Uff. Ciężko było to wszystko napisać. Jestem padnięty, ale czego się nie robi dla czytelników ^^. Rozdział miał być trzy dni później, ale wena była dzisiaj dość łaskawa i poderwała mnie do pracy. Mam nadzieję, że wpis się spodoba. Życzę miłego czytania ;).
~~~~~~~~~~~~~~~~
Nastał ten dzień. Dzień próby dla każdego zdolnego genina. Finał egzaminu miał odbyć się na specjalnie do tego wybudowanym stadionie. Zaproszenia dla ważniejszych osób już dawno zostały wysłane. Niestety tylko ci przyszli, którzy byli jakoś związani z walczącymi uczestnikami turnieju, czyli przede wszystkim ludzi z Wioski Piasku i Wioski Liścia, którzy już od samego ranka zaczęli zajmować najlepsze miejsca do obejrzenia nadchodzącego widowiska. Taka impreza musiała mieć dość dobrą ochronę, chociaż nigdy nie była potrzebna. Zazwyczaj to joninom kazano zachowywać czujność i rozejść się w małych grupkach po stadionie. Anbu pilnowało Kage, by nic im się nie stało na wypadek jakiegoś zamachu, lecz jak zwykle nie było ich widać. Na widowni także zasiadali tłumnie chuunini i genini, nie wspominając już o rodzinach uczestników, którzy nie mogli przepuścić takiej okazji. Większość misji została zawieszona na ten dzień, by jak najwięcej ludzi mogło obejrzeć to zdarzenie. Jednak ktoś musiał pilnować granic wioski, właśnie ci mieli największego pecha, lecz zawsze na następny rok, mogli być pewni że obejrzą walki. Pierwszy pojedynek był pomiędzy Sasuke i Temari z Wioski Piasku, drudzy Neji i Gaara, trzeci Naruto i Kankuro, ostatni byli to Lee i Ten Ten. Tak prezentował się dzisiejszy plan walk. Miały zacząć się równo w południe.
Na zegarze wybiła godzina dziesiąta, co wskazywało że pora zbierać się do drogi. Blondyn nie dawno wstał po kolejnej nieprzespanej nocy. Czuł że stres go nie opuścił.
- Naruto! Z chodź na dół! Nie wypada, by spóźnić się na własną walkę! - Wykrzyczała w stronę schodów Kushina, która już od dawna była gotowa.
- Dobra, już idę. - Gdy zszedł, zjadł szybkie śniadanie i był gotowy do drogi, wyposażony w cały potrzebny sprzęt. - Mogę założyć się z tobą, że Kakashi sensei i tak spóźni się na nasze walki, na przykład sprzątanie domu przez miesiąc.
- Nie bawię się w takie rzeczy. Już Jiraiya namieszał ci w głowie, że zaczynasz się zakładać. Pierwsza zasada już złamana, ninja nigdy nie może uprawiać hazardu.
- Ale mi hazard. Erosennin by mnie co najmniej wyśmiał. Jest on bardziej wyrozumiały i ... - Słuchając tego czerwonowłosa zaczęła tracić nerwy.
- Dobra! Ale jeśli przegrasz to ty sprzątasz przez pół roku, dattebane!
- Zgoda. Jestem pewien swojej decyzji.
- Jak Kakashi się spóźni urwę mu głowę. - Szykował się plan zemsty na jonina.
Szli powoli, nie było potrzeby się śpieszyć, a i tak młody Namikaze co kilka minut sprawdzał wyposażenie, czy oby na pewno niczego nie zapomniał. Jego matka w końcu przemówiła mu do rozsądku i wytłumaczyła, że prędzej coś zgubi przez swoją niepewność niż czegoś nie wziął. To pozwoliło trochę opanować nerwy. Na balkonie dla zawodników wątpliwości opuściły go kompletnie. Skupił się na swoim zadaniu, by wygrać tu i teraz. Byli prawie wszyscy, a widownia pękała w szwach.
- Hej idioto. Jednak nie stchórzyłeś i przyszedłeś. - Naruto odwrócił się i zobaczył dobrze znajomą twarz.
- Mogę to samo powiedzieć o tobie. Niech zgadnę. Kakashi z tobą siedział na klifach?
- Jak się o tym dowiedziałeś? - Popatrzył podejrzliwie na swego kolegę z drużyny.
- Najzwyczajniej w świecie, poszedłem w stronę gór potrenować, lecz było zajęte i poszedłem w stronę lasu.
- Jak zwykle drugi. - Uśmiechnął się pogardliwie.
- Bardzo śmieszne. Dzisiaj się o tym przekonamy.
W tym samym czasie na trybunach zasiadła na miejscu w specjalnym sektorze matka Namikaze. Było to miejsce przeznaczone jedynie dla rodziny i bliskich przyjaciół uczestników. Nagle ktoś się do niej zwrócił.
- Konichiwa Kushina-sama. Te miejsca są wolne? Wszędzie taki ścisk. - Wypowiedziała to do niej znajoma twarz.
- Sakura i Ino? Nie mylę się? Siadajcie. - Uśmiechnęła się i wskazała miejsca po jej lewej stronie.
- Dziękujemy. - Odpowiedziały i usiadły tuż przy niej. Toważyszył im także Choji z przyszykowaną toną przekąsek. Chwilę później przysiedli się także państwo Yamanaka, którzy zauważyli swoją córkę i zamierzali usiąść tam gdzie ona.
- Ohayo. Jak się miewasz Kushina? Chyba się nie denerwujesz? - Zapytała ze szczerym uśmiechem matka Ino.
- Trochę. I tak jestem pewna, że wygra. - Odpowiedziała z radością w głosie.
- Widzę wielki optymizm. Nie często się to u ciebie widuje. Zapewne twój syn przygotowywał się dość ciężko.
- Powiem tak. Jestem dumna co osiągnął przez ten czas. Zadbałam o to, by nie tracił czasu.
- Czy to nie czcigodni Jiraiya tam stoi? Kiedy powrócił do wioski? - Przerwał im rozmowę Inoichi, trochę zaskoczony. Zawsze wszystkie informacje z wioski dostawał z dużym opóźnieniem, chociaż pracował w dziale który zajmuje się informacjami. Nawet o nowym Hokage dowiedział się kilka dni później.
- Hyhyhy. Kushina. Ty jednak jesteś przebiegła. Na sto procent to on go szkolił. - Zaśmiała się cicho pod nosem.
- No nie zaprzeczę takim twierdzeniom. O zaczyna się.
Rzeczywiście. Wszyscy uczestnicy byli na środku ustawieni w rzędzie. A za nimi stał wysoki, białowłosy mężczyzna, który miał być sędzią w finałach.
- Walczycie jeden na jednego. Wygrana nie oznacza, że zostaniecie chuuninami. Musicie wykazać się umiejętnościami i takie tam. Walka zostanie zakończona w tedy, gdy przeciwnik podda się, nie będzie zdolny do kontynuowania jej oraz w razie śmierci któregoś z was. To wszystko z informacji, które powinniście znać. Pierwsza para zostaje. Reszta uda się na tamten balkonik i będzie grzecznie czekała na swoją kolej, do puki was nie wywołam. Czy to jasne?
- Hai. - Odkrzyknęli wszyscy zgodnie.
Został tylko Uchiha i blond włosa dziewczyna z wielkim wachlarzem opartym o ziemie, przytrzymując go prawą ręką. Można było spokojnie się domyślić, że nie jest on do ochłody.
- Użytkowniczka wiatru? To się trochę zdziwi w tej walce. - Pomyślał by po chwili dodać. - Palisz?
Odrobinę zmyliło ją to pytanie. Za pierwszym razem nie zdała sobie sprawy o co mu może chodzić, lecz po zobaczeniu wykonywanych pieczęci odskoczyła i przygotowała swój wachlarz.
- Katon: Gõkakyū no Jutsu. - Wypowiewdział i nabrał powietrza do ust, by po chwili wypuścić wielką kulę ognia w stronę przeciwniczki.
- Skurczybyk to miał na myśli. Trafiłam na jednego z trudniejszych dla mnie przeciwników.
Odskoczyła w bok, by uniknąć spopielenia, by dostać się pod kolejną technikę. Tym razem słabszą. Nawet nie usłyszała, gdy wymówił Katon: Hõsenka no Jutsu. Małe, lecące płomienie zdmuchnęła jednym machnięciem wachlarza, nie spodziewając się ataku z tyłu, który odepchnął ją na kilkanaście metrów.
Nie miała czasu przemyśleć swojej taktyki, gdyż znowu widziała ogromną kulę ognia i pomniejsze obok. Postanowiła zniszczyć małe i jednocześnie zamachnąć się na czającego się z tyłu Sasuke.
- I gdzie się podziałeś? - Nagle z tyłu poczuła przeszywający ból w okolicy pleców, które pokryły się krwią. Nie wiedziała co się stało w porównaniu do publiczności. Wszyscy widzieli jak po usunięciu mniejszych płomieni wyłoniły się z nich shurikeny, lecące w niczego nie spodziewającą się dziewczynę.
Walka została przerwana, a zwycięzcą był oczywiście Uchiha, który powolnym krokiem skierował się w stronę schodów. Temari została wyniesiona na noszach i leczona po drodze przez medycznych ninja.
Jak na początek, ludziom oglądającym spodobała się walka. Pokazana w niej taktyka oraz jutsu, sprawiły wiwaty i oklaski, chociaż była ona dość krótka i oczywista. Wiatr przegra z ogniem nie zależnie od wysiłków ich użytkowników.
Teraz miała odbyć się jedna z najciekawszych walk tych finałów. Neji Hyūga kontra Sabaku no Gaara, kolejnego shinobi z Wioski Piasku i jednocześnie brata dwójki osób z jego drużyny.
Walka była bardzo długa. Obydwoje zaprezentowali mnóstwo ruchów i technik, jednak była pewna różnica w ich wykonywaniu. Gaara nie musiał się poruszyć, by się obronić czy atakować. W przeciwieństwie do Hyūgi, którego styl opierał się na ruchu i atakach z bliskiej odległości za pomocą miękkiej dłoni i zdolności oczu. Wykonał sześćdziesiąt cztery dłonie na przeciwniku, który osłonił się zbroją z piasku, przez co atak był zmarnowany. Jego Kaiten także nie mógł zbyt długo wytrzymać naporu takiej ilości piasku, który atakował bez przerwy. Najzwyczajniej w świecie Neji padł ze zmęczenia, co jednocześnie spowodowało wygranie walki przez shinobi Suny.
- Ooo tak! Teraz ja! - Wykrzyczał blondyn i zeskoczył na pole przyszłej bitwy. Jego przeciwnik nie kwapił się aż tak i poszedł normalnie schodami. Niestety, na widowni nastały gwizdy niezadowolenia. Ludzie nie chcieli oglądać ,,demona".
Stali na przeciwko siebie, gotowi na rozpoczęcie walki. Namikaze nie drgnął, tak samo jak przeciwnik. Dotknęła go ta zniewaga skierowana od tłumu, lecz udawał, że go kompletnie to nie obchodzi, co o nim sobie myślą. Kushina o mało nie wybuchła z wściekłości, lecz uspokoili ją znajomi. Wszyscy, którzy go znali bliżej znali prawdę i z chęcią pokazali kto ma rację. Nawet Hokage nie został bierny. Tsunade wstała i dzięki pewnemu jutsu było ją słychać na całym stadionie.
- Zamknąć się!!! Jak wam się nie podoba wyjdźcie i nie wracajcie, albo stańcie na tym oto polu. Każdy będzie miał za zadanie pokonania najlepszych członków Anbu. Wtedy niech pokaże nam, czy jest silny fizycznie, a nie tylko w gębie.
Ten przekaz poskutkował wręcz idealnie. Natychmiast zaprzestano gwizdów i obraźliwego słownictwa skierowanego do młodego Namikaze, który dziękował w duchu za wstawienie się za niego. Nie mógł jednak robić tego w nieskończoność, gdyż przeciwnik wykonał swój ruch. Z pleców ściągnął coś dziwnego i zabandażowanego, było to wielkości Naruto. Rozwinął jednym ruchem i ukazała się kukła bądź lalka. Wyglądała strasznie, miała przecież takie zadanie. Kilka ruchów rękoma wystarczyło, by marionetka skierowała się w stronę blondyna.
Wyciągnął katanę oraz jeden z kunaii i zaczął odpierać ataki. Było to dosyć ciężkie, gdyż blokował sześć rąk z których wystawały ostrza. Każde z ostrzy było zatrute, więc najmniejsze zadrapanie mogło skończyć się źle. Kankuro zauważył, że taki atak nie skutkuje więc wycofał marionetkę, która z ust i rąk wypuściła serie igieł lecących z dużą szybkością w stronę Namikaze, lecz ten zaskoczył wszystkich swoim następnym ruchem. Można by powiedzieć, że skopiowany pomysł od kaitenu Hyugi, jednak miał swój oryginalny styl. Naruto wyciągnął po pięć shurikenów na każdą rękę z doczepionymi żyłkami. Zaczął się obracać wokół własnej o ogromną szybkością. Dzięki temu zabiegowi powstała ściana obrony, gdyby broń nie dała rady odbić wszystkiego, zostały jeszcze linki na różnych wysokościach. To wystarczyło by przetrwać ten zmasowany atak, przy okazji posyłając bojowe gwiazdki w stronę nic nie spodziewającego się przeciwnika. Drasnął go dwa razy w rękę i nogę. Uśmiechnął się, że jego plan, trochę na szybko ułożony, zadziałał bezbłędnie.
Blondyn stanął i nie musiał czekać zbyt długo na rezultat. Shinobi Piasku opadł na kolana, a następnie upadł na bok.
- Co jest? Jak to możliwe? - Ledwo wyszeptał.
- Zdradzę ci rąbka tajemnicy. Sam się pokonałeś.
- Co?
- Twoja trucizna rozprzestrzenia się w twoim organiźmie. Pewnie zadajesz sobie pytanie ,,jak?", więc odpowiem na nie. Gdy wystrzeliłeś te wszystkie pociski w moją stronę, jak zapewne zauważyłeś, odbijałem je za pomocą shurikenów. Tak. Tych samych, które w ciebie rzuciłem. Widząc po skutkach ma ona za zadanie sparaliżować cel, więc reasumując wygrałem to starcie.
- Zwycięża Naruto Namikaze! - Wydarł się Jiraiya.
Nie było reakcji tłumu. Jedynie cisza, którą przerwało klaskanie Hokage, najbliższych i kilkunastu chuuninów oraz joninów. Niestety nikt więcej się nie przyłączył. Chłopak zignorował to i odszedł na pobliski balkonik dla uczestników.
- Rezygnuję! - Wykrzyczała z tego samego miejsca dziewczyna w kokach.
- To w takim razie przechodzimy do następnej walki. Sasuke Uchiha oraz Gaara z Wioski Piasku.
*****
- Ten ten, czemu mi to robisz? - Powiedział pełen smutku Lee.
- O nie ma mowy bym się z tobą tu pojedynkowała. Myślałam że będę walczyła z kimś innym. Nie miałam bym szans z tobą, gdyż walczysz na bliski dystans i jesteś na tyle szybki, by uniknąć wszystkiego ci w ciebie rzucę. Innymi słowy, marnowanie czasu i sił. Po za tym, masz godnego przeciwnika, bo ten blondyn jest z pewnością silny.
- Tak. Pamiętam jak zaatakował nas w pojedynkę w Lesie Śmierci.
- To teraz możesz się odegrać.
- Hai! - Zasalutował stając na baczność.
*****
- Czujesz to?
- Tak.
- To żądza mordu tego z szczeniaka z Wioski Piasku. Większa od twojej, co musi oznaczać tylko jedno.
- Jinhuuriki.
- Będziemy mogli się zabawić, lecz są jeszcze dwie przeszkody do pokonania. Sasuke musi przegrać, a ty pokonać tego nadpobudliwego i chętnego do walki dzieciaka. Co ty na to, by pokazać to co umiemy i zdobyć ich szacunek przynajmniej poprzez strach?
- Bardzo kusząca propozycja.
- A po finale od razu wyruszamy w podróż?
- Tak. By opanować wszystkie dziewięć ogonów, muszę stać się silniejszy. Jest to korzyść dla nas obu.
- Zostawisz ją samą?
- Nie mam wyjścia. Na prawdę chciałbym zabrać ją ze sobą, lecz nie mogę, ale Erosennin obiecał mi że będę mógł z nią utrzymywać kontakt. Nie wiem co miał na myśli, więc nie wytłumaczę.
- Zobaczymy. Jeśli cię wykiwał możemy go troszeczkę nastraszyć. Hehe.
- Na przykład?
- Że cię opętałem lub coś w tym rodzaju.
- Nie powiem. Byłoby to całkiem ciekawe.
Jego pogawędkę przerwała kunoichi, uderzając go zwojem o głowę.
- Obudź się. Teraz twoja kolej.
- Już się walka skończyła? No dobra już idę.
Wstał z pod ściany przy której siedział. Wyprostował obolałe kończyny i ruszył w stronę wyjścia na plac. Tam czekał już na niego shinobi w zielonym stroju, robiąc pompki. Arena zmieniła delikatnie wygląd. Na ścianie była widoczna gruba kreska wyrzeźbiona w betonie, a samo podłoże przypominało piaskowe morze.
- Mam pytanie. Kto wygrał? - Jiraiya zaskoczony był tym pytaniem. Myślał, że blondyn oglądał tą walkę, lecz nie zwlekając już dłużej odpowiedział.
- Gaara.
- A jednak będę z nim walczył. - Uśmiechnął się w duchu.
- Zaczynajcie.
Obydwoje pobiegli na siebie i poczęli sprawdzać siebie nawzajem w taijutsu. Blondyn umiał odeprzeć te ataki, lecz nie miał pojęcia co szykuje jego przeciwnik. W ułamku sekundy dostał kopniaka w podbródek co spowodowało wybicie go w powietrze. Po tym akcie blondyn będąc w powietrzu wyrzucił jeden ze swoich kunaii, lecz zaraz po tym dostał cała serie szybkich kopnięć. Gdy znajdowali się na dość pokaźnej wysokości, wokół niego obwinął się bandaż.
- Omote Renge! - Wykrzyczał Lee, który pojawił się za Namikaze i skierował ich głową w dół, nadając przy tym rotacji.
Na koniec odskoczył by nie dostać własną techniką. Zdziwił się bardzo, gdy nie zobaczył ani nie usłyszał upadku swego przeciwnika, który wyparował.
Tym czasem Naruto wylądował tuż przy drzewie, które schowało go na chwilę przed wzrokiem brewki.
- Co to było? - Wypowiedział po cichu ze zdziwieniem na swojej twarzy. Rozciął czakrą obwinięte na nim bandaże i powoli wstał. - Było zbyt blisko.
Wyszedł ze swojej kryjówki znowu stając twarzą w twarz już z trochę wyczerpanym przeciwnikiem.
- Jak tego uniknąłeś? - Po krótkiej chwili milczenia spytał.
- Mogę zadać to samo pytanie. Nadal mam po tym mdłości i kłopoty z równowagą. - Rzeczywiście, trochę się odchylał we wszystkie strony próbując się nie przewrócić.
Nie zamierzał dalej zwlekać. Wyciągnął katanę i przybrał pozę gotową do ataku. Jednak przeciwnik nadal miał asa w rękawie.
- Guy sensei. Nadeszła ta chwila. Pierwsza brama, Brama Otwarcia! Kai! Druga brama, Brama Leczenia! Kai! - Z ciała Lee zaczęły wydobywać się nie małe ilości czakry.
- Co do?
- Naruto! Właź w mój tryb, albo skończysz w szpitalu na kilka lat!
- Dobra! - Oczy, opaska jak i katana zmieniły wygląd i barwę na krwisto czerwoną.
Na stadionie zaczęły dobiegać szmery rozmów, spowodowane zaistniałymi okolicznościami. Od obydwu shinobi emanowały nadludzkie pokłady energii. Jiraiya jednoznacznie stwierdził, że lepiej będzie oddalić się na jakiś czas i wskoczyć na jedną ze ścian. To dało do zrozumienia ludziom, że będzie na co popatrzeć w to popołudnie.
Obydwoje poruszali się z niebywałą szybkością, parując wszystkie swoje ataki, jeden po drugim. Nic nie skutkowało. Naruto zaczął wykonywać najprzeróżniejsze techniki, lecz to było tylko marnowaniem czakry.
- Musimy go jakoś spowolnić i załatwić jednym atakiem.
- Nie trafie go rassenganem dopóki tego nie zrobimy.
- I w tym jest problem. Czekaj. Ty idioto! Użyj może także swojej czakry!
- Po jakiego grzyba!? Futrzaku! - Naruto specjalnie zaakcentował ostatni wyraz.
- Jak byś raz posłuchał wykładów Kakashiego to byś wiedział co teraz począć! Gdy mówił ci o twojej czakrze, słyszałem że posiadasz dwie natury i w dodatku możesz je łączyć. Co wyjdzie z połączenia wody i wiatru!?
- Ja mam to wiedzieć? - Kyuubi się załamał i wściekł jednocześnie.
- Lód!!! Użyj go, a spowolnisz jego ruchy i zakończysz to przeciągające się widowisko!
- Czemu ty zawsze masz racje!?
- Bo jestem starszy od was wszystkich razem wziętych. Rób to co ci powiedziałem albo leć do domu i popłacz się za dostanie solidnego manta.
To ostanie blondyn pozostawił bez komentarza. Wolał policzyć się z demonem później. Skupił się i wydobył z siebie swoją własną czakrę, która pokryła ręce, a miecz schował na miejsce. Bardziej gotowy być nie mógł. Obydwaj ponowili atak, lecz tym razem z korzyścią dla blondyna. Każde choćby najsłabsze uderzenie lub blok jego rąk powodował pokrywanie się lodem wszystkiego czego dotknął z lekkim opóźnieniem. Lee już po raz drugi został zaskoczony poczynaniami Naruto. Walka ta trwała jeszcze kilka minut, pokrywając nogi i ręce brewki prawie całkowicie. To zagranie przechyliło szalę zwycięstwa. Dobrze wymierzony rassengan, po użyciu kunaia w nieosłonięte plecy, powalił Lee na ziemie. To był koniec pojedynku.
Widownia nadal nie wydała z siebie żadnego głosu. Znowu zabiły brawa od tych samych osób co wcześniej, jednak zaczęły się wzmagać. Po minucie już cały stadion wiwatował.
- To była wspaniała walka. - Oparł rękę Jiraiya na ramieniu blondyna. - Nawet oni to dostrzegli. Masz teraz cztery godziny wolnego. Finał musi być wyrównany względem wypoczęcia obu zawodników. Takie zasady. Leć i nie marnuj czasu. Ja mam obowiązki i nie mogę dołączyć.
Pobiegł w stronę ściany, by dotrzeć do miejsca pobytu matki. Wyczuł jej czakrę przed rozpoczęciem walk. Znajdowała się w drugim sektorze w pierwszych rzędach trybun. Dosłownie wbiegł na ścianę i dotarł na samą górę.
- Wspaniale się spisałeś! - Uścisnęła go Kushina. - Z tej okazji zapraszam was na obiad do domu.
Po półgodzinie wszyscy siedzieli przy wspólnym stole, lecz bez Chojiego, który musiał wrócić. Oczywiście nie było innych tematów niż walki dzisiejszego dnia i Naruto w roli głównej.
Po wszystkim dorośli zostali w jadalni, a Naruto razem z dwoma dziewczynami poszedł na górę. Musiał powiedzieć, że zamierza wyruszyć tuż po walce i przez następne trzy lata nie spotkają się ponownie. Nie miał kompletnego pojęcia, jak zareaguje jego wybranka serca, lecz nie było już odwrotu. Jedynie Kyuubi nie dawał mu spokoju z docinkami i tym złowieszczym śmiechem, który zaczynał blondyna ewidentnie wyprowadzać z równowagi.
Serce waliło mu jak młot, tak szybko, że czuł je za każdym uderzeniem. Próbował powiedzieć to jak najłagodniej. Bił się jednocześnie ze swoimi myślami. Czuł się jak na przesłuchaniu w sprawie o morderstwo. Zimny pot spływał po jego plecach, a sam zaczął wykręcać i łamać sobie palce, spowodowane wielkim zdenerwowaniem.
Siedział przed nią. Dzieliła ich odległość dwóch metrów. On na krześle, one na jego łóżku. Nie mogąc dłużej wytrzymać tej ciszy i dziwnego zachowania swego chłopaka, Sakura odezwała się zaniepokojona, nie zdająca sobie sprawy co zamierzał powiedzieć jej Naruto.
- Coś się stało?
- Nie wiem jak mam ci to powiedzieć.
- Ale co?
- Przepraszam za to, że cię skrzywdziłem tą decyzją.
- O czym ty mówisz? - Jej głos przybrał podejrzliwego tonu.
- Nie wiem czy mi to kiedyś wybaczysz, czy nadal będziesz do mnie czuła to co teraz.
- Powiesz wreszcie!? - Wtrąciła się Ino jednocześnie skarcona wzrokiem koleżanki.
- Sakura... - zrobił małą przerwę, by nabrać powietrza i wypowiedzieć wszystko na jednym wdechu - ... jeszcze tego wieczora, opuszczam wioskę wraz z Jiraiyą sensei i nie spotkamy się przez najbliższe trzy lata. Przepraszam.
Myślał, że ulży mu chociaż odrobinę, lecz się mylił. Nie mógł na nią spojrzeć. Bał się jej reakcji. Ta chwila była jedną z najdłuższych w jego życiu i miał nadzieję, że ostatnią.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz