niedziela, 29 lipca 2018

C.B. - Pożegnania są bardzo trudne

Znowu można komentować pod tym wpisem. Już drugi problem z nim był ;/.
Nie wiedziałem gdzie to napisać, więc napiszę tu. Wczoraj padł istny rekord odwiedzin na tym blogu. Otóż było ich ponad 300!!! Ludzie wiem, że czytacie dużo, ale to przyprawiło mnie prawie o zawał serca ze szczęścia, które mnie ogarnęło. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek pobijecie ten wynik. Oczywiście proszę nie robić sztucznego wyniku.
Czy muzyka na blogu będzie dodawała klimatu czy go odejmowała, oczywiście poleci ona po naciśnięciu. Przykład: [audio mp3="http://mess12.blog.pl/files/2016/01/Nabloga2.mp3"][/audio]

Nie miałem nic do roboty, więc postanowiłem coś napisać. Z tego coś powstało 2/3 notki i jej koniec ^^'. Życzę miłego czytania.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Szedł na walkę całkowicie przygaszony. Nie widniała w nim żadna, choć najmniejsza ochota robienia czegokolwiek, a w szczególności pojedynkowania się z Gaarą w finale. Kyuubi próbował polepszyć mu humor, ale z zera nie zrobi się nic, więc zaprzestał starań. Sama pogoda nie polepszała sytuacji. Zaczęło mżyć i wiać nieubłaganie. W oddali było słychać grzmoty wyładowań elektrycznych, a ludzie poukrywali się w domach. Pozostał on sam z tą jedną drogą którą wybrał, bycia shinobi. Prowadziła go ona na stadion i z dala od bliskich. W duchu przeklinał siebie, że ją wybrał, jednak przypomniał sobie co obiecał ważnej osobie. Nigdy z niej nie zejdzie. Uśmiechnął się na tą myśl i przyspieszył kroku. Trybuny były pełne, lecz brakowało mu tej jednej osoby. Wiedział, że nie przyszła. Nie w tym stanie co ją widział. To uderzenie zapamięta na zawsze. Pomasował się po lewym policzku na samo wspomnienie.
Teraz był jeden cel. Skupił się na nim i zamknął umysł przed niepotrzebnymi myślami. Czerwonowłosy nawet nie drgną. Patrzył na niego tym swoim wzrokiem, który przewiercał się przez jego ciało. Pragnął krwi. Naruto nie zamierzał się patyczkować z tym gościem. Musiał pójść na całość, lecz nadal blokowała go myśl reakcji publiczności. Zrzucił z siebie pelerynę przeciwdeszczową, pozostawiając jedynie na sobie czarną koszulkę ze znakiem wiru. Odłożył także zwoje. Były przeznaczone na podróż nie na walkę. Był gotowy. Usłyszał słowo rozpoczynające i ruszył na przeciwnika.
Atakował z dość dużą szybkością, lecz piaskowa tarcza odpierała wszystko. Wszedł w tryb Kyuubiego i ponowił trud. Tym razem dawał radę zbliżyć się na bliższą odległość, jednak dopiero za trzecim, przedostatnim ogonem udało uderzyć Gaarę bezpośrednio. Z jego twarzy zaczął spadać piasek, przedtem użył Suna no Yoroi, by zminimalizować siłę ataków blondyna. Nie pozostawał dłużny i sam także przeszedł do ofensywy. Kilkukrotnie wykonał Suna Shigure, posyłając ogromną ilość piaskowych kul, które trafiały cel. Naruto nie zamierzał unikać tego w nieskończoność i pszeteleportował się swoim kunaiem za wroga z wymierzonym rassenganem. Tym razem to on się przeliczył, został złapany w Sabaku Kyū. Nie mógł zrobić choć najmniejszego ruchu. Widział jak Gaara powoli zaciska rękę w pięść przysparzając mu coraz większego bólu.
Jednak muszę tego użyć. - Pomyślał i zrobił to o czym powiedział.
Choć widownia tego nie widziała ciało pokryło się zbroją z czakry. Było to wielkie ukojenie dla ciała, które zostało ściśnięte. Gaara miał już zaciśniętą pięść i nie było widać efektu. Postanowił użyć całego piasku na stadionie i zabić Namikaze. Nie udała mu się ta wcześniejsza sztuka z Sasuke, którego uratował Jiraiya, lecz teraz chciał to dokończyć. Wypowiedział następną formułkę ,,Sabaku Sõsô", która była o kilka razy potężniejsza od piaskowej trumny, a ilość piasku tylko wzmagała ciśnienie.
Naruto odczuł to. Było ciemno i czuł prze okrutny nacisk. Nie zamierzał tak kończyć. Miał dużo do zrobienia na tym świecie. Obiecał coś i słowa dotrzyma. Tak myślał w tej chwili. Poprosił lisa o większą dawkę czakry, lecz ten miał złe przeczucia. Namikaze ledwo trzymał panowanie nad sobą podczas czwartego ogona, a piąty to na razie obłęd. Jednak chłopak obiecał, że nic się mu i innym nie stanie. Zagwarantował to. Kyuubi przystał na to i podarował więcej, znacznie więcej czakry. Teraz technika shinobi Suny nie miała prawa trzymać go dłużej na uwięzi. Jednym szybkim ruchem, wykorzystując styl wiatru, odepchnął cały piasek od siebie. Teraz chciał się odwdzięczyć za to z nawiązką. Wyciągnął katanę i poruszając się z niesamowitą szybkością zaatakował. Robił bardzo wiele nacięć na ciele przeciwnika z których zaczęła wypływać krew.
Dopiero gdy przystanął ludzie zobaczyli jego postać stojącą w deszczu nad klęczącym shinobi. Przyjął pozę do zadania kończącego ciosu. Przepełniała go chęć mordu, jaka mu się nie śniła. Ludzie wstrzymali oddech. Erosennin biegł w tamtą stronę, lecz był za daleko. Miecz suną przecinając powietrze i krople wody. Zatrzymał się tuż przy szyi, gdy Naruto przypomniał sobie o kimś. Nie mógł tego uczynić czując jej obecność. Jego zmysły wyostrzyły się dziesięciokrotnie.
Brawo młody. Przez przypadek, ale jednak odkryłeś tryb tropiciela. Powiedz szczerze. To tylko cię powstrzymało przed zadaniem tego ciosu i zrobienia tu niezłego widowiska?
Tryb tropiciela? 
Mhm. Opowiem później, a tym czasem odsuń ten miecz, bo zwykli ludzie nie mogą tak długo wstrzymywać oddechu. Hehe. 
Posłuchał demona. Powoli wychodził z trybu wsysając z powrotem czakrę do swojego ciała i schował katanę. Miał zamiar odejść, lecz jeszcze coś powiedział do zszokowanego Gaary.
- Nie postępuj tak, jak do tej pory. Skończysz wtedy o wiele gorzej niż teraz.
- Co masz na myśli?
- Wiesz co cię uratowało? - Gaara pokiwał przecząco głową. - Moi przyjaciele. To dzięki nim nie stałem się tym, co teraz ujrzałeś.
Odszedł od jeszcze bardziej zagubionego czerwonowłosego i zabrał rzeczy pozostawione przed walką. Nie zamierzał się z nikim spotykać. Chciał jeszcze raz przejść się po wiosce i napatrzeć na ten widok.
Wędrował w deszczu dość powoli, stąpając z nogi na nogę. Krople wody spływały po jego włosach, które oklapły i zasłaniały całe czoło. Patrzył w przeróżne zakamarki, przypominając sobie zdarzenia z przeszłości. Zatrzymał się przy jednym. Wspomnienie powróciło. Było dość przykre, ale prawdziwe. W wieku pięciu może sześciu lat, wracał sam do domu. Napadło go kilku mężczyzn, którzy zaciągnęli go na tył sklepu i zaczęli brutalnie okładać go pięściami oraz kopać po całym ciele. Właśnie po tym zdarzeniu, nikt nie chciał nawet na niego spojrzeć. Szczególnie nowo owdowiałe kobiety oprawców, które żądały wyrzucenia go z wioski bądź kary śmierci. Nie interesowało je to, że to jego napadli, a nie na odwrót. Oczywiście wstawił się za nim staruszek Hokage, nie dopuszczając żadnych tego typu decyzji do prawa głosu.
Szedł dalej, do swojej ulubionej restauracji. Właśnie tu podawano najlepsze ramen na świecie. To właściciel tego lokalu go znalazł wtedy, całego okrwawionego, obok tych pięciu, zmasakrowanych ciał. Zabrał go z powrotem i posadził przy stoliku, podał do jedzenia jego arcydzieło i zawiadomił o wszystkim Trzeciego. Jedna z niewielu osób, która widziała w nim zwykłego dzieciaka ich wioski, a nie krwiożerczego demona z piekła rodem. Nie mógł się nie skusić na ostatni posiłek u staruszka. Po zjedzeniu, podziękowaniu i pożegnaniu wyruszył w dalszą drogę.
Jego oczom ukazała się akademia, do której niegdyś chodził. Stary budynek wybudowany jeszcze za czasów Pierwszego, trzymał się dość dobrze, jednak mały remont na pewno by nie zaszkodził. Drzwi zawsze były otwarte. Nie trzymano tam nic drogocennego, więc nie było po temu powodu. Dzienniki wychowawcy zabierali ze sobą, bo wypełniali je najzwyczajniej w świecie w domu, po sprawdzeniu prac pisemnych.
Wszedł do swojej byłej klasy. Zobaczył samego siebie siedzącego w ławce po raz pierwszy. Denerwował się wtedy bardzo, a spojrzenia dzieciaków nie pomagały z aklimatyzacją. Jedynym, który go nie odrzucił był nie kto inny, jak sam Uchiha Sasuke.
Wtedy nie był jeszcze takim egoistą. - Uśmiechnął się przez wyciągnięcie przez siebie wniosku. 
Pomiędzy nimi zawsze siedziała Sakura. Wzorowa uczennica, która nigdy nie zerwała się z lekcji. Już wtedy miała swój dość ostry temperament i uniwersalny charakter, który dość często się zmieniał.
Wyszedł z budynku, by skierować swoje kroki w stronę biura Hokage. Nadszedł czas, który specjalnie przeciągał, by pobyć tu choć odrobinę dłużej. Jiraiya już tam był. Gadał z Tsunade o ich wyprawie i podarował małą brązową żabę. Piąta wzięła ją i wręczyła im dokumenty zezwalające na opuszczenie wioski.
Zostało ostanie miejsce do odwiedzenia. Był nim dom. Gdy wszedł matka rzuciła się na niego i mocno przytuliła.
- Mamo, bo mnie udusisz. - Wymamrotał ledwo.
- Przepraszam. - Odsunęła się od niego. - Nie będziemy się widzieć przez pełne trzy lata.
- Niestety.
- Mam nadzieje, że Jiraiya nie wpoi ci jego fascynacji. Ten człowiek czasami jest kompletnie nieprzewidywalny.
- Nic mnie nie zmieni. - Uśmiechnął się szczerze, pokazując swoje białe ząbki.
- Nie uda ci się tego dotrzymać, gdyż dojrzewasz. Będziesz miał także olbrzymie doświadczenie i umiejętności. Niedługo dościgniesz swego ojca. Masz.
- Co to? - Podała mu kilka zwojów.
- Przydatne rzeczy, jakbyś o czymś zapomniał. No leć. Jiraiya już na ciebie czeka. - Odwrócił się i zobaczył przez okno sylwetkę białowłosego. - Uważaj na siebie i nie przemęczaj się nadto.
- Dobrze. Pa. - Założył płaszcz przeciw deszczowy i wyszedł z domu.
- Pa. - Spojrzała po raz ostatni na odchodzącą parę postaci.
*****
Godzinę wcześniej w pewnym domu, różowo włosa kunoichi siedziała na jednym z parapetów przed oknem i wpatrywała się w spadające krople deszczu.  Myślała o nim bez przerwy, od samego momentu wybiegnięcia z jego domu. Nie pojawiła się także na walce finałowej i żałowała tej decyzji. Martwiła się o blondyna, a to uczucie wzmagał obraz wynoszonego Sasuke z terenu areny. Nie chciała by przytrafiło się to także Naruto, jednak pragnęła by został, a to pozwoliłoby spędzić z nim więcej czasu, choć trochę. Zdawała sobie sprawę z tego, że opuszczenie wioski przez niebieskookiego jest nieuniknione i nic go nie zatrzyma. Nawet ona sama i jej błagania.
Patrzyła tak jeszcze kilka minut przez delikatnie zaparowaną szybę. Do pokoju weszła jej rodzicielka, która ewidentnie była zmartwiona złym samopoczuciem swej córki, która wbiegła zapłakana do domu i zamknęła się w swoim pokoju.
Jej rodzice niedawno wrócili do domu. Oglądali walkę młodego shinobi i jego przeciwnika. Byli bardzo zadowoleni z akcji w finale, która dostarczyła wielu emocji. Matka usiadła na łóżku i zaczęła rozmowę.
- Sakura. Powiedz co ci się stało, że wróciłaś w takim stanie?
- Zupełnie nic. - Odparła obojętnym tonem.
- Mnie możesz powiedzieć, bez względu na okoliczności i rodzaj sprawy. Jestem twoją matką i wręcz mam obowiązek się martwić o ciebie oraz pomagać w trudnych sytuacjach.
- Jak odbyła się walka? Kto ją wygrał? - Spytała, zmieniając temat chociaż nie do końca.
- Była wspaniała. Nasza wioska posiada bardzo utalentowanego shinobi. Gdy wszyscy myśleli, że jest już po nim, wyrwał się z opresji i zwyciężył. Pokazał moim zdaniem trochę za dużo przez swoją brutalność. Prawie odciął głowę swemu przeciwnikowi z Wioski Piasku, lecz się opamiętał.
- To dobrze, że nic mu się nie stało. - Sakurze spadł wielki głaz z serca, słysząc tą wiadomość.
- Sakura? Czyżby to on był tym kimś, kto podarował ci te kwiaty? - Zdecydowanie zainteresowało to ją. Pierwszy adorator jej córki, który jednak napawał ją odrobiną lęku.
- Może.
- To przez niego tak się zachowujesz? Co ci zrobił.
- Tak jakby nic, ... - spojrzała na matkę swoimi rozklejonymi oczami - ... ale jednak.
- Powiesz? Czy to tajemnica? - Przysunęła się bliżej córki, która usiadła na łóżku.
- Powiedział... - zaczęła szlochać - ... że opuszcza mnie na trzy lata i wyrusza po za wioskę trenować. - Matce ulżyło na tę wiadomość i to niezmiernie. Podejrzewała najgorsze, lecz sprawa dotknęła uczuć różowowłosej i musiała to załagodzić.
- Mówił czemu nas opuszcza? Jakiś głębszy cel wyjawił?
- Nie słuchałam dalej. Wybiegłam co sił w nogach z jego domu. - Odpowiedziała zgodnie z prawdą.
- Czyli wpadłaś w rozpacz. Tak się dzieje, gdy ważni dla nas ludzie opuszczają nas, nie ważne w jaki sposób, ale ten chłopak wydaje się być zakochany w tobie po uszy. - Sakura spojrzała w oczy swej rozmówczyni. - Tak. Nie patrz się tak na mnie. Kushina, jego matka mi to powiedziała. Rozmawiała z nim o tym po twojej ucieczce i opowiedziała mi wszystko na stadionie.
*****
- Uuu mój syn się zakochał i właśnie usłyszałam że wzajemnością, jednak przechodzicie pierwszy kryzys na swojej drodze.
- Coś w tym stylu. - Odpowiedział nieśmiało młody Namikaze, trochę zarumieniony na twarzy.
- Mogę przypuszczać, że cała ta sytuacja spowodowana jest twoim odejściem. Dziewczyna nie chce się z tobą żegnać i zostać samą na tak długi okres czasu. Jest to zrozumiałe i nie ma na to lekarstwa. Musi to przemyśleć, lecz to trochę potrwa.
- Nie mogę tyle czekać. Muszę znać odpowiedź teraz.
- Naruto. Jak bardzo ją kochasz? - To pytanie całkowicie zaskoczyło go. Nie spodziewał się tak frontalnego zapytania. Nie był na nie gotowy.
Hahaha. Twoja matka potwierdziła już drugi raz to, że nie umie podejść okrężną drogą do problemu. 
Jak to? Drugi raz?
Kiedyś ci opowiem, a teraz się skup i odpowiedz tak jak czujesz. Z całego serca i swej duszy, lecz bez mojej części.
- Dobra powiem. Może w ten sposób to określę. Sakura była i jest dziewczyną którą zawsze szanowałem i szanować będę. Niezależnie od jej decyzji będę koło niej, by jej pomóc w każdym miejscu o każdej porze dnia i nocy. Jest moim prywatnym kwiatem wiśni, który swym zapachem osłodził mi życie. To po części dzięki niej nie zaprzestałem treningów i nie poddałem się, gdy inni ludzie mną gardzili i życzyli mi śmierci. Jest osobą, która nadaje sensu mojemu istnieniu oraz napędza go, jak wschód słońca nowy dzień.
Kushinie odjęło mowę. Była zaskoczona, że syn tak poważnie do tego podszedł. Zdała sobie sprawę z tego, że jest to coś poważnego, a nie przelotnego. To wyznanie potwierdzało to w stu procentach. Jednak zanim się otrząsnęła, on znikł. Dopiero gdy spojrzała na zegarek, zerwała się i poszła za nim, lecz nie chciała go zagadywać. Potrzebował spokoju.
*****
- To właśnie przytoczyła mi Kushina. Sakura. On cię kocha nie dla zabawy, tylko szczerym uczuciem. Mogę przysiąc, że przeżywa to bardziej niż to ukazuje. Umie powstrzymać emocje, to cecha shinobi.
- To co mam zrobić? Pewnie już opuścił wioskę.
- Nie przekonasz się dopóki nie sprawdzisz. Możliwe, że nadal w niej jest, lecz musisz się śpieszyć. - Sakura wstała, otarła łzy i wybiegła z pokoju. - Tylko ubierz się ciepło!
Założyło jedynie płaszcz przeciw deszczowy i buty, po czym wręcz wyparowała z domu. Miała spory kawałek do przebycia, lecz się nie poddawała. Pogoda nie była po jej stronie. Wiatr i rzęsisty deszcz ograniczały widoczność, a powstające kałuże dodatkowo spowalniały. Nie mogła sobie pozwolić na upadek, jak by się pokazała cała upaćkana.
Proszę. Niech jeszcze poczeka tą jedną chwilę. - Powtarzała sobie to w myślach.
Dotarła pod bramę. Nikogo nie zastała. Nigdzie nie było widać blond czupryny. Podeszła do budki dwóch chuuninów pełniących wartę przy głównym wejściu do wioski.
- Przechodził tędy Naruto z Jiraiyą sama!? - Zapytała się z podniesionym głosem.
- Tak. Jakieś dwadzieścia minut temu. Mówili, że się śpieszą. - Odpowiedział Kotetsu.
Pod Sakurą ugięły się nogi. Myślała, że zdąży, lecz niestety, myliła się. Ze łzami w oczach poczęła wracać do domu oraz z myślą o jej głupiej decyzji. Nie zdążyła się z nim nawet pożegnać i spojrzeć w te jego błękitne, jak ocean źrenice. Zawsze ją one urzekały. Były bez skazy, szczodre i wyrażały wszystkie emocje. To po nich mogła poznać jego myśli. Wpatrywały się w nią od pierwszej klasy, nie spuszczając jej z pola widzenia choćby na chwilę.
Przez natłok myśli, straciła równowagę, czego efektem był upadek w pobliską kałuże błota. Gdy miała już zamiar się podnieść, zobaczyła nad sobą dłoń. Wzrok jej powędrował wyżej. Przez chwilę myślała, że to sen lub omamy spowodowane twardym lądowaniem. Kilka słów wystarczyło, by ją upewnić w tym, że nie straciła przytomności.
- Nic ci nie jest? - Były bardzo ciepłe, przepełnione troską o jej stan.
Nie słysząc odpowiedzi uklęknął przed nią zdejmując kaptur, wystawiając swoje blond włosy na zimny deszcz. Dopiero wtedy odważyła się odezwać.
- Przepraszam za to, że wtedy uciekłam. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Co począć...
- Za nic nie musisz mnie przepraszać. Wszystko rozumiem. Potrzebowałaś czasu i ja także. Poprosiłem Jiraiye, by na mnie zaczekał, bo musiałem do ciebie pójść. Pożegnać się z tobą. Chciałem jeszcze raz poczuć na sobie twój wzrok, napełnić nozdrza twoim zapachem, usłyszeć zdanie z twoich ust i chwycić twą dłoń. O niczym innym nie marze, tylko o byciu z tobą, nawet zrezygnuję z dążenia do posady Hokage. - Chwycił jej podbródek i skierował twarz tak, by na niego spojrzała, po czym mówił dalej. - Nie ważne co powiesz. To nie zmieni tego co już postanowione, lecz może doprowadzić do tego, że przetrwamy te trudne dla nas chwile. Kocham cię i nic tego nigdy nie zmieni. Niestety, ale muszę cię już opuścić.
Chwycił ją za ręce i pomógł wstać na równe nogi. Spojrzał jeszcze raz na jej twarz i odwrócił się. Przytrzymała go.
- Naruto. Zaczekaj. - Zareagował od razu. Gdy  z powrotem zmienił kierunek stania, poczuł jak różowo włosa uwiesza mu się na szyi i całuje prosto w usta. Tego nie spodziewał się po niej w ogóle. Nie czekając dłużej odwzajemnił pocałunek.
- To po to, byś nie zapomniał o mnie przez te trzy lata. - Na ich twarzach pojawiły się szczere uśmiechy jak i ogromne rumieńce.
- Przyrzekam nie zapomnę. Jak wrócisz do domu, czeka na ciebie w twoim pokoju prezent ode mnie.
- A jaki?
- Tego musisz się sama dowiedzieć. - Tym razem to on ją pocałował i po chwili ruszył w stronę bramy, co chwila odwracając się.
Patrzyła tak za nim przez długie minuty. Szczęśliwa spokojnym krokiem skierowała się w stronę domu. Tam na nią czekał dość ciekawy podarunek. Składał się z trzech części. Pierwszą z nich były kwiaty, lecz nie byle jakie, pochodzące bezpośrednio z wiśni, najdroższe w całym kraju ognia. Następnie wzięła do ręki jego specjalny kunai. Nie wiedziała do czego miał służyć, ale po przeczytaniu listu, wszystko jej się rozjaśniło, a serce chciało wydostać się na zewnątrz.
~~~~~
Napisałem ten list do ciebie na wszelki wypadek, gdybym nie dał rady cię odnaleźć. Zapewne zastanawiasz się do czego służy ten oto kunai, więc już wyjaśniam. Podarowałem go po to, by móc przesyłać ci listy. Oczywiście nie zapomniałem o tobie i ty także będziesz mogła to robić. Tylko musisz się nauczyć jak tego dokonać. Nie zdążyłem zamieścić instrukcji, lecz moja mama zapewniła, że ci wszystko wytłumaczy. Pewnie zdajesz sobie sprawę z tego, jak bardzo cię kocham i nie potrafiłbym bez ciebie żyć. Przepraszam za to że kiedykolwiek cię zraniłem lub obraziłem i za wszystko co mi jeszcze zarzucisz. Może kiedyś mi wybaczysz, że cię zostawiłem na całe trzy lata, lecz wiedz jedno. Ja o tobie nie zapomnę. Kocham. Naruto.
~~~~~
*****
- Naruto. Wiem, że chciałeś wyrazić swe uczucia i tak dalej, ale to trochę za dużo jak na kwiaty. Połowę sumy mi oddasz.
- Niby jak? Jestem spłukany.
- Będziesz miał dość sporo możliwości zarobku. Uwierz mi. - Blondyn popatrzył na niego z lekką podejrzliwością.
- Na przykład?
- Dowiesz się w swoim czasie. Nie, nie, nie, to nie będzie nic zbereźnego! - Zaczął szybko się tłumaczyć, po spojrzeniu na minę swego ucznia. - Jesteś jeszcze za młody na tego typu rzeczy.
- Tobie jakoś by to nie przeszkadzało, szczególnie że opowiadałeś o swoich przedwczesnych tendencjach.
- Kiedy ci to mówiłem!?
- Jak byłeś podpity. No dobra spity jak bela.
- To był bełkot spowodowany alkoholem. Nie powinieneś wtedy we wszystko wierzyć. - Jiraiya musiał z tego wybrnąć, bo pogrążał samego siebie.
- Taaak!? I tak będę to traktował poważnie.
- Rób se co chcesz. Dalej wierz w kłamstwa.
- Zdjęcia mówiły co innego.
- Cooo!?!? Jakie zdjęcia!?!?
 ~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz