Witam was po raz kolejny. Tym razem trochę krótsza notka, gdyż jakoś bardziej nie mogłem się na niej skupić. Nie wiem czemu, ale tak jest i muszę się z tym pogodzić. Mam nadzieję, że jakością jest równie dobra co poprzednie ^^. Nie przedłużając, zapraszam do czytania i komentowania.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Dwa dni wcześniej dotarli do kwatery głównej. Zdziwienie jakie wymalowało się na twarzy Hokage było nie do opisania. Spowodowane one odnalezieniem przez blondyna swojej dawni zaginionej siostry . Prawie zeszła na zawał, gdy starszy Namikaze przedstawił się jako brat Minato. Miała bardzo dużo pytań, które wypełniły jej myśli. O mały włos zapomniała o Naruto, który był ciężko ranny, chociaż na takiego nie wyglądał. Nie chciała leczyć go czakrą, gdyż stwierdziła, że takie obrażenia wymagają jedynie czasu i cierpliwości. Nie miał tu jak wyrazić swego zdania, gdyż była tyko i wyłącznie zaciekawiona historią jego rodziny. Nikt go przez te dwa dni nie odwiedził, jedynie pielęgniarki od czasu do czasu zmieniały wiszące obok i podpięte do niego kroplówki.
- Przez te dwa cholerne dni nie podały mi żadnej kaczki ani chociaż butelki, a trzy kroplówki jednocześnie nie ułatwiały sytuacji. - Przed chwilą stwierdził, że nie wytrzyma i odpiął je udając się w to błogie miejsce.
Siedział w łazience na końcu korytarza. Mył ręce kręcąc głową z niedowierzaniem. Miał na sobie jedynie krótkie spodenki. Nawet buty mu zabrali z obawą, że potajemnie się wymknie. Usłyszał wybuch i poczuł wstrząs. Pomyślał, że pewnie trenują. Otworzył drzwi. Już wychylał głowę przed wejście, gdy przed jego obliczem przeleciała broń w postaci shurikenów. Zrobił unik w tył. W drzwiach jego oczom ukazał się shinobi chmury.
- Co jest!? - Pomyślał. - Skąd oni się tu wzięli!?
Nieznajomy natarł na niego z kunaiem. Omijał jego ciosy, lecz przy większych wygibasach rana zaczynała doskwierać, chociaż już prawie się wygoiła. Wyczuwając odpowiedni moment, wyminął go stając tuż za nim. Zblokował jednym chwytem jego ręce i głowę. Następnie z brutalnością skręcił mu kark. Ciało bezwładnie opadło na podłogę.
- Musi być ich tu więcej. Nie możliwe by był tylko jeden. - Wyciągnął swój jedyny teraz kunai. Katanę oddał Namito, gdy ten podczas podróży robił wypady zwiadowcze.
Wyszedł na korytarz. Nie mylił się. Szło w jego kierunku jeszcze kilku z nich. Jeden wydawał rozkazy. Dopiero po chwili go zauważyli i przystanęli. Przyglądali się sobie. Naruto wiedział, że będzie ciężko, ale postanowił ruszyć pierwszy. Korytarze miały jedynie pięć metrów szerokości, co utrudniało walkę. Zderzyli się kunaiami, aż zaiskrzyło. Naruto lewą ręką uderzył mężczyznę w brzuch posyłając go na swoich towarzyszy, którzy przewrócili się. Z lewego przejścia nadleciało jeszcze kilku shinobi jako wsparcie. Otoczyli blondyna.
- Co to było!? - Zapytał jeden z shinobi liścia niosąc w rękach plik papierów.
- Eksplozja i to nie przypadkowa. Zbierzcie wszystkie raporty i rozkazy w jedno miejsce! Wy dwaj! Pomożecie mi. Reszta wykonuje swoją robotę. Bez nas ta wojna będzie przegrana. - Itachi dość szybko zaplanował dalsze działania.
Podejrzewał, że zostali zaatakowani. Po chwili wszystko się potwierdziło. Nastąpiła kolejna eksplozja, ale teraz wysadziła ścianę, robiąc dziurę prowadzącą do ich wydziału.
Rozgorzała walka o ten jeden cenny pokój. Króczowłosy uaktywnił sharingana i wyciągnął swój miecz, przyczepiony na plecach. Zabrał go, gdyż nie mógł wykonywać żadnych jutsu oprócz technik wzrokowych. Dzięki swemu kekkei genkai odczytywał ruchy przeciwnika, jak z otwartej książki. Nie trudząc się zadawał śmiertelne ciosy w punkty witalne, lecz ich nadal przybywało.
- Kapitanie! Nie utrzymamy się tak długo! - Wykrzyczał jeden z jego podwładnych, który właśnie powalił kolejnego przeciwnika.
- Odsuńcie się! Nie chcę was trafić! - Sam odskoczył w tył. Z jego oka spłynęła stróżka krwi. - Amaterasu!
Cały wyłom został spowity przez czarne, nie mogące zostać ugaszone, płomienie. Słychać było krzyki shinobi, którzy nie zdołali ominąć zagrożenia. Wykończyli niedobitków pozostawiając tylko jednego przy życiu.
- A teraz go przesłucham. Przytrzymajcie go. - Każdy złapał za jedno ramię. Itachi stanął przed nim. Spojrzał w jego oczy.
Mężczyzna nagle znalazł się w dziwnym miejscu. Nie było to pomieszczenie, które pamiętał. Nad nim na niebie latały z zawrotną prędkością chmury oraz świecił czerwony księżyc, wręcz wszystko zabarwione na ten kolor. Był on przywiązany do słupa.
- Gdzie ja jestem!? Co to za miejsce!?!? - Wykrzyczał.
- Nie ma z stąd ucieczki. - Pojawił się przed nim Uchiha.
- Kim ty do diabła jesteś!?
- Tym, który chce odpowiedzi na następujące pytania.
- Nic ci nie powiem!!
- W takim razie. - Wyciągnął katanę. Powoli podszedł do niego i wbił mu ją w bok. Mężczyzna wrzasnął z bólu. - Jak się tu dostaliście? Ilu was jest? Jakie zostały wydane rozkazy? - Wiercił ostrzem w ranie.
- Wal się!!
- Mamy bardzo dużo czasu. - Teraz było ich dwóch. Obydwoje wbili w ciało mężczyzny swoje katany. - Jak się tu dostaliście? Ilu was jest? Jakie zostały wydane rozkazy?
Mijały tak kolejne godziny dla shinobi pochodzącego z Chmury. Gdy się przebudził po straceniu przytomności widział przesłuchiwanego samego siebie.
- To musi być genjutsu. Kai! - Nie poskutkowało.
- W tym miejscu ja ustalam reguły gry. W świecie Tsukuyomi nie ma ucieczki. Jak się tu dostaliście? Ilu was jest? Jakie zostały wydane rozkazy?
- Dowiedziałem się czegoś interesującego. - Powiedział po sekundzie Itachi. - Musimy wysłać raport do Hokage! Połącz mnie z nią natychmiast! - Podszedł do człowieka pochodzącego z klanu Yamanaka.
- Czemu ich nie wykryto!?!? - Zapytała Hokage, po zmasakrowaniu kolejne shinobi poprzez jeden celny cios. Oczywiście poniósł śmierć na miejscu.
- Nie wiemy w jaki sposób ominęli naszą straż i cały front. - Odpowiedział Shikaku. - Chyba, że...
- Hokage-sama. Mam dla pani ważne informację. - Wskazała ręką, ojcu Shikamaru, by ten na razie nic nie mówił.
- Słucham, Itachi. - Z wydobytych informacji prosto od wroga, dowiedzieliśmy się kilku spraw. Przedostali się na ten teren dzięki tunelowi prowadzącego pod ziemią. Jest ich dosłownie cała armia oraz mają zlikwidować ten budynek i wszystkich ważniejszych z Liścia. Dostali także jeszcze jedno zadanie. Mają złapać jinhuuriki, który został z ich wioski uprowadzony.
- Itachi! Pędź na górę do oddziału szpitalnego i spróbuj ich powstrzymać do naszego przybycia! Jesteś najbliżej, bo zaledwie piętnaście pięter ci brakuje.
- A co z dokumentami i raportami?
- Spalcie je. Nie ma czasu do stracenia.
- Hai. - Zerwał połączenie.
- Shikaku. Gdzie może być wyjście z podziemnego tunelu?
- Właśnie to ustaliłem. Tutaj. - Wskazał na mapie pewne miejsce. - Byłoby ono najlepiej zakamuflowane i odpowiednie do tego typu działań.
- Wyślij tam trzy oddziały Anbu! Mają zniszczyć to przejście! Gdzie się do cholery podział Namito!?
- Dwudziesty pierwszy, dwudziesty drugi, dwudziesty trzeci... - Namikaze był na głównym placu boju.
Wspierał swoimi technikami obrońców, którzy zaczęli przegrywać. Przewaga liczebna wroga była ogromna. Wykonał kilkanaście pieczęci. Chmury zeszły niżej, a następnie potężne wyładowanie elektryczne uderzyło w grupkę przeciwników, zabijając ich niemal natychmiast.
- Czterdziesty. - Uśmiechnął się, lecz nie miał na to czasu. Nadciągali następni. - Więcej was matka nie miała? Hyhh. - Pojawił się za nimi i jednym celnym cięciem katany, podarowanej przez Naruto, powalił czterech.
Kilka shurikenów już ocierało się o niego, gdy ten zniknął i pojawił się dwa metry dalej. Nie teleportował się do żadnego ze znaczników, chociaż było widać żółty błysk. Użył czegoś innego. Była to zdolność powstała z rozwinięcia techniki Latającego Boga Piorunów. Mógł teleportować się na niewielką odległość w dowolne miejsce. Jego zasięg wynosił równe pięć metrów. Zużywał wtedy trzy razy więcej czakry, ale nie raz uratowała mu życie i pozwoliło zaskoczyć przeciwnika. Było tak i tym razem. Eliminował tak całe tuziny shinobi i ocalił kilku. Z lasu także zaczęli wybiegać, lecz tym razem były to posiłki przysłane z frontu i rezerw. Spojrzał na górę, która była kwaterą główną. Coś przykuło jego uwagę. Coś co czuł ponad rok temu. Nie czekając dłużej pobiegł w tamtym kierunku.
- Myślałem, że będzie gorzej. - Powiedział Naruto stojący boso we krwi z kunaiem w dłoni, jeszcze trochę ociekającym. Dokoła niego leżało dwudziestu ninja z licznymi cięciami, jak i otworami po rassenganach.
- Zdrówko wraca?
https://m.youtube.com/watch?v=mLXdUVJLL6E
- Jeszcze nie, ale i tak jest le... - Przerwał. Poczuł się strasznie słabo. Gdyby nie ściana upadłby na twarz. Jego oddech był nie regularny, a puls niebezpiecznie przyspieszył. Czuł coś mrocznego i złowrogiego w powietrzu. Istna żądza krwi, która spowijała to coś i emanowała przyprawiła go o zawroty głowy. Czakra zaczęła się w nim buzować.
Miniaturka Kyuubiego szalała na jednym z licznych pięter. Zabijała wszystkich, nie patrząc, czy to przyjaciel, czy wróg. Posiadała już sześć ogonów, które niszczyły ściany i cały sprzęt. Pazury i kły rozszarpywały ludzi na kawałki. Demon odwrócił się w stronę ostatnich pozostawionych przy życiu osób. Nanami oraz Sakura, które leżały przypięte do łóżek i kilku innych patrzyli się z niepokojem w jego kierunku. Ruszył. Zaczęli krzyczeć z myślą że to ich koniec. Minaturka uderzyła głową w lodową ścianę o grubości metra pozostawiając regenerujący się ślad. Lód był jak szyba. Dosłownie wszystko było widać.
- Nie pozwolę ci przejść dalej. - Wypowiedział to Naruto, stojący w swojej zbroi z czakry z uaktywnionym ósmym ogonem. - Uff. O mały włos. Zdążyłem.
- Pomóc?
- Jeszcze nie. Trzeba ją zaskoczyć i wtedy zamknąć pieczęć. Co mogło spowodować, że się przemieniła?
- Strach. Bała się, gdy się wszystko zaczęło. Zapewne to obudziło moją drugą połówkę. Po wszystkim zabieramy ją do wioski.
- Nie może być w środowisku gdzie mord to chleb powszedni, ale teraz. Czas ją poskromić.
Utworzył w dłoniach rassengany. Dwie wirujące sfery powiększyły się. Pobiegł wprost na nią. Ręce z czakry już miały go sięgnąć, gdy ten podskoczył i zablokował jedną ze swoich kul. Drugą zaś wpakował w jej kręgosłup, tym samym wgniatając demona w ziemię. Dodał do tego ataku trochę naturalnej energii. Wylądował za nią. Odsłonił się na atak i został posłany na swoje lodowe jutsu.
- O kurwa! - Zabluźnił, gdyż leciała w niego seria pocisków z czakry.
Ukucnął i zasłonił się ogonami jak tarczą. Nie przestawały uderzać. Większość rykoszetowała, a następnie wybuchała obok. Ściany zaczęły pękać przez powodowane wstrząsy. Przemieniona Noa bombardowała go nimi bez przerwy, by w końcu skruszyć jego obronę, która nie zamierzała łatwo pęknąć. Zaczął wykonywać rękoma jakieś pieczęcie. W sumie było ich dwadzieścia. Następnie nagryzł lewy kciuk i swoją własną krwią zaczął rysować na prawej ręce znaki.
- Skoro i tak tu siedzę. Wykorzystam ten czas na przygotowanie klucza. - Momentalnie coś przebiło się przez ogony.
Była to łapa. Noa złapała go za gardło i przycisnęła do ściany. Namikaze zaczął się dusić. W prawej ręce znów utworzył wirującą sferę.
- Kyuurengan!!! - Wepchnął go w jej brzuch posyłając daleko w tył.
Opadł na podłogę. Kurama nie zamierzał czekać już dłużej. Pojawił się przed swoim jinhuuriki gotowy do walki. Wyleczył się prawie całkowicie, trzymał jeszcze w górze lewą przednią łapę.
- Ja ją utrzymam na odległość od ciebie. Rób co masz zamiar zrobić. Niestety, ale muszę to przyznać. Ma nade mną przewagę.
- To nie jest dobra wiadomość. - Skrzywił się blondyn.
- Ameryki nie odkryłeś.
- Gdzie ja jestem? - Zapytała z przerażeniem w głosie. Nie rozpoznawała tego miejsca. Było ciemne, ponure i w dodatku wilgotne. Stała w wodzie. Na ścianach pokrytych mchem i pleśnią znajdowały się rury z których ciekła woda. Było tylko kilka żarówek oświetlających to miejsce. Przed sobą dostrzegła, grube na metr, kraty odgradzające jakieś pomieszczenie. Po chwili wokół niej zaczęła gromadzić się i kręcić czerwona czakra.
- Witaj. - Zabrzmiało to bardziej jak warkot.
- Czym ty jesteś?
- Twoją drugą połówką. - Skłamał. Jego celem było wydostanie się za wszelką cenę na wolność. W tej chwili wyczuł swoją okazję.
- Kłamiesz!!! - Wykrzyknęła i upadła do tyłu, próbując się wycofać.
- Jesteś tego pewna? A może się boisz?
- Nie. - Odpowiedziała niepewnie.
- A jednak. To własnie strach przyprowadził cię do mnie. To za jego sprawką będę mógł rozprostować łapy.
- Co masz na myśli?
- Oddaj swoją duszę mnie. Odciągnę ciebie od całego cierpienia i lęku, który cię otacza. Wystarczy, że zerwiesz tą karteczkę i będziesz wolna od świata. - Z ciemności wyłoniła się łapa z ogromnymi pazurami wskazująca na pieczęć.
Przez dziesięć pełnych minut młody Namikaze pisał coś na ręku. Pomieszczenia znajdujące się przed nim całkowicie zniknęły. Wszędzie walały się ciała shinobi z Chmury i Liścia, które zostały przysypane przez gruz oraz powstały pył. Blondyn utrzymywał swoje lodowe jutsu, by ochraniać ocalonych, samemu chowając się za falującymi ogonami powstałymi z czakry. Lis koncentrował energię przed pyskiem, powoli tworząc fioletową kulę. Wycelował prosto w przemienioną Noa, która posiadała już siedem ogonów. Zaczęła przypominać samego Kyuubiego. Jej tylne nogi, a raczej łapy miały wygięte kolana w przeciwną stronę niż u człowieka. Zaczął pojawiać się pysk oraz sierść tworzone z samej czakry. Tak przynajmniej zdawało się dwójce przyjaciół. Po lewej, od strony schodów, pojawili się Namito i Itachi. Widać, że ledwo łapali oddech.
- Mam dosyć. - Zakasłał blondyn, który teraz leżał na ziemi.. - Czy nie mogli zamontować windy?
- Masz całkowitą słuszność. Naruto!? Co jest!? - Ten nie miał czasu na wyjaśnienia. Rzucił się w ich stronę i osłonił własną czakrą. Eksplozja rozniosła kilka pięter w górę. Po wszystkim wychylił głowę zza osłony.
- Kyuu!? Gdzie Noa!?
- Yyyyy. - Podrapał się ogonem po głowie. Na przeciw niego, tak około stu metrów dalej, widniała dziura w grubej, skalnej ścianie prowadzącej na zewnątrz.
- Coś ty narobił!?!? Za nią!!!
- Itachi. Zostań i chroń resztę. Ja pomogę bratankowi.
https://m.youtube.com/watch?v=RNa5IiDywv4
Cała trójka wyskoczyła w kilkusekundowych odstępach. Kyuubi miał najmniejsze szczęście. Oberwał z Bijuudamy. Zniknął w kłębach dymu. Leciały kolejne pociski czystej energii w ich stronę. Naruto wraz z wujem wykorzystali kunaie ze znacznikami, by uniknąć niebezpieczeństwa, odrzucając je od siebie i teleportując się. Wylądowali. Gdy kurz opadł, ujrzeli przed sobą, wpatrzoną w ich osoby, Noa. Z podziemi, tuż pod nimi, wyrosły demoniczne ręce, próbując ich schwytać. Pobiegli w przeciwnych kierunkach, by zmylić przeciwnika. Nic to nie dało. Złapała ich i ścisnęła z całej siły. Namito zniknął w chmurze białego dymu. Zastosował podmianę z klonem, po czym skumulowaną czakrą w mieczu, uwolnił bratanka przecinając łapę. Osiemnastolatek ruszył frontalnie. Odparł ataki ogonami swoimi własnymi i już miał ją uderzyć prawą ręką i wszystko zakończyć, gdy ta zniknęła. Zdezorientowała ich tym zagraniem. Obydwoje polecieli na skały uderzeni z zaskoczenia, gdy znów pojawiła się przed nimi. Namito opierał się o skałę, a Naruto odkaszlnął krwią, podnosząc się z ziemi.
- Czemu jest ona taka szybka? Przecież mam podobne umiejętności i czegoś takiego nie posiadłem. Na dodatek nie jest ona shinobi.
- Nie mam zielonego pojęcia. Może połówki twego demona czymś się różnią?
- Niestety. Zmartwię cię. Ja też nie znam odpowiedzi na to pytanie. Sorki Naruto. Nie dam rady dłużej walczyć. Zbyt mocno oberwałem. Jak jakiś szczeniak, nadziałem się na ten pocisk.
- I tak dałeś mi sporo czasu na przygotowanie klucza. Wystarczy że ją dotknę.
- Główne ciało? Nie może być to czakra z ogonów?
- Niestety nie.
Ujrzeli teraz dość nieciekawy dla nich widok. Z ciała Noa nastąpiła eksplozja posyłająca czakrę do nieba. Gdy ta się uspokoiła zza jej pleców unosiło się teraz osiem krwistoczerwonych ogonów. Jej pysk znowu się wydłużył. Sierść była coraz bardziej widoczna. Tylne nogi już do końca przekształciły się w łapy.
- No to mamy problem. - Odezwał się wujek chłopaka widząc fioletową kulę, która nadal się powiększała.
- I ty mi to mówisz?
https://m.youtube.com/watch?v=PCfiqY05BpA
Rozpętała się istna burza ciskająca piorunami na wszystkie strony, lecz co dziwniejsze nie padało. Namito opierał się o jeden z licznych głazów oderwanych od pobliskiej góry. Jego ręce straciły czucie. Prawa leżała bezwładnie w z dłuż rany przechodzącej przez cały brzuch, a lewa tuż przy ciele z otwartą dłonią. Z jego ust ciekła stróżka krwi. Patrzył się nieprzytomnym wzrokiem delikatnie w stronę ciemnych, prawie czarnych chmur.
- Prze-praszam cię... - odkaszlnął zalegającą czerwoną substancją - ... bracie. Nie, da-łem rady, dotrzymać, o-biet-nicy. - Jego głowa zaczęła przechylać się w stronę poranionej klatki piersiowej. Naruto leżący obok niego twarzą do ziemi w kałuży krwi pochodzących od obojga z nich, usłyszał tylko to jedno słowo. - Prze-pra-szam, hyyyyhh.
Jinhuuriki delikatnie podparł się dzięki prawej dłoni. Inne kończyny były poobdzierane ze skóry i połamane w kilkunastu miejscach. Złapała go po raz kolejny. Była zbyt szybka dla nich. Jego powłoka zniknęła. Trzymał się tylko i wyłącznie dzięki silnej woli. Spojrzał w przód. Wszystkie jej dziewięć ogonów zwrócone były do nich i delikatnie falowały. Siedziała do nich tyłem. Wszystkie cechy zewnętrzne Kyuubiego były wykształcone. Brakowało mu tylko prawdziwego ciała. Naruto zaczął powoli się przyczołgiwać do niej. Zacisnął zęby oraz pięść w jedynej zdrowej kończynie. Reszta była ciągnięta po ziemi i zostawiała krwawy ślad tak przez dwadzieścia metrów. Znalazł się tuż za nią. Nie przypuszczał, że mu się to uda. Otworzył dłoń i wykonał pół pieczęć. Napisy na niej i na całej ręce poczęły się poruszać, falować i wyginać. Wyglądało to tak jakby ożyły i miały wyrwać się ze swojej pierwotnej pozycji. Wyprostował ją i chwycił za kostkę miniaturki demona. Poruszył przy tym swoimi ustami, wypowiadając nieme dwa słowa.
Znalazła się przed samą klatką wiążącą drugą połówkę bijuu. Otworzyła oczy, gdy poczuła czyjąś rękę na swojej nodze i usłyszała jego głos:
- Noa, wróć.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz