niedziela, 29 lipca 2018

C.B. - Imię budzące niegdyś podziw, a teraz gniew i rozpacz

I spóźniłem się o dwadzieścia minut z tym rozdziałem :/. Eh, ale cóż zrobić? Nie przedłużając dłużej. Zapraszam do czytania.
****************
W tym czasie brat Youndaime wskoczył do tunelu z którego posypała się wcześniejsza seria kunaiów. Trzymając dwa w dłoni podążał za zamachowcem. Szedł powoli i skupiony do granic możliwości. Cicho robił krok za krokiem, by nie dać sygnału przeciwnikowi, że nadchodzi. Praktycznie wstrzymał oddech. Wytężył wzrok, ale w korytarzu panowała ciemność. Jedynie lekki promień światła dochodzącego z sali negocjacyjnej pozwalał dostrzec cokolwiek, jednak ten zanikał im dalej Namito posuwał się na przód. Zdawał sobie sprawę z tego, że przeciwnik nie jest przeciętnym shinobi. Dowodem był Naruto, który nie zdążył wybronić wszystkiego co nadleciało i przez to był poważnie ranny.
Szedł już z dobre pięć minut, a korytarz ciągną się w nieskończoność. W pewnym momencie usłyszał znajomy dźwięk. Tak jakby rozciągającego się metalu. Na jego czole pojawiły się krople potu. Nie był zachwycony z tej sytuacji w której aktualnie się znalazł.
- W mordę. - Powiedział po czym nastąpił potężny wybuch. W ostatnim momencie użył kunaia i wydostał się. Zmaterializował się tuż przy wejściu. Pozostawił tam znacznik na wszelki wypadek i co gorsza musiał z niego skorzystać. Nie zdążył wyskoczyć nim fala uderzeniowa go dopadła. Wyleciał z korytarza jak pocisk uderzając plecami o skalną ścianę, robiąc w niej mały krater.
Wszyscy odczuli wstrząs, który po wybuchu karteczek trwał dobre parę sekund. Ściany, sufit, a nawet podłoga ucierpiały przy tym, pękając w wielu miejscach. Zdążyli jedynie zobaczyć jak Namito wylatuje z otworu, a za nim szczątki skalne, kurz oraz pył, wypełniające pomieszczenie ograniczając widoczność prawie do zera.
Naruto nadal był leczony przez Tsunade, która ani na chwilę nie przerwała tej czynności. Znów poczuł ukucie na brzuchu, ale tym razem pochodziło ono ze środka. Nie mógł myśleć co mogło być tego przyczyną, gdyż ujrzał postać stojącą nie więcej niż dwa metry przed nim. Domyślił się, że to nie wujek. Bez zastanowienia odepchnął Hokage i wyrwał z siebie jeden z kunaii lewą ręką. Druga nadal była unieruchomiona. Nie wiedzieć jak przeszedł do pozycji kucającej i wyprostował zdrową kończynę. Sparował uderzenia miecza zmierzającego idealnie w jego głowę. Zamachowiec widząc to, kopnął w broń wytrącając ją z jego dłoni. Więcej nie zdążył zrobić, gdy Namito otrząsnąwszy się, wymierzył w jego żebra cios. Zrobił unik odskakując aż do wyjścia z sali. Ochrona Raikage także chciała pomóc, lecz szybko została posłana na deski kilkoma szybkimi cięciami. Starszy blondyn chciał związać go walką na bliski dystans, by jego kunaie miały przewagę nad lśniącą kataną. Ten jednak odczytał ruch i wypuścił z rękawa parę eksplodujących notek. Kolejna eksplozja pochłonęła całe pomieszczenie.
Samurajowie na czele z Mifune nagle zniknęli. Nikt nie widział kiedy wyszli. Raikage ochronił siebie jak i podwładnych swoją zbroją z błyskawic. Natomiast Konoszan ocaliła Tsunade przywołując Katsuyu, która schowała ich we własnym ciele. Jego konsystencja zaabsorbowała energię wybuchu. Gdy Hokage stwierdziła, że jest bezpiecznie wypuściła ich i z powrotem zajęła się opatrywaniem ran.
- Gdzie on jest!? - Namito podbiegł do wyjścia, które usłane było gruzami i prawie całkowicie zawalone. - Szlak! Uciekł! Niech szanowna Hokage wyleczy Naruto i pozostanie tu dla własnego bezpieczeństwa! Dorwę drania!
- Uważaj na siebie! - Ten skinął głową i rzucił kunai przez mały otwór w przejściu. Po krótkiej chwili zniknął w żółtym błysku.
- Nie może... sam z nim walczyć. Muszę mu pomóc. - Jinhuuriki próbował wstać, ale nadal nie miał na to wystarczających sił.
- Gdy zakończę leczenie. Teraz to niemożliwe.
- Ale... on go zabije. - Zdziwiły ją tak pewne słowa z ust blondyna. Musiała dowiedzieć się więcej.
- Wyjaśnisz mi wreszcie kim jest ten człowiek i skąd go znasz!? - Ton głosu świadczył o tym, że ma odpowiedzieć na to pytanie w tej chwili.
Młody. Za chwilę, przynajmniej częściowo, umożliwię ci korzystanie z czakry. Wytrzymaj jeszcze trochę.
W końcu się odezwałeś. Co tak długo.
Wybacz, ale twoja pieczęć na brzuchu została trafiona w tenteksu, a na prawej dłoni także została zneutralizowana, jak z resztą cała kończyna. A teraz szykuj się na ból. Wyśle dość sporą dawkę czakry do tenteksu. Lepiej coś zagryź, bo jeszcze stracisz przytomność.
Nie gadaj, tylko działaj.
Krzyk rozniósł się po ciemnym korytarzu, którym aktualnie biegł Namito. Ciarki przeszły po jego plecach na samą myśl cierpienia, które spotkało jego bratanka. Kiedyś był w podobnej sytuacji. Wpadł w zasadzkę i ledwo uszedł z życiem. Wyleczyła go wtedy babcia. Zszywała jego rany nićmi z czakry. Okropny ból. Wytrzymał kilka minut po czym zemdlał. Następne miesiące nie były zbyt przyjemne. Rehabilitacja wszelakimi sposobami. Od nauki normalnego poruszania się do picia dziwnych naparów nazywanej przez jego babcię herbatkami. Jednak liczyło się tylko jedno. Przeżył.
Zbliżał się do końca tunelu prowadzącego do głównej sali, tą którą widzieli wchodząc do całego kompleksu. Dochodziły z niej odgłosy zaciętej walki. Kolejne eksplozje, okrzyki i brzdęk metalu pocierającego o metal przedzierały się głucho przez opustoszałe korytarze, docierając do każdego, choć najmniejszego zakamarka. Im bliżej walczących tym lepiej rozpoznawał po skutkach, kto w danej chwili atakował.
- Shannaro!!! - Rozległ się głos różowowłosej, a następnie wstrząs. Jonin musiał zatrzymać się i przytulic do ściany, gdyż sklepienie nad nim popękało i oderwały się fragmenty skał.
Ma dziewczyna parę i to bez dwóch zdań. - Zaśmiał się głupkowato w myślach, lecz po chwili ogarnął się, gdyż to nie czas na żarty.
Po minucie znalazł się w wielkiej hali. Trochę inaczej zapamiętał to miejsce. Wszędzie gruz, płonące kawałki drewna, wszelaka broń i kratery po niesłychanych uderzeniach kunoichi. Około pięćdziesięciu metrów przed blondynem, zza jednej z kolumn podtrzymujących strop wyskoczyła postać. Przemieszczała się tyłem w powietrzu. Za jej śladem szła ogromna kula ognia. Napastnik złożył kilka pieczęci i machnął kataną w kierunku techniki. Ta zatrzymała się i rozproszyła. Z niej wystrzeliła seria shurikenów, ale one także zostały powstrzymane perfekcyjnymi ruchami broni trzymanej w ręku. Namito wyczuł okazję. Nasycił kunai ładunkiem elektrycznym i rzucił w przeciwnika. Leciał z niesamowitą prędkością. Przeciwnik nie mógł ujrzeć go wcześniej. Gdy już miał wbić się w jego bok, ten sparował atak, a kunai wbił się w ścianę, zagłębiając się na pół metra.
- Niezwykłe. Prawda? - Koło niego pojawił się Uchiha, który planował przetestować inny typ ataku, ale podczas zachodzenia przeciwnika od tyłu zauważył Namito. - Paruje wszystkie próby zranienia lub pochwycenia go. Nigdy wcześniej nie widziałem tak utalentowanego szermierza.
- A sharingan?
- No i tu moje zdziwienie przeszło wszelką normę. Nie działa na niego nic. Wszelka iluzja nawet nie została na niego nałożona. Nawet amaterasu się go nie ima. - Wytarł krew z policzka.
- U nas także pokazał, że nie jest pierwszym lepszym opryszkiem.
- Miałem rację myśląc, że to od was nadszedł ten hałas.
- Zmasakrował Naruto w mgnieniu oka. Szybkość nic tu nie pomoże. - Stwierdził zmartwiony.
- W takim razie przetestuję jeszcze jeden ruch. Możesz odwrócić jego uwagę? Część z nas ledwo zipie i mogą jedynie przeszkodzić, a nie chciałbym trafić w nich moim Susanoo.
- Spróbujmy, ale poczekaj chwilę. Sam także spróbuję coś zrobić, a pomartwimy się, gdy nawet to nie pomoże.
Ruszyli w chwili, gdy Yamato z Sakurą zostali pokonani i odepchnięci na znaczną odległość poprzez falę powietrza wytworzoną z ręki. Namito zbliżył się do niego i zaczął swój jeden z bardziej skomplikowanych ataków, które wykonywał. Nie był to jednak jego wytwór. Znalazł go w jednym ze zwojów należących do brata, gdy ten skonał przy nim. Nazywał się on ,,Trzeci Etap Okrężnego Tańca Wirujących Błysków". Nienawidził brata z tego powodu, że dziwacznie nazywał techniki, ale miało to swój urok. Stworzył klona. Każdy z nich miał po trzy kunaie latającego boga piorunów w dłoniach, pomiędzy palcami.
Rzucili po dwa kunaie na ziemię tworząc z nich kwadrat dokoła zamachowca. Nim ten zdołał uciec został zaatakowany praktycznie ze wszystkich stron. Nazwa jednak pasowała do wykonania. Klon i oryginał idealnie zsynchronizowani w ruchach wymierzali ciosy raz za razem, jak podczas pięknie wyćwiczonego tańca. Trzymali w rękach po jednej sztuce broni, a resztą rzucali pomiędzy sobą i w polu utworzonego wcześniej czworokąta. By móc łapać oraz wymierzać cięcia kunaiami musieli wirować wokół osi przeciwnika oraz własnej z niesamowitą prędkością i precyzją. Miejsce oświetliło setki błysków w kolorze żółtym. Niesamowity pokaz umiejętności, ale nie tylko jego. Tak jak wspomniał Itachi. Doskonały szermierz. Po dwóch minutach tylko kilka razy został zraniony, ale nie były to poważne obrażenia. Można je było prędzej nazwać zadrapaniem aniżeli raną. Gdy blondynowi powoli kończyła się czakra, odskoczył i zrobił miejsce dla gotowego Uchihy. Wytworzył wokół siebie czerwoną postać z Susanoo. W rękach techniki tworzyła się nowa. Wyglądała jak tomoe z sharingana połączone niciom z czakry tego samego koloru.
- Yasaka no Magatama! - Powiedział króczowłosy i wypuścił w przeciwnika swoją najpotężniejszą technikę dalekiego zasięgu. Uderzając spowodowała kilka pomniejszych eksplozji, unosząc tumany zalegającego na ziemi pyłu. Znów widoczność zmalała praktycznie do zera.
W tym czasie w sali negocjacyjnej.
- Nie powstrzymasz mnie!!! - Wydarł się blondyn na swoją Hokage. Jego ton wręcz odebrał jej mowę. Wiedziała, że przez ostatnie kilka minut coś się w nim zmieniło. Nie tylko wewnętrznie, ale i zewnętrznie. Zauważyła je. To oko, zmieniło kształt źrenicy po obwitym krwawieniu i z powrotem krążącej czakrze w ciele jinhuuriki. Wiedziała, że Kyuubi musiał w jakiś sposób zaleczyć ranę w brzuchu, ale nadal nie wygoiła się do końca. Wskazywała na to jego własna czakra widoczna gołym okiem. Pojawiała się i zanikała w ułamku sekundy otaczając tylko w niektórych miejscach ciało nosiciela. Wstał, brutalnie odpychając Tsunadę na bok. Nadal miał wbite w ciało parę kunaii, a z rany sączyła się krew. Podszedł powoli do drewnianego stołu. Sięgnął lewą ręką po wcześniej wypuszczoną katanę. Ta także zaczęła zmieniać swój wygląd raz za razem. Odwrócił się i poszedł w kierunku wyjścia. Zastał tam zatarasowaną przez skały drogę. Nie bawiąc się w kunaie, zamachnął się mieczem. Z niego wyleciała niezrównoważona ilość energii i dosłownie rozwaliła barykadę. Blondyn na chwiejnych nogach poszedł dalej, ciągnąc za sobą katanę, ocierając jej ostrze o podłogę tworząc przy tym dziesiątki małych iskier i lekko zagłębiony ślad.
Kilka sekund po wypuszczonym jutsu, za Itachim pojawił się szermierz i uderzył skumulowaną czakrą na końcu ostrza katany w plecy Susanoo. To rozpadło się pod naporem uderzenia, lecz jej użytkownikowi nic się nie stało, gdyż wyskoczył z niego w ostatnim momencie. Wylądował koło blondyna, który ciężko oddychał. Kosztowało go to wszystko zbyt dużą ilość energii, a myśl, że poszła ona na darmo dodatkowo go zdołowała.
- Nie mam wyboru. Poświęcę jedno z moich oczu i zamknę go w iluzji.
- Zwariowałeś!? Wtedy stracisz jedną z naszych możliwości ataku. - Skrzywił się Namito.
- To niby co mamy zrobić? Jeśli tego nie uczynię, to wszyscy tu zginiemy z jego ręki.
- Musi być inny sposób.
- Żadnego już nie dostrzegam. Wypróbowałem wszystkiego co tylko przyszło mi do głowy. Tego genjutsu nie anuluje zbyt łatwo. - Nie mógł się nie zgodzić. Nawet chora z nazwy technika, a raczej plan ataku Czwartego Hokage nie poskutkowała, a pełni mocy swego żywiołu nie mógł wykorzystać, gdyż znajdowali się w środku góry, przez co wytworzenie potężniejszej błyskawicy umożliwiającej zabicie, było wręcz niemożliwe.
Przed nimi stanął gotowy do kolejnego starcia zamachowiec. Namito chciał kiwnąć głową na zgodę dla nowego planu, ale w ten coś usłyszeli. Był to zgrzyt metalu o skalną posadzkę. Zbliżał się do nich powoli i przyspieszał. Kilka chwil później z cienia wyszedł Naruto, ciągnący za sobą katanę. Ubranie było zakrwawione jego własną krwią wyciekającą z ran oraz co dziwniejsze z prawego oka. Itachi dostrzegł pewną zmianę, ale nie był co do tego całkiem pewien, gdyż znów zaczął pogarszać mu się wzrok. Źrenica Namikaze zmieniła swój kształt. Wszystkie tomoe obróciły się o dziewięćdziesiąt stopni, kierując ogonki w stronę środka oka, gdzie widniał kształt źrenicy jak podczas trwania trybu ogonów.
- Zdejmij maskę!!! - Naruto tracił panowanie nad sobą. Stracił zbyt dużo krwi, a pragnienie powróciło niczym bumerang.
Nie otrzymał żadnej odpowiedzi, czy jakiegokolwiek ruchu ze strony przeciwnika. Stał jak stał w pozie gotowej do obrony z wysuniętym mieczem do przodu. Prawa ręka spoczęła bliżej ostrza, a lewa tuż za nią. Nogi w lekkim rozkroku, by móc szybciej zareagować.
- Ghrrr. - Pokazał swoje zbyt wyrośnięte kły. Ta postawa była mu bardzo dobrze znana. Trenował ją, ale jako shinobi do końca nie mógł jej wykorzystywać, dlatego zrezygnował z niej.
- Naru...
- Nie wtrącać się!!! - Przerwał w pół słowa swojemu wujowi, chropowatym głosem po czym zadławił się swoją własną krwią.
Wściekłość nim zawładnęła, chociaż nadal jako tako wiedział, kto jest przeciwnikiem. Jego ciało drgnęło i ruszyło do ataku. Nie chciał zwlekać ani chwili dłużej. Miał zamiar sam zerwać tą przeklętą maskę. Będąc już u celu, przeciwnik zrobił krok w tył i zblokował cięcie na wysokości głowy bez żadnego problemu. Jego broń nie przesunęła się ani o milimetr, chociaż był to potężny cios. Jinhuuriki atakował zaciekle, stosując wszystkie znane mu pozycje i podstępy. Jednak nic to nie pomagało. Wiedział, że nie będzie wstanie nawet go zadrapać, ale nie mógł znieść jednej rzeczy. W jaki sposób jego dawny mistrz zmartwychwstał i czemu posunął się do tak kuriozalnego czynu, jakim jest zamach na Hokage.
- Yoshito!!! - Wykrzyczał jego imię w trakcie swego ataku z nad głowy, wykorzystując czakrę do zwiększenia jego siły. Mężczyzna zrobił dokładnie to samo, tylko że dotyczyło to obrony. Delikatnie wgniotło jego stopy w podłogę, krusząc ją i wywołując falę uderzeniową. Nie wykonując bardziej skomplikowanych ruchów, skierował katanę Naruto na bok, a następnie kopnął go brzuch.
Blondyn poleciał do tyłu. Gdy miał już uderzyć plecami w jeden z filarów, ostrze swego miecza skierował do tyłu, tuż pod pachą i zamortyzował uderzenie wbijając go w skałę. Powoli wstał podpierając się na broni. Obserwujący to wszystko jonini chcieli wkroczyć do akcji, gdy nagle jeden z nich, a dokładniej Namito, upadł z otwartymi oczami. Nie było to przemęczenie, a wzrok jego bratanka skierowany raz na nich, a raz na Yoshito.
- Miota genjutsu na wszystkie strony. - Stwierdził Uchiha po czym próbował odwrócić efekty działań przyjaciela.
Przez ten czas, lewa ręka jinhuuriki pokryła się grubą warstwą krwistoczerwonej czakry, wypalając całkowicie przykrywający ją materiał. Reszta ciała nie zmieniła się, ale jego włosy zaczęły bezwładnie się unosić. Kumulował ogromną ilość czakry w swojej dłoni, a z niej wprost do trzymanego miecza. Kolejny zamach od boku. Instynktownie posłał skondensowaną czakrę w kierunku Yoshito. Nie zdążył zrobić uniku i przyjął siłę uderzenia na katanę. Powstało niewielkie pęknięcie idealnie na Sori*. Naruto zauważył to i błyskawicznie znalazł się przed nim. Kolejny raz natarł czakrą, dorzucając do tego swoją własną siłę fizyczną, wymierzając idealne cięcie.
Pod naporem tej potęgi miecz pękł na pół. Przeciwnik odskoczył w samą porę omijając ostrze stworzone z czakry. Jednak nie do końca. Maska, która dotąd skrywała twarz, opadła powoli na ziemię paląc się ogniem powstałym z czakry demona. Po chwili jednak pokryła się lodem i przymarzła do podłoża.
Jeśli Namikaze posiadał do tej pory jakiekolwiek wątpliwości, to właśnie w tej chwili się rozwiały niczym liście na wietrze. Twarz ta sama co parę lat wcześniej obserwował podczas jego pobytu. Nie była zwęglona, czy poharatana. Tak jakby to wszystko co widział w przeszłości było zwykłym, snem powodującym rozpacz w sercu jinhuuriki. Wyraz twarzy nie wskazywał na jakiekolwiek emocje nim targające. Była niczym rzeźba. Niezmienna. Żadnych ruchów mięśni, zero kropli potu, oddech nawet mu nie przyspieszył w przeciwieństwie do Naruto, który już słaniał się na nogach. Jedynym co go na nich trzymało była silna wola oraz potężna czakra krążąca w naczyniach.
- Czemu to robisz!? Czemu zaatakowałeś naszą Hokage!? Czemu zaatakowałeś mnie!? I wytłumacz mi! W jaki sposób nadal żyjesz!?!? - Z ust blondyna posypała się seria pytań, na które oczekiwał natychmiastowej odpowiedzi.
- Bo miałem taki kaprys. - Odpowiedział bez żadnych ceregieli i ze stoickim spokojem. Naruto otworzył szerzej oczy. Jego głos zmienił się diametralnie. Kiedyś miły i ciepły ton stał się oschły, cierpki, a nawet przerażający dla zwykłych ludzi. Dopiero teraz ujrzał prawdziwy obraz swego dawnego senseia. Z dawnego poczciwego człowieka oraz mistrza władania kataną, stał się wyspecjalizowanym zabójcom działającym na własną rękę, a może i nawet na zlecenie. Jednak w jego aurze coś nie spodobało się Naruto. Po czakrze nie byłby wstanie go rozpoznać i to przechodząc tuż obok.
- W takim razie. - Ponownie skumulował czakrę, lecz tym razem w znacznie większej ilości. - Mam nadzieję, że Nanami mi kiedyś wybaczy.
Z jego oczu spłynęły łzy. Z lewego krystalicznie czysta i słona, a z prawego czerwona i słodka. Włosy na ten moment oklapły przysłaniając jego pogrążoną w rozpaczy twarz. Ręka cała spowita czakrą, zaczęła się trząść wraz z trzymaną w niej  kataną. Bił się z samym sobą, gdyż miał do wyboru kilka opcji. Wypuścić go, złapać i zaprowadzić do Konohy, czy jednak zabić. Z czego tej ostatniej nie chciał dokonać, ale widząc co się z nim stało, nie chciałby, by niebieskooka zobaczyła go tym kim się stał. Sam także nie miał takiej ochoty. Już zakończył ten rozdział swojego życia i nie miał najmniejszego zamiaru do niego wracać po tym co wydarzyło się tego danego dnia.
- Na-Naruto. - Nagle odezwał się Yoshito swoim normalnym, dawnym głosem. Blondyn spojrzał na niego. - Zabij mnie teraz albo... - Tu nie dokończył. Zaczął dziwnie przekręcać głowę po czym znów zamilkł.
- Co!? - Zapytał z niedowierzaniem.
- ... będziesz cierpiał. Jeszcze sam do mnie przyjdziesz błagając o śmierć. Zapamiętaj to. Śmiertelniku. Hahahahahahahaha! - Z jego rękawa wyleciały bomby dymne oraz kilka wybuchowych notek, które przykleiły się do dwóch kolumn znajdujących się najbliżej wyjścia z wnętrza góry. Dym zasłonił całą eksplozję i ucieczkę Yoshito. Ze sklepienia znów zaczęły odłamywać się fragmenty skał. Jeden wielkości dużego psa, zaczął spadać na klęczącego blondyna. Cała czakra wycofała się w najgorszym momencie jaki był możliwy, a mięśnie odmówiły posłuszeństwa sprawiając, że upadł na lewy bok. Widział jak skała zbliża się do niego. Życie przeleciało mu przed oczami, ale jednak najadł się jedynie strachu. Ochronił go Itachi swoim sosanoo, który w dodatku podtrzymywał nadal półprzytomnego Namito. Blok skalny rozbił się o jego rękę i rozprysł na boki.
- Znałeś go. Prawda? - Nie odpowiedział nic. Był przybity. Nie wiedział co ma myśleć o ostatnich słowach Yoshito, a co dopiero o reszcie spraw z nim związanych. Powstał w jego głowie istny galimatias, którego nie umiał uporządkować.
- Co powinienem zrobić? - Po pięciu minutach poczuł w sobie nowe siły, dzięki czemu usiadł i zadał pytanie sam do siebie, nie znając na nie odpowiedzi. Nie oczekiwał także, że ktoś mu w nim pomoże.
- Na chwilę obecną wyleczyć rany. Wyglądasz okropnie. - Zaśmiał się Namito, który zdążył całkowicie się wybudzić. - Zabiorę cię do naszej wspaniałomyślnej Hokage.
- Dzięki. - Zawiesił zdrowe ramię bratanka na swoim i pomógł mu wstać.
- W ogóle w jaki sposób Tsunade cię puściła?
- Yyyy.
Dwadzieścia minut później Namito rozmawiał z Tsunade o zdaniu krótkiej relacji z wcześniejszych wydarzeń:
- Karne misje do odwołania!!! A usłyszę choćby jakieś małe ,,ale", to własnoręcznie zatłukę was obu!!!! - Wykrzyczała wkurzona blondynka.
W sali negocjacyjnej, gdy Naruto odepchnął ją, po paru minutach zdała sobie sprawę, że jej dobre imię zostało zbrukane przez podwładnego. Wtedy ciśnienie jej skoczyło i rozwaliła stół wraz z krzesłami.
- A ja za co!?!? - Zwrócił się Namito trochę zdezorientowany.
- Tak na przyszłość oraz za zwianie ze szpitala! Coś jeszcze!? Nie!? To jazda pisać raport! Mam go dostać jutro z samego rana! Od każdego! - Odwróciła się na pięcie i chciała już usiąść.
- A nasze rany? - Przełknął ślinę ze strachu przed reakcją przełożonej. Ta stanęła i nie poruszyła się przez parę sekund.
- Zapomniałabym! - Wykrzyczała z przerażeniem. - Dlaczego nie dałeś mi go tu od razu!? Ma przebite płuco!
- Próbowałem, ale szanowna Hokage mi przerwała. - Zaśmiał się głupkowato.
Wybiegła na korytarz i rozejrzała się. Leżał na drewnianej ławce stworzonej przez Yamato dzięki sztuce drewna. Miał okład na prawym oku przywiązany bandażem. Broń w bita niegdyś w jego ciało nagle zniknęła. Tak samo zakrwawiona bluza i koszulka, które leżały zwinięte w kłębek obok, jednak rana nadal pozostawała otwarta, lecz oddech Namikaze zrobił się regularny i spokojny. Wpatrzony był w sufit i chyba nad czymś rozmyślał.
Usłyszała kroki wskazujące na bieg. Spojrzała w lewo. Z cienia wyłoniła się sylwetka kunoichi. W ręku miała wiaderko ze świeżą wodą i ręcznikami. Widać było po niej potworne zmęczenie. Sama miała przewiązaną głowę z zimnym okładem, gdyż uderzyła nią o coś twardego i nadal odczuwała tego skutki.
- Sakura. - Ta na nią spojrzała i lekko się uśmiechnęła po czym uklękła na kolanach. Sięgając po biały ręcznik zakręciło jej się w głowie i gdyby nie reakcja jej przełożonej, upadłaby na ziemię. - Jesteś wyczerpana.
Wskazała na Yamato, by ten zrobił jeszcze jedną ławkę. Oddychał jeszcze ciężej, ale wykonał polecenie bez zbędnych komentarzy. Położyła ją na niej.
- Odpocznij. Resztą ja się zajmę. - Różowowłosa usnęła prawie natychmiast. Hokage znów rozejrzała się i uśmiechnęła. Była zadowolona ze swej uczennicy. Opatrzyła dosłownie wszystkich, wliczając to w podwładnych Hokagę. Neji i Ten Ten mieli liczne stłuczenia i rany, które najwidoczniej zostały zaleczone. To samo tyczyło się Yamato. Jego ręka została usztywniona tuż przy piersi i owinięta bandażem. Najprawdopodobniej ją złamał podczas korzystania ze stylu drewna. Itachi nie odniósł poważniejszych ran, ale oczy z pewnością ucierpiały. Hokagę zauważyła to prawie natychmiast, zrobiły się bardziej szare niż były. Namito z pewnością się nie przyzna sam do jakichkolwiek obrażeń. Uznała że jeśli samodzielnie chodzi, jest wystarczającą informacją, by go najzwyczajniej w świecie olać.
Pozostał jeden. Podeszła do niego. Nie zwrócił na nią uwagi. Był nieobecny duchem. Nie próbując go wyrywać z tego stanu, zaczęła obdukcję. Wpierw spojrzała na najpoważniejsze zagrożenie dla życia blondyna. Skupiła czakrę i przeskanowała to miejsce. Uśmiechnęła się. Płuca były całe. Spojrzała na swoją uczennicę.
Dobrze się spisałaś. Ta operacja nie należała do najłatwiejszych. Pewnie skończyła ci się czakra i próbowałaś tradycyjnych metod na tą paskudną ranę. 
Wróciła wzrokiem do ciała jinhuuriki. Przez dziesięć minut udało jej się zasklepić otwór i zregenerować skórę w tym miejscu. Zajęła się także lewą ręką, która została poparzona. Pozostało to oko.
- Niech Hokage-sama nie patrzy w nie. Nadal nie odzyskało ono dawnego wyglądu i rzuca genjutsu jak popadnie. - Wyjaśnił, gdy chciała zajrzeć pod opatrunek.
- Spokojnie. Nie złapiesz mnie w genjutsu, a przynajmniej nie tak słabej rangi jakim jest zwykły sharingan. - Nic nie odpowiedział. Przebadała oko pod każdym względem i wprawdzie niczego nie wykryła. Nie miała innego wytłumaczenia niż czakra Kyuubiego.
- Nic jej nie jest?
- Hmm? - Zdziwiła się nagłym pytaniem, ale otrząsnęła się z zamyślenia na temat innych przyczyn zmiany kształtu sharingana. - Nie. Jest tylko przemęczona.
- Kazałem jej zająć się resztą. Nie łatwo było ją do tego przekonać, ale w końcu się zgodziła, a potem nie posłuchała moich nalegań , że mogę jeszcze poczekać i sama zabrała się za moje rany.
- A wracając do nich. Ręką będziesz mógł poruszyć dopiero za parę dni. Czeka cię rehabilitacja.
- A ile ona potrwa?
- Zależy od ciebie i od twojego organizmu. Na ten czas odpuszczę ci karę, ale nie myśl, że zapomnę.
- Karę? - Zdziwił się z lekka i wystraszył. Wiedział, że lubiła korzystać z nich dla nieposłusznych podwładnych.
- Tak. Szykuj się na nią. Muszę je zliczyć i podzielić między waszą dwójkę.
- Aha. - Mógł się spodziewać, że chodzi jej o misje rangi D. Odetchnął głębiej i zamknął oczy. Był wykończony. Po kilku minutach zasnął.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess
* Sori - jest to punkt katany zlokalizowany w najgłębszej części jej wygięcia na samym środku brzeszczotu lub inaczej klingi, po jego nie naostrzonej stronie.

A to rysunek sharingana po przemianie. Tak wiem. Nie jestem mistrzem ^^.
20160415_165331

C.B. - Słaby punkt

Witam Was serdecznie. W KOŃCU zakończyłem rozdział. Mam wielką nadzieję, że trochę bardziej rozbudowuję akcję i nie pędzi ona jak strzała ^^. Chciałbym to osiągnąć, gdyż na dłuższą metę lepiej to wygląda, a im dłuższe notki, tym później zakończę serię. Nie przedłużając ni sekundy, zapraszam do czytania.
****************
Nastał nowy dzień, lecz niezbyt spokojny. Pogoda dawała siwe znaki na nowo sprowadzając wichurę. Namito stał w drzwiach niewzruszony zimnym powietrzem okalającym jego ciało. Rozglądał się i czekał. Kilka chwil później z dachu zeskoczył jego bratanek.
- I jak? Znalazłeś coś? - Spytał.
- Nie zauważyłem nic co mogłoby wskazywać na czyjąś obecność w pobliżu naszego schronienia. Zero odcisków w ściegu, nie wyczułem zapachu, ani czakry. Nie mam zielonego pojęcia kto lub co to było. - Weszli do środka. Zaczęli krzątać się wokół rozpalonego ogniska. Jinhuuriki usiadł na ławie, a Namito postawił garnek i zaczął coś pichcić.
- A sprawdziłeś dalej? Ślady mogła zatrzeć burza, ale może zauważyłeś złamaną gałąź lub upuszczoną rzecz?
- Nic z tych rzeczy. Wszędzie tylko martwa, głucha cisza. Nawet nie było oznak przebywania na tym terenie zwierząt, oprócz śladów... - Wziął patyk i zaczął rysować na piasku. - ...to jest nasz dom. A to teren jaki sprawdziłem. Wszystkie uciekły dokładnie prostopadle od naszego miejsca zatrzymania. Nie wiem co mam o tym myśleć.
- Nie dziwię ci się. Mieszkałem tyle lat w lesie, a one umiały podejść do budynku na kilka metrów i się nie obawiały naszej obecności. Tu coś je spłoszyło. Wyczuliśmy to oboje, więc niemożliwe żebyśmy mieli jakieś omamy, a także nie wpadliśmy w żadne genjutsu.
- To co to było?
- Czułem się dziwnie. Przeszły mnie nie małe dreszcze i dziwny niepokój. Tak jakby sama śmierć przyszła nas zobaczyć.
- U mnie to samo. Nawet Kyuu się wzdrygnął. - Lis uśmiechnął się w ciele blondyna. Zapanowała cisza na następne kilka minut.
- No. Gotowe. Zawołaj wszystkich.
- A smaczne to chociaż? - Spojrzał w garnek, który od razu został zakryty przez Namito.
- Przekonasz się gdy spróbujesz. - Zaśmiał się. - No idź, bo wystygnie. - Zaczął nalewać, gdy blondyn już odszedł.
- Aha. Dzięki za wczorajszą rozmowę. - Powiedział po obudzeniu Hokage i dwóch joninów.
- Zawsze do usług. - Skinął głową w jego stronę.
Zapukał do przyjaciół.
- Wstawać! Zbiórka na dole!
- Dobrze! - Odkrzyknęła Ten Ten. Jeszcze usłyszał kawałek zdania: - Neji! Wstawaj albo ...
Wszedł do swojego pokoju. Kunoichi jeszcze spała. Stanął przy niej i zaczął się przyglądać. Oddychała umiarkowanie i spokojnie płytkim oddechem. Wtulona była w kołdrę, zapewne przez chłód. Różowe włosy delikatnie przykryły jej powieki. Nie czekając, szybko przykucnął na jedno kolano i odgarną je dłonią.
- Chciałbym żeby ten moment towarzyszył mi każdego ranka. - Powiedział cicho i pogłaskał po włosach. Zaczął ją powoli budzić słodkim głosem. - Sakura. Pora wstać.
Bez efektów.
- Kwiecie wiśni. Pobudka. - Tym razem trochę głośniej i lekko szturchając ją w bark.
- Jeszcze pięć minut. - Poprosiła zaspanym głosem i schowała głowę pod kołdrę. Nie tego się spodziewał. Zrobił zawiedzioną minę i podrapał się po blond czuprynie. Przyszła mu pewna myśl. Podszedł do jej nóg i schylił się. Chwycił za końcówkę kołdry i szybkim ruchem ściągnął ją z różowowłosej. Nie była tym faktem zachwycona.
- Zgłupiałeś!?!? Zimno!!! Oddaj ją! - Krzyknęła w jego stronę tym samym rumieniąc się i zakrywając się rękoma.
- Oddam, jak się ubierzesz. - Powiedział to stanowczym głosem, lekko się odsuwając widząc, że chce sięgnąć jego własność.
- Ale jesteś uparty.
- I vice versa. Zaraz sam cię ubiorę, jeśli się nie pośpieszysz. - Uśmiechnął się i przymrużył oczy.
- Za nic w świecie. Odwracaj się! - Dopiął swego, więc posłusznie wykonał polecenie. Przy okazji schował wszystkie swoje rzeczy do zwoju. Następnie, po paru minutach, gdy kunoichi była gotowa, zabrał także jej plecak. - Nie musisz tego robić. Dam sobie radę.
- Ale chcę. Sprawia mi to przyjemność, więc nie zabieraj jej. - Przystanęła przy schodach i popatrzyła z niedowierzaniem na niego.
Dopiero po chwili przypomniała sobie, że nadal nie odpowiedziała na jego pytanie zadane zeszłej nocy. Powiedziała, że nie wie i musi się zastanowić. Wykręcała się także wymówkami typu ,,Mam sporo rzeczy do przeniesienia". Nie wiedziała czemu tak odpowiedziała. W głębi serca czuła jednak, że chce z nim zamieszkać. Nie trzymało jej już nic w starym domu, gdy rodzice zginęli. Zrobiło się pusto. Żadnego przywitania, czy wymiany zdań. Niby zamieszkała z nią teraz Nanami, ale ta oznajmiła, że zostanie z nią do czasu znalezienia własnego mieszkania.
- Co się dzieje z Sakurą? Taka nieobecna. - Zapytała Hokage widząc, że jej uczennica nie zeszła na dół. Naruto odstawił plecak i wrócił się po nią. Bez pytania ani uprzedzenia chwycił ją i zniósł w ramionach. Zawstydziło ją to, gdy spostrzegła jak w ich kierunku gapią się wszyscy z uśmiechami na ustach. Odstawił ją i nagle złapał się za plecy.
- Coś mi strzeliło. - Zrobił sztuczny grymas na twarzy. Namito prychnął ze śmiechu mało co nie dławiąc się posiłkiem.
- Chyba do łba! - Szturchnęła go w ramię i udała obrażoną. Wszyscy wybuchli śmiechem na widok tej scenki.
Usiedli na jedynym wolnym miejscu otrzymując własną porcję gorącego śniadania. Musiała usiąść na jego kolanach, a zdawało jej się, że wczoraj było więcej ławek. Przez ten czas, Namito wyjawił ich dochodzenie i jego skutki, a raczej brak jakichkolwiek w tej sprawie. Po dyskusji nic się nie zmieniło. Nadal mieli zachowywać czujność, chociaż bardziej wzmożoną niż wcześniej.
Znów wrócili do starego ustawienia i maszerowali dobre pięć godzin.
- Mistrzu. - Odwróciła głowę w stronę Tsunade.
- Tak? - Odwzajemniła spojrzenie.
- Mogę na moment pójść do przodu? Mam pewną ważną sprawę. - Poprosiła.
- Ważniejszą od tej misji?
- Nie, aż takiej wagi to ona nie jest i może poczekać. - Posmutniała.
- Idź. Dam se radę. W ogóle uważam, że wymieszanie par trochę was ożywi. Nawet nam skończyły się tematy do rozmowy. - Uśmiechnęła się w jej stronę. - Namito! Pozwól tu na moment!
- Czego ona znowu chce? - Odwrócił głowę do tyłu.
- Pewnie zupa była za słona. Hahaha. - Na chwilę jego rysy twarzy się wyostrzyły. -  Ale taka była - Kyuu nie mógł się powstrzymać od komentarza. Od razu blondyn otrzymał odpowiedź w postaci dobrze wymierzonej śnieżki.
- Następnym razem wrzucę cię w zaspę.
- Następnym razem to ci oddam po stokroć. - Wypluwał jeszcze śnieg z ust bluźniąc pod nosem na Kuramę, bo to przez niego dostał. Opanował się, gdy spostrzegł, że kunoichi podbiega do niego.
- Mogę się przyłączyć?
- Z tobą choćby na koniec świata.
- Cieszę się, że to słyszę.
- Zapewne chcesz żebym stworzył sferę, prawda? Zaraz się tym zajmę.
- Nie o tym chciałam pogadać, chociaż to nawet niezły pomysł. - Natychmiast przestał kumulować energię i całkowicie skupił się na jej osobie. Poprosił lisa, by ten potrzymał wartę przez parę minut. Ten bez słowa zmaterializował się obok niego i poszedł na szpicę. Zapanowała głucha cisza. Nie przyzwyczaiła się do widoku Kyuubiego.
- Ziemia do Sakury. - Pomachał dłonią przed jej oczami. Spojrzała na niego zmieszana. - Już myślałem, że nie wrócisz z zamyślenia. - Uśmiechnął się. - To co chciałaś przedyskutować?
- Sama nie wiem.
- Mi możesz wszystko powiedzieć. Chyba o tym wiesz?
- Tak, ale to nie chodzi o to, że ja się boję czegoś wyjawić. Chciałam się dowiedzieć... yymm... - Zauważył, że łamała sobie palce, a także strasznie poczerwieniała i jąkała się. Przez to sam poczuł się dość nieswojo, powoli zdając sobie sprawę z powagi pytania. - ...Naruto. Czemu... ymm... no wiesz...
- Co chcesz wyrazić? Nie musisz się tego wstydzić.
- Czemu... chcesz ze mną zamieszkać!?!? - Nie mogła inaczej tego powiedzieć niżeli przez wykrzyczenie tego. Wszyscy w jednym momencie spojrzeli się w ich kierunku i zaczęli między sobą szeptać.
Zbyt nagłe pytanie o tej tematyce spowodowało zawieszenie procesów myślowych w jego głowie. Z całych sił próbował najpierw odpowiedzieć sobie w głowie, by wszystko posiadało ręce i nogi, ale nie mógł sformułować choćby zdania. Szli, ale cały czas miał spuszczony wzrok. Ona zrobiła to samo czekając na odpowiedź. Zdawała sobie sprawę, że odpowiedzieć jest mu bardzo ciężko. Wiedziała o tym zbyt dobrze, by próbować go pośpieszyć, ale także była zbyt speszona, by sama go wypytać o szczegóły.
Tymczasem z tyłu Namito złapał się za głowę nie dowierzając co widzi. Zaobserwował ruch głowy, ciała oraz jego chód. Wszystko wyglądało na szukanie czegoś. Szukanie odpowiedzi. Chcąc pomóc już kolejny raz bratankowi wiedząc, że najzwyczajniej nie radzi sobie, uformował ze śniegu kolejną śnieżkę i wycelował w niego. Rzucił precyzyjnie, wprost między włosami, a opadającym z tyłu kapturem. Osiągnął zamierzony efekt, gdy blondyn odwrócił się w jego stronę. Oczy wyrażały tylko jedno: ,,Zatłukę". Ten nie czekając na kolejny ruch młodego, szybko zaczął gestykulować. Najwyraźniej przykuł tym uwagę Naruto, który powoli kiwnął głową, że zrozumiał co przekazuje. Z minutę zajęło mu pokazywanie między innymi serca, oczu, głosu i wielu innych. Na zakończenie kciuk w górę i uśmiech, mówiący o tym, że w niego wierzy. Jinhuuriki z powrotem odwrócił się w stronę w którą maszerowali. Namito zadowolony, że udało mu się przekazać to co chciał szybko posmutniał. Zdał sobie sprawę, że podpowiada, gdy jemu samemu się nie wiedzie.
Tym czasem, Naruto trochę bardziej zdecydowany co może powiedzieć, popatrzył na różowowłosą. Spiął mięśnie, by po chwili je rozluźnić. Wziął głęboki oddech i zaczął mówić:
- Czemu chcę z tobą zamieszkać? Może dlatego, by co dzień budzić się przy tobie z myślą, że wszystkie moje marzenia się spełniły i nie potrzebuję nic więcej do szczęścia, gdyż ty nim jesteś. Już teraz wypełniasz moje myśli, ale poczułem, że to zwyczajnie za mało. Nie chcę już dłużej samotnie spędzać chłodnej nocy. Kołdra nie daje ciepła tak jak uczucie, które czuje i wypełnia mnie całego. Chciałbym byś była moim światłem prowadzącym mnie do celu przez nieograniczoną ciemność mego zawiłego życia. Chciałbym byś zapomniała o wszystkich przykrościach, które nas spotykają i nie doświadczała ich więcej. Chcę być twoją tarczą i chronić cię o każdej porze przed nimi. Niezależnie, gdzie się znajdziesz, będę przy tobie gotowy oddać życie byś nie odniosła choćby zadrapania. Mam nadzieję, że nigdy, przenigdy nie zapłaczesz z mojego powodu, ale wiem że mogę się mylić, dlatego przepraszam. Zrobię wszystko o co tylko poprosisz. Nawet usunę się w cień, bym mógł zobaczyć jeszcze raz twój uśmiech wyrysowany na twarzy. Nie wiem czy mówiłem, ale w twoich oczach zakochałem się natychmiast. Błysk, który im towarzyszy napawa mnie wielką nadzieją. Nawet nie wiem jak ją opisać. Czuję się w tedy dziwnie. Wszystkie głosy znikają, a pozostaje tylko przyjemna cisza, która zostaje przerywana jedynie twoimi słowami, które dają jeszcze większe ukojenie. A wszystko to jest potęgowane, gdy czuję cię tuż przy sobie. Gdy przeszywają twoje ciało dreszcze, sam je odczuwam. Chciałbym cię objąć już teraz i nie puszczać, wtulić się w twoje włosy. Właśnie to czuję. Jeśli mam to udowodnić! Powiedz jak, a zrobię to! - Chwycił ją za dłoń. Podskoczyła jakby została wytrącona z transu.
- Hym? Coś mówiłeś? - Stanął, otworzył usta, a oczy zrobiły się białe. Wszystko za sprawą załamania, które teraz przeżywał. Wypuścił jej rękę i patrzył się przed siebie nieobecny duchem.
- Ja tu się staram jak mogę, by odpowiedzieć, a ty mnie tak potraktowałaś. - Z oczu wyleciały potoki łez.
- Żartowałam! Usłyszałam każde twoje słowo i muszę przyznać, że przez chwilę poczułam się jak najprawdziwsza księżniczka. - Pokazała mu język i uśmiechnęła się zamykając oczy oraz podrapała się palcem po policzku będąc trochę zakłopotaną z racji miny którą zrobił. Wyrażała ona planowanie jakiegoś posunięcia, gdyż zmrużył oczy i przyglądał się jej. Chyba sam nie mógł uwierzyć, że była wstanie wywinąć taki numer. Schował ręce za plecami i skrzyżował palce w dobrze wszystkim znaną pieczęć.
- Coś nie tak?
- Nie nic. Całkowicie nic. - Przez jego zimny ton głosu przeszły ją delikatne ciarki po plecach. Nie wiedziała co się za chwilę stanie. Tuż za nią skradały się dwa klony.
- Jaaaa! - Zapiszczała ze strachu, gdy wierne kopie Namikaze złapały ją pod pachami i uniosły. Machała nogami, próbując się uwolnić. Zobaczyła go po obu stronach.
- Zemsta będzie słodka, a raczej zimna. - Wziął porcję śniegu w dłoń. Już wiedziała co zamierza zrobić. Zaczęła szamotać się jeszcze bardziej.
- Nie! Proszę!
- Co? Zdawało mi się, że coś słyszałem. - Odwrócił głowę najpierw w lewo, potem w prawo. - Może to wiatr.
- Na pewno. Tylko szkoda, że słyszysz go w środku głowy, gdyż najwidoczniej jest tam pusto. - Zbliżył się do niej i złożył pocałunek w tym samym czasie robiąc szczelinę między jej skórą, a materiałem kurtki. Błyskawicznie wrzucił tam całą zawartość garści.
Parę dni później znaleźli się przed wejściem do Trzech wilków. Nazwa pochodziła od wyglądu skał przypominających głowy tych dzikich zwierząt. Pokryte były grubą warstwą śniegu, padającego tu przez dziesiątki lat. Nawet najstarsi mieszkańcy tych ziem nie pamiętali wiosny. Nigdy wcześniej żaden shinobi nie mógł wejść do kraju, nawet podczas pokoju. Delegacja odprawiana była na granicach. Mogli jedynie przekazywać listy lub dokumenty poprzez pośredników, którymi byli samurajowie. Ci zakuci w przepiękne zbroje samurajowie pilnowali granic swego osobnego państwa. Wszyscy byli świetnie wyszkoleni w posługiwaniu się mieczem. Szkolili się w sztuce władania bronią odkąd mogli ustać na nogach. Stal jest lepiej znana niż innym. Zaklęli w niej kawałek swej duszy. Samo słowo ,,samurai" oznacza służyć, co niektórych trochę zdziwiło. Niektórzy z nich mieli talent do jeszcze jednej sztuki jaką było perfekcyjne strzelanie z długich, ozdobionych dzięki dłutu łuków, zrobionych z najlepszych gatunków giętkich i wytrzymałych drzew.
Ich eskorta już dochodziła do bramy wejściowej. Jinhuuriki nie był zadowolony.
- Nie przejmuj się. Złapiemy go prędzej czy później. - Poklepał go po plecach.
- Ale już go prawie miałem! Przeklęty lód musiał pęknąć akurat pod moim ciężarem!
- Nadal nie usłyszałem podziękowania za wyciągnięcie twojego tyłka z pod jego powierzchni. Chociaż okazałbyś krztę wdzięczności. - Powiedział Namito. - Poza tym mówiłem ci to już kiedyś. Nie działaj sam, gdyż jest to najprostsza droga na tamten świat.
- Wiem, ale chciałem się tylko przejść po okolicy. Nigdy tu nie byłem z Jiraiyą, a że dostaliśmy teraz pozwolenie to trochę chcę z tego skorzystać.
- Tak. Izolacja państwa, ale cóż na to poradzisz?
- Dotarliśmy. - Tsunade uśmiechnęła się. Nigdy nie lubiła takich długich podróży, a ta w końcu zakończyła swój pierwszy etap. - Proszę was, byście nie zachowywali się podejrzanie. Wszystkie takie ruchy są tu postrzegane jako przejawy szpiegostwa. Nie chcę mieć przez to żadnych problemów. - Wszyscy odkrzyknęli zgodnie.
Na przeciw nich z zamieci wyłonił się starszy człowiek z białym bandażem przewiązanym na głowie i długimi, siwymi włosami. Ubrany był w reprezentacyjną zbroję. Widać było wielu kunszt płatnerza, który ją zrobił. Zrobiona była z co najmniej kilkuset małych płytek zachodzących na siebie.
- Witam was w naszym urokliwym kraju. Czekaliśmy na wasze przybycie. Proszę za mną. Zaprowadzę was do waszych kwater oraz szanowną Panią Hokagę na spotkanie.
- Mam rozumieć, że Raikage już się zjawił?
- W rzeczy samej.
- Dobrze. Dziękuję.
- Jeszcze tylko uprzedzę, że może Pani mieć ze sobą dwóch podwładnych podczas przeprowadzanych negocjacji.
- Wiem o tym, ale podczas wyprawy wolałam nie ryzykować. Za chwilę ich wybiorę, a resztę odprawię do przeznaczonych dla nas pomieszczeń.
- W takim razie zapraszam. Zaraz się rozgrzejecie przy gorącej herbacie. - Weszli do środka. Ogrom przestrzeni przytłoczył ich. Sufit był na wysokości około czterdziestu metrów. Wszystko wykuto w skale, ale wielkie kolumny rozmieszczone po całym pomieszczeniu podtrzymywały sklepienie przed zawaleniem.
- Mój wybór zapadł już w wiosce, więc nie będę się długo zastanawiała kto ze mną pójdzie. Namikaze i Namikaze. Za mną.
- Ah! A myślałem, że w końcu uwalę się na wygodnym wyrku, a nie na tym wysłużonym śpiworze. - Skrzywił się Namito na samą myśl jego pecha.
- Też bym chciał trochę odpocząć. Mam dosyć czuwania dzień i noc. - Zawtórował Naruto.
- Teraz za późno na jakąkolwiek reklamację. Idziecie czy tego chcecie czy nie. - Powstrzymała się przed wybuchem złości i ruszyła za przywódcą Kraju Żelaza.
- Cóż. Miejmy to za sobą. Naruto. Bądź w gotowości. Mam nadzieję, że wytrzymasz jeszcze parę godzin.
- Oczywiście, ale później mnie zmienisz, gdyby coś się przeciągało. - Jego oko zmieniło zabarwienie na krwistą czerwień. Podali płaszcze współtowarzyszom i poszli w ślad za Tsunade.
Po dziesięciu minutach znaleźli się w drzwiach okrągłej sali. Stał tam okrągły, drewniany stół z pustym środkiem. Średnica wynosiła dziesięć metrów. Raikage stał na jego drugim końcu z dwoma podwładnymi. Przyglądali się uważnie wchodzącym.
- Jinhuuriki? - Zauważył jego oko. W Naruto wzrastała złość na sam jego widok.
- Masz z tym jakiś problem? - Zmarszczyła brwi. Naruto stanął po jej lewej, a jego wuj po prawej. - Dobieram ochronę jak mi się żywnie podoba, a to że jest jinhuurikim to nie twoja sprawa.
- W takim razie oddajcie nam dwu ogoniastego! Ukradliście go podczas wojny! - Uderzył masywną dłonią o blat.
- Po moim trupie! - Wykrzyczał jinhuuriki, a jego ręka spoczęła na rękojeści miecza, który delikatnie został wysunięty na znak, że nie żartuje. Ochrona Raikage stanęła przed nim w gotowości. Powietrze zgęstniało od emitowanej przez niego czakry. Wspomnienia wróciły wzmacniając przy tym wściekłość kipiącą z niego. Włosy delikatnie falowały tym samym odsłaniając drugie oko. - Nie oddam wam jej!!! - Coś zaczęło zmieniać się w nim. Z pod prawej powieki wypłynęła strużka krwi.
- Naruto! Uspokój się. Nie przyszliśmy tu walczyć. - Namito ścisnął go mocno za nadgarstek prawej ręki. - Wstrzymaj nerwy. Z twoim okiem jest coś nie tak. - Powiedział to już szeptem. Nastolatek wycofał niechętnie czakrę.
- Idźcie na piętro. Nie jesteście mi tu potrzebni. - Powiedziała na spokojnie po czym usiadła na wyznaczonym miejscu.
- Hokage-sama. Proszę to mieć przy sobie. - Starszy z blondynów podał jej kunai. Następnie obaj wskoczyli na górę.
- Wy także to uczyńcie. Dam sobie radę. - Zrobili to samo.
- Jeśli emocje już opadły to chyba możemy zacząć posiedzenie. Otóż ja jako przywódca Kraju Żelaza, będę bezstronnym świadkiem decyzji jakie tu zapadną. Proszę. Pierwszy głos zabierze...
- Naruto. Twój sharingan się zmienia. Nie jestem w stu procentach pewien, czym jest to spowodowane, ale mam teorię, że czakra demona ma na to znaczny wpływ. - Przyglądał się jego źrenicy, ale nie była to wiedza na jego poziomie. - Czujesz coś przy tym?
- Przeszywający, ciągły ból.
- Ale wszystko widzisz normalnie?
- Jak na to oko? To tak.
- Może Itachi coś więcej powie na ten temat, a teraz pilnujmy naszej Hokage. Nie zamierzam mieć jej duszy na ramieniu gdyby coś poszło nie po naszej myśli. Ufa nam, więc wykonajmy nasze zadanie najlepiej jak to tylko możliwe.
- Dobra, ale chyba nie musimy siedzieć w milczeniu i słuchać tego wszystkiego?
- A twoim marzeniem przypadkiem nie było zostanie Hokage? Słuchaj. Przyda ci się to w przyszłości.
- Teraz to moim jedynym marzeniem jest położenie się spać na kilka dni i mieć spokój.
- Hehe. - Zaśmiał się i szczerze uśmiechnął. - Zupełnie jak ja. Ledwo stoję na nogach.
- To jak?
- Nie ma mowy. Stój i nie marudź. Wytrzymamy. Może potem wywalczymy jakąś podwyżkę na wszystkie przyszłe misje...
- ...albo dozgonną wdzięczność. - Powstrzymali się od wybuchu głośnego śmiechu.
- Tak. To też jest jakaś opcja, którą Tsunade stosuje w swojej polityce do podwładnych, ale zauważyłem, że traktuje cię trochę ulgowo, więc mamy większe szanse na moją wizję.
- Z tego co wiem to jesteśmy ze sobą w jakimś stopniu spokrewnieni. W sumie to niezły argument. - Pokiwał głową na tą myśl.
- Ale wykorzystywany zbyt wiele razy przyniesie odwrotne skutki.
- Czemu ty także jesteś pesymistą?
- Życie. - Odpowiedział jednym słowem i głęboko westchnął. Oparł się o barierkę i zastygł w bezruchu na parę minut. Potem rozciągnął swoje plecy i wrócił do tej samej pozycji. - I nie dostaliśmy tej herbaty.
- Myślałem, że zaczniesz opowieść. Niestety zawiodłem się.
- Nie będę mówił o każdym aspekcie mego życia. Wystarczy, że Noa opowie to co pamięta i taka wiedza ci wystarczy.
- Kolejna tajemnica?
- Żebyś wiedział. Może kiedyś o niej opowiem, ale jeszcze nie teraz.
Pięć godzin później Naruto leżał na ziemi. Próbował zasnąć od dobrych sześćdziesięciu minut, ale z jakiś powodów nie mógł. Czuł ogromne zmęczenie, lecz oczy nie chciały się zamknąć. Próbował wielu metod. Niestety bez żadna nie poskutkowała.
- Jak to wszystko wygląda? Skończyli już?
- Nie! - Załamał się. Także miał dość tego wszystkiego. - Zmrużyłeś choć na chwilę oczy?
- A wyglądam na takiego? - Powiedział trochę poddenerwowany tym głupim pytaniem. Doskonale wiedział, że go obserwuje jak męczy się na tej twardej podłodze.
- To zamiana. Ja także wartowałem przez dwie noce, więc należy mi się wypoczynek.
- Dobra. To powiedz o czym gadają bym był w temacie. - Wstał i podszedł by móc lepiej wszystko widzieć.
- Teraz jakieś bzdety na temat strat i rekompensaty. Hokage o nie walczy.
- To dla ciebie są bzdety?
- Teraz tak. W innym wypadku byłby to najważniejszy moment. Nie spodziewałem się, że były one aż tak duże.
- Niestety.
- Nienawidzę wojen. Tyle nieszczęścia przez zbyt wysokie ambicje tych co siedzą na samym szczycie. Niepotrzebne przelewanie krwi dla głupich wpływów czy innych zabobonów. Nie zrozum mnie źle, nie mówię tu o twojej wyprawie. - Powiedział to, gdyż zauważył minę bratanka. - Miałeś swój powód. Odebrałeś życie sporej grupie ludzie, ale pomyśl ile istnień mogłeś ocalić redukując ich siłę bojową oraz zastraszając zwykłych mieszkańców wioski Chmury. Ludzie cierpią podczas wojen. Jeśli oddziałujesz na ich psychikę, po pewnym czasie w końcu zaczną myśleć jak ty lub jak chcesz by myśleli. Mają siłę by obalać władców. W tym przypadku nie było inaczej, dlatego teraz siedzimy tutaj, a nie w szczynach i błocie wymieszanej z krwią na jakichś bagnach. Zanim przybyłeś myślałem o tym, by dołączyć do walczących, ale powstrzymywała mnie Noa. Miejmy nadzieję, że nie dożyjemy jeszcze jednej. Przyszłym pokoleniom też tego nie życzę.
- Zrodzone z nienawiści.
- Hm?
- Wioski shinobi.
- Nie nam to oceniać. Pierwsi przywódcy już nie żyją. Zabrali te informacje do grobów. Może mieli inne motywy, ale nie odmówię, że nie możesz mieć racji. Poczekamy i zobaczymy co przyniesie jutro.
- Czujesz to? - Ich zmęczone miny zniknęły z twarzy. Nastroje trwogi i bezsilności zrobiły to samo robiąc miejsce na skupienie. Zaczęli nasłuchiwać i szukać skupisk czakry.
- Naruto. Na dół!!! - Wydał rozkaz, który natychmiast został wykonany.
Oboje w żółtym błysku pojawili się na stole przed Hokage. Jinhuuriki w milisekundy zaczął robić osłonę na ciele Hokage przesyłając tak szybko jak to tylko możliwe ogromne pokłady czakry. W mgnieniu oka z góry nadleciały kunaie. Naruto odbił je wszystkie swoją kataną... prawie. Część z nich zdołała przedostać się przez jego obronę i utkwiła w jego barku oraz prawym płucu przechodząc przez żebra i resztę kości prawie na wylot. Wbiły się tak głęboko dzięki czakrze je otaczającej, nadając im większą siłę penetrującą i szybkość.
- Nieee!!! - Wydarł się Namito i skoczył do dziury, którą zauważył. Była wydrążona w kamieniu tuż przy suficie. Wydobył dwa kunaie z przymocowaną pieczęcią i zniknął w niej próbując dorwać zamachowca.
Naruto spojrzał w miejsce w które dostał i dotknął lewą dwonią. Nie mógł uwierzyć, że zbroja z czakry nie zadziałała i nie zasłoniła go od tego ataku. Z ran wytrysła krew, która szybko zafarbowała jego białą bluzę. Z prawej ręki wypuścił katanę, która zabrzęczała charakterystycznym, metalicznym dźwiękiem przy uderzeniu o stół. Upadł na kolana. Zaczął łapczywie czerpać powietrze, lecz krztusił się coraz bardziej swoją własną krwią. Jego serce przyspieszyło próbując dostarczyć organizmowi odpowiednią ilość tlenu wzmagając krwotok. Następnie przechylił się do tyłu i już miał upaść na podłogę, gdy złapała go Tsunade i posadziła przy ścianie, by mógł się o nią oprzeć. Oddychał coraz szybciej rozglądając się we wszystkie strony.
- Nie wierć się!!! Tylko pogarszasz swoją sytuację!!!
- To nie mo-żli-we. Kyu. Co się stało, że wycofałeś czakrę? - Nie otrzymał żadnego odzewu. Zauważył, że Tsunade nie posiadała jego czakry na sobie co go zdziwiło. Przeszywający ból w klatce nie dawał o sobie zapomnieć, ale nie mógł zakłócić innych. Jego oko znów poczęło krwawić, a ból powrócił. Jednak było jeszcze jedno miejsce, gdzie czuł podobne uczucie. Gdy Tsunade kończyła zbierać czakrę, ten ujrzał na swoim brzuchu plamkę krwi.
- Co ty robisz!?!? Nie ruszaj się!!! - Wykrzyczała. Nie posłuchał. Rozpiął bluzę i chwycił kawałek wystającego metalu z jego ciała.
- Nie. To nie jest mo-żliwe. - Patrzył z przerażeniem na trzymany w dłoni zakrwawiony senbon. Co kilka słów musiał łapać kilka szybkich oddechów sprawiających nieziemskie cierpienie.
- Trafił w tenketsu. - Wyjaśniła. Blondyn chciał wyjąć także resztę tkwiącej w nim broni, lecz jego dłoń została zatrzymana. - Nie! Wykrwawisz się jeśli to zrobisz! Daj mi działać!
- Tylko jedna oso-ba wie, że w ten spo-sób...
- Nic nie mów!
- ...można po-wstrzy-mać czakrę... Kyuu-biego. - Coraz ciężej łapał choć odrobinę powietrza. Jego wzrok zaczął zawodzić. Dłonie Tsunade spowiły się jaskrawą, zieloną czakrą, którą szybko przystawiła do ran.
- Kim ta osoba jest?
- Tylko... Ma-ma. - Zakasłał obryzgując przywódczynię krwią. - Nikt... inny. Ah. Jeszcze... trafił w punkt, któ-ry jest moim... najgorszym... do... obrony. Skąd... on... wiedział!? - Jego myśli pochłonęła całkowicie ta jedna osoba. Nigdy nie mówił o tym, gdzie ma słabszą obronę. Nie dopuściłby do tego. W pewnym momencie otworzył szerzej oczy.
- Nie! To nie może... być On!
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess