Witam drogich czytelników ^^. Zbyt duża ilość gotowych notek w postaci szkiców przyczyniła się do opublikowania tego oto rozdziału o wiele wcześniej. Wy szczęściarze ;). Mam wielką nadzieję, że spodoba wam się wpis. Życzę miłego czytania i nie zapomnijcie o pozostawieniu komentarza ^^.
~~~~~~~~~~~~~~~~
- I!?
- Jiraiya-sama ma rację. Czuć to doskonale.
- Mógłbyś zdjąć to genjutsu? - Zapytał się białowłosy.
- To nie jest genjutsu. Raczej blokada lub pieczęć założona na mózg w części odpowiedzialnej za świadomość. Możliwe, że jest on świadomy tego co robił, ale nie był wstanie się kontrolować, czyli ciało nie podlegało swemu właścicielowi. Oczywiście. Mogę to zdjąć, lecz to trochę potrwa.
- Ile!? - Zapytali się oboje w tym samym momencie.
- Może rok.
- To dość długo.
- Tak, jednak jest to spowodowane tym, że nie chcemy uszkodzić jego mózgu. Jeśli bym się pomylił to mógłbym go nawet zabić. Jednak zanim przejdziemy do moich poczynań, przydałoby się go wyleczyć w tradycyjny sposób.
- Racja. Shizune! - Asystentka natychmiast się pojawiła. Tak jakby była tuż za drzwiami i przysłuchiwała się. - Przygotuj sale operacyjną. Jednak nie wołaj żadnych innych lekarzy i pielęgniarek. Do puki Itachi Uchiha nie odzyska swej osobowości, trzymamy jego pobyt w tajemnicy. Niech tylko kilku johninów się o tym dowie. Oczywiście ci co mogą pomóc w kuracji. Nie potrzebuje tu teraz na głowie tłumów zadających pytania. Szczególnie nie może o tym dowiedzieć się starszyzna wraz z tym podstępnym Danzo na czele. Mógłby zacząć coś kombinować i nawet porwać Itachiego. Całe zdarzenie ma pozostać tajne i nie udokumentowane! To rozkaz!
- Hai! - Odkrzyknęli wszyscy zgodnie.
Pod tajną salą operacyjną Wioski Ukrytej w Liściach. Siedziało dość niewielu shinobi. Stał tam blondyn, ukryty za ceramiczną maską i nałożonym kapturem. Rozmawiał o czymś z Jiraiyą. Dokoła nich zebrała się reszta. Byli to: Shikaku, Kushina, Kakashi, Aoba, Hiashi Hyuuga i Inoichi. Wszyscy mieli jakieś zadanie. Niektórzy z nich zwykłe ochranianie, inny pomoc w zdejmowaniu blokady.
- Zanieś to do Fukasaku. - Wręczył mu jakiś zwój. - Nie czekajcie na mnie i zacznijcie sami. Dołączę, gdy wszystko się uspokoi. Nie pokazuj się już nikomu, nawet przyjaciołom. Nikt oprócz kilku osób nie powinno wiedzieć, że wróciłeś, nawet twoja matka. No idź już.
Człowiek w masce Anbu odsunął się i zniknął w chmurze białego dymu. Jiraiya widząc że wszyscy oczekują wyjaśnień, oparł się o ścianę i zaczął opowiadać ich historię.
W tym czasie w biurze Hokage trwała inna rozmowa, bardziej spokojna.
- Czyli chcesz podjąć się tego wyzwania? Jiraiya także napisał, że jesteś na to gotowy. No cóż. Nie mylił się prawie nigdy. Zaufam mu.
- Dziękuje Fukasaku-sama.
- Po tym co przeżyjesz, nie będziesz chciał mi podziękować.
- Przesadza pan.
- Przekonasz się na własnej skórze, że trening senjutsu to nie zabawa.
- Zdaję sobie z tego sprawę.
- Na nas już pora. - Wykonał kilka pieczęci i obydwoje zniknęli, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu.
Pojawili się w tym samym miejscu, gdzie się znajdowali dwie godziny temu. Naruto zdjął zakrywającą twarz maskę i kaptur. Skierowali się na jedno z pól tej krainy.
- To zaczynamy.
- Tak od razu?
- No oczywiście najpierw część teoretyczna. Jak zapewne wiesz, twoja czakra składa się z energii duchowej oraz fizycznej. Dzięki ich wymieszaniu tworzy się twoja oryginalna czakra, która charakterystyczna jest dla każdej żywej istoty. Reasumując można rozpoznawać po niej, ale to nie to nas interesuje. Tryb mędrca jest to zaabsorbowanie energii naturalnej i wymieszanie jej z energią duchową i fizyczną. Jednak nie jest to takie łatwe. Trzeba bardzo dobrze kontrolować jej przepływ, albo skutkiem będzie zamienienie się w żabę, a następnie w kamień.
- Cooo!? Ja nie chcę być żabą!! - Zaczął panikować i wyobrażać siebie jako ropuchę.
- Nic się takiego nie stanie dzięki temu kijowi. - Pokazał go, wyglądał jak zwykły patyk. - Pierwsze stadia przemiany da się powstrzymać, więc będę cię nim walił do puki nie przemienisz się z powrotem w człowieka.
- Fajnie.
- Tak też myślałem że będzie ci się to podobało. To jak? Gotowy?
- Możemy zaczynać. Ale jak to się robi? - Fukasaku zrobił facepalma.
- Zaraz ci wyjaśnię. Najlepiej zdejmij górną część garderoby.
- Czemu zawsze trening powiązany jakoś z Erosenninem jest zawsze pół nago!?
- Ja nie wiem co on wyrabia, ale tu jest to potrzebne. - W głowie blondyna zaczęła rodzić się pewna teoria. - To jest specjalny olej. Występuje jedynie u nas. Dzięki niemu lepiej i szybciej zaczniesz wyczuwać energię oraz ją pobierać.
- Bez zapachu. - Nabrał go trochę do ręki. Efekt był natychmiastowy. Zaczął przypominać ropuchę. Żabi mędrzec nie czekając chwili dłużej przywalił mu kijem przez łeb.
- Aaaaaa! Boli!
- Ale nie jak skamienienie.
- Może ma pan rację.
- Oczywiście że mam.
W ten sposób minął miesiąc. Nastąpiły znaczne postępy. Przy oczach blondyna zaczęły pojawiać się pomarańczowe obwódki, a źrenice stawały się poziomymi kreskami. Jiraiya przybył jak obiecał i dawał blondynowi rady, by szybciej się nauczył nowej umiejętności, choć sam miał z nią dużo problemów.
Jeden dzień różnił się od reszty. Było to spowodowane pojawieniem się kogoś. Nie było go tu kilkunastu lat, chociaż dla niego czas upłynął jak kilkadziesiąt dni. Kroczył powoli w stronę trójki. Tylko Fukasaku go kojarzył. Nigdy nie zapomniałby tej bieli, a teraz podejrzewał w jakiej sprawie on przybył. Futro połyskiwało przez odbijające się o nie promienie słoneczne. Wzrostu był wyprostowanego Namikaze. Kroczył dumnie, ale tak jakby na luzaku na swych czterech łapach. Swoją postawą prezentował odwagę, powagę, szacunek, ale także roztrzepanie i upośledzenie umysłowe.
- Obserwowałem cię Na...Na... - Nie mógł dokończyć zdania. - Znowu zapomniałem!
- Naruto. - Dokończył blondyn.
- Tak. Miałem to na końcu języka.
- Taaaa. Jasne. - Obydwoje, Naruto i Jiraiya pomyśleli to samo.
- Fukasaku-sama. Nie obrazisz się jeśli podbiorę ci ucznia i zabiorę do mego świata?
- Jeśli wy zaczynacie się fatygować, to znaczy że wam zależy i nie poszukujecie kolejnej przekąski. Zgadzam się.
- Chwila, moment! A może ktoś mnie zapyta o zdanie!?!? - Zaczął awanturować się młody Namikaze.
- I mnie również! Nie zamierzam tam znowu wracać! Zbyt dużo przebiegłych typków. - Wyraził swoje zdanie Kyuubi przez usta chłopaka, używając go jako medium.
- Ooo. Widzę że to nie kto inny jak nasz ulubiony lis. Jak tam się żyje w świecie ludzi?
- A co ty? Moja niańka!? Nisko upadłeś. Hahahha.
- Nie niżej niż ty.
- Zamknijcie się obaj! Mam już dość przechodzenia tyle razy przez moją duszę. Kyuu ty szczególnie zamilcz.
- Ma chłopak temperament. - To jak? Zgadzasz się?
- Do jakiego świata? I przede wszystkim, po co?
- Hehe. Nie ominą mnie wyjaśnienia. To może się przedstawię. Nazywam się Byako. Jak widzisz jest lisem. Tam gdzie chce cię zabrać, to kraj mojego pochodzenia, czyli Dolina Krwi.
- Sama nazwa umie wystraszyć. - Skwitował Jiraiya.
- Dlatego niewielu może tam wejść. Zaproszenie do naszej krainy gwarantuje bezpieczeństwo. W dodatku posiada w sobie Kuramę.
- Kuramę? - Spytał zdziwiony blondyn.
- No nie mów że ten lis nie powiedział ci jak ma na imię!
- On posiada jakieś imię!?
- Każdy je ma. Nawet ,,demony".
- Teraz to mam od cholery pytań.
- Wyczułem twoją ekscytację. Spokojnie. Odpowiem na nie wkrótce, jeśli tylko ze mną pójdziesz.
- Naruto. To twoje życie. Decyduj. - Odpowiedział na spojrzenie ucznia. - Ale ja mam pytanie. Ile będzie tam przebywał?
- Hmm. Kolejne wyjaśnienia. Jednam i tak bym o tym wspomniał. Otóż sprawa jest trochę skomplikowana. U nas inaczej biegnie czas niż tu. Jeden dzień trwa u was około miesiąca. Przez ten czas jednak ciało ludzkie, będzie rozwijać się w dość szybkim tempie. Czyli przez kilka dni przypuśćmy, że urośniesz nawet o piętnaście centymetrów.
- Czyli tak się sprawa ma.
- Taaa. Będzie jadł specjalną mieszankę, która już na niego czeka. To pozwoli na zdrowy rozwój organizmu bez zbędnych komplikacji.
- A co w tym jest? - Zapytał ciekawy blondyn.
- Nie chcesz wiedzieć. - To wystarczyło by wyobraził sobie wszystko co ohydne. Natychmiast zrobiło mu się nie dobrze i poleciał w pobliskie krzaki. - Spokojnie. Jeśli przeżyłeś tutejsze jedzenie, to tam będziesz przyzwyczajał się drugi raz. Stwierdzisz że robaki to królewskie danie. Hahhaha.
- Erosennin, nie śmiej się. Przywiozę ci trochę i sam tego spróbujesz.
- Nie mam nic przeciwko, by podkraść trochę z mojej lodówki dla tego pana. To jak? Im szybciej wyruszymy tym szybciej wrócisz.
- Dobra. Ruszajmy! - Podniósł zaciśniętą dłoń do góry.
To miejsce było kompletnie inne od wszystkich widzianych do tej pory przez blondyna. Tak na prawdę to nic nie zauważył. Było ciemno. Nie widział ręki którą machał przed oczami. Stracił kompletnie orientację i wywalił się nie odrywając nóg od podłoża. Na górze widniała mała kropka światła. Jak to Byaku stwierdził, była tam górna część doliny, do której nikt nie dotarł. Siedząc na ziemi poczuł, że spodnie jak i ręka są mokre. Kyuubi zaproponował, by użył jego czakry i skierował ją do oczu. Jego źrenice rozbłysły kolorem czerwonym. Teraz wszystko widział. W tej dolinie były drzewa, lecz jakieś dziwne. Posiadały paszczę i ludzkie ręce. Spojrzał w dół na ziemię. Siedział w jakimś strumieniu dziwnej, płynnej substancji. Myśląc że to woda wziął trochę by się napić, gdyż zaschło mu w gardle. Wypluł szybko całą zawartość. Smakowało jak krew, kolor i zapach także był bardzo znany. Dopiero teraz zaczynało do niego dochodzić, czemu nazwano tak to miejsce. Poczuł w sobie ból przeszywający całe ciało. To był wzrost organizmu.
- Naruto. Idziemy, do puki nie zejdą się inni z mojego klanu. Na pewno już cię wyczuli. Musimy cię jak najszybciej oznaczyć.
- Oznaczyć? Po co?
- Bo cię mogą uznać za posiłek.
- Coo!? Mówiłeś, że będę bezpieczny!
- Bo jesteś, ale ze mną. Gdy cię opuszczę to rzucą się na ciebie bez pomyślunku. Wiesz, część klanu zdziczała. Zachowują się jak zwierzęta, chociaż nadal posługują się mową.
- To ilu jest was. Znaczy takich jak ty?
- Mało. Jedynie dziesięć procent populacji. Nie umiemy nad nimi zapanować, tak jak kiedyś. - Przeszli przez jakąś bramę i doszli nad jakieś małe jezioro. - Wskakuj.
- Przecież to krew. Mam się w niej wykąpać?
- Tak. Jest ona inna niż ta w którą upadłeś. Wszystkie lisy ją szanują, będziesz nietykalny. No chyba, że wolisz stać się przystawką. - Byako uśmiechnął się i oblizał swoje zęby.
- Haha. Bardzo śmieszne. - Słysząc szelest krzaków obok niego wskoczył do jeziorka w ubraniu.
Rzeczywiście. Ta krew miała inną konsystencję. Była bardziej oleista i co najdziwniejsze, ciepła. Gdy wyszedł na ląd to nie pozostał po niej żaden ślad.
- Dobrze. Teraz przejdziemy do treningu tego, co chciałbym ci przekazać. Pewnie ropuchy powiedziały ci, że do zbierania naturalnej energii, trzeba być nieruchomo. Tak, jeśli ją gromadzisz w ciele. A ja sprawię, że będzie ona przez ciebie przepływać, kiedy tylko tego zapragniesz. W przeciwieństwie do ich metody, ta nie posiada żadnego niebezpieczeństwa. Dochodząc na wyższy poziom, będziesz mógł magazynować ją podczas ruchu, lecz to porządne kilkanaście lat praktyki. A ty nie masz tyle czasu. Następnie nauczę cię walki w całkowitej ciemności. Nazywamy to różnie. Kitsune kumite bądź furią. Oczywiście ruchy te możesz wykorzystywać zawsze, nie tylko w braku światła.
- Wymyśliłem piękną nazwę. - Podrapał się w tył głowy.
- No jaką?
- Senjutsu lisiej furii.
- Hahahaha. Nawet, nawet. Może zacznę ją stosować. Tak więc wracając do treningu. To jest drugi punkt. Na trzeci i ostatni musisz się zgodzić.
- Co masz na myśli, że wymaga to mojej zgody.
- Otóż jak mogę ci trzeci wyjaśnić to czwartego nie umiem. Tam gdzie pójdziesz, był tylko jeden człowiek. My lisy nie mamy tam wstępu. - Popatrzył na niego podejrzliwym wzrokiem. Ten jakby zorientował się i szybko dokończył. - Oczywiście wrócił. Zanim jednak wyjawię trzeci punkt, zrealizujemy dwa pierwsze. Choć za mną.
Szli krótko, ale blondyn czuł, że jest zmęczony i zaraz upadnie. Gdy jego twarz miała już przywitać się z ziemią, lis złapał go za kaptur i przytrzymał go. Czuł jak go ciągnie. Prawie się udusił, a jak na złość zamek od bluzy się zaciął, nie pozwalając uwolnić się i zaczerpnąć powietrza. Na jego szczęście został położony w jakiejś grocie i nie wykitował. Jednak, gdy Byako długo nie wracał, zapanował w nim niepokój. Wyczuwał je wszystkie. Co do jednego. Były to lisy. Czuł ich żądze krwi. Świerzej krwi. Co chwila słyszał warknięcie, bądź przesuwające się po skale pazury. Najgorsze, że opuściła go cała energia i nie miał jak się bronić.
- Ja wezmę lewą nogę, ty prawą. Nie no. Czemu to zawsze ty masz lepsze kąski? Mi tam wszystko jedno. Mogę zjeść nawet wnętrzności, jeśli ty chcesz nogi. Dawno nie jadłem świeżego mięsa, które samo chętnie do nas przyszło. - Usłyszał czyjś głos. Spocił się ze strachu, ale nie popuścił. Miał już wołać pomocy, myśląc że zaraz zostanie skonsumowany żywcem, ale usłyszał śmiech.
- Hahahhahahahahhaha. Sorka młody nie mogłem się powstrzymać! Hahhahahahah.
- Kyuu!!! Ja cię uduszę!! To nie jest śmieszne! - Wydarł się tak, że pewnie jego nowy nauczyciel to usłyszał.
- Niestety, ale nie masz racji. Z mojego punktu widzenia było to bardzo zabawne. Hahhaha. Żebyś się widział!! Hahahaha. Wyczułem tą palpitację serca i wzmożone pocenie, a także ciarki! Hahahaha! - Naruto mógł stwierdzić, że lis ewidentnie turla się po swojej klatce ze śmiechu.
- Oj wierz mi! Odegram się za to!
- Łehahah. Powodzenia! Tylko nie popuść z przejęcia! Hahaha.
- Ten futrzak coraz bardziej głupieje. - Stwierdził już bez emocji. - W sumie mi też nudziło by się, siedząc tak cały czas w klatce bez żadnego towarzystwa.
- Pewnie tak. - Nieoczekiwanie wrócił Byako. Miał w pysku miskę, a ta wypełniona jakąś mazią. - Zjedz. Od razu wrócą ci wszystkie siły i przestaniesz czuć się jak szmata do podług.
- Co to? - Spytał się patrząc na otrzymaną breję. Konsystencja błota z jakimiś flakami. Zapach odrzuciłby najwytrwalszych, a smak. Naruto zaczął wyobrażać sobie że jest na obiedzie u żab i zajada się ich przysmakami. O mało co nie puścił pawia aż pięćdziesiąt siedem razy. - W tym nie kłamałeś! Błee.
- Podziwiam cię. Nawet ja po zjedzeniu tego zwymiotowałem, a ty dzielnie się trzymałeś. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że wytrwasz wszystko co cię tu spotka.
- Możemy zaczynać. Błłł. - Jeszcze trzymał się ręką za usta.
- Dałbym ci wody, ale jak sam widziałeś. Tylko mam krew.
- Daj! Zabije nią smak! - Wypił łapczywie całą michę. - Od razu lepiej.
- Cieszę się. Teraz wstawaj. Trochę pobiegamy i takie tam. Masz przeprowadzić naturalną energię przez swoje ciało. Będziemy trenować do skutku! Zaczynamy! Za mną!
Byako narzucił wręcz mordercze tempo. Namikaze ledwo mógł za nim nadążyć. Trasa nie była zbyt przyjemna. Liczyła około dwudziestu kilometrów z licznymi przepaściami, dziurami i głębokimi strumieniami. Na sam koniec była jeszcze wspinaczka około dwustu metrów po skalistym zboczu. Na samym szczycie, trzeba było ominąć drapieżne drzewa, które tylko czekały na pomyłkę. Biegali tak kilkanaście godzin. O dziwo. Ciało Naruto wytrzymywało to. Była to sprawka działania tego świństwa, które jadł co dwie godziny, nawet w biegu oraz krwi bogatej we wszystkie składniki odżywcze. Nie widząc żadnych skutków z takiego treningu zaproponował, by mógł stworzyć klony, które także by trenowały. Byako zgodził się chętnie, gdy nie widział pożądanych rezultatów. Tak więc, przez kilka dni i nocy, jeśli takowe istniały w tym świecie, minęły na bieganiu i wspinaczce przez wszystkie sto klonów plus oryginał.
- Pięć dni i udało ci się, bądź wam. Metoda skuteczna. Bez niej biegałbyś trochę dłużej.
- Taa. Sto razy dłużej.
- Teraz zdezaktywuj tryb czakry ogonów i pozwól swoim oczom nie widzieć. - Lis wszystkich informacji dowiedział się od klona, który się rozgadał i wszystko mu wyjawił na temat blondyna, czyli w sumie także siebie samego. Podejrzewał, że Kurama dał mu swą moc do tego celu, bo blondyn zbyt dobrze się poruszał po otoczeniu.
- I znowu nic nie widzę. Jak mam się nauczyć walczyć, jeśli nie mogę naśladować twoich ruchów?
- Zobaczysz. - Zdał sobie sprawę ze swojej głupoty w tej odpowiedzi. - Sorka, chyba jednak nie. Wiesz o co mi chodzi!
- Nie.
- To się domyślisz. Na to poświęcimy równo jedną dobę. Wystarczy. Jeśli nie to dam sobie uciąć łapę.
- Stoi.
- Daj łapę, znaczy rękę.
- Bardzo śmieszne! Przecież nie wiem gdzie jesteś!
- Gomen! Zapomniałem że ja to nie ty i w przeciwieństwie do ciebie, ja wszystko widzę.
- Ał! Nie powiedziałeś start lub zaczynajmy. Uprzedź przed tym, a nie atakujesz.
- Ale to nie ja! Kawałek skały spadł ci na szyję.
- Hhhhyyy. Mam dosyć.
- Zaczynamy. Poczuj energię, która przepływa przez ciebie.
- No czuję.
- Teraz rozszerz jej działa i wyjrzyj ponad siebie.
- Co mam zrobić?
- Mój boże. Tak jakbyś wyczuwał sensorycznie.
- Aha. Trzeba było od razu tak mówić, a nie się wymądrzać.
- Dobra, dobra. Gotów?
- Ta.
- To mówię właśnie start, byś wiedział że ktoś cię próbuje zaatakować.
- Weź się.
- Nie ładnie. - Udrapnął go w rękę.
- Kuso.
- Kultury. - Znowu ponowił atak z takim samym rezultatem. Zapowiadał się dość długi dzień.
Po zapowiedzianej dobie wycisku. Usiedli razem przy ścianie. Naruto skrzywił się na samą myśl o kolejnej porcji dziwnej, a zarazem ohydnej mazi.
- Skąd ty to bierzesz!?
- Jedz i nie pytaj się. Jakbym ci powiedział dawno byś to wypluł. Wracając do rezultatów. Podobają ci się?
- I to jak. Nawet nie sądziłem, że mogę widzieć za pomocą okolicznej energii, jak za pomocą sonaru.
- No coś w tym stylu. Z czasem zasięg zacznie się powiększać samoistnie.
- Na dodatek ruchy, których nie mogłem sam wykonać i musiałem się temu poddać. Co to było? Jak to możliwe?
- Nikt tego nie wie, więc nie odpowiem ci na to pytanie. No cóż. Gotowy na trzeci etap?
- Jaki?
- A tak. Zapomniałbym ci powiedzieć. Otóż jeśli tylko zechcesz. Możesz przywołać Kuramę. - Naruto zrobił wielkie oczy i otworzy usta z niedowierzania.
- Teraz se jaja robisz. Bez obrazy.
- Nie robię. Mówię stu procentową prawdę. Będziesz mógł przyzwać go, ale po spełnieniu określonych warunków. W sumie to także mnie będziesz mógł przywołać.
- To jakie one są?
- Pokaż pieczęć wiążącą lisa. Musi być mocna i wykonana na wysokim poziomie. W innym wypadku zostanie zniszczone.
Blondyn bez grama odmowy podniósł do góry koszulkę, pokazując brzuch. Zaczął kumulować czakrę, by pieczęć ujawniła się. Lis przyglądał się dość długo.
- Nie mówiłeś, że obok tej głównej masz umieszczoną jeszcze jakąś inną. Też dość solidną.
- Nie miałem żadnej innej! Jak wygląda? - Byaku narysował na piachu. Był to okrąg z trzema kreskami biegnącymi od środka do jego krawędzi poprzez spiralę.
- Właśnie taka widnieje na twoim brzuchu. Ujawniła się, gdy chciałem się już odsunąć. Dziwne że o niej nie wiedziałeś.
- Tak. Bardzo dziwne.
- Powstała ona jakieś dziewięć lat temu.
- Kiedy miałem siedem lat!? To nie możliwe. Jesteś pewien?
- Uciąć łapę?
- Czyli jednak tak. Kto ją nałożył? Czemu została nałożona? Kto chciałby mi uniemożliwić pamiętanie jakiegoś wydarzenia?
- Znasz typ pieczęci?
- Taa. Znam je prawie wszystkie. Większość wiem jak usunąć i założyć, włącznie z tą.
- To od ciebie zależy, czy chcesz się jej pozbyć. Jeśli to zrobisz, możesz stracić przytomność na skutek dużej liczby informacji za nią się kryjących. Wtedy przypilnuje cię i poczekam aż się wybudzisz.
- Zrobię to. Chce znać wszystkie aspekty mego życia, a to coś, musi takowe skrywać. Obawiam się tego co mogę tam zobaczyć.
- Nie ma czego. To wspomnienia wydarzeń, które wydarzyły się parę lat temu. Do tej pory nie miały żadnego wpływu na twe życie, czyli nie były zbyt ważne, ale z pewnością przykre.
- Masz całkowitą rację. Nie mam się czym przejmować. Kiedyś i tak bym się o tym dowiedział. Lepiej tu, gdzie nikt mi nie przeszkodzi. Przypilnuj mnie.
- Nie ma sprawy.
- To do dzieła. - Wykonał pieczęcie i uderzył w punkt na brzuchu. Stracił przytomność, a ciało osunęło się na ziemię. Po oddechu Byaku stwierdził, że śni. Położył się obok i począł czekać.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz