I spóźniłem się o dwadzieścia minut z tym rozdziałem :/. Eh, ale cóż zrobić? Nie przedłużając dłużej. Zapraszam do czytania.
****************
W tym czasie brat Youndaime wskoczył do tunelu z którego posypała się wcześniejsza seria kunaiów. Trzymając dwa w dłoni podążał za zamachowcem. Szedł powoli i skupiony do granic możliwości. Cicho robił krok za krokiem, by nie dać sygnału przeciwnikowi, że nadchodzi. Praktycznie wstrzymał oddech. Wytężył wzrok, ale w korytarzu panowała ciemność. Jedynie lekki promień światła dochodzącego z sali negocjacyjnej pozwalał dostrzec cokolwiek, jednak ten zanikał im dalej Namito posuwał się na przód. Zdawał sobie sprawę z tego, że przeciwnik nie jest przeciętnym shinobi. Dowodem był Naruto, który nie zdążył wybronić wszystkiego co nadleciało i przez to był poważnie ranny.
Szedł już z dobre pięć minut, a korytarz ciągną się w nieskończoność. W pewnym momencie usłyszał znajomy dźwięk. Tak jakby rozciągającego się metalu. Na jego czole pojawiły się krople potu. Nie był zachwycony z tej sytuacji w której aktualnie się znalazł.
- W mordę. - Powiedział po czym nastąpił potężny wybuch. W ostatnim momencie użył kunaia i wydostał się. Zmaterializował się tuż przy wejściu. Pozostawił tam znacznik na wszelki wypadek i co gorsza musiał z niego skorzystać. Nie zdążył wyskoczyć nim fala uderzeniowa go dopadła. Wyleciał z korytarza jak pocisk uderzając plecami o skalną ścianę, robiąc w niej mały krater.
Wszyscy odczuli wstrząs, który po wybuchu karteczek trwał dobre parę sekund. Ściany, sufit, a nawet podłoga ucierpiały przy tym, pękając w wielu miejscach. Zdążyli jedynie zobaczyć jak Namito wylatuje z otworu, a za nim szczątki skalne, kurz oraz pył, wypełniające pomieszczenie ograniczając widoczność prawie do zera.
Naruto nadal był leczony przez Tsunade, która ani na chwilę nie przerwała tej czynności. Znów poczuł ukucie na brzuchu, ale tym razem pochodziło ono ze środka. Nie mógł myśleć co mogło być tego przyczyną, gdyż ujrzał postać stojącą nie więcej niż dwa metry przed nim. Domyślił się, że to nie wujek. Bez zastanowienia odepchnął Hokage i wyrwał z siebie jeden z kunaii lewą ręką. Druga nadal była unieruchomiona. Nie wiedzieć jak przeszedł do pozycji kucającej i wyprostował zdrową kończynę. Sparował uderzenia miecza zmierzającego idealnie w jego głowę. Zamachowiec widząc to, kopnął w broń wytrącając ją z jego dłoni. Więcej nie zdążył zrobić, gdy Namito otrząsnąwszy się, wymierzył w jego żebra cios. Zrobił unik odskakując aż do wyjścia z sali. Ochrona Raikage także chciała pomóc, lecz szybko została posłana na deski kilkoma szybkimi cięciami. Starszy blondyn chciał związać go walką na bliski dystans, by jego kunaie miały przewagę nad lśniącą kataną. Ten jednak odczytał ruch i wypuścił z rękawa parę eksplodujących notek. Kolejna eksplozja pochłonęła całe pomieszczenie.
Samurajowie na czele z Mifune nagle zniknęli. Nikt nie widział kiedy wyszli. Raikage ochronił siebie jak i podwładnych swoją zbroją z błyskawic. Natomiast Konoszan ocaliła Tsunade przywołując Katsuyu, która schowała ich we własnym ciele. Jego konsystencja zaabsorbowała energię wybuchu. Gdy Hokage stwierdziła, że jest bezpiecznie wypuściła ich i z powrotem zajęła się opatrywaniem ran.
- Gdzie on jest!? - Namito podbiegł do wyjścia, które usłane było gruzami i prawie całkowicie zawalone. - Szlak! Uciekł! Niech szanowna Hokage wyleczy Naruto i pozostanie tu dla własnego bezpieczeństwa! Dorwę drania!
- Uważaj na siebie! - Ten skinął głową i rzucił kunai przez mały otwór w przejściu. Po krótkiej chwili zniknął w żółtym błysku.
- Nie może... sam z nim walczyć. Muszę mu pomóc. - Jinhuuriki próbował wstać, ale nadal nie miał na to wystarczających sił.
- Gdy zakończę leczenie. Teraz to niemożliwe.
- Ale... on go zabije. - Zdziwiły ją tak pewne słowa z ust blondyna. Musiała dowiedzieć się więcej.
- Wyjaśnisz mi wreszcie kim jest ten człowiek i skąd go znasz!? - Ton głosu świadczył o tym, że ma odpowiedzieć na to pytanie w tej chwili.
- Młody. Za chwilę, przynajmniej częściowo, umożliwię ci korzystanie z czakry. Wytrzymaj jeszcze trochę.
- W końcu się odezwałeś. Co tak długo.
- Wybacz, ale twoja pieczęć na brzuchu została trafiona w tenteksu, a na prawej dłoni także została zneutralizowana, jak z resztą cała kończyna. A teraz szykuj się na ból. Wyśle dość sporą dawkę czakry do tenteksu. Lepiej coś zagryź, bo jeszcze stracisz przytomność.
- Nie gadaj, tylko działaj.
Krzyk rozniósł się po ciemnym korytarzu, którym aktualnie biegł Namito. Ciarki przeszły po jego plecach na samą myśl cierpienia, które spotkało jego bratanka. Kiedyś był w podobnej sytuacji. Wpadł w zasadzkę i ledwo uszedł z życiem. Wyleczyła go wtedy babcia. Zszywała jego rany nićmi z czakry. Okropny ból. Wytrzymał kilka minut po czym zemdlał. Następne miesiące nie były zbyt przyjemne. Rehabilitacja wszelakimi sposobami. Od nauki normalnego poruszania się do picia dziwnych naparów nazywanej przez jego babcię herbatkami. Jednak liczyło się tylko jedno. Przeżył.
Zbliżał się do końca tunelu prowadzącego do głównej sali, tą którą widzieli wchodząc do całego kompleksu. Dochodziły z niej odgłosy zaciętej walki. Kolejne eksplozje, okrzyki i brzdęk metalu pocierającego o metal przedzierały się głucho przez opustoszałe korytarze, docierając do każdego, choć najmniejszego zakamarka. Im bliżej walczących tym lepiej rozpoznawał po skutkach, kto w danej chwili atakował.
- Shannaro!!! - Rozległ się głos różowowłosej, a następnie wstrząs. Jonin musiał zatrzymać się i przytulic do ściany, gdyż sklepienie nad nim popękało i oderwały się fragmenty skał.
- Ma dziewczyna parę i to bez dwóch zdań. - Zaśmiał się głupkowato w myślach, lecz po chwili ogarnął się, gdyż to nie czas na żarty.
Po minucie znalazł się w wielkiej hali. Trochę inaczej zapamiętał to miejsce. Wszędzie gruz, płonące kawałki drewna, wszelaka broń i kratery po niesłychanych uderzeniach kunoichi. Około pięćdziesięciu metrów przed blondynem, zza jednej z kolumn podtrzymujących strop wyskoczyła postać. Przemieszczała się tyłem w powietrzu. Za jej śladem szła ogromna kula ognia. Napastnik złożył kilka pieczęci i machnął kataną w kierunku techniki. Ta zatrzymała się i rozproszyła. Z niej wystrzeliła seria shurikenów, ale one także zostały powstrzymane perfekcyjnymi ruchami broni trzymanej w ręku. Namito wyczuł okazję. Nasycił kunai ładunkiem elektrycznym i rzucił w przeciwnika. Leciał z niesamowitą prędkością. Przeciwnik nie mógł ujrzeć go wcześniej. Gdy już miał wbić się w jego bok, ten sparował atak, a kunai wbił się w ścianę, zagłębiając się na pół metra.
- Niezwykłe. Prawda? - Koło niego pojawił się Uchiha, który planował przetestować inny typ ataku, ale podczas zachodzenia przeciwnika od tyłu zauważył Namito. - Paruje wszystkie próby zranienia lub pochwycenia go. Nigdy wcześniej nie widziałem tak utalentowanego szermierza.
- A sharingan?
- No i tu moje zdziwienie przeszło wszelką normę. Nie działa na niego nic. Wszelka iluzja nawet nie została na niego nałożona. Nawet amaterasu się go nie ima. - Wytarł krew z policzka.
- U nas także pokazał, że nie jest pierwszym lepszym opryszkiem.
- Miałem rację myśląc, że to od was nadszedł ten hałas.
- Zmasakrował Naruto w mgnieniu oka. Szybkość nic tu nie pomoże. - Stwierdził zmartwiony.
- W takim razie przetestuję jeszcze jeden ruch. Możesz odwrócić jego uwagę? Część z nas ledwo zipie i mogą jedynie przeszkodzić, a nie chciałbym trafić w nich moim Susanoo.
- Spróbujmy, ale poczekaj chwilę. Sam także spróbuję coś zrobić, a pomartwimy się, gdy nawet to nie pomoże.
Ruszyli w chwili, gdy Yamato z Sakurą zostali pokonani i odepchnięci na znaczną odległość poprzez falę powietrza wytworzoną z ręki. Namito zbliżył się do niego i zaczął swój jeden z bardziej skomplikowanych ataków, które wykonywał. Nie był to jednak jego wytwór. Znalazł go w jednym ze zwojów należących do brata, gdy ten skonał przy nim. Nazywał się on ,,Trzeci Etap Okrężnego Tańca Wirujących Błysków". Nienawidził brata z tego powodu, że dziwacznie nazywał techniki, ale miało to swój urok. Stworzył klona. Każdy z nich miał po trzy kunaie latającego boga piorunów w dłoniach, pomiędzy palcami.
Rzucili po dwa kunaie na ziemię tworząc z nich kwadrat dokoła zamachowca. Nim ten zdołał uciec został zaatakowany praktycznie ze wszystkich stron. Nazwa jednak pasowała do wykonania. Klon i oryginał idealnie zsynchronizowani w ruchach wymierzali ciosy raz za razem, jak podczas pięknie wyćwiczonego tańca. Trzymali w rękach po jednej sztuce broni, a resztą rzucali pomiędzy sobą i w polu utworzonego wcześniej czworokąta. By móc łapać oraz wymierzać cięcia kunaiami musieli wirować wokół osi przeciwnika oraz własnej z niesamowitą prędkością i precyzją. Miejsce oświetliło setki błysków w kolorze żółtym. Niesamowity pokaz umiejętności, ale nie tylko jego. Tak jak wspomniał Itachi. Doskonały szermierz. Po dwóch minutach tylko kilka razy został zraniony, ale nie były to poważne obrażenia. Można je było prędzej nazwać zadrapaniem aniżeli raną. Gdy blondynowi powoli kończyła się czakra, odskoczył i zrobił miejsce dla gotowego Uchihy. Wytworzył wokół siebie czerwoną postać z Susanoo. W rękach techniki tworzyła się nowa. Wyglądała jak tomoe z sharingana połączone niciom z czakry tego samego koloru.
- Yasaka no Magatama! - Powiedział króczowłosy i wypuścił w przeciwnika swoją najpotężniejszą technikę dalekiego zasięgu. Uderzając spowodowała kilka pomniejszych eksplozji, unosząc tumany zalegającego na ziemi pyłu. Znów widoczność zmalała praktycznie do zera.
W tym czasie w sali negocjacyjnej.
- Nie powstrzymasz mnie!!! - Wydarł się blondyn na swoją Hokage. Jego ton wręcz odebrał jej mowę. Wiedziała, że przez ostatnie kilka minut coś się w nim zmieniło. Nie tylko wewnętrznie, ale i zewnętrznie. Zauważyła je. To oko, zmieniło kształt źrenicy po obwitym krwawieniu i z powrotem krążącej czakrze w ciele jinhuuriki. Wiedziała, że Kyuubi musiał w jakiś sposób zaleczyć ranę w brzuchu, ale nadal nie wygoiła się do końca. Wskazywała na to jego własna czakra widoczna gołym okiem. Pojawiała się i zanikała w ułamku sekundy otaczając tylko w niektórych miejscach ciało nosiciela. Wstał, brutalnie odpychając Tsunadę na bok. Nadal miał wbite w ciało parę kunaii, a z rany sączyła się krew. Podszedł powoli do drewnianego stołu. Sięgnął lewą ręką po wcześniej wypuszczoną katanę. Ta także zaczęła zmieniać swój wygląd raz za razem. Odwrócił się i poszedł w kierunku wyjścia. Zastał tam zatarasowaną przez skały drogę. Nie bawiąc się w kunaie, zamachnął się mieczem. Z niego wyleciała niezrównoważona ilość energii i dosłownie rozwaliła barykadę. Blondyn na chwiejnych nogach poszedł dalej, ciągnąc za sobą katanę, ocierając jej ostrze o podłogę tworząc przy tym dziesiątki małych iskier i lekko zagłębiony ślad.
Kilka sekund po wypuszczonym jutsu, za Itachim pojawił się szermierz i uderzył skumulowaną czakrą na końcu ostrza katany w plecy Susanoo. To rozpadło się pod naporem uderzenia, lecz jej użytkownikowi nic się nie stało, gdyż wyskoczył z niego w ostatnim momencie. Wylądował koło blondyna, który ciężko oddychał. Kosztowało go to wszystko zbyt dużą ilość energii, a myśl, że poszła ona na darmo dodatkowo go zdołowała.
- Nie mam wyboru. Poświęcę jedno z moich oczu i zamknę go w iluzji.
- Zwariowałeś!? Wtedy stracisz jedną z naszych możliwości ataku. - Skrzywił się Namito.
- To niby co mamy zrobić? Jeśli tego nie uczynię, to wszyscy tu zginiemy z jego ręki.
- Musi być inny sposób.
- Żadnego już nie dostrzegam. Wypróbowałem wszystkiego co tylko przyszło mi do głowy. Tego genjutsu nie anuluje zbyt łatwo. - Nie mógł się nie zgodzić. Nawet chora z nazwy technika, a raczej plan ataku Czwartego Hokage nie poskutkowała, a pełni mocy swego żywiołu nie mógł wykorzystać, gdyż znajdowali się w środku góry, przez co wytworzenie potężniejszej błyskawicy umożliwiającej zabicie, było wręcz niemożliwe.
Przed nimi stanął gotowy do kolejnego starcia zamachowiec. Namito chciał kiwnąć głową na zgodę dla nowego planu, ale w ten coś usłyszeli. Był to zgrzyt metalu o skalną posadzkę. Zbliżał się do nich powoli i przyspieszał. Kilka chwil później z cienia wyszedł Naruto, ciągnący za sobą katanę. Ubranie było zakrwawione jego własną krwią wyciekającą z ran oraz co dziwniejsze z prawego oka. Itachi dostrzegł pewną zmianę, ale nie był co do tego całkiem pewien, gdyż znów zaczął pogarszać mu się wzrok. Źrenica Namikaze zmieniła swój kształt. Wszystkie tomoe obróciły się o dziewięćdziesiąt stopni, kierując ogonki w stronę środka oka, gdzie widniał kształt źrenicy jak podczas trwania trybu ogonów.
- Zdejmij maskę!!! - Naruto tracił panowanie nad sobą. Stracił zbyt dużo krwi, a pragnienie powróciło niczym bumerang.
Nie otrzymał żadnej odpowiedzi, czy jakiegokolwiek ruchu ze strony przeciwnika. Stał jak stał w pozie gotowej do obrony z wysuniętym mieczem do przodu. Prawa ręka spoczęła bliżej ostrza, a lewa tuż za nią. Nogi w lekkim rozkroku, by móc szybciej zareagować.
- Ghrrr. - Pokazał swoje zbyt wyrośnięte kły. Ta postawa była mu bardzo dobrze znana. Trenował ją, ale jako shinobi do końca nie mógł jej wykorzystywać, dlatego zrezygnował z niej.
- Naru...
- Nie wtrącać się!!! - Przerwał w pół słowa swojemu wujowi, chropowatym głosem po czym zadławił się swoją własną krwią.
Wściekłość nim zawładnęła, chociaż nadal jako tako wiedział, kto jest przeciwnikiem. Jego ciało drgnęło i ruszyło do ataku. Nie chciał zwlekać ani chwili dłużej. Miał zamiar sam zerwać tą przeklętą maskę. Będąc już u celu, przeciwnik zrobił krok w tył i zblokował cięcie na wysokości głowy bez żadnego problemu. Jego broń nie przesunęła się ani o milimetr, chociaż był to potężny cios. Jinhuuriki atakował zaciekle, stosując wszystkie znane mu pozycje i podstępy. Jednak nic to nie pomagało. Wiedział, że nie będzie wstanie nawet go zadrapać, ale nie mógł znieść jednej rzeczy. W jaki sposób jego dawny mistrz zmartwychwstał i czemu posunął się do tak kuriozalnego czynu, jakim jest zamach na Hokage.
- Yoshito!!! - Wykrzyczał jego imię w trakcie swego ataku z nad głowy, wykorzystując czakrę do zwiększenia jego siły. Mężczyzna zrobił dokładnie to samo, tylko że dotyczyło to obrony. Delikatnie wgniotło jego stopy w podłogę, krusząc ją i wywołując falę uderzeniową. Nie wykonując bardziej skomplikowanych ruchów, skierował katanę Naruto na bok, a następnie kopnął go brzuch.
Blondyn poleciał do tyłu. Gdy miał już uderzyć plecami w jeden z filarów, ostrze swego miecza skierował do tyłu, tuż pod pachą i zamortyzował uderzenie wbijając go w skałę. Powoli wstał podpierając się na broni. Obserwujący to wszystko jonini chcieli wkroczyć do akcji, gdy nagle jeden z nich, a dokładniej Namito, upadł z otwartymi oczami. Nie było to przemęczenie, a wzrok jego bratanka skierowany raz na nich, a raz na Yoshito.
- Miota genjutsu na wszystkie strony. - Stwierdził Uchiha po czym próbował odwrócić efekty działań przyjaciela.
Przez ten czas, lewa ręka jinhuuriki pokryła się grubą warstwą krwistoczerwonej czakry, wypalając całkowicie przykrywający ją materiał. Reszta ciała nie zmieniła się, ale jego włosy zaczęły bezwładnie się unosić. Kumulował ogromną ilość czakry w swojej dłoni, a z niej wprost do trzymanego miecza. Kolejny zamach od boku. Instynktownie posłał skondensowaną czakrę w kierunku Yoshito. Nie zdążył zrobić uniku i przyjął siłę uderzenia na katanę. Powstało niewielkie pęknięcie idealnie na Sori*. Naruto zauważył to i błyskawicznie znalazł się przed nim. Kolejny raz natarł czakrą, dorzucając do tego swoją własną siłę fizyczną, wymierzając idealne cięcie.
Pod naporem tej potęgi miecz pękł na pół. Przeciwnik odskoczył w samą porę omijając ostrze stworzone z czakry. Jednak nie do końca. Maska, która dotąd skrywała twarz, opadła powoli na ziemię paląc się ogniem powstałym z czakry demona. Po chwili jednak pokryła się lodem i przymarzła do podłoża.
Jeśli Namikaze posiadał do tej pory jakiekolwiek wątpliwości, to właśnie w tej chwili się rozwiały niczym liście na wietrze. Twarz ta sama co parę lat wcześniej obserwował podczas jego pobytu. Nie była zwęglona, czy poharatana. Tak jakby to wszystko co widział w przeszłości było zwykłym, snem powodującym rozpacz w sercu jinhuuriki. Wyraz twarzy nie wskazywał na jakiekolwiek emocje nim targające. Była niczym rzeźba. Niezmienna. Żadnych ruchów mięśni, zero kropli potu, oddech nawet mu nie przyspieszył w przeciwieństwie do Naruto, który już słaniał się na nogach. Jedynym co go na nich trzymało była silna wola oraz potężna czakra krążąca w naczyniach.
- Czemu to robisz!? Czemu zaatakowałeś naszą Hokage!? Czemu zaatakowałeś mnie!? I wytłumacz mi! W jaki sposób nadal żyjesz!?!? - Z ust blondyna posypała się seria pytań, na które oczekiwał natychmiastowej odpowiedzi.
- Bo miałem taki kaprys. - Odpowiedział bez żadnych ceregieli i ze stoickim spokojem. Naruto otworzył szerzej oczy. Jego głos zmienił się diametralnie. Kiedyś miły i ciepły ton stał się oschły, cierpki, a nawet przerażający dla zwykłych ludzi. Dopiero teraz ujrzał prawdziwy obraz swego dawnego senseia. Z dawnego poczciwego człowieka oraz mistrza władania kataną, stał się wyspecjalizowanym zabójcom działającym na własną rękę, a może i nawet na zlecenie. Jednak w jego aurze coś nie spodobało się Naruto. Po czakrze nie byłby wstanie go rozpoznać i to przechodząc tuż obok.
- W takim razie. - Ponownie skumulował czakrę, lecz tym razem w znacznie większej ilości. - Mam nadzieję, że Nanami mi kiedyś wybaczy.
Z jego oczu spłynęły łzy. Z lewego krystalicznie czysta i słona, a z prawego czerwona i słodka. Włosy na ten moment oklapły przysłaniając jego pogrążoną w rozpaczy twarz. Ręka cała spowita czakrą, zaczęła się trząść wraz z trzymaną w niej kataną. Bił się z samym sobą, gdyż miał do wyboru kilka opcji. Wypuścić go, złapać i zaprowadzić do Konohy, czy jednak zabić. Z czego tej ostatniej nie chciał dokonać, ale widząc co się z nim stało, nie chciałby, by niebieskooka zobaczyła go tym kim się stał. Sam także nie miał takiej ochoty. Już zakończył ten rozdział swojego życia i nie miał najmniejszego zamiaru do niego wracać po tym co wydarzyło się tego danego dnia.
- Na-Naruto. - Nagle odezwał się Yoshito swoim normalnym, dawnym głosem. Blondyn spojrzał na niego. - Zabij mnie teraz albo... - Tu nie dokończył. Zaczął dziwnie przekręcać głowę po czym znów zamilkł.
- Co!? - Zapytał z niedowierzaniem.
- ... będziesz cierpiał. Jeszcze sam do mnie przyjdziesz błagając o śmierć. Zapamiętaj to. Śmiertelniku. Hahahahahahahaha! - Z jego rękawa wyleciały bomby dymne oraz kilka wybuchowych notek, które przykleiły się do dwóch kolumn znajdujących się najbliżej wyjścia z wnętrza góry. Dym zasłonił całą eksplozję i ucieczkę Yoshito. Ze sklepienia znów zaczęły odłamywać się fragmenty skał. Jeden wielkości dużego psa, zaczął spadać na klęczącego blondyna. Cała czakra wycofała się w najgorszym momencie jaki był możliwy, a mięśnie odmówiły posłuszeństwa sprawiając, że upadł na lewy bok. Widział jak skała zbliża się do niego. Życie przeleciało mu przed oczami, ale jednak najadł się jedynie strachu. Ochronił go Itachi swoim sosanoo, który w dodatku podtrzymywał nadal półprzytomnego Namito. Blok skalny rozbił się o jego rękę i rozprysł na boki.
- Znałeś go. Prawda? - Nie odpowiedział nic. Był przybity. Nie wiedział co ma myśleć o ostatnich słowach Yoshito, a co dopiero o reszcie spraw z nim związanych. Powstał w jego głowie istny galimatias, którego nie umiał uporządkować.
- Co powinienem zrobić? - Po pięciu minutach poczuł w sobie nowe siły, dzięki czemu usiadł i zadał pytanie sam do siebie, nie znając na nie odpowiedzi. Nie oczekiwał także, że ktoś mu w nim pomoże.
- Na chwilę obecną wyleczyć rany. Wyglądasz okropnie. - Zaśmiał się Namito, który zdążył całkowicie się wybudzić. - Zabiorę cię do naszej wspaniałomyślnej Hokage.
- Dzięki. - Zawiesił zdrowe ramię bratanka na swoim i pomógł mu wstać.
- W ogóle w jaki sposób Tsunade cię puściła?
- Yyyy.
Dwadzieścia minut później Namito rozmawiał z Tsunade o zdaniu krótkiej relacji z wcześniejszych wydarzeń:
- Karne misje do odwołania!!! A usłyszę choćby jakieś małe ,,ale", to własnoręcznie zatłukę was obu!!!! - Wykrzyczała wkurzona blondynka.
W sali negocjacyjnej, gdy Naruto odepchnął ją, po paru minutach zdała sobie sprawę, że jej dobre imię zostało zbrukane przez podwładnego. Wtedy ciśnienie jej skoczyło i rozwaliła stół wraz z krzesłami.
- A ja za co!?!? - Zwrócił się Namito trochę zdezorientowany.
- Tak na przyszłość oraz za zwianie ze szpitala! Coś jeszcze!? Nie!? To jazda pisać raport! Mam go dostać jutro z samego rana! Od każdego! - Odwróciła się na pięcie i chciała już usiąść.
- A nasze rany? - Przełknął ślinę ze strachu przed reakcją przełożonej. Ta stanęła i nie poruszyła się przez parę sekund.
- Zapomniałabym! - Wykrzyczała z przerażeniem. - Dlaczego nie dałeś mi go tu od razu!? Ma przebite płuco!
- Próbowałem, ale szanowna Hokage mi przerwała. - Zaśmiał się głupkowato.
Wybiegła na korytarz i rozejrzała się. Leżał na drewnianej ławce stworzonej przez Yamato dzięki sztuce drewna. Miał okład na prawym oku przywiązany bandażem. Broń w bita niegdyś w jego ciało nagle zniknęła. Tak samo zakrwawiona bluza i koszulka, które leżały zwinięte w kłębek obok, jednak rana nadal pozostawała otwarta, lecz oddech Namikaze zrobił się regularny i spokojny. Wpatrzony był w sufit i chyba nad czymś rozmyślał.
Usłyszała kroki wskazujące na bieg. Spojrzała w lewo. Z cienia wyłoniła się sylwetka kunoichi. W ręku miała wiaderko ze świeżą wodą i ręcznikami. Widać było po niej potworne zmęczenie. Sama miała przewiązaną głowę z zimnym okładem, gdyż uderzyła nią o coś twardego i nadal odczuwała tego skutki.
- Sakura. - Ta na nią spojrzała i lekko się uśmiechnęła po czym uklękła na kolanach. Sięgając po biały ręcznik zakręciło jej się w głowie i gdyby nie reakcja jej przełożonej, upadłaby na ziemię. - Jesteś wyczerpana.
Wskazała na Yamato, by ten zrobił jeszcze jedną ławkę. Oddychał jeszcze ciężej, ale wykonał polecenie bez zbędnych komentarzy. Położyła ją na niej.
- Odpocznij. Resztą ja się zajmę. - Różowowłosa usnęła prawie natychmiast. Hokage znów rozejrzała się i uśmiechnęła. Była zadowolona ze swej uczennicy. Opatrzyła dosłownie wszystkich, wliczając to w podwładnych Hokagę. Neji i Ten Ten mieli liczne stłuczenia i rany, które najwidoczniej zostały zaleczone. To samo tyczyło się Yamato. Jego ręka została usztywniona tuż przy piersi i owinięta bandażem. Najprawdopodobniej ją złamał podczas korzystania ze stylu drewna. Itachi nie odniósł poważniejszych ran, ale oczy z pewnością ucierpiały. Hokagę zauważyła to prawie natychmiast, zrobiły się bardziej szare niż były. Namito z pewnością się nie przyzna sam do jakichkolwiek obrażeń. Uznała że jeśli samodzielnie chodzi, jest wystarczającą informacją, by go najzwyczajniej w świecie olać.
Pozostał jeden. Podeszła do niego. Nie zwrócił na nią uwagi. Był nieobecny duchem. Nie próbując go wyrywać z tego stanu, zaczęła obdukcję. Wpierw spojrzała na najpoważniejsze zagrożenie dla życia blondyna. Skupiła czakrę i przeskanowała to miejsce. Uśmiechnęła się. Płuca były całe. Spojrzała na swoją uczennicę.
- Dobrze się spisałaś. Ta operacja nie należała do najłatwiejszych. Pewnie skończyła ci się czakra i próbowałaś tradycyjnych metod na tą paskudną ranę.
Wróciła wzrokiem do ciała jinhuuriki. Przez dziesięć minut udało jej się zasklepić otwór i zregenerować skórę w tym miejscu. Zajęła się także lewą ręką, która została poparzona. Pozostało to oko.
- Niech Hokage-sama nie patrzy w nie. Nadal nie odzyskało ono dawnego wyglądu i rzuca genjutsu jak popadnie. - Wyjaśnił, gdy chciała zajrzeć pod opatrunek.
- Spokojnie. Nie złapiesz mnie w genjutsu, a przynajmniej nie tak słabej rangi jakim jest zwykły sharingan. - Nic nie odpowiedział. Przebadała oko pod każdym względem i wprawdzie niczego nie wykryła. Nie miała innego wytłumaczenia niż czakra Kyuubiego.
- Nic jej nie jest?
- Hmm? - Zdziwiła się nagłym pytaniem, ale otrząsnęła się z zamyślenia na temat innych przyczyn zmiany kształtu sharingana. - Nie. Jest tylko przemęczona.
- Kazałem jej zająć się resztą. Nie łatwo było ją do tego przekonać, ale w końcu się zgodziła, a potem nie posłuchała moich nalegań , że mogę jeszcze poczekać i sama zabrała się za moje rany.
- A wracając do nich. Ręką będziesz mógł poruszyć dopiero za parę dni. Czeka cię rehabilitacja.
- A ile ona potrwa?
- Zależy od ciebie i od twojego organizmu. Na ten czas odpuszczę ci karę, ale nie myśl, że zapomnę.
- Karę? - Zdziwił się z lekka i wystraszył. Wiedział, że lubiła korzystać z nich dla nieposłusznych podwładnych.
- Tak. Szykuj się na nią. Muszę je zliczyć i podzielić między waszą dwójkę.
- Aha. - Mógł się spodziewać, że chodzi jej o misje rangi D. Odetchnął głębiej i zamknął oczy. Był wykończony. Po kilku minutach zasnął.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess
* Sori - jest to punkt katany zlokalizowany w najgłębszej części jej wygięcia na samym środku brzeszczotu lub inaczej klingi, po jego nie naostrzonej stronie.
A to rysunek sharingana po przemianie. Tak wiem. Nie jestem mistrzem ^^.
