Nareszcie skończyłem. Sam nawet czekałem na to ze zniecierpliwieniem, ale za wiele miałem zajęć, by poświęcić wystarczająco dużo czasu. Szczególnie, że szukanie fanartów zajęło mi wczoraj pięć godzin! Jednak odniosłem sukces i je znalazłem ^^, więc wstawię je jutro. Życzę miłego czytania.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Był chłodny wieczór. Słońce co dopiero zniknęło za horyzontem, dając ostanie porcje światła na ten dzień. Naruto był po kolacji, którą spędził ze swoim wybawcą. Okazało się, że Yoshito był wspaniałym kucharzem, a chłopak nigdy nie miał takiej wyżerki. No może poza jego urodzinami, które odbywały się raz do roku.
Siedział na ziemi, oparty o jedno z pobliskich drzew. Nawet nie zauważył, że ktoś do niego podszedł. Miał zamknięte oczy, co mogło sugerować, że śpi, lecz oddechu nie miał miarowego. To wszystko było przyczyną troski o Erosennina, który nie zjawił się w wyznaczonym miejscu, a minęły już ponad dwa tygodnie i zbliżał się trzeci. Mógł być spokojny jednak o jedną rzecz. Przyszła informacja zwrotna o dostarczeniu wiadomości i zwoju. Wysłała ją jego matka, gdyż nikt inny nie znał sekretów tej techniki z jego wioski. Dopiero szturchnięcie nieznajomego zadziałało. Blondyn odwrócił głowę w tym kierunku. Zobaczył obcą sobie dziewczynę, chociaż przypuszczał, że to córka gospodarza tego domu.
Pierwsze co rzucało mu się w oczy to jej niebieskie, długie, rozpięte włosy, które łagodnie opadały po jej plecach i ramionach oraz spojrzenie, było jak głębia oceanu okalającego czarny jak smoła ląd. Miała łagodne rysy twarzy, a uśmiech którym go przywitała, pewnie nie jednego chłopaka by zachwycił i oczarował. Idąc w dół, miała na sobie czarną bluzkę przykrytą fioletową bluzą z długim rękawem. Jej uda okrywała tego samego koloru spódniczka sięgająca do kolan, a na nogach założone obuwie z niewysokim obcasem.
Naruto przyglądał się jej z zaciekawieniem. Nie wiedział po co do niego podeszła i chciał to usłyszeć z jej własnych ust. Był zainteresowany jej reakcją na wypadek jego gwałtownego ruchu, ale odpuścił sobie ten eksperyment. Mógł jeszcze ją wystraszyć i by miał u gospodarza przerąbane, a nie miał się gdzie indziej podziać, więc czekał na jej pierwszy krok.
- Jak się czujesz? - Zapytała trochę przesłodzonym głosem.
- Dzięki wam wyzdrowiałem i nie przeszedłem do krainy wiecznego snu, więc jestem wam bardzo wdzięczny za opiekę. Czuje się dość dobrze, lecz nadal kostka doskwiera. - Spojrzał na owiniętą bandażem nogę i poruszył nią co przysporzyło mu trochę bólu, lecz nie okazał tej słabości.
- To wspaniale. Za kilka dni powinieneś już móc chodzić bez żadnej pomocy. Idziesz do środka? Zrobiło się dosyć chłodno, a ty w samej koszulce.
- Mi jest ciepło. Przyzwyczaiłem się do takich temperatur i oczywiście zaraz przyjdę, tylko chce pobyć jeszcze przez krótki moment sam. Muszę coś przemyśleć. - Skłamał, gdyż nie mógł jej tak otwarcie i wprost powiedzieć, że chce pogadać z mieszkańcem jego duszy.
Gdy odeszła i zamknęła drzwi, zamknął oczy. Pojawiła się przed nim klatka lisa, którego zdziwiła wizyta chłopaka, ale także go ucieszyła.
- Witam. W końcu wielmożny książę się obudził.
- Mnie też miło cię widzieć.
- W takim razie co cię do mnie sprowadza?
- Czy wyczuwasz gdzieś Erosennina?
- Niestety, ale nie. Za to mogę ci powiedzieć, że twój nowy przyjaciel ma niezłe pokłady czakry, jednak ciebie nie biję na głowę. Nie wyczułem w nim ani krzty złych intencji, więc nie musisz się go obawiać.
- Dzięki Kyuu za informacje.
- Zawsze do usług, młody.
Blondyn wstał i wyprostował obolałe plecy, które od ciągłego opierania się o nie, zdrętwiały niemiłosiernie. Wziął swoją kulę i podpierając się o nią, poszedł w stronę domku. Tam już siedziała wcześniej wspomniana dziewczyna spożywająca kolację, która ją ominęła. Przysiadł się do stołu na przeciwko niej.
- Itadakimasu. - Powiedział, jak przystało na dobrze wychowanego człowieka.
- Arighato. - Do stołu przysiadł się także Yoshito.
- Naruto, możesz nam opowiedzieć co się wydarzyło? Chyba nie bez przyczyny znalazłem cię na wpół żywego. - Zadał dość oczywiste pytanie dla blondyna.
- Pierwszej części w sumie nie mogę opowiedzieć, bo jest tajna, ale resztę chyba tak. Byłem na misji z moim sensei. Rozdzieliliśmy się uciekając przed pościgiem wrogich ninja. Musiałem dostarczyć coś bardzo ważnego i dlatego Erosennin ściągną uwagę większości z nich. Przez trzy dni kierowałem się w tą stronę, bez żadnego odpoczynku, tylko w ciągłym biegu. Nad krawędzią doliny, mnie dogonili, lecz nie mogłem na to pozwolić. Czakry nie miałem zbyt wiele, a mięśnie bolały nieubłaganie i dlatego postanowiłem skoczyć. Przez następne kilka godzin walczyłem z rwącą rzeką, aż wreszcie udało mi się ostatkiem sił wyjść na pobliski brzeg. Resztę już znacie.
Dziewczyna patrzyła na niego tak, jakby ją oszukiwał i wymyślił całą tą historię, zaś Yoshito był całkiem zainteresowany. Blondyn mógł przysiąc, że zapamiętał jego każde słowo i teraz analizował.
- A tak na prawdę? - Odezwała się dziewczyna.
- To prawda! Przysięgam na moją rangę i wioskę! - Wstał z miejsca, by udowodnić, że mówi najszczerszą prawdę.
- Ja ci wierzę. - Odparł mężczyzna. - Twój organizm był wyniszczony, a takie skutki są spowodowane przez dwie przyczyny. Pierwszą z nich jest trucizna, lecz pewnie byś już nie żył, więc ta opcja odpada. Drugą jest właśnie nadludzki wysiłek fizyczny.
- Dziękuję. Nie chciałbym także, by was spotkało coś złego, więc gdy tylko moja kostka się wyleczy, opuszczę was. Tamci pewnie nadal mnie szukają.
- Nie ma mowy. Zostaniesz tu do puki twój sensei nie wróci po ciebie. Samemu nie dasz rady.
- Rozumiem, że pan się o mnie obawia, ale to jest moja droga z której nie mogę zboczyć.
- Śmierć nie jest drogą dla nastolatka.
- Wiem i dlatego nie zginę z rąk byle jakich shinobi, ale jeśli pan nie chce mnie mieć na sumieniu. Rozumiem. Zostanę, ale potrzebuję mojej broni, by w razie ataku nas obronić.
- Rozumiem. Nanami, bądź tak miła i przynieś to co mu pochowałaś. - Córka usłuchała go i poszła do swego pokoju na górze. Po minucie wróciła oddają mi cały rynsztunek.
- Arighato. Właśnie. Zapomnieliśmy się przedstawić sobie nawzajem. Jestem Naruro.
- Racja. Przepraszam. Nazywam się Nanami.
- Miło mi poznać. - Uścisnął jej rękę jak przyjaciel.
Usiedli obydwoje z powrotem. Do późna w nocy gadając i śmiejąc się.
Następnego ranka. Nanami obudziła się w swoim łóżku. Zbudził ją hałas dochodzący z dworu. Tak jakby ktoś uderzał czymś o drewno. Spojrzała przez okno. Nie myliła się. Na zewnątrz stał blondyn w samych spodniach i obuwiu bez górnej części garderoby i coś robił z dość grubym pniem. Nic więcej nie zauważyła gdyż gałąź z liśćmi okrywała jej okno. Po krótkim prysznicu i ubraniu się, postanowiła wyjść na zewnątrz i przyjrzeć się dokładnie co wyprawia Naruto.
Stał na przeciwko drzewa ogołoconego już z liści i gałęzi. Co ją zdziwiło to to, że blondyn uderzał w drzewo z taką siłą, że wbił się już na jedną trzecią jego grubości. Dłonie miał zabandażowane, by nie pokaleczyć ich przez wystające z pnia drzazgi.
- Naruto. Co ty wyprawiasz? - Spytała zaciekawiona.
- Trenuje. Nie widać? - Spojrzał na nią nie przestając wykonywać czynności.
- Trochę dziwne to ćwiczenie.
- Wszyscy w wiosce co trenują taijutsu to wykonywali. Pomaga to niwelować ból rąk w prawdziwym starciu oraz przy okazji ćwiczę siłę wykonywania ciosów. Jedno z łatwiejszych ćwiczeń jakie można wykonać. Mogę ci także pokazać co potrafię w prawdziwej walce, lecz czekam na twego ojca, bo on także był tego ciekaw.
- Będziesz szukał kogoś do pojedynkowania się?
- Oczywiście, że nie. Sam na sobie pokażę przy pomocy moich klonów. Ciekawe w jakim stopniu was zaskoczę. Chyba Yoshito-sama wrócił. To mogę zacząć przedstawienie. To nie będzie mi już potrzebne. - Zdjął bandaż z kostki.
- Przecież nadal nie możesz chodzić! Tylko pogorszysz swój stan.
- Droga koleżanko. Nie jestem zwykłym człowiekiem. Pochodzę z klanu Uzumaki, gdzie ludzie żyli grubo ponad sto dwadzieścia lat, a rany, skręcenia i złamania goiły się trzy razy szybciej niż i przeciętnego człowieka. - Lekko podkoloryzuwał, lecz w większości powiedział prawdę. - Na dodatek leczy mnie czakra Kyuu, lecz tego nie mogę powiedzieć.
- Na pewno.
- Nie chcesz to nie wierz. Twój wybór. Lepiej się cofnij. - Wykonała jego polecenie tylko dlatego, że także ojciec ją zawołał. Z wielką chęcią chciał zobaczyć co potrafi ten młodzieniec.
- Kage bunshin no jutsu! - Obok Naruto pojawiło się około dziesięciu klonów. - No dobra chłopaki. Pokażemy na co nas stać! Jednak bez, żadnych zabójczych jutsu! Zaczynajcie.
Klony okrążyły prawdziwego Namikaze i przyszykowały się do ataku wyciągając kunaie. Zaczęła się pokazowa walka. Liczni Naruto natarli na główne ciało. Po wyczerpujących kontrach, blondyn pozbył się trzech klonów samym taijutsu i bronią. Z innymi było już ciężej. Dwa z nich wykonały techniki wodne, które mógł jedynie uniknąć, przy okazji zmoczyło trochę obserwatorów. Rzucił w ich stronę kunaie, które klony z łatwością odbiły, jednak tuż za nimi pojawił się błyskawicznie prawdziwy Naruto i wykończył je dwoma kopniakami robiąc w powietrzu szpagat. Następne imitacje natarły na niego. Chwycił katanę leżącą przez ten czas przy ławce i sparował ich atak. Z bad nich poleciała karteczka wybuchowa, którą ledwo co zdążył zauważyć, a wykonał jedno jutsu z technik wodnych i uwięził trzy klony wraz z wybuchem, który przez powstałe ciśnienie unicestwił je. Na placu boju pozostało trzech blondynów. Jeden natarł jak pozostali, a drugi wykonał rassengana. Oryginał użył przez ten czas techniki, która utworzyła małą trąbę powietrzną i posłała klona do góry na znaczną wysokość. Pozostał ostatni z gotową kulą niebieskiej czakry w prawej dłoni. Prawdziwy także taką zrobił i nie zauważalnie rzucił kunai w powietrze. Gdy brakowało już zaledwie kilku centymetrów do zderzenia, oryginał zniknął w żółtym błysku i znalazł się nad klonem z wymierzonym rassneganem w jego plecy. Pchną techniką z małą siłą. To wystarczyło, by pozostał jako jedyny na placu boju.
Yoshito jedynie się uśmiechał, oparty o jedno z drzew ze skrzyżowanymi rękami na klatce piersiowej. Nanami zaś zamurowało. Nie sądziła, że ktoś coś takiego umie. Nic dziwnego gdyż nigdy nie widziała żadnego shinobi. Naruto zadowolony ze swojego pokazu, podszedł do nich.
- I jak?
- To było wspaniałe! Skąd to wszystko umiesz!?
- Trening, trening i jeszcze raz trening. - Uśmiechnął się blondyn do podekscytowanej dziewczyny.
- Hmm. Nie wydaje mi się, byś pokazał wszystko co potrafisz. Mam rację?
- Oczywiście, że tak. Ta ostatnia technika nie miała być pokazana, ale klon zdecydował inaczej i wyszło jak wyszło. Teraz przepraszam, ale muszę się odświeżyć.
- Tato. Prawda, że był niesamowity?
- Tak. Niesamowity. - Powtórzył za córką, gdyż po głowie chodziła mu pewna myśl od czasu zobaczenia ostatniego jutsu. - Czyżby on był, nie niemożliwe, a może jednak.
- Tato?
- Kochanie. Przynieś mi proszę stary album ze zdjęciami.
- Po co?
- Po prostu to zrób. - Nie rozumiała nagłej zmiany zachowania Yoshito, lecz posłusznie wykonała polecenie.
Spojrzał w zdjęcie. Jeszcze raz się uśmiechnął, lecz tym razem szerzej i pokiwał głową.
- Czemu się uśmiechasz?
- Chyba mi nie uwierzysz. Popatrz. - Podał album i wskazał fotografię. - Jak dwie krople wody.
- Czekaj. Chcesz mi powiedzieć, że jest on synem Czwartego Holage!? - Zaskoczenie wymalowało się na jej twarzy.
- Yhym. Wiedziałem, że widziałem już podobne włosy i oczy, ale dopiero ostatnie jutsu mi podsunęło tę myśl, a teraz jestem pewien w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach pewien, że to on.
- Znał pan mego ojca? - Zapytał blondyn, przez co obydwoje lekko się wystraszyli.
- Bardzo dobrze go znałem. Trenowałem go przez trzy lata. Posługiwał się tą oto kataną. - Wskazał na miecz blondyna. - Naruto, wiesz że nie wolno tak podsłuchiwać?
- Przepraszam, ale czasami słyszę rzeczy, których nawet bym nie chciał.
- Chyba wiem dlaczego. Nawet tu dochodzą plotki i informacje.
- Czyli wie pan o tym.
- Wiem więcej niż ci się zdaje.
- Cicho. Ktoś się zbliża. - Wyciągnął kunai i odwrócił się w tamtym kierunku. Rzucił nim w pobliskie krzaki. Było słychać dźwięk metalu. Ktoś odbił broń.
- Naruto!!! Przestań rzucań kunaiami tu i tam! Jeszcze kogoś niewinnego i bezbronnego trafisz i zabijesz!
- Erosennin! Sunimasen sensei. - Lekko się ukłonił.
- Erosennin? Jiraiya! Nie mówiłeś, że ktoś wymyślił dla ciebie przezwisko, tak bardzo pasujące do twojej osobowości! Hahaha. - Mężczyzna zaczął się śmiać i iść w stronę białowłosego.
- Niestety. Ten oto mój chrześniak, jak i uczeń wymyślił je. W ten sposób psuje moje dobre imię. - Uścisnęli się po roku niewidzenia, a Jiraiya posłał groźne spojrzenie na blondyna.
- Sam na to zapracowałeś. Ale musisz przyznać. Pasuje to do ciebie idealnie!
- Nie mogę się nie zgodzić, ale przynajmniej ty tego nie używaj.
- Nie ma sprawy. To jak? Napijesz się ze mną i powspominamy stare czasy?
- Chętnie. Jestem wykończony. - Poszli w kierunku domu, lecz Jiraiya jeszcze na chwilę się odwrócił. - Naruto! Wysłałeś zwój!?
- Hai. - Dwójka dorosłych zniknęła za drewnianymi drzwiami.
Na zewnątrz został Naruto wraz z Nanami. On zamierzał teraz pójść w stronę małego wodospadu się trochę odświeżyć, a dziewczyna nadal układała w głowie informację, które usłyszała. Nawet nie zauważyła, gdy blondyn zniknął jej z oczu. Nie mając nic do roboty, postanowiła go poszukać i wypytać się o nim trochę więcej.
Szukała go przez dwie pełne godziny, gdyż nie powiedział, gdzie tak na prawdę idzie. Nagle z drzewa zeskoczył pewien chłopak, strasząc ją prawie na śmierć.
- Chcesz żebym padła na zawał!? Co ty w ogóle wyrabiasz Naruto!?
- Przykro mi, ale jestem tylko jego klonem. Nie możesz teraz tam pójść.
- A to niby czemu? - Zrobiła groźną minę.
- Nie mogę ci powiedzieć, chyba że Yoshito-sama pozwoli wyjawić prawdę.
- Czemu wszystko ukrywacie pod grubą warstwą kłamstw?
- Takie nasze życie. - Klon wzruszył ramionami.
- Trudno. Nie będę słuchała twoich zakazów. Idę. - Ruszyła przed siebie.
- Kobiety. Nigdy ich nie zrozumiem. - Pomyślał klon po czym zniknął w chmurze białego dymu.
Tym czasem, młody blondyn stojąc pod wodospadem, przyodziany był w krwistą zbroję stworzoną z czakry, a w jego umyśle trwała dość długa dyskusja.
- To jak? Mam aktywować już piąty ogon?
- Jak czujesz się na siłach, młody. Jeśli ci się to nie uda, to znowu nam stracisz przytomność w dodatku brodząc w wodzie przy wodospadzie. No ma on trzy metry jedynie, ale zawsze jakiś. Ostrzegam! Ja cię nie będę reanimował!
- I dobrze! Nie chciałbym mieć żadnej sierści na twarzy!
- Masz coś do mojego futerka!?
- Tak! Czasami mógłbyś się wykąpać, bo jak stoję pod twoją klatką, to tak jakbym znajdował się przy oborniku!
- A utop się! Nie będę za tobą płakał!
- A co? Od razu schowasz się z obawą o swoje czerwone dupsko, gdyż to ja ryzykuje życiem, a nie ty!?
- Koniec! Właź w piąty ogon i daj mi spokój.
- Taaaaak! Nareszcie wygrałem!
- Co!? Nie!
- Owszem! W końcu to ty nie wytrzymałeś i poddałeś się swoim dążeniem do zakończenia rozmowy.
- To był chwyt poniżej pasa, młody.
- Ty tak robiłeś za każdym razem i zawsze wygrywałeś te przekomarzanki. Jak by to ująć. Uczyłem się od mistrza!
- Odgryzę się następnym razem. A tym czasem ktoś się zbliża.
- Znowu? Chce zostać sam, czy do ludzi to nie dociera? - Zadał już półgłosem pytanie retoryczne.
Zdezaktywował tryb i dopiero po krótkiej chwili doszła do niego wiadomość, kto był tym niechcianym gościem, ale także na czym stoi. Klon dobrze się spisał, lecz i tak nadal nie powstrzymał jej przed wtargnięciem na teren, który miał posłużyć jako poligon doświadczalny dla Namikaze i Kyuubiego. Jedno słowo jeszcze przeszło mu przez myśl ,,kobiety", zanim zobaczył dziewczynę o niebieskich oczach.
- To co tym razem cię do mnie sprowadza?
- Pytania.
- Zatem słucham. Cóż takiego może być warte twojego zachodu w poszukiwaniu mnie?
- Okłamałeś nas.
- Niby w jakim aspekcie? - Zdziwił się blondyn tym zarzutem.
- Nie przedstawiłeś siebie do końca.
- Chyba czegoś tu nie rozumiesz. Jestem shinobi z Wioski Ukrytej w Liściach i obowiązują mnie reguły, których nie znasz. Nie mogę podawać o sobie wszystkich danych chyba że mam na to pozwolenie. Po drugie. Misja po której tak skończyłem była tajna, a i tak powiedziałem za dużo. Nie powinienem nawet mówić, że na którejś byłem i ilu nas ją wykonywało. Po trzecie. Pokazałem wam moje możliwości, co mogło obrócić się przeciwko mnie. To teraz zadaj sobie pytanie. Czy aby na pewno byłem z wami szczery. Moim zdaniem. Tak.
- Ale teraz nie jesteś w swojej wiosce, tylko w naszym domu do którego cię przyjęliśmy. Zaopiekowaliśmy się tobą i wyleczyliśmy. Chyba tym zasłużyliśmy na trochę prawdy?
- Masz całkowitą słuszność, jednak nie masz do końca racji. Nawet po śmierci nie mogę wyjawić wszystkiego co do tej pory wiedziałem, chyba że otrzymam zezwolenie. Nie wiesz jak to czasami rani mnie i bliskie osoby w moim otoczeniu. To ogromne brzemię, które niosę na moich barkach. Jest cięższe w porównaniu do innych ninja. Chciałbym to wyjawić, pozbyć się tego zakazu, lecz nie mogę. Nie traktuje tej ,,rzeczy" jak jakiś balast, który mi narzucono. Czasami cieszę się z tego, że jest ze mną w każdej chwili, nawet tu. Moje życie zawsze było związane z ,,nim" i nie zamierzam tego zmieniać.
- O czym ty mówisz? O kim? - W tej chwili Naruto zorientował się, że powiedział zdecydowanie zbyt dużo.
- Lepiej zapomnij co ci przed chwilą wyjawiłem.
- Czemu!?
- Po prostu to zrób! - Blondyn uniósł się słysząc sprzeciw. Nie zamierzał jednak tego zrobić. Coś rozkazało mu to uczynić. - Wracajmy.
Chwycił za jej rękę. Nie zdążyła zaprotestować i wyrwać się mu. Jakie było jej zdziwienie, jak ujrzała, że znajduje się przed swoim domem. Całkowicie straciła orientację. Tym czasem Naruto został zawołany przez dwójkę mężczyzn. Najwidoczniej mieli mu do przekazania coś ważnego, jednak nie spodziewał się, że będzie to takiego kalibru.
- Naruto. Pozostawiam cię na rok pod opieką Yoshito.
- Coooo!?
Chyba jeszcze nie ogłuchłeś? Pozostajesz tu. Sytuacja się zmieniła i musimy się rozstać. Tsunade przydzieliła mi jakieś ważne zadania, przy których nie mógłbym cię niczego nauczyć. Dlatego to mój dawny przyjaciel zajmie się twoim szkoleniem, na czas mojej nieobecności.
- Czy nasza Hokage upadła na głowę!? Jakim prawem!?
- Jest Hokage.
- No tak, ale...
- Przestań panikować i przyjmij to jak shinobi.
- Oczywiście. Takie przecież jest nasze życie. - Spuścił głowę. W jego głosie było słychać sarkazm i ironię. Stał tak kilka sekund, po czym zniknął.
- Trochę się narobiło. - Stwierdził Yoshito.
- Nie musisz go szukać jeśli długo nie będzie wracał. Posłucha moich słów. Jestem tego pewien. No. Czas ruszać w drogę.
- A co jeśli stanie się to co mówiłeś?
- Wtedy nie ingeruj. Przez kilka minut będzie szalał i nie rozpozna nikogo, następnie cała czakra zniknie i straci przytomność. Kyuubi, bo to o nim jest mowa, powstrzyma go. Nigdy bym nie przypuszczał, że ten lis się zmieni.
- W takim razie żegnaj, przyjacielu.
- Trzymaj się i miej na niego oko.
- Będę miał je oboje.
- Właśnie tak myślałem.
Jiraiya zniknął za linią drzew. Odszedł pozostawiając blondyna pod opieką Yoshito, który nie spodziewał się takiego przebiegu zdarzeń. Zbliżał się okres w którym akurat na dziesięć miesięcy przyjmował dwójkę uczniów. Jednego już miał, który się całkiem dobrze zapowiadał. Teraz musiał udać się do wioski oddalonej o kilkanaście kilometrów i wybrać kolejnego. Miał nadzieję, że znajdzie jakiś talent.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz