niedziela, 29 lipca 2018

C.B. - Niełatwe życie

Na początek chciałbym życzyć naszym wspaniałym dziewczynom wielu listów miłosnych i nie tylko... ^^. Walentynki to czas także, gdy dusze chłopaków wołają o pomstę do nieba. W takich przypadkach mówię. Wytrzymajcie. Nadejdzie czas.
Powiadamiam także, że nie trzeba już podawać adresu e-mail, by móc komentować. Nawet nie trzeba podawać nicku, ale prosiłbym o jego wstawianie, gdyż chciałbym mieć świadomość kogo komentarz teraz czytam :).
Życzę miłych chwil spędzonych na czytaniu i zachęcam do komentowania ^^.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Kilka dni później, cała trójka szykowała się do wędrówki. Parę dni wcześniej Yoshito, był już w wiosce i poinformował chętnych o zapisach. Nastała data zorganizowania mini turnieju, ukazującego możliwości potencjalnych uczniów.
- Nanami, Naruto! Najwyższy czas ruszać w drogę. Nie mamy przecież całego dnia.
- Hai, hai. Już idę w przeciwieństwie do pana córki. Siedzi już w łazience dobre dwie godziny i nadal nie jest gotowa. - Yoshito opadły ręce. Mógł się spodziewać, tego po niej.
- Nanami!! Wychodź już!
- Chwileczkę! - Z budynku dobiegł jej głos.
- W takim tempie nie zdążymy do południa. - Stwierdził czarnowłosy.
- A może poskaczemy po drzewach? Zajęłoby to jedną piątą czasu poświęconego na wędrówkę
- To dobry pomysł, lecz jest mały problem. Moja córka tego nie potrafi.
- Hhhhh. To nie widzę innego rozwiązania. O nareszcie księżniczka wyszła ze swego pałacu. - Powiedział to z kpiącym uśmieszkiem.
- Słyszałam! Jeśli ci nie pasuje możesz iść. Ja cie nie trzymam na uwięzi.
- Jakbym wiedział, gdzie leży wioska, to z miłą chęcią bym to uczynił. Wierz mi.
- Nie przekomarzajcie się. Czas nas nagli.
Wędrowali dość żwawo, gdyż do godziny dwunastej pozostało dwadzieścia minut, a do przejścia siedem kilometrów. Yoshito nagle przystanął i stwierdził.
- Musimy znacznie przyspieszyć.
- Ja już nie mogę. - Wysapała Nanami.
- Wskoczymy na drzewa.
- I mnie zostawicie!?
- Nie. Zabierzemy ze sobą. Na rękach lub na plecach.
- Ojcze, przecież wiesz, że nie możesz dźwigać więcej niż kilka kilogramów.
- To nie ja będę cie niósł. Wyręczysz mnie, Naruto?
- Hmmm. Nie mam najmniejszej ochoty, ale jeśli pan tak prosi.
- Chyba obydwoje powariowaliście! Nie zgodzę się na to!

Słońce wyszło spoza chmur i teraz przebijało się między koronami drzew. Trójka osób przemieszczała się bardzo szybko. Blondyn nie był zachwycony faktem, że miał jak to sam określił ,,zbędny balast" na plecach. Dostał w głowę z zamkniętej pięści, co trochę zaburzyło jego równowagę i o mało nie spadł. By się odwdzięczyć pięknym zagraniem, udał że ją upuścił. Darła się na całe gardło podczas krótkiego lotu, który zakończył się jedynie na strachu. Poskutkowało i przestała wytykać mu wszystko co tylko zdołała wymyślić.
Dotarli na miejsce kilka minut przed południem. Wokół było pełno ludzi, krzątających się po ulicy. Od straganów i sklepów do barów i restauracji. Wioska była zbudowana dla ludzi. Więcej było przyjezdnych kupców niż mieszkańców.
- Dobrze. Tu się rozstaniemy. Macie pieniądze. Kupcie wszystko co potrzebne. Nie będzie nas tu ponad miesiąc i potrzeba nam zapasów.
- Hai. - Odkrzyknęli obydwoje zgodnie, a Yoshito zniknął w tłumie.
- Naruto. Ja będę wybierać i płacić, a ty nosić.
- Chyba śnisz! - Oburzył się takim przebiegiem spraw.
- Ty myślisz, że sama dam radę to wszystko unieść!? - Namikaze westchnął. Myślał, że będzie miał czas wolny i trochę się rozerwie.
Chodzili tak dobrych parę godzin. Od straganu do straganu. Blondyn już raz się wymknął za pomocą podmianki z klonem, lecz coś nie spodobało się niebieskookiej i uderzyła go. W ten sposób jego plan sczezł i musiał z nią się przemieszczać. Co chwila wbijała paznokcia w jego rękę, by upewnić się, że to nie klon tylko oryginał.
- No. To chyba wszystko o co prosił ojciec. Teraz możemy się rozerwać. Teraz pójdziemy do tych straganów. - Wskazała palcem kierunek. Na sam ich widok blondyn nie wytrzymał.
Kyuu. Ratuj. - Uklęknął przed klatką lisa i zaczął błagać. Nie usłyszał żadnej odpowiedzi. Począł aż wrzeszczeć, lecz demon nawet nie podniósł powieki.
- Tak ze mną pogrywasz!? - W ręku utworzył sferę wirującej, niebieskiej czakry i natarł na klatkę wypowiadając jedno słowo. - Rassengan!!!
Kyuubi otworzył oko, czując dziwny wstrząs i spojrzał na swego nosiciela. Widział jak dziko podskakuje i coś do niego mówi. Nic nie słyszał. Dopiero, gdy uświadomił sobie o czym zapomniał wykonał jeden ruch łapą.
Coś chciałeś młody? - Wyciągnął przy tym zapytaniu coś z ucha. Blondyn o mało nie spłonął ze złości.
Nawet ty przeciwko mnie!!! - Opuścił swoją podświadomość, pozostawiając Kyuu trochę zdezorientowanego. Nie zawracając sobie dłużej głowy, wrócił do zajęcia, które uwielbiał, czyli drzemki.
- Naruto! Pomożesz mi wybrać ciuchy? - Przez głowę przeszła mu myśl ,,Kiedy to się skończy?"
- Nie! - Zrobił obrażoną minę odwracając głowę w drugą stronę.
- Czemu!?
- Chcesz zobaczyć ile mój zwój już waży!? Tyle co ty!
- Chcesz mi powiedzieć, że jestem ciężka i gruba!?!? - Wybuchła gniewem.
- Nie to...
- Teraz przegiąłeś. Idziesz ze mną!!! - Złapała go za kołnierz i pociągnęła za niego.
Stracił równowagę i wylądował na ziemi. Nie zważając na to, czy coś mu zrobi, złapała tym razem za nogawkę i ruszyła w stronę wcześniej upatrzonego celu. Blondyn jednak się nie poddawał. Wyciągnął dwa zwykłe kunaie i wbił je w ziemię. Myśląc, że wygrał, przeliczył się. Kunaie pękły na pół.
- Nie!! - Wykrzyczał. - Yoshito-sama! Ratuj!

Kilka godzin później, przy bramie siedział blondyn wraz ze swoją koleżanką. Jego spojrzenie mówiło wszystko ,,Nigdy więcej". Przeczesał ręką swoje blond włosy. Robiły się coraz dłuższe i kłopotliwsze. Szczególnie na bokach i tyle jego głowy, bo przez bluzę którą zazwyczaj nosił, podkręcały się ku górze lub bardziej linii poziomej. Już zdążyła mu to wyjawić Nanami, lecz nie był to za miły sposób, ale zdecydowanie w jej guście. Popatrzył w niebo. Niedługo słońce miało schować się za horyzontem zapowiadając nadchodzącą noc. Dopiero wtedy, zauważył troje ludzi idących w ich stronę. Na czele szedł nie kto inny, jak Yoshito za którym, najwyraźniej podążała dwójka przyszłych uczniów.
- Hej. Jak wam minął dzień dzieciaki? - Odezwał się z zaciekawieniem w głosie, które blondyn od razu wyczuł.
- Wspaniale! - Wykrzyczała niebieskooka.
- Taaa. Nie licząc tych zakupów. - Naruto, nadal udawał obrażonego na jej osobę.
- Aha. To teraz przedstawię moich przyszłych uczniów. Jako jedyni wykazali odpowiednie umiejętności. Po mojej prawej nazywa się Osamu, zaś po lewej Shinohara.
- Miło was poznać. Ja jestem Naruto, a ta wiedźma obok mnie to Nanami. - Prawie zabiła go wzrokiem
- Nam też miło.
Namikaze zmierzył ich wzrokiem. Osamu był chyba jego równolatkiem lub co najwyżej o rok starszy. Miał czarne długie włosy spięte z tyłu brązowe oczy i był ubrany w kimono z mieczem u boku. Myśl o jego przynależności do ważniejszego klanu od razu nasunęła się blondynowi. Drugi także się tak prezentował, lecz wyglądał na szesnaście a nawet siedemnaście wiosen.
Po wszystkich uprzejmościach, ruszyli w drogę powrotną, lecz nie musieli się śpieszyć. Czas nie był teraz ważny. Przez tą potrzebną dla nich godzinę zrobiło się ciemno, jednak księżyc nie dawał o sobie tak łatwo zapomnieć, oświetlając im drogę.
- No. Nareszcie w domu. Naruto pokaż co tam nakupowaliście.
- Może lepiej na zewnątrz. - Powiedział to z lekkim uśmieszkiem.
- Chyba rozumiem aluzje.
Shinobi zagryzł palec i posłał jedną kroplę krwi na zwój rozwinięty przed nim i wykonał pieczęć, jednocześnie szybko odskakując. Cała przestrzeń przed domem zapełniła się zakupami wszelakiej maści. Najwięcej było oczywiście jedzenie, lecz co zwróciło uwagę Yoshito to to, że drugie miejsce zajmowały nowe ciuchy.
Tak podejrzewałem, a tamta mina Naruto tylko mnie w tym potwierdziła. - Pomyślał i uśmiechnął się pod nosem, kręcąc głową. Nanami zmyła się dość szybko, pozostawiając męskie grono samo sobie. Połączyli siły i wnieśli wszystko do domu i poustawiali na swoim miejscu. Przy okazji Yoshito pokazał dwóm nowym lokatorom ich pokoje. Po tak wykańczającym dniu, wszyscy bez zastanowienia poszli spać.

Rok później:
- Sakura!! - Ktoś wypowiedział jej imię.
- Cześć Ino. Coś się stało, że musiałaś podbiec do mnie? - Spojrzała na koleżankę wzrokiem wykazującym zainteresowanie i troskę.
- Nie. - Machnęła ręką. - Po prostu chciałam się ciebie spytać, czy pójdziesz z nami do tej nowo otworzonej knajpy. Choji napalił się i chce tam za wszelką cenę się znaleźć, więc pomyślałam że warto by zebrać się w jakąś większą paczkę i spotkać tak na luzie.
- Z chęcią. Sama nawet chciałam ją zobaczyć. Podobno wystrój jest wspaniały.
- To umówione. Dobra. Lecę zaprosić jeszcze parę osób.
- Czekaj!! O której mam być!?!?
- Tak na dziewiętnastą!! - Wykrzyczała blondynka w biegu.
Zielonooka spojrzała na zegarek. Miała jeszcze dwie godziny, a nauka u Hokage czekała. Nagle zdała sobie z prawe z tego, że jest spóźniona i także ruszyła biegiem wzdłuż ulicy wprost do biura. Po dotarciu, uspokoiła oddech i lekko zapukała. Usłyszała donośne ,,Wejść" i tak samo zrobiła.
- Przepraszam panią, ale coś mnie zatrzymało. - Powiedziała na jednym wdechu.
Teraz tylko czekała na reakcję Piątej, która zazwyczaj za tego typu rzeczy, lubiła ją zrugać. Jednak do czegoś takiego w ogóle nie doszło. Tsunade rozmawiała z jakąś czerwonowłosą kobietą, ubraną w standardowy strój ninja Konohy z włosami spiętymi w kuc.
- O Sakura. Dobrze że jesteś. Podejdź. Wy pewnie się już znacie.
- Dzień dobry Kushina-sama.
- Miło mi cię znowu widzieć Sakuro. Zmieniłaś się od ostatniego czasu na finałach.
- Dzie-Dziękuje. - Odpowiedziała trochę zmieszana.
- Koniec tych uprzejmości. Na czym to ja stanęłam? A tak. Kushino, twoim zadaniem będzie dostarczenie tych kilkunastu zwojów oraz tego stroju do pewnego miasteczka. Pewnie ucieszy cię fakt, że to nie byle kto dla ciebie. - Na twarzy byłej jinhuurki zawitał uśmiech. - Drugą częścią tej misji będzie zebranie bądź kupienie tych oto roślin. Najlepiej z korzeniami. Potrzebne są do badań, a ich hodowla jest bardzo opłacalna dla szpitala. Niestety rosną tylko na tych terenach w Kraju Błyskawic i tylko tam można je spotkać.
- Wybaczy mi Hokage-sama, ale ja kompletnie się nie znam na medycznych roślinach.
- To nic. Pójdzie z tobą Sakura. - Różowo włosa otrząsnęła się z letargu. - Ty chyba już je znasz?
- Tak. - Odpowiedziała spoglądając na listę.
- Postanowione. Wyruszacie jeszcze dziś. - Sakurze trochę mina z pochmurniała.
Obydwie wyszły żegnając się z przywódczynią.

- No Naruto. Opowiadaj jak tam było? Słyszałem, że dość dużo się działo.
- Oprócz dwóch incydentów i szkolenia to nie było nic ciekawego.
- To chyba o jednym nie powiesz zbyt dużo.
- Nie wiem czy wejście w szósty ogon to takie wielkie wydarzenie. - Machnął nonszalancko ręką i się uśmiechnął.
- Gratuluję. W końcu ci się udało.
- Taaa. W końcu ten pchlarz się zamknął. - Wskazał ręką na swój brzuch. - Przez dwa miesiące nie dawał mi życia, mówiąc jakim to jestem beztalenciem. Chyba nerwica pomogła mi opanować ten etap, bo sam bym nie podołał.
- Najważniejsze jest to, że osiągnąłeś cel.
- Może. To wracając do tych innych dwóch wydarzeń. Nastąpiły prawie jeden po drugim. Było to tak:
Wstałem jak normalny człowiek o piątej rano. Słońce dopiero co wyłaniało się zza otaczających dom drzew. Jak na ranek, nawet było ciepło, a chłodny wiaterek pomagał w moim codziennym treningu. Zeszło mi może na niego kilka godzin. Później przyszedł Yoshito-sama i uczył jak posługiwać się kataną. Powiem tak. Zajęcia teoretyczne nie należały do najciekawszych, ale za to wiem jak zadawać ciosy, by przeciwnik padł trupem od jednego z nich. Zdziwiłem się że są nawet w takich miejscach, ale to nie o to chodzi. Następnie odbywały się sparringi, lecz nie pod opieką mistrza. Jeden z uczniów który akurat odpoczywał szukał błędów i takie tam. Yoshito z tego co pamiętam poszedł do miasta. Tak w sumie minął nam dzień. Posiedzieliśmy trochę przy ognisku i gadaliśmy, a że rozmowa nawet całkiem dobrze poszła, to zostaliśmy do północy. I tu zaczyna się akcja, która cię interesuje. Wszyscy poszli spać pozostawiając mnie. Nie kwapiłem się jakoś, więc postanowiłem jeszcze się dogrzać przy ogniu. Zapomniałbym wspomnieć, że to wszystko odbyło się po dziewięciu miesiącach nauki, a trwa to zazwyczaj dziesięć. Tak siedząc i w sumie nic nie robiąc oprócz zastanawiania się nad pewną rzeczą, usłyszałem jakąś kłótnie. Znając Nanami, nie ruszyło mnie to. Lubiła porządzić i powydzierać się na każdego kto jej podpadł. Jednak gdy usłyszałem tłuczenie jakiegoś wazonu i przesuwające się meble oraz jej krzyki. Zerwałem się i pobiegłem do środka. Tam zastałem Osamu, który także zdezorientowany przybiegł w tym samym momencie. Weszliśmy po schodach. Okazało się że krzyki i wyzwiska padające z obu stron dochodziły z jej pokoju. Próbowaliśmy normalnie otworzyć, ale się nie dało. Zmotywowało nas do innego sposobu dopiero określenie ,,sama tego chciałaś dziwko". Reasumując. Grzecznie i kulturalnie pierdolnąłem w metalowe drzwi. Do dziś mnie boli noga. - Jiraiya mu przerwał.
- Mógłbyś okazać trochę kultury i nie przeklinać.
- Gomen. Chciałem tylko wyrazić tu jakoś emocje.
- To następnym razem inaczej.
- Jak się tam już wbiliśmy to ujrzeliśmy coś, czego nie powinniśmy.
~ Osamu weź szybko ją czymś zakryj, a ja tym czasem trochę tu kogoś uszkodzę. - Blondyn wyciągnął miecz.
~ O co ci chodzi!? Wiem że wy także tego chcecie!
~ Lepiej się już nie odzywaj. - Odrzekł Osamu.
~ Ostatnie życzenie?
~ Tak. Zdychaj!
Shinohara wyciągnął swój miecz i ruszył na blondyna. Walcząc wyszli na dwór. Każdy z nich walcząc tak jak ich mistrz wyszkolił. Naruto jednak nie musiał trzymać się tych sztywnych reguł, gdyż był także ninja. Szybkim ruchem wyciągnął i rzucił kunai w stronę swego przeciwnika, odcinając przez to jego prawe ucho. Zawył upuszczając broń i przewrócił się na ziemie.
~ Nie zabije cię, lecz masz pięć sekund by opuścić teren domu, albo zrobię ci coś bardziej widocznego na pamiątkę. - Wypowiedział dość spokojnie blondyn.
- No i to koniec pierwszej opowieści.
- To już wiem czemu nie chciał za bardzo nic mówić. Dobrze się zachowałeś. Drugiej pewnie mi nie opowiesz, bo zbliżamy się do naszego celu.
- Może kiedyś. Teraz to ty mógłbyś mi powiedzieć gdzie byłeś i co robiłeś. Chyba Tsunade nie wyrwała cię od mojego treningu z byle jakiego błahego powodu.
- Nic nie mów. Kraj żelaza. Zimno, ciemno i ponuro. Sam śnieg i góry.  Samurajowie kompletnie nie znają się na humorze czy sztuce. Chociaż mają gorące źródła, to nikt z nich nie korzysta! To jakiś obłęd!
- Ale po co tam wyruszyłeś!?
- Stosunki polityczne i takie tam. Byłem tam jako świadek z trzeciego wielkiego kraju. Piasek podpisał sojusz z Kamieniem po piętnastu latach zawieszenia broni.
- To chyba dobrze.
- Żadne chyba. Niedługo udamy się do obu tych krajów. Jednego po drugim, lecz w pierw musimy coś otrzymać. Przyśle to któryś z johninów osobiście. Nikt niestety nie umie wykonywać twojej techniki, a po żabiej ślinie raczej byś tego nie założył.
- Czego nie założył? Co dostanę?
- Hehe. O tym przekonasz się na miejscu. Powinno ci się spodobać. Może było to jednym z twoich pomniejszych marzeń.
Po kilku godzinach dotarli do celu. Wioska dopiero obudziła się pod wieczór. Na ulicach znajdowało się od groma ludzi, na których handlarze tylko czekali.
- Jak zwykle to miasto nigdy nie śpi. Ma swój niepowtarzalny urok. Nie sądzisz?
- Taaa. Kasyno na kasynie. - Młody Namikaze rozglądał się idąc ulicą. Nie sądził, że może być aż tak oświetlona.
- Czepiasz się. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, ile można wyciągnąć informacji.
- I pieniędzy z portfela.
- To tylko efekt uboczny, którego doznała jedynie Tsunade.
- Była tu? - Zdziwił się blondyn.
- Bardziej trafne pytanie by było gdybyś zapytał w którym budynku tu nie była. Wtedy odpowiedziałbym ci, że była wszędzie, oprócz tych dla facetów.
- Domyślam się jakich.
- Zatrzymamy się w tej uroczej wiosce na kilka dni, lecz najpierw trzeba dostać jakiś odpowiedni pokój w hotelu. Nie mam zamiaru spać znowu na ziemi.
Weszli do jednego z bardziej luksusowych budynków na tej ulicy. W środku tak jak na zewnątrz świeciło od ogromnej liczby lamp. Blondyn kłócił się z facetem.
- Proszę pana. Jest tylko wolny apartament na dziewiątym piętrze. Wszystkie inne pokoje są zajęte.
- Erosennin!! Może być apartament!? - Wykrzyczał do białowłosego, który flirtował z jakąś kobietą.
- Bierz co chcesz!!
- Może być.
- Proszę. Oto klucze. Zapłaty dokonuje się pod koniec pobytu. Życzę miłej nocy.
- Dziękuje. - Wziął klucze i poszedł na górę.
Przekręcił zamek i nacisnął na klamkę. Spodziewał się czegoś innego, ale to mu pasowało. Ściany w ciemniejszych, łagodnych kolorach, meble z jakiegoś rzadkiego gatunku drewna i na dodatek kilka sypialni. Ogromny taras, który był jednocześnie basenem. Jedynym minusem była tylko jedna łazienka, choć nie byle jaka.
- Nieźle nas urządziłeś. - Wypowiedział Jiraiya. - Zastanawia mnie tylko koszt tego luksusu.
- Nie mówił.
- Trudno. Raz się żyje. - Rozsiadł się na białej kanapie stojącej przy ścianie. - Musimy czekać na kuriera. Ciekawe co wymyśliła nasza ukochana Hokage.
- Mam nadzieje na jakąś akcje, czy coś w tym stylu. Ja się wynudziłem i więcej nie zniosę. Może jacyś ninja rangi S? - Zaczął uderzać pięściami w powietrzu.
- Tutaj? Nie sądzę, ale pomniejszych pewnie spotkamy.
- I ostudziłeś mój zapał.
- Noc jest młoda. Zdążysz się rozgrzać.

- Kushina-sama. Daleko jeszcze?
- Już prawie... - Zobaczyła światła przebijające się przez korony i gałęzie drzew. - ... jesteśmy na miejscu.
- To tu jest cel tego zadania!? Wow. - Otworzyła buzie z podziwy dla tego miejsca.
- Niestety tak.
- Czemu niestety? - Popatrzyła na czerwonowłosą podejrzliwie.
- Jak to powiedzieć? Jiraiya powinien mieć do żywotni zakaz wchodzenia do takich obiektów, jak kasyna, hotele i łaźnie. Nawet nie pytaj o powód. Wystarczy jak za trzy lata przeczytasz jego książkę. Wtedy wszystko zrozumiesz.
- Aha. - Słuchała wszystkiego i próbowała uporządkować. - Czyli zbok.
- Niech pani zaczeka! Czyli naszym celem misji jest dostarczenie mu tego pakunku!? W takim razie Naruto tu także przebywa!?
- Szybko powiązałaś fakty. Tylko nie wiem gdzie oni mogli się zatrzymać. - Stanęły a tuż przed nimi wbił się kunai z doczepioną karteczką.

- Nuuuddaaaa. - Naruto stał oparty o barierkę hotelu w którym się zatrzymali i prawie na niej zasypiał. - Znowu Erosennin wyszedł. Pewnie na ,,zdobywanie informacji". Hhhh kiedyś się doigra. Hmm a to kto?
Jego uwagę zwróciły nietypowe kolory włosów, przemieszczające się po ulicy. Jeden czerwony, drugi różowy.
- Czyżby?? - Wychylił się tak bardzo, że prawie wypadł za oddzielającą go barierkę. Wziął na szybko kunai do ręki, świstek papieru, długopis i wygrawerował jedynie napis ,,Na górze". Zrzucił broń razem z informacją na dół. Starając się nikogo nie trafić.
Wyczuwam u ciebie znaczną palpitację serca. Co jest tym spowodowane?
Tsunade z Jiraiyą dali mi chyba najlepszy prezent jak mogłem sobie wyobrazić.

W tym samym czasie po wiosce przemieszczało się dwóch zamaskowanych mężczyzn. Ubrani byli w czarne płaszcze z umieszczonymi na nich czerwonymi chmurami. Twarze zasłaniali kapeluszami z dzwonkami oraz przez dość duży kołnierz.
- Punkt wymiany, musi być w takim miejscu?
- Niestety, ale odpowiedź jest twierdząca. Najbliższy, najbardziej tobie pasujący jest dopiero w Kraju Ognia, a nasz zleceniodawca poprosił o jeszcze jedną robotę. Może zainteresuje cię fakt, że jednym z tych problemów jest jinhuuriki.
- Jinhuuriki?
- Lisa o dziewięciu ogonach. Mamy okazje go złapać. Później znowu może się zaszyć i wrócimy do etapu poszukiwać. - Weszli do jakiegoś budynku.
- Następnym razem niech Kakuzu samemu opiekuje się dochodami. - Rzucił na środek zwłoki jakiegoś mężczyzny. Po odebraniu zapłaty, wyszli i zniknęli w tłumie, choć w ich przypadku, było to dosyć trudne.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz