niedziela, 29 lipca 2018

C.B. - Pragnienie, którego nie da się zaspokoić

W końcu ją skończyłem!!! Aż mnie głowa rozbolała od tego patrzenia w biały ekran i myślenia jak to napisać. Ale jednak udało się i oto jest ^^. Zapraszam do czytania.
****************
- Coś się stało? - Spytał Itachi zaniepokojony dziwnym zachowaniem blondyna w przebieralni. Już wcześniej wydawał mu się nie swój, ale teraz nie miał co do tego żadnych złudzeń. Jego przyjaciel był poddenerwowany. Wskazywało to energiczne łamanie sobie palców i rozglądanie się, a także nierównomierny, szybki oddech.
- Nie wiem jak mam to opisać. Czułem to kilka dni temu, ale dzisiaj to istny obłęd. - Oparł się ręką o ścianę, a potem schylił. - Pije tyle płynów, a nadal nic nie pomaga. To uczucie narasta z każdą chwilą, tak że zaraz opadnę z sił, a jednocześnie one przybywają. To chore!
- Nie zaraziłeś się od Sakury? Praktycznie przebywasz z nią cały swój wolny czas.
- Nie. - Zaczął sapać. - Kyuu!? Co się do cholery ze mną dzieje? - Lis jednak nie odpowiedział od razu. Wiedział co mogło przytrafić się jemu jinhuuriki, lecz nie podejrzewał, że tak szybko to u niego nastąpi. Tymczasem Naruto upadł już na podłogę.
- Zwęszyłem coś i nie mogę powstrzymać własnego ciała i umysłu. Nie!! - Zobaczył to o czym teraz myślał.
- Co jest!?
- Itachi! Zabierz stąd wszystkich! Natychmiast! - Błękit jego oczu znikł ustępując miejsca demonicznym oczom. Blondyn zdążył zawiązać trzy pieczęcie. Przed nim pojawił się lis.
- Byako. Co się do cholery dzieje!?!? Czemu czuje taką żądze krwi!?
- Nie mam pojęcia. Czekaj! Krwi tak? To jednak chyba jest wytłumaczenie. Napiłeś się z tej studni choć kropli?
- Nie pamiętam!
- Uspokój się. Spróbuj myśleć o czymś innym. Najlepiej przyjemnym i czymś co jest ci bliskie.
- Nieee! Mogę!!! - Jego włosy nastroszyły się i lekko wydłużyły. Rysy na policzkach zrobiły się wyraźniejsze, a kły urosły tak jak pazury u rąk.
- Za późno. Kurama! Wyłaź! Trzeba użyć siły.
- Sam nie możesz sobie z tym poradzić? Mówiłem ci, że to kiepski pomysł. - Pojawił się w kłębach dymu obok białego lisa.
- Tak, tak. Przyznaję. Popełniłem błąd, ale to nie znaczy, że zawaliłem sprawę całkowicie. Obezwładnij go. Najlepiej na kilka tygodni. Musi być przytomny, bo to on sam ma zapanować nad pragnieniem!
- Nie ucz ojca dzieci robić! Doskonale wiem jak mam postępować. - Wysłał mu groźne spojrzenie. -  A teraz... Yyy. Co!?
- Zasnął? - Lisy nie mogły uwierzyć. Blondyn opadł na podłogę i grzecznie spał.
- Co mieliście na myśli z tym pragnieniem krwi? - Odezwał się dotychczas stojący z tyłu Uchiha. - Jego oczy miały wymalowany czerwonoczarny wzór.
- Rozumiem. Posiadacz jednej z ocznych technik i to najbardziej znienawidzonej przez nas, lisy. Sharingan. Na dodatek Mangekyo. Ilu zabiłeś, by go zdobyć?
- Byako! Zamknij pysk i spadaj albo zagryzę jak psa. - Na potwierdzenie zaprezentował bielutkie kły oraz lekki warkot.
- Rozumiem aluzję, ale nie bądź taki pewny siebie. Kyuubi. Tam na dole nie masz za dużo popleczników. Rada zaczyna się obawiać tego co dzieje się w twoim otoczeniu. Zapanuj nad tym albo to my będziemy musieli wkroczyć. Doskonale pamiętasz te czasy. Prawda?
- Gówno was to obchodzi co się tu odbywa, a ten chłopak jest inny!
- Tylko ostrzegam. Nastają burzliwe czasy, a ty znajdujesz się w ich centrum. Trzymaj się. - Zniknął w kłębach dymu.
- Skurwysyn!!! Myśli że dam się zastraszyć! Jego niedoczekanie. Itachi. Zabieramy go z dala od wioski. Wytłumaczę ci wszystko po drodze. Nie może teraz przebywać wśród ludzi, szczególnie tych rannych.
- Co zamierzasz zrobić? - Był podejrzliwy w stosunku do lisa po tym co usłyszał.
- Młody musi zapanować nad pragnieniem. Zabieramy go nad pewien wodospad. Tam wyciszy się i uspokoi, gdyż emocje tylko podjudzają instynkt do polowania. Będziesz mi potrzebny. Sam jak będę miał go złapać to zniszczę połowę wioski. Ty dzięki sharinganowi zrobisz to w kilka sekund. Aha. Nie przejmuj się tym co gadał ten kretyn. Tamte czasy są tak odległe, że nawet najstarsi ich nie pamiętają, a młode pokolenie lisów jest przewrażliwione na punkcie tych oczu.
- Rozumiem. W takim razie prowadź. - Wziął na ramię blondyna i ruszył w ślad za lisem.

Godzinę później znaleźli się po za granicami wioski. Padał śnieg, a na ich szczęście wiatr ustał. Drzewa jak i gleba pokryta była białą kołdrą zamrożonej wody. Jednak wodospad przeciwstawił się ujemnej temperaturze i nadal tysiące litrów wody swobodnie przez niego przepływały. Zazwyczaj w tym miejscu znajdowała się mała plaża, gdyż wodospad utworzył niżej dość spore jezioro. W lato z pewnością okolica była o wiele piękniejsza.
- Dobra. Czas go obudzić. - Stwierdził Kyuubi i owinął blondyna jednym ze swoich ogonów. Delikatnie niósł jego ciało aż nad wodę, gdzie najzwyczajniej w świecie wrzucił go do niej. Kilka sekund się nie wynurzał i nie dawał żadnych oznak życia, ale zaledwie po krótkiej chwili Namikaze wyskoczył z wody niczym poparzony i zaczął się wydzierać.
- Kyuu! - Szczękał zębami tak, że ledwo mógł coś powiedzieć. - Co ty chcesz osiągnąć!?
- Zamknij się i słuchaj zanim ci palma z powrotem nie odbije. Wytrenuje cię choć byś miał tu zamarznąć na kość! Przeciwstawisz się pragnieniu teraz albo pozostaniesz maszynką do zabijania swoich bliskich! - Ruszyło to sercem blondyna. Nie chciał czegoś takiego doświadczyć.
- Po cholerę ta woda!?
- Pozwoli ci się wyciszyć. Nic nie działa lepiej na organizm niż zabieg z lodowatej wody. Widzisz tamtą półkę skalną tuż pod wodospadem? Usiądź tam i pozwól, by woda spadała na twoją głowę i plecy.
- Zamarznę. - Skwitował krótko.
- Czyli nie nadajesz się na mojego jinhuuriki. Tchórzu. - Słowa podziałały na blondyna tak jak czerwona płachta na byka.
Wzrosła w nim wściekłość, ale i zadowolenie. Wiedział że lis nie odpuści mu choćby na ułamek sekundy. Zdjął koszulkę i obuwie pozostając w samych spodniach. Wszedł na taflę wody.
- Nawet jak tylko na niej stoję to czuję jej chłód. Jak ja mam wytrzymać takie katusze? Jeśli to przeżyję, zafunduję mu także taką kąpiel. A pomyśleć że zaledwie godzinę temu byłem w gorących źródłach. - Mamrotał pod nosem, by zachować tym razem ciepłą krew. Usiadł jak podczas zbierania naturalnej energii i zamknął oczy. Kilka razy nim nieźle dreszcze potrząsnęły i nadal nie mógł nad nimi zapanować. Było mu zbyt zimno.
- Teraz słuchaj. Siedzisz tu dopóki nie uznam że starczy. Wsłuchujesz się w ten oto przecudny wodospad. Nie rozmawiasz z nami, nie próbujesz nas podsłuchiwać oraz najważniejsze to to, żebyś o niczym nie myślał i się nie ruszał. Jasne?
- Łatwo powiedzieć.
- I trudniej zrobić. Znam to powiedzonko, które wymawiałeś nieraz, ale powiedz mi. Czy kiedykolwiek coś się nie powiodło? - Blondyn lekko się uśmiechnął. - Tak też myślałem. Powodzenia.
- Zaczekaj. A kto pilnuje Noa?
- Mój klon. Jest tam twój znacznik, więc gdyby coś się działo to przerywamy trening. Koniec pytań?
- Tttaakkkk.
Lis odszedł od niego i zagadał tym razem do Uchihy:
- Co tak stoisz? Nie powiedziałem nic na temat tego, że my także mamy siedzieć w tym zimnie. Rozpalmy porządne ognisko. Łapy mi zamarzają.

- Siedzi tam tak dobre dwa dni. Przypadkiem nie zamarzł?
- Nie. W końcu zjednoczył się z tym cholernym wodospadem. Rytm serca w porządku, chociaż zwolniło o połowę. Nawet drgawki mu przeszły, lecz jest coś co trzeba zażegnać teraz albo nie da rady dłużej wytrzymać.
- Co to takiego?
- Głód. My w sumie też powinniśmy coś zjeść. - Itachiemu mina zrzedła na samą myśl o tym, a żołądek odezwał się wtórując jej. Nie miał nic w ustach odkąd znaleźli się tutaj.
- To który z nas idzie?
- Ja pójdę. Jak mówiłem wcześniej. Dasz radę nad nim zapanować w sekundę.
- Pokażesz się w wiosce? - Kyuubi wykonał kilka pieczęci.
- W tej postaci tak.
- Jestem pod wrażeniem. Wyglądasz zupełnie jak człowiek. No, może z jednym wyjątkiem. - Lis popatrzył się na niego z zaciekawieniem w oczach. - Uszy.
- Eh. - Skumulował więcej czakry i niepożądana część ciała zniknęła. - Teraz lepiej?
- No jeszcze te oczy i będzie dobrze.
- Nie przeginaj. Tego akurat już nie zmienię. - Podszedł do wodospadu i zawołał. - W którym zwoju przechowujesz pieniądze!?
Długo czekał na odpowiedź. Przecież funkcje życiowe jinhuuriki zmalały prawie o połowę. Przyglądając się uważnie zauważył drobny ruch dłonią swego nosiciela. Był to wyprostowany, środkowy palec, lewej ręki, skierowany w jego stronę. Chciał mu wygarnąć za jego dziecinność, ale serdeczny i mały palec powoli także zaczęły się prostować, a tuż za nimi wskazujący.
- Zapomniałem. Jest cały sztywny od tego siedzenia nieruchomo w jednym miejscu. - Sięgnął czwarty zwój licząc od lewej i odpieczętował go. Pojawił się portfel przypominający zieloną żabę. - A jednak dziecinny. Kupie mu coś lepszego niż tą szmaciankę.
Wziął plik banknotów i ruszył w stronę wioski. Podróż minęła mu na monitorowaniu poczynań blondyna poprzez drgania czakry oraz rozmowę ze swoim klonem od którego dowiedział się, że nadal siostra Namikaze się nie wybudziła. Natomiast drugi pacjent tajemniczo zniknął. Pozostawił po sobie jedynie odpiętą aparaturę i rozwinięte bandaże. Hokage tam była i gdyby nie widok nieprzytomnej Noa rozwaliłaby pomieszczenie w drobny mak. Na dodatek wypytywała się o miejsce przebywania Naruto. Praktycznie torturowała klona lisa, ale ten jedynie skrył się za zbroją z czakry i nie odpowiedział na żadne z pytań jakie zadała Tsunade. Stał tak jak nakazał oryginał i pilnował wejścia do pokoju.
Przeszedł przez bramę i spojrzał w lewo. Strażnicy spali jak zabici. Trafił w dziesiątkę dobierając moment. Skierował się do jakiegoś sklepu i kupił coś na przegryzienie. Kilka takich odwiedzin wystarczyło by wywiązać się z założenia jakim było kupno nowego portfela. Czarny kolor z czerwonymi wstawkami.
Zostało ostatnie miejsce do którego tym razem musiał się zakraść. Pomieszczenie to znajdowało się w szpitalu. Służyło ono do przetrzymywania zapasów krwi dla pacjentów na wypadek wykrwawienia się któregoś z nich. Chłodnia, do której nikt nie miał dostępu oprócz kilku wybranych osób. Zamknięta na cztery spusty przez samą Hokage. Kyuubi myślał czy by nie skaleczyć Itachiego, by teraz nie bawić się w złodzieja. Jednak pomysł ten oddalił dość szybko. Nie wiedział jak mogłoby się to skończyć dla posiadacza sharingana.
Otworzył drzwi szpitala i ominął recepcję. Jedna z pielęgniarek pobiegła za nim, gdyż zignorował ją i nie odpowiedział na pytanie, lecz za rogiem nikogo już nie zauważyła. Tak jakby ów nieznajomy rozpłynął się w powietrzu. Stała tam przy oknie jedynie roślina. Przetarła oczy i wróciła na swoje stanowisko w recepcji. W białym dymie pojawił się Kurama.
Blisko było. Szczęście, że nie był to któryś z joninów. Od razu by mnie wykrył.
Kilkanaście minut zajęło mu odnalezienie odpowiedniego pokoju. Przenieśli go w zupełnie inne miejsce. Pozostało tylko wejść do środka. Tak jak ostatnio, trzeba było otworzyć cztery zamki. Lis skumulował swoją czakrę i wprowadził ją do otworów na klucz. Wszystkie naraz przekręciły się. Pociągnął za klamkę i wszedł do środka zamykając drzwi za sobą. Chłód uderzył w niego i mógł ujrzeć swój własny oddech. Zobaczył dość długie rzędy regałów, na których umieszczona była odpowiednia posegregowana i podpisana krew. Wziął pierwszy lepszy woreczek i schował do plecaka przewieszonego na plecach. Rozejrzał się jeszcze po pomieszczeniu szukając czegoś co mogłoby się przydać, lecz nic interesującego nie znalazł. Wyszedł z pokoju. Jego oczom ukazała się dość poddenerwowana Tsunade, która stała zaledwie trzy metry od niego z opartymi rękoma o biodra i pulsującą żyłą na czole.
Mogłem się spodziewać. - Uśmiechnął się kpiąco w jej kierunku. - Ciekawe jak mnie wykryłaś?
- Byłeś dość ostrożny, lecz technologia jest po naszej stronie. - Spojrzał w górę. Rzeczywiście. Znajdowała się tam kamera monitorująca jego każdy ruch. - A teraz gadaj! Kim jesteś i czemu okradasz ten szpital!?
Racja. Ona nadal nie wie jak wyglądam w ludzkiej postaci, bo klon jest w mojej normalnej formie. - Spojrzał na nią tymi demonicznymi oczami i w mgnieniu oka ukazały się uszy. Chciał się do czegoś upewnić. - A jednak zawołałaś małe wsparcie.
- Nie jestem głupia, by sama próbować cię złapać.
- Mówisz tak jakbyś myślała, że te płotki coś pomogą w tym zadaniu. - Była tak wielce skupiona na jego słowach, że nie zauważyła jego wyglądu oraz ruchu jaki wykonał. Wyminął ją błyskawicznie, ale zagrodzili mu drogę jej podwładni. Nie mając wyboru wyskoczył przez okno, tym samym rozbijając je.
Uciekał przez najciaśniejsze i mało uczęszczane uliczki w wiosce, które znane były niewielkiej grupce ludzi, a jego jinhuuriki odkrył je będąc dzieciakiem. Doskonale rozpoznawał je ze wspomnień blondyna. Gdy to nie skutkowało, a ogon składający się z kilku mężczyzn nie ustępował przeniósł się na dachy i ściany wszelakich budynków. Skakał na dość dalekie odległości dzięki skumulowanej czakrze co pozwoliło mu trochę oddalić się od pościgu. Nagle przed nim wbił się kunai przez co musiał przystanąć. Utkwił swój wzrok w szarowłosym joninie.
- Więcej was nie było? - Zapytał Kyuubi wykonując pieczęć. - Kage bunshin no jutsu.
Zrobił pięćdziesiąt klonów, które w większości zaczęły uciekać. Tylko parę zostało, by kupić oryginałowi trochę czasu. Tak jak się spodziewał, zostały one wyeliminowane. Strasznie niewygodnie biegało mu się w ludzkiej postaci. Nie mógł osiągnąć pełnej swej szybkości co musiał nadrabiać sprytem, którego mu nie brakowało. Przedzierał się główną ulicą omijając ludzi z taką łatwością, że znów uzyskał przewagę. Jednak jedynie na chwilę. Za nim znów pojawił się sensei Naruto, który już musnął jego ubranie próbując go chwycić. Lis zrobił unik w bok i wbiegł do budynku, najprawdopodobniej sklepu, gdyż wszędzie były regały pełne produktów. Przebił się przez zaplecze i wybiegł tylnymi drzwiami. Znów wykonał parę pieczęci i wypuścił małą kulę ognia, by zagrodzić na parę sekund przejście. To wystarczyło by zgubić ten dość niezły pościg. Kierował się teraz w stronę murów wioski. Przy bramie z pewnością już na niego czekali. By wydostać się na zewnątrz wykorzystał ten sam tunel, którym Kiba z Akamaru wymykali się wieczorami na swoje spacery.
- Blisko było. Chciałbym zobaczyć ich miny, gdy w końcu dowiedzą się kogo tak naprawdę gonili. Hehe. - Przetarł czoło na którym pojawiły się małe kropelki potu. Poprawił plecak i ruszył w stronę wodospadu.

Cała szóstka shinobi weszła z powrotem do szpitala. Nadal ciężko oddychali po tej półgodzinnej gonitwie za nieznanym ninją. Zastanawiali się jak mają powiedzieć Hokage o zgubieniu podejrzanego. Pociągnęli losy i wypadło na szarowłosego, który ewidentnie nie był zadowolony z tego faktu. Wszedł do jej gabinetu medycznego wcześniej pukając w drewniane drzwi. Siedziała z założonymi rękoma i opierała o nie brodę delikatnie zakrywając swoją twarz. Nie okazywała emocji przez co jonin nie wiedział jakiej reakcji może się po niej spodziewać. Delikatnie drgnął gdy nagle się odezwała po kilku minutach ciszy.
- Zwiał, prawda?
- Yyy, niestety tak.
- A Namito?
- Bez rezultatów.
- Wszystko w jednym momencie i związane z tą jedną grupką osób. - Oparła się o swój skórzany fotel przez co delikatnie na nim odjechała od masywnego biurka.
- Czego tak właściwie szukał?
- Może to trochę dziwnie zabrzmi, ale ukradł tylko torebkę krwi. Przejrzałam nagrania. Niczego innego nie szukał. Nie był zainteresowany pokojem w którym trzymamy dokumenty na temat stanu pacjentów, a przechodził tuż obok niego. Ten jeden przedmiot był jego głównym priorytetem. Tylko zastanawia mnie jedno. Po co mu pół litra krwi?
- Niestety. Nie mam pojęcia. Niczego nie zgubił, ale za to by nas wyrolować wykonał całe pięćdziesiąt klonów cienia i technikę z rodziny katon. - Znów zapanowała kilkuminutowa cisza.
- Czekaj! Czyżby? Kakashi! Widziałeś co miał na głowie!? Boję się że mogłam ześwirować.
- Jedyne co zwróciło moją uwagę to coś szpiczastego, wystającego z czerwonych włosów.
- Czyli jednak miałam rację z moimi domysłami. Zabiję obydwu Namikaze, gdy tylko się u mnie zjawią!
- Chce Hokage-sama powiedzieć, że ten mężczyzna ma coś wspólnego z Naruto?
- I to w stu procentach! Itachi także jest w to zamieszany. Zniknął w tym samym momencie co Naruto. Co oni kombinują? Jednak siedząc tu niczego się nie dowiemy. Szukać ich i przyprowadzić do mnie! Nie wracajcie do puki ich nie złapiecie.
- Hai. Ale.
- Jest jakieś ,,Ale"!?
- Jak mamy złapać osoby, które wykorzystują techniki czasoprzestrzenne? - Podrapał się w tył głowy lekko się uśmiechając.
- Byłeś uczniem Minato. Dasz sobie radę. Możesz odejść.
Wyszedł trochę zawiedziony odpowiedzią, ale niezmiernie mu ulżyło, że Hokage nie wybuchla jak to miała w zwyczaju.
- No panowie. Szykujcie się na to, że nie wrócimy za szybko do domów. - Ewidentnie wszyscy ucieszyli się na tą wieść.

Przez ten czas lis wrócił do swojego jinhuuriki. Ten nadal siedział pod wodospadem skupiony do granic możliwości. Nawet nie zareagował, gdy został zawołany przez demona.
- Dobra. Czas przekonać się czy da radę nad tym zapanować.
Wyciągnął woreczek wypełniony czerwoną cieczą. Wbił igłę z odprowadzającą, plastikową rurką z której wyleciało parę kropel krwi na świeży śnieg. Wyczuł wzrost ciśnienia u blondyna. Jego ciało na powrót zaczęło dygotać. Widać było, że walczył sam ze sobą. Co chwila zaciskał pięści jak i je otwierał. Grymas bólu uwidocznił się na jego twarzy, a zęby zacisnęły się jak nigdy dotąd. Długo nie wytrzymał. Otworzył krwisto czerwone oczy i ruszył na nich nie zważając na odrętwienie organizmu.
- Itachi!!! - Wydarł się lis. Po chwili Naruto, podczas wyskoku na Kyuubiego, stracił przytomność i runął na ziemię przed jego nogami. - Jednak posiedzimy tu troszkę dłużej.
- Eh. A już miałem nadzieję na szybki powrót. Maki mnie zabiję. W takim razie ile to jeszcze zajmie?
- Tydzień. Może miesiąc, a nawet i rok. Wszystko zależy kiedy będzie mógł normalnie funkcjonować wśród ludzi. Na chwilę obecną to niemożliwe.
Zaczął krążyć woków ogniska rozmyślając o wszystkim i o niczym. Jak sam stwierdził. Kage bunshin to nie najlepszy pomysł, gdyż Itachi prędzej straciłby wzrok próbując wszystkich złapać w Tsukuyomi niż go wytrenować. Nie odezwali się, aż do następnego ranka, gdy nadszedł czas na kolejną próbę.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz