Konichiwa, drodzy czytelnicy ^^. Udało się wydać ten rozdział trochę wcześniej niż przypuszczałem z czego jestem uradowany. Wypełnia mnie nadzieja, że się spodoba :D. Życzę wam miłego czytania.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Była piąta rano, gdy ktoś zapukał do drzwi jednego z domów na posesji klanu Uzumaki. Naruto obudził się na fotelu stojącym tuż przy kanapie. Ziewnął i wyprostował obolałe plecy. Nie był to dobry pomysł, by spędzić całą noc w pozycji siedzącej. Próbując wstać momentalnie upadł na podłogę. Zapomniał, że nadal o własnych siłach nie może ustać na nogach. Skumulował w nich czakrę, bluźniąc pod nosem i chwiejnym krokiem, podpierając się wszystkiego co było pod ręką, poszedł zobaczyć, kto przyszedł w odwiedziny. Otworzył drzwi i zobaczył czarnowłosego.
- Witaj Naruto. Obudziłem? - Uśmiechnął się głupio, gdy zobaczył włosy przyjaciela, które skierowane były w każdym kierunku świata, tworząc istny galimatias na jego blond czuprynie.
- Szczerze? Tak, ale miałem już wstawać. A o co tak konkretnie chodzi? Jestem pewien, że nie przyszedłeś tu jedynie się przywitać.
- Mam dla ciebie pewną niespodziankę, ale powiem ci o niej dopiero u Hokage.
- W takim razie wejdź. Ja muszę się trochę ogarnąć. - Skierowali się do kuchni przez salon. - Tylko cicho. Herbaty czy kawy?
- Herbaty. - Popatrzył na blondyna podejrzliwie.
- Co?
- Nie nic.
- Jeśli o nią chodzi, to ja się tylko opiekuje podczas choroby.
- Niech i będzie taka wersja.
- Żadnej wersji nie ma. Zapytasz Hokage.
- Dobra, dobra. - Upił łyk. - Mam do ciebie dzisiaj od cholery spraw.
- Słucham?
- Ja i Maki zapraszamy was na nasz ślub, który odbędzie się równo za dwa miesiące. - Namikaze o mało nie zakrztusił się kanapką.
- Zaskoczyłeś mnie, Itachi. - Wypowiedział to ledwo, cały czas kaszląc.
- No w końcu jakoś trzeba.
- Niech zgadnę. Mówiąc ,,was" miałeś na myśli mnie i Sakurę?
- Zgadza się. Mam także pewną, maluteńką prośbę. Zostaniesz drużbą? - Blondyn zrobił duże oczy, ale uśmiechnął się znacząco.
- Oczywiście. Nie przepuszczę takiej okazji. Jednak pewna rzecz mnie cały czas zastanawia. Czemu taki pośpiech?
- Yyyyy. - Nie wiedział co powiedzieć.
- Który miesiąc? - Brnął dość głęboko będąc pewnym swoich podejrzeń.
- Drugi. - Zaśmiał się głupkowato.
- Wiedziałem!
- Co wiedziałeś? - Obydwoje odwrócili głowy w stronę wejścia do pomieszczenia w którym się znajdowali. Stała w nich Sakura trzymająca owinięty wokół niej koc stworzony z czakry demona o dziewięciu ogonach.
- Itachi ci wyjaśni. Ja przez ten czas się ogarnę i możemy iść.
- W co ja się ubiorę!? Nie mam żadnej na taką okazję. - Złapała się za głowę siedząc przy stoliku.
- Kwiecie wiśni, spokojnie. Jest sporo czasu. Kupię ci najładniejszą jaka będzie. - Blondyn po piętnastu minutach nieobecności wrócił czysty i ubrany w długie, ciemne spodnie, białą koszulkę i tego samego koloru bluzę z kapturem, który już założył. Z tyłu jak zawsze przyczepiona była katana. - Wychodzę. Nie wiem ile mnie nie będzie. Ten tu obok nie chce wyjaśnić, a zupa jest w lodówce. - Itachi tylko się uśmiechnął. Naruto podszedł do kunoichi i pocałował ją krótko na do widzenia w usta, po czym wyszli z domu.
W wiosce nadal widniały ślady wczorajszego deszczu. Liczne kałuże pokrywały ulice, tworząc na nich niekiedy istne błoto. Przed wejściem do budynku zatrzymali się.
- Zaczekaj. - Powiedział Itachi. Namikaze spojrzał na niego nie wiedząc co się stało. Z rękawa Uchihy błyskawicznie wyłoniła się ręka z kilkoma shurikenami.
- Co jest!? - Odskoczył od przyjaciela.
- Przepraszam. Musiałem sprawdzić twoją szybkość reakcji na nieoczekiwane zdarzenie.
- Po cholerę?
- Związane będzie z tym, co usłyszysz u Hokage. - Schował rękę z powrotem.
- Nigdy więcej mnie tak nie strasz!
- Nie mogę tego obiecać. - Uśmiechnęli się oboje.
Na którymś z pięter zapukali w drzwi prowadzące do gabinetu Piątej. Usłyszeli donośne ,,wejść". Znaleźli się na baczność przed blondynką, która stała przed biurkiem, opierając się o nie. Miała skrzyżowane ramiona przy klatce piersiowej i jak zawsze swój płaszcz z napisem znajdującym się na plecach ,,hazard".
- Po co mnie wzywałaś, Tsunade-bacham?
- Ile razy mam ci przypominać, żebyś mnie tak nie nazywał? - Powiedziała to nadzwyczajnie spokojnie. - I to nie ja cię wezwałam.
- To w takim razie kto? - Zdziwił się wielce.
- Ja. - Odezwał się Uchiha.
- Jak to ty!?
- Naruto. Itachi przyszedł do mnie wczoraj z pewną propozycją. Ja i zarówno głowy klanów, po kilku żmudnych godzinach rozmowy, zgodziliśmy się na pewną rzecz. Dziś rano jeszcze wszystko przygotowywałam, by nie było żadnych komplikacji, chociaż jest to dość prosta rzecz do wykonania. Wszyscy dobrze wiemy, że ryzykując swoim życiem, by ochronić bliskie ci osoby, straciłeś prawe oko, które zostało przecięte i nadal nie odzyskałeś w nim wzroku. Reasumując. Itachi zaproponował wszczepienie ci nowego oka. Nie jest ono zwykłe, gdyż jest to sharingan, dlatego musiałam to skonsultować z innymi. Zajmę się tym natychmiast, po wyrażeniu przez ciebie zgody.
- Nie mogę tego przyjąć. - Zszokował ich odpowiedzią. - Dziękuję, że tak o mnie myślicie, ale nie potrzebuję go. Dobrze mi się żyję z jednym.
- Naruto. Co zrobisz, jeśli w jakiś sposób stracisz i drugie? Zastanów się. Ograniczasz w ten sposób swój zakres widzenia. Nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale już teraz inaczej stoisz przede mną. Przechyliłeś się delikatnie w lewą stronę. Masz także trudność z ocenianiem odległości. Prawda?
- Tak. Zauważyłem podczas sięgania po nóż. O mały włos, a zraniłbym się. - Zamknął lewe oko i opuścił głowę.
- Naruto. Przyjmij je. W ten sposób przynajmniej po części spłacę dług wdzięczności. Nie należało ono do byle kogo. Można powiedzieć, że pod względem charakteru i poglądów, byliście jak dwie krople wody. Mój przyjaciel poświęcił się dla innych, oddając swe życie i przekazując mi swoje lewe oko z nadzieją, że będę kontynuował jego poczynania, jakimi były ochrona bliskich i wioski. - Blondyn westchnął głęboko. Kilka minut zajęło mu przemyślenie wszystkiego. Wiedział, że dzięki sharinganowi, będzie mógł lepiej kontrolować demona siostry, a czekało ich naprawienie pieczęci.
- Dobrze. Zgadzam się, lecz mam pytanie.
- Tak?
- Lewe oko zastąpi prawe?
- Oczywiście. Budowa jest taka sama. Pozostaje kwestia przymocowania mięśni i nerwów odpowiedzialnych za możliwość widzenia i poruszania okiem, ale to już jest moje zadanie.
- To kiedy ta operacja?
- Za chwilę w szpitalu. Przy okazji załatwimy resztę spraw.
Siedział oparty o fotel nachylony pod kątem czterdziestu pięciu stopni. W sali była jedynie Tsunade. Na metalowym stole stał pojemniczek w którym pływało zastępcze oko.
- Po co mam przewiązane bandażem zdrowe oko? - Nic nie widział.
- Bym go nie uszkodziła, a teraz przytrzymaj te swoje kudły, by nie przeszkadzały w operacji. Kilka prostych ruchów, a i tak można coś skopać. Teraz zaboli.
Przyłożyła mu trzy palce do oka z czego kciuk był u dołu. W drugiej dłoni skumulowała czakrę, przez co zaświeciła się ona na zielono i także przybliżyła do oka podnosząc jego powieki do granic możliwości. Wsunęła palce i złapała za oko, przysparzając niewyobrażalnego bólu blondynowi, który zacisnął zęby i ręce. Środek przeciw bólowy nic nie pomógł. Zaczął się zastanawiać czy w ogóle mu go podała. Odczepiła mięśnie i nerw wzrokowy. Następnie wzięła z pojemniczka sharingana i włożyła do oczodołu. Manipulowała czakrą tak, by wszystko idealnie połączyć ze sobą i nie było żadnych komplikacji. Pięć minut później skończyła zabieg i obwiązała bandażem.
- Za piętnaście minut przyjdę z powrotem i zdejmiemy oba bandaże, więc nie baw się nimi, ani nie dotykaj oczu. Twój mózg musi się przyzwyczaić do nowego narządu.
- Dziękuje.
- Nie masz za co. To mój obowiązek medyka.
- Ale wypada. - Zaśmiała się i wyszła z pomieszczenia.
Nudziło mu się. Kyuu nie chciał gadać, gdyż uznał, że to idealny czas na drzemkę, czym zbył blondyna bardzo szybko. Zawołał, by upewnić się, że nikogo tu nie ma. Zaczął coś nucić, lecz nadal brakowało mu tego czegoś, co wyrwałoby go z tej ciszy. Zrobił rassengana i spróbował go zmniejszyć, lecz nadal utrzymując tą samą ilość czakry. Próbował i próbował, aż zniknął i nie pozostał po nim ślad. Oczywiście nie udało mu się, gdyż energia uciekła w przestrzeń.
- Ja zaraz oszaleje! - Wykrzyczał. Wtedy usłyszał, że ktoś wchodzi do gabinetu medycznego.
- A z jakiej przyczyny, jeśli można wiedzieć? - Zapytała blondynka zaintrygowana jego zachowaniem.
- Już przez nic. - Uspokoił się.
- To czas sprawdzić, czy będziesz na nie widział. - Odwinęła bandaż z prawego oka. - Śmiało. Otwórz je. - Ujrzeli czerwoną tęczówkę z trzema tomoe po bokach. Mrugnął parę razy, by przyzwyczaić się do jasnego światła i spojrzał na nich.
- I jak? Widzisz wszystko?
- Dokładnie i wyraźnie. - Odpowiedział.
- To zanim odsłonisz drugie Itachi chciałby zadać ci parę pytań.
- W takim razie słucham.
- Otóż... - Kolejny raz z jego rękawa wyłoniła się ręka z bronią. Naruto zauważył ją, gdy koniuszek shurikena dopiero co się uwidaczniał. - ...jest jakaś zmiana?
- Jakbym widział w zwolnionym tempie. - Przeleciał dłonią przed swoją twarzą. Widział każdy jej najmniejszy zarys.
- Czyli będziesz mógł z niego korzystać, tak jak mój klan. Wystarczy, że trochę potrenujesz. - Stwierdził z uśmiechem. Hokage przez ten czas zbadała ciało jinhuuriki.
- Nie znalazłam żadnych powikłań, po przeszczepie, ani po śpiączce. Tylko twoje nogi nie domagają, ale tydzień lub dwa i będzie wszystko w normie. Weź to. - Podała mu dwie małe torebki.
- Co to?
- Twoje leki zabezpieczające przed odrzuceniem oka. Co bądź to nadal ciało obce dla twojego organizmu. Przyjmuj je rano i wieczorem do wyczerpania zapasu. Druga zawiera leki dla Sakury. Teraz tak. Wszystkie tabletki trzy razy dziennie, syrop gdy tylko gardło ją zacznie boleć, krople na katar oraz maść, którą musi na noc wmasować w klatkę piersiową i zostawić. Powinna się wchłonąć. Także do wyczerpania zapasu. To wszystko. Możesz iść do domu.
Mieli wychodzić, gdy jeszcze ich zatrzymała.
- Lepiej nie przechwalaj się tym okiem.
- To znaczy? - Zrobił poważną minę.
- No wiesz. Byś nagle nie wybiegł i nie wykrzyczał o tym całemu światu. Nie jest to tajne, ale nie każdy musi o tym od razu wiedzieć.
- Rozumiem. - Uniósł prawy kącik ust. Zdjął drugi bandaż i zakrył sharingana swoimi długimi włosami. Opaskę z emblematem Liścia przywiązał do lewego ramienia, gdyż na czole zaczęła go uwierać i nie była widoczna dla innych.
Rozdzielili się dopiero tuż przy domu blondyna. Ustalili, że trening zaczną za tydzień, by mógł przyzwyczaić się do nowego sposobu patrzenia na świat. Wszedł do domu, zdjął obuwie i skierował się do salonu.
- Jak się czujesz? - Zapytał z troską wyjmując leki z torebki.
- Jakoś. - Odpowiedziała odkładając książkę na bok i potwornie kaszląc.
Zdjęła z siebie kołdrę, która zastąpiła powłokę z czakry, gdyż nie chciała go przemęczać. Widziała to wczoraj wieczorem na jego twarzy. Zużywał ogromne ilości energii, by utrzymać powłokę bez wchodzenia w tryb ogonów. Usiadła. Zauważył, że przebrała się w jego ciuchy. Wzięła i założyła na siebie białą koszulkę i krótkie spodenki. Jego wzrok przykuły dwie wypukłości na koszulce. Wiedział, że tak nie wypada, ale jakoś nie mógł się powstrzymać. Widać było zbyt dobrze jej kształty, przez co nieznacznie się zarumienił. Nie spostrzegła tego, lecz zabrała głos:
- Przepraszam, ale nie miałam się w co ubrać i pożyczyłam od ciebie z szafy parę ubrań. Moje były już brudne.
- Nic nie szkodzi. - Odetchnął w duchu, że jednak nie zauważyła. - Tsunade-bacham przypisała ci leki, więc powinnaś szybko wrócić do zdrowia. Pierwsza dawka ma być podana przed posiłkiem, więc możesz ją wziąć już teraz. - Podał jej wszystkie tabletki do dłoni.
Naliczył ich z siedem. Dał szklankę wody, oczywiście ciepłej. Skrzywiła się na ten widok. Nigdy nie lubiła przyjmować leków, ale zmusiła się i połknęła wszystkie naraz, wypijając całą szklankę. Przystawił jej łyżkę do ust z syropem. Sam zapach odrzucał, lecz bez sprzeciwu wzięła go. Zrobiła się fioletowa na twarzy, oczy zaszły łzami, a następnie przytknęła dłoń do ust.
- Będę wymiotować. - Na to zdanie pobiegł z nią na rękach do łazienki. Miała jedynie bardzo duże odruchy wymiotne, lecz nie zwróciła zawartości żołądka. Umyła zęby, płucząc usta z dziesięć minut.
- To takie nie dobre w smaku? - Zapytał trzymając teraz buteleczkę w ręku i przyglądając się jej.
- Obrzydliwe!!! Zapach nie lepszy! Na dodatek dziwna konsystencja i zielonkawy kolor! Ble! - Znów się jej odbiło. Ciekawy jak to smakuje, wziął odrobinę na palec. Dziesięć sekund później zakręcił buteleczkę i odstawił na miejsce.
- Przesadzasz. Nie jest aż tak nie do zniesienia. Powiedziałbym, że normalny lek.
- Ty żartujesz? Prawda?
- Nie. Może to dziwnie zabrzmi, ale syrop jest całkiem dobry w porównaniu z tym co kiedyś spróbowałem i nie jadłem przez kilka dni nic innego. Po tamtej mazi na pewno puściłabyś pawia. Może dlatego mnie to nie rusza. Organizm się przyzwyczaił. - Popatrzyła mu w widoczne oko. Nie zauważyła kłamstwa, lecz coś przykuło jej uwagę. Coś błysnęło jej czerwonawym kolorem pod jego czupryną zasłaniającą kawałek twarzy.
- Naruto. Co ty masz pod grzywką?
- No i to jest właśnie ta sprawa przez którą dzisiaj musiałem wcześnie wyjść. Itachi podarował mi oko.
- Coo!?!?
- Sama zobacz. - Odsłoniła prawe oko swoją dłonią, przenosząc blond włosy na bok.
- To sharingan?
- Zgadza się. Nie miał innego na stanie, tak jak nasza Hokage, więc wszczepiła mi te. Można powiedzieć, że jestem teraz podobny do naszego senseia. Chociaż ja mam prawe oko, a on lewe i zasłaniam włosami, nie opaską.
- Niesamowite.
- Za parę dni wznowię trening pod opieką Itachiego. Tu na posesji. Nauczy mnie korzystania z niego, ale pewnie będzie ciężko. Nie pochodzę z klanu Uchiha.
Kilka dni później. Nad ranem.
- Aaaaaaaaaa! Czemu musi padać śnieg!? - Stał na tarasie z czołem opartym o belkę podtrzymującą dach. Nienawidził takiej pogody. Jedyna pora roku, która umiała wyprowadzić go z równowagi, a podczas niej chodził poddenerwowany. Zawsze musiał uważać, by się nie poślizgnąć przez co tempo marszu i biegu znacznie malało. W dodatku ciągłe odśnieżanie, które zaczynało być katuszą, nawet dla jego klonów. Musiał się zrelaksować, więc poszedł na plac przed domem i zrobił jednego klona. Obydwoje wyciągnęli miecze i zaczęli pojedynek treningowy. Dawno tego nie robił, dlatego zaczął od podstaw.
- Widzę, że nie możesz usiedzieć na miejscu. - Namikaze odwrócił wzrok w stronę z której dochodził znajomy głos. Zobaczył białowłosego pustelnika idącego w jego stronę.
- Nie ma co robić po wojnie. Są jedynie misje na poziomie genina, a i tak utknąłem w domu. - Anulował klona, schował miecz do pochwy i szczerze się uśmiechnął.
- Nie musisz mi nic opowiadać. Wszystko już wiem na temat ostatnich wydarzeń. Gratuluję.
- Jakbyś tam był, pewnie nie skończylibyśmy w takim stanie.
- Mylisz się. Jeśli wy nie daliście rady, to ja tym bardziej. Nie jestem dość szybki ani silny.
- Jednak to zawsze trzecia osoba do pomocy. Nawet jako mięso armatnie. - Wybuchnęli śmiechem. - Gdzie się podziewałeś przez taki szmat czasu?
- Tu i tam. Zbierałem informacje. Szczególnie zająłem się pewnym osobnikiem, którego i tak dość długo mam na oku.
- Kto to taki?
- Możemy wejść do domu? To nie rozmowa na publikację.
- Tylko uprzedzam że jest ktoś w środku.
- A niech będzie. - Machnął ręką. - Żeby tylko nie wygadała tajnych informacji i będzie dobrze. - Parę minut później znaleźli się w środku.
- O mój boże. Co jej jest? - Skomentował Jiraiya widząc stan różowowłosej.
- Choroba.
- Nieźle ją złapało.
- To kogo miałeś na myśli?
- Orochimaru. Nagle zapadł się pod ziemię. Nigdzie nie widać jego działalności. Twój dawny kolega z drużyny także zniknął. Nie wiem co się stało, ale nie może to być sprawa małej wagi. Coś się szykuje. Czuje to w kościach. Akatsuki też zaprzestało działań na ten okres i to w tym samym momencie. Nigdzie nie widać ich członków lub nawet szpiegów, których mieli pełno. Możliwe, że obydwie sprawy mają ze sobą jakiś związek, lecz nic nie jest pewne. Jeszcze posprawdzam parę miejsc. Dopiero wtedy zacznę się martwić.
- Wszystko wali się na głowę w jednym momencie.
- Dlatego życzę powodzenia w naprawianiu pieczęci. Dość trudne zadanie, nawet jak na waszą rodzinę. Usłyszałem od Tsunade, że twoja siostra zaczyna się powoli wybudzać. Wskazują na to funkcje życiowe, które przyspieszyły i wzrosły.
- Wspaniała wiadomość. W końcu Kyuu wróci do mnie.
- Pilnuje?
- Dwadzieścia cztery na dobę. Mam także pytanie. - Wyjął jakiś zwój i rozwinął. - Czy dałoby radę zbudować to pod domem?
- A niby poco miałoby to służyć?
- Pod dawnym domem Namito znajdowała się sala treningowa dla jego i mojej rodziny. Niezniszczalne ściany, pięć pół żywiołów i wiele innych.
- Takie pytania nie do mnie. Nie znam się na budowlance, ale wiem, że i tak ten pomysł nie wypali.
- Niby czemu?
- Praktycznie cała wioska leży na miękkim podłożu skalnym. Wyjątkiem są głowy Hokage. Wszystko ci się zapadnie podczas kopania, nawet gdybyś wcześniej przygotował teren. - Naruto oparł się o oparcie zawiedziony informacjami, które otrzymał.
- Cóż. Pozostaje trening tradycyjny.
- Nie przemęczaj się zbytnio. Nie długo znów będzie pełno misji do wypełnienia i wtedy jak zamierzasz funkcjonować?
- Zanim ten okres nastanie to ja wykituje z braku zajęć.
- W takim razie mam tu coś dla ciebie. - Wyciągnął z podręcznej torby książkę.
- Kolejna część? Szybki jesteś!
- Jakoś ostatnio znalazłem więcej weny.
- Ale i tak najpierw przeczytam dwie poprzednie, które mi zostały.
- Jeśli chcesz, możemy teraz udać się do gorących źródeł na orzeźwiającą kąpiel. Sakurze też to dobrze zrobi.
- Chyba nie zamierzasz podglądać!? - Oczy mu wręcz zapłonęły żywym ogniem. - Stanowczo odmawiam! Nigdzie nie idziemy! Zbyt dobrze cię znam, Ero-sennin.
- Czyli następną książkę muszę dać Kakashiemu. Biedak się ucieszy. - Namikaze uspokoił się i czekał co powie dalej. Jiraiya nagle wstał i pochylił się. Uderzył ręką o stół i pojawiła się inna książka, nie ta z serii Icha Icha Paradise.
- Moje najbardziej hardkorowe dzieło!!! Zbyt wulgarne, by zostać opublikowane w sklepach!!! Skończone zaledwie dzień temu!!! Hahaha! Co ty na to!? - W oczach blondyna zaświeciły iskierki. Wiedział że okazja już się nie powtórzy. Także wstał wywracając krzesełko i postawił nogę na stolę.
- Stoi!!! Ale pod jednym warunkiem!
- A muszą być jakieś? - Zrobił smętną minę.
- Zawołam Tsunade, gdy zaczniesz podglądać. Ciekawe jak zareaguje. - Białowłosy skamieniał. Pamiętał jakby to było wczoraj. Nigdy nie był tak bliski śmierci, jak po uderzeniu blondynki.
- Umiesz odebrać człowiekowi całą frajdę z życia. - Delikatnie podupadł na duchu.
Wpatrzeni byli w białowłosego, który zanurzony był od dobrej godziny po nos w wodzie. Nie mogli powstrzymać się ze śmiechu na widok jego miny.
- To czemu ty także tu się znalazłeś? - Skierował pytanie do kruczowłosego.
- Ktoś nagadał Maki, że ta woda dobrze działa na płód. No i widzisz jak to się skończyło.
- A tak w ogóle. To na czym polegać będzie mój jutrzejszy trening?
- Hmmm. W sumie to nawet teraz można zacząć. Musisz przezwyciężyć moje genjutsu.
- Mogę je anulować w każdej chwili. Czakra Kyuu mi to umożliwia.
- Nie chodzi mi o jego dezaktywowanie. To jest zbyt proste. Musisz nałożyć swoje lub przemienić moje tak, bym to ja był w niego złapany.
- Ciebie złapać w iluzję? Nie uda mi się.
- To oczywiste. W normalnych warunkach takich jak walka z łatwością bym wygrał, ale to jest twój trening, więc pozwolę się w niej uwięzić.
- To co mam zrobić?
- Skumuluj czakrę w prawym oku. Musisz wiedzieć co chcesz mi pokazać. Jakieś zdarzenie bądź osobę. W genjutsu chodzi oto, by zmylić lub zdezorientować przeciwnika. Można nawet go zabić, ale nawet ja nie jestem pewien, czy możesz korzystać z tej opcji.
- To z czym ona się wiąże?
- Mangekyo sharingan.
- Co to takiego?
- Rozwinięcie podstawowego. Zdobywa się je, gdy widzi się śmierć kogoś na prawdę bliskiemu twemu sercu. - Umilkł na chwilę. - Uaktywniają się wtedy nowe umiejętności, które zaprezentowałem tobie już kiedyś. Oczywiście płaci się za to wysoką cenę. Nie dość że zużywają ogromne ilości czakry, to do tego dochodzi powolna utrata wzroku, aż do całkowitej ślepoty. Jednak Hokage-sama zdołała odwrócić ten proces i mogę ich używać bez obawy.
- Spróbujmy. - Odsłonił sharingana i spojrzał w oczy Uchihy. Silił się, trudził, męczył, ale bez żadnego rezultatu. - To trudniejsze niż się zdaje.
- Nigdy nie jest łatwo. Teraz pokaże ci, czego możesz dokonać samą iluzją, gdy osoba niczego się nie spodziewa.
Po kilku sekundach Jiraiya zaczął uciekać z wody wygadując, że to nie on i by nie biła. Naruto jedynie obserwował z otwartymi ustami, jak jego sensei ucieka przed kimś z przerażeniem w oczach.
- Oto rezultat.
- Pokazałeś mu wkurzoną Tsunade? Jesteś podły. Hahaha.
- Obydwoje dobrze wiemy czym jest prawdziwa podłość. Możemy jej doznać nawet od najbliższych. - Umilkli i zagłębili się we własnych myślach.
- Ale te kilka osób jest dla nas wszystkim co trzyma nas na tym świecie. - Odezwał się po krótkiej chwili Naruto.
- To prawda. Żyjemy dla innych, a oni dla nas. Próbujemy wypełnić pustkę, która jest od zawsze w naszych sercach. Niekiedy to się może nie udać i ta dziura się powiększy, lecz to nie oznacza, że nie można jej już załatać, a może i usunąć.
- To czym lub kim jest ta łatka?
- Yhh. To długa historia.
- Mamy sporo czasu.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz