niedziela, 29 lipca 2018

C.B. - Początki bycia prawdziwym shinobi

Myślałem, że dziś już jej nie skończę, jednak zacisnąłem zęby i dobrnąłem do końca ^^. Chcę tylko powiedzieć, że niezmiernie dziękuje za wszystkie komentarze, które porywają mnie do dalszego tworzenia. Nie zwlekając już dłużej. Zapraszam do czytania i komentowania.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Minęło zaledwie kilka dni odkąd Naruto wraz z Jiraiyą wyruszył na trening. Blondynowi bardzo brakowało rodzimej wioski oraz wszystkich przyjaciół, którzy w niej zostali. Wyruszył w nieznane i napawało go to lekkim niepokojem.
Już dawno nastał zmrok, który pochłonął otaczający ich las. Jedynie ognisko dawało poczucie światła oraz przyjemnego ciepła i zarazem bezpieczeństwa. Nie mogli pozwolić, by za wcześnie wygasło, a utrzymanie go w czasie deszczu nie należało do najłatwiejszych zadań. Dorzucali jeden po drugim mokre gałęzie i patyki, które za sprawą gorąca i ognia pękały i trzaskały. Czasami zdarzyło się, że całe ognisko umiało się rozpaść przez uwolnienie ciśnienia z jakiejś większej gałęzi, która pryskała na wszystkie strony. Jeden taki rozżarzony kawałek upadł idealnie na śpiwór. Skutek mógł być tylko jeden, ogromna dziura wypalona na wylot. Krople deszczu nie zdążyły go na tyle ostudzić, by nie wyrządził szkód.
- Ja zaraz oszaleje! Ile jeszcze ta przeklęta pogoda się utrzyma!? Na dodatek zniszczyła mi jeden z moich ulubionych śpiworów! Dosyć! Naruto! Ruszamy! Musimy znaleźć jakiś motel. - Można było dostrzec wielkie poddenerwowanie na jego twarzy.
Naruto nic nie odpowiedział, wstał i schował swój zestaw podróżniczy do zwoju. Trwało to tylko kilka sekund, co nie podobało się chrzestnemu, który mocował się już dobre kilka minut i jakoś mu to nie wychodziło. Blondyn widząc co się dzieje, podszedł i zajął się także drugim śpiworem, oczywiście na swój oryginalny sposób.
Skierowali się do najbliższej wioski, którą widzieli po drodze. Była nieduża, zaledwie kilkanaście budynków mieszkalnych, parę sklepów z najpotrzebniejszymi rzeczami oraz mała gospoda. Weszli do środka. Znajdowało się tam jedynie paru mężczyzn, siedzących i rozmawiających przy kuflach piwa. Wybrali miejsce na końcu sali znajdujące się w rogu. Podszedł do nich barman, gotowy przyjąć zamówienie. Poprosili o miskę jakiejś zupy. Naruto był zawiedziony, że to nie jego ulubiony ramen.
Lepsze to niż nic. - Pomyślał i rozpoczął jedzenie.
- Naruto. Mamy zadanie do wykonania. Popatrz. - Podał mu zwój, który blondyn zaczął oglądać.
- Skąd wytrzasnąłeś tak daleko od wioski pismo od Tsunade bacham?
- Przesłała jedną z moich żab. Taki niby kurier.
- Tak, przypominam sobie, lecz nie wiem co tu jest napisane. Widzę jedynie cyfry i pojedyncze litery.
- Bo to jest szyfr. Ty widzisz liczby i litery, a ja całe zdania. Misja będzie polegała na... - Nie dokończył, bo z zewnątrz dobiegł krzyk jakiejś kobiety.
Obydwoje wybiegli z budynku, by zorientować się co się stało. Nie spodziewali się właśnie tej rzeczy w tak spokojnym miejscu. Grupka około dwudziestu mężczyzn zaatakowała wioskę. Sądząc po wyglądzie byli to zwykli bandyci i mordercy, którzy szukali łatwego zarobku. Widać było, że przemoc sprawiała im przyjemność. Nie szczędzili kobiet i dzieci w swoich brutalnych działaniach. Blondyn nie mógł na to patrzeć ani chwili dłużej. Wyciągnął katanę i poszedł w kierunku zbirów z gniewem w oczach.
- Może to być dla niego idealny trening przed naszą misją. - Jiraiya postanowił nie pomagać swojemu podopiecznemu. Chciał zobaczyć styl blondyna i rezultaty.
- Patrzcie! Jakiś dzieciak myśli, że nas pokona! Hahaha! - Wszyscy wybuchnęli głośnym, basowym, ochrypłym śmiechem. - I co nam zrobisz? Poklepiesz tym mieczykiem po plecach?
- A żebyś wiedział. Będzie to twoja ostania myśl, jeśli nie opuścicie tej wioski i nie zostawicie mieszkańców w spokoju.
- Ty nam śmiesz grozić!?
- Nie. Ja tylko ostrzegam, a teraz wypad.
- Zabić go! - Wykrzyczał mężczyzna i każdy z nich wyciągnął jakąś broń.
- Jak chcecie.
Przez te kilka minut rozgorzała walka. Bandyci po chwili zauważyli, że jest dość jednostronna i zaczynają przegrywać. Blondyn umiejętnie, wydawałoby się, że bez żadnego wysiłku, omijał to kolejne uderzenia i cięcia, samemu zadając je skutecznie. Polała się krew. Młody Namikaze nawet się nie pobrudził. Wytarł zakrwawione ostrze swego miecza o któregoś z przeciwników i włożył je z powrotem do pochwy.
Trupem na placu leżało ośmiu oprychów, reszta uciekła, przerażona po tym, jak ich szef poległ od jednego uderzenia. Jinhuuriki wrócił do białowłosego, by wysłuchać tego, co było przerwane.
- Niezła walka, ale tylko niezła. Nadal nie umiesz posługiwać się kataną tak jak należy.
- Wiem, wiem.
- Po wykonaniu zadania to naprawimy, a teraz wchodź. Dokończę co jest takie ważne.
Usiedli na poprzednich miejscach. Spojrzenia wszystkich pokierowały się w ich stronę. Szczególnie na blondyna, który był egzekutorem dla tamtych mężczyzn. Nie przejmując się nimi, dokończył posiłek i słuchał swego sensei.
- Misja jest rangi S. - Naruto o mało nie zakrztusił się zupą. - Spokojnie, będziesz mi jedynie asystował. To ja wykonam jej główną część. Przy okazji podszkolisz się w zwiadzie. Oczywiście będzie ci się to liczyć w udziale kasą i dokumentacją w Konoha. Muszę zdobyć pewne ważne papiery, które przechowywane są w tej posiadłości i zwrócić je do Hokage. Resztę dopowiem ci po drodze.
- Jak to? Już wyruszamy?
- Są dwa powody. Jest noc, więc łatwiej się niepostrzeżenie przekraść. Drugim jest to, że ów rezydencja jest pięć kilometrów na północ.

Naruto wrócił lekko zdezorientowany. Nie przypuszczał, że będzie tak ciężko.
- Czego się dowiedziałeś? - Zapytał Jiraiya siedzący przy mapie z małą świeczką w dłoni.
- Od strony południowej jest największy garnizon. Około setka wojowników stojąca na murach, wschód trzydziestu, północ osiemdziesięciu i zachód siedemdziesięciu. Jest wśród nich wielu łuczników i wydaje mi się, że słyszałem psy. Na wschodniej stronie jest ogromna wieża, może dlatego jest ich tak mało.  W środku nie dałem rady się rozejrzeć. Zbyt wiele patroli. Chodzą tu, tu i tu co minutę. Nie widziałem wejścia do głównego budynku, tak jakby nie istniało.
- Genjutsu. - Odpowiedział spokojnie.
- Wynajęli innych ninja do pilnowania?
- Całkiem możliwe. Czyli właściciel jest w posiadłości. Jak zawsze tylko problemy. - Westchnął głęboko, ale zarazem cicho. - No cóż. Nie ma chwili do stracenia. Niedługo będzie widniało. Naruto, zostań tu i nie ruszaj się z tego miejsca, chyba że dam ci sygnał. Wtedy dołączysz do mnie.
- Jaki sygnał?
- Nie będziesz miał problemów z jego rozpoznaniem. - Zniknął, zeskakując z drzewa.
Blondyn nie miał wyjścia, musiał czekać w kompletnej ciszy, która go otoczyła i przytłaczała. Wręcz doprowadzała do szaleństwa. Był przyzwyczajony do jakiegoś szeptu za oknem jego domu lub przekręcanego zamka. Czasami dało się usłyszeć wkurzony głos Hokage, zresztą dwa biurka także było słychać, rozbijające się o drogę, przy oknie Piątej. Teraz tego zabrakło. Nie mając innego zajęcia, postanowił zajrzeć do lisa.
- Kyuu, śpisz? - Szeptał z otwartymi oczami, by przypadkiem nie zasnąć.
Czego ty chcesz o tej godzinie!? Życia nie masz!?
- Może i nie mam, ale muszę z kimś porozmawiać, bo oszaleję.
I musiałeś akurat ze mną? Nie ma nikogo innego w pobliżu? Idź na ramen i tam pewnie kogoś spotkasz.
- Nie wierzę. Przespałeś całe siedem dni?
Siedem? A myślałem, że jeden. Dobra idź zjeść i zostaw mnie w spokoju.
- Niby jak mam pójść na ramen w środku lasu i dziesiątki kilometrów od wioski!?
Zapomniałem, że wyruszyłeś trenować. Zagadaj do tego szczeniaka Jiraiyi, a nie mnie! 
- Nadal nie rozumiesz. On też wybył i teraz na niego czekam.
Grrrr, czyli się nie odczepisz. No dobra mów. O czym takim ważnym chciałeś porozmawiać.
- Męczy mnie jedna sprawa. Otóż wtedy, gdy była już końcówka walki, powiedziałeś że wszedłem w tryb tropiciela. Co to takiego i na czym on polega?
To żeś wybrał. Wersja skrócona czy długa?
- Długa.
Będzie skrócona.
- Czasami dobija mnie twój charakter.
I vice versa. Tryb tropiciela, jak zresztą sama nazwa wskazuje, polega na tropieniu i poszukiwaniu wszystkiego co jest żywe lub posiada czakrę.
- Super! Powiedz jak się go używa, a wyśledzę teraz wszystkich wrogów i Erosennina.
To nie takie szybkie i proste. Musisz idealnie panować nad czakrą, czyli intensywność jej wydzielania, gęstość na obszarze oraz jej zasięg. Może powiem tak. Opanujesz do końca używanie tych kunaji, a opanujesz ten tryb.
- A co ma jedno z drugim wspólnego?
Perfekcyjna ilość czakry do korzystania z nich. Nauczysz się używać minimum jej do teleportacji, to nauczysz się minimum do tropienia. Bez jednego nie będzie drugiego. To chyba jasne? 
- Troszeczkę. - Naruto zrobił głupkowaty wyraz twarzy i zaczął drapać się po głowie.
Po kim ty odziedziczyłeś tą głupotę?
- Oj nie, miarka się przelała.
To jak ją trzymasz?
- Koniec. Pogadamy kiedy indziej. - Zerwał połączenie.
Siedział tak jeszcze porządną godzinę. Słońce już wyszło nad horyzont, oświetlając okazały zamek. Nagle z zarośli wyskoczył Jiraiya z jednym słowem na ustach ,,w nogi!". Uciekali skacząc po drzewach i pozostawiając pułapki. Co chwila za ich plecami można było usłyszeć wybuchy.
- Naruto. Łap zwój. Schowaj go dokładnie.
- Dobra. Co teraz robimy?
- Rozdzielimy się. Stwórz parę klonów, by nie mogli cię tak łatwo wyśledzić. Pamiętasz ten domek narysowany przeze mnie na mapie?
- Chyba tak.
- To skieruj się w jego stronę. Jeśli spotkasz gospodarza, to powiedz kto cię przysłał. Powinien cię przyjąć.
- Mam taki kawał iść samemu!?
- Tak. Ja odciągnę ich uwagę i spotkamy się na miejscu za parę dni. Wyślij zwój swoją techniką, tylko nie pozwól Sakurze go otwierać. Ma on trafić od razu do Piątej! - Ostatnie zdanie wykrzyczał oddalając się w bardzo szybkim tempie od blondyna, który był zdezorientowany, ale posłusznie musiał wykonać polecenia.
Trzy dni nieustannego biegu, doskwierały jego mięśniom. Podczas tego szaleńczej ucieczki, spał zaledwie dwie godziny. Jadł i pił cały czas się poruszając. Jego tyłów pilnował jeden z klonów, który miał za zadanie odwracać uwagę i odłączyć się od niego tuż przy granicy. Kierował się do kraju w którym nigdy nie był. Nie wiedział co może go tam spotkać. Najgorsze było to, że mógł zostać potraktowany jako szpieg z jego wioski i zostać zaatakowany. Granica była tuż tuż. Postanowił odpocząć trochę dłużej. Jednak jego plan spełzł na niczym. Klon, który za chwilę miał dołączyć, został zgładzony. Nie miał innego wyjścia, jak wstać i pobiec dalej. Z informacji które dostał, ścigała go mała grupka shinobi. Był przekonany, że jest wśród nich jakiś tropiciel, gdyż praktycznie nie pozostawiał po sobie śladów, które wskazywałyby na kierunek jego podróży, a jednak go odnaleźli.
Wykrzesywał z siebie ostatnie porcje pozostałej energii i potu, by znaleźć się na innym terytorium. Miał małą nadzieję, że zrezygnują z tego pościgu. Nic bardziej mylnego. Dzięki swoim wyostrzonym zmysłom mógł ich usłyszeć. Szeptali o nim. Nie przypuszczali, że jest on wstanie szybko pokonać taki dystans. Usłyszał słowo Anbu, co przyprawiło go o uśmiech. Bardzo rozbawiła go myśl o tym, że ci kolesie przypuszczają, że jest z jakiejś elity. Oczywiście zdawał sobie sprawę z tego, że to dzięki czakrze lisa jest wstanie tyle wytrzymać, ale to jest wyczyn, który każdy chuunin w jego wiosce mógł spokojnie wykonać.
Ten moment dekoncentracji mógł przypłacić życiem. O mały włos, a wpadłby do kanionu głębokiego na sto metrów. Przeskoczyć się nie dało, nawet gdyby rzucił kunai, nie doleciałby na drugą stronę. Musiał poszukać mostu, lecz nie zdołał już tego zrobić. Tuż za nim pojawiła się grupa pościgowa, składająca się z piątki shinobi. Nie było widać ich twarzy. Były ukryte za czarnymi ubraniami. Widać było jedynie oczy, a opaski były bez żadnego znaku. Byli to najemnicy, a dokładniej zbiegli ninja. Naruto upadł na tyłek i popadł w zadyszkę. Patrzył w ich stronę, gotowy na jakikolwiek ich ruch.
- Oddaj zwój, a puścimy cię wolno.
- Kusząca propozycja, ale znacząco odmówię. Są ku temu dwa powody. Pierwszy. Nie po to zachrzaniałem taki kawał, by teraz tak po prostu go wam oddać. Drugi. I tak mnie spróbujecie zabić po jego oddaniu.
- Tak myślisz?
- Ja to wiem. - Uniósł prawy kącik ust na znak uśmiechu.
- Jeśli to wiedziałeś, to czemu się zatrzymałeś?
- By powiedzieć wam, że nie łatwo będzie wam mnie złapać. - W tym momencie blondyn zniknął w chmurze białego dymu, co kompletnie zdezorientowało mężczyzn.
- Klon!? To gdzie jest prawdziwy!?
- Tam! - Wskazał ręką kierunek, widniała mała postać poruszająca się wzdłuż urwiska.
- Nie pozwólcie mu uciec! - Po raz drugi ruszyli za nim w pogoń.
Kyuu. Jakieś pomysły?
A co ja encyklopedia wiedzy? Dobra, dobra. Możemy się odwrócić i ich pozabijać, lecz masz za mało czakry, by przeciw wstawić się mojej czakrze. Inne rozwiązanie może wydać się trochę szalone i wymyślone przez jakiegoś czubka, lecz powinno zadziałać. 
To jakie ono jest? 
Skacz! Rzeka cię zabierze i poniesie o wiele szybciej.
- Kyuu. Padłeś na mózg!? - Wydarł się w myślach blondyn.
Mówiłem, że tak to może wyglądać, ale za bardzo to ty wyjścia nie masz.
I niestety muszę się z tobą zgodzić. - Popatrzył podczas biegu w dół. Nie palił się do skoku z takiej wysokości, ale wróg zbliżał się do niego. - Czemu ja to robię!? Kuso! Raz się żyje.
Skoczył. Wpadł do rwącego nurtu, jak strzała. Przeciwnicy ogłupieli na ten widok i nie wiedzieli co począć.
- Co za idiota. Pewnie zginął. Pójdziemy brzegiem. Gdzieś musi wypłynąć jego ciało.
Blondyn wpadł do rzeki na nogi, na jego nieszczęście, uderzył w kamień znajdujący się pod wodą. Ból był nie do zniesienia, jednak musiał utrzymać się na powierzchni. Nie mógł przegapić okazji do wyjścia na brzeg po drugiej stronie.
Upłynęło kilka godzin, zanim znalazł przerwę w ścianie przez którą mógł wydostać się na suchy ląd. Wyczołgał się na brzeg, ciężko oddychał ze zmęczenia jakie nim zawładnęło. Jego organizm był na skraju wytrzymałości. Trząsł się z zimna. Był bardzo wychłodzony, a noga w okolicy kostki spuchła. Jego oczy same się zamknęły, zasnął tak jak leżał.

Obudził się co dziwniejsze w łóżku. Okryty był dość miłym w dotyku kocem, a ubrania leżały obok niego. Podniósł się i oparł o łokcie. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Było wykonane z ciemnego drewna. Jedynie kominek w którym palił się ogień, był zbudowany z kamienia. Dwa metry od źródła ognia znajdował się stół wraz z krzesłami, nie za duży nie za mały. W sam raz dla niewielkiej rodziny. W tym momencie zdał sobie sprawę z tego, że nie wie, gdzie się znajduje i co ważniejsze, u kogo. Szukał ręką swej kabury z bronią. Nie znalazł jej, ale miał zwój. Usłyszał, że ktoś wchodzi do domu. Szybko go odpieczętował i pojawił się kunai. Usiadł na brzegu łóżka, na wstanie nie miał sił, a skręcona kostka nie pomagała. Zobaczył mężczyznę o czarnych jak węgiel włosach trochę dłuższych niż jego, lecz oklapniętych jeszcze bardziej. Przysłaniały mu one lewe oko. Miał na sobie czarny płaszcz, a zza pleców wyłaniała się rękojeść miecza. Wniósł do pokoju mały stosik drewna, zapewne do kominka. Dopiero wtedy ujrzał blondyna. Odłożył je, lecz nie podszedł, tylko zaczął rozmowę.
- Witam. Nareszcie się obudziłeś. Myślałem, że już z tego nie wyjdziesz.
- Kim pan jest? - Zadał pytanie trochę bardziej uspokojony, gdy nie usłyszał żadnego wrogiego tonu głosu i złych emocji. Sam się troszeczkę zdziwił wyciągając takie wnioski.
- A tak, racja. Nie przedstawiłem się. Nazywam się Yoshito, a to mój dom. Znalazłem cię na plaży, kilka kilometrów od tego miejsca wpół żywego, zimnego jak sopel lodu.
- W takim razie dziękuje panu za ratunek. Żebyś mógł mi zaufać to chyba także powinienem się przedstawić. Jestem Naruto i pochodzę z Wioski Liścia.
- Domyśliłem się. Miałeś grawerunek na ochraniaczu.
- Racja. Mam pytanie. Ile dni byłem nieprzytomny?
- Jakieś dwa tygodnie. - Na twarzy blondyna pojawiło się nie dowierzanie. - Nie dziw się tak. Prawie zapadłeś na hipotermię. Gorączka dopiero wczoraj ustąpiła. Przez ten czas trząsłeś się, krzyczałeś i wymachiwałeś ręką. Miałeś koszmary?
- W sumie, miewam je co noc. Nic wielkiego.
- Skoro tak uważasz. Dobrze. Naruutoo? - Blondyn kiwnął głową na znak zgody. - Możesz się czuć jak u siebie w domu do czasu całkowitego wyzdrowienia, a to będzie twój pokój.
- A gdzie jest reszta mojej broni? - Blondyn zadał to pytanie, chowając z powrotem do zwoju kunai.
- Szczerze to nie wiem. Moja córka, gdzieś ją położyła. Jak wróci to ci ją oddam. Chyba obędziesz się bez swoich zabawek przez kilka godzin?
- Oczywiście. Pytałem, gdyż mają one dla mnie także wielkie znaczenie sentymentalne.
- Rozumiem. Takie jakby pamiątki rodzinne lub klanowe?
- Coś w tym stylu.
- Spokojnie. Odzyskasz je wkrótce, a teraz wypoczywaj.
- Nie mogę. Muszę przekazać coś bardzo ważnego, lecz nie muszę się ruszać z tego miejsca.
- Rób, jak uważasz. - W tym momencie mężczyzna usłyszał odgłos, jakby pochodził z wnętrza otchłani Hadesu.
- Yyyy. - Naruto podrapał się w tył głowy z uśmiechem na ustach. - Chyba troszeczkę zgłodniałem.
- Hahahaha. W takim razie zapraszam cię na kolację, ale dopiero za parę godzin. Nie zdążyłem nic wcześniej przygotować. Zapomniałbym. Może ci się to przydać. - Postawił obok niego prowizoryczną kule wykonaną z drewna i odszedł w kierunku innego pomieszczenia, pozostawiając swego gościa samemu sobie.
Naruto powoli dźwignął się z łóżka. Założył czarną koszulkę i swoje wysłużone obuwie shinobi. Chwycił za kulę i postanowił wyjść na świeże powietrze. Zabrał ze sobą zwoje, by w końcu wykonać powierzone mu zadanie. Będąc na zewnątrz, usiadł na powalonym pniu drzewa. Odpieczętował zwoje i napisał list, zawierający polecenia. Przywiązał go do zwoju zawierającego ważne informacje i chwycił dwoma rękoma. Przed nim znajdował się kunai. Nie umiał wykonywać tego jutsu na tak wysokim poziomie co ojciec i dlatego potrzebował do przesyłania przedmiotów gotowej pieczęci. Skupił czakrę w rękach i szybkim ruchem przystawił do broni, tym samym zwój zniknął w mgnieniu oka.
- Mam nadzieje, że dotrze tam gdzie powinien.

W pokoju pewnej trzynastolatki, pojawił się zwój wraz z charakterystycznym żółtym błyskiem. Przestraszona tym nieoczekiwanym zdarzeniem, podskoczyła i cicho krzyknęła. Wzięła do ręki i poczęła czytać. Pierwsze zdanie zadecydowało o tym, że nie zastanawiając się, pobiegła do biura Piątej. Nawet nie odpowiedziała na przywitanie przyjaciół. Wtargnęła do pokoju jak strzała, nie zachowując zasad etykiety.
- Sakura! Chyba wiesz, że najpierw się puka w tym budynku, potem wchodzi.
- Przepraszam. Dostałam ważną wiadomość dla pani, było to razem z tym. - Pokazała zawartość swojej ręki.
- Pokaż to szybko. Skąd to wzięłaś?
- Naruto pozostawił jeden z kunaii, by móc się ze mną kontaktować. - Ewidentnie się zarumieniła co Tsunade zauważyła prawie od razu.
- Czyli to od Naruto. Czego on chce? Przeczytam na głos. ,, Pilne! Dla Piątej Hokage, Tsunade bacham. Melduje, że misja została zakończona sukcesem, a jej cel jest w tym oto zwoju. Nie było zbyt łatwo, ale poradziliśmy sobie, lecz nadal mamy małe problemy. Jednak nie są one takie niepokojące. By otworzyć i dostać się do zawartości, musi pani skumulować swoją czakrę w dłoni i przenieść ją na pieczęć. Jest to specjalne zabezpieczenie, które dałem, gdyby wiadomość wraz z zawartością nie dotarły do odpowiedniej osoby. Reaguje ona jedynie na czakrę pani oraz Sakury. W przeciwnym wypadku, wróciłaby ona z powrotem, pozostawiając po sobie wybuchową karteczkę. Jeśli przez przypadek zniszczyłem komuś dom to bardzo przepraszam. Po usunięciu pieczęci, ukaże się cały stos papierów, więc radziłbym przyszykować sobie miejsce. To wszystko ode mnie dla czcigodnej. Teraz jakby można było prosić, by pani oddała kartkę Sakurze. Reszta zapisu jest przeznaczone tylko i wyłącznie dla niej. Zatem..."
- O jaką misją mu chodziło?
- Wysłałam ją Jiraiyi. Byłam pewna, że zaangażuje w to także tego blondyna i podszkoli go. Była to misja rangi S.
- I wysłała pani ją im? A jakby się coś nie powiodło?
- Spokojnie moja droga. Jiraiya jest profesjonalistą, choć na takiego nie wygląda. Z pięciuset misji szpiegowskich, został wykryty tylko parę razy. Dostawał się w takie rejony, gdzie kto inny nawet by nie mógł spojrzeć. Najlepszy informator naszej wioski, a w dodatku największy ze zbo... - Zdążyła się ugryźć w język.
- Zbo... co? - Drążyła temat niczego nie świadoma różowo włosa.
- Nie ważne. Po prostu ma pewne zbyt duże zainteresowania i niestety, nie kryje się z tym nic a nic, ale one nie są ważne. Proszę, reszta jest dla ciebie.
- Dziękuje.
- Nie to ja dziękuję za przyniesienie mi tego. Idź już, muszę to otworzyć. - Jej uczennica wyszła i zamknęła za sobą drzwi. Piąta wzięła w dłoń zwój i skumulowała w nim czakrę. Nie potrzebowała jej zbyt dużo. Pieczęć zniknęła, a zawartość pojawiła się na biurku i podłodze, prawie przysypując Hokage.
- Ten człowiek jest nie poważny! Prosiłam go o jeden ważny dokument, a z tego co widzę to są tu nawet faktury zakupów tego urzędnika! Shizune!!! Zawołaj tu całą dróżynę, by mi z tym pomogła!!!
- Hai! Już biegnę! - Odkrzyknęła i wybiegła z gabinetu.
- Ale czemu to Naruto przysłał tą wiadomość? W dodatku, to on ją napisał. Ciekawe. Może coś się stało? Nieee. - Zastanowiła się prze chwilę, po czym pulsująca żyła wyskoczyła jej na czole. -  W takim razie ten zboczeniec znowu gdzieś polazł i zrzucił odpowiedzialność na kogoś innego!!! Oj nie Jiraiya. Następną misje dostaniesz tam, gdzie prędzej znajdziesz łosia, a niżeli kobietę. Akurat mam taką na stanie.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess
Twarz Yoshito ukarzę się niebawem, gdyż mam tylko lekki jej szkic, który umieszczę za dzień lub dwa. Jednak nadal będę do niej szukał fanarta, bo powiedzmy sobie szczerze. Nie mam talentu do szkicowania ;).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz