Witam was na mojej perełce, której poświęciłem dwa tygodnie pisania, a miesiąc planowania. W sumie uzbierało się tu troszkę mniej niż 6 tys. słów ^^. Normalna ma długość 3 tys., więc się rozpisałem :P. Przed różnymi fragmentami będziecie mieli linki do muzyki, którą dałem do akcji. Dzięki niej ta notka powstała, więc musi być umieszczona! Wystarczy pojedyncze ich puszczenie. Zapraszam do czytania i komentowania.
~~~~~~~~~~~~~~~~
( https://www.youtube.com/watch?v=2pWEtpcFCjo )
Naruto stanął jak wryty w ziemie. Nie było z nim kontaktu. Patrzył przed siebie z otwartymi ustami.
- Sakura. - Powtórzył cicho to jedno imię, które teraz tkwiło mu w gardle.
Jego oczy poczęły robić się demoniczne. Łzy, które dotąd spływały mu po policzku przerodziły się w czerwoną substancję. Płakał krwią. Nie wiedzieć kiedy wiatr zawiał w zamkniętym pomieszczeniu. Z jego ciała zaczęła wyciekać czakra. Wszyscy ją widzieli i czuli jej potęgę. Wypełniała pomieszczenie i poczęła przemieszczać się między shinobi, którzy zauważyli że ona parzy i podpala. Utworzyła się z niej postać lisa biegającego po pokoju. Wiatr przybierał ciągle na sile. Czakra robiła się coraz bardziej krwista. Otoczyła szczelnie ciało blondyna, który dotąd nie zmieniał swojej pozycji. Wyciągnął rękę przed siebie i wykonał powolny ruch. Widział ją na jawie i pogłaskał po policzku.
Nie jest dobrze! Ósmy ogon. - Stwierdził Jiraiya po ochraniaczu oraz ich samych za plecami blondyna. - Wszyscy uciekać!!! Natychmiast!!! - Wykrzyczał, lecz było za późno.
Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!! - Rozdarł się blondyn, który teraz był zgięty i opuścił głowę.
Cała czakra jak i utworzony z niej lis wbiły się w Naruto doprowadzając do utworzenia fali uderzeniowej, która posłała prawie wszystkich na ściany. Wiatr był huraganowy. Jiraiya ledwo stał z wbitymi kunaiami w kamienny stół, a Tsunade opierała się o jego blat. Wytworzyła się z czakry zbroja. Jednak różniła się. Czymś ociekała. Jego skóra zaczęła rozpadać się, a krew mieszać z ciągle wydobywającą się na zewnątrz energią. Ogony za nim szalały, niszcząc wszystko co spotkały na drodze. Szybkim ruchem spojrzał na Hokage. Nie był to jego wzrok, lecz dzikiej bestii. Dzieliła ich odległość kilku metrów. Zbliżał się do niej wpatrzony w jej osobę.
- Tsunade!! Uciekaj! - Wykrzyczał znów Jiraiya.
Ta jednak nie zareagowała. Widziała to. Widziała to w głowie. Wszystkie obrazy i słyszane dźwięki. Były to wspomnienia blondyna. Zamachnął się przemienioną już ręką. Gdy białowłosy już myślał o najgorszym, blondyn w ostatniej chwili złapał lewą dłonią swoje ramię. Na chwile jego oczy przybrały normalną barwę. Widać było że walczył nad zapanowaniem nad sobą. Niespodziewanie odwrócił się i wyskoczył przez okno, tym samym wybijając je. Spadał tak kilkanaście sekund z wysokości trzystu metrów. Wylądował w wodzie należącej do pobliskiego jeziora. W niej szamotał się ze samym sobą. Pobliscy shinobi widzący to zdarzenie podbiegli na brzeg. Tym razem potężniejsza fala uderzeniowa posłała ich wszystkim na kilkadziesiąt metrów w tył. Woda wyparowała. Został blondyn stojący na czterech kończynach i ośmioma ogonami, jednak skóra nie rozrywała się dalej. Z niebywałą prędkością ruszył przed siebie zostawiając linę z czakry za sobą, która błądząc podpalała wszystko czego dotknęła.
- Tsunade!! Wszystko w porządku?! - Siedziała na podłodze opierając się o stół. Oczy miała szeroko otwarte. Dopiero, gdy klasnął przed nią rękoma, ocknęła się i spojrzała na jego osobę. - Odpowiedz!!
- Tak. I nie.
- Co to znaczy!? Słyszysz!?
- Nie wiedziałam.
- Czego!?
- Myślałam że to młodzieńcza miłość. Gdybyś to widział. Słyszał i poczuł. - Poczęła płakać. - Poszedł po nią. Poszedł po Sakurę. Słyszałam jego myśli. Mamrotał jej imię cały czas oraz jeszcze jedno: ,,Zabiję wszystkich, którzy za tym stoją".
- W takim razie trzeba go zatrzymać.
- Nie idź! Nie możesz. Nie panuje nad sobą. Zginiesz jeśli źle wyczujesz moment i zastąpisz mu drogę. - Złapała go mocno za rękę. Shinobi będący tego świadkami dopiero dochodzili do siebie.
Pojawił się przy nim lis. Miał pecha. Z tą prędkością przywalił mordą o drzewo i powoli opadł na ziemię.
- Młody!!! - Zawołał go, lecz bez odzewu. Kilka sekund później stracił go z oczu. - Młody. - Powtórzył, lecz o wiele ciszej. Nie miał wyboru. Pobiegł za nim, by go jakoś otrząsnąć z tego stanu.
( https://www.youtube.com/watch?v=DP3uBByPMtk )
Po kilku godzinach dogonił on Namikaze, który już trochę zapanował nad swymi nerwami i czakrą.
- Młody! Zaczekaj! - Zagadał do niego Kurama.
- Nie mogę czekać!! Nie mogę. - To drugie wypowiedział szeptem i przyspieszył.
Kyuu wyczuł w jego głosie coś, jakby pęknięcie lub rozdarcie. Uderzyły w niego krople wody, jednak nie padało. Popatrzył dokładniej wprzód. Blondyn wycierał ręką twarz. Tym razem zrównał się ze swoim jinhuuriki.
- Naruto. Nie wiń się za to. Takie są realia wojny.
- Nie powinienem jej opuszczać. Jednak wolałem wyruszyć.
- Był to rozkaz. Nie miałeś wyjścia.
- Zawsze jest wyjście, Kyuu. Nawet te których od początku nie dostrzegaliśmy i ujawniły się z czasem. - Łkał.
- Mam rozumieć, że sprawdzamy, czy nadal żyje? - Blondyn popatrzył na niego gniewnie. - Przepraszam.
- Nie masz za co. Masz całkowitą rację co do tego wypadu. Do puki nie mam pewności, muszę zakładać, że ona żyje. Jeśli nie. To...
- To?
- ... idę zginąć jak shinobi. W walce! Wybije ich tylu ilu tylko zdołam!!! - Echo rozniosło się po lesie, a uwolniona czakra poprzecinała pnie drzew zwalając je na ziemię. - Przedtem wypuszczę ciebie.
- Oszalałeś!? Zginiesz!!
- Dam radę kilka godzin bez ciebie. Zabiorę przy tym wszystkich ze sobą. - Odpowiedział bez żadnych emocji.
- Zapomniałeś o czym myślałeś dniami i nocami? Teraz, gdy odkryłeś więcej niż ktokolwiek. Na temat swej siostry. - Poruszył tym Naruto. - Pamiętaj że ona także żyje!
- Skąd ta pewność?
- Po prostu to wiem. - Zaskoczył blondyna tą optymistyczną odpowiedzią. - I ty też to wiesz! Nie możesz umrzeć. Trwaj w swojej żałobie, lecz nie porzucaj nadziei, która żyła, żyje i żyć będzie. W tobie. - Jinhuuriki zamyślił się na kilka minut.
- Dzięki. Jesteś jak starszy brat. Czuwasz nade mną oraz dręczysz.
- Taaa. Po ceremonii można tak to określić.
- To co zrobiłeś? Nie powiedziałeś mi tego, gdy wcześniej pytałem.
- Technika wymyślona przez jednego z ludzi w bardzo dawnych czasach. Sprowadza duszę z powrotem. Nie zależnie, gdzie ta się znajduje. Tym samym związałem swój los z twoim. Gdy ty zginiesz ja także, lecz i tak się po pewnym czasie odrodzę, jednak zajmie to o wiele więcej czasu. Specjalne jutsu mogące być stosowane jedynie przez ogoniaste bestie. Nie wiem czy któraś jeszcze pamięta je oprócz mnie.
- Dzięki. Nie wiedziałem o tym. - Spojrzał w górę. Unosił się czarny dym. - Dotarliśmy na miejsce.
Szukali przez dwie godziny jej śladu. Widać, że się broniła. Tylko ona umiała zrobić takie rumowisko. Nie było jednak śladu jej krwi, czy ciała.
- Młody!!! Tutaj! - Blondyn podbiegł jak oparzony z najczarniejszymi myślami w głowie. - Kawałek jej ubrania. Różowy, więc pewnie należał do niej. Zapach także. Czakry nie wyczuwam. - Naruto trzymał go teraz w dłoni.
- Żyje. - Zacisnął pięść z częścią garderoby i wypuścił kilka łez z oczu. - Możesz ją odnaleźć?
- Po zapachu owszem, jednak nie spodoba ci się kierunek z którego on dochodzi. Gdy będziemy blisko wyczujemy jej czakrę.
- Kolejna przebita przez front?
- Oczywiście moglibyśmy wyryć przejście i wykąpać się w ich krwi, ale to i tak czeka nas później. Zależy nam na czasie i mam pewien pomysł. Pozwoli zaoszczędzić nam trudu.
- Ta szmata nic nie wyjawiła przez te dwa dni.
- W końcu pęknie. Wrzuć ją tu. - Otworzył cele, a jego kolega uczynił jak powiedział.
Rzucił wycieńczoną dziewczyną, która uderzyła głową o zimną, skalną podłogę. Nie straciła przytomności, lecz trochę ją zamroczyło. Nie jadła i nie piła od niecałych trzech dni, gdyż wcześniej miała natłok pracy z rannymi. Miała spuchnięte jedno oko, które zrobiło się fioletowe. Rany na rękach i twarzy z których sączyła się krew oraz wybite palce lewej dłoni. Traktowano ją także prądem, gdy inne metody zawiodły. Po tym wszystkim nic nie odpowiedziała. Nawet jak się nazywa. Oprawca przypiął ją kajdanami do ściany. Obok postawiono kawałek chleba i trochę wody. Musiała żyć, by wydobyć z niej informację. Pieczywo było spleśniałe, ale nie miała wyjścia. Nie mogła siebie uzdrowić poprzez czakrę, a organizm domagał się energii. Nagle odezwał się głos z naprzeciw różowowłosej.
- Czemu cię tu umieścili i tak potraktowali? - Należał on do dziewczyny.
- Trwa. Wojna. - Odpowiedziała ledwo. - Jestem jeńcem.
- Chmura z Liściem?
- Skąd wiesz że z Liściem?
- Twój emblemat na to wskazuje.
- Racja. Zapomniałam o nim. Kim ty jesteś?
- Więźniem. Siedzę tu już chyba rok. Schwytano mnie i zabrano tutaj.
- Nazywam się Sakura, a ty?
- Nie pamiętam. Zapomniałam po pół roku. Osierocona wyruszyłam do tego kraju. Złapano i przeprowadzono dziwny eksperyment. Nie wiem co do mnie wprowadzili. Widzę to gdy śpię.
- Czekaj. Co to jest? To co widzisz.
- Jakiś niebieski stwór. Wygląda jak kot.
- Zrobili z ciebie Jinhuuriki.
- Kogo?
- Nosiciela demona o przerażającej mocy, który może zrównać wioskę z ziemią.
- Czemu mi to zrobili!?
- Chcieli pewnie się tobą posłużyć jako bronią.
- Nie chce żyć z czymś takim.
- Nie martw się.
- Niby jak!? - Zaczęła płakać.
- Znam jednego z nosicieli. Cała wioska nienawidziła i bała się go. Nawet ja po pewnym zdarzeniu. Był sam. Jedynie matka go wychowywała, która z resztą była wcześniejszą jinhuuriki przed nim. Przez lata szykanowany. Próbowano się go pozbyć, lecz nie dali rady. Hokage się za nim wstawił. Nie przez możliwość jaką dawała mu taka broń, lecz przez serce, które każdemu okazywał. Nadal to się dzieje. Krzywo na niego patrzą, lecz żyje i zdobył przyjaciół, którzy skoczą za nim w ogień. Tak samo jakby to on postąpił. - Na jej twarzy zagościł uśmiech. - Miałam szczęście że go poznałam. Niesamowita osoba. Jedyny w swoim rodzaju. Silny, zabawny, przystojny.
- Mówisz tak jakbyś była w nim zakochana. - Przerwała jej tym stwierdzeniem.
- Szczerze? Od dawna. To mój chłopak. - Druga dziewczyna otworzyła oczy oraz usta ze zdziwienia. - Kochał się we mnie dwa razy dłużej niż ja w nim. Kiedyś nie sądziłam, że znajdę to coś, właśnie w nim. Przybędzie.
- A jeśli nie wie, że cię porwano?
- Na pewno już wie i zmierza w tę stronę. To po prostu cały on. Rzuci się z kamieniem na miecz i nadal wygra pojedynek.
Dzień wcześniej Kyuu z blondynem przeszli nie wzbudzając alarmu przez front. Lis wpadł na genialny pomysł. Zwiększył swoje rozmiary do dwóch metrów i wydłużył sierść. Namikaze mógł spokojnie wtulić się w niego, tym samym znikając z widoku wszystkim. Lis przebiegł przez pole zachowując się jak zwykłe zwierze. Swoją wielkością zwrócił uwagę patroli, lecz dosłownie po krótkiej chwili, olali go pozwalając przejść.
Przykucnęli przed murami wioski Chmury i przyglądali się strażnikom.
- Naruto. Na początku po cichu. Ja prowadzę, ty eliminujesz. Słuchasz mnie?
- Gomen. Cały czas jestem w twoim trybie i mnie na chwile zamroczyło. Gotowy.
Ruszyli niczym dwa cienie pod mur i dzięki czakrze weszli na niego bez problemu. Wcześniej posłane shurikeny zabiły siedmiu strażników. Przemieszczali się pomiędzy budynkami wyrytymi w kamieniu. Co chwila słyszeli kroki patroli. Robiło się ich coraz gęściej, gdy kierowali się do centrum. Obydwoje wyczuli jej czakrę, przez co przystanęli, by ją zlokalizować. Lis przebiegł na drugą stronę ulicy.
- Teraz ty. - Blondyn został niestety zauważony przez wrogów. Od razu zaalarmowali innych i pobiegli w ich stronę. Nadziali się na katanę, a następnie zostali przez nią rozerwani.
- Co jest!? Moja katana!? Rozdzieliła się na pół!
- Teraz nie czas na oglądanie broni! Jazda! Jesteśmy dość blisko! - Przebiegli już główną drogą odpierając ataki poszczególnych ninja, którzy po kolei tracili życie. Przystanęli przed tunelem prowadzącym w głąb góry.
- Idź. Tunel cię do niej doprowadzi. Ja kupię ci trochę czasu. - Blondyn tylko przytaknął i ruszył w głąb zostawiając lisa, który stanął przy wejściu i patrzył jak gromadzą się gotowi do ataku ninja Chmury. - Dawno z tego nie korzystałem. - Powiedział sam do siebie.
Wykonał kilkanaście znaków. Jego ciało zaczęło przybierać ludzką postać. Nie było to Henge no jutsu. Zmienił się całkowicie i wyglądał zupełnie jak człowiek. Wzrostem dorównywał Naruto. Oczy i kolor włosów był krwistoczerwony. Były one luźno rozpuszczone i średniej długości. Miał na sobie strój, chyba zrobiony ze skóry. Nie należała ona do zwierzęcia, lecz do ludzi. Była zafarbowana na czarno z czerwonymi wstęgami przypominającymi płomienie. Za chwile pojawiła się na niej ta sama zbroja z czakry, jaką uaktywniał Namikaze. Wyszczerzył swoje kły, które zostały i wyciągnął z dwóch pochw miecze. Umiejscowione na plecach, krzyżujące się. Były to dwie piękne katany z wyrytym na każdej napisem ,,Krew i ogień". Ustawił się w pozycji gotowej do walki.
- Który chce zginąć pierwszy? - Oblizał się z chytrym uśmieszkiem.
Ruszyli na niego z pewnością w sobie i okrzykiem. Ten zgrabnie ominął całą broń skierowaną w niego i pozbawił życia wszystkich trzech, dwoma cięciami przez brzuchy. Poruszał się dość szybko, by nie móc blokować ataków. Od razu je kontrował i uśmiercał przeciwnika. Jednak wpadł w pewną fascynację i zaczął coraz brutalniej zabijać. Powolne przejechanie ostrzem po gardle, czy kilkanaście pomniejszych cięć na tętnicach. Zwiększał siłę swoich uderzeń tak, że zaczął dochodzić bronią do połowy przeciwników, a później ich przecinać. To mu nie wystarczyło. Schował jedną katanę i otoczył swoją rękę czakrą, która utworzyła łapę i pazury. Rozrywał shinobi jednym machnięciem. Nie dało się tego zblokować.
( https://www.youtube.com/watch?v=Md-ZT2pOiKc )
Tymczasem Naruto biegł już z gotowym rassenganem. Uderzył w metalowe drzwi z całą swoją mocą. Odrzuciło go do tyłu i przejechał plecami po podłodze.
- Solidne. - Wstał i znowu zaczął kumulować czakrę. - Nie mam wyjścia. Trzeba użyć tego. - Nie była ona niebieska, lecz czerwona. Technika całkowicie została utworzona z energii demona. Wirowała trzy razy szybciej niż zwykła kula. Parzyła i raniła mu rękę. Ruszył na wrota i natarł na nie z okrzykiem:
- Kyuurengan!!! - Powstała przy tym ogromna fala uderzeniowa, lecz poskutkowało.
Zostały one rozerwane na strzępy i wleciały do środka. Przeszedł przez jeszcze unoszący się pył. Wyciągnięta broń. Rozdzielona na dwa kawałki nadal była pokryta krwią wcześniejszych ofiar. Namikaze zobaczył gotowych do obrony kilkunastu ludzi. Zaczęło się. Jego ruchy były prawie niewidoczne. Czasami przez zwykły przypadek blokowali jego cios. Ostrza przecinały wszystko. Nawet wzmocnione czakrą, najostrzejsze miecze nie stanowiły dla nich problemu. Cały jego strój zaczął wchłaniać krew tryskającą z ran shinobi. We trójkę zaatakowali z różnych stron. Naruto chwycił jednego z nich i zablokował nim cios, gdy lewą ręką poderżnął gardło trzeciemu napastnikowi. Odrzucił martwe ciało i szybkim ruchem przebił następnego na wylot. Wiercił ostrzem by przysporzyć mu jak najwięcej bólu. By poczuł co on teraz w sobie czuje. Zakończył jego żywot wyrwaniem katany przez jego biodro, lecz trzymając ostrze prostopadle do podłoża. Zostało dwóch. Stali pod ścianą. Rzucił swoimi mieczami w mężczyznę po lewej. Najpierw dostał w brzuch i został przybity do ściany. Nie musiał czekać zbyt długo, gdy drugi przebił jego gardło. Osamotniony ninja Chmury upadł na kolana i zaczął błagać, odrzucając broń. Na marne. Blondyn był zaślepiony rządzą mordu. Złapał za gardło i podniósł.
- Gdzie jest wejście do wiezięnia!?!?!? - Wydarł się, nie widząc wcześniej żadnych drzwi czy klapy do niego prowadzącej.
- Nieee wieeem. - Ledwo wypowiedział, już prawie został uduszony.
- Łżesz!!! - Zamachnął się drugą ręką. Przebił nią klatkę piersiową przesłuchiwanego i wyrwał serce, a następnie zgniótł. Upuścił ciało i zabrał miecze z drugiego trupa. Zauważył że krew gdzieś z cieka. Przypatrzył się pomiędzy nieżywymi jej małym strumykom. Spływała do jednego z narożników, lecz nie przybywało jej tam. Jednym ciosem z wyskoku przy pomocy czakry rozwalił podłogę i wpadł piętro niżej. Korytarz celi. Właśnie to ujrzał oraz gromadę następnego mięsa na rzeź. Ruszył na nich nie myśląc o sobie. Schylił się przed lecącym kunaiem, szorując kolanami o podłogę. Podciął mu nogi i przebił go na wylot rassenganem, rozrywając na strzępy. Posyłał kolejnych w zaświaty pojedynczymi cięciami i w zupełnym biegu. Przebił się do głównego bloku więziennego. Skierował się w stronę jej czakry, która coraz bardziej była lepiej wyczuwalna. Zrobił po trzy klony, które miały wyczyścić piętra, a on sam zeskoczył na ostatnie. Siedział tam tylko jeden, przy masywnym biurku. Błyskawicznie znalazł się przy nim, nie dając czasu na jakąkolwiek reakcję i odciął mu głowę, która poleciała w drugi koniec ściany. W jednej z nich było zagłębienie. Podszedł i zobaczył okratowane wejście. Nie szukając kluczy, uderzył w nie. Wbiły się po drugiej stronie, krusząc litą skałę. Wszedł do środka. Zobaczył swoją ukochaną przykutą łańcuchami. Nie było tam krzty światła, lecz oczy demona świetnie się spisywały.
- Nieee!! Proszę!! - Usłyszał, gdy zbliżył się na kilka kroków. Dopiero teraz widział co musiała wycierpieć.
- Sakura. To ja. Naruto. - Powiedział spokojnie.
- Nie wierzę w to! - Była przekonana, że to jakieś genjutsu.
- W takim razie nie mam wyjścia. - Myślała że ten ktoś znowu ją zabierze na tortury. Szamotała się, a on nie odpuszczał. Przytrzymał ogonami, które zostały, jej ręce. Zaś swoimi chwycił ją za policzki i pocałował w usta najlepiej jak umiał. Uspokoiła się i odprężyła. Wydawało jej się, że nie czuła się tak od wieków.
- Teraz mi wierzysz? - Zapytał.
- Tak. - Chciał wstać, lecz ona chwyciła go za nogę.
- Nie zostawiaj mnie!
- Nie musisz mnie trzymać. Nie zniknę.
- Skąd mam to wiedzieć, że nie jesteś tylko pięknym snem!?
- Uwolnię cię z łańcuchów i zabiorę do domu. Obiecuję. Zawsze dotrzymuję słowa. Trzymaj to. - Podał kawałek wcześniej rozerwanego jej ubrania. - Chyba pamiętasz? Znalazłem to na pobojowisku. - Puściła, choć nie chętnie. Wyrwał łańcuch ze ściany i wziął ją na ręce.
- Czekaj. Zabierz jeszcze ją. - Wskazała palcem na przeciwko siebie.
Stworzył klona, który podszedł do dziewczyny. Wyczuł ją wcześniej, ale nie sądził że jest w tej samej celi. Nie podobała mu czakra którą od niej wyczuł, lecz nie protestował. Wyniósł obie z celi i posadził na biurku. Widok dał blondynowi w tej chwili istne deja vu. Popatrzył na drugą ratowaną. Jego oczy powiększyły się. Tak jakby zobaczył ducha.
- Nanami? - Wykrztusił wreszcie. Obie popatrzyły się na niego.
- Znasz ją? - Zapytała Sakura.
- Myślałem że nie żyjesz! Pomściłem ciebie i Yoshito po zobaczeniu waszych zwęglonych zwłok.
- Nie było mnie wtedy w domu. Wyjechałam na dwa miesiące.
- Doliczyliśmy się czterech ciał, więc nie rozumiem.
- Ojciec po twoim odejściu postanowił nauczać trzech zamiast dwóch uczniów. To pewnie ich widziałeś. - Powiedziała niebieskooka.
- Dobra. Koniec wspomnień. Teraz trzeba was stąd wydostać, ale najpierw. - Wyciągnął zwój i odpieczętował go i podał dziewczynom. - Musicie coś zjeść i wypić. Jesteście strasznie wyczerpane.
- Mi nic nie jest, lecz z nią jest trochę gorzej. - Powiedziała Nanami.
- Nic mi nie dolega.
- Nie kłam. Pokaż rękę. - Podała niechętnie. - Masz wybite wszystkie palce. Muszę je nastawić. Będzie bolało. - Zacisnęła mocno zęby. Słychać było jak kości wchodzą na swoje miejsca. Płakała z cierpienia i zacisnęła mocno zdrową dłoń na ręce blondyna.
- Co to? - Spojrzała po wszystkim na swoją dłoń. Była pokryta czerwoną substancją. Przyjrzała mu się uważniej. Cały był nią ubrudzony.
- Dobrowolnie mnie tu nie wpuścili i musiałem się przebić. Teraz trzeba się z stąd wynosić. - Trzy pozostałe klony zjawiły się przed nim. Nie znalazły nikogo innego oprócz strażników, których wyeliminowały.
Nagle poczuli wstrząs. Coś wybuchło na zewnątrz. W tedy odezwał się Kyuu.
- Młody wiem, że uczucia i takie tam, ale mógłbyś już wracać. Mamy mały problem. Kilku się przedostało, a mnie zatrzymuje ktoś od kogo lepiej uciec, więc rusz dupę!!!
- Dobra. Już wracamy. Wytrzymaj jeszcze trochę. - Powiedział to nagłos. - Koniec tej przerwy! Zmywamy się!
Klony wzięły dziewczyny na barana. Oryginał był z przodu, a pozostałe replikacje nie mające nic do niesienia, osłaniały tyły. Ruszyli biegiem i wskoczyli na najwyższe piętro. Skierowali się w stronę korytarza prowadzącego na zewnątrz. Tylko oryginał pobiegł dalej. Zaciekawione dziewczyny wychyli głowy by zobaczyć co się dzieje. Naruto właśnie podrzynał gardło jednemu z shinobi, a następnie serią ciosów z kunaiem zabił mężczyznę, któremu wyszły jelita. Wtedy ruszyły klony. Komunikował się z nimi telepatycznie i wydawał polecenia. Gdy go przekraczali zauważyły zmasakrowane ciała trzydziestu innych ninja. Już wiedziała czemu był nasiąknięty krwią, która teraz skapywała z sufitu. Kilka kropel spadło na jej twarz. Zobaczyła kolejny przerażający widok. Ludzie porozrywani na kawałeczki lub brutalnie zabici. Oryginału już tam nie było.
- Szlak. - Powiedział Kyuubi, który już kolejny raz został odepchnięty.
Trzymał w ręku katany spowite płomieniami. Krajobraz dokoła niego się zmienił. Budynki zniknęły, jedynie zgliszcza świadczyły o tym, że one były. Naruto wybiegł na zewnątrz. Zobaczył wielką ścianę ognia sięgającą kilkudziesięciu metrów wzwyż. Otaczała mały placyk przed tunelem oraz całą górę w której przed chwilą się znajdował. Płomienie rozprzestrzeniały się na inne konstrukcje tym samym podpalając jedną czwartą wioski. Drugie co zwróciło jego uwagę to wygląd Kuramy. Nie wyglądał jak lis tylko jak człowiek. Poznał go jedynie po czakrze, która spowiła ciało tworząc jego zbroje oraz ogony, zupełnie jak jego tryb w którym był obecnie. Nie czekając dłużej pobiegł by pomóc.
- Kyuu. Zastąpię cię. Idź do wejścia i odbierz je.
- Je?
- Sam zobaczysz. Ruszaj.
- Czyli to jest jinhuuriki lisa, krwiste są jego lica.
- Bee. Przestań się wydurniać. Zlekceważyłeś moje słowa i zobacz co zrobił z wioską Kyuubi.
- Nie sądziłem że to demon, lecz wyglądał jak nie on.
- Zawsze był sprytny i przebiegły. Był w miejscach, które nawet mi się nie śniły. Coś kombinują. Uważaj, bo będzie po tobie. Nie jest to pierwszy lepszy shinobi. Zobacz co go pokrywa. - Przyjrzał się przez swoje ciemne okulary.
- Rozumiem. Nie będzie to takie proste.
- Czemu mamy jedną osobę więcej? - Spytał się lis.
- Nie poznajesz? Wasza dobra znajoma. Ale do rzeczy. Przemień się z powrotem. Dwa metry w kłębie będzie wystarczające. Zabierzesz je ze sobą, a my będziemy cię osłaniać.
- No nie wiem czy mój kręgosłup to wytrzyma. - Dziewczyny spojrzały na niego obrażonym wzrokiem. Wykonał w odwrotnej kolejności pieczęcie i znowu był w postaci lisa. - Ale trzeba opuścić to miejsce. Za długo tu bawimy. Dawajcie je. Przy łbie usiądzie Sakura, a ty za nią masz ją zabezpieczać. Niedługo straci przytomność przez obrażenia, a ja nie mam oczu z tyłu by to kontrolować i ją złapać. - Jak powiedział tak zrobili. Usiadły. Sakura chwyciła go za sierść, a Nanami boków zielonookiej. - Trzymać się! Tylko mi futra nie wyrwij! Jazda.
Technika ogniowa zniknęła. Kątem oka widział jak jego jinhuuriki zaciekle walczy z drugim nosicielem. Jego eskorta złożona z klonów cienia odpierała ataki posiłków przysłanych dla obrony wioski. Do przebiegnięcia zostało dwieście metrów.
- Spadną przy przeskakiwaniu, a ja nie zamierzam wychodzić po cichu. W takim razie. Bijudama!
Stworzył przed pyskiem fioletową kulę skoncentrowanej czakry i wypuścił ją w stronę muru. Ten został dosłownie rozsadzony na drobne kawałeczki, które uderzały w ziemię. Kyuu i repliki przedostali się przez wielką dziurę i ruszyli w stronę frontu.
- Wydostali się. - Blondyn odetchnął z ulgą. Schował katany, czym zdezorientował przeciwnika. - Jesteś godnym przeciwnikiem. Jako pierwszy przeżyłeś ze mną pojedynek. Kolejny Jinhuuriki, którego nie spodziewałem się dziś spotkać, lecz mam nadzieję że już ostatni. Żegnam.
Rzucił w niego ostrzem pokrytym czakrą natury błyskawic. Zanim ostrze w niego trafiło, ten zniknął w żółtym błysku.
- Raporty miały rację. Zupełnie jak Kiiroi Senko. Cień jego ojca żyje w nim.
- Co robimy Bee?
- Zniszczył niezły kawał wioski, wieści o nim to nie pogłoski. Złapać go żywego trudno, przynajmniej nie będzie nudno.
- Zabrał także dziewczynę z zapieczętowanym Nibi. Twój brat się wścieknie i poczujesz jego żelazną pięść. - Pozostawił to bez komentarza i ruszył w pogoń.
- A jednak dałeś radę się teleportować. Już myślałem, że będzie trzeba się po ciebie wrócić. - Zaczął biec obok niego.
- Miałem spory zapas czasu, by użyć techniki czasoprzestrzennej.
- Nie wątpię. Wracamy tą samą drogą, którą przybyliśmy. Znamy ten teren i takie tam.
- Taaa. Powiedz po prostu, że nie chcesz się zgubić i tyle.
- Nie to. Grr. - Zauważył że klony poczęły oddalać się od nich. - Gdzie je wysłałeś?
- Na większą odległość, by nikt nas nie zaskoczył.
- Mądrze.
- A teraz drogie panie musicie przesunąć się bardziej do tyłu. Kyuu pomóż im.
- Ty chyba se żartujesz Młody! Jeszcze ciebie mam taszczyć!? - Wybuchł Kurama.
- Na chwilę. Chcę zobaczyć co z nią jest. Zdołałem jej tylko nastawić palce, a potem ty nakazałeś odwrót.
- Dobra. Niech ci będzie. - Przesunął je ogonami bardziej na tył. Namikaze usiadł przodem do nich.
- Powiedz co ci sprawia największy ból. - Popatrzył w zielone oczy Sakury i uśmiechnął się.
- Największy? Głowa, brzuch i klatka piersiowa. A tak to to wszystko. - Zrobiła grymas gdy zaczął oglądać jej głowę. Miała kilka rozcięć na twarzy oraz jedno powyżej czoła. Chciał już wyciągnąć bandaże, gdy Kyuubi mu zabronił.
- Chcesz nauczyć się używać mojej czakry nie tylko do mordowania?
- Chyba nie chodzi ci o...
- Leczenie? Własnie oto mi chodzi. Jakbyś nie zauważył regenerujesz się trzy razy szybciej niż przeciętny człowiek. Jest to sprawka mojej czakry, a raczej jej uzdrawiającej cechy. Na dodatek pochodzisz z klanu Uzumaki, który wykazuje się niesłychaną wytrzymałością, dlatego nadal możesz przebywać w tym trybie, chociaż jesteś wykończony. Ale nie o tym chciałem mówić. Otóż możesz wykorzystać ją do leczenia innych, jak i siebie, lecz zużywa się jej bardzo duże ilości. A teraz wykonuj co ci powiem. Skumuluj moją czakrę w jednej dłoni. - Ręka blondyna pokryła się czerwoną energią.
- Co dalej?
- Wykonaj te znaki. - Przesłał mu telepatycznie obraz.
- Po co one?
- Zabezpieczenie. Zamiast ją przeciąć i spalić, uleczysz jej rany. Z czasem dzięki praktyce nie będą one w ogóle potrzebne. Nauczysz się nią manipulować, ale to kiedyś. - Wykonał je i czekał. - Teraz po prostu przyłóż dłoń do miejsca które chcesz wyleczyć. - Zbliżył ją do Sakury, lecz ta chwyciła go za rękę.
- Zaufaj nam. Wszystko jest pod kontrolą. - Nadal widziała demoniczne oczy, lecz czuła że to on. Musiała się upewnić.
Dotknął jej czoła i twarzy. Poczuła ciepło i wnikającą do niej czakrę. Rany po kilku sekundach zasklepiały się. Zakończył zabieg. Przejechała ręką po miejscach w których powinny one się znajdować. Zniknęły całkowicie, nie pozostał po nich żaden ślad.
- Nie wierzę. Jak to możliwe?
- Jakoś jest. - Już przystawiał jej rękę do brzucha, gdy znowu przerwał mu lis.
- Na gołą skórę, albo ubranie całkowicie się spali. - Dał kolejną radę.
- Chyba musisz ściągnąć koszulkę. - Podrapał się w tył głowy i się zarumienił.
- Zwariowałeś!? - Podarowała mu soczyste uderzenie z liścia w lewy policzek. - Cholerni zboczeńcy! - Nanami dotąd siedząca cicho zachichotała.
- Co ja zrobiłem!? - Zaczął masować się po policzku.
- Paniusiu. Twoje obrażenia są poważne po tych torturach. Wyczuwam, że masz złamane żebra, naruszone organy wewnętrzne i takie tam. Nawet przez chwilę Młody nie pomyślał by wykorzystać tą sytuację, chociaż interesuje się tymi sprawami. Uwierz mi. Jest bardziej zawstydzony niż ty. Sytuacja nie jest za ciekawa, gdyż mamy ogon. Do granicy pozostał dzień drogi, a do kwatery dwa. Tam pewnie zostaniesz w szpitalu, lecz trzeba już teraz zacząć działać. Straciłaś sporo krwi i jesteś osłabiona. Dowodem jest to, że Młody po twym ciosie nie stracił przytomności, a co najważniejsze nie zginął. Za chwilę dotrzemy do lasu, więc będzie bardziej trzęsło. Zgadzasz się ze mną? - Pokiwała głową i niechętnie zdjęła bluzkę, a raczej jej pozostałości.
Dopiero teraz zauważył olbrzymie, napuchnięte miejsca, a na nich fioletowe od krwi siniaki. Dotknął jej brzucha i powoli po nim jeździł. Na jej oczach wszystkie skutki torturowania znikały, a ból ustępował. Następnie zajął się jej karkiem, plecami i rękami. W końcu pozostało tylko jedno miejsce.
- Zapomnij!!! Nie dam się obmacywać!!! - Wykrzyczała w proteście.
- No, ale.
- Nie ma ale!
- Masz połamane żebra! Chcesz by przebiły płuca!?
- Wole to niż być molestowana!
- Ja jako twój chłopak cię molestuje!? Wypraszam sobie! Ja tu narażam swe własne życie dla twego, a ty z czymś takim wyjeżdżasz!?
- Zamknąć się!!! Mam was dosyć!!! Jeśli się nie zgodzisz z własnej woli, to przyrzekam, że przytrzymam cię ogonami i wykona to tak czy inaczej!!! - Kyuubi wpadł we wściekłość. Nie przepadał za kłóceniem się tej dwójki i nie wiedział czym to było spowodowane.
Efekt był taki, że teraz Kurama trzymał ogonem prawy bok, a Naruto już drugi policzek.
- Mówiłem że to nie przejdzie.
- Dobra. Przyznaję się do błędu. Ona nie jest osobą, którą można łatwo przekonać.
- I ty mi to mówisz?
- Racja. Znasz ją najlepiej z nas dwojga.
- Kyuu? Dasz radę mnie jeszcze trochę ponieść? - Uśmiechnął się.
- O czym ty teraz pomyślałeś!? Shannaro!
- Nie ja nie chcę!! Aaaa!!
( https://www.youtube.com/watch?v=53GXfedpscs )
Kilkanaście godzin później byli już w lesie i skakali po gałęziach, a raczej sam Kyuubi. Naruto musiał usiąść, gdyż mięśnie odmówiły posłuszeństwa, a nadal nie wychodził z trybu. Był w nim od kilku dni, co nadwyrężyło znacznie jego organizm. Chwila nie uwagi spowodowała coś gwałtownego. Z nad koron drzew wypadł Bee w swojej powłoce demona pierwszego poziomu. Naelektryzowany miecz leciał w stronę dwóch dziewczyn. Naruto nie mając czasu, wstał na nogi nadal znajdując się na swoim demonie i przyblokował kunaiem. Ten jednak się złamał. Skutek był nieprzyjemny. Ostrze przeszło przez jego prawe oko i zrobiło szramę na twarzy, przy okazji zasklepiło ranę, dzięki czemu wydostała się dość mała ilość krwi. Klon przyszedł z pomocą w odpowiedniej chwili i przy pomocy rassengana posłał napastnika daleko za nich.
- Aaaaaaaa! Kurwa!!! - Został przytrzymany przez ogon Kyuubiego. - Jak to możliwe, że go nie wyczułem!?
- Zmęczenie. Ja też je odczuwam. Nie odpoczywaliśmy już kilka dni i to był skutek. Mam dla ciebie złą wiadomość. Nie dasz rady wyleczyć oka. Nawet moją czakrą. A teraz trzymajcie się. Przyspieszymy. - Czakra pokryła ciało lisa, który przy odpychaniu zaczął łamać gałęzie.
- Nie uciekniemy od niego. - Stwierdził blondyn. - Już pokonał moje replikacje i zmierza w naszą stronę. Utrzymam go w bezpiecznej odległości, a ty pilnuj ich i dostarcz za front. Już słyszę odgłosy walki. Jesteśmy blisko.
- Poczekaj. Nie możesz walczyć w takim stanie.
- Dam radę. Wypełnij moje polecenie. Proszę.
- Dobrze.
- Nieee! - Wykrzyczała różowowłosa.
- Żegnam was. - Zeskoczył w dół. Wyciągnął katany i kunaie które rozrzucił po okolicy. Kolana się pod nim uginały. Trzymała go teraz silna wola. - Zapraszam.
Czekał tak zaledwie kilka chwil. Zza drzewa wyskoczył jinhuuriki i bez ostrzeżenie zaatakował go. Zderzyli się swoimi mieczami z taką siłą, że poleciały z nich iskry. Blondyn wiedział że nie może za bardzo oddalać się od lisa i ruszył z powrotem. Tym razem toczyli walkę w pełnym biegu, wymieniając to kolejne śmiertelne ciosy i parując je. Byli tak szybcy, że nie wiedzieć kiedy wyprzedzili Kuramę i pognali dalej w zażartym pojedynku na śmierć i życie. Wystarczyły minuty by trafili na pole walki dwóch armii. Nie myśleli teraz o innych, lecz o sobie i co zrobi przeciwnik. Stanęli w odległości dwudziestu metrów od siebie mierząc się wzrokiem. Kyuubi przemknął koło nich i zniknął w kłębach dymu powstałych po licznych eksplozjach. Znowu na siebie natarli. Z tym samym skutkiem. Byli równi sobie. Naruto postanowił skumulować czakrę w katanach. Obie pokryła gruba warstwa czakry, wydłużając ich zasięg, a zarazem moc przebicia. Kolejne starcie. Miecze Killera pękły pod naporem i teraz musiał uciekać. Nie miał wyjścia. Aktywował swój drugi poziom trybu bestii, pokrywając się tą samą krwiście czerwoną czakrą. Przypominał teraz miniaturkę swojego Biju z ośmioma ogonami. Jego prędkość podwoiła się. Uderzył jednym z ogonów w plecy blondyna tak, że ten zachłysnął się krwią i uderzył w ziemię, robiąc w niej mały krater. Leżał na brzuchu i się nie ruszał. Jego oddech stał się ciężki i nie równy. Wszystko przeleciało my przed oczami. Każda scena z życia. Przy jednej się zatrzymał. Wziął ręce pod siebie i począł powoli się podnosić. Opierając się na prostych rękach i kolanach spojrzał z mordem w oczach na swego przeciwnika.
Kyuu biegł ile sił. Znalazł się już za frontem i szukał teraz jednostki medycznej. Nagle jego uszy zaczęły się poruszać bardzo szybko. Wyczuł coś niepokojącego.
- Co do? - Zapytał i zatrzymał się. Spojrzał w tył. Jego pasażerki zrobiły to samo. Stali w idealnym miejscu z prześwitem na niebo. Ich oczom ukazała się ogromna, ciemna kolumna. Była to czakra. - Nie jest dobrze!
- Co się dzieje!?
- Zeskakujcie! Macie udać się do jednostki na tyłach, następnie do samej Tsunade! Nie wracajcie za mną! - Gdy uczyniły co chciał ruszył pędem w drogę powrotna do swego jinhuuriki.
Ze środka pola walki została wysłana kolumna ciemno fioletowej czakry. Od niej roznosił się potężny wiatr, a wcześniej przemknęła fala uderzeniowa. Po kilku minutach zniknęła ona bez śladu bez śladu odsłaniając to co kryło się wewnątrz. Naruto był częściowo przemieniony i przypominał miniaturkę Kuramy. Zbroja zniknęła pozostawiając dziewięcioogoniastą powłokę lisa z falującymi ogonami. Stał na czterech kończynach przemienionych w łapy i pokazywał kły. Stracił kontrolę nad ciałem, lecz nadal walczył z tym wewnątrz siebie. Ruszył na Killera, który nie spodziewał się czegoś tak szybkiego. Uderzony w głowę przeleciał znaczną odległość.
- Bee!
- Szybki jest skurczybyk. - Podniósł się z ziemi.
- Podwoiła się, siła także. - Znowu otrzymał ciosy z tym samym skutkiem, lecz teraz padały bez przerwy. - Bee! W takim tempie on cię zabije!
- Sięgamy do ostateczności?
- Tak! - Odepchnął mackami przemienionego blondyna. Urósł do kilkudziesięciu metrów i przybrał całkowitą formę swojej bestii. Przypominał ośmiornicę z głową byka.
- Łiiii!!! - Wydarł się.
Miniaturka Kyuubiego cofnęła się bardziejna widok monstrum. Zaczął unikać grubych macek wbijających się w ziemię, które leciały w jego stronę, by go pochwycić. Gdy Bee w końcu go złapał, ten swoją łapą rozciął ogon Gyukiego, przysparzając mu bólu, który spowodował, że puścił go, jednocześnie ciskając w ziemię.
- Nie dobrze! - Myślał Kyuu, gdy zobaczył wszystko. - Trzeba działać szybko albo będzie za późno na cokolwiek. - Podbiegł do swego jinhuuriki i przystawił trzy ogony. Zabrały demoniczną powłokę zostawiając zbroję. Ogony nie zniknęły, lecz wróciła świadomość blondyna, który odzyskał władzę nad ciałem. Powoli wstał przytrzymując się sierści demona.
- Młody! Czas byś mi zaufał całkowicie.
- Co masz na myśli?
- Otwórz pieczęć.
- I co to da?
- Przekonasz się.
- Dobrze. Zaufam. Wierzę, że mnie nie wykorzystasz do swoich zamiarów. - Położył lewą rękę na brzuchu i po sekundzie przekręcił.
Klatka w podświadomości blondyna zaczęła się otwierać. Namikaze zbliżył się do niej i ruchem rąk otworzył ją wysyłając kraty na bok. Nagle czakra Kuramy wyszła z niego z okolic karku tworząc linę, która poleciała w to samo miejsce u chłopaka. W realnym świecie było tak samo. Czerwona potęga połączyła ich. Kyuubi zaczął rosnąć, a Naruto wskoczył na jego łeb, gdy ten był wystarczających rozmiarów, by go unieść. Na jego zbroi pojawiły się ogniste napisy w obcym dla niego języku oraz płaszcz okalający jego całe ciało oprócz głowy. Z jego potylicy wydostawała się krew, lecz w nieznacznej ilości. Lis urósł do rozmiarów drugiego jinhuurili.
- Jak na pierwszy raz nie jest źle. - Wypowiedział się na temat sukcesu Kyuu.
- Co żeś zrobił? - Złapał za przewód z czakry.
- Połączyłem nas.
- Poradzę sobie?
- Dasz radę. Teraz możesz widzieć to co ja i na odwrót. Czujemy to samo, czyli zostaniesz ranny, ja także to odczuję.
- Wspólny układ nerwowy?
- Można tak to określić, ale teraz się skup i skończ gadać. Czas pokazać, że nie można nas lekceważyć.
( https://www.youtube.com/watch?v=D86itLlFeTs )
Zawarczał tak, że wszyscy shinobi wokół przerwali walkę i wpatrywali się w monstra. Jeden z bardziej przytomnych kapitanów po stronie Liścia nakazał natychmiastowy odwrót. Nie musiał nawoływać drugi raz. Pole opustoszało.
Pozostali tylko dwaj jinhuuriki i ich demony.
- Jazda!!!
Ruszyli na siebie z pełną szybkością co powodowało wstrząsy ziemi. Gyuki zatrzymał się i wypuścił swoje ogony do przodu. Naruto krzyknął i ominęli zagrożenie wbijając się w niego.
- Jak!?
- Kunai. - Rzeczywiście, tam gdzie wylądowali znajdował się jeden. - Przeniosłem nas, ale jesteś zbyt duży, by korzystać z tego cały czas.
Kyuubi otoczył demona swoimi wszystkimi ogonami i zamierzał wykonać już bijuudamę, gdy ten wyrwał się z jego uścisku i uderzył go w pysk z zaciśniętej pięści. Lis poleciał do tyłu.
- Czyli to miałeś na myśli. - Blondyn pomasował swoją szczękę.
- Dasz radę przerzucić nas jeszcze raz?
- Tak, ale już tylko jeden.
- W takim razie nie zmarnujmy tej szansy Młody!
Przenieśli się do Bee co go zaskoczyło, lecz nadal zdążył zareagować. Ich ręce zderzyły się i chwycili siebie. Tak samo było z ogonami. Walczyły między sobą. Jednak jeden znalazł się przy głowie lisa i szybko powędrował do przeciwnika. Z niego zeskoczył blondyn, będąc nadal podpięty do demona. Miał wyciągniętą katanę przesiąkniętą czakrą. Będąc przy łbie bestii zamachnął się, a ostrze miecza wydłużyło się. Niestety ośmioogoniasty zrobił unik i tylko stracił swój drugi róg. Obydwa bijuu kolejny raz oddaliły się od siebie na odległość zaledwie stu pięćdziesięciu metrów. Namikaze uklęknął na lisie. Prawie osiągnął limit.
- Postawmy na ten jedyny atak. Czuję że na więcej ja także nie mam czakry. Pomóż mi. Wykorzystamy całą jej resztkę.
Obydwa demony zaczęły tworzyć przed pyskami fioletową kulę. Powiększały się z każdą następną chwilą. Były wielkości połowy lisa. Naruto także wyciągnął ręce w jej stronę i dawał tyle energii ile mógł. Ziemia wgniotła się pod nim. Wypuścili ją w tym samym momencie i zderzyły się na środku, pomiędzy nimi. Eksplozja była tak potężna i ogromna, że pochłonęła cały teren, nawet ten na którym stały bijuu. Zniknęły one w jasnym słupie światła.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess
A teraz niespodzianka będąca pytaniem ^^. Czy ktoś przez te trzy tygodnie zauważył, na którejś z PODSTRON bloga, jakiś dziwny błąd w tekście? Jeśli nie, to szukajcie, bo warto ;).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz