- Nie, nie, nie i jeszcze raz nie! Nie zgadzam się na kolejną misje rangi D. Mam dosyć łapania tego kocura już dwudziesty siódmy raz. - Wyraził swoje skromne zdanie blond włosy chłopak, który akurat stał kilka metrów od Hokage.
- Jesteście dopiero miesiąc po akademii i dwa tygodnie od zdjęcia gipsu i wygojenia się ran!! Nie przydzielę wam wyższej rangą misji. Musicie najpierw wypełnić określoną ilość mniej ważnych misji, by zyskać doświadczenie. Jesteście geninami, dlatego dostajecie takie, a nie inne. - Odpowiedziała Piąta, najwidoczniej wkurzona kaprysami chłopaka. - Co innego, że chce ciebie utrzymać w okolicach wioski.
- Może jednak Czcigodna zmieni zdanie? Bez urazy, ale mi także przejadły się te misje. Myślę, że moi uczniowie są na tyle gotowi żeby podjąć się misji rangi C. Szczególnie Naruto. - Wtrącił się do kłótni Kakashi, uśmiechając się w stronę blondyna, tak by Piąta nie zauważyła.
Widać, że wypowiedź jej się nie spodobała. Po ostatnich wydarzeniach, chciała zatrzymać młodego Namikaze w wiosce, by nie narażać jego życia. Sprawa z Chmurą przez ten czas wyjaśniła się. Raikage wytłumaczył, że to byli missing ninja, którzy uciekli rok temu z ich więzienia.
- Dobrze, niech wam będzie, ale... - Przerwała, by zaczerpnąć powietrza. - ...macie jej nie zawalić. Wasza trójka może odejść, Kakashi zostań na chwilę. - Przeczekała, by genini jej nie usłyszeli. - Misja to eskortowanie pewnego człowieka do Kraju Fal. Masz pilnować Naruto, by nie stracił życia. Nie mam pewności co do wyjaśnień jakie złożyła nam Chmura. Taki atak może się powtórzyć, co za tym idzie, Kyuubi może znowu się ujawnić. Dopilnuj, by taki incydent nie przydarzył się ponownie, ale tym razem na niewinnych ludziach.
- Hai, Godaime - sama. - Szaro włosy odebrał zwój z celem misji, po czym zniknął w obłogu białego dymu.
W tym czasie przy bramie do wioski.
- Nareszcie nas wysłuchała!! Myślałem że skisnę w murach tej wioski. - Wykrzyczał blondyn.
- W końcu się do czegoś przydałeś. - Odpowiedział Uchiha.
- Wkońcu!? - Odwrócił się w stronę kruczowłosego.
- Nie kiwnąłeś palcem w misjach jakie nam przydzielała Hokage.
- No powiedz mi wszystkowiedzący. W jaki sposób miałem ganiać za kotem, wyrywać chwasty i nosić zakupy z nogą w gipsie!? - Oburzył się blondyn. Minęła krótka chwila, lecz Sasuke nie odpowiedział nic. - Czyli nie masz wytłumaczenia na to! Nareszcie czegoś nie wiesz.
W tym momencie pojawił się koło nich szaro włosy johnin, ze zwojem w ręku.
- Gotowi? - Wszyscy kiwnęli zgodnie głowami. - Jak wiecie, naszą misją jest eskortowanie pewnego człowieka do Kraju Fal. Jest to misja rangi C, co za tym idzie nie spotkamy żadnych wrogich ninja, co najwyżej bandytów. - Widać było, że Naruto posmutniał.
W tej chwili przy bramie pojawił się pewien starszy mężczyzna w wieku może sześćdziesięciu lat.
- Ty jesteś Tazuna? - Spytał się Kakashi, by upewnić się co do przydzielonej osoby.
- Tak. Tylko takie szczyle będą mnie pilnować? - Spojrzał na trójkę geninów.
- Tylko nie szczyle. - Odburknął pod nosem blondyn.
Wszystkim nie spodobała się wypowiedź starca, zwłaszcza johninowi, który nie chciał, by młody Namikaze wpadł w szał.
- Spokojnie. Jestem johninem i wszystkiego dopilnuję. Zapewniam, że nic ci się nie stanie. Dobrze, drużyno możemy ruszać w drogę.
Przemieszczali się pieszo, po prostej drodze, przechodzącej przez las, którym to większąść kraju ognia jest pokryta. Szli razem w odległości około dwudziestu metrów od początku do końca tzw. konwoju. Od przodu szedł Naruto, tuż za nim Sakura wraz z Sasuke o czymś tam rozmawiających. Na końcu Tazuna oraz Kakashi, ubezpieczając tyły. Wywiązała się między nimi rozmowa na temat miejsca zamieszkania starca i powodu dla którego wynajął ninja. Szaro włosy dowiedział się kilku ciekawych rzeczy. Wyspa na którą mieli się udać, została opanowana przez Gato. Jednego z najbogatszych ludzi na świecie, kontrolujący handel drogą morską. Ludzie cierpią tam z powodu głodu oraz tajemniczych zniknięć niektórych z mieszkańców wioski. Gdy tak rozmawiali, nagle zza linii drzew przeleciał w stronę Tazuny kunai z przyczepioną karteczką wybuchową. Nim ktoś z czwórki zdążył zareagować, broń została otoczona przez bańkę wody, niwelując efekt detonacji. Zrobił to nie kto inny jak Namikaze, który jako pierwszy zobaczył zagrożenie. Nie czekając ani chwili, ruszył z wyciągniętą kataną w stronę z której nadleciał przedmiot.
- Naruto czekaj! Szlak! Sasuke, Sakura! Chrońcie nasz cel! Ja idę mu pomóc! - Po czym zniknął za linią drzew.
W tym czasie sprawcy całego zamieszania zaczęli uciekać i obmyślać dalsze działania.
- W jaki sposób ten bachor, tak szybko zareagował!? Do tego rozpoczął za nami pościg!
- Nie interesuje mnie to. Nie wyczuwam nikogo innego. Odwróćmy się i zabijmy go! - Zatrzymali się na pobliskich drzewach i czekali, lecz nadal nie było widać chłopaka, ani nie wyczuwali jego czakry.
Rozluźnili się, co okazało się sporym błędem. Nagle za ich plecami pojawił Naruto i wymierzył mężczyźnie, stojącego od prawej strony, kopniaka w plecy. Spowodowało to, że gość spadł na ziemie niczym głaz. Namikaze miał już przeciąć kataną drugiego zbira, lecz zablokował on cios w ostatniej chwili. Walka na gałęziach trwała kilka minut, gdy przybył Kakashi. Zajął się tym, który został znokautowany i powstał nadal odczuwając skutki. Johnin nie wysilał się zbytnio. Dla niego była to czysta formalność, lecz dla blondyna było to kolejne doświadczenie i do tego druga walka z obcym shinobi. Sensei nie zamierzał wkraczać, chciał się przekonać na jakim poziomie stoi jego uczeń. Przyglądał się walce, która chyliła się ku końcowi. Naruto ostatnim ruchem katany, rozbroił wroga związując go metalową żyłką.
- Co z nimi zrobimy? - Spytał lekko zmęczony chłopak.
- Cóż najpierw zabierzemy ich na szlak, potem się zobaczy.
W tym samym czasie w drugiej grupce.
- Gdzie oni są? Minęło już porządne dwadzieścia minut. Może coś im się stało? - Zaniepokoiła się Sakura, od której można było wyczuć nutkę strachu.
- Nic nie poradzimy. Możliwe, że nadal szukają sprawców. Ten idiota poleciał za nimi niczym wściekły pies. Pewnie Kakashi ratuje mu dupsko. - Odpowiedział Sasuke nie wykazując przy tym żadnych emocji.
- Tazuna - sama. Nic panu się nie stało?
- Na szczęście nic. Dobry ten wasz sensei. Nawet nie zauważyłem jak nas uratował. Jestem pewny, że przeżyje do końca budowy mostu. - Uśmiechną się lekko w stronę dziewczyny.
Nastała niezręczna cisza. Każdy nasłuchiwał, by nie ominąć żadnego nawoływania i szemrania krzaku. Akurat tuż zza jednego z nich wychylił się szaro włosy i blondyn. Każdy z nich niósł przez ramię jednego z tajemniczych ninja. Rzucili ich przy pobliskim drzewie, rosnącym tuż obok drogi i przywiązali starannie.
- Nic wam się nie stało? - Spytała różowo włosa trzymając w ręku, na wszelki wypadek bandaż.
- Nam nic. Z nimi trochę gorzej. - Naruto podniósł prawy kącik ust, by oddać swoje zadowolenie. - Szybko nawet uciekali, lecz kretyni się zatrzymali i tego pożałowali. Jednak, lepiej dla nas.
- Nic się u was już nie wydarzyło, gdy zniknęliśmy za linią drzew? - Spytał Kakashi.
- Nic, a nic. Takiej ciszy w życiu nie słyszałam.
- Wniosek jest jeden. Pracowali jedynie we dwójkę. - Odwrócił się w stronę Namikaze. - Wspaniały refleks z tą wodną techniką. Już chciałem sam ją wykonać, lecz mnie ubiegłeś.
- Co!? - Pozostała dwójka z drużyny wykrzyczała w myślach.
- Kiedy!? W jaki sposób!? Widziałbym gdyby zaczął składać pieczęcie! To nie jest możliwe! - Nagle w umyśle Sasuke przetaczało się zbyt dużo myśli, przez co nie kontaktował ze światem rzeczywistym.
Przez ten czas Kakashi przesłuchał dwóch shinobi, dowiadując się, że zostali wynajęci do zabicia Tazuny.
- Kto jest za kontynuowaniem misji. Przykro mi, lecz jest ona wykraczająca po za nasze zobowiązania. Musimy podjąć decyzje wspólnie. No, podnieść ręce kto chce.
Wszyscy bez wyjątku podnieśli ręce. Naruto stworzył pięć klonów, które także je uniosły.
- To do dzieła. - Kakashi przyzwał Pakkuna, by zawiadomił o problemach i dostarczył do tego miejsca kolejną grupę, która miała zabrać dwóch złapanych shinobi.
Od tej chwili byli oni postawieni w stan gotowości, przyszykowani na kolejny ewentualny atak, lecz nic takiego się nie stało. Wieczór przyszedł szybciej niż tego chcieli. Zaczęło robić się zimno, a wiatr potęgował to uczucie. Mieli jedynie dwa namioty. Poczęli ciągnąć losy, by wyznaczyć osobę do spędzenia nocy na gołej ziemi. Wypadło na Sakurę, która zaczęła szukać jakiegoś wygodnego miejsca, lecz zatrzymał ją Naruto.
- Sakura-chan, zaczekaj. Idź do namiotu, ja pozostanę na zewnątrz.
- Przecież ciągnęliśmy losy. Dam radę, wytrzymam.
- Nie kłóć się ze mną. Jest grubo poniżej zera. Zamarzniesz. Ja jestem przyzwyczajony do tych temperatur.
- Arigato.
Blondyn przez następną godzinę siedział przy rozpalonym przez siebie ognisku. Był zrelaksowany i rozluźniony, gdyż wcześniej wysłał klony, by pilnowały okolicy. Noc była gwieździsta. Naruto uwielbiał przesiadywać na dachu swojego domu i przyglądać się jasnym punkcikom, migocącym na niebie. Mógł wtedy przemyśleć wiele spraw oraz po prostu odpocząć od codziennego zgiełku. Cisza która go otaczała sprzyjała temu.
Tuż przed świtem mieszkańcy namiotów obudzili, wychodząc na zewnątrz, by zaczerpnąć świeżego, porannego powietrza i rozprostować obolałe kości. Co niezmiernie zdziwiło Sakurę to to, że Namikaze nie spał na ziemi, lecz w śpiworze, chociaż nie posiadał, żadnego bagażu czy plecaka. Już ją to zastanawiało, gdy wyruszali z pod bramy.
- Naruro wstawaj. Czas ruszać. - Sasuke kopnął blondyna, by ten obudził się, lecz to jeszcze bardziej wywołało zdziwienie. Zniknął on w białej chmurze dymu, wskazując, że był to klon.
- Nie śpię już od dłuższego czasu. Co tak patrzycie? Coś się stało? - Zadał pytanie, by rozwiązać wątpliwości dotyczące ich min.
- Nie nic. Czekaj, chociaż tak. Skąd ty wziąłeś w środku lasu śpiwór? W ogóle czemu ty nie masz torby czy coś? - Zapytała Sakura. Za wszelką cenę chciała poznać odpowiedź.
- Jak to wyjaśnić? - Blondyn zaczął drapać się w tył głowy, próbując odpowiedzieć na pytanie, lecz wyręczył go Kakashi.
- Wykorzystuje do tego techniki z typu Fuinjutsu. Nauczyła cię tego Kushina? Nie mylę się?
- Hai. Ma sensei całkowitą rację.
- Czyli jesteś ekspertem od pieczęci? - Zapytała się różowowłosa.
- Jaki ze mnie ekspert. Umiem na razie schować do zwoju jedynie masę liczącą około stu kilogramów. Oczywiście rozmiar przedmiotu ma także duże znaczenie. Wszystko chowam do tych zwojów. - Pokazał kilka małych podręcznych zwojów umieszczonych w materiałowych, specjalnie do tego stworzonym pasku, który został przyszyty do spodni. Tam gdzie zazwyczaj znajduje się pasek.
- Po kolei od lewej mają różne przeznaczenie. Prowiant, ubrania, rzeczy typu śpiwór, broń oraz kilka pozostawionych pustych na wszelki wypadek.
- Klan Uzumaki specjalizował się od dawna w Fuinjutsu. Ich techniki szanowane były na całym świecie, lecz także budziły lęk. Potrafili dosłownie zapieczętować wszystko we wszystkim. - Wyjaśniał dalej szaro włosy, ale przerwał mu blondyn.
- Mogę przenieść cały budynek naszej Hokage, nie uszkadzając go. Jak powiedział sensei, możemy zapieczętować wszystko, także żywych ludzi.
- Jaki klan Uzumaki? Skąd wziął się ten klan? - Sakura pytała nieubłaganie.
- Już wyjaśniam. - Naruto wziął głęboki oddech, by przygotować się na długą historię. - Pochodzę z klanu Uzumaki tak jak moja matka, Kushina Uzumaki. Jeśli dobrze pouczyć się historii, to wiedzielibyście, że istniała wioska o nazwie Uzushio. Została ona zniszczona podczas ostatniej wielkiej wojny, a mieszkańcy wymordowani. Od razu powiem, że cechą charakteryzującą ten klan są czerwone włosy i długi wiek życia, przekraczający często ponad setkę. Odpowiem także na pytanie, które zadałaś miesiąc temu. Byłem tak urządzony, bo wracałem z misji rangi S z Uzushio. Napadli nas, ale jest to tajemnica, kto i po co. Wracając do wioski z której się wywodzę. To co tam zastałem, nie będę życzył żadnej innej wiosce. To wszystko co mogę powiedzieć. - Gdy skończył, odwrócił się by zapieczętować śpiwór i ugasił do końca, jeszcze tlące się ognisko.
Przez resztę drogi panowała absolutna cisza. Nikt nie odważył się odezwać do idącego z przodu blondyna. Nie wiedzieli, że młody Namikaze zajęty jest czymś zupełnie im nieznanym. Próbował nawiązać kontakt z mieszkańcem jego duszy, który najzwyczajniej w świecie strzelił focha. Nawet nie zauważył, gdy przeszedł przez plaże i wędrował po wodzie. Dopiero szturchnięcie w ramię przez Kakashi'ego poskutkowało. Popłynęli łodzią do Kraju Fal, przedzierając się przez gęstą mgłę otaczającą wyspę. Cisza była warunkiem do bezpiecznego przepłynięcia do portu. Słyszano plotki o tym, że piraci grabią i niszczą statki, zabijając przy tym całą załogę znajdującą się na pokładzie, a tego nie chciał ich przewoźnik.
Poruszając się wzdłuż mostu, bezpiecznie dotarli do małej zatoki. W tym miejscu mgła zniknęła całkowicie, ukazując przepiękny krajobraz. Niestety był to tylko krótki przystanek w wędrówce do domu Tazuny. Przechodząc przez miasteczko shinobi mogli zobaczyć obraz nędzy, który zapanował i utrzymywał się na wyspie.
- Jak sami widzicie. Ten most to nasz jedyny ratunek na szczęśliwe życie. Ryzykujemy, by ci ludzie mogli zapomnieć o problemach. Większość z mieszkańców straciła pracę lub haruje za marne grosze.
- Będziemy ochraniać pana jak i robotników do czasu ukończenia mostu. - Odezwał się Kakashi. - Przy okazji wasza trójka zacznie trening. Resztę wyjaśnię na miejscu.
Po półgodzinnej maszerowaniu dotarli do miejsca swojego zamieszkania na okres trwania misji. Był to solidny, wykonany z dobrej jakości drewna, piętrowy dom tuż przy wodzie, opierający się na olbrzymich palach. W domu na staruszka czekała rodzina, córka i wnuk. Na wieczór, po najedzeniu się do syta, Kakashi zabrał ich na zewnątrz, by wytłumaczyć im cel treningu.
- Pewnie zastanawiacie się co będziemy tu ćwiczyć. Otóż kontrolę czakry. Dokładniej mówiąc nauczycie się chodzić po drzewach bez używania rąk.
- To możliwe? - Odezwała się zainteresowana Sakura.
- Przecież bym wam tego nie mówił jeśli byłoby to kłamstwo. Niestety nie będą tego wszyscy ćwiczyć. Jak pewnie pamiętacie Naruto chodził po wodzie, nawet się nie wysilając, więc zakładam, że po drzewach to codzienność. Ale żebyś się nie nudził mam tu coś dla ciebie. Podobno będziesz wiedział wiedział o co chodzi.
Rzucił mu średniej wielkości zwój, zapieczętowany nieznaną pieczęcią, po czym wrócił on do Sasuke i Sakury, by wytłumaczyć im podstawy. W tym czasie blondyn zaczął czytać liścik, umieszczony w środku.
***
Mam nadzieje, że dobrze ci idzie. To już druga misja, która zmusza cię do opuszczenia wioski. Uważaj! Nasza czcigodna Hokage myśli, że było to zaplanowane, więc miej oczy dokoła głowy.
Przekazałam ci ten zwój, bo wiedziałam, że pracujesz nad techniką ojca. Pozwoli ci to zredukować ilość używanej czakry podczas jej korzystania, by nie powtórzyła się sytuacja z kilku miesięcy. Dokładniej mówiąc, znajduje się tam pieczęć skonstruowana przeze mnie. Naucz się jej i umieść na wszystkich kunaiach na samym środku. Nie wiem o ile to pomoże, lecz na pewno będziesz mógł wykonać kilkadziesiąt skoków niż trzy bądź cztery na dzień. Powodzenia. Wierzę, że uda ci się dogonić Minato! Kocham. Mama.
***
Blondyn uśmiechnął się, a samotna łza spłynęła mu po policzku, zostawiając mokrą drużkę, którą przebyła. Nie marnując czasu, wziął się do roboty, lecz nie należała ona do najłatwiejszych. Pieczęć trzeba było wpleść w drugą, przy użyciu czakry. Bez wcześniejszego dwutygodniowego treningu z Kushiną nie byłoby o tym mowy. Zajęło mu to kilka godzin, aż do późnej nocy. Klony musiały rozpalić ognisko, by dostarczyć tak potrzebnego światła. Po skończeniu żmudnego zadania postanowił wrócić i przespać się, przynajmniej te kilka godzin, które pozostały do świtu. Gdy wszedł do budynku, wszyscy już dawno spali, ogarnięci własnymi snami. Nie wiedział o czym lub o kim mogły być, chciał jedynie samemu nie mieć koszmarów, które dręczyły go od dawna.
Nie dotrwał on do rana. Obudził się z krzykiem i wyciągniętą kataną w pozie obronnej, zrywając tym samym wszystkich domowników na nogi. Przybiegli, jak i spojrzeli na blondyna, całego spoconego i przerażonego, z trudem łapiącego oddech.
- Naruto? - Wyrwała go z letargu Sakura swoim słodkim głosem, tym samym opuścił on miecz i chciał wyjść. - Co ci jest?
- Nie chcę o tym mówić. - Wskoczył na dach, by odetchnąć świeżym powietrzem. Przy nim pojawił się Kakashi.
- Wszystko dobrze?
- Tak... - Szaro włosy spojrzał na niego miną nakazującą jednak udzielenie wyjaśnień. - ... i nie.
- To o co chodzi?
- Od kilku miesięcy śnią mi się koszmary. To kilka scen, które powtarzają się co noc, po jednej na dzień, lecz nie były nigdy tak realistyczne.
- Można dowiedzieć się jakie?
- Pierwsza odbywa się w naszej wiosce. Jestem w niej w... - zrobił krótką przerwę. - w powłoce demona. Niszczę wszystko co widzę, lecz nie jestem sobą. Druga dzieje się na drodze. Bronię się przed kimś moją kataną, lecz potykam się i upadam na plecy. Pierwszy cios zasłaniam przy czym miecz zostaje wysłany gdzieś daleko, drugiego nie mogę zatrzymać. Zawsze budzę się przed tym następnym uderzeniem. - Skończył opowiadać.
- Niestety nie mogę ci pomóc. Tego najlepszy medyk nie wyleczy. Musisz uporać się z tym sam. Ale mam przeczucie, że nie jest to przypadkowe. Kiedyś się tego dowiemy, a teraz wracaj coś zjeść. Czeka nas sporo roboty.
Następne godziny spędzał na moście ochraniając inżyniera i robotników. Nie siedział on jednak na marne. Ćwiczył technikę czasoprzestrzenną, lecz nie mógł się skupić. Odpuścił sobie, by po chwili, ponownie spróbować skontaktować się z Kyuubim. Udało się, lecz ten odprawił go, dając do zrozumienia, że nie zamierza zamienić z blondynem choć jednego słowa. Chciał wygarnąć lisowi za tą bezczelność i wrogość, lecz został wyrwany ze swojej duszy poprzez lekkie uderzenie Sakury.
- Naruto!?!? Ty mnie słyszysz!? Nie śpij!!
- O Sakura-chan. Co tu robisz?
- Zakończyłam trening przed Sasuke, więc dostałam zadanie dołączenia do ciebie. Mógłbyś przynajmniej nie spać na warcie.
- Nie spałem tylko... - W tej chwili zawachał się nad swoją odpowiedzią. Przecież nie mógł jej powiedzieć, że gadał z lisim demonem w swojej duszy.
- Tylko?
- Tylko zamknąłem oczy, bo mnie zabolały. Jak byś nie wiedziała nie mam zbyt dobrych nocy.
- Czyli to już się powtarza od jakiegoś czasu?
- Można tak to powiedzieć. Nie wiem co to oznacza, ale muszę się tego dowiedzieć. Są one zbyt prawdziwe i realistyczne. Więcej nie mogę powiedzieć.
- Nie bądź taki tajemniczy! Przecież to tylko sen, a nie zadanie, którego nie można zdradzić.
- Przykro mi, ale to moja prywatna sprawa. - Odszedł w stronę końca mostu, pozostawiając dziewczynę samą.
Mijały tak kolejne żmudne godziny, pilnując bezpieczeństwa i nic nierobienia. Robotnicy zaczęli zbierać się do swoich domów. Naruto czekając na Tazune poczuł coś niepokojącego i zbliżającego się w ich stronę z niesamowitą prędkością. Bez zastanowienia wyciągnął katanę i powiadomił o zagrożeniu. Przybierając pozę obronną, śledził swój cel poprzez czakrę, ponieważ mgła zgęstniała tak, że wzrok docierał jedynie na pięć metrów w jej głąb. Nie była to komfortowa sytuacja. Nagle z lewej strony nadleciało kilka senbow przebijając skórę blondyna na lewym biodrze. Po wyciągnięciu ich, powoli tworzyła się czerwona plama krwi na białej bluzie chłopaka. Kolejna próba zranienia jednak się nie powiodła, wszystkie metalowe igły zostały odbite, z doskonałym wyczuciem czasu, kataną. Naruto doznał szoku. Powodem tego był obraz śmiertelnie rannej różowowłosej kunoichi. Serce waliło mu bardzo szybko, przez rozpacz, która go ogarnęła. Nigdy nie zdążył powiedzieć Sakurze co do niej czuje. Przypomniał sobie o tym, że dyskretnie na lekcjach patrzył się w jej stronę i podziwiał jej urodę. Ze stanu tego wyprowadził go dobrze znajomy głos.
- Baka! To jest genjutsu! Skup się na walce, bo inaczej zginiesz! - Krzyknął Kyuubi z jego wnętrza. - Chyba, że zapomniałeś o swoich marzeniach, by je zrealizować!?
- Nie, nie zapomniałem. - Wytarł pozostałe łzy rękawem.
- To jazda i pokaż czy jesteś godzien bycia moim jinhuuriki! A może jesteś zbyt słaby, by to udowodnić!? Nie zasługujesz na to, by mówić, że jesteś synem Youndaime Hokage!
- Zamknij się wreszcie!!! - Wydarł się, aż usłyszeli go wszyscy inni na moście. Z jego ciała wydobyła się krwisto czerwona czakra, która następnie została wchłonięta przez ciało chłopaka. Jedyne co się zmieniło to jego oczy. Były tego samego koloru co czakra, a same źrenice węższe. Po chwili wykonał rękoma kilka pieczęci i machnął ręką w linii poziomej. Mgła, która otaczała most rozstąpiła się, ujawniając wszystkich, którzy na nim się znajdowali. Sakura stała z wyciągniętym kunaiem w ręce i stała przed Tazuną tym samym osłaniając go. Kilkanaście metrów od blondyna stało dwoje ludzi. Jeden posiadał ogromny, zawieszony na plecach, miecz i zabandażowane usta. Drugi miał długie czarne włosy i maskę taką jak nosi Anbu.
- Haku. Znaleźliśmy ci przeciwnika. Ja zajmę się tym, który właśnie nadchodzi. - Po chwili przybył szaro włosy johnin wraz z Sasuke. - Kopiujący ninja Kakashi. Człowiek, który skopiował tysiąc technik.
- Zabuza Momochi. Jeden z siedmiu mistrzów miecza z Ukrytej Mgły. - Kakashi odsłonił swoje lewe oko.
****************
Story by Mess
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz