Poczekałbym z tą notką kilka dni, gdyby nie chęć podzielenia się nią ^^. Życzę miłych wrażeń, przy czytaniu tego ;).
~~~~~~~~~~~~~~~~
- Jak to do klubu? - Ożywił się w dyskusji Naruto.
- Naszym zadaniem będzie rozpracowanie szefa klubu o nazwie ,,Yakuza". Podobno znikają w jego okolicy uczestnicy imprez i najprawdopodobniej to on stoi za tymi porwaniami. Nie mamy zbyt wielu informacji na temat ochrony i samego budynku. - Wyjaśnił Jiaiya.
- I na tym pewnie będzie polegało moje zadanie?
- Otóż nie. Ty w środku masz zachowywać się jak normalny chłopak, który przyszedł się zabawić. Będzie to dla mnie przykrywka, gdyż idę z tobą i się trochę rozejrzę.
- To w takim razie po co mi strój Anbu?
- Nie wiem. Pewnie następna misja z tego całego wora tego wymaga. Teraz nas to nie obchodzi. - Związał wcześniej wspomniany worek i rzucił go w kąt.
- Mam pytanie.
- Słucham.
- Mogę pójść tam z Sakurą? - Zaczął drapać się w tył głowy.
- Czemu by nie. Będzie to wszystko wyglądało bardziej naturalnie. Tylko musisz się pośpieszyć i ją odnaleźć oraz pomóc w zbieraniu roślin, bo nie zdążycie do rana. Aha w jakichś normalnych ubraniach i bez ochraniaczy tam się wybieramy. Pamiętaj!
- Nie zapomnę!
- Uff. To była już ostatnia potrzebna nam roślina. - Powiedziała zadowolona Sakura.
- To dobrze. W takim wypadku jutro wyruszamy w drogę powrotną. - Różowo włosa posmutniała.
- Hmmm. Co to za smutek? - Kushina wystraszyła zamyślona dziewczynę pojawiając się przed nią z dziwnym uśmieszkiem.
- Nie. Ja się nie smucę. - Zaczęła odpowiadać na szybko.
- Nie ukryjesz te... - W tej chwili usłyszały głos blondyna.
- Sakura!!! Sakura! Na-reszcie c-cie znalazłem. - Ledwo wypowiedział próbując złapać oddech. Rok bez porządnego wysiłku fizycznego pogorszył znacząco jego kondycje.
- Tak?
- Mam taką małą propozycję. Eeto. - Zaczął się jąkać i głupawo śmiać. Kushina stwierdziła, że lepiej odejść kawałek w bok i dać mu tak potrzebnego powietrza.
- Możesz mówić.
- Tchórz. - Usłyszał słowo którego nie cierpiał nad swe życie.
- Tak sobie pomyślałem, że może pójdziesz ze mną do klubu w ten wieczór? - Powiedział to na jednym wdechu.
Reakcje były różne. Sakura zaniemówiła, Kushina o mało nie udusiła się wodą, a Kyuubi śmiał się tak, że zaczął denerwować powoli blondyna.
Obydwoje przyglądali się sobie. Ich oddechy przyspieszyły od momentu pytania. Jemu za sprawą wydłużonego oczekiwania na tą ważną dla niego odpowiedź. Jej przez nagłość sytuacji i nie moc w pozbieraniu myśli. Na dodatek jego lazurowe spojrzenie skierowane w jej oczy nie pomagało podjąć decyzji. Stali tak pięć minut, gdy wreszcie wydusiła z siebie zdania.
- Nie mam się w co ubrać. Nie przewidziałam takiej sytuacji. - Blondynowi zrzedła mina, chociaż nie dał po sobie tego poznać. Doskonale wiedział co to oznacza. Przy okazji zaczął kłótnie z lisem, który ewidentnie dostał ataku głupawki. Poleciały wtedy dość ostre słowa z jednej i drugiej strony, lecz i tak rozeszło się to po kościach. Naruto popatrzył błagalnie w stronę swojej rodzicielki z nadzieją, że pomoże. Ta odczytując to bezbłędnie, wtrąciła się i przerwała ciszę.
- Sakura. Idziemy na małe zakupy. Ja stawiam.
Cała trójka wróciła do hotelu, lecz tylko męska część tymczasowego zespołu została w apartamencie.
- Teraz młody całkowita improwizacja.
- To żeś pomógł.
- Co!?
- Jakieś rady przynajmniej.
- To nie koncert życzeń, ale niech ci będzie. Pierwsza zasada. Komplementy. Gdy zapyta, jak wygląda. Nawet kłam, ale musisz odpowiedzieć na to pytanie. Druga. Powiedz coś o jej oczach. Jak tu zepsujesz to nie żyjesz, więc najpierw pomyśl później mów. Trzecia. Gdy siadacie odsuń krzesełko i później przysuń gdy już będzie siedzieć. Czwarta. Słuchaj tego co mówi. Piąta. Ty płacisz za drinki i takie tam. Szósta. Wypatrz okazje do wyciągnięcia jej na parkiet i zatańczenia. Siódma. To ty ją przyprowadzasz na zabawę i ty ją zabierasz. Ósma i ostatnia. Uwaga skupiona na niej. Nie patrz na inne dziewczyny dłużej niż dwie sekundy. Gdy to zlekceważysz to nie myśl że tego nie zauważy. Nie zdążysz zareagować, a posmakujesz pięści.
- Skąd to wszystko wiesz?
- Po przyjściu zaczynasz czytać moje książki. Tam znajdziesz odpowiedź na nurtujące cię pytanie. Kushina nie musi o tym wiedzieć.
- Oczywiście.
Po trzech godzinach wszyscy byli gotowi. No, może oprócz Kushiny, która nie mogła sobie odmówić SPA za pieniądze pustelnika. Tak więc cała trójka ubrana w zwykłe stroje, pasujące do miejsca jakim jest klub, poszły w jego kierunku. Co mogło się rzucać w oczy to wielkość budynku oraz jego ochrona. Kilku mężczyzn stało przed wejściem oraz na dachu. Nie inaczej było w środku. Główny parkiet był na parterze, tak samo jak bar do którego udał się białowłosy. Na piętrach znajdowały się stoły i krzesła, wszystkie łączyła spirala z betonu, która pełniła funkcję schodów. Wiodąc wzrokiem tak na samą górę można było także dostrzec, że każde piętro nie posiada środka, tak by ludzie mogli oglądać to co dzieje się na dole i by muzyka była dobrze słyszalna nawet na ostatnim poziomie. Gdzie nie gdzie postawione zostały pomniki wykonane ze złota, przypominające ludzi, co wzbudzało jeszcze większe wrażenie przepychu.
- Wow. Ile to wszystko musiało kosztować. - Stwierdziła Sakura, popadając w zachwyt. - Pierwszy raz jestem w takim budynku.
- Ja również. - Na szybko wertował zasady podane przez Erosennina, by przerwać to nic nierobienie i wybrał jedną z dostępnych możliwości. - Sakura. Zatańczysz?
- Z przyjemnością. - Uśmiechnęła się różowo włosa.
- Ale uprzedzam, że mam dwie lewe nogi. - Powiedział dla zmyłki, by nie powiedzieć że jeszcze nigdy nie tańczył.
Przełknął ślinę i wystawił rękę do dziewczyny, tym samym zapraszając na parkiet.
W tym samym czasie, Jiraiya siedział plecami w stronę baru i popijał sake. Przyglądał się poczynaniom blondyna. Jak by go ktoś spytał o relacje z młodzikiem, mógłby śmiało powiedzieć, że delikatnie jak ojca z synem, jednak wolał określenie mistrza z uczniem. W pewnym momencie oczom nie mógł uwierzyć, aż się nachylił z niedowierzania. Naruto wywijał na parkiecie z Sakurą jak rasowa para tancerzy, tak jakby takie potańcówki były codziennością.
- Kto go tego nauczył? Mniejsza z tym. Czas się trochę rozejrzeć.
Wziął kieliszek ze sobą i poszedł ku górze, cały czas spoglądając na poczynania swego ucznia. Jego uwagę przykuł pewien posąg ze złota, przypominający młodego mężczyznę. Przyglądał mu się z wielką fascynacją, do czasu, aż ktoś go złapał za ramię.
- Coś za jeden? - Spytał na spokojnie Jiraiya.
- Przepraszam że przerywam zabawę, lecz zauważyłem, że przygląda się pan z zaciekawieniem w oku mojej rzeźbie.
- Pan jest właścicielem tego lokalu?
- Tak. Chciałbym się zapytać, jak się tu panu podoba.
- Byłem w wielu miejscach takich jak to, ale dopiero ten lokal zaparł mi dech w piersiach. Konstrukcja cud miód. A wszystko dopełniają te przepiękne figury. I tu nasuwa się pytanie. To szczere złoto? - Jiraiya zamierzał wyciągnąć jak najwięcej informacji z tego typka, zanim ten połapie się o co chodzi.
- Dziękuję za taką opinię. Tak. Specjalnie zamówiłem je z odległego, dość małego kraju. Tanie nie były, ale musiałem czymś dopełnić wnętrze. Czuję, że się panu spodobały.
- Oczywiście. Tu nasuwa się moje kolejne pytanie. Czy można by było takowe zamówić u producenta? Co prawda jestem podróżnikiem, ale niedługo chciałbym osiąść na stałe i właśnie szukałem czegoś podobnego, niestety nie miałem szczęścia.
- Widzę że kolejny miłośnik pięknych wnętrz. Oczywiście mogę panu podać lokalizację, lecz jest mały problem. Informacje są w moim biurze po drugiej stronie wioski. Jeśli by pan chciał, moglibyśmy udać się tam razem i wszystko załatwić.
- Jeśli to nie sprawiłoby kłopotu.
- To dla mnie przyjemność. Zapraszam.
Wyszli gadając zawzięcie w obstawie kilku ochroniarzy.
Tymczasem dwójka młodych ludzi siedziała na pierwszym piętrze popijając jakieś drinki i żywnie rozmawiając.
- Naruto! Nigdy więcej nie mów, że nie masz talentu! To było wspaniałe! Wręcz padam z nóg. - Popiła swój napój za pomocą słomki. - Na dodatek udało ci się zamówić alkohol. Jak?
- Ma się te swoje sposoby. Tak mnie zastanawia. Mistrz Jiraiya znikł i nie widziałem go tu od dłuższego czasu. Ile tu już jesteśmy? - Sakura zaczęła szukać zegara. Wskazywał pierwszą.
- Nie uwierzysz, ale jesteśmy tu od dobrych czterech godzin.
- Gdy patrzę w twoje zielone oczy, czuje się w tedy jakbym leżał na łące wykąpanej w promieniach słońca. Nie chce tego przerywać.
- Dziękuję za komplement. - Zarumieniła się, lecz nie wiedział czy była to już sprawka alkoholu, czy zwyczajnego zawstydzenia. - Ups. Przepraszam. Muszę udać się w pewne miejsce.
- Rozumiem. Poczekam.
Toaleta była na parterze. Oglądał jak, zgrabnie o ruchach kotki, różowo włosa przedziera się przez tłum ludzi i w końcu znika za drzwiami. Czekał i czekał. Zaczął coś podejrzewać, że mogło jej się coś stać, ale przypomniał sobie toaletę Nanami.
- Taaa. Ona umiała spędzić tam godziny. Jednak Sakura taka nie jest. Jeszcze kilka minut i wparuje tam.
Czekał kolejne pięć minut, lecz kunoichi nie wychodziła. Dopił drinka i udał się żwawym krokiem do łazienki dziewczyn. Będąc przy niej, odwrócił się, by mieć pewność, że nikt go nie zauważy. Wszedł. Rozejrzał się i zawołał ,,Sakura!?" Brak odzewu utwierdził go w przekonaniu, że jest tu coś zdecydowanie nie tak. Zaczął otwierać każdą z kabin. W ostatniej znalazł jej małą torebkę. Już miał wybiec i zrobić z tego lokalu istną kupkę gruzów, lecz ziemia dosłownie zniknęła z pod jego stóp. Spadał tak piętnaście sekund na jakiejś pochylni.
Wylądował w jakimś słabo oświetlonym podziemiu. Wstał i ruszył korytarzem. Gdy sięgał już klamki, ktoś uderzył go w kark. Tym samym stracił przytomność.
Obudził się ze strasznym bólem głowy i karku. Nie czuł rąk, które trzymały cały ciężar ciała. Był podwieszony dzięki grubym łańcuchom, które krępowały jego ruchy. Zaczął się szamotać, po tym jak zobaczył Sakurę w drugim końcu ogromnej sali. W pomieszczeniu umieszczono kilka tych złotych figur. W tym momencie wszystko zaczynało świtać blondynowi. Nie widział ani jednej rzeźby o innym kształcie niż ludzkiej.
- Co do!? Zamieniają ludzi w złote posągi!? - Powiedział to na głos nie mogąc uwierzyć w to co widzi. Usłyszał powolne klaskanie w dłonie oraz zbliżające się w jego stronę kroki.
- Brawo. - Usłyszał jakiś głos. Po barwie i tonacji zgadywał że to mężczyzna w średnim wieku. - Dopiero ty odgadłeś co tu się wyprawia.
- Kim jesteś!?!? Czemu to robisz!?!? - Zaczął szamotać się jeszcze bardziej, a oczy jego przybrały kolor czerwony.
- Kim jestem? Nie mam imienia, nazwiska, klanu, ani pseudonimu. Nie potrzebne bzdury. Robię to mój drogi ze względu na zyski. Tak. Dobrze słyszysz. Pieniądze. To siła na tym świecie. Ten kto ich nie posiada, ten nie ma władzy. A ty jesteś bardzo cenny, demonie. Dlatego nie podzielisz losu tej oto ładnej buzi.
- Zostaw ją!!! Tknij, a zabije!!! - Głos blondyna zmienił się diametralnie. Przypominał bardziej warkot niż ludzkie słowa.
- Hahahha. Twoja dziewczyna? Spokojnie. Zamienię ją szybko. Nawet nic nie poczuje.
- Ty świrze!!! Powyrywam ci wszystkie wnętrzności z twego parszywego ciała!!! Będziesz na to patrzył!!! Przyrzekam!!!
- Chyba nie muszę się tego obawiać. Łańcuchy te utrzymują twoją czakrę w ryzach. Nie wykrztusisz jej zbyt wiele. - Odwrócił się w stronę otwieranych drzwi. - Nareszcie panowie są.
- To my decydujemy kiedy się zjawimy.
- Ależ oczywiście. Oto towar. - Wskazał na blondyna, który zobaczył, że mężczyzna nosi ceramiczną maskę, podobną do tych co nosi Anbu jego kraju. Za nim stało dwóch mężczyzn ubranych w czarne płaszcze z czerwonymi chmurami. Jeden z nich miał coś umieszczonego na plecach i było to zabandażowane.
- Kolejne ścierwa!!! Tym razem z Akatsuki!!!
- To on. Masz. To twoja zapłata, a my zabieramy naszego porywczego chłopca. - Wypowiedział się mężczyzna o twarzy przypominającej z wyglądu rekina.
- Zapraszam!!! Kto chce pierwszy zginąć!!!
- Zaryzykuje. - Złapał za łańcuchy drugi z mężczyzn.
- Co jest!?
- Ty też to poczułeś, młody?
- Taaa. Jego czakra taka...
W pewnej krótkiej chwili, kawałki betonu zaczęły szaleć po pomieszczeniu, huk i bałagan ten wywołało wielkie wejście odsieczy. Białowłosy zajął się trzema wrogimi ninja, a Kushina zdołała uwolnić obydwoje więzionych shinobi. Położyła nieprzytomną Sakurę przy ścianie, a swego syna musiała trzymać, by ten wręcz nie rzucił się na przeciwnika. Nie utrzymała go zbyt długo. Czakra Kyuubiego dawała mu niewyobrażalną siłę. Nie mając wyjścia dołączyła do walczących.
Akatsuki wycofało się. Nie chcąc im pozwolić uciec, Jiraiya poprosił Kushinę o pomoc i jak wpadli, tak też zniknęli, a Namikaze pozostał sam na sam, gdyż różowo włosa nie była zdolna do jakiejkolwiek walki.
- To co!? Sprawdzimy co tam masz w środku!? - Uśmiechnął się przerażająco. Wokół niego pojawiła się zbroja z krwistoczerwonej czakry.
- Spróbuj! Demonie!
Ruszyli obydwoje na siebie. Mierzyli się na taijutsu, zmieniając znacznie otaczające ich pomieszczenie. Przeciwnik blondyna po wykonaniu pieczęci, stworzył w dłoniach sztylety wykonane ze złota. Rzucił w stronę blondyna, lecz te odbiły się od niego. Stworzył tym razem coś większego. Metrową, grubą tarczę oraz miecz. Naruto nie miał takiej dogodnej sytuacji. Wszystkie swoje kunaie wraz z kataną zostawił w domu. Nie mając nic innego w zanadrzu wykonał rassengana w dłoni i natarł. Na tarczy nawet nie pozostała rysa. Jednak ona opadła na podłogę, a za nią nikt się nie znajdował. Naruto próbował się odwrócić, lecz było za późno. Mężczyzna dotknął go w plecy po wcześniejszym wykonaniu znaków. Wszystko widziała kunoichi, która zdążyła się obudzić. Ciało blondyna zaczęło sztywnieć i zamieniać się w złoty posąg. Wydał z siebie jeszcze ostatni krzyk i zamarł w bezruchu, błyszcząc i mieniąc się w świetle lamp.
- Teraz ty, dziewczynko. - Skierował się w jej stronę, będąc pewien sukcesu i swojej wygranej.
- Co jest!? Ja żyje!?
- Hahaha. Co za kretyn. Zamienił jedynie twoją zbroję. Większy idiota niż ty. Tylko bez urazy.
- Nie obraziłem się. Daj mi jeszcze więcej czakry. Muszę to rozkruszyć.
- Da się zrobić, młody.
Z ciała blondyna zaczęła wydobywać się czakra. Tym razem napierała na skorupę, jednak gniotła tym samym żebra swego nosiciela, przysparzając mu ból. Jednak nie miał innego wyjścia, jak zniszczyć powłokę samą czakrą, gdyż nie mógł się poruszyć, a w powietrznej kieszeni zaczęło brakować tlenu.
- Ghaaaaaaaaaaaaa!!! - Wyrwał się ze swego więzienia, co odjęło mowę jego przeciwnikowi. Stworzył kulę wirującej energii, lecz ta różniła się od standardowego rassengana. Była w nim także czakra lisa, która musiała przedostać się przez siłę szóstego ogona. Cisnął nią w przeciwnika. Efekt był straszny. Kula przewierciła się przez brzuch i wyszła z drugiej strony. Gdy blondyn cofał już rękę, ta niespodziewanie wybuchła mu, uwalniając swoją niszczycielską moc. Ciało mężczyzny, wręcz eksplodowało i rozprysło się na wszystko co było w zasięgu, brudząc krwią oraz kawałkami, które cudem ocalały. Naruto poczuł jedynie lekki ból w prawej ręce, lecz on także był ranny. Jego klatka piersiowa została zgnieciona i teraz ledwo oddychał. Tryb szybko dezaktywował. Brakowało mu powietrza i łapał je z każdym oddechem z wielkim trudem.
- Naruto! - Podbiegła do niego Sakura, badając jego ciało poprzez skupioną w dłoniach czakrę. Szybko odkryła, że żebra poprzebijały płuca. Nie szczędząc sił zaczęła leczyć jego obrażenia. Po pięciu minutach było po wszystkim. Jego życiu nic już nie zagrażało i mógł spokojnie oddychać. Narzekał jeszcze na ból, ale było to normalne po takim zabiegu.
- Dzięki za uratowanie życia. Myślałem, że się uduszę.
- To ja powinnam dziękować. Tam w łazience nagle podłoga zniknęła i wpadłam. Uderzyłam głową o coś twardego i straciłam przytomność. - Zaczęli się przysówać powoli ku sobie. Tą chwilę przerwało im głośne wejście kogoś przez drzwi.
- Co tu się wyprawia!?!? - Był to właściciel budynku wraz z dość sporą grupą ochroniarzy. - Wy!? Coście narobili!? Zapłacicie mi za to! Pozbyć się ich!
- Jak zwykle, gruba ryba ujawnia się na sam koniec. - Stwierdził Naruto. - Masz może przy sobie kunai? - Ta podała mu bez najmniejszego słowa.
Zaledwie pięć minut zajęła mu ta rzeź. Trupem leżało wszystkich dwudziestu ludzi właściciela budynku, który zaczął uciekać. Blondyn rzucił swoją bronią w taki sposób, że przybił go do ściany za ubranie, jakim była jasna marynarka.
- Zapłacę ci ile chcesz! - Zaczął wykrzykiwać propozycje, które nie miały już sensu.
Naruto nie interesowały one w ogóle. Uderzył go za to z całą swoją mocą w brzuch. Skutkiem była utrata przytomności tego bogacza. Odwrócił się. Wziął Sakurę za rękę i wyszli razem otworem pozostawionym przez białowłosego.
- Wracajmy do hotelu. - Powiedział rozklejonym głosem i przybliżył dziewczynę do siebie.
Druga potyczka także się skończyła. Niestety po ciężkim boju jakim odbyli nie udało zatrzymać się członków Akatsuki. Wyczerpani skierowali się w stronę wioski, jak i budynku w którym to wszystko się zaczęło.
- Chyba tu także jest spokój. Proszę, proszę. Naruto nieźle się spisał.
- Bardzo dobrze się spisał, ale nie musiał tego typka rozwalać w drobne kawałeczki. Na dodatek wszystko jest nim pokryte, a przy drzwiach wala się stos trupów z których także wycieka krew, pokrywając całą podłogę.
- Nie marudź. Nie miał najłatwiej. Przynajmniej nasz właściciel jeszcze żyje. Zasłużył na kare. Pewnie zgnije w tutejszym więzieniu. Są tu zbyt uczciwi stróże prawa.
- Skąd to niby wiesz? Zapłaci i wyjdzie na wolność.
- Nie ma takiej opcji. Raz byłem w tym więzieniu. Na żaden sposób nie da się uciec czy wyjść. Nie patrz tak na mnie! Miałem wtedy osiemnaście lat i przeholowałem z alkoholem.
- To wszystko tłumaczy. Pomóż mi go tam zabrać. Sama go nie uniosę.
- Już bieeeegnęęę. - Zaczął się wygłupiać.
- Jiraiya!!
- Hhh. Nawet pożartować se nie można.
Wszyscy byli już w apartamencie. Przez problem jakim była tylko jedna łazienka, była istna kolejna. Naruto stał z głową opartą o drzwi. Miał pierwszeństwo względem starszej dwójki, gdyż zaschnięta krew na jego ciele i ubraniach, zaczęła wydawać nieprzyjemny zapach. Lecz to Sakura okupowała ją jako pierwsza. Czekał tak jeszcze dwie minuty, gdy nagle usłyszał głos swojej koleżanki.
- Naruto. Jak chcesz to możesz wejść. - W tym momencie otworzył oczy. Nie był pewien czy serio to usłyszał, czy umysł płata mu figle, po zbyt długim przebywaniu w towarzystwie Erosennina. - Ale pod jednym warunkiem. Nie będziesz patrzył jak o to poproszę. Zanim wejdziesz, proszę weź mój ręcznik z mojej torby.
A jednak się nie przesłyszał. Wyprostował się i poszedł w stronę torby dziewczyny. Zabrał ze sobą jej ręcznik i otworzył drzwi, lecz jeszcze na moment się zatrzymał.
- Na pewno mogę wejść? - Musiał się upewnić. Nie chciał skończyć jako szmata do podłogi.
- Na pewno.
Wszedł do środka powoli, lecz zdecydowanym krokiem. Sakura leżała w wannie wypełnionej po brzegi wodą, a na jej powierzchni unosiła się gruba warstwa piany. Położył jej ręcznik na stołku obok niej i odwrócił się na pięcie. Nogi miał jak z waty, co zauważyła różowo włosa, przez co cicho zachichotała. Usłyszał to, przez jego wyostrzone zmysły. Na jego szczęście kabina prysznicowa była umieszczona za ścianką, więc samemu mógł poczuć się troszkę bardziej komfortowo. W przeciwnym wypadku musiałby gimnastykować się z ręcznikiem, by zakryć samego siebie. Zdjął wszystkie ubrania i wrzucił je do któregoś ze zwoi. Wszedł do kabiny prysznicowej i powoli spłukiwał cały bród dnia. Nie czuł się jednak aż tak komfortowo, ze świadomością, że dziewczyna jego marzeń jest obok niego całkiem naga i dzieli ich jedynie niedokończona ścianka działowa.
- A może tak chociaż na chwilkę, jedynie raz spojrzeć? Nie no! O czym ja myślę!?
- Jednak okazja się już nigdy może nie powtórzyć. Baka! Jak mnie nakryje już na pewno tego nie zobaczę, a także niczego innego na tym świecie!!
- A jak się uda!? Taaaa!! Jedynie w moich snach!
- Ale ta woda jest wspaniała. Nigdy się tak nie zrelaksowałam. - Westchnęła, długo tym swoich wspaniałym głosem.
- Ja chyba zaraz oszaleje. - Wycedził cicho przez zęby, opierając się o ścianę kabiny.
- Mówiłeś coś? - Stanął jak wryty.
- Nieee, nic ważnego.
- Skoro tak twierdzisz.
- O mały włos. Teraz tak myśląc, to mogłem zostać na zewnątrz i czekać na swoją kolej. Byłoby o wiele łatwiej.
- Hhhh co to za życie. - Znowu powiedział to szeptem i oparł głowę o szybę.
Nie słyszał nic innego jak jedynie chlupot wody z jej wanny oraz oddech. Nawet jego prysznic nic nie pomagał w zagłuszeniu, a był ustawiony na maksymalną moc. Jeszcze zaczęła nucić co wręcz poruszyło całym blondynem. Oj żałował że tu wszedł.
- Hmmm, a może. - Byakuugan! - Co ja się oszukuje! - Złapał jeszcze większego doła i teraz to on westchnął.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess
A teraz głosy nawołujące o dokończenie tego końcowego zdarzenia. Hmmm. Nie powiem. Kusi mnie to bardzo ^^.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz