Ohayo drodzy czytelnicy ^^. Nareszcie poprawiłem prolog. Krótki, bo jedynie 140 słów, ale chyba w miarę dobry. Komentarz zostawcie pod tym wpisem, jeśli chcecie o nim coś powiedzieć.
Nadszedł czas na publikację kolejnej notki. Mam nadzieje, że się spodoba. Życzę miłego czytania.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Obudził ją hałas tłuczonego szkła i głośna rozmowa. Otworzyła swe zielone oczy i ujrzała, że nie jest w swoim pokoju. Zdjęła z siebie koc i wstała rozciągając się. Wyszła z pomieszczenia i skierowała swe kroki do salonu, schodząc po schodach w dół. Tam jej oczom ukazał się obraz, jak kilkudziesięciu Namikaze krząta się po pomieszczeniach i sprząta po wczorajszej imprezie. Zauważyła, że jeden zamiata potłuczone naczynia, czym domyśliła się, że to ją właśnie obudziło. Chciała już się zapytać, lecz wszyscy zniknęli od razu po wykonanej robocie. Podeszła do stołu w kuchni. Tam urwał jej się film, a teraz stał tam talerz kanapek i co dopiero zaparzona kawa. Usiadła i poczęła się zastanawiać, gdzie podział się prawdziwy. Nagle usłyszała, że zamek w drzwiach jest przekręcany. Po chwili ujrzała Namikaze, który niósł kilka toreb z zakupami.
- Ohayo, Sakura. Wyspałaś się? - Uśmiechnął się szczerze i odłożył pakunki na stół kuchenny.
- Przepraszam, że tak zwaliłam ci się na głowę.
- Nie przesadzaj. Nawet miło mi się zrobiło ze świadomością, że jednak jest ktoś inny w tym domu oprócz mnie. Zawsze będziesz tu mile widziana, a drzwi będą otwarte na oścież specjalnie dla ciebie, mój kwiecie wiśni. - Na ostatnie wyrazy, zatrzęsła jej się ręka w której trzymała kubek i wylała jego zawartość na swoją wczorajszą kreację.
- No nie. Jak ja teraz wrócę do domu!? - Wpadła w histerię.
- Jest u ciebie mój kunai, który dałem ci parę lat temu?
- Yyyy. Przez przypadek złamałam go kilka dni temu, akurat na pieczęci.
- Nie dziwię się. Słyszałem że jesteś drugą najsilniejszą osobą w wiosce zaraz po naszej Hokage. No nic. Nie damy rady tam dojść, bez zwracania na ciebie uwagi. I tak ciężko oderwać od ciebie wzrok. - Zarumieniła się. - A dojście do twojego domu trochę by zajęło, a z tego co wiem, list nie zwalniał cię z pracy w szpitalu.
- Rzeczywiście! - Spojrzała na zegarek. - Mam ledwo ponad godzinę. I znowu dostanę ochrzan.
- Jest wyjście. Założysz moje ciuchy. Jakieś się wybierze i dopasuje. - Spojrzała na niego jak na wariata, jednak nie miała wyjścia. Zgodziła się nie chętnie, a ten zniknął w żółtym błysku i wrócił po minucie z całą swoją garderobą.
- Proszę. Wszystko do twojej dyspozycji. Powiedz kiedy sobie coś wybierzesz. Będę w drugim pokoju. - Uśmiechnął się i zabrał ze sobą świeżo zrobioną kawę.
Czekając tak kilkanaście minut, począł czytać czwartą część z serii ,,Icha icha paradise". Jednak zdążył przeczytać tylko dziewięć stron, gdyż Sakura była już gotowa. Spojrzał na nią. Nawet w jego ciuchach wyglądała świetnie. Założyła długie, proste, czarne spodnie, czerwoną koszulkę oraz białą bluzę z długim rękawem i kapturem, którą pozostawiła rozpiętą.
- Wyglądasz sexy. - Uśmiechnął się nonszalancko w jej stronę.
- Nie kłam. Wyglądam pewnie okropnie.
- Mówię całkowitą prawdę. - Podszedł do niej, gdy odwróciła się do niego plecami. Oplótł ją rękoma i złączył je na jej brzuchu, tym samym przysuwając ich ku sobie.
- Na-Naruto. - Odezwała się nie śmiało. Po chwili poczuła całusa na swoim karku. Uczucie było bardzo przyjemne, aż przeszły ją ciarki.
- Tak? - Wyszeptał przy jej uchu.
- Muszę już iść, albo Tsunade wpadnie we wściekłość.
- Prawie o tym zapomniałem. Przepraszam. Choć. Odprowadzę cię. - Otworzył drzwi i pozwolił jej pierwszej wyjść. Gdy byli już poza rezydencją, złapał ją za dłoń i splótł jej palce ze swoimi. Poczuła kolejną falę dreszczy, wywołane jego czułym dotykiem.
- Ludzie się patrzą. - Speszyła się.
- A niech se patrzą. Nie obchodzą mnie oni, tak jak ja ich. Powiem ci teraz prawdę. Nie obserwują ciebie, tylko mnie. - Zdziwiła się i zrobiła duże oczy.
- Czemu tak mówisz?
- Nauczyłem się to rozpoznawać, kiedy trenowałem z Ero-senninem. Nadal widzą we mnie jedynie demona, który pozabijał ich rodzinę. Zapewne nie zmieni się to jeszcze przez długi czas. - Posmutniała i zaczęła współczuć blondynowi, który to zauważył.
- Nie powinienem cię zasmucać takimi rzeczami. Rozchmurz się. Z uśmiechem ci ładniej. - Kolejny już raz oblała się nieznacznym rumieńcem. Tak rozmawiali jeszcze, aż do momentu w którym zatrzymali się przed domem różowowłosej.
- To do zobaczenia wieczorem. - Pożegnała się z nim. Już szła w stronę drzwi, gdy nieoczekiwanie Naruto złapał ją za rękę.
- Nie zgadzam się. Poczekam i odprowadzę cię do szpitala. Potem możesz mnie zbyć. - Udał obrażoną minę.
- Ale chyba nie będziesz tak stał tu trzydziestu minut?
- Czemu nie? Na ciebie choćby kilka dni.
- Mnie to nie przeszkadza, lecz ojciec jest w tych sprawach bardzo drażliwy. Wiesz. Chłopcy. - Pomyślała przez chwilę. - Wejdź przez okno, ja ci je otworzę i poczekasz w środku, ale jakbyś słyszał, że ktoś w chodzi po schodach do mnie. Proszę. Ukryj się.
- Dobrze. Nikt mnie nie wykryje. - Czekał tak kilka minut przy oknie, domyślił się, że zapewne ostro się tłumaczyła ze stroju w jaki była ubrana i dlaczego nie wróciła na noc. W końcu wpuściła go do środka.
- Sorki, że musiałeś tyle czekać, ale...
- ... wytłumaczenie rodzicom nie należy do łatwych rzeczy. - Dokończył za nią. Też się kiedyś tłumaczył i zajęło mu to pół dnia.
- To poczekaj tu kilka minut. Ja się odświeżę i zaraz przyjdę. - Nie czekając na odpowiedź zniknęła za drzwiami łazienki.
Naruto zaczął szukać dobrego miejsca na pozostawienie swego kunaia w jej pokoju. Nie znajdując takiego, powiesił go pod sufitem na metalowej żyłce. Zawisł na niej, by sprawdzić czy nie spadnie i zabezpieczył go jeszcze jedną linką. Przy całym tym przypinaniu do góry nogami, spadła mu torba z bronią, która narobiła hałasu. I wtedy usłyszał kroki i głos.
- Sakura? Co to za hałas? - Namikaze wpadł w panikę. Obiecał, że nikt go nie przyłapię. Szybko zgarnął broń i torbę tak, by wyglądało to jak przypadkowe zdarzenie i sama spadła na podłogę. Gdy drzwi już się otwierały, blondyn w ostatniej chwili wyskoczył przez okno i dzięki czakrze, ukucnął na ścianie domu.
- Sakura? Wszystko w porządku?
- Jestem w łazience. - Słychać było stłumiony głos.
- To co to za... - Spojrzał pan Haruno na torbę. - Torba ci spadła. Pewnie ona narobiła tyle hałasu. Przepraszam za najście. Jestem jakiś dzisiaj przeczulony.
Za oknem Naruto zobaczył Ino, a ona jego. Niezmiernie się zdziwiła gdy go tam zobaczyła. Już chciała do niego krzyknąć i się zapytać, gdy ten zaczął gestami błagać ją, by na razie się nie odzywała. Usłyszał zamykane drzwi. Postanowił że zeskoczy na dół.
- Naruto!? Co ty tam wyprawiałeś!? - Spojrzała na niego z niemałym podejrzeniem.
- Uciekłem od spotkania z jej ojcem, jak prosiła. A tak to czekam na nią.
- Aha. Jak tam się podobała impreza?
- Wspaniała. Nie spodziewałem jej się. Był to jeden z lepszych prezentów jakich dostałem. A ty dokąd tak się śpieszyłaś?
- Do szpitala. Właśnie muszę już iść, bo się spóźnię. Sakura z tego co widzę już tego nie uniknie.
- Zaczekaj. Weź ten kunai i wbij go przy wejściu. Wtedy nie powinna dostać ochrzanu od babuni.
- Wspaniały pomysł. To lecę. Hej. - Wrócił do pomieszczenia i czekał. Po dwudziestu minutach wyszła z łazienki czysta i pachnąca.
- Nie! Minuta!
- Nie panikuj. - Złapał ją za rękę i pojawili się przed budynkiem.
- Nie wiem jak mam ci dziękować. - Pocałowała go z ekscytacji i wbiegła do szpitala. Gdy już chciał odejść i udać się na trening, ktoś zatrzymał go za rękaw. Była to Shizune. Widać było że szukała blondyna. Jej włosy rozpierzchły się na wszystkie strony, a oddech był szybki.
- Naruto. - Głęboki w dech. - Masz natychmiast udać się do Hokage, lecz w stroju Anbu. - To ostatnie dodała po cichu.
- Coś się stało!?
- Dowiesz się na miejscu. Ja muszę powiadomić jeszcze parę osób. - Zostawiła go z myślami.
- Co jest? Miałem mieć przecież wolne.
- Najwidoczniej jakaś grubsza afera nagle wyszła. Lepiej się tam szybko udaj. Wiesz jaki temperament ma nasza Hokage.
- Taaa. Znowu rozwali biurko. - Zniknął w żółtym błysku.
W domu znalazł swój strój Anbu. Ubrał go. Założył na twarz ceramiczną maskę przedstawiającą lisa i biały płaszcz. Nie przypominał sobie, żeby był w takim kolorze, ale nie marnując czasu, nie zastanawiał się nad tym długo.
Pojawił się tuż przy budynku Kage. Zdjął kaptur i udał się na odpowiednie piętro. Tam Tsunade zakładała swój ubiór władcy wioski.
- Wejść. - Odpowiedziała na pukanie.
- Wzywałaś mnie, Hokage-sama?
- Tak. Naruto. Wiem że miałeś mieć aż dwa tygodnie urlopu, ale ta sprawa nie cierpi zwłoki. Przesunę ci go po wszystkim. Pamiętaj! Od teraz jesteś Kitsune.
- Hai.
- Choć za mną.
Wyszli z pomieszczenia i udali się schodami w dół. Skręcali tak w kilka korytarzy i przechodzili przez niezliczone pary drzwi. W końcu dotarli do ostatnich już schodów. Weszli do ciemnego, ale zarazem ogromnego pomieszczenia. Za źródło światła służyły pochodnie i misy z ogniem. Na ścianach były mapy kraju ognia i jego znaki. Całemu pomieszczeniu tajemniczości dodawała też straż składająca się z kilku członków Anbu stojących przy wejściu.
- Usiądź przy Asumie i Gayu. - Powiedziała mu po cichu. Skierował się na wyznaczone miejsce. Zdjął buty i usiadł na piętach, przy stole, witając się z innymi. Trwały rozmowy. Nikt chyba nie miał pojęcia co spowodowało takie zamieszanie. Gdy wszyscy przyszli drzwi zamknęły się, a Hokage wstała.
- Witam was wszystkich. Przepraszam że tak nagle zwołałam to posiedzenie, ale nie miałam wyjścia. Ta sprawa jest największej wagi. Jak zapewne wiecie. Nasze relacje z Chmurą nie były za ciekawe i tydzień temu wysłałam Kakashiego i kilku innych chuuninów na negocjacje. Jak się domyślacie. Z informacji zdobytych przez Itachiego i Jiraiyę. - Spojrzała na nich. - Dowiedzieliśmy się, że zostały one brutalnie zerwane. - Nastały szepty w sali. - Nie mamy potwierdzenia, ale przypuszczam, że to oznacza jednoznaczne wypowiedzenia nam wojny! Chciałabym usłyszeć teraz opinie od was. Nie mogę działać na własną rękę i potrzebuję waszej zgody. - Nastało wielkie poruszenie. Każdy naradzał się z sąsiadami siedzącymi obok. Głos zabrał Shikaku.
- Jeśli Hokage-sama ma rację. To powinniśmy zacząć się przygotowywać do potencjalnej napaści na nasz kraj. Dlatego wnoszę o powołanie armii, która na okres poświęconemu na potwierdzenie tych informacji, będzie broniła granic. Kto jest za. - Wszyscy bezsprzecznie podnieśli rękę. - Dobrze. Jest jeszcze jedna sprawa. Trzeba to potwierdzenie uzyskać.
- Ale w jaki sposób? - Zapytał Sarutobi.
- Trzeba odnaleźć grupę Kakashiego, czyli delegację.
- Według ustaleń jakie z nimi omówiłam, mieli wracać trasą przy morzu. Jednak nie wiemy, czy udało im się uciec. Dlatego chciałabym wysłać na misję poszukiwawczą, dwóch ludzi, którzy przekroczyliby granicę i w czeli poszukiwania. Oczywiście wszystko ściśle tajne.
- Ale kto tam pójdzie? Nie znamy tamtych terenów zbyt dobrze. - Odezwała się głowa klanu Hyuuga.
- Moi dwaj kandydaci świetnie się do tego nadają. Są nimi Kitsune oraz Tenzo. Wstańcie proszę. - Posłusznie wykonali polecenie. - Wy jako jedyni nie licząc Jiraiyi byliście w tamtych rejonach. Wasza misja rozpoczyna się od chwili, gdy skończę mówić. Wtedy natychmiast wyruszacie. Otóż. Zadanie ma dwa priorytety. Odbić delegację oraz z porządzić szczegółową mapę. Zbierajcie informacje. Każda może być na wagę złota. Nikt nie ma nic przeciwko, by ich wysłać!? - Nikt nie odpowiedział. - Ruszajcie!
Zniknęli w chmurze białego dymu i pojawili się na dachu. Popatrzyli na siebie, a raczej na maski, które zakrywały ich twarz. Ceramika Tenzo była w kształcie pyska kota. Kiwnęli tylko zgodnie głową i ruszyli do bramy. Na zewnątrz już było widać wzmożony ruch shinobi. Najwyraźniej dostali już wytyczne i przygotowywali się do nadchodzącej wojny. Namikaze nadal nie mógł uwierzyć, że będzie musiał w niej uczestniczyć, tak samo jak wszyscy jego przyjaciele. Doczekał się swojej wojny. Żadne pokolenie nie mogło jej uniknąć.
Po kilku dniach skakania po drzewach wreszcie się do siebie odezwali.
- Mów mi Yamato.
- Kitsune.
- Nie nie. Mi chodzi o prawdziwe imię.
- Przecież to zabronione.
- Ten przypadek jest inny. Gdy któregoś z nas złapią, a drugi zacznie go odbijać, to musi mieć pewność, że się nie pomylił. Dlatego parę szczegółów musimy o sobie wiedzieć.
- Proponuje przezwisko stosowane przez bardzo małe grono przyjaciół. Gdy poda to prawidłowe, to znaczy że się nie pomyliłeś.
- Bardzo dobry pomysł, lecz nikomu masz o nim nie wspominać. Zdjejmij także na chwilę maskę. Po twarzy pierwsza identyfikacja będzie łatwiejsza.
- Dobrze. Ale tylko na moment.
- Przezywali mnie ,,Pinokio" - Jego twarz lekko przeraziła Namikaze.
- Mówi do mnie ,,Młody", a nazywam się Naruto - Zdjął swą maskę i pokazał niebieskie oczy.
- Za chwilę dotrzemy do granicy. Gotowy? Od teraz zero rozmów i czegokolwiek.
- A na migi?
- Znasz je? - Zdziwił się, że w tym wieku opanował je wszystkie.
- Oczywiście. Gdy nie miałem co robić uczyłem się ich.
- To doskonale. Niewielu je zna, a to najcichszy sposób porozumiewania się, lecz ma swoje wady.
- Mam jeszcze lepszą metodę. Nie wiem jednak czy zechcesz jej używać, a potrzebuje na nią zgody kogoś jeszcze. - W tym momencie Tenzo skapnął się o kogo mu chodzi.
- Yo!
- O rzesz w mordę! To on!?
- Hahahha. Wiedziałem że tak zareagujesz.
- A jak miałbym zareagować!? Gadać z Kyuubim jak człowiek z człowiekiem. Tego się nikomu nie śniło.
- Wypraszam sobie. Jestem lisem, a nie człowiekiem.
- Niestety. Ma taki charakter i będzie się wtrącał i dogryzał.
- Rozumiem. - Uśmiechnął się głupkowato pod maską, a kropla potu spłynęła mu po głowie.
Jedną dobę im zajęło dotarcie do granicy Chmury, przez pomniejszy, neutralny kraj. Nie było lekko prześlizgnąć się niezauważonym. Wszędzie wędrowały patrole po kilkanaście osób na jedną drużynę. Byli przynajmniej rangi chuuninów. Nosili charakterystyczne białe kamizelki, przepasane jedynie przez jedno ramię. Wielu z nich posiadało miecz lub inny sprzęt. Rozglądali się bardzo ostrożnie i uważnie, tak jakby spodziewali się ataku. W koronach drzew wypatrzyli kilku ludzi z ich oddziałów Anbu. Po kilkugodzinnym wypatrywaniu nadarzającej się okazji, znaleźli lukę w obronie i szybkim tempem przeszli przez nią. Jednak nie było czasu na rozluźnienie się. Mogli być zauważeni w każdej chwili. Dopiero dwadzieścia kilometrów za granicą mogli odsapnąć. Teren się zmieniał w coraz bardziej górzysty. Zaczynało brakować kryjówek w których mogli zatrzymać się i uzupełnić zapasy wody oraz zjeść. Namikaze nie miał przy sobie wystarczającej jej ilości. Nie zdążył jej spakować i zapieczętować. Przemieszczali się po okolicy robiąc zdjęcia i rysując mapę. Woda skończyła się dzień wcześniej. W ich ustach zaczęło brakować śliny, by zwilżyć gardła. Przez co doskwierał im jego ból. Naruto zatrzymał się nagle.
- Co zauważyłeś? Wróg?
- Nie. Nasz ratunek. - Pokazał ręką na jakieś zwierzę przypominającego kozła.
- Co masz na myśli? - Ewidentnie nie wiedział o co chodzi jego towarzyszowi.
- Wypijemy krew. - Popatrzył na niego z dziwną miną ukrytą za maską.
- No nie wiem. Może jest tu gdzieś jakieś źródło? Przecież zwierzę to musi samo coś pić.
- Niestety, ale takowego nie ma. Nie wyczuwam go. A to zwierzątko otrzymuje płyn przez rosę skraplającą się na trawach.
- Czyli nie mamy wyjścia?
- Nie. - Zbliżyli się na wystarczającą odległość i zabili jednym celnym rzutem shurikenem. Nadstawili manierki i poderżnęli gardło na tętnicy. Zaczęło wypływać krew. Kilka minut zajęło im napełnienie, a następnie schowanie ciała. Zakopali je na małym skrawku ziemi.
- Na zdrowie. - Powiedział przez przekaz telepatyczny i wychylił zawartość do ust. - Lepsza niż ta ostatnia.
- Piłeś już krew zwierzęcia? - Spytał, krzywiąc się przez jej smak.
- W pewnym okresie, przez kilka dni, tylko ją piłem. Jedzenia które otrzymywałem, to pewnie byś nawet nie przełknął. Mówię serio. Robaki, które żyją w tej ziemi to jest danie królewskie w porównaniu z tamtą mazią. Na samo wspomnienie jej, robi mi się nie dobrze. - Udał że będzie wymiotować, co spowodowało jeszcze większe obrzydzenie u Yamato, który i tak ledwo mógł przechylić manierkę i wlać to sobie do gardła. - Dobra. Koniec tej przerwy. Czas ruszać w drogę i uratować Kakashiego-sensei.
- Masz nie spożyte siły i energii za nas dwóch. - Zaśmiał się.
Ruszyli w dalszą drogę. Dzięki temu, że Pinokio umiał wykonywać techniki z rodziny doton, udało im się przejść kilka razy tuż obok zwiadu, albo wypocząć za wyjętym z ziemi głazem, który utworzył małą, lecz dość wygodną jaskinię. Naruto dowiedział się, czemu przezywali go Pinokio. Posługiwał się elementem drewna, tak samo jak Pierwszy Hokage, Hashirama Senju. Gdyby nie Naruto, zapewne teraz żarliby robaki, trawę i korę. Zapieczętował parę tuzinów kanapek, dango i oczywiście ramenu na wynos. Yamato był pod wrażeniem jego zdolności, chociaż mógł przypuszczać, że jako członek klanu Uzumaki i syn Kushiny, którą będąc jeszcze dzieckiem poznał, nauczy się technik rodzinnych. Jednak nigdy nie sądził, że można zapieczętować ciepłe jeszcze jedzenie. Po posiłku przenocowali kilka godzin.
Tuż nad ranem wyruszyli w dalszą drogę. Znowu na samą myśl o piciu krwi zrobiło się Tenzo nie dobrze, gdy przypomniał sobie, że wystarczy użyć techniki wodnej, by napić się czystej, orzeźwiającej wody. Namikaze miał z niego ubaw przez następne godziny. Jemu nie przeszkadzało co teraz pił. Czuł że daje mu to porządnego kopa energii. Nawet zasmakował w niej, na co Kyuubi tym razem wybuchł śmiechem. Nabijał się, że teraz łączy go coś więcej z lisami i z nim niż jedynie pakt i technika. Oczywiście jak to Kurama, nie wyjawił na czym polegało jutsu, które uratowało życie jego jinhuuriki.
- Szlak! Zwęszyli nasz trop! Co robimy Pinokio!?
- W tym przypadku pozostaje nam jedno wyjście. Zrobić zasadzkę.
- O tak!! Przelejemy w końcu czyjąś krew!! Szykuj miecz Młody! Zabawimy się! Juhu!
- Czy ty choćby raz w życiu, możesz się tak nie zachowywać? Widzisz? Napawasz lękiem Pinokia.
- Wypraszam sobie! Ja się go nie boję!
- Przecież obydwoje wiemy o twojej nadmiernej palpitacji serca, gdy słyszysz mój głos. Nawet teraz. - Miał rację, lecz bardziej to on czuł się nieswojo niż lękał się demona. Nawet zaczął się do niego przekonywać z biegiem czasu, jednak nadal mu nie ufał do końca.
Zasadzili się za skałami. Czekając na pojawienie się pościgu. Po kilku minutach zobaczyli ich. Dwóch joninów i pięciu chunninów. Rozmawiali o zgubionym tropie i by powiadomić przełożonych o nieoczekiwanych gościach.
- Ruszajmy! Musimy ich wszystkich zabić, albo będziemy poszukiwani! - Wykrzyczał w myślach Yamato.
Obydwoje ruszyli. Namikaze przybrał tryb czakry, po czym na ochraniaczu pojawiły się cztery ogony. Rozgorzała półgodzinna walka. Napastnicy bronili się dzielnie i zaciekle. Wszędzie na pobojowisku widniała krew, ślady po wszelakich jutsu i mnóstwo broni. Jeden próbował uciec, lecz Kyuu dogonił go i przegryzł mu krtań. Udusił się własną krwią.
- A teraz co z nimi zrobimy? Nie mamy zbyt wiele czasu, by to wszystko posprzątać. Mogli usłyszeć odgłosy walki. - Zapytał się starszego kolegi.
- Zostawiamy. Trzeba jak najszybciej znaleźć delegację i się stąd zwijać.
- Ktoś się zbliża i chyba właśnie znaleźliście te osoby. - Przerwał Kyuu, spoglądając na górę. Po chwili ujawnili się shinobi Konohy i zeskoczyli do nich.
- Kakashi Hatake?
- Tak. Usłyszeliśmy odgłosy walki i podążyliśmy w tym kierunku.
- Bardzo dobrze, pewnie byśmy się minęli. To wszyscy? - Spojrzał na ich trójkę.
- Tak. Było nas dziesięciu, lecz rozdzielili i wybili. Tylko nasza grupa nadal żyje. - Utkwił wzrok w ziemi.
- Widzę Naruto, że Hokage nie oszczędza cię. - Po wyglądzie oka, można było wywnioskować, że się uśmiecha.
- Teraz Kitsune.
- Ups. Gomen. Możemy ruszać. - Cała szóstka ruszyła w drogę powrotną. Naruto poprosił lisa, by jeszcze został i czuwał.
- Czyli to prawda? - Zapytał Yamato.
- Taa. Negocjacje nawet się nie odbyły. Była to ogromna zasadzka. Czaiło się z siedemdziesięciu ninja. Nie mieliśmy wyjścia. Musieliśmy uciec.
- Ruszać dupy! - Wykrzyczał Kurama, słysząc dźwięki. - Mamy ogon. I to nie byle mały. - Naruto wyostrzył natychmiast zmysły poprzez przekierowanie czakry do uszu, oczu i nosa.
- Jeśli nie przyspieszymy złapią nas przed nocą. Tak będziemy mieli szansę dotrzeć przynajmniej do granicy.
- Czyli przebita? - Spytał Kakashi.
- Na to wygląda. - Odpowiedział spokojnie użytkownik drewna. - Kitsune! Masz może w zanadrzu jakieś wybuchowe notki?
- Pułapki? Z miłą chęcią. Przetrzebię trochę ich szeregi. Spokojnie. Nie będziemy musieli się zatrzymywać. Kakashi-sensei. Łap! - Rzucił w jego stronę specjalny kunai i się zatrzymał. - Nie czekajcie na mnie. To co Kyuu? Co im z szykować? - Odpieczętował zwój i pojawiła się cała masa broni, linek, bomb i innego sprzętu pirotechnicznego.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz