niedziela, 29 lipca 2018

C.B. - Więzi

Witam drogich czytelników. Publikuję ten wpis kilka godzin wcześniej, gdyż nie będę miał czasu wieczorem by to zrobić.
Tu chciałbym dać link do piosenki, która moim zdanie troszeczkę pasuje do tego tematu. Najlepiej słuchać po przeczytaniu, bo bit porządny ^^. Zapraszam do czytania i słuchania :).
https://m.youtube.com/watch?v=1mjlM_RnsVE
~~~~~~~~~~~~~~~~
- Ile już tu jestem? - Ledwo wymamrotał blondyn.
Dopiero dwa dni. Musisz wytrwać. Nie ma teraz odwrotu.
- Co to było!? - Odwrócił się za siebie. Widział tylko ciemność i to nawet z oczami Kyuubiego.
Nie skupiaj się na rzeczach które widzisz, słyszysz, a nawet czujesz! Idź do przodu albo zostaniesz tu na wieki!
- Staram się. Ale to coś próbuje mnie zawrócić. Aaaaaaaaa! Moja noga! Coś mnie uderzyło!
Nie zatrzymuj się! Słyszysz mnie!? Naruto!!
- Iść. Nie mogę. Jestem zmęczony.
Nie zasypiaj! Młody!!
- Tylko na chwilę zamknę oczy. - Począł się kłaść na ziemi, jeśli można by nazwać to podłoże bez dna ziemią.
Kuso!! Myśl ty głupi lisie!! Myśl!! Myśl!!!
Łaził w swojej klatce. Nagle zatrzymał się i naparł na nią swoją czakrą z taką potęgą, że ta zatrzeszczała. Część z niej udało się przedostać do leżącego w wodzie blondyna. Bez jego świadomości i poluzowania przez niego pieczęci, wysłanie mu czakry było bardzo trudne. Ta otoczyła go i zaczęła wirować wokół z niebywałą prędkością.
Jeśli się nie podniesiesz, teraz to znaczy że jesteś tchórzem!!!
- Zamknij się! - O to chodziło lisowi. Rozbudzić go za wszelką cenę.
Pokaż że masz jaja i przejdź do samego końca!!! - Wstał. Chybotał się na nogach, ale trzymał solidnie pion. Zaczął iść do przodu. Jego oczy zmieniły się, jednak nie przybrały barwy czerwonej. Źrenice zamieniły się w cienkie, pionowe kreski. Nie był to także tryb mędrca.
Co do!? Co ci się stało!?
- Czuję się o niebo lepiej. - Ostatnie słowo prawie zamienił w warknięcie.
No to mamy. Stało się to samo co z tamtym gościem. Czym to jest spowodowane? Ta jaskinia jest dziwna i zbyt tajemnicza. Czemu nie mogę dostrzec co on widzi!? Szlak! Teraz to nie jest ważne. Muszę utrzymać go w jak najbardziej normalnym stanie nim wrócimy. Naruto!!!

Cztery miesiące później. Konoha budziła się do życia. W starej budce siedziało, jak zwykle dwóch, dobrze wszystkim znanym, chuuninów. Jeden z nich nie wyglądał zbyt dobrze. Uderzył głową o biurko.
- Kotetsu!? Co ci jest!?
- Nie dobrze mi. Błł. - Zakrył usta ręką.
- Mówiłem byś nie jadł tego świństwa, ale ty jak zwykle swoje. Teraz masz skutki. - Odwrócił się w stronę przyjaciela i teraz dostrzegł, że ktoś zbliża się do wioski. Miał na sobie biały płaszcz z niebieskimi wstawkami przedstawiającymi ogień, a ogromny kaptur nałożony na głowę zasłaniał znaczną część twarzy.
- Kim jesteś? I co cię sprowadza do Konohy?
- Nie twój interes. - Odpowiedział zamaskowany mężczyzna, głosem pełnym gniewu i tak jakby ochrypłym, bądź specjalnie zmienionym. Poszedł dalej ignorując strażników.
- Stój!! - To jedyne co zdążył powiedzieć. Tajemniczy mężczyzna z niebywałą prędkością znalazł się za jego plecami i jednym, niemocnym uderzeniem pozbawił przytomności. To samo uczynił z drugim, który dopiero teraz zorientował się co się zdarzyło.
- Pośpijcie. Dobrze wam to zrobi. - Przybysz znowu skierował swoje kroki, tylko sobie w dobrze znanym kierunku.
Po kilkunastu minutach znalazł się przy budynku administracyjnym. Trzymał w ręku kunai i powoli szedł w stronę drzwi.
Szlak! Młody do cholery!! Co ty zamierzasz zrobić!?!?
- Zamknij się!!! - Wykrzyczał to na środku ulicy. Nie zważał na to że tym samym  zwrócił na siebie uwagę, nieopodal stojących shinobi. Ci zauważywszy, że trzyma broń, wyciągnęli swoją i trójką otoczyli go.
- Czego próbujesz tu dokonać!? Po co ci ten wyciągnięty kunai!? - Wykrzyczał jonin o białych oczach.
- Po to! - W zastraszająco szybkim tempie podbiegł do osoby zadającej pytanie z wyciągniętą bronią przed sobą. Jednak jego ręka została zbita z tory przez kompana Nejiego, który nosił zielony, obcisły strój, a na nim kamizelkę chuunina.
Zamaskowany mężczyzna odskoczył w tył na parę metrów. Tym razem wyciągnął piękną katanę i zjawił się znowu przy nic niespodziewających się ninja. Już miał przeciąć jednego, gdy pojawiła się biała chmura dymu, a z niej wyskoczyło dziwne zwierzę, przy okazji odpychając shinobi swoim ogonem.
Neji, Lee i Ten Ten, po opadnięciu dymu, zobaczyli jak półtora metrowy lis, który posiadał aż dziewięć ogonów, trzymał swymi kłami za rękę w której był miecz. Po chwili powalił go i przytrzymywał ogonami. Co dziwniejsze, odezwał się co kompletnie zmieszało trójkę przyjaciół.
- Młody!!! Przestań natychmiast!!! Co do kurwy ci się stało!?!? - Wykrzyczał to na całą ulicę. Osobnik jednak nic nie odpowiedział. Tylko sobie znanym sposobem, wyrwał jedną dłoń z uścisku i uderzył nią lisa. Ten upadł na ziemię obok, a przez ten czas przybysz zaczął uciekać.
- Nie uciekniesz mi!!! Wracaj!!! - Poderwał się na łapy i zaczął biec za nim.
- Co tu się stało? - Zapytała się Ten Ten.
- Nie wiem, ale trzeba to zgłosić Hokage. Lee podążaj za nim, a my jej o wszystkim powiemy. Tylko nie wdawaj się w walkę. Jest zbyt szybki.
- Hai! - Pobiegł w ślad za przybyszem.

Tym czasem w biurze Hokage.
- Tsunade, a może jednak skusisz się na drinka, by powspominać stare dobre czasy?
- Kusząca oferta. Nie powiem. Jednak mam tu tonę papierkowej roboty, a nikt inny tego nie zrobi. - Zasmuciła się obserwując cały stos dokumentów.
- Hhhh. Jak zwykle. No cóż. To ja się będę zbierał. - Już miał pociągnąć za klamkę, gdy drzwi się otworzyły i z wielkim impetem posłały go na ścianę.
- Hokage-sama!! - Wbiegł Neji nie pukając.
- Nie wierz że się tak nie wchodzi!? Najpierw się puka, a następnie wywarza drzwi. - Była poddenerwowana. - Ale musisz mieć ważny powód, skoro tego nie zrobiłeś. Słucham.
- W naszej wiosce grasuje zamaskowany, agresywny shinobi. O mało mnie nie zabił.
- Co!? - Powiedzieli obydwoje sannini.
- Najdziwniejsze jest to, że gdy miał mnie już przeciąć kataną, wyskoczył z białej chmury jakiś lis i mnie obronił, a następnie pobiegł w ślad za tym mężczyzną.
- O czym ty mówisz? - Hokage jakoś nie mogła pozbierać informacji do kupy.
- Tsunade. Nie zwołuj alarmu! Ja go powstrzymam. Chyba wiem kto to. - Następnie zwrócił się do świeżo upieczonego jonina. - Jak wyglądał ten lis!?
- Miał może z półtora metra w kłębie, sierść podchodząca pod rudy i czerwony oraz parę ogonów.
- Kuso! Jednak przyślij mi wsparcie! A ty idziesz ze mną! Masz go odnaleźć!
- Jiraiya! O kim ty mówisz!? - Nadal nie wyszła z letargu.
- Naruto. - Popatrzył się w jej stronę i wybiegł razem z Nejim w poszukiwaniu swego ucznia.

- Naruto! Otrząśnij się! Albo będę zmuszony do użycia siły! - Jakby to nie było brutalne zatrzymanie blondyna w jednym miejscu. Krajobraz się zmienił. Liczne kratery, powalone drzewa, to wszystko wskazywało na dość zażartą walkę. Na szczęście znaleźli się poza murami wioski.
Namikaze nic nie odpowiedział i ruszył z kataną na lisa. Ten z gracją unikał wszystkich cięć wymierzonych w jego łeb oraz łapy i ogony. Po nie udanym ataku. Czakra zaczęła z niego wyciekać, lecz nie utworzyła zbroi. Powstała dwu ogoniasta forma, która upuściła broń na ziemię.
- To są chyba żarty. Mam walczyć z własną czakrą!? Do czego to doszło! Ale. Skoro tak trzeba, to nie będę cię oszczędzał. - Zaczął kumulować swoją energię. Jego pazury wydłużyły się, a na licznych ogonach utworzyła ona ostrza z czakry. - To do dzieła.
Walka rozgorzała na nowo. Obydwoje zadawali sobie liczne rany, które się zasklepiały. Kyuubi próbował prawie wszystkiego, lecz nie skutkowało. Naruto świetnie walczył w tej formie, na dodatek stosował kumite lisiej furii. Nawet dziewięć ogonów w połączonym ataku z łapą z czakry nie dosięgły go. Pojawił się czwarty ogon. Ciało blondyna zaczęło się rozpadać i intensywnie krwawić. Po przeistoczeniu się, wytworzył małe kulki czakry dwóch rodzajów.
- Czyli nie mam wyjścia. - Zamknął oczy, by po chwili znowu je otworzyć. Nie znał tego blondyna. - To rozstrzygnie wszystko!
Otworzył paszczę. U obu zaczęła powstawać bardzo gęsta, fioletowa kula stworzona z czakry. Wiatr przybrał na silę. Teraz miało się wszystko zadecydować. Naruto połknął kulę i wypuścił ją z ogromną energią w stronę Kuramy. Lis także wypuścił swoją.
- Bijūdama!!! - Wykrzyknął lis. Obie kule zderzyły się i eksplodowały.

- Gdzie on jest!? - Zapytał Jiraiya.
- Nie widzę go.
Nagle fala uderzeniowa przemknęła przez wioskę tak jakby wyrosła z podziemi. Następnie usłyszeli odgłos eksplozji.
- Co tam się dzieje!?!? - Białowłosy skierował się w stronę wielkiej chmury pyłu i dymu.
Gdy tam dotarł dosłownie zaparło mu dech. Krajobraz jak po wysadzeniu zbrojowni z samymi notkami wybuchowymi. Na środku ogromny krater po wcześniejszej eksplozji. Dobiegł na sam jej kraniec. Na dole ujrzał dwie leżące sylwetki. Jedna z nich zaczęła się podnosić. Był to lis, który słaniał się na łapach i zaczął przemieszczać się w kierunku blondyna. Jiraiya zaskoczył i zaczął zsuwać się po ścianie.
- Nie dotykaj go! - Wykrzyczał. Kurama tylko na niego popatrzył i wziął blondyna swymi ogonami. Białowłosy wiedział, że nie zdąży, lecz co go zdziwiło to to, że lis położył go na swoich plecach i zaczął iść w stronę wioski.
- Spokojnie szczeniaku. Nie zamierzam go krzywdzić. W sumie powinieneś mi dziękować za to, że nie pozabijał ludzi i nie zniszczył wioski.
- Co mu się stało!? Czemu się tak zachowuje!?
- Lepiej ruszmy tyłki i zanieśmy go do szpitala. Doniosę go do bramy. Nie każdy musi wiedzieć, że mogę wychodzić. A odpowiadając na twoje pytanie. To odpowiedź jest dość skomplikowana i sam chciałbym się jej dowiedzieć. Już kilka dni temu zachowywał się podejrzanie.
- Jak to?
- W trakcie przechodzenia przez tunel. Upadł i prawie zasnął. Zdążyłem go otrzeźwić, lecz się zmienił. Nie mam zielonego pojęcia co mu jest. Wyczuwam coś, lecz nie wiem jak to określić. Sam tego czegoś nie widzę. Jednak jeśli ma to jakąś postać, to on sam musi to zwalczyć. Jeśli mi nie wierzysz to spójrz na jego oczy. Zmieniły się. Zaropiały, a źrenice się nie zmieniają.
- Czyli to nie twoja sprawka? - Lis spojrzał na niego znacząco. - W takim razie trzeba będzie go pilnować.
- Odkryłeś Amerykę. Brawo. Ja go przypilnuję. Pojawię się w sali, gdzie będzie leżał. Jeśli zacznie szaleć, trzeba go powstrzymać, a nieliczni mogą się z nim mierzyć. Sam miałem niezły problem. A to zapewne cię zainteresuje. - Dotknął go jednym z ogonów i przesłał obraz. - To była moja forma. To coś reaguje z drugą stroną mojej czakry i nie umiem temu zaradzić.
Lis jak powiedział tak zrobił. Zaniósł go do bramy, a następnie zniknął.
- Neji. Masz nic nikomu nie mówić, że go widziałeś. Czy to jasne?
- Hai.
- Ludzie popadli by w niezłą panikę gdyby się dowiedzieli. - Wziął ciało blondyna i skierował się w stronę szpitala. Tam czekała na niego Tsunade.
- Co się do cholery dzieje!?
- Nie wiem. A teraz zamknij drzwi. - Jak powiedział tak zrobiła. - Dźwiękochłonne?
- Tak, a co?
- Bo mógłby go ktoś zobaczyć, bądź usłyszeć.
- Kogo? - W chmurze białego dymu pojawił się lis.
- Mnie. Buu. Hehe.
- Niemożliwe. - Stanęła pod ścianą.
- Zapewniam, że jestem całkowicie prawdziwy, a teraz przypnijcie go wszystkim czym możecie. Trzeba go utrzymać w ryzach. Może uda wam się ustalić co mu dolega.
- Co? A tak. Przeprowadzimy wszystkie możliwe badania jakie znamy. Jednak wyjaśnij mi. W jaki sposób wychodzisz, a pieczęć jest cała!? - Odkąd tylko usłyszała o incydencie, zastanawiała się nad tym pytaniem.
- Zobacz jego rękę. Umieścił na niej specjalną pieczęć, bym mógł mu pomóc.
- W czym?
- Yhhh. Nie obejdzie się bez wyjaśnień, jednak przez ten czas rób mu badania. Otóż...
Zaczął opowiadać o całym treningu blondyna i zajściu w jaskini. Opisał wszystko ze szczegółami. Nawet co jadł i jak to smakowało. Dał tego próbkę, która była przy Namikaze. Wskazywało iż nie jest ona w żaden sposób szkodliwa, a raczej ma właściwości lecznicze. Cała trójka spędziła tam czas do wieczora. Piąta słuchała wszystkiego. Próbowała z tych informacji wyciągnąć ważne szczegóły, które mogłyby w jakiś sposób pomóc ustalić co się dzieje z blondynem. Po wykonaniu badań, trzeba było czekać na wyniki. Piąta udała się do biblioteki, a Jiraiya się ulotnił. Był pewien wiarygodności lisa.
Mijały tak dnie i noce. Większość jego przyjaciół próbowała wejść do niego, lecz nie mogli. Drzwi otwierały się tylko na dwa typy czakry. Żadnego okna, czy czegoś innego, by móc zajrzeć. Musiał wystarczać im słuch. Co dzień po kilkanaście razy, blondyn próbował się uwolnić i cierpiał katusze. Dostał straszliwej gorączki sięgającej aż czterdziestu dwóch stopni, a leki nie działały. Matka spędzała całe doby przy drzwiach. Nie płakała, gdyż nie miała już czym. Prawie nie spała, nie jadła i nie piła. Słyszała tylko jego krzyki dobiegające zza zamkniętego pokoju, co napawało ją lękiem o zdrowie i życie syna. Kolejne dni i nie widać było poprawy. Badania też niczego nie wykazały. Tsunade przewertowała kilkadziesiąt książek i nic nie znalazła, przez co w gniewie zniszczyła kilka stołów i krzeseł.
Jedno popołudnie jednak będzie zapamiętane. Nie wiedzieć czemu, serce Naruto stanęło.
- Jiraiya! Uciskaj!!! Nie poddawaj się!! Naruto!!!! - Wlewała w niego niebotyczne ilości leczniczej czakry. Jej ręce zniknęły za zieloną poświatą. - Nie! Nie! NIE!! NIEEE!!!
Nie było już zamkniętych drzwi. Wszyscy biegiem wbili się, lecz tam była ich druga para, jednak teraz mogli wszystko obserwować przez grubą szybę. Na ten widok, dziewczyny zaczęły płakać, Kushina musiała usiąść na podłodze. Nie mogła tego ścierpieć. Jej świat zawalił się właśnie w tej chwili, gdy ujrzała martwe ciało syna. Wszyscy spuścili głowę, gdy Tsunade skończyła się czakra. Cały czas stała w tej samej pozycji. Nawet Jiraiya skończył. Zrozumiał że to bezsensu, że nie da się go odratować. Teraz ganił siebie, że go puścił do tej krainy, że nie poszedł razem z nim.
Kyuubi dotąd nie zauważony przez innych, stał w rogu. Spojrzał na blondyna tymi swymi demonicznymi oczami. Nie zważając już dłużej na to, że ktoś go zobaczy. Ruszył się i podszedł do łóżka. Zaczął kumulować czakrę. Powietrze strasznie zgęstniało. Rozkazał żeby wszyscy wyszli z tego pomieszczenia. Jiraiya wyprowadził załamaną Tsunade i zamknął drzwi.
Wszyscy mieli wielkie oczy, gdy ujrzeli dziewięcioogoniastego lisa. W pokoju zaczęło mrużyć światło. Całe towarzystwo wyczuło potęgę jaka tam zaistniała. Na ścianach i podłodze zaczął pojawiać się ogień, który jednak się nie rozprzestrzeniał. Utworzył on jakieś dziwne symbole, nikomu nie znane. Kyuubi cały czas zbierając czakrę zaczął w ogromnym tempie układać pieczęcie. Różniły się od tych wszystkim dobrze znanych. Wypowiadał także niezrozumiałe słowa, najprawdopodobniej w wymarłym języku. Jego ogony znalazły się nad ciałem jinhuuriki. Powoli zaczęły unosić się w górę, a ciało razem z nimi, podtrzymywane przez czakrę. Zaczęła zmieniać swój kolor na złoty i kumulować się przy jego ciele. Po wykonaniu ostatniej pieczęci ogniste znaki zaczęły zbliżać się do ciała. Powstał przy tym złoty płomień, który jak na rozkaz wbił się w blondyna.
Wszystko ucichło, a cała czakra zniknęła. Po zaledwie kilku sekundach aparatura szpitalna wykazała, że serce Namikaze zaczęło z powrotem bić. Powoli otworzył swe lazurowe oczy. Pierwsze co zobaczył to swego demona.
- Co się stało? Gdzie, ja jestem? - Wymamrotał pod nosem.
- W szpitalu, ty bezmyślny idioto. Gdyby nie ja! To byś dalej wąchał kwiatki od spodu!! - Wydarł się lis.
- O co ci chodzi!? To wy mnie na to namówiliście! - Ożywił się blondyn.
- Ja!?!? Nie no. Jeszcze ma czelność mówić, że to ja do tego doprowadziłem! Nie potrzebnie się tak natrudziłem! Mogłem ci pozwolić zdechnąć.
- Znowu wygrałem. - Uśmiechnął się blondyn.
- Nieeeee. Teraz to ty licz się, że nie szybko uśniesz! Szykuj się na zemstę! Oj wymyśle takie coś, że wrócisz na to zakichane łóżko! - Upadł na ziemię. - Za dużo czakry uwolniłem bez twojej zgody. Zrób coś na przyszłość z tym, bo mnie wykończysz.
- Jak wyjdę.
Wszyscy przyglądali się tej scenie. Oczy prawie wypadły im z orbit, gdy to zobaczyli. To że demon, który prawie osiemnaście lat temu zniszczył połowę wioski i pozabijał niezliczoną ilość shinobi, ocalił życie jednego z nich, a teraz kłócił się jak zwyczajny człowiek, prawie, warkot dawał mu jednak dużo z lisa. Oczywiście Kushina widząc że wszystko skończyło się jak się skończyło. Jak każda matka by postąpiła. Wyważyła zamknięte drzwi i wparowała do pomieszczenia, by być z synem. Prawie go udusiła, tak mocno go ścisnęła. Po drodze nadepnęła na ogon Kyuubiego, który ledwo powstrzymał się od oddania jej.
- O nie! To wraca! Yghh. - Zaczął wić się na łóżku. - Nie mo-gę tego pow-strzymać! Pomóż!
- Kuso! - Wypowiedział lis i wrócił do wnętrza swego jinhuuriki.
Teraz widział to dobrze. Coś krążyło nad duchem Namikaze i wysysało go. Nie miało ciała. Wyglądało jak chmura, czarna chmura zbudowana z jakiejś nieznanej substancji.
Naruto!! Wypuść mnie! W innym wypadku znowu całe zdarzenie się powtórzy!
Usłuchał swego demona. Przyłożył ledwo rękę do brzucha na którym znajdowała się pieczęć i przekręcił ją. Klatka zaczęła się otwierać. A Kyuubi w szale zaczął wykonywać bijudamę.
- Czym ty do diabła jesteś!? - Spytał tuż przed otwarciem bramy.
Nie słysząc odpowiedzi, strzelił bombą ogoniastej bestii wprost w to monstrum. Trafił. Chciał to złapać, ale zaczęło uciekać. Blondynowi nic się nie stało. Szczelnie przykryła go krwiście czerwona czakra, działająca jak bunkier.
- Szlak! Zamknij klatkę, gdy znajdę się w niej z powrotem! Trzeba to złapać, a wyjść teraz nie mogę, bo cię zabije! - Namikaze posłusznie wykonał polecenie. - Idziesz ze mną! Zaniosę cię za tym! Ja nie umiem pieczętować.
Na zewnątrz zrobiło się nie ciekawie. Wszyscy wstrzymali oddech, czekając na kolejne wydarzenia, gdyż chłopak przestał się poruszać. Z jego ust zaczęło wychodzić coś przypominającego smołę. Rozpuściło ścianę i poleciało. Po chwili pojawił się Kyuubi, a Naruto odzyskał przytomność. Wstał, ale nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Kyuu wziął posadził go na grzbiet.
- W którą stronę to się przemieściło!?!? - Zapytał.
- W tamtą. - Powiedział Neji z uaktywnionym byakuuganem.
- Trzymaj się młody! Będzie trochę trzęsło! - Wyskoczył przez wcześniej zrobioną dziurę i pobiegł za tym czymś.
- Wiesz co to jest!? - Spytał Namikaze.
- Za cholerę. Czułem to w tobie, lecz nic nie dostrzegłem. Tak jak wtedy w jaskini. Dopiero po ceremonii to ujrzałem. Jednak inni też to teraz widzieli. Nic z tego nie rozumiem.
- Ja tak samo.
- Masz może jakąś silną technikę pieczętującą? Najlepiej taką by móc to później wypuścić, ale cały czas trzymać na uwięzi.
- Jest taka. Jednak muszę się skoncentrować. Ścigaj to, lecz nie walcz. Zajmie mi przygotowanie tego z dwie może trzy minuty. Cholernie dużo pieczęci do wykonania.
- To zaczynaj. Ja cię przytrzymam.
Skakał po dachach budynków za dziwną chmurą. Nie przestawał pościgu, chociaż to coś przyspieszyło i zaczęło się oddalać.
- Rusz dupę ty głupi lisie! Przypomnij sobie wcześniejsze lata, gdy takie tempo to był spacerek! Grraaaaa. - Jego wzrok się zmienił. Skupiony był jedynie na celu. Łapy zaczęły wykonywać o wiele szybsze ruchy, prawie nie widoczne dla zwykłego ludzkiego oka. Nie wiedzieć kiedy, wyprzedził to i zatrzymał się na wprost czarnej substancji.
- Młody!? Pośpiesz się! - Już miało to coś na nich wpaść, gdy blondyn jednym ruchem wyciągnął zwój rozwijając go.
- Fuin!!! - Wykrzyczał, a chmura zniknęła w zwoju, który teraz unosił się w powietrzu. Sam się zwinął i wrócił do właściciela. Schował go w kieszeni i padł na grzbiet futrzaka.
- Jestem zmęczony. Nie wiem jak ty, ale ja muszę się przespać. - Zamknął powieki i zasnął. Miał do tego prawo. To wszystko wyczerpało jego zapasy czakry.
- Grrr. Jeszcze muszę go zanieść z powrotem. - Westchnął lis i poczuł coś mokrego na swym grzbiecie. - Naruto!!! Ty idioto! Ślinisz mi sierść!!
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz