niedziela, 29 lipca 2018

C.B. - Wyjawienie

Witam was przy następnej notce. Mam nadziej, że przy niej odpoczniecie od tego całego zamieszania. Miłego czytania :P
~~~~~~~~~~~~~~~~
Obudził się w swoim pokoju. Ptaki przepięknie śpiewały za oknem. Przykryty był kołdrą. Wszystkie wcześniejsze wydarzenia wydawały się snem, zwykłym koszmarem. Jeśli chodzi o niego, to cały czas się śnił blondynowi, jednak zdążył się już przyzwyczaić. Powoli zaczął wstawać. Zeskoczył na podłogę i usłyszał krzyk.
- Kurwa!!! Naruto!!! Złaź z mego ogona!!! - Namikaze nie wiedział przez chwilę co się dzieje. Skapnął się po solidnym ugryzieniu w jego kostkę.
- Aaaaaaaa!! Puszczaj!!! - Zaczął wymachiwać nogą na której uczepiony był lis. Tym razem o wiele mniejszy.
- Przeproś!
- Nigdy!
- To cierp!
- Kyuu!! Odwal się ode mnie!!
- Nie mogę! Jestem w tobie zapieczętowany!
- Wiesz że nie o to mi chodziło futrzaku!
- Co się tam do cholery wyprawia!! - Słychać było głos zza drzwi, które się otworzyły, a w nich stanęła Kushina. - Odwaliło wam obojgu!?
Ujrzała jak lis trzyma szczękami za nogę jej syna, który właśnie tworzył rassengana. Cała sytuacja wyglądała nadzwyczaj śmiesznie przez dziwne pozy.
- Jak dzieci. - Po chwili uśmiechnęła się. - Śniadanie jest już gotowe, więc ubierz się i zejdź.
- Policzymy się później. - Powiedział to szeptem przez zęby. - A teraz puszczaj moją nogę. - Kurama zrobił to, choć nie chętnie.
- Smaczną masz krew. - Oblizał się.
- Psychopata. - Opisał jednym słowem. - Ile spałem?
- Pięć dni. - Blondyn zdążył się ubrać i miał już wychodzić z pokoju, gdy poczuł coś na ramieniu. - No co? Ja cię taszczyłem to ty chyba możesz teraz trochę mnie. Nie sądzisz? A taki mały nie dam rady zejść samemu po schodach. - Zrobił szklane oczki.
- Tylko po schodach i ze mnie złazisz. Następnie zwiększysz swoje rozmiary dooo, powiedzmy że metra.
- Dobra dobra. Na śniadanie!!!.
- Głupiejesz.
- A ty tak nie reagowałeś? Chciałem poczuć się przez chwilę jak ty. Niestety było to idiotyczne.
- A zamknij się.
- Hehehe.
Na stole w jadalni leżała przyszykowana miska z ramen. Obok niej widniał mały pakunek, owinięty w papier i zawiązany czerwoną kokardką. Blondyn usiadł delikatnie się dziwiąc.
- Co się tak patrzysz? To dla ciebie. Otwieraj.
- A z jakiej okazji? - Kushina zrobiła dziwną minę i zaczęła machać mu ręką przed twarzą.
- Ziemia do Naruto. Dzisiaj są twoje osiemnaste urodziny. Wszystkiego najlepszego synku!!!
- O rzesz. Całkowicie zapomniałem! - Klepnął się otwartą ręką w czoło.
- Jedz. Następnie rozpakuj prezent.
- Itadakimasu!
Nie minęło parę sekund jak miska została opróżniona. Ze szczęściem wymalowanym na twarzy począł otwierać małą paczuszkę. Następnie otworzył pudełeczko i jego oczom ukazały się lśniące klucze.
- Do czego one są? - Spytał przyglądając się im.
- Nie wiem czy pamiętasz, ale kiedyś mi mówiłeś o marzeniach, które posiadasz. Zapisałam sobie, że jednym z nich był własny dom. Jeden z tych na naszej posesji. - Naruto aż otworzył usta z wrażenia. - Trafiłam?
- Dziękuję! - Rzucił się jej na szyję i przytulił. Zawsze chciał wyprowadzić się od niej, ale nie ze względu na to, że źle mu się mieszkało. Tylko dlatego, że jakby to wyglądało. Dorosły shinobi nadal mieszkający z matką.
Nagle Kyuubi wyrwał mu kluczę i zaczął uciekać. Ten krzycząc w niebo głosy rzucił się za nim w pogoń. Wybiegli poza teren Konohy. Kushina tym czasem, wzięła te same klucze z pod drzwi i ruszyła w stronę wejścia na posesję.
- Kyuubi dobrze się spisał. Nie zorientował się, że upuścił klucze i pobiegł za nim, by je odebrać. Teraz druga część planu. - Po kilku minutach otworzyła drzwi dzielące teren klanu od reszty i ujrzała grupkę shinobi.
- Konichiwa, Kushina-sama. - Powiedzieli wszyscy.
- Konichiwa. Możecie już działać. - Podała im klucze. - Został że tak powiem wyprowadzony w pole. Nie powinien wrócić do wieczora, więc macie czas wszystko przygotować. No wchodźcie. Ja przez ten czas uprzedzę sąsiadów i Hokage. Niech wiedzą, że cisza nocna może zostać zakłócona jedynie przez was. A tak poza tym. Gdzie się podziała Sakura? Przecież to ona wszystko wymyśliła i organizowała.
- Dzisiaj poszła na misję, lecz nie wiem o której wróci. Hokage o coś ją poprosiła i tak jakoś wyszło że poszły razem, więc pani jej nie znajdzie w  biurze.
- Jak to? Hokage na misji? Pierwsze słyszę.
- My tak samo zareagowaliśmy. Trochę dziwne.
- Tak. Bardzo. No cóż. Musiało być to ważne skoro Hokage pofatygowała się osobiście.

Okolice Konohy.
Zaczynam nie wierzyć w tego futrzaka. Najpierw mnie ugryzł, a teraz zaiwanił klucze, które są moim prezentem. Na dodatek żeby dotrzymać mu tempa musiałem uaktywnić szósty ogon! Piąty raz już okrążyliśmy tą wioskę. O co mu chodzi!?
Chyba zaczyna coś podejrzewać. Trzeba zboczyć z kursu i zmienić taktykę. Hmmm niech mnie trochę poszuka.
- Co do!? Gdzie ty biegniesz!? Kyuu!! Szlak!  Zgubiłem go. - Blondyn stanął gdzieś w lesie i zaczął się rozglądać. - Nic ci to nie da! I tak cię znajdę!

Gdzieś w wiosce szły dwie kobiety. Jedna o dość nietypowym kolorze włosów, otóż różowym, a druga z chyba najbardziej ponętnym biuście w całej wiosce. Tak, Hokage wraz z Sakurą chodziła po wiosce, co było niespotykane. Można ją zawsze było zobaczyć jedynie w budynku administracyjnym, w drodze do szpitala i w nim samym oraz w barach wieczorami. Jako człowiek także musiała mieć jakąś rozrywkę, którą bezsprzecznie było picie sake w towarzystwie pustelnika i granie w karty.
- Pewnie zastanawiasz się po co cię ze sobą wzięłam i dlaczego ja na tą misję także się wybieram.
- Nie ukrywam, że mnie to bardzo zaciekawiło.
- To dobrze. Otóż misja jest rangi S. Twoja druga. Zgadza się? - Tsunade uśmiechnęła się do uczennicy.
- Tak. - Odpowiedziała. - Na czym ona polega, skoro ma odbywać się w wiosce?
- Dobre pytanie. Nie ociągając w bawełnę. Pomożesz mi kupić prezent dla Naruto. Nie mam kompletnie pomysłu, a kamizelkę jonina przekazałam mu już kiedyś, chociaż jej nie nosi, gdyż jak to określił w jednym liście, ogranicza jego ruchy. No nie mam co się sprzeczać. Nie każdy jonin ją nosi, więc się zgodziłam na odmowę. Masz może jakiś pomysł?
- Będzie ciężko. Praktycznie nie rozmawiałam z nim trzy lata, a widziałam go jedynie szpitalu, gdy to się stało.
- Dał nam chwilę strachu. Nie ma co. Jednak to nie jest pora na wspominanie złego. Żyje i z tego co słyszałam czuje się lepiej.
- Ma pani całkowitą rację. Z resztą jak zawsze.
- Wierz mi. Czasami nawet ja się mylę. A teraz. Co mu kupić?
- W sumie ja także się nad tym zastanawiałam. Broń odpada. Pewnie ma jej cały zapas w domu i w tych zwojach. Musi dostać coś czego na pewno nie ma.
- Ubiór chyba też raczej nie. Ma swój styl i pod pasować coś do niego to istny koszmar, a nie chciałabym zabierać przyjemności Kushinie.
- Przyjemności?
- Nie słyszałaś? Sama szyje dla niego. Podobno tradycja klanu. Rodzic nie może kupować dla dziecka ubrań, tylko je uszyć. Pewnie nasz blondyn w przyszłości też tak będzie robił.
- Nie mogę sobie go wyobrazić w tej roli. Hahhaha. - Obie poczęły się śmiać.
- Chciałam także o czymś poinformować. Dzisiaj jest impreza u niego w domu i jakby co to będzie nasza sprawka, jeśli panią coś obudzi.
- Słyszałam od ojca Shikamaru.
- Mam!
- Wymyśliłaś coś!?
- Yhym. Na pewno mu się spodoba. Jednak będzie to ode mnie. Teraz coś od pani.
- Wiedziałam. - Uśmiechnęła się pod nosem. - Ale ja chyba także wymyśliłam dla niego coś. Spodoba wam się.

Obrzeża wioski. Po wykonaniu wielokrotnego podziału cienia, nadal nie znalazł lisa. Każdy z dwustu klonów wykorzystywał także sennin modo, by go odnaleźć, lecz to w niczym nie pomogło. Tak jakby rozpłynął się w powietrzu.
- Żadnego, choćby najmniejszego śladu. Ahhh. A może wrócił do wioski? W sumie to powinienem już sam skierować się w jej stronę. Jeszcze kilka godzin i zajdzie słońce. - Popatrzył w niebo przez prześwit między koronami drzew. - Straciłem przez tego futrzaka pół dnia!
Gdy był już przy wejściu na posesje, zobaczył kogoś, kogo się tu nie spodziewał. Właściwie chciał spytać o niego Hokage, lecz ta gdzieś zniknęła.

Kushina-sama miała słuszność w podejrzeniach, że wróci wcześniej. No cóż. Poprosiła o pomoc, a nie wypada odmówić. Jakoś się odwdzięczę za możliwość, jaką mi dała. Przy okazji i tak miałem załatwić niektóre sprawy, a pomoc mi się przyda. - Króczowłosy wyszedł na przeciw blondynowi.
- Itachi? Co ty tu robisz?
- Witaj Naruto. Czyli ci nie powiedzieli.
- O czym?
- Mieszkam tu. - Namikaze otworzył aż usta z wrażenia. - Jesteśmy sąsiadami.
- Wspaniale! - W tym momencie zauważył kątem oka, brak lewej kończyny u Uchihy.
- Przepraszam za rękę. Nie chciałem cię aż tak pokiereszować, ale inaczej nie dało się ciebie pokonać i złapać.
- Nie przejmuj się. Jakoś sobie radzę, ale jest pewna rzecz w której mógłbyś mi pomóc.
- Z przyjemnością. Muszę odreagować w jakimś miłym towarzystwie dzisiejsze zdarzenie, niestety nie mogę o nim mówić. Ściśle tajne.
- Rozumiem.
- To co mam zrobić?
- Urządzam dom po swojemu, a raczej po myśli Maki. - Skierowali się w stronę głównej części wioski.
- Hym. Chcesz o czymś powiedzieć? - Zrobił podejrzliwą minę i zaczął przyglądać się przyjacielowi. Ten jedynie się uśmiechnął nie okazując żadnego zawstydzenia.
- Zaręczyłem się. - Prawie zwaliło to z nóg Naruto, chociaż podejrzewał, że ona nie jest jedynie przyjaciółką.
- Gratulację!! - Wykrzyczał.
- Dzięki. Jestem już w pewnym wieku i myślałem o tym długo. Jednak nie sądziłem, że któraś mnie zechce po tym wszystkim i na dodatek kalekę, który nie miał żadnej pracy.
- Ale chyba znalazłeś jakąś fuchę?
- O shinobim chodzącym na misje mogłem zapomnieć, jednak nasza Hokage zaproponowała mi pewną robótkę w której myślę, że jestem całkiem dobry. Zarządzam zdobywaniem informacji. Wiesz. Kierowanie szpiegami i odczytywanie ich meldunków. Też ściśle tajne. - Obydwoje się zaśmiali.
- A mógłbyś coś dla mnie zrobić? Tak po przyjacielsku.
- Słucham.
- Czy mógłbyś zarządzić dla naszych wszystkich ludzi, którzy zdobywają informację, by zwracali uwagę na pewną dziewczynę?
- Eeeee. Chyba nie chcesz w ten sposób zdobyć poufnych o niej informacji? - Uśmiechnął się pod nosem.
- Nie o to mi chodzi. Coś ty. Nie jestem taki. Chociaż to kusząca oferta, lecz moja wybranka mieszka w tej wiosce i sam o to zadbam. Otóż, żeby zwracali uwagę na dziewczynę w moim wieku, która ma najprawdopodobniej czerwone włosy oraz tego samego koloru oczy. Powinna posiadać bardzo dobrze wyczuwalne pokłady czakry.
- A kim ona dla ciebie jest? Musi być to dość ważna osoba skoro o to prosisz.
- Moja siostra. - Itachi zdziwił się. Nigdy nie słyszał, żeby blondyn miał siostrę. - Bliźniaczka. Zaginęła w dniu naszych narodzin. Chyba wiesz jaki to był incydent.
- Tak. No cóż. Zrobię to dla ciebie, ale to ty mnie obronisz przed Hokage.
- Ona wie, że jej szukam. Na pewno się nie wścieknie.
- No dobra. To dosyć o mnie. Mów co u ciebie.
- U mnie? No cóż. Jak zapewne słyszałeś. Wróciłem dwa tygodnie temu z czteroletniego treningu. Byłem prawie wszędzie w każdym kraju. Ćwiczyłem się u najlepszych. Mam tu na myśli Jiraiyę i świętej pamięci Yoshito. Poznałem wielu ludzi, którzy okazywali się wiernymi przyjaciółmi, a czasami zdrajcami i bandytami. Wykonałem niezliczoną ilość misji jedynie rang A i S. Chyba uzbierało się ich około dwustu. Jakby nie dwa i pół roku siedzenia w miejscu. Wykonałbym ich pewnie i z sześćset. Zaciekawi cię pewnie, że istnieje kraina lisów. Okropne miejsce. Nie wysłałbym tam najgorszego wroga.
- To dużo przeżyłeś w tak krótkim czasie.
- Taaaa. Przygód co nie miara. Na kilka książek. Co do nich to Ero-sennin dał mi chyba wszystkie do przeczytania. Nawet niezłe.
- Hahahaha. Ja uważam tak samo, chociaż jestem przy drugiej części.
- Widzę, że promuje się dosłownie wszędzie! No cóż. Nie będę ci wyjawiał akcji z trzeciej części. Nie jestem taki podły. Mogę za to postarać się, byś dostał części, które jeszcze nie wyszły. Ja mam już kilka, lecz jeszcze nie doczytałem do nich.
- Z miłą chęcią. A tak obracając się w tych tematach. Masz którąś na oku? - Blondyn się z mieszał i spojrzał na swego rozmówcę. - Co? Chyba dzisiaj kończysz osiemnaście lat, nie? A, zapomniałbym. Proszę. To ode mnie. - Wyciągnął małe pudełeczko z kieszeni.
- Dzięki, nie musiałeś.
- Ale chciałem.
Blondyn otworzył pudełeczko. Leżał w nim czarny zegarek. Tylko wskazówki i cyfry na tarczy były białe. Założył go od razu na rękę. Pasował jak ulał i to bez regulacji.
- Przyda się, chociaż ja nie mam zwyczaju w spóźnianiu się, tak jak Kakashi sensei.
- Masz rację. Czekało się na niego zbyt długo.
- Znałeś go?
- Nie zmieniaj tematu. Nie wymigasz się od udzielenia odpowiedzi.
- Hhhh. Jesteś zbyt uparty.
- Nie tylko ty tak sądzisz. No?
- Nie jestem pewien, czy po tych trzech latach od ostatniego widzenia, nadal mnie kocha. Nie wiem czemu, ale naszły mnie olbrzymie wątpliwości.
- Po tylu latach nie ma się co dziwić, lecz nie można tak mówić ani myśleć. Nie rozmawiałeś z nią, więc nie wysuwaj tak pochopnych wniosków. To powiesz wreszcie kto to jest? Ja ci powiedziałem. - Udał obrażonego.
- No dobra, dobra. Niech ci będzie. To Sakura.
- Masz dobre oko. Jedna z ładniejszych z twojego rocznika.
- A od kiedy ty taki znawca kobiet i dziewczyn!? - Zdziwił się Naruto.
- Mam oczy. A jak się chodzi do szpitala co tydzień na kontrolę, tam gdzie ona pracuje, to się widzi. Tam też poznałem Maki.
- Wniosek jest jeden. Traf do szpitala ranny, a się zakochasz i znajdziesz miłość.
- I w tym muszę się z tobą zgodzić. - Rozmawiali tak jeszcze dobre kilka godzin. Wrócili dopiero późnym wieczorem. Kupili wszystko co brunet miał kupić. Namikaze nie wierzył, że wysłała go po to wszystko. Jakby nie zwoje to z pewnością nie pomogłaby armia klonów.
- Masz. Pojawią się na twoją czakrę. Tylko nie wszystkie na raz! Tego jest cholernie dużo.
- Niestety. Teraz czeka mnie rozstawianie.
- Może pomóc?
- Nie potrzeba. Poradzę sobie samemu i tak zabrałem ci dość dużo czasu. Do zobaczenia. Tylko ostro nie baluj!
- Ciekawe z kim? - Podał rękę na pożegnanie i poszedł w stronę nowego domu. - Mam nadzieję, że przemyślał to i oddał klucze. Jeśli nie drzwiami to wybitym oknem. Najwyżej wstawi się nowe.
Podszedł do drzwi. Pod nimi zauważył lśniące klucze. Schylił się i podniósł je. Włożył do zamka i przekręcił. Nacisnął klamkę i popchnął drzwi do środka. W domu było ciemno. Wszedł powoli zdejmując buty. Zamknął za sobą drzwi. Nim znalazł włącznik, uderzył nogą o coś twardego i zaklął pod nosem. Po minucie zapalił światło. Na lewo ukazał się ogromny salon. Gdy wchodził zauważył dekoracje, takie jak balony lub życzenia urodzinowe typu sto lat. Po chwili wyskoczyli jego przyjaciele, którzy pochowali się w przeróżnych miejscach.
- Wszystkiego najlepszego!!! - Wszyscy krzyknęli i zaczęli śpiewać.
Blondynowi aż łza poleciała, którą od razu wytarł rękawem od bluzy. Z wejścia do kuchni wyszła osoba której oczekiwał i miał nadzieję że jest. Niosła tort z zapalonymi świeczkami. Szczęka nie jednemu by opadła na jej widok, a ślinotoki i krwotoki z nosa byłyby całkowicie na miejscu. Sakura miała na sobie granatową, luźną bluzkę i spódniczkę sięgająca ledwo do kolan, poniżej widniały ciemne rajtuzy. Kolor i kształt oczu delikatnie podkreślony przez nałożony makijaż. Włosy, które sięgały do ramion ułożone teraz były w rewelacyjną fryzurę.
- Przepiękna. - Cicho powiedział na widok różowowłosej.
Nie umiał teraz lepiej opisać wyglądu, który zaprezentowała i z pewnością spędziła wiele godzin, by go osiągnąć. Na dodatek nie widział jej kupę czasu. Urosła wzwyż, lecz była niższa o niecałą głowę. Stała się bardziej kobieca, kształty o tym wskazywały i był to dowód nie do podważenia. Zbliżyła się do niego z tortem.
- Wszystkiego najlepszego. Pomyśl życzenie. - Zdmuchnął od razu. Wszyscy zaczęli śpiewać.
- Już dawno się spełniło. - Wyszeptał.
- Czemu tak długo kazałeś na siebie czekać? Martwiłam się. Żadnych listów czy innej oznaki życia. Jedynie Jiraiya dostał wiadomość od ciebie, że jest w porządku i to wszystko co było zawarte.
- Przepraszam, ale nie miałem kiedy.
- Przez półtorej roku?
- Tam gdzie byłem czas biegł inaczej. Dla mnie było to zaledwie kilka dni. Wybaczysz mi raz jeszcze?
- Nie wiem. Jak coś dla mnie zrobisz.
- Może być to? - Odebrał jej tort i położył go na stół. Następnie jedną ręką przysunął ją do siebie, a drugą delikatnie złapał za jej podbródek oraz część policzka podnosząc jej głowę. Złożył jej delikatny pocałunek, który odwzajemniła. Odkleili się od siebie dopiero, gdy zabrakło im powietrza.
Nastała cisza. Nikt tego się nie spodziewał. Nikt, oprócz Ino, wcześniej nawet się nie domyślał, że łączy ich coś więcej. A tu taka niespodzianka. Nie wiedzieć kto, zaczął klaskać i krzyczeć, po czym wszyscy zawtórowali.
- I jak?
- Wybaczam. - Uśmiechnęła się patrząc nadal w jego oczy. - Chyba czas na prezenty i życzenia! - Wykrzyczała Sakura. Wszyscy się zgodzili. Pierwsza oczywiście złożyła je różowowłosa. - Prezentem jestem ja oraz wszystko co tu zjesz. Tylko nie mów że nie dobre!
- Chyba najlepszy prezent.
- Jakie chyba!? - Uśmiechnęła się, udając że mu grozi.
- No dobrze. Najlepszy w całym życiu. - Podniósł ręce do klatki piersiowej, na znak że przeprasza. Po wszystkim udała się do kuchni, by zapewne zacząć podawać przygotowane przez nią jedzenie.
Wszyscy złożyli życzenia ze szczerego serca. Od Ino, dostał szalik na nadchodzącą zimę. Kiba dał kilkanaście butelek najlepszego sake, które zaraz położył na stole. Było to w jego typie. Shikamaru z Chojim dali jakiś łańcuch na szyję z wizerunkiem nie kogo innego jak lisa. Tenten, zaopatrzyła go w zwoje i w nich umieszczoną broń. Jednak była ona wykonana ze specjalnego stopu, przewodzącego czakrę bez żadnych przeszkód. Od Shino dostał coś, co było najciężej dostać w Kraju ognia. Specjalny miód, zrobiony przez pszczoły, które wyhodowane były w czakrze. Następny był Lee, który dał poradnik mistrza Gaya ,,Jak zrobić rzeźbę w jeden dzień". Neji, który stał za nim z Hinatą, dał po kryjomu znać, że to okropne. Naruto podziękował za prezent oraz za radę białookiemu. Ostatni byli z klanu Hyuuga. Dali mu coś co przypominało miecz. W ich rodzinie otrzymywały to osoby, które się przeprowadziły do nowego domu i zaczynały nowe życie. Miało to przynieść szczęście i zdrowie. Sakura przekazała jeszcze prezenty od innych. Otóż Tsunade dała pismo, które zwalniało blondyna z obowiązku pełnienia służby przez dwa tygodnie. Najdziwniejsze było to, że Sakura też to dostała. Jiraiya, jak to on, przekazał jego nową książkę z serii ,,Icha icha paradise". Kakashi za to podarował zdjęcie wszystkich jego przyjaciół i senseiów których znał oraz całkowicie pustą, dość grubą książkę. Blondyn uśmiechnął się przez ostatnią rzecz, ponieważ sensei znał go jednak zbyt dobrze.
Usiedli przy wielkim tradycyjnym stole na poduszkach. Miejsce honorowe umiejscowione na końcu należało do jubilata. Każdy wybrał sobie siedzisko, zostawiając jedno z prawej strony obok blondyna, by główna kucharka i Naruto nie poczuli, że sabotują ich związek, tylko im sprzyjają.
Nastał czas uczty. Zaczęły rozpoczynać się rozmowy i śmiechy. Co kilka minut następował toast za solenizanta. Alkohol lał się strumieniami. Jedynie Lee podziękował i zadowolił się wodą. Przy rozmowach wyszło na jaw, że Neji i Ten Ten także są razem od ponad roku i sprytnie to ukrywali. Blondyn dowiedział się co robili jego przyjaciele przez te kilka lat. Wszyscy byli przynajmniej na poziomie chuunina. Jedynie Nara i Hyuga awansowali na joninów.
- A ty kiedy zamierzasz zostać joninem? Z twoimi umiejętnościami to nie żaden problem. - Zapytał Shikamaru. Blondyn popatrzy w jego stronę nadal opierając głowę o kolana swojej dziewczyny, która bawiła się jego włosami.
- Ale ja już jestem joninem. Od początku nim byłem po egzaminie.
- Fajnie że Hokage informuje o wszystkim, a o tym nie.
- Bo sam o tym nie wiedziałem przez porządny kawał czasu. Wyruszyłem przecież od razu po walkach finałowych.
- Może.
- A teraz należę do Anbu naszej wioski. - Wyszczerzył białe ząbki.
- Pfff. Od kiedy!? - Kiba wypluł zawartość ust.
- Od. Niech ja pomyślę. Chyba ponad półtora roku. Nie wierzycie?
- Pokaż. - Powiedział krótko Kiba.
- Proszę bardzo. Dzisiaj byłem tam po drodze z Itachim. - Na jego lewym ramieniu widniał świeży tatuaż, który oznaczał jedno. Przynależność i powiązanie z Anbu Ukrytego Liścia. - Maski wam nie pokaże. Niestety. Byście mnie wtedy od razu poznali.
- I tak by to wyszło na jaw.
- Uwierz mi. Nawet przyjaciel z którym trenowałem dziesięć miesięcy mnie nie rozpoznał. Umiem się kamuflować.
- Zapewne.
Tak imprezowali do trzeciej bądź czwartej w nocy. Większość się rozeszła. Został jedynie Shikamaru, który miał rzut beretem, tak samo jak Neji i Hinata oraz Sakura, która teraz przebywała z koleżanką w kuchni, pozostawiając facetów samych sobie. Cała ich trójka była podpita, lecz nadal jako tako trzymali się na nogach. Musieli godzinę temu wyjść poza dom, gdyż Lee pomylił kieliszki i zamienił się w mistrza pijanej pięści. Złapali go i ogłuszyli, lecz odbyło się to nie małym kosztem czakry i siły. Następnie zaprowadzili go do domu. Wracali na piechotę z lasu, gdy okazało się, że Namikaze pomylił się w teleportacji, a później odmówił ponownego użycia techniki z obawą, że mogą zginąć.
Grali teraz w karty, ledwo odróżniając je, ale nie przeszkadzało to w dobrej zabawie.
- Nie ma oszukiwania Neji! Dezaktywuj byakuugana. - Wypowiedział się Nara z widocznymi pretensjami.
- A on może!? - Oburzył się.
- Co!? Przecież Naruto nie posiada zdolności wzrokowych!
- To spójrz na oczy. - Wskazał ręką na blondyna, który patrzył się w swoje karty swoimi krwistymi oczami.
- Nie gram z wami! Kanciarze!
- Czekaj! Ja po prostu źle widziałem swoje karty i musiałem poprawić ostrość. Jak mam grać jak nie wiem jakie posiadam?
- Ja nie wiem jakie ty masz zdolności, możesz kłamać. I tak znudziła mi się już gra. Będę też się powoli zbierał.
- Niestety my też już musimy. - Powiedział Neji. - Panienka Hinata, ma jutro trening.
- Rozumiem. Nie będę was przecież trzymał na mus. I tak impreza się skończyła, gdy tamci poszli. Nie musicie pomagać sprzątać. Jutro to wszystko zrobię. Po coś mam technikę klonowania.
- Jak chcesz. - Podniósł ręce Nara.
- Co jest z tymi dziewczynami? - Spytał Neji i poszedł w stronę kuchni. Zauważył że Hinata ledwo już stała, a Sakura spała w najlepsze, opierając głowę o mały stolik, siedząc na krześle. Trzymała jeszcze kubek, najprawdopodobniej po herbacie.
- Dlatego nigdy na popijawę z dziewczyną i kobietą. Później to takie kłopotliwe.
- Mogę przenocować tylko jedną osobę. Nie mam więcej łóżek.
- No ja jakoś doprowadzę Hinatę. Jednak Sakura. Mieszka najdalej od tego miejsca, zresztą niedaleko biura Piątej.
Naruto odłożył kubek trzymany przez różowowłosą i odsunął delikatnie jej krzesło. Następnie wziął ją na ręce.
- Co?
- Nie, nic. - Zaczęli obydwoje się brechtać.
- Zboczeńcy. Mam swoją godność. - Spojrzał na nich gniewnie. - Do zobaczenia jutro.
- Trzymaj się i nie szalej! - Wykrzyczał Neji, było to spowodowane zbyt dużą ilość alkoholu. Znów obydwoje wybuchli śmiechem i wyszli.
- Jakby nie ty, obydwoje by już dostali po pysku. - Popatrzył na nią to mówiąc. Uśmiechnęła się przez sen i wtuliła się w niego. Zaniósł ją na górę. Wszedł do swego przyszłego pokoju i położył ją na łóżku. Następnie przykrył kocem, który znalazł w szafce i wyszedł zamykając drzwi. Skierował swe kroki na dół, by samemu przespać się na kanapie, gdyż reszta pokojów nie posiadała jeszcze łóżek. Tam ujrzał lisa.
- Teraz już wiem, że też brałeś w tym wszystkim udział.
- Hehe. Fajnie było cię po wkurzać, ale ja też jestem już zmęczony. Tyle biegania po tak długiej przerwie. Za dużo. - Zniknął w kłębach białego dymu wracając do wnętrza blondyna.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz