierzchni. Chociaż okazałbyś krztę wdzięczności. - Powiedział Namito. - Poza tym mówiłem ci to już kiedyś. Nie działaj sam, gdyż jest to najprostsza droga na tamten świat.
- Wiem, ale chciałem się tylko przejść po okolicy. Nigdy tu nie byłem z Jiraiyą, a że dostaliśmy teraz pozwolenie to trochę chcę z tego skorzystać.
- Tak. Izolacja państwa, ale cóż na to poradzisz?
- Dotarliśmy. - Tsunade uśmiechnęła się. Nigdy nie lubiła takich długich podróży, a ta w końcu zakończyła swój pierwszy etap. - Proszę was, byście nie zachowywali się podejrzanie. Wszystkie takie ruchy są tu postrzegane jako przejawy szpiegostwa. Nie chcę mieć przez to żadnych problemów. - Wszyscy odkrzyknęli zgodnie.
Na przeciw nich z zamieci wyłonił się starszy człowiek z białym bandażem przewiązanym na głowie i długimi, siwymi włosami. Ubrany był w reprezentacyjną zbroję. Widać było wielu kunszt płatnerza, który ją zrobił. Zrobiona była z co najmniej kilkuset małych płytek zachodzących na siebie.
- Witam was w naszym urokliwym kraju. Czekaliśmy na wasze przybycie. Proszę za mną. Zaprowadzę was do waszych kwater oraz szanowną Panią Hokagę na spotkanie.
- Mam rozumieć, że Raikage już się zjawił?
- W rzeczy samej.
- Dobrze. Dziękuję.
- Jeszcze tylko uprzedzę, że może Pani mieć ze sobą dwóch podwładnych podczas przeprowadzanych negocjacji.
- Wiem o tym, ale podczas wyprawy wolałam nie ryzykować. Za chwilę ich wybiorę, a resztę odprawię do przeznaczonych dla nas pomieszczeń.
- W takim razie zapraszam. Zaraz się rozgrzejecie przy gorącej herbacie. - Weszli do środka. Ogrom przestrzeni przytłoczył ich. Sufit był na wysokości około czterdziestu metrów. Wszystko wykuto w skale, ale wielkie kolumny rozmieszczone po całym pomieszczeniu podtrzymywały sklepienie przed zawaleniem.
- Mój wybór zapadł już w wiosce, więc nie będę się długo zastanawiała kto ze mną pójdzie. Namikaze i Namikaze. Za mną.
- Ah! A myślałem, że w końcu uwalę się na wygodnym wyrku, a nie na tym wysłużonym śpiworze. - Skrzywił się Namito na samą myśl jego pecha.
- Też bym chciał trochę odpocząć. Mam dosyć czuwania dzień i noc. - Zawtórował Naruto.
- Teraz za późno na jakąkolwiek reklamację. Idziecie czy tego chcecie czy nie. - Powstrzymała się przed wybuchem złości i ruszyła za przywódcą Kraju Żelaza.
- Cóż. Miejmy to za sobą. Naruto. Bądź w gotowości. Mam nadzieję, że wytrzymasz jeszcze parę godzin.
- Oczywiście, ale później mnie zmienisz, gdyby coś się przeciągało. - Jego oko zmieniło zabarwienie na krwistą czerwień. Podali płaszcze współtowarzyszom i poszli w ślad za Tsunade.
Po dziesięciu minutach znaleźli się w drzwiach okrągłej sali. Stał tam okrągły, drewniany stół z pustym środkiem. Średnica wynosiła dziesięć metrów. Raikage stał na jego drugim końcu z dwoma podwładnymi. Przyglądali się uważnie wchodzącym.
- Jinhuuriki? - Zauważył jego oko. W Naruto wzrastała złość na sam jego widok.
- Masz z tym jakiś problem? - Zmarszczyła brwi. Naruto stanął po jej lewej, a jego wuj po prawej. - Dobieram ochronę jak mi się żywnie podoba, a to że jest jinhuurikim to nie twoja sprawa.
- W takim razie oddajcie nam dwu ogoniastego! Ukradliście go podczas wojny! - Uderzył masywną dłonią o blat.
- Po moim trupie! - Wykrzyczał jinhuuriki, a jego ręka spoczęła na rękojeści miecza, który delikatnie został wysunięty na znak, że nie żartuje. Ochrona Raikage stanęła przed nim w gotowości. Powietrze zgęstniało od emitowanej przez niego czakry. Wspomnienia wróciły wzmacniając przy tym wściekłość kipiącą z niego. Włosy delikatnie falowały tym samym odsłaniając drugie oko. - Nie oddam wam jej!!! - Coś zaczęło zmieniać się w nim. Z pod prawej powieki wypłynęła strużka krwi.
- Naruto! Uspokój się. Nie przyszliśmy tu walczyć. - Namito ścisnął go mocno za nadgarstek prawej ręki. - Wstrzymaj nerwy. Z twoim okiem jest coś nie tak. - Powiedział to już szeptem. Nastolatek wycofał niechętnie czakrę.
- Idźcie na piętro. Nie jesteście mi tu potrzebni. - Powiedziała na spokojnie po czym usiadła na wyznaczonym miejscu.
- Hokage-sama. Proszę to mieć przy sobie. - Starszy z blondynów podał jej kunai. Następnie obaj wskoczyli na górę.
- Wy także to uczyńcie. Dam sobie radę. - Zrobili to samo.
- Jeśli emocje już opadły to chyba możemy zacząć posiedzenie. Otóż ja jako przywódca Kraju Żelaza, będę bezstronnym świadkiem decyzji jakie tu zapadną. Proszę. Pierwszy głos zabierze...
- Naruto. Twój sharingan się zmienia. Nie jestem w stu procentach pewien, czym jest to spowodowane, ale mam teorię, że czakra demona ma na to znaczny wpływ. - Przyglądał się jego źrenicy, ale nie była to wiedza na jego poziomie. - Czujesz coś przy tym?
- Przeszywający, ciągły ból.
- Ale wszystko widzisz normalnie?
- Jak na to oko? To tak.
- Może Itachi coś więcej powie na ten temat, a teraz pilnujmy naszej Hokage. Nie zamierzam mieć jej duszy na ramieniu gdyby coś poszło nie po naszej myśli. Ufa nam, więc wykonajmy nasze zadanie najlepiej jak to tylko możliwe.
- Dobra, ale chyba nie musimy siedzieć w milczeniu i słuchać tego wszystkiego?
- A twoim marzeniem przypadkiem nie było zostanie Hokage? Słuchaj. Przyda ci się to w przyszłości.
- Teraz to moim jedynym marzeniem jest położenie się spać na kilka dni i mieć spokój.
- Hehe. - Zaśmiał się i szczerze uśmiechnął. - Zupełnie jak ja. Ledwo stoję na nogach.
- To jak?
- Nie ma mowy. Stój i nie marudź. Wytrzymamy. Może potem wywalczymy jakąś podwyżkę na wszystkie przyszłe misje...
- ...albo dozgonną wdzięczność. - Powstrzymali się od wybuchu głośnego śmiechu.
- Tak. To też jest jakaś opcja, którą Tsunade stosuje w swojej polityce do podwładnych, ale zauważyłem, że traktuje cię trochę ulgowo, więc mamy większe szanse na moją wizję.
- Z tego co wiem to jesteśmy ze sobą w jakimś stopniu spokrewnieni. W sumie to niezły argument. - Pokiwał głową na tą myśl.
- Ale wykorzystywany zbyt wiele razy przyniesie odwrotne skutki.
- Czemu ty także jesteś pesymistą?
- Życie. - Odpowiedział jednym słowem i głęboko westchnął. Oparł się o barierkę i zastygł w bezruchu na parę minut. Potem rozciągnął swoje plecy i wrócił do tej samej pozycji. - I nie dostaliśmy tej herbaty.
- Myślałem, że zaczniesz opowieść. Niestety zawiodłem się.
- Nie będę mówił o każdym aspekcie mego życia. Wystarczy, że Noa opowie to co pamięta i taka wiedza ci wystarczy.
- Kolejna tajemnica?
- Żebyś wiedział. Może kiedyś o niej opowiem, ale jeszcze nie teraz.
Pięć godzin później Naruto leżał na ziemi. Próbował zasnąć od dobrych sześćdziesięciu minut, ale z jakiś powodów nie mógł. Czuł ogromne zmęczenie, lecz oczy nie chciały się zamknąć. Próbował wielu metod. Niestety bez żadna nie poskutkowała.
- Jak to wszystko wygląda? Skończyli już?
- Nie! - Załamał się. Także miał dość tego wszystkiego. - Zmrużyłeś choć na chwilę oczy?
- A wyglądam na takiego? - Powiedział trochę poddenerwowany tym głupim pytaniem. Doskonale wiedział, że go obserwuje jak męczy się na tej twardej podłodze.
- To zamiana. Ja także wartowałem przez dwie noce, więc należy mi się wypoczynek.
- Dobra. To powiedz o czym gadają bym był w temacie. - Wstał i podszedł by móc lepiej wszystko widzieć.
- Teraz jakieś bzdety na temat strat i rekompensaty. Hokage o nie walczy.
- To dla ciebie są bzdety?
- Teraz tak. W innym wypadku byłby to najważniejszy moment. Nie spodziewałem się, że były one aż tak duże.
- Niestety.
- Nienawidzę wojen. Tyle nieszczęścia przez zbyt wysokie ambicje tych co siedzą na samym szczycie. Niepotrzebne przelewanie krwi dla głupich wpływów czy innych zabobonów. Nie zrozum mnie źle, nie mówię tu o twojej wyprawie. - Powiedział to, gdyż zauważył minę bratanka. - Miałeś swój powód. Odebrałeś życie sporej grupie ludzie, ale pomyśl ile istnień mogłeś ocalić redukując ich siłę bojową oraz zastraszając zwykłych mieszkańców wioski Chmury. Ludzie cierpią podczas wojen. Jeśli oddziałujesz na ich psychikę, po pewnym czasie w końcu zaczną myśleć jak ty lub jak chcesz by myśleli. Mają siłę by obalać władców. W tym przypadku nie było inaczej, dlatego teraz siedzimy tutaj, a nie w szczynach i błocie wymieszanej z krwią na jakichś bagnach. Zanim przybyłeś myślałem o tym, by dołączyć do walczących, ale powstrzymywała mnie Noa. Miejmy nadzieję, że nie dożyjemy jeszcze jednej. Przyszłym pokoleniom też tego nie życzę.
- Zrodzone z nienawiści.
- Hm?
- Wioski shinobi.
- Nie nam to oceniać. Pierwsi przywódcy już nie żyją. Zabrali te informacje do grobów. Może mieli inne motywy, ale nie odmówię, że nie możesz mieć racji. Poczekamy i zobaczymy co przyniesie jutro.
- Czujesz to? - Ich zmęczone miny zniknęły z twarzy. Nastroje trwogi i bezsilności zrobiły to samo robiąc miejsce na skupienie. Zaczęli nasłuchiwać i szukać skupisk czakry.
- Naruto. Na dół!!! - Wydał rozkaz, który natychmiast został wykonany.
Oboje w żółtym błysku pojawili się na stole przed Hokage. Jinhuuriki w milisekundy zaczął robić osłonę na ciele Hokage przesyłając tak szybko jak to tylko możliwe ogromne pokłady czakry. W mgnieniu oka z góry nadleciały kunaie. Naruto odbił je wszystkie swoją kataną... prawie. Część z nich zdołała przedostać się przez jego obronę i utkwiła w jego barku oraz prawym płucu przechodząc przez żebra i resztę kości prawie na wylot. Wbiły się tak głęboko dzięki czakrze je otaczającej, nadając im większą siłę penetrującą i szybkość.
- Nieee!!! - Wydarł się Namito i skoczył do dziury, którą zauważył. Była wydrążona w kamieniu tuż przy suficie. Wydobył dwa kunaie z przymocowaną pieczęcią i zniknął w niej próbując dorwać zamachowca.
Naruto spojrzał w miejsce w które dostał i dotknął lewą dwonią. Nie mógł uwierzyć, że zbroja z czakry nie zadziałała i nie zasłoniła go od tego ataku. Z ran wytrysła krew, która szybko zafarbowała jego białą bluzę. Z prawej ręki wypuścił katanę, która zabrzęczała charakterystycznym, metalicznym dźwiękiem przy uderzeniu o stół. Upadł na kolana. Zaczął łapczywie czerpać powietrze, lecz krztusił się coraz bardziej swoją własną krwią. Jego serce przyspieszyło próbując dostarczyć organizmowi odpowiednią ilość tlenu wzmagając krwotok. Następnie przechylił się do tyłu i już miał upaść na podłogę, gdy złapała go Tsunade i posadziła przy ścianie, by mógł się o nią oprzeć. Oddychał coraz szybciej rozglądając się we wszystkie strony.
- Nie wierć się!!! Tylko pogarszasz swoją sytuację!!!
- To nie mo-żli-we. Kyu. Co się stało, że wycofałeś czakrę? - Nie otrzymał żadnego odzewu. Zauważył, że Tsunade nie posiadała jego czakry na sobie co go zdziwiło. Przeszywający ból w klatce nie dawał o sobie zapomnieć, ale nie mógł zakłócić innych. Jego oko znów poczęło krwawić, a ból powrócił. Jednak było jeszcze jedno miejsce, gdzie czuł podobne uczucie. Gdy Tsunade kończyła zbierać czakrę, ten ujrzał na swoim brzuchu plamkę krwi.
- Co ty robisz!?!? Nie ruszaj się!!! - Wykrzyczała. Nie posłuchał. Rozpiął bluzę i chwycił kawałek wystającego metalu z jego ciała.
- Nie. To nie jest mo-żliwe. - Patrzył z przerażeniem na trzymany w dłoni zakrwawiony senbon. Co kilka słów musiał łapać kilka szybkich oddechów sprawiających nieziemskie cierpienie.
- Trafił w tenketsu. - Wyjaśniła. Blondyn chciał wyjąć także resztę tkwiącej w nim broni, lecz jego dłoń została zatrzymana. - Nie! Wykrwawisz się jeśli to zrobisz! Daj mi działać!
- Tylko jedna oso-ba wie, że w ten spo-sób...
- Nic nie mów!
- ...można po-wstrzy-mać czakrę... Kyuu-biego. - Coraz ciężej łapał choć odrobinę powietrza. Jego wzrok zaczął zawodzić. Dłonie Tsunade spowiły się jaskrawą, zieloną czakrą, którą szybko przystawiła do ran.
- Kim ta osoba jest?
- Tylko... Ma-ma. - Zakasłał obryzgując przywódczynię krwią. - Nikt... inny. Ah. Jeszcze... trafił w punkt, któ-ry jest moim... najgorszym... do... obrony. Skąd... on... wiedział!? - Jego myśli pochłonęła całkowicie ta jedna osoba. Nigdy nie mówił o tym, gdzie ma słabszą obronę. Nie dopuściłby do tego. W pewnym momencie otworzył szerzej oczy.
- Nie! To nie może... być On!
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz