niedziela, 29 lipca 2018

C.B. - Wojna

Witam was już po raz kolejny w piątek rano. Jestem prze szczęśliwy z jednego wydarzenia, które to wy stworzyliście. Otóż przekroczyliście już 10 tys. wejść na mego bloga <3, a liczba ta się cały czas powiększa. Mam nadzieję, że miło spędziliście tutaj czas i każdy znalazł coś dla siebie ^^. No, nie przedłużając..., ups zapomniałbym :P. W pewnym momencie znajdziecie link. Prowadzi on na youtube, do muzyki, której użyłem. Najlepiej puścić podczas czytania, ale wiem, że nie każdy ma takiego możliwości na telefonie (ja np. nie mogę ;/), dlatego próbowałem różnymi sposobami ominąć ten limit do 2MB. Niestety nawet program do muzyki, który ma nasza Kitsune21 (Pozdrawiam serdecznie) na swojej stronie nie działa na Blog.pl, przez ich regulamin, więc muszę zaspokoić się wstawianymi linkami. Dla ciekawych, te 2 MG to około 1 min 18s (z tego co pamiętam) pliku muzycznego, który można wstawić. Dobra, to już wszystko co miałem teraz do przekazania ^^. Życzę miłego czytania.
~~~~~~~~~~~~~~~~
- Zaraz dotrzemy do granicy. - Oznajmij Yamato, który był w formacji jako pierwszy.
Następny był Kakashi, niestety nie był całkowicie sprawny. Po drodze okazało się że ma złamaną lewą rękę i trzeba było ją usztywnić. Następni byli dwaj chuunini, a na samym końcu Namikaze, który cały czas ustawiał pułapki. Niestety, ale wróg był coraz bliżej i prawie dosięgło go ostrze przeciwnika. Gdyby nie jego refleks i szybkość, skończyłoby się to o wiele gorzej, a tak jedynie maska została zniszczona. Zabił go szybko. Nikt więcej nie zaatakował, więc uznał, że to zwiadowca, który ruszył przodem.
Zatrzymali się w koronach drzew przed wielkim polem na którym na ich nieszczęście ustawione zostały namioty. Widzieli ogrom shinobi czekających na przyszłą walkę.
- To koniec. Nie uda nam się przejść całego kilometra nie będąc zauważonymi. W dodatku pogoń jest coraz bliżej i nie mamy jak ich obejść. - Wydedukował Kakashi.
- Nie będziemy ich omijać. - Wtrącił się skupiony Namikaze.
- Chcesz się przedrzeć!? To szaleństwo i samobójstwo! - Odezwał się Yamato.
- Dlatego ma to szansę się udać. Inne rozwiązania odpadają. Mamy tropicieli na karku. Wiem bo zabiłem nie dawno jednego z nich. Koleś wiedział co robi. No, prawie. Jednak nie zmienia to faktu że za kilkanaście minut będziemy mieli ich wszystkich na karku.
- To jak zamierzasz przejść? - W tym czasie Naruto zrobił parę klonów, które pobiegły w kierunku z którego przybyli.
- Moje klony jeszcze na trochę ich powstrzymają. Tym czasem. - Uaktywnił tryb ogonów. - Wyryje drogę. Nie mieszajcie się. Jesteście zbyt wyczerpani tym biegiem. Jedynie brońcie się i nie dopuście do waszego rozdzielenia. Macie. Trzymajcie je. Bez tego nie dam rady was osłonić. - Dał każdemu kunai.
- Bierzesz wszystko na swoje barki. Jak dobry stary Naruto. - Uśmiechnął się i od razu spoważniał Kakashi. - Nie daj się zabić. Wy także. Na to potwierdzenie czeka nasza Hokage. Gotowi?
- Chwila.- Powiedział Naruto. - Kyuu zostań i przesyłaj mi tyle czakry ile zdołasz. Mojej na to wszystko nie starczy. 
Niestety masz rację. Nie starczy jej. A tak chciałem posmakować krwi. No cóż. Powodzenia.
- Teraz możemy. - Na ciele pojawiła się zbroja, a na ochraniaczu widniała postać lisa i sześciu ogonów. - Gdy wykonam ruch biegnijcie.
(       https://www.youtube.com/watch?v=0TsE01qdy5A      )
Podniósł miecz do góry i przepełnił go swoją czakrą. Potem wykonał kilka pieczęci i machnął w nim szybkim ruchem w dół. Następnie rzucił z niewyobrażalną siłą dziesięcioma kunaiami do przodu na różne odległości. Wszyscy ruszyli. Nie wiedzieć kiedy Naruto stał już na polu. Wielka fala powietrza przecięła obozowisko na dwie części posyłając tych co stali jej na drodze do piachu. Zaczęło się. Po kilku sekundach całe setki wrogich shinobi skierowały się w ich stronę. Jednak nie każdy mógł się przedrzeć przez ścianę wiatru, która nadal odgradzała grupę z Konohy, a ci którzy mieli więcej umiejętności by skontrować to jutsu, trafiali pod katanę i kunaie blondyna. Dzięki nim poruszał się po polu z niewyobrażalną szybkością. Mało co zostawało dla jego towarzyszy. Nawet Kakashi z odsłoniętym sharinganem nie mógł go doskonale dostrzec. Widział tak jakby cień, który momentalnie zabijał swoich przeciwników.
Pozostała połowa trasy. Jutsu zniknęło, a Naruto z Kataną w prawej i kunaiem w lewej zabijał kolejnych ludzi. Wpadł w istny taniec śmierci. Biegli na niego z bronią. Kilka szybkich ruchów rękami i całym ciałem, a cała piątka padła nie żywa. Odcięta głowa z brutalną siłą poleciała kilkadziesiąt metrów dalej. Trzy szybkie ciosy w brzuch i flaki wyszły gościowi na wierzch. Poucinane ręce, nogi. Trwało to kilka sekund, a już pojawił się na prawej flance i tam przeciął, przez zamach oburącz mieczem, ninje z Chmury na pół przez talię.
Pole zaczęło być usłane niezliczonymi ilościami trupów i tonąć w morzu krwi, tworząc błoto przez które ciężko było się przemieszczać. Jego oczy obserwowały każdy ruch nieprzyjaciela, a uszy pozwalały usłyszeć go za sobą i odpowiednio szybko zareagować. Następna grupa ofiar. Poderżnięte gardło, przecięty bark, shurikeny wbite w punkty witalne, kunaiem przecięta tętnica udowa w kilku miejscach. Wszystko wykonywał sam z wielkim łaknieniem krwi, które nim zawładnęło. Powstałe kratery po wykonaniu rasenganów służyły teraz jako baseny dla czerwonej cieczy, a organy i kończyny pourywane straszną siłą jutsu leżały wszędzie. Czuć było odór palonych ciał, które wcześniej zostały trafione przez technikę z rodziny katon. Inni topili się w bańkach wodnych, a jeszcze inni zostali uniesieni przez utworzone tornado wysoko w powietrze i powbijali się na gałęzie, teraz już bliskich drzew.
Kolejni wysłani na tamten świat przez brutalne ciosy, łamiące żebra i przebijające się przez ciało do pewnej głębokości. Gdy byli już na samym krańcu polany, blondyn zauważył przed nimi chuunina formującego pieczęcie. Stał tuż przy kunaiu. Zastygł nagle w bezruchu. Jego głowa powoli stoczyła się na ziemie. Ręce były uformowane w pieczęć tygrysa. Ciało upadło na kolana a następnie na klatkę piersiową. Namikaze stał za nim z dwoma mieczami, jednym zabranym od trupa. Wykonał brutalną egzekucję. Znowu, lecz tym razem przemieścił się na tyły. Jednym cięciem powalił trzech. Ostrze przeszło przez ich klatki piersiowe. Znalezioną bronią rzucił w nadbiegającego mężczyznę. Siła odesłała go na kilka metrów w tył i wpadł na swoich towarzyszy. Na sam koniec wykonał znowu to samo jutsu co na początku, lecz tym razem machnął kataną poziomo i w dodatku dołączył do tego technikę kuli ognia, która połączywszy się z techniką wietrzną urosła do niebotycznych rozmiarów. Ci co odskoczyli nie mieli szczęścia i powoli spalali się żywce, cierpiąc katusze.
Oddalili się na znaczną odległość od pola i teraz znajdowali się na terenie neutralnego kraju. Naruto dezaktywował tryb i omało co nie upadł. Wykończony po takim pokazie umiejętności i przemoczony krwią poległych, został chwycony przez Kakashiego na jego plecy. Nadal nie zwolnili, a nawet przyspieszyli. Adrenalina powodowała uzyskanie z mięśni stu procent wydajności. Nie odezwali się przez następne godziny. Nie wiedzieli jak to opisać. To co nie dawno ujrzeli. Oprócz Kyuu, który już kiedyś użył określenia, krwawej łaźni, lecz ta była na innym poziomie. O wiele gorszym. Zatrzymali się dopiero na granicy. Przechwyciły ich patrole i zaprowadziły do jednej z jednostek medycznych. Tam przekazali wszystkie informacje i mapy sporządzone przez dwójkę Anbu. Naruto trafił na wpół przytomny do namiotu szpitalnego. Aż odrzuciło wszystkie dziewczyny na jego widok i zapach. Tak, krew umiejscowiona nawet we włosach zastygła, a ta na ubraniach cały czas z nich kapała. Jedyne które podjęły się jego badania to Shizune oraz Ino, która została jej asystentką. Jednak nawet blondynka nie była przyzwyczajona do tego. Puściła pawia przed namiot, gdy z kieszeni chłopaka, przy zdejmowaniu stroju, wypadł odcięty palec.
- Co tam się stało!? Wyglądacie tragicznie, a Naruto jakby wylazł z kąpieli w krwi. - Zapytała Shizune.
- Gdyby nie on, to nie wrócilibyśmy żywi. Ciężko to opisać. Jakbym cofnął się w czasie i widział senseia. - Kakashi oparł się o krzesło na którym siedział i zacisnął zęby, gdy kość została wprowadzona na miejsce przez przez medyka polowego.
- Masz na myśli Minato?
- Tak oraz jego brata.
- Miał brata!? - Wykrzyczała asystentka Hokage.
- Oczywiście. Był o kilka lat młodszy ode mnie, czyli teraz miałby 25 lat. Niestety zaginął na misji podczas wojny. Nikt nie wie co się z nim stało. Są jedynie podejrzenia, że został schwytany, a następnie zabity. Najmłodszy shinobi tamtego okresu.
- Jak to!? Tatko miał brata!? - Oprzytomniał Namikaze.
- Tak.
- Dopiero teraz się o tym dowiaduje!?  - Zerwał się z łóżka.
- Tylko kilka osób o ty wiedziało. Do tej pory jedynymi żyjącymi i wiedzącymi byłem ja i twoja matka, lecz ona spotkała go może z dwa razy i mogła zapomnieć.
- To czemu sensei mi nie powiedziałeś!? - Wpadł we wściekłość.
- Bo on nie żyje. Nie ma szans by przeżył. Przecież gdyby jakimś cudem wyszedłby z tego to z pewnością wróciłby do wioski, a Minato by go sprowadził.
- Szlak!!! Gdzie on zaginął!? W jakim miejscu!?
- Tego nie wiem. - Naruto wyszedł z namiotu. Nie mógł znieść tego, że ukrywali taką informację przed nim. W tym momencie stracił zaufanie do wszystkich. By wyładować frustrację uderzył pięścią w pobliskie drzewo. To roztrzaskało się na kawałki w miejscu uderzenia i przewróciło. Ino wracająca do namiotu widziała całe to zajście. Chciała już zapytać co się stało, lecz ten odwrócił tylko w jej stronę. Spojrzał na nią demonicznymi oczami. To wystarczyło by ja przerazić.
- Czemu Sakury tu nie ma? - Zapytał.
- Jest na drugim krańcu frontu, który zaczął się tworzyć. Jest na tyle wykwalifikowana, że ma własną jednostkę.
- Teraz powiedz gdzie mogę otrzymać rozkazy.
- Tam. - Wskazała na największy namiot. - Lecz przebierz się najpierw. Wygląda to wszystko obrzydliwie.
- Przepraszam, że tak na ciebie spojrzałem. Dzięki za informacje. - Zniknął w ledwie widocznym żółtym błysku. Po kilku minutach wrócił już w czystych swoich ubraniach. Skierował swoje kroki do namiotu który mu wskazała. Ręką odgarnął wiszący pas materiału i wszedł do środka. Usłyszał znajomy głos.
- Niestety. Większość została zabita. - Na krześle siedział jednoręki Uchiha i złapał się za czoło. - Oznacza to, że ktoś z naszych zdradził i wyjawił ich nazwiska. - Przejechał dłonią po twarzy.
- Co ty tu robisz Itachi? Myślałem że będziesz daleko z tyłu.
- Tradycyjne metody przekazywania informacji zawiodły, więc musiałem przyjść aż tu. Widzisz tego człowieka? Jest w moim oddziale. Pochodzi z klanu Yamanaka i potrafi komunikować się na znaczne odległości telepatycznie. Wprost do mózgu.
- To ilu naszych zostało za liniami wroga?
- Niestety, ale tylko jeden. W tym miejscu. - Wskazał palcem na mapie. - Front zachodni, który niedługo ruszy.
- To pewna informacja?
- Stuprocentowa. Nie jest powiązany z innymi, którzy zginęli. Działa na własną rękę od ośmiu lat. Nikt nic o nim nie wie, ale jest godny zaufania. Każda informacja sprawdzała się. On sam nadał sobie pseudonim ,,Zaginiony". Trochę dziwny ale dobry. -  Naruto zaczął łączyć niedawne fakty, lecz Itachi mu to uniemożliwił. - Dobrze że tu w ogóle jesteś. Mam dla ciebie zadanie prosto z samej góry. Szybko dowiedzieli się o twoim czynie i przydzielili ją specjalnie dla ciebie. Patrz. W tych dwóch miejscach powinny być mosty.
- Ale jest to teren neutralnych krajów.
- Pół godziny temu otrzymaliśmy od nich wiadomość w której wyrażają na to zgodę. Ich kraj został już ewakuowany, więc straty w cywilach będą zerowe.
- Mam je wysadzić?
- Tak. Podejrzewamy że są już tam ninja z Chmury, więc nie będzie to byle spacerek.
- Co to za misja bez ryzyka? To kiedy mam wyruszyć?
- Najlepiej od zaraz. Zaczekaj! - Chciał już wyjść. - Nie idziesz sam. Z tego względu, że lądem będzie ci trochę ciężko, Hokage przysłała Anbu. Umożliwi wam łatwe dotarcie do celu, bez żadnych przeszkód. Reasumując. Polecicie.
- Niby jak?
- Posiada unikalne techniki. To co narysuje ożywa. Teraz chyba już wiesz.
- Jasne.
- Uważaj. - Zaczął mówić mu na ucho. - Tsunade kazała cię uprzedzić. Facet ten pochodzi z Korzenia. Nieprzewidywalne typy. Słuchają tylko jednej osoby i na pewno nie jest nią nasza przywódczyni. Już za moich młodzieńczych lat stwarzali problemy i to nie tylko przeciwnikom.
- Dzięki za ostrzeżenie. Jeśli możesz. Postaraj zdobyć się informacje na temat tego szpiega. Coś mi w tym wszystkim nie pasuje. Skoro koleś jest taki dobry, to możliwe że nas też wkopuje. Ile dostaje?
- I tu jest pies pogrzebany, bo absolutnie ani grosza. Pokazałem ci jedynie obszar na którym działa, a nie gdzie mieszka, ale można podejrzewać że gdzieś niedaleko tego miejsca. To od niego dowiedzieliśmy się o naszych prawdziwych stosunkach z Chmurą. Dlatego Kakashi-senpai wyruszył w delegację.
- Postaraj się, bym mógł tam wyruszyć po moim powrocie. Trzeba go sprawdzić.
- Zrobię co w mojej mocy.
- Drugi ptak już przyleciał. - Powiedział mężczyzna z klanu Yamanaka.
- Dobra. Mam nadzieję że lisy lubią latać.
- Przekonajmy się. - Uśmiechnął się blondyn i wyszedł z namiotu.
Na zewnątrz stały dwa wielkie ptaki, tak jakby stworzone z atramentu. Były w kolorze biało czarnym. Przy nich stał chyba ich twórca. Miał czarne włosy i strasznie białą cerę, wyglądał jak trup nie wychodzący nigdy na słońce. Z tyłu miał przyczepione Tanto. A jego brzuch był odsłonięty. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.
- To ty masz umożliwić mi przedostanie się niezauważonym?
- Tak.
- Jak mamy się do siebie zwracać? Po imieniu czy pseudonim?
- Dla mnie wszystko jedno. To i to jest takie samo. Mów mi Sai.
- Naruto. Gotowy? Im szybciej to wykonamy tym większe szanse mają nasi.
- W takim razie do którego mostu najpierw?
- Bardziej na zachód i skierujemy się na wschód. Następnie wycofujemy się i czekamy na rozkazy. - Wzbili się w niebo. Jak na sztuczne ptaki, to były bardzo szybkie, a w dodatku nie męczyły się. Z dołu było widać jedynie je, a duża wysokość uniemożliwiała wykrycie ich poprzez zwykłe metody. Lot skrócił czas do dwóch godzin. Widzieli jak wrogie odziały zajęły już pozycje do ataku. Teraz znaleźli się nad mostem i czekali na dogodny moment. Przejeżdżało nim zaopatrzenie, więc mogliby tak latać kilka godzin.
- Mam pomysł. - Powiedział blondyn. - Udałoby ci się wysadzić go, gdybym odwrócił ich uwagę?
- Wytrzymasz pięć minut?
- Powinienem. Gdy skończysz przeleć pod mostem. Zeskoczę na twoje zwierzątko. No to lecę.
Zeskoczył z ptaka i zaczął spadać głową w dół. Tej sztuki próbował jedynie z wysokich budynków, ale nigdy z kilometra. Wyciągnął kunai i złapał go w zęby. Gdy był już prawie na ziemi wykonał kilka pieczęci. Wtedy ruchem głowy wyrzucił broń do góry i wypuścił z ust strumień powietrza. Miał już z impetem uderzyć o podłoże, lecz zniknął i pojawił się przy kunaiu. Powtarzał tak czynność jeszcze parę razy do momentu w którym całkowicie wyhamował. Następnie złapał go w lewą rękę i ruszył na wroga, który połapał się co się dzieje. Tak jak zaplanował. Odciągnął ich uwagę swoją osobą. Teraz wystarczyło wytrzymać i przy okazji kilku załatwić. Przez ten czas gdy Namikaze robił swoje, Sai podleciał pod most i rozmieścił karteczki wybuchowe. Wszystkie połączone były metalową linką, którą wystarczyło pociągnąć, by nastąpiła eksplozja. Do tego samobójczego zadania zaangażował jedną z narysowanych bestii, która trzymała w paszczy naciągnięty koniec żyłki. Cała ta operacja potrwała trochę dłużej niż mieli zamierzone, ale blondyn bardzo dobrze sobie radził. Dookoła niego zaczynała rosnąć kupka martwych ludzi. Powoli kierował się w stronę na środek mostu. Otoczyli go, a on stał na samej jego krawędzi. Schował miecz i się uśmiechnął.
- Miło było poznać, ale ja wychodzę z tej imprezy. Wybuchowych wspomnień. - Skoczył do tyłu i obydwoje polecieli. Po krótkiej chwili bomby pod postem wybuchły, wysadzając go i wszystko co na nim się znalazło.
- Teraz następny? - Zapytał Sai.
- Tak. Trzeba dotrzeć tam jak najszybciej nim przekażą wieści.

Pół godziny później.
- I gdzie on jest!?!? Jest dokładnie na mapie zaznaczone, że w tym miejscu miał się znajdować kamienny most!!
- Jesteś pewien?
- Sam Itachi to rysował, więc jestem pewien.
- Czyli misja zakończona niepowodzeniem.
- Połowicznym. Jeden rozwaliliśmy. Jednak nadal nie rozumiem, gdzie podział się tamten.
- To na pewno miał być most?
- Sugerujesz że jest to coś innego?
- Może.
- Sprawdźmy. Wyląduj na samym dole przepaści, tam gdzie ta przeprawa miała się znajdować. Chce coś sprawdzić. - Zaczęli pikować w dół po czym łagodnie usiedli na podłożu.
Namikaze zeskoczył ze zwierzaka, ukucnął i przyłożył rękę do ziemi. Jego oczy stały się czerwone. Skupił się i nakazał by jego towarzysz nie poruszał się przez krótką chwilę. Coś wyczuwał. Było tym nic innego jak czakra. Przemieszczała się.
- Chyba znalazłem.
- Pod ziemią?
- Yhym. Wracamy. Nie damy rady się tam przekopać. Wykryliby nas i pewnie przenieśli ten szlak gdzieś indziej. Potrzebujemy dość dobrej techniki z rodziny doton, by tam się dostać, a taka osoba na razie nie może używać technik, więc nie pozostaje nam nic innego, jak złożenie raportu. Z pewnością front już ruszył, a zwiad z powietrza będzie dla nas cenny i dostarczy wielu informacji o położeniu głównych sił. - Nagle z jego przywieszonego kunaia wypadł zwój. - Co do!? - Złapał go nim upadł na podłoże.
- Wiadomość? - Zasugerował Sai.
- Tylko nikt tego nie umiał oprócz mnie. - Rozwinął go i przeczytał. - Nie wierzę że babunia Tsunade dała radę nauczyć się tego. Pewnie mama miała z tym coś wspólnego.
- Co umieściła?
- Mamy natychmiast wracać, a ja mam udać się do kwatery głównej ze wszystkimi informacjami. Nic innego nie powiedziała. No. Jeszcze się pochwaliła że umie przesyłać zwoje. Będę potrzebował twego jutsu by udać się tam dość szybko.
- Rozumiem. Jak tylko wylądujesz ulegnie samoistnemu zniszczeniu.
- Dzięki. Czas ruszać w drogę.
Rozdzielili się nad polem bitwy, która rozgorzała niedawno. Z lotu ptaka widać było ogromny zakres działań jakie prowadzono. Nie było chwili wolnej od dźwięku eksplozji, okrzyków, krzyków rannych i efektów wykonywanych jutsu. Zrobił parę zdjęć i jak najszybciej udał się we wskazane miejsce.
Było to pasmo górskie, jedno z niewielu jakie znajdowało się w Kraju Ognia. Gołe skały tworzyły ściany mierzące kilkaset metrów wysokości pod kątem dziewięćdziesięciu stopni. U podnóża rozciągało się podłużne jezioro otaczające główną bazę wbudowaną w górę. Za nim było pole namiotowe dla ninja ochraniających Hokage i jej ludzi odpowiedzialnych za wszystko co działo się na polu walki. Wylądował na samym szczycie. Nie pomylił się, że tam także będzie wejście prowadzące do środka. Został prześwietlony przez jednego z członków klanu Hyuuga, a następnie wpuszczony. Jak policzył, schody prowadzące na dół liczyły tysiąc stopni. Przechodząc przez następne drzwi ujrzał krzątających się ludzi. Spotkał Anbu, który zaprowadził go do głównej sali. Stali tam posłańcy, gdyż komunikator, który miał być obsługiwany przez ojca Ino, nie został jeszcze dokończony. Blondyn uśmiechnął się na widok znajomych twarzy Jiraiyi i Tsunade, która zajęta była wyjaśnianiem czegoś. Podszedł do niej i jej przerwał.
- Witam. Godaime Hokage. Wzywałaś?
- Tak. Przynieście mapę i ekran!! - Rozkazała. Naruto także podał aparat jej podwładnemu. - Mów jak poszło.
- Rozwaliliśmy most będący bardziej na zachód, jednak tego drugiego nie znaleźliśmy.
- Informację były fałszywe?
- Nie. Bardziej niedoprecyzowane. W tym miejscu. - Pochylił się nad ogromnym stołem i wskazał miejsce. - Znajduje się podziemny tunel. Przypuszczam tak, gdyż wyczułem pokłady przemieszczającej się czakry bardzo wielu osób. Potrzebny tam ktoś z dobrą znajomością technik ziemnych. Za głęboko by przedostać się na dół zwykłymi ładunkami.
- A teraz gdzie zrobiłeś te zdjęcia? - Spojrzeli wszyscy na ekran.
- Tu. - Znów pochylił się nad mapą. - Wcześniej z góry widzieliśmy także kolejne namioty. Tu i tu. Nie wiem czy to wsparcie, czy pozostałość po shinobi walczących na froncie, ale było ich od groma. To wszystko co mam do przekazania.
- Świetna robota Naruto, jednak doskonale wiesz, że nie mogę posłać cię na odpoczynek.
- Słucham. Co mam zrobić?
- Obejmiesz dowództwo nad oddziałem Anbu i będziesz przemieszczał się wzdłuż frontu, podczas walk.
- Czyli tak jakby support?
- Zgadza się. Można nazwać to grupą szybkiego reagowania, która ma za zadanie wesprzeć przegrywające wojska.
- A jakiej wielkości to grupa? Nie sądzę by była mała.
- Masz rację. Nie może być mała, ale także nie za duża. W jej skład razem z tobą wchodzi dwudziestu ludzi, wyszkolonych do zadań w ekstremalnych warunkach. Podzieleni na cztery drużyny po pięć osób.
- Mam pytanie.
- Tak?
-  Od kiedy pani umie wykonywać moją technikę i to bez specjalnej pieczęci?
- Jiraiya ma twój kunai, a Kushina była tak miła że pokazała podstawy i tak jakoś próbowałam, aż w końcu wyszło. - Zaśmiała się. Jednak czas rozprężenia bardzo szybko uległ zmianie. Do pomieszczenia wbiegł posłaniec. Widać było że przemierzył znaczną odległość w krótkim czasie. Jego oddech był płytki i szybki, a serce waliło potężnie. Blondyn doskonale je słyszał przez czakrę demona.
- Hokage-sama!!! Mamy wielki problem!!!
- Mów!!!
- Jednostka medyczna pod dowództwem pani uczennicy została całkowicie zniszczona!
- Która!?!?!? Pokaż na mapie!!! Mam kilka uczennic!!! - Widać było u niej zdenerwowanie i troskę.
- W tym miejscu! Nikt nie wie jak, ale przedostali się przez główny front i zaatakowali nic niespodziewającą się jednostkę medyczną. - Hokage zamarła. Jak mogło do tego dojść i to kilka godzin od rozpoczęcia działań? Oparła się o biurko i spuściła głowę. Wypowiedziała strasznie cicho imię osoby, która mogła nie przeżyć, lecz wystarczająco głośno, by blondyn je usłyszał swoimi uszami.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz