niedziela, 29 lipca 2018

C.B. - Spory krok naprzód

Witam Was w kolejnym rozdziale mojego autorstwa. W końcu wena wznowiła swój obieg w mojej głowie i zapoczątkowała rozwój kolejnych notek, jak i zmianę pozostałych o drobne jak i te poważne wydarzenia.
Notka jest przeznaczona dla bardziej dojrzałych czytelników, a zrozumiecie dlaczego czytając ją ;P, ale w moim odczuciu nie jest ona 18+, więc psychika osób nie powinna zostać skrzywiona ^^. Zapraszam do czytania i komentowania.
****************
- Wszyscy już są? To dobrze. W takim razie wyjaśnię wam, czemu was tu zgromadziłam. Otóż jak wiecie, kilkanaście dni temu została zakończona wojna, a co za tym idzie, negocjacje. Odbędą się za tydzień w Kraju Żelaza. Będą oni neutralnymi świadkami i jednocześnie prowadzącymi to spotkanie. Ja oraz Raikage chcemy omówić pewne sprawy, jak i oficjalnie potwierdzić pokój między naszymi państwami. Krótko mówiąc. Jesteście moją eskortą. Mam nadzieję, że nie popełnią błędu jakim by było przeprowadzenie zamachu na moją osobę, ale nie chciałam ryzykować, więc przepraszam, że tak wcześnie was zwołałam i następnie kazałam czekać pół godziny. Zdaję sobie sprawę, że dla poniektórych, czwarta rano jest godziną przeznaczoną na sen. - Spojrzała na Namito, który przysypiał. Jego głowa co chwila opadała i podnosiła się, a oczy były zamglone. Przytrzymywał go Naruto, by ten nie osunął się na ziemię. - Jednak za dwie godziny wyruszamy i chciałam byście mogli się na to przygotować. Możecie odejść. Spotykamy się pod bramą. - Już wychodzili, gdy Tsunade znów przemówiła. - Naruto. Wszystko wiesz na temat misji? Czy coś powtórzyć?
- Nie trzeba. Wszystko zostało wyjaśnione. Nadal nie mogę uwierzyć, że Jiraiya w końcu ich wyśledził. Zbyt długo to trwało. Nawet jak na niego.
- Ma swoje metody. Czasami niezbyt przyzwoite, ale nadal skuteczne.
- Muszę się z Panią zgodzić. Chciałem się także dowiedzieć kiedy Noa się wybudzi. Słyszałem, że powinna przed Namito, a wyszło odwrotnie.
- To prawda i to uczyniła, ale na wieść o negocjacjach utrzymuje ją w stanie śpiączki farmakologicznej. Chciałam zabrać cię ze sobą, a wiem, że od razu po jej wypisaniu chcieliście wraz z Kushiną przeprowadzić zabieg i uniemożliwiłoby mi to. Uwierz. Będę czuła się o wiele pewniej i bezpieczniej, gdy przy boku będę miała aż dwóch Namikaze korzystających z technik czasoprzestrzennych w perfekcyjny sposób.
- Schlebia mi babunia. - Zaśmiał się głupio.
- A tak poza tym. Jak się wiedzie?
- Z czym? - Zdziwił się tym nagłym pytaniem.
- No wiesz. Gdy widziałam ostatnio Sakurę to była w o wiele lepszym nastroju niż ostatnio.
- To w końcu się czegoś pozytywnego dowiedziałem po tych kilku dniach pokuty! Szlak mnie zaczął trafiać, gdy stała się taka, yyyy, taka. - Zabrakło mu słowa.
- Tajemnicza? Niedostępna?
- Coś w tym stylu. Przez całe dnie odezwała się może z pięć razy! Tylko po to, by wydać mi kolejne rozporządzenie! Umiem czytać w myślach, ale obiecałem sobie, że najbliższym tego nie zrobię. - Powiedział zbyt dużo. Nie chciał by ktoś jeszcze, nawet Hokage, wiedział, że posiada taką zdolność.
- Czekaj. Co umiesz? Zamyśliłam się i nie usłyszałam ostatniego zdania. Chociaż już nie musisz mi o tym mówić. - Ulżyło mu, że nie będzie kłopotów. - Leć i się wyszykuj. Kraj Żelaza to nie przelewki o tej porze roku.
- Wiem. Przechodziłem z Jiraiyą raz tamtędy. - Zanurzył się we wspomnieniach. - I prawie zamarzliśmy, ale nigdy nie zapomnę jego argumentacji ,,Słyszałem, że mają tam wspaniałe gorące źródła". 
- Za spóźnienie będzie kara. Mam pewne misje rangi D, które tylko czekają na takich gagatków.
- Dobrze. Zrozumiałem aluzje. Już idę. - Odwrócił się na pięcie i wyszedł. Stworzył klona.
- To w ilu zwojach zaopatrzenie? - Spytał sobowtór.
- W dwóch. Więcej nie chcę. Spotkamy się tam gdzie reszta. - Obaj zniknęli w żółtym błysku. - Kurama. Zróbmy mały zapas, taki bym nie miał kłopotów.
- Jasne. - Pojawił się koło swego jinhuuriki. - Za mną. Znam pewne dobre miejsce.

Dwie godziny później wszyscy czekali na blondyna. Drużyna składała się z Hokage, Namito, Itachiego, Yamato, Naruto, Sakury, Nejiego i Ten Ten. Wszyscy byli skupieni na Hokage, która zaczynała być zła na Namikaze.
- Jak Kakashi. - Powiedziała pod nosem. Z daleka rozległ się okrzyk.
- Jestem! - Po sekundach był koło nich. Przywódczyni chciała go zamordować, lecz zauważyła mały aspekt, który w jej oczach go usprawiedliwiał. W kąciku ust miał rozmazaną kroplę krwi. Wyciszyła się wewnętrznie licząc do pięciu.
- Nareszcie. Wszyscy gotowi?
- Hai! - Odkrzyknęli. Trochę zdziwieni, że ich przyjaciel nie jest wgnieciony w ziemię albo psychicznie zniszczony.

Zbliżał się wieczór. Szli w ustalonej kolejności. Dwóch Namikaze na czołówce, Następnie Neji i Ten Ten jako wsparcie w razie ataku dla przodu lub dla Hokage i Sakury idących za nimi. Tyły osłaniali Yamato i Itachi.
- I jak idzie przygotowywanie tej strefy? Ekipa za nami zaraz zamarznie. - Dwudziestopięciolatek spojrzał się za siebie i ujrzał jak trzęsą się z zimna. Specjalnie szli między drzewami, by ograniczyć efektywność natury, ale nadal dawała siwe znaki podróżnikom.
- Jeszcze trochę. Jak użyję zbyt dużo czakry to się sfajczymy. - Manipulował energią demona w dłoniach.
- Zawsze coś.
- Taaa, a potem Hokage po drugiej stronie nie dawałaby nam spokoju.
- W sumie też racja. Hahaha. - Przez kolejne kilka minut znowu zapadła cisza.
Blondyn potrzebował skupić się w ostatnim etapie. Pierwszy raz coś takiego robił i nie chciał narobić bigosu, gdyby coś poszło nie tak. Uniósł rękę do góry i wokół nich pojawiło się tak jakby pole ochronne przed śniegiem i wiatrem, które czakra ogrzewała. Następnie złożył sześć pieczęci i strefa powiększyła się na całą kompanię, która na początku się wystraszyła, gdy nagle, bez uprzedzenia fala energii przeszła przez nich. Kilka chwil później zrozumieli co zaszło.
- Powiedz mi, Naruto. Jak wiele umiesz? Nigdy nie było okazji do takiej normalnej rozmowy, a ciekawość mnie zjada od środka.
- Właśnie czuje, że to robi. - Uśmiechnął się. Także chciał zadać to pytanie.
- Dobra, już jedna jest. Coś więcej?
- No to tak. Technika czasoprzestrzenna, techniki z rodziny wodnych, wietrznych oraz połączenie tych obu w lód. Oczywiście umiem tworzyć klony, senjutsu lisiej furii z którego nadal zapominam korzystać, hmmm, rassengan oraz kyuurengan.
- Lisia furia? Kyuurengan? Wyjaśnisz, czy mam zgadywać?
- Co do pierwszego to długa historia, a druga technika to rozwinięcie rassengana o wiele potężniejsza. Po prostu zamiast mojej czakry używam Kuramy, dlatego ,,Kyuu"  w nazwie.
- No to wiele. A tak to gratulacje za opanowanie senjutsu. Nawet mi się to nie udało. Brat też był noga.
- Na prawdę?
- Yhym.
- To w takim razie co ty potrafisz?
- Tak jak ty, Czasoprzestrzeń oraz moje własne tego rozwinięcie. Z resztą widziałeś. Techniki z rodziny wody i błyskawic. Tropiciel i szpieg. Wystarczy?
- Nie. - Namito się oburzył.
- To co chcesz więcej wiedzieć? Bo wszystkie asy z rękawa mi wyciągniesz! - Zaśmiali się.
- Najpotężniejsza technika jaką posiadasz?
- O nie, nie, nie. - Pomachał rękoma przy sobie na znak protestu. - Tego się nie dowiesz. Ja także nie chce znać twojej. Tak będzie bezpieczniej. Uwierz mi na słowo.
- Nic innego mi nie pozostaje. - Westchnął głęboko i spojrzał w ziemie.
- Co to miało znaczyć?
- Co?
- To nagłe załamanie.
- Zawiodłem się na twojej odpowiedzi.
- Kłamiesz. - Stwierdził w prost.
- Nie! - Próbowanie wyprowadzenia w pole Namito szły na darmo.
- Mam znów zgadywać? Jesteś zbyt tajemniczy dla rodziny.
- Powodzenia. - Jego wujek potraktował to jako wyzwanie.
- Dobra. Jeśli odgadnę to wszystko powiesz, a ja postaram się pomóc. Stoi?
- Ta.
- W takim razie, hmmm, chodzi o dziewczynę. - Blondyn się wzdrygnął co od razu zauważył Namito, usatysfakcjonowany, że udało mu się za pierwszym razem. - Dobra. Mów. Nie będę się śmiał. Obiecuję.
- Co mam powiedzieć? Jest obrażona i stara się mnie unikać.
- Znam ten stan zbyt dobrze.
- Niby z skąd? Nie masz żony ani nawet dziewczyny. -[audio mp3="http://mess12.blog.pl/files/2016/02/videoplayback-1-mp3cut.net_.mp3"][/audio] W jednej chwili starszy z Namikaze załamał się na krótką chwilę.
- Chciałbym przypomnieć, że mieszkałem z twoją siostrą prawie osiemnaście lat i znam wszystkie fochy, zachcianki i sposoby działań dziewczyn. Nawet moja babcia z litości, ale zawsze, wytłumaczyła mi parę spraw.
- Sorka. Nie chciałem tego powiedzieć.
- Nie szkodzi. Jest w tym z resztą ziarnko prawdy, które bezwzględnie podlałeś.
- W taki razie zamieniam się w słuch.
- Otóż u ciebie sprawa wygląda tak. Zostawiłeś ją na tydzień. Nie pytaj skąd wiem. Próbowałeś przepraszać i tak dalej. Pewnie pokuta była. Teraz słuchaj, bo nie będę się powtarzał. - Skupił całą uwagę na jego osobie. - Ona to robi specjalnie. Jest na ciebie zła, bo taką gra rolę wymyśloną przez nią samą. To kara. A kara nie skończy się dopóki nie zrozumiesz swojej winy.
- Ale ja już ją zrozumiałem. - Zrobił smutną minę.
- Nie przerywaj. - Klepnął go w głowę. - Jeszcze nie skończyłem. Ty musisz jej to pokazać. Nie w jakiś błahy sposób jak dotychczas. Wkroczysz w nowy etap związku, rozbudowanego psychicznie i emocjonalnie. Wymyśl coś. Im szybciej tym lepiej.
- Ale co mam zrobić? - Nic nie przychodziło mu do głowy.
- Nie pomogę ci w tym. To wszystko zależy od dziewczyny. Na jedną działa to, a na drugą coś innego. Tu jest właśnie twoja robota, Naruto. Odnajdź ten fragment, który jest pusty i wypełnij go swoją własną osobą. Wtedy odniesiesz sukces i zrobicie spory krok naprzód. - Przystanął i odwrócił się w tył. - To dobre miejsce na postój.
- Zgadzam się. Jestem padnięta tą podróżą. Pora na odpoczynek. - Ucieszyła się Hokage. - Chce osobny pokój. Yamato, wiesz co masz robić.
Ten stanął przed nimi i złożył ręce. W mgnieniu oka z ziemi wyrosły gałęzie, które przemieniły się w dom. Większość była zachwycona, ale jedna osoba oczekiwała czegoś lepszego.
- Pinokio, wiem że stać cię na coś lepszego, a ja się boję o moje życie. Ta rudera się nie rozpadnie, gdy zawieje mocniej albo wilk przyjdzie i dmuchnie!? - Namito stąpną mu na odcisk.
Na jego twarzy można było zobaczyć irytację i złość, ale skutecznie powstrzymywał się przed odpowiedzią. Wziął głęboki oddech, stanął w lekkim rozkroku i skupił się do granic możliwości. Poprzedni domek z drewna zniknął, a zastąpił go przynajmniej trzy razy większy. Ciężko oddychał.
- Widzisz? Jak chcesz to potrafisz. - Poklepał go po ramieniu i wszedł do środka.
Można powiedzieć, że znajdowało się w nim pięć pomieszczeń, jeśli licząc przestrzeń do której się wchodziło jako salon. Na jego środku znajdowało się miejsce na ognisko, specjalnie usypane z piasku. Dwa metry od niego rozpoczynały się drewniane schody prowadzące na parter jak i na pierwsze piętro. Na każdym z nich wybudowane zostały dwa pokoje.
Wchodząc do środka budynku jako ostatni, Naruto anulował sferę z obawą, że może podpalić dom, a nie chciał mieć na głowie wkurzonej Hokage, która już zdążyła wybrać sobie pokój, podobnie jak reszta kompani. Wujek, Itachi i Yamato rozpalali wszędzie pochodnie jak i główne ognisko, by trochę rozświetlić to miejsce.
- Dobra. Czas spać. Chodźcie. Muszę z wami pogadać. - Wskazał na współlokatorów.
- A ja gdzie mam nocować!? - Zapytał się jinhuuriki.
- Przykro mi. Nasz pokój jest już całkowicie wypełniony. Neji i Ten Ten wyglądali tak, że i tak cię nie wpuszczą, a Hokage powiedziała już na samym początku, że chce osobny pokój, więc masz już tylko jedno wyjście. - Rzucił okiem w jego stronę i zamknął drzwi.
Nie trudno było mu się domyślić o kogo chodzi. Wszedł na górę po schodach i zapukał już w zamknięte drzwi.
- Kto tam? - Po kilku sekundach rozległ się jej głos. Zirytował się, gdyż doskonale zdawała sobie sprawę z tego kto może stać za drzwiami.
- To ja, Naruto.
- Czego chcesz?
- Mogę wejść i przenocować? Wszystkie pokoje już zajęte. - Czekał dość długo.
W końcu zrezygnował i zaczął z powrotem schodzić po schodach. Spodziewał się takiego obrotu spraw i nie gniewał się na nią, że nie chce go wpuścić. Na dole odpieczętował swoje rzeczy. Na podłodze rozłożył koc, by nie spać na gołych deskach, poduszkę i puchową kołdrę. Nauczył się, że podczas zimy zwykły śpiwór nie wystarczy.
- Gdzie jesteś? - Wyszła z pokoju i rozglądała się za nim. - Przepraszam, że tak długo. Musiałam się przebrać. - Rzeczywiście, stare ciuchy zniknęły, a na ich miejscu pojawiła się  błękitna piżama.
- Młody, spokojnie. Pamiętaj co mówił Namito. To tylko taka gra.
- Tak, wiem. Z resztą zacząłem się do niej powoli przyzwyczajać. Tak poza tym. Gdzieś ty polazł na cały dzień? - Przez ten czas, gdy rozmawiał z Kyuubim, wziął pod pachę cały ekwipunek i powoli wszedł do pokoju.
- Możesz położyć się tam pod przeciwległą ścianą. - Wskazała na nią. Położył wszystko na podłodze, rozebrał i przykrył się.
Nie zapominaj, że pilnuję twojej siostry dwadzieścia cztery na dobę. Musiałem przesłać dość spory zapas czakry klonowi, by wytrwał jeszcze z dwa tygodnie.
Dzięki. 
Nie dziękuj. Czuję się dziwnie, gdy to robisz.
Nie dziwniej niż ja teraz. Co ja mam zrobić? Co mam dostrzec? Jaki ubytek ona posiada? Załatać. Niby jak?
Aha, czyli nie zaśniesz do puki nie rozgryziesz tego? Na dodatek masz zamiar mnie tym dręczyć przez najbliższe godziny? - Pokiwał głową niedowierzając w własne szczęście.
Nie marudź. Przecież nie mogę wypowiadać myśli na głos! 
Nienawidzę, kiedy masz rację. Miałem już zaplanowaną dość długą drzemkę, a wyszło jak zawsze. - Skrzywił się lis na samą tę myśl.
Nie pomagasz!
Dobra, dobra. Będę już cicho. Czemu wasza rodzina musi być taka wredna względem mnie. - Mijały kolejne minuty. Nie poruszył się ani odrobinę. Nawet przestał myśleć, gdy nagle otworzył oczy.
Kyuu! Jesteś genialny! - Rozdarł się w myślach.
Ja!? Yyyy, ależ owszem, chociaż nie wiem co zrobiłem. - Podrapał się przednią łapą po głowie, uśmiechając się przy okazji pokazując kły.
Jak ja mogłem być taki ślepy!? Przez cały czas dawała mi tym swoim zrzędzeniem znaki! 
Nie ogarniam o co ci chodzi. Sprostuj to jakoś.
Czemu miałem wysprzątać jej dom? Czemu miałem zrobić zakupy? Miała rację nazywając mnie idiotą. Byłem ślepy na to wszystko, ale teraz chyba przejrzałem na oczy.
No powiedz wreszcie, bo ciekawość mnie strawi od środka!
To wszystko co ja dla niej wykonałem w ramach pokuty, robiła jej rodzina. Nawet pozwoliła zamieszkać Nanami razem z nią, bo czuła się samotna w jej własnym domu.
A mówiłem, żeby lepiej go spalić i sprowadzić ją do nas!
Nie oto chodzi! Ona potrzebuje kogoś na prawdę bliskiego! Rodzina! To słowo klucz do zakończenia tej farsy!
To działaj!!! Jesteście młodzi i...
W łeb się pierdolnij! - Przerwał mu, robiąc się cały czerwony na twarzy. - Gorszy zboczeniec od Jiraiyi!
To nie ja czytam jego pisemka. - Stwierdził pewny swego.
Nieeee! Tylko słuchasz jak ja czytam, a nawet prosisz bym ci powtórzył ostatni fragment.
Nie było tematu.
- Czemu jest tak zimno? - Powiedziała szeptem sama do siebie, jeszcze bardziej opatulając się śpiworem.
- Dawaj, Młody! To twoja szansa!
Kyuu!!!
Nie oto mi chodzi! Idź i ogrzej ją za pomocą ciepła własnego ciała i kołdry. Ja czakry na wytworzenie peleryny ogrzewającej nie dam. Zawsze jakiś początek.
A potem?
A potem coś się wymyśli. Ruszaj.
- Ale jak matkę kocham, zatłukę cię własnymi rękoma, gdy znowu dostanę z liścia i się na mnie obrazi!
Odkrył się i powoli wstał, by nie narobić hałasu. Następnie położył tuż obok niej swoje posłanie i przykucnął zaraz za jej plecami. Dwoma palcami dotknął jej aksamitnych włosów. Powstał nieznaczny żółty błysk, a śpiwór zrobił się pusty w środku. Pojawiła się pod jego kołdrą przykryta nią aż pod samą szyję. Oczywiście wyczuła, że jest coś nie tak. Szczególnie wtedy, gdy blondyn kładł się za nią. Natychmiast przekręciła się na drugi bok, twarzą w jego stronę.
- Co ty robisz!? - Zadziwił ją tym nagłym jak i śmiałym posunięciem.
- Nie mogę pozwolić, byś znowu się przeziębiła. Śpiwór nie nadaje się na tego typu pogodę.
- Ale czemu nagle mam byś w twoim łóżku!? - Chciała się odkryć, lecz przytrzymał jej rękę.
- Są dwa aspekty, które na to pozwalają. Pierwszy z nich jest taki, że będzie ci ciepło. A drugi... - Przerwał na chwilę.
- Drugi? - Powtórzyła. Patrzyła się nieprzerwanie w jego oczy, szczególnie dlatego, że jedno z nich wróciło do swojej naturalnej, lazurowej barwy.
- ... wreszcie zrozumiałem, czego pragniesz i co jest ci teraz potrzebne. Możemy zacząć wszystko od momentu z przed gorących źródeł? - Przybliżył się do niej.
Nie zaprotestowała co było dla niego sygnałem, że może posunąć się dalej. Złapał lewą ręką za jej plecy, by skrócić łączący ich dystans, a prawą za policzek. Złączyli się w tak namiętnym pocałunku, że zapomnieli o oddychaniu. Uścisk obojga wyglądał tak jakby nie chcieli nawzajem siebie opuścić, a na pewno ponownie stracić. Nie było wygodnie im w tej pozycji, więc złapał ją dobrze i odwrócili się. Znalazła się na górze. Jeździł dłońmi po jej plecach najpierw przez materiał, a później coś go podkusiło, by włożyć je pod piżamę. Bał się, że spłoszy ją tym zagraniem, ale co dziwniejsze, zgodziła się na to. Pomyślał że może dlatego, bo on był bez żadnej koszuli. Zmienił zdanie, gdy ta lekko mruknęła. Przez prawie dwa tygodnie bardzo brakowało jej bliskości z jego strony, a teraz ją otrzymała i to w najmniej spodziewanym przez nią momencie. Usiedli. Jej nogi znalazły się za jego plecami, a kołdra zsunęła się po ich ciałach. Zszedł niżej do jej szyi i zaczął ją po niej całować. Odchyliła lekko głowę do tyłu. Czuł jak drżą jej mięśnie. Poczuł pożądanie silniejsze niż wcześniej. Odsunął się od niej i złapał za dolną część górnego odzienia dziewczyny. Następnie począł ją zdejmować.
- Co jest? To przypadkiem nie sen? - Pomyślał, gdy odrzucał garderobę w kąt oraz zaczął pieścić ją w okolicach bikini.
Tu nagle coś się zmieniło. Było jej tak dobrze, że do tej pory nie zdała sobie sprawy z jego posunięć, które mogły iść tylko w jednym, niezmiennym kierunku. Zarumieniła się, gdy poczuła jego usta na swojej skórze w tamtych miejscach. Było już za późno, by się zasłonić przed jego wzrokiem.
- Na-Naruto. Czekaj. - Powiedziała cicho. Ten spojrzał w jej rozklejone oczy. - Nie mogę. Jeszcze nie teraz.
Pocałował ją w usta dając znak, że nie będzie jej do niczego zmuszał. Przybliżył się jeszcze bardziej, tak że zetknęli się klatkami piersiowymi, a jego usta znalazły się tuż przy jej uchu.
- Rozumiem. - To jedno słowo dało jej nieziemski spokój i wiedzę, że nie ma do niej żadnych, choć najmniejszych pretensji. Przytuliła się mocno.
- Trochę zimno się zrobiło. - Stwierdziła po chwili.
- Chyba będę musiał na chwilkę cię puścić. - Zaśmiała się cicho, gdyż usłyszała nutkę zawodu w jego głosie.
Położyli się i z powrotem przykryli. Przysunął się, by ją ogrzać, a rękę położył na jej brzuchu. Była odwrócona tyłem do niego. Chciała oddać się w objęcia Morfeusza, gdy znów się odezwał.
- Sakura?
- Tak?
- Nie wiem czy chciałabyś to uczynić i czy w ogóle się zgodzisz, ale muszę się oto zapytać. - Wstrzymała oddech. - Chcesz ze mną zamieszkać?
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz