Szedł jedną z ulic Konohy. Żadne, choć nawet najmniejsze światło, nie dochodziło z pobliskich okien budynków, które omijał, nigdzie nie było zapalonej lampki. Kierował się w stronę głów Hokage. - Nadal marze, by znaleźć się wśród nich, najlepszych ninja w całym Kraju Ognia. Wszyscy poświęcili swe życie dla dobra wioski i jej mieszkańców. Patrząc na mnie z trzeciej osoby nadal nie jestem dobry nawet w małym ułamku. - Przechodziło mu to nie raz przez myśli. W końcu dotarł do celu, siedział teraz na skalnej głowie Youndaime Hokage. Zawsze tu przychodził, by coś przemyśleć. Rozpościerał się cudowny widok na wioskę. Stąd wszystko można było zobaczyć. Nic nie mogło umknąć wzrokowi. Było słychać jedynie idealną cisze. Tylko czasami powiał lekki, przyjemny, jesienny wiatr. - Co powinienem odpowiedzieć? Czy jest to podstęp? Czy szczerość? W sumie to za bardzo nie żywię do niego niechęci. Nigdy nie miałem poczucia samotności, bo czułem jego obecność. Żyje wewnątrz mnie i widzi wszystko moimi oczami. Zaufać mu? Ale patrząc na to z drugiej strony, może on prowadzić przebiegłą grę, której końca nie chce znać. Przecież pieczęć, która go więzi, nie zostanie nagle zniszczona. Nie ma na tyle mocy by ją przełamać, jak by mógł to dawno by to się stało. Więc chyba postanowione, lecz zanim powiem o tym Kyuubiemu, pójdę odpocząć. - Wstając słychać było gruchotanie moich kości, szybkie rozciągnięcie i gotowy do drogi powrotnej.
- A to co? - Coś dziwnego przykuło jego uwagę. Po przyjrzeniu się dokładniej, zobaczył lekkie wyszczerbienie we włosach Minato. Z czystej ciekawości włożył tam rękę. Weszła gdzieś do długości łokcia. Dłonią wyczuł coś zimnego, wykonane z innego materiału. Wysilił się i wyciągnął metalową rzecz. Poobracał w palcach parę razy i zorientował się, że to klucz. Nie był w ogóle pokryty rdzą, zadrapany bądź odrobinę pobrudzony.
- Ciekawe do czego pasuje? - Teraz nic innego go nie obchodziło, jak znalezienie zamka. Szybkim tempem pobiegł do domu. Po około trzydziestu minutach był na miejscu. Niestety nie zastał nikogo w domu. Postanowił poszukać tego na własną rękę. Szukał wszędzie gdzie tylko można było wejść. Oczywiście znając jego szczęście nic nie znalazł. Zrezygnowany miał już dać sobie z tym spokój, lecz przypomniał sobie o jeszcze jednym miejscu. Był to strych, do którego kompletnie nie przepadał wchodzić, lecz teraz aż kipiał zapałem do tego czynu. Oczywiście sterty wszelakich gratów walających się po podłodze to czysta rzeczywistość. Dosłownie wszystko było pokryte centymetrową warstwą kurzu. Zanim znalazł żarówkę minęło kilka minut. Zapalił i nic. Dopiero po przejechaniu ręką zaczęła świecić, a on ubrudził rękę. Po rozejrzeniu się dokładnie zobaczył znajomy kształt skrzyni. Miała ponad metr długości.
- Proszę niech kluczyk pasuje! - O tak, miał dość poszukiwań, bo jest człowiekiem niecierpliwym. Ku jego uciesze klucz pasował perfekt i przekręcił go, a skrzynia otworzyła się. Nie był zadowolony co tam znalazł. Jakieś stare ciuchy kilka shurikenów i pordzewiałych kunaii, ale to wszystko. Już nic nie było. - Przecież to nie możliwe żeby w tak wielkiej skrzyni było tak mało rzeczy. A może ma podwójne dno, tak jak kiedyś mama ukrywała przede mną ciastka! - I szybko z powrotem uklęknął przed nią. Tak jak myślał. Znajdowała się tam druga część. I teraz mu dech zaparło. Kilkanaście kunaii z pieczęcią na rączce i z dwoma ostrzami po bokach. Płaszcz jak się okazało z napisem Youndaime Hokage oraz miecz. Nie znał się na mieczach, ale chyba to była katana i to zachowana w idealnym stanie. Była także do niej uprząż, dzięki której można było podpiąć ją na plecy. Oczywiście, katana była dość długa i liczyła idealnie metr wraz z rękojeścią, więc po założeniu na plecy miał ją prawie do kolan, ale w ogóle nie przeszkadzała w poruszaniu się, oprócz siadania. Wtedy trzeba było ją zdjąć.
- Naruto to ty!? - Nagle dobiegł głos z głebi domu.
- Tak!
- A gdzie ty jesteś!?
- Na strychu! Choć szybko muszę ci coś pokazać! - Mam nadzieje, że nie zabroni mi zabrać tych rzeczy. Bo miecz z chęcią bym ponosił i nauczył bym się nim posługiwać. Może Kakashi sensei, by mi pomógł. - Zakończył rozmyślanie, bo na strych weszła Kushina. Ze zdziwieniem na twarzy zapytała.
- Jak ten kufer otworzyłeś? Klucz przecież zaginął ponad dwanaście lat temu.
- Klucz znalazłem we włosach taty, dokładniej w zagłębieniu na głowie rzeźby Hokage.
- Tylko nie mów, że znowu pomalowałeś ich twarze!
- Nic z tych rzeczy. Wiesz, że musiałem coś przemyśleć.
- To jaką decyzje podjąłeś w związku z Kyuubim? - Było widać skupienie i zaciekawienie oraz troskę.
- Postanowiłem dać mu szanse. Nie będę go ignorował, ani zrywał z nim kontaktu.
- Naruto pamiętaj że to on jest winny śmierci Minato i zniszczenia części wioski! - Delikatnie oburzyła się na jego decyzje.
- Sama mówiłaś, że prawdopodobnie był kontrolowany przez jakiegoś shinobi. - Idealnie przypomniał sobie o historii.
- Ale nie jestem w stu procentach pewna! A co do tych rzeczy, jak już je pooglądałeś. To schowaj z powrotem.
- A nie mogę zabrać ich do pokoju? Płaszcz sobie powieszę na ścianie. Moje kunaie zastąpie tymi, a katany nie zamierzam odłożyć w brudny kąt. Chce nauczyć się nią posługiwać. Kakashi sensei na pewno się zgodzi!
- Niech ci będzie co do płaszcza i kunaii, ale do miecza jeden warunek do spełnienia. Kakashi ma cię zacząć uczyć posługiwać się nią w najbliższym czasie albo już jej nie zobaczysz! - Doskonale wiem, że fascynuje się mieczami, ale namówienie go do tego to cud. - Z ironicznym uśmiechem dała młodemu Namikaze warunek, którego wiedziała, że nie spełni.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Następnego dnia wstał obudzony przez promienie słoneczne, które opadały na jego twarz. Po codziennej toalecie ubrał się i oczywiście wziął katanę ze sobą. Szybkie śniadanie. Gdy dotarł pole treningowe zastał jedynie kartkę. Było napisane, że trening odwołany. No cóż, nic innego mu nie pozostało, tylko udać się do akademii. Po trzydziestu minutach znalazł się w klasie. Nie było jeszcze nikogo. W sumie nic dziwnego, do rozpoczęcia zajęć pozostało jeszcze półtorej godziny. Postanowił wykorzystać ten czas, by przekazać odpowiedź Kyuubiemu, lecz z dziwnych przyczyn nie mógł się z nim skontaktować. Przez kolejne kilkadziesiąt minut nic się nie zmieniło, aż w końcu najzwyczajniej w świecie odpuścił. Zaczął bawić się jednym z kunaii. Aż wszedł Iruka sensei.
- Naruto? A co tutaj robisz o tej porze? Ile tu już siedzisz?
- Ledwo godzinę, a jestem tu bo treningu dziś odwołany. - Mówiąc to posmutniał. Co chyba zauważył Iruka.
- Ty też potrzebujesz odpoczynku. Nie wolno się przemęczać. A powiedz mi. Co ty masz na plecach? - I zaczął się przyglądać.
- A to. To moja katana. - Uśmiechnął się i sięgnął ręką za plecy i kładąc miecz na ławce.
- Od kiedy ty posługujesz się tego typu bronią? W ogóle to skąd ją masz? Nie robią ich w naszej wiosce ani w kraju.
- Znalazłem w domu. Jest to ważna pamiątka i na razie nie umiem jeszcze walczyć kataną, lecz zamierzam w najbliższej przyszłości. - I jeszcze raz uśmiechnął się.
Przez jeszcze kilka minut rozmawiał z sensei, ale zaczęli przybywać inni uczniowie, którzy gapili się na jego katanę. Na początku nie reagował, ale po kilku chwilach czuł na karku coraz więcej zaciekawionych oczu. Chciał już im głowy pourywać, ale zaczęły się lekcje. Oczywiście na początku nudna i nużąca teoria, która nikogo nie interesowała. Potem nastał czas sparringów. Jedynie młody Nara nie był zadowolony. - Dobrze ustawcie się wszyscy i posłuchajcie.
- Oto grafik przedstawiający kolejność walk. Wytypujemy najlepszą w praktyce osobę. Niech każdy dobrze przyjrzy się z kim walczy. To też może przesądzić o wygraniu walki poprzez wypracowanie taktyki. - Iruka sensei po wytłumaczeniu wszystkiego co potrzebne usiadł na ławce pod drzewem. Naruto musiał się jednak odezwać.
- Iruka sensei. Dlaczego nie ma mnie w ogóle na liście walk? Czyżby sensei o mnie zapomniał!? - Powiedział to oburzonym głosem.
- Nie umieściłem cię na niej, bo o tobie nie zapomniałem. Tak uważam, że jesteś już na tyle dobry by spokojnie radzić już sobie na misjach rangi C oraz słyszałem tak od Kakashiego. - Była to stu procentowa szczera odpowiedź, której nie spodziewał się dostać z taką pochwałą. Niektórym szczeny opadły, kilka osób zaczęło dyskusje, a jeszcze innym nie przypadła ta wiadomość do gustu.
- To nic innego mi nie pozostało tylko przyglądać się walkom. - Pomyślał. Akurat miał ochotę zobaczyć jak reszta walczy i czy w jakimś stopniu dorównują mu. Pierwsze pojedynki nie były ciekawe, jakieś tylko pojedyncze, nie dopracowane jutsu lub style walki taijutsu. Ale rozpoczął się pojedynek między Sasuke, a Kibą ze swoim psem Akamaru. Coś powalczyli, lecz poczuł znajome uczucie. O tak, wiedział kto to był. Zamknął oczy i pojawił się przed klatką Kyuubiego.
- Czego chcesz? - Zapytał z ciekawością.
- To chyba ja powinienem się o to zapytać smarkaczu! To ty chciałeś ze mną porozmawiać! Więc nie odwracaj kota ogonem! A teraz, po co tu przylazłeś? - Widać, że Kyuubi zdenerwował się, ale cóż można poradzić?
- No nie mów, że nie interesuje cię moja odpowiedź.
- Przecież miałeś tydzień na to. Dobra mów.
- Przemyślałem wszystko na spokojnie i postanowiłem ci jednak zaufać. Może to dziwne, ale jakoś mnie do siebie przekonałeś. Ale dziwi mnie czemu zmieniłeś swoje nastawienie względem mnie, po tym jak mojej matki wręcz nienawidziłeś.
- To nie jest twoja sprawa. Mam swoje powody żeby ci pomagać , lecz nie licz na to zawsze. Więc lepiej tego nie zepsuj. A teraz przez to, że będziemy współpracować ze sobą, twoja czakra wymiesza się z moją jeszcze bardziej i tym samym otrzymasz niektóre zdolności. Pierwsza z nich to wchodzenie w podświadomość innych. Czyli na razie możesz komunikować się z nimi bez słowa, później będziesz miał możliwość odczytywania ich myśli, lecz to może być broń obusieczna jeśli jej nie dopracujesz.
- Naprawdę!? Wypróbujmy. Ale na kim? - Zaczął rozglądać się po okolicy. Akurat rozpoczął się pojedynek między Sakurą, a jakimś gościem z innej klasy. Nie szło jej za dobrze. Jego silne ataki przedzierały się przez słabą obronę młodej dziewczyny.
- Kyuu. Co o tym myślisz, by jej trochę pomóc?
- Ja bym nie pomagał, ale jeśli i tak to ma być dla ciebie test. To czemu by nie. - Słychać było w jego głosie obojętność. - Skup się na danej osobie i skoncentruj czakre w okolicach czaszki. Może na początku to trochę zaboleć, lecz nie powinno być większych komplikacji. No to do dzieła smarkaczu. Ostatnie słowo wyprowadziło go z równowagi. - Cóż będzie trzeba się przyzwyczaić. - Ponyślał, po czym odetchnął i starał postępować według wskazówek. Trzeba było się śpieszyć. Sakura właśnie upadła na ziemię i w tym momencie udało się. Nawiązał z nią kontakt.
- Nie dam rady. Jestem z byt słaba, by go pokonać.
- Nie jesteś słaba. - Usłyszała w swojej głowie obcy głos.
- Kto to powiedział!? - Zaczęła rozglądać się dokoła. Trochę poddenerwowana.
- Nie bój się to ja Naruto. Komunikuje się telepatycznie.
- Ale co ty robisz w mojej głowie!?
- Chce ci pomóc z tym gościem. Widzę że za bardzo sobie nie radzisz, ale spokojnie. Jeśli posłuchasz mnie wygrasz to bez problemu.
- Ale nie mam sił by go pokonać! - Posmutniała Sakura.
- Spokojnie. Wiem o tym. Wykorzystamy jego nawyki przeciwko niemu samemu. Nie martw się. Na pewno ci się uda. - Te słowa chyba podparły ją na duchu, bo natychmiast wrócił jej humor. - Dobrze, atakuje on według schematu. Najpierw prawy prosty, i kopnięcie lewą nogą. Musisz ich uniknąć, by wyprowadzić kontrę. Uderzysz go idealnie w lewy bok, tuż przy nerkach. To powinno nieco go zdenerwować. Już idzie, szykuj się. - Tak jak przewidział. Wyprowadza ataki przez wyuczony schemat. Sakura dzięki jego radom, uniknęła ciosów bez żadnego problemu, a teraz uderza go w bok. - Dobrze teraz unik przed prawym i lewym! A teraz podskocz by ominąć podcięcie! Wspaniale! Teraz go wykończ prawym kopnięciem w brzuch. - Jak powiedział tak też zrobiła. Typek leżał na ziemi zwijając się z bólu po ciosie w żołądek. Sensei zakończył walkę i tym samym Sakura zaczęła się kierować w stron Naruto.
- Dobra robota młody. - Odezwał się mieszkaniec jego duszy. - Jak na pierwszy raz całkiem nieźle. Może będą z ciebie ludzie. Haha. - Usłyszał śmiech, ale ucieszyło go, że Kyuubi pochwalił pochwalił jego starania. - Ktoś kieruje się w twoją stroną, więc ja się zmywam.
- Dzięki za pomoc. - Wyszeptała mi do ucha tym samym siadając obok mnie pod drzewem. - Ale czemu to zrobiłeś i przede wszystkim jak? - I zalał mnie strumień pytań.
- Pierwsze pytanie jest proste. Nie chciałem żebyś przegrała. A drugie pozostanie moją tajemnicą. - I szczerze się uśmiechnął. - Nie wiem czemu, ale czuję się przy niej odprężony. Bardzo fajnie się z nią rozmawia.
- Dobrze koniec na dzisiaj. Kolejne walki odbędą się jutro. - Podniósł się z ławki Iruka sensei. Wszyscy się rozchodzili. Szli obydwoje przez wioskę, która tętniła życiem. Dokoła ich było pełno straganów z przeróżnymi rzeczami. Ludzie kupowali, rozmawiali i bawili się, chociaż pogoda nie pozostawała wdzięczna. Zerwał się porywisty wiatr, niebo spowiły chmury, a zimne powietrze dawało o sobie znać. Po tak długim okresie przyglądania się wiosce, zauważył że Sakurze jest zimno. Delikatnie trzęsła się i pojawiła się na jej rękach gęsia skórka. Nie myśląc ani chwili dłużej odezwał się ściągając z siebie biała bluzę.
- Załóż to na siebie, bo się przeziębisz. - Różowo-włosa z lekkim zawahaniem wzięła część jego garderoby, lecz pomógł jej z podjęciem decyzji jesienny podmuch wiatru.
- Dziękuje Naruto, ale teraz to ty zmarzniesz. - Słychać było krztę troski o jego osobę w jej słodkim głosie.
- Nic mi nie będzie. Jestem przyzwyczajony do takich temperatur. Nie raz nocowałem w namiocie bez ciepła ogniska. I tak szli jeszcze z porządne dwadzieścia minut, aż pod jej dom. Krótkie pożegnanie, bo miał ważną rzecz do zrobienia. Odnaleźć Kakashi'ego sensei, by nauczył go walki kataną. Przez całe dwie godziny chodził po wiosce szukając go, ale jak łatwo można się domyślić. Nie odnalazł jego osoby.
- To nie mam wyjścia. Pójdę do Trzeciego i się spytam. - Robiło się już ciemno oraz coraz zimniej. Przypomniał sobie, że nie miał bluzy. Ale myśl, że katana odejdzie w zapomnienie ogrzewała młodego Namikaze od środka. Stał przed wejściem do biura Hokage. Zapukał i usłyszał krótkie, lecz łagodne i spokojne ,,Wejść!". Na początku staruszek się trochę zdziwił jego osobą. Pewnie czekał na kogoś innego. Jednak po chwili się zrehabilitował.
- Naruto. Nie stój tak, usiądź. Co cię do mnie sprowadza? Coś się stało?
- Może powiem od razu. Szukam Kakasi'ego sensei. Mam do niego ważną, dla mnie, sprawę nie cierpiącą zwłoki.
- A można wiedzieć jaką? - Ciekawość biła od niego strumieniami. Więc nie myśląc długo pokazał miecz i położył go na blacie biurka.
- O to powód dla którego szukam sensei. Chcę żeby zaczął mnie nauczać walki kataną, najlepiej jak najszybciej. Bardzo mi na tym zależy.
- I to widać po tobie. Ostatni raz spojrzałem na tą katanę z piętnaście lat temu.W ogóle to gdzie ją zdobyłeś? I po co taki pośpiech?
- Na strychu, a pośpiech jest, bo mam zacząć naukę natychmiast. Taki mam warunek od mamy albo pożegnam się z mieczem.
- Od razu może powiem ci o tej katanie. Nie wiem jak bardzo byś się starał, ale zniszczyć ją to istny cud. Nikt nie wie z jakiego metalu została zrobiona. Jednak wiem że może ona przewodzić czakre i przechowywać ją. Lecz reaguje ona jedynie na jednego właściciela. Dlatego do puki nim nie zostaniesz nie będzie ona współgrać z twoją czakrą. Nikt nie wie w jaki sposób Minato nim został. Nie mówił o tym nikomu, nawet nie znalazłem żadnych zapisków o mieczu z taką zdolnością. Więc Naruro, pilnuj jej, bo takiej broni już nigdy nie znajdziesz. A wracając do Kakashi'ego, leży on w szpitalu. Już jutro powinien wyjść z łóżka.
- Dziękuje Sandaime Hokage. Obiecuję że nie spuszczę z niej oka, a nawet obu. - Był bardzo uradowany tym, że ma taką katanę i dowiedział się o niej troszeczkę więcej niż by oczekiwał. Teraz pozostało odwiedzić sensei'a i go namówić na jego szkolenie. Po pół godzinie dotarł do szpitala. Recepcjonistka nie chciała go przepuścić, więc skorzystał z opcji numer dwa. Po ścianie do celu. Trochę czasu zajęło mu znalezienie odpowiedniej sali. Zapukał w szybę żeby nie wystraszyć nikogo, otworzył okno i wlazł do środka.
- Co cię sprowadza Naruto i skąd wiesz, że tu się znajduje? - Spytał lekko zdziwiony johnin.
- Od Sandaime. A sprowadza mnie to. - Opowiedział mu wszystko czego się dowiedział. Słuchał tego będąc bardzo skupionym. Po chwili zabrał głos.
- To wszystko interesujące, ale jestem pewien, że nie tylko po to przyszedłeś, by mi to powiedzieć. Chyba mogę zgadywać. Mam cię nauczyć władać kataną.
- Hai.
- No zastanówmy się. Moja odpowiedź brzmi ... nie.
- Dlaczego!? - Tej odpowiedzi się obawiał. Czuł się tak jak by ktoś zrzucił mu kowadło prosto na głowę. Jego myśli cały czas powtarzały to jedno, krótkie słowo. Świat rozdarł się pod stopami jak papierowa kartka. Nie mógł dopuścić, by to zostało zaprzepaszczone.
- Nie zamierzam cię nią nauczać, nie dlatego że tak mi się widzi. To są bardziej sprawy dawne, których nie chcę sobie przypominać. - Przynajmniej odpowiadał szczerze. Ale ... o nie ja się tak łatwo nie poddam. Znajdę sposób na to, by sensei mnie nią nauczał. - Niestety pewność siebie dawno go opuściła, ale zapał pozostał. Po powrocie do domu, Kushina zauważyła, że posmutniał. Jego twarz wyrażała obojętność na otaczający go świat. Nawet nie słyszał co do niego mówiła. Poszedł do swojego pokoju, który znajdował się na pierwszym piętrze. Było to zwykłe pomieszczenie bez żadnych zbędnych rupieci. Czasami posprzątane, a czasami bałagan który przeszkadzał jedynie jego rodzicielce.
- Yhym. Chyba odmówił. No cóż przejdzie mu za kilka dni. Zostawię już tą katanę w spokoju, bo nie chce wiedzieć w jakim dołku, by się znalazł. Jeszcze dam informacje o naszym, dzisiejszym gościu, który tu nie widywał porządne jedenaście lat. - Jak pomyślała tak zrobiła, weszła po schodach i do pokoju blondyna.
- Tak już ją oddaje. - Powiedział to z tak okropną miną, że nie jeden człowiek, by się wzruszył.
- Nie po to tu przyszłam. Chciałam poinformować, że przyjdzie do nas gość i będzie tu za jakieś dziesięć minut. Zostanie także na nieokreślony czas. - Po czym wyszła, zamykając drzwi za sobą.
- Trzeba będzie się przekonać kto to. - Po dwudziestu minutach szykowania się zszedł na dół. Jego oczom ukazał się duży mężczyzna z białymi, długimi włosami. Ubrany był w czerwono zielony struj. Rozmawiał swobodnie z Kushiną, tak jak by znali się od dawna. W pewnej chwili odwrócił się w jego kierunku. Przeglądał mu się dłuższą chwilę popijając z filiżanki.
- A więc to on. Rzeczywiście wyrósł. Wygląda identycznie jak Minato, chociaż twarz odziedziczył po Kushinie. Ciekawe jak sobie radzi i czy wie o swoim pochodzeniu. Chociaż nie sądzę, by to zataili na tak długo.
- Naruto. Podejdź i poznaj twojego ojca chrzestnego. Nazywa się Jiraiya.
- Miło mi Jiraiya-sama.
- Wow jaki wychowany! O_O - Proszę mów mi po prostu Jiraiya.
- Hai.
- Chłopie, trochę wyrosłeś. Kropka w kropkę rodzice. Ostatni raz widziałem cię jako miesięczne dziecko. Coś mi się zdaję, że nie ukończyłeś jeszcze akademii. Mam racje?
- Tak. Za pół roku ją kończę i zostanę geninem, chuninem, johninem, a następnie Hokage. - Końcówkę prawie wykrzyczałem.
- Jesteś aż taki pewien!? Podoba mi się ten zapał. Może pokarzesz co potrafisz? - Bardzo spodobała się ta propozycja Naruto.
- Zobaczysz na co mnie stać podczas treningu z Kakashim sensei.
- Masz własnego nauczyciela? - Widać było fakt, że niezmiernie go zainteresował.
- Tak. Ćwiczy z Kakashim, bo jest na wysokim poziomie. Nie żebym go przechwalała, ale sam go zobaczysz. Jutro o piątej rozpoczyna się trening z tego co pamiętam. - Dołączyła się do rozmowy czerwonowłosa.
- Czyżby rzeczywiście posiadał tak wielki potencjał? Kushina nie należy do osób które kłamią. Nawet jak, by próbowała, wyczuł bym to. Zobaczymy co ten dzieciak potrafi. - Po krótkiej chwili uśmiechnął się w stronę Naruto. Rozmowy przeszły na temat podróży Jiraiyi. Przez tą noc nie zmrużył oka.
****************
Story by Mess
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz