niedziela, 29 lipca 2018

C.B. - Płacz demona

- Sakura! Nadal będziesz ochraniać pana Tazunę. Sasuke, Naruto zajmiecie się człowiekiem w masce, a ja osobiście rozprawię się z Zabuzą. Proszę was. Zachowajcie ostrożność, są oni kategorią A dla zadań w eliminowaniu zbiegłych shinobi. - Kakashi umilkł.
Nikt nie odważył się zrobić pierwszego ruchu. Przyglądali się sobie wzajemnie. Czekając na przeciwnika i doszukując się pomyłki w jego ruchach. Nagle za plecami młodego Namikaze pojawił Mistrz miecza i zamachnął się swoim orężem. Wypowiadając słowa.
- Ty będziesz pierwszy!
Miecz już dotykał ramienia chłopaka, gdy ten nagle zniknął. Nastało nie małe zamieszanie tą sytuacją. Zabuza nie wiedział co się stało. Przecież nie mógł spudłować. Jednak z boku jego towarzysza, który nadal przyglądał się wszystkiemu z pewnej odległości, pojawił się blondyn i będąc w pozycji przykucniętej, przystawił jedną ręką ostrze katany do prawej nerki. Drugą zaś trzymał kunai wbity w ziemię. Już chciał pchnąć napastnika, lecz ten odskoczył na kilka metrów. Jedyne co mu się stało to przecięty płaszcz. Kakashi szybko wychodząc z wielkiego zaskoczenia także zaatakował.
- Co to jest za technika!? Teleportacja czy co!?
- Można ją tak określić. - Obydwoje mówili w trakcie zażartego starcia.
- Czyżbyyyy...
- Tak. To syn Czwartego.
W tym samym czasie Namikaze i Uchiha próbowali pokonać Haku. Nie mogli go trafić żadną techniką czy atakiem. Przeciwnik także użył nieznanego im jutsu. Zostali otoczeni lustrami z lodu, a sam zamaskowany ninja wszedł do jednego z nich. We wszystkich zwierciadłach pojawiły się odbicia Haku. Przez kilka minut w ich stronę leciała prawdziwa lawina igieł, które w większości udawało się uniknąć, bądź odbić. Każdy z nich miał je powbijane w przeróżnych miejscach, a z ran wydobyły się stróżki krwi. Blondyn jeszcze się trzymał na nogach, ale z Uchihą było gorzej. Klęczał ciężko dysząc i plując krwią powiedział do Namikaze.
- Nie damy rady tak długo. Ja odwrócę jego uwagę, a ty spróbuj uciec i wezwać Kakashiego. Leć! - Jego oczy zmieniły się. Przybrały kolor czerwony z dwiema czarnymi plamkami w każdym.
Namikaze choć protestując próbował wybiec z lodowego więzienia, lecz ujrzał coś czego, by sobie nie wybaczył. Przeciwnik nie skupił się na nim, lecz na króczowłosym. Bez chwili zastanowienia wykorzystał kunai leżący obok przyjaciela i teleportował się do niego, tym samym obrywając w plecy kilkunastoma igłami.
- Co ty robisz, teraz zginiemy obaj!
- Nie opuszczę w potrzebie swoich przyjaciół. Wszystko zaplanowałem. - Już chciał ich przenieść z daleka od pułapki w którą wpadli, lecz coś było nie tak. Nie mógł tego zrobić. Mała ilość czakry, nie pozwalała na to.
- Co jest!? - Pomyślał. Spojrzał na kunaia i już wszystko sobie uświadomił. Tamtej nocy, gdy majstrował przy pieczęciach, miał dwie torby, lecz tylko jedną zdążył przerobić.
- No to mamy przerąbane. Zabrałem złe kunaie i nie mamy jak zwiać.
- Ty se jaja robisz kretynie!? Ahhh - Znowu posypała się salwa igieł w ich ciała.
- Nie. Nie! Nie!!! Nie zginę, dopóki nie wypełnię swojej misji! Ty też ją masz Sasuke! - Krzyczał czołgając się w stronę Bruneta, który był ranny, a oddalił się przy nieskutecznym uniku.
Nieudacznik. Znowu cię muszę uratować. - Zjawił się tuż przy klatce Kyuubiego.
Hhhhhh. Chyba masz rację.
To do dzieła.
Czekaj, czekaj, czekaj! Co tak szybko!?
Umierasz?
- No tak, lecz to ja chciałbym zakończyć tą walkę, lecz z twoją pomocą. Nie chcę byś mnie wyręczał, a ja się bezczynnie przyglądał.
- Da się to załatwić. Przekaże ci moją czakre, lecz najpierw wykład.
Jaki?
- Będzie krótki. Musisz zapanować nad moją czakrą, albo zamienisz się w maszynkę do zabijania nie zważającą na to czy to wróg, przyjaciel, rodzic czy dziecko. Będę mógł to zatrzymać, lecz wtedy stracisz przytomność na kilka dni, jak wcześniej. Wspomnę tylko, że uwielbiam zapach krwi o każdej porze. Hahaha. - Lis uśmiechnął się za klatką, odsłaniając swoje kły.
Niech będzie. Dam radę. Wręcz muszę.
Krwisto czerwona czakra zaczęła wypływać z pod Lisa wprost do Naruto, który zaczął zginać się w pół od potęgi i jej ilości. Na zewnątrz wyglądało to nieco inaczej. Sasuke jak i Haku przyglądali się dziwnie w stronę blondyna z którego pojawiała się w olbrzymich ilościach czakra. Zaczęła go otaczać i pokrywać jego ciało. Mgła która otaczała most rozwiała się przez potężny podmuch wiatru. Po kilku minutach wszystko się uspokoiło, a blondyn stał wpatrując się w przeciwnika. Sam jego wygląd zwalał z nóg. Powłoka przybrała kształt zbroi. Nie posiadał hełmu, ale jego opaska zamiast wyrytego w niej liścia, widniała głowa lisa. Jego oczy przybrały kolor krwisty ze szpiczastą źrenicą w środku. Klatkę piersiową okrywały długie płytki, ramiona okryte wygodnymi naramiennikami, a ręce pokryte czymś, co przypominało tkaninę, którą także przykryte były boki i nogi blondyna. Na stopach znajdowały się buty shinobi,lecz dodatkowo przykryte tkaniną, a na koniuszkach palców u dłoni widniały pazury stworzone z czakry.
- Co do? - Pomyślał Sasuke.
- Co to za czakra? Widać ją gołym okiem i przybrała postać jakiegoś stroju.
Nic nie mówiąc zaczął iść powolnym krokiem w kierunku wroga. Wyciągnął katanę. Jej wygląd diametralnie się zmienił. Rękojeść przybrała postać głowy lisa, a ostrze rozdzieliło się na dwie części ze szczeliną w środku w której były kawałki miecza, wystylizowane na kształt zębów. Całe ostrze aż emanowało czakrą. Haku zdający sobie sprawę z sytuacji, rzucił w niego setkami sztuk broni, lecz te odbijały się jedna po drugiej od powłoki otaczającej Namikaze. Po tym ruchu, blondyn ruszył w pełni swej szybkości i po kolei przecinając z łatwością kolejne lodowate lustra goniąc swego przeciwnika. Wszystkie prawie w jednym momencie upadły robiąc niemały hałas. Z jednego kawałka wyskoczył Haku z myślą o odpuszczeniu tej walki, lecz nie zdążył nawet dokończyć swojej myśli, gdy został złapany za rękę, która zaczęła mocno krwawić przez uścisk swego oprawcy. Po milisekundzie, przyciągnięty z ogromną siłą, blondyn przebił go demoniczną kataną i odrzucił ciało w stronę walczących z ogromną siłą, tym samym zwracając ich uwagę na postać spowitą czerwoną czakrą.
- Hahhaha hahahhahhaha! Kto następny!? - Postać blondyna zaczęła się zmieniać.
Naruto! Zapanuj nad tym albo stanie się najgorsze! - Kyuubi wręcz wydarł się na swego jinhuuriki.
- Próbuje! Jest tego za dużo! Za dużo! Pomóż, doradź, cokolwiek!
Wyładuj tą energie dopóki posiadasz jeszcze świadomość, jeśli się nie uda, to przejmę nad tobą kontrolę.
- Oby to pomogło! I jeszcze jedno nie skrzywdź mi bliskich!
- Dobra. A teraz zamknij się i wyładuj tą energię, najlepiej jakimś jutsu ogniowym.
Nie znam żadnego! Przecież doskonale o tym wiesz!
Zamień się zemną na ułamek sekundy. Nie będzie przy tym efektów ubocznych, a ja wykonam pieczęcie. Gotów?
Pośpiesz się!
Przez dziesięć sekund postać nie ruszała się, by po krótkiej chwili wykonać serie dokładnie szesnastu pieczęci. Na początku nic się nie wydarzyło, lecz koło mostu prawie na całej jego dotychczasowej długości, wystrzeliły dwie ściany płomieni, wysokich na kilkanaście metrów w górę, licząc od poziomu stania shinobi.
- Co to jest Kakashi sensei!?!? - Wykrzyknęła Sakura cała w strachu, upadając na ziemię wraz z Tazuną, by nie doznać żadnych oparzeń, a co najważniejsze nie zginąć.
Johnin wykorzystał ten moment oszołomienia wroga i korzystając z Chidori przebił Zabuzę w miejscu, gdzie znajdowało się serce.
Wszystko wskazywało na koniec walki. Płomienie powoli zaczynały się obniżać, aż do ostatecznego wygaśnięcia. Postać od której pochodziło to widowisko, uklękła, by po chwili upaść na ziemię.
- Nic wam się nie stało!? - Zapytał szaro włosy, dwójkę jeszcze nie mogącą dojść do siebie, po tym czego byli świadkami.
Postać ta ponownie się podniosła, by pokazać, że czakra zaczyna ustępować, pozostawiając jedynie blondyna w jego normalnym odzieniu.
Wszystko dobrze Sasuke, Naruto?
- Mogło by być lepiej, ale nie narzekam. - Odpowiedział Uchiha, lecz blondyn nie odpowiadał.
- Naruto!? - Powtórzył jego imię z obawą oto, że jest kontrolowany. Jak zawsze jego intuicja nie myliła się. Gdy chłopak podniósł głowę nadal posiadał oczy Lisa.
Ty. Jednooki. Łap go, gdy tylko skończę. - Kakashi tylko lekko pokiwał głową, dając do zrozumienia, że rozumie, chociaż był przygotowany na najgorsze i trochę zszokowany tym, kto do niego mówi.
- Za kilka godzin smarkacz obudzi się. Co mogę o nim powiedzieć? Kretyn, ale utalentowany. Wyczerpał swoją czakrę na dwa skoki do kunaiów nie przerobionych przez niego. Tylko dwie osoby umiały to przed nim. Teraz tak. Niech nikt nie piśnie słowa o tym co tu się wydarzyło, na mój temat. Dokładniej, że mu pomogłem. Kushiny i Hokagę już nie liczę, bo obie by z niego to wyciągnęły. Łap.
Niestety będąc w całkowitym szoku, johnin nie zdążył złapać młodego Namikaze, który gruchnął z impetem w ziemię.
Powrót opierał się na tym, że Kakashi zakazywał mówienia o tym co miało miejsce pół godziny wcześniej oraz bronieniu się od udzielania wszelkich wyjaśnień. Kakashi był bardzo cierpliwym człowiekiem, ale on także miał swoje granice, które wcześniej już przetestował blondyn, którego niósł przełożonego na ramieniu. Oczywiście w złości na swoich podopiecznych wypaplał całą prawdę.
- Bo ma w sobie zapieczętowanego demona o dziewięciu ogonach!!! - W oczach dwójki geninów widać było komplety szok i strach. Szaro włosy zdając sobie sprawę z tego, że wypowiedział największą tajemnice wioski, zarządził małą przerwę po to by przywalić głową w drzewo i załamując się. Dwójka przyjaciół nadal stała w osłupieniu. Niestety były tego przykre konsekwencje.
Powrót do Konohy nie był przyjemny dla blondyna. Nikt z dwójki geninów nie chciał z nim rozmawiać, a nawet przebywać w jego otoczeniu. Kakashi próbował temu zaradzić, lecz jego wysiłki szły na marne. Tuż przy bramie, Naruto bez żadnego słowa zniknął wszystkim z oczu. Nie mógł znieść tego odrzucenia, które powróciło niczym bumerang z przed lat, gdy inni wytykali go palcami, unikali i odrzucali. Raz doszło nawet do jego pobicia. To dlatego tak ciężko harował, by móc pokazać, że on także jest wstanie być kimś kogo, by szanowali.
Siedział tuż na wyrzeźbionej w skale, głowie swego ojca, wpatrując się, ze łzami w oczach, w wioskę.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W tym samym czasie w biurze Hokage. Rozmowę wiodło dwoje ludzi, zażarcie o czymś dyskutującym.
- Hatage! Czy ty zawsze musisz komplikować wszystko co tylko możliwe? - Piąta opadła na fotel załamana.
- Nawet pani nie wie, jak ciężko tego było nie wypaplać przez dwanaście lat! W końcu nie dałem rady. Przynajmniej wie o tym tylko ta dwójka, a nie kto inny.
- Tylko, że Sakura nie umie ugryźć się w język! Wypaplała wiosce, że mam problemy z alkoholem! Teraz pewnie wszyscy z młodszego pokolenia o tym wiedzą.
- Jednak i tak, by to się wydało. Prędzej czy później.
- Z tym masz rację, ale można by było poczekać jeszcze z kilka miesięcy, a nie tak z grubej rury dajesz mi kolejne zajęcia. Jeszcze nie uporządkowałam spraw za czasów Trzeciego, bo chował dokumenty i ich nie podpisywał! Przyrzekam ci Kakashi, drugą osobą, która cię zabije, będę ja.
- To ja idę szukać Naruto, zanim tu przybędzie jego matka. - Zasalutował i wyskoczył przez okno, tak na wszelki wypadek.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- Chcesz nam powiedzieć, że on jest nosicielem Lisa!? - Wykrzyknęła blondynka.
- Skąd masz pewność? - Zapytał Shino.
- Kakashi sensei mi to powiedział.
- O co wam chodzi!? Przecież to normalny dzieciak taki jak my! Nic nigdy nie zauważyłem dziwnego w jego zachowaniu, oprócz tego, że czasami znikał z lekcji. - Przerwał Kiba.
- A zastanawiałeś się czemu znikał? U Ino także była dziwna sytuacja. Od razu nas wyproszono z pokoju. A te ostatnie wydarzenia to dowód na to, że jest niebezpieczny. - Powiedziała na jednym tchu Sakura.
- Tylko, nie powinno to nas obchodzić kim on jest. To nie z jego wyboru został tak zwanym jinhuriki i nie jego wina, jeśli chodzi o waszą misje. Tłumaczenie wam tego po raz dziesiąty jest takie kłopotliwe.
- Ja nie zamierzam być z nim w jednej drużynie. W każdej chwili może nas zabić!
- Jaką masz do tego pewność? Nigdy na małych sparringach nie przesadzał, a z dziewczynami nie miał ochoty nawet walczyć, bo jak to on mówił, miał swój honor.
- Nie zmienię zdania! Nie chcę być blisko obok tego człowieka.
- Jak chcesz. Tylko to może odbić się na jego psychice i to ostro. Jeszcze przypomnisz sobie moje słowa. Ja lecę nara. - Wypowiedział się Shikamaru i poszedł w stronę domu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kakashi szukał chłopaka przez porządne kilka godzin, wreszcie, gdy słońce zachodziło, odnalazł go przy wodospadzie, a raczej za nim. Była tam mała jaskinia, idealna do schowania się przed światem zewnętrznym. Blondyn był tak zamyślony, że nie zauważył wejścia senseia, chociaż ten dawał nie jeden znak, że nadchodzi.
- Wszystko dobrze?
- Nie! Nie jest dobrze. Zawsze wszyscy tak na mnie patrzą, jak Sakura kilka godzin temu. Myślałem, że to się zmieni, gdy kogoś lepiej poznam, pozyskam przyjaciół, którzy mnie wesprą, lecz żyłem tylko w ułudzie i kłamstwie, które się nigdy nie skończą.
- Nie możesz tak myśleć, Naruto. Jej zachowanie było związane ze strachem, który nią zawładną, gdy ciebie zobaczyła i to co uczyniłeś.
- Więc odejdę z drużyny, by nie musiała przechodzić przez to ponownie. Usunę się w cień, dla niej. Zmienię zdanie do puki mnie nie zaakceptuje i mojego drugiego ja.
- Nie możesz. Nikt tego nie chce...
- Ale to czuję. - Przerwał blondyn. - Nie zaprzeczaj sensei. Czuję to wyraźnie, że nie potrzebuje takiego potwora jak ja.
Kakashi nie zdążył zaprzeczyć, gdy po chwili młody Namikaze zniknął. Pojawił się tuż przy biurze Hokage. Miał zamiar o coś poprosić. Wiedział, że czeka go długa dyskusja na temat odejścia z drużyny. Miał nadzieje, że się zgodzi, ale tak naprawdę w głębi serca pragnął w niej pozostać.
Wchodził po schodach, powoli wspinając się na kolejne piętra budynku. Jego cel znajdował się na samym szczycie. Miał już zapukać, gdy usłyszał donośne ,,wejść".
Co do? Czy ona ma rentgen w oczach? - Pomyślał blondyn.
Pociągnął za klamkę przy jednoczesnym pchnięciu drzwi do środka. Za masywnym biurkiem wykonanego z bardzo solidnego, dębowego drewna, siedziała kobieta o blond włosach, najwyraźniej czekając już na chłopaka. Była świadoma tego, że prędzej czy później przyjdzie do niej w jakiejś sprawie. Stał na baczność, jeszcze raz przemyślał swoją decyzje, nie spodziewał się jak Piąta zareaguje na jego prośbę.
- To z czym do mnie przyszedłeś? - Wzięła do ręki kieliszek z sake.
- Chcę odejść z drużyny. - Powiedział to jak najkrócej się dało. Tsunade zachłysnęła się zawartością kieliszka, ledwo mogąc zaprotestować. Blondyn spodziewał się takiej reakcji, lecz nie wiedział co się stanie dalej. Po tym, jak Hokage doszła do siebie, nad jej lewym okiem wyrosła pulsująca żyła. Naruto dobrze wiedział co to oznacza, lepiej się odsunąć.
- Czyś ty zgłupiał!? Po cholerę chcesz opuszczać swoją drużynę!? Nie ma takiej mowy. Nawet nie próbuj mnie przekonywać, bo nie dam się tak, jak przy tej misji.
- Ale...
- Żadnych ale! Będziesz wykonywać zadania z drużyną czy ci się to podoba czy nie! Poza tym zbliża się egzamin na chuunina, do niego mogą przystępować tylko trzyosobowe drużyny. - Tu ugryzła się w język. Nie chciała tego jeszcze wyjawiać młodszemu pokoleniu.
- Naprawdę!? - Widać było błysk w oku u młodego Namikaze.
- Tak. Masz tego nikomu nie mówić! Chce to ogłosić dopiero za dwa miesiące! Czy mnie rozumiesz? Jeśli wygadasz to wracasz do akademii bez żadnych dyskusji. Możesz odejść. Chociaż czekaj. Jeszcze jedna sprawa. Nie miej za złe Sakurze, że cię tak potraktowała. Porozmawiam z nią na ten temat z samego rana. A co do misji to mam dla ciebie coś. Misja odbędzie się za dwa i pół miesiąca. Będziecie eskortowali pewną drużynę z chmury. Więcej dowiesz się ze zwoju.
- Będziemy?
- Tak. Dobierzesz sobie dwie trzy lub osoby do tego zadania. Przez ten czas, poobserwuj kto ci się przyda i tak dalej. Rozumiesz?
- Hai. - Wyszedł zadowolony. Wreszcie go doceniła i zleciła ważniejsze zadanie. Podróż do domu zajęła mu ponad godzinę, przez narzucone sobie tempo, rannego ślimaka. Oczywiście został skarcony przez matkę o to, że tak długo nie wracał, tak jak by sprawa demona była czymś zupełnie normalnym.
Te dwa i pół miesiąca były katorgą. Misji rangi C nie przybywało, lecz D podwoiło, a nawet potroiło się. Były żmudne i długie,  wszystkie drużyny narzekały na nie, że jest ich po prostu za dużo, lecz Hokage nie mogła na to nic poradzić. Raz nawet pewnego wieczoru z gabinetu Piątej, wyleciało jej przepiękne biurko, a tuż za nim fotel. Jej głos było słychać w połowie wioski, jak dawała reprymendę podwładnemu. Pogłoski mówiły, że to spowodował jakiś johnin, lecz nie były to potwierdzone informacje.
Młodemu Namikaze został tylko jeden dzień na zebranie drużyny. Miał już dwie osoby i zastanawiał się nad trzecią, lecz żadna nie przychodziła mu do głowy. Na pewno szedł z nim Shikamaru Nara i Shino Aburame. Ich sposób myślenia oraz możliwość zwiadu nie będąc dostrzeżonym były wręcz idealne. Były to także osoby, które nie zmieniły do niego nastawienia po incydencie.
- Zostało im to tylko powiedzieć. Mam nadzieje, że się zgodzą.
Kilka godzin zajęło mu znalezienie ich. Zaczął się zastanawiać nawet nad pomysłem umieszczenia na każdym pieczęci, by móc w sekundę się do nich teleportować. Jednak szybko wyparł tą myśl. Zdał sobie sprawę z tego, że gdyby tylko wpadł do jakiejś dziewczyny podczas jej kąpieli, mógłby nie wyjść z tego żywy. Na jego szczęście koledzy zgodzili się chętnie, nawet największy leniuch tej wioski zerwał się na równe nogi.
Tuż przy głównej bramie Konohy, blondyn zaczął wyjaśniać na czym ma opierać się misja.
- Zatem. Naszym zadaniem jest eskortowanie pewnej drużyny geninów pochodzących z Chmury, zmierzających na egzamin na chuunina organizowany w naszej wiosce. Mamy zapewnić im ochronę z racji tego, że nie podróżują oni ze swoim senseiem. Krótko mówiąc jesteśmy niańkami. Rozpoznamy ich po opaskach, lecz one nie są zbyt widoczne z dalszej odległości, więc dwójka z nich nosi miecze na plecach i posiadają jakby białą bluzę czy coś w ten deseń. Będziemy na nich czekać tuż przy granicy z naszymi krajami. Gotowi?
- Możemy ruszać.
Ciekawi mnie to, czemu Tsunade-sama zleciła mi ich obserwację. Z tego co mówiła, to pierwszy raz, gdy Chmura przysyła własną drużynę. No cóż misja to misja! - Pomyślał, uśmiechając się sam do siebie.
Nie podróżowali drogą dla bezpieczeństwa, zazwyczaj obok nich czyhali bandyci, pewni łatwego łupu, lecz im zależało na czasie i nie chcieli mieszać się w zwykłe bijatyki. Postanowili skakać po drzewach. Było to o wiele szybsze niż zwykły bieg, który był żmudny, a tak mieli rozrywkę w postaci omijania wszystkich gałęzi na ich drodze i nie pozwalało stracić czujności, która była im teraz potrzebna. Gdy zbliżał się zmrok, rozkładali namiot, a jeden strzegł obozu, zmieniali się tak co trzy godziny, by każdy mógł zaznać wypoczynku.
Sześć dni zajęło im dotarcie do granicy. Pozostał jeszcze jeden, więc postanowili rozejrzeć się po miasteczku, będącym idealnie przy drodze na której mieli spotkać cel swojej misji. Była to mała mieścina, lecz widać było ogrom ludzi, najprawdopodobniej turystów, którzy chcieli zobaczyć zamek stojący tam od czasów Pierwszego Hokage Konohy. Nie był wielki, ale bardzo solidny, zbudowany z granitu, wykończenie było perfekcyjne, nie było żadnego uszczerbku na konstrukcji, czy nawet rysy na murach. Drugą atrakcją były gorące źródła. Były one jedne z większych na świecie i wiele osób chciało przynajmniej raz się tam dostać. Wieczorem po pozwoleniu sobie na lekkie przyjemności, trzeba było się zbierać i czatować przy drodze, by nie przegapić przybycia gości i zarazem uczestników egzaminu.
Noc była dość chłodna jak na tą porę roku. Wiatr nieustannie zginał wielkie konary drzew, że było słychać ich łamanie w całej okolicy. Księżyc, który był w pełni pomógł dostrzec trzy sylwetki, zbliżające się do ich pozycji. Szły powoli drogą, jednak nadal nie zauważyły drużyny blondyna, która siedziała tuż przy niej za linią drzew. Dopiero, gdy wstali i wyszli na drogę, zareagowali. Widać, że zapanował u nich niepokój i byli gotowi do wyciągnięcia katan.
****************
Story by Mess

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz