sobota, 28 lipca 2018

C.B. - Nuda pieczęć i ,,krwawa łaźnia"

-  Patrz, już jesteśmy na miejscu.
Ich oczom, przez zamglone powietrze, ukazała się dawna wioska, a raczej to co po niej pozostało. Na pierwszy rzut oka była w tragicznym stanie. Większość budynków była przynajmniej pozbawiona jednej ściany, w ich oknach nie widniały okna, nawet kawałek szyby by się nie znalazł w otworach. Roślinność zaś postanowiła odzyskać dawniej utracone tereny. Mech okrywał większość domów, zaś krzewy i drzewa rosły w budynkach jak i na ulicach. Wyglądała tak jakby nie mieszkał tu nikt od kilkuset lat. Cały ten ponury krajobraz dopełniała wolno płynąca, przez sam środek osady, duża rzeka. Ta sama przez którą przechodzili już dwa razy. To za jej sprawą pojawiała się ta mgła.
- Cóż, przyznam że nie taką ją zapamiętałam.
- Czyli nie była ona aż taka upiorna? - Zapytał się Naruto, który zaczął schodzić po zboczu w stronę wioski.
- Oczywiście że nie. Kiedyś była tętniącą życiem wioską, słońce każdego ranka rozgrzewało mieszkańców, a rzeka dawała ukojenie w cieplejsze dni. Na ulicach były tłumy ludzi załatwiających swoje codzienne sprawy. Niestety, teraz w tym miejscu już tego nie zobaczysz. O widzisz barierę?
- To ona? Myślałem, że jakoś bardziej będzie się rzucać w oczy. Jest zbyt przeźroczysta.
- O to w niej chodzi, by ledwo można było ją dostrzec. Dla twojej wiadomości. Wokół naszej wioski także ona jest, tylko różni się zastosowaniem. Ta z Uzushio pieczętuje każdego kto nie należy do klanu, a dokoła Konohy ma za zadanie wykrywać kto i gdzie przez nią w danej chwili przechodzi.
- Nawet o tym nie wiedziałem.
- Jeszcze dużo rzeczy nie wiesz, ale to poznasz w swoim czasie. Teraz wejdźmy w głąb wioski i rozejrzyjmy się trochę.
Jak powiedziała tak też zrobili. Przechodzili pomiędzy budynkami kierując się w stronę głównej ulicy. Niestety, po chwili zaczynali dostrzegać jak to miejsce było upiorne.
- Aaaaaaaa!
- Co się stało!?
- Nie nic szczególnego, ale przy murku leży szkielet. - Odpowiedział młody Namikaze uspokajając oddech oraz puls.
- Zobaczmy. To nie jest shinobi Wiru, czyli to prawda. Nie mogli wydostać się z wioski po jej zdobyciu.
- Znalazłem ochraniacz! Chyba należy do Chmury.
- Rzeczywiście. Przynajmniej wiemy kto to uczynił. Bądź przygotowany na spotkanie większej ilości trupów i to nie tylko żołnierzy. - Jej głos posmutniał. Było to spowodowane widokiem ciał całej rodziny skulonej w kącie. - Chodźmy już lepiej dalej. Ciekawe czy mój dawny dom jeszcze stoi.
Po paru minutach byli w starym, pokrytym mchem domu. Nosił ślady pożaru w jego prawej części. Każdy krok powodował skrzypienie dębowej podłogi. Na ścianach widniały nadpalone obrazy i portrety jego mieszkańców.
- Naruto podejdź na chwilę. Spójrz jak wyglądała twoja babcia, a moja mama. Obok jest zdjęcie dziadka. - Po chwili Kushina wyjęła podręczny zwój z kieszeni zielonej kamizelki i rozwinęła go. Położyła na nim owe zdjęcia i wykonała znaki. Zniknęły w białych kłębach dymu, a zwój znalazł się z powrotem w kieszeni.
- Jak to zrobiłaś?
- Jest to technika czasoprzestrzenna, jest podobna do techniki latającego boga piorunów, lecz przeciwieństwie do niej przechowuje rzeczy takie jak na przykład broń w innym wymiarze. Oczywiście można je odzyskać z powrotem używając pieczęci, lecz w odwrotnej kolejności. Kiedyś cię tego nauczę. Jest to całkiem praktyczne jutsu. Myślisz, że czemu nie mam bagażu?
- Nie mogłaś dać też mi takiej możliwości? Nie musiałbym dźwigać tego balastu.
- Specjalnie nie powiedziałam, byś trochę potrenował. - Namikaze zrobił obrażoną minę. Przez następne godziny oboje przeszukiwali dawny dom Kushiny. Było to niebezpieczne, lecz dzięki klonom Naruto udało się wszystko co potrzebne znaleźć i zabrać ze sobą, po czym wyszli na zewnątrz.
- Dobra następny przystanek biuro przywódcy wioski. Zajmie nam to dłuższą chwilę.
Po czym wyciągnęła dość obszerną mapę. Miała może z dwa metry długości. Na niej zostały oznaczone najważniejsze miejsca, według Kushiny, w mieście. Było ich około dziesięciu. Jednym z nich był jej dom jak i biuro. Następnymi miały być: szpital, więzienie, biblioteka, zakład z bronią, akademia, oddział informacyjny, odział wywiadowczy oraz zaznaczona gdzieś na uboczu jaskinia. Po chwili jinchuuriki zauważył, że całe miasto zostało podzielone na liczne sektory, które trzeba będzie przeszukać, co oznaczało wchodzenie do każdego domu, sklepu czy piwnic.
- Mamo, ile mniej więcej ma potrwać to zadanie? - Zapytał się ze sporym rozczarowaniem.
- Już ci mówiłam. Około miesiąca, więc jeśli chcesz, by ta misja poszła szybciej, to niestety nie będziesz mógł spać. Mi także nie podoba się to, że będziemy wchodzić do każdego lokalu i patrzeć na tych ludzi oraz grzebać w ich rzeczach, ale niestety taki jest nasz obowiązek jako ninja. Jeśli już wszystko jasne,  to ruszamy.
Po godzinnym marszu dotarli do miejsca w którym powinien znajdować się ów budynek, lecz był mały problem, zniknął z powierzchni ziemi. Widniały jedynie gruzy porozrzucane po okolicy.
- Niestety chyba nic nie znajdziemy. No cóż, idziemy dalej.
Kolejne dni mijały na żmudnym przeszukiwaniu wszystkiego. Szpital oraz więzienie nie pozostawiły miłych wspomnień u młodego Namikaze. Widniały tam ślady makabrycznych scen, które nie jednego zwaliły by z nóg. Inne ważniejsze cele były opustoszałe, dosłownie nic w nich nie było, za wyjątkiem jaskini. Znaleźli jakieś dziwaczne maski, a sam wystrój wskazywał na jakąś świątynie. Noce były straszne dla jinhuuriki. Strach przed duchami, które wymyślił sobie on sam był bardzo silny, a mieszkanie w nieznanych domach potęgowało go.
- Już dwa tygodnie minęły. Mam nadzieje, że biblioteka nadal stoi w jednym kawałku. Naruto, wpadłam na genialny pomysł, by skrócić czas tej misji i trzymać się terminu.
- To wspaniale. Jaki, jaki, jaki!?
- Kage bunshin no jutsu. Klony twe zajęły by się resztą wioski, a my samą biblioteką. Niestety trochę cię zmartwię. - Stanęli przed ogromnym budynkiem. Liczył może z pięć pięter wysokości. Wchodząc dokończyła już wcześniej wypowiedziane zdanie. - Będziemu musieli trochę poczytać.
- Nieeeeeee! Dlaczego!? - Naruto upadł na kolana widząc długie na sto metrów regały, sięgające prawie sufitu. Po krótkiej chwili poczuł mocne uderzenie w głowę. To była Kushina wkurzona jego ciągłym narzekaniem.
- O nie mój drogi. Tym razem będziesz mi pomagał! Czy to jasne!? - Podniosła go na wysokość swoich oczu i zaczęła nim trząść jak szmatką.
- Hhhaaii. - Odpowiedział prawie już nieprzytomny.
- Na co czekasz? Bierz się do roboty. Znajduj i odkładaj na ten stół książki o tematyce wszelakich jutsu. - Prawie rozkazała blondynowi, pokazując palcem starą, spróchniałą ławę. - Zajmiesz się prawą stroną, a ja lewą, oraz przyczepisz do nich kartki z gatunkiem technik. Jak skończysz, przeszukasz wszystkie zakamarki tego budynku, by upewnić się, że nic nie przegapiliśmy.
Przez następne dziesięć dni, Kushina wraz z jej synem, przekopała się przez kilkanaście ton książek z całej biblioteki. Nie obyło się bez wypadków. Naruto wspinając się po jeden z tomów o tematyce medycznej, przeważył cały regał, który runął na blondyna, przygniatając go swoim ciężarem. Kushina przeraziła się, że poważnie ucierpiał, ale na szczęście skręcił jedynie kostkę w lewej nodze.
- Baka! Chcesz żebym zeszła na zawał!? - Nie wahając się, uderzyła go pięścią w tylną część głowy, co Naruto odczuł dość poważnie.
- Za co? Przez ciebie skończyłem jeszcze w gorszym stanie. - Oburzył się młody Namikaze.
- Masz i tak szczęście, bo mam ochotę rozszarpać cię ba drobne kawałki, ale nie zrobię tego, bo jesteś moim synem i za bardzo przypominasz mi Minato. Był dokładnie taki sam! - Powiedziała to z zaciśniętą piersią oraz z szyderczym uśmiechem.
Po opatrzeniu nogi Naruto, zapieczętowali w zwojach około stu książek. Czerwono włosa po rozpaleniu ogniska zaczęła przygotowywać obiad. W tym czasie Namikaze przeszukiwał budynek. Po dwudziestu minutach oględzin, znalazł dziwną patyk, oparty za jednym z regałów. Bez pomyślunku, pociągnął za nią. Nastąpiły delikatne drgania budynku przez co pył opadł ze zniszczonego dachu w prost na shinobi. Skutkiem tego było pokasływanie, przez niemożność złapania oddechu. Gdy pył już opadł, można było usłyszeć Kushine.
- Naruto! Co żeś znowu odwalił!? Chcesz by budynek zawalił się na nas!?
- Nie. Nic z tych rzeczy, ale spowodowała to dźwignia, którą znalazłem.
- Jaka dźwignia? - Spytała podchodząc do blondyna, który pokazał jej ów mechanizm.
- Mogła coś otworzyć. Te wstrząsy nie pojawiły się znikąd.
Po wypowiedzeniu się czerwono włosej, zaczęli poszukiwania miejsca, w którym coś się zmieniło, zniknęło czy przestawiło. Nie trwało to jednak długo, gdyż podłoga tuż przy końcowej ścianie, odsłoniła schody wiodące na niższe piętro. W korytarzu nie było światła, jedynie wszech ogarniająca ciemność.
- Schodzimy tam. - Stwierdziła, po czym zapaliła pochodnie. - Może znajdziemy coś interesującego.
Wchodząc do niego, poczuli odór zgnilizny. Powietrze było wilgotne, co później wyjaśniło się. Brodzili po kostki w wodzie, która wypełniła wszystkie pomieszczenia. Ściany pokryte były grubą warstwą mchu.
- Wszystko to jest chyba stworzone na wzór katakumb. - powiedziała Kushina.
Następne kilka godzin spędzili na chodzeniu po pomieszczeniach, jednych mniejszych, drugich większych, lecz po chwili dotarli do miejsca, które różniło się wielce od innych. Pierwsze co rzuciło im się w oczy to ogromny ołtarz, znajdujący się na samym środku. Pochodnie umieszczone na ścianach zapaliły się samoistnym, jasnym płomieniem, a powietrze zgęstniało. Nim zdołali się zorientować co się dzieje, zaczął formować się z kawałków ścian kamienny golem, wysoki na trzy metry. Oczy zaświeciły się zielonawym kolorem, które obrócone były w stronę Naruto i Kushiny. Przez pierwsze kilka minut nic się nie wydarzyło, tak jak by stwór czekał na ruch, który wykonają.
- Naruto na mój sygnał zaczniesz powoli, ale tak naprawdę powoli się wycofywać. Nie wiem co to jest, ale wygląda mi na jakieś jutsu przywołania lub zwykłe doton, lecz nigdy się z nim wcześniej nie spotkałam, więc także nie wiem, czego można się po nim spodziewać. - Nie była jednak pewna co do swojej wypowiedzi, nie miała żadnego pojęcia czy jak się odrobinę ruszą, to golem ich zaatakuje czy puści wolno. Niestety na ich nieszczęście, tuż po pierwszym kroku, żywy głaz popędził w ich stronę, jednocześnie robiąc zamach ręką. Uniknęli go bez żadnego problemu, tak jak resztę ataków, lecz nie mogli robić tego bez końca. Przeszli do ofensywy. Kushina odciągnęła jego uwagę, a w tym czasie blondyn przykleił do niego kilkanaście karteczek wybuchowych, po czym uaktywnił je. Całe pomieszczenie wypełniło się kurzem oraz odłamkami, ściany popękały od siły eksplozji.
- To mamy go już z głowy. - Uśmiechnął się Namikaze.
- Chyba nie zupełnie. - Mina Naruto od razu zrzedła. Stwór zregenerował się całkowicie, chociaż został wysadzony na drobne kawałki i znowu zaczął atakować.
- Naruto, mam pewien pomysł, ale musisz mi pomóc. Zajmij go tak długo, jak tylko będziesz mógł. Ja przez ten czas poszukam medium przywołania i dezaktywuje technikę.
Przez kilka minut młody blondyn walczył z przyzwanym stworem, a Kushina zniknęła w innym pomieszczeniu. Gdy golem już miał zgnieść leżącego na ziemi chłopaka, rozpadł się odrębne struktury.
- Znalazłam coś, co cię zaciekawi. - Naruto usłyszał głos matki, dobiegający z drugiego pomieszczenia. - Nie uwierzysz, ale znalazłam ciało przywódcy wioski. To ono było odpowiedzialne za przyzwańca. Coś mi się zdaje, że w przyszłości będziesz mógł zdjąć technikę pieczętującą, ale na razie masz zbyt mało doświadczenia i wprawy w jutsu.
- Czyli to już koniec naszych poszukiwań? - Spytał się blondyn.
- Na to wygląda. Odnaleźliśmy i przeszukaliśmy wszystko co chcieliśmy, a jak twoje klony?
- Nic nie znalazły.
- Rozumiem. To wynośmy się stąd.
Gdy wyszli na otwarty teren, tuż przed starą bibliotekę, już dawno było po zachodzie słońca. Gwiazdy zalśniły na niebie, lecz księżyca nie było widać. Wiatr wzmagał uczucie istniejącego chłodu, a śnieg tylko odmrażał nogi.
- Zostaniemy jeszcze na jedną noc. Naruto rozbił namiot tam przy ścianie i rozpal ogień z jakiś resztek drewna. Ja muszę wysłać wiadomość, by przysłali nam kogoś do pomocy.
- Ale po co? Przecież świetnie sobie radzimy. - Uśmiechnął się zadziornie Namikaze.
- Po pierwsze, chyba zapomniałeś o tamtych ninja. Widziałam jak kilku z nich przyglądało się nam w porcie. Mam co do nich złe przeczucia. Po drugie, nie chce mi się już dźwigać tego, czego nie zdołaliśmy pomieścić w zwojach. To jest dobre wytłumaczenie, nie? - Posłała mu poważne spojrzenie, przy czym wypuściła przyzwanego ptaka z wiadomością przyczepioną do lewej nogi.
- Hai.
Noc minęła im dość szybko, co przysporzyło trudności blondynowi, ze wstaniem na równe nogi. Lecz Kushina nie dała się nabrać na ,,jeszcze pięć minut" i wywaliła go za nogi z namiotu. Stojąc już na granicy wioski, popatrzyli się na nią po raz ostatni, po czym ruszyli w drogę powrotną.
- Mamy niecałe pięć dni, by wrócić i wypełnić misje na czas. Tak więc, będziesz musiał wiosłować szybciej. - Naruto jedynie zrobił wystraszoną minę.
- Zdecydowanie mam dość tej misji.
- A ja twojego narzekania. - Wypowiedział się Kyuubi, ze zniecierpliwieniem w głosie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tym czasem w biurze Hokage.
- Dostaliśmy wiadomość od Kushiny, Hokage-sama.
- Co w niej pisze?
- Proszą o wsparcie. Melduje, że w porcie natknęła się na kilku podejrzanych ninja.
- Dobrze. W takim razie wyślijcie tam Kakashi'ego i Aobę z kilkoma chuninami do pomocy. Mam nadzieje, że to wystarczy. Nie pozostało nam z byt wielu ludzi na stanie.
- Hai, Hokage-sama.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Po niecałych trzech dniach podróży, jeden z przyszłych ninja, Naruto Namikaze przemieszczał się, wraz ze swoją matką, w stronę Konohy. Podczas skakania po drzewach, trwała między nimi rozmowa.
- Jeszcze dwa dni i będę geninem!
- Nawet nie mam się o co martwić. - Uśmiechnęła się w stronę blondyna.
- Oczywiście, że nie masz. Mogę nawet odrazu przystąpić do egzaminu na chunina.
- Nie wychodź tak do przodu, najpierw trochę doświadczenia na zwykłych misjach, a dopiero później bardziej niebezpieczne.
- A ta taka nie jest? - Oburzył się i zrobił obrażoną minę.
- Aż tak nie. Naruto schyl się!!! - Nad ich głowami przeleciała chmara shurikenów, które pościnały końcówki ich włosów.
- Co to było!? - wykrzyczał blondyn.
- Na pewno nie jest to przyjaciel. - W tej chwili z zarośli, około pięćdziesięciu metrów przed nimi, wyłoniło się dwudziestu mężczyzn.
- Dalej nie przejdziecie, przynajmniej żywi. - Po czym usłyszeli śmiech odbiegający od wszystkich innych wrogich ninja.
- Jesteście dość pewni siebie.
- Zamknij się szmato.
- Naruto, nie damy rady się wycofać. Musimy wytrzymać do czasu przybycia grupy, która miała nam pomóc. - Kontaktowali się telepatycznie, dzięki zdolności chłopaka. - Pokaż to czego się do tej pory nauczyłeś!
Po czym rzuciła się na jednego z pierwszych przeciwników, który zaskoczony atakiem nie zdołał się zasłonić, co przypłacił własnym życiem. Niestety kolejni nie dali się tak zaskoczyć. Od razu powyciągali swoją broń, od kunaji do mieczy włącznie i rzucili się na blondyna i czerwonowłosą. Kilkanaście minut trwała walka, aż do momentu w którym Naruto została wytrącona katana z ręki i był bez bronny. Kushina widząc to zabiła swojego przeciwnika i zasłoniła własnym ciałem chłopaka, przed cięciem miecza, lecz nie zdołała zatrzymać ostrza, które przecięło jej brzuch. Upadła na kolana i wypowiedziała jedynie dwa słowa.
- Naruto. Uciekaj. - Po czym straciła przytomność od ciosu pięścią w głowę. Naruto stał w szoku. Wiedział, że nie zdoła uciec. Ruszył na jednego z nich. Niestety oberwał mocną techniką z rodziny futon, przez co poleciał na kilkanaście metrów, łamiąc przy tym jedno z drzew.
- I co teraz gówniarzu mi zrobisz? Hahaha! - Zaśmiał się głośno, stojąc jedną nogą na policzku blondyna, który przez ostatni atak został strasznie poturbowany. Otóż złamana lewa noga, kilka żeber, stłuczenia na całym ciele po nie najprzyjemniejszym upadku, rana na prawym biodrze oraz liczne cięcia na nogach. Sytuacja w jakiej się znalazł była żałosna i bez wyjścia. Kushina po tym jak została zraniona kataną w brzuch i uderzona w głowę straciła przytomność, a do pokonania zostało jeszcze osiemnastu ninja. Jednak pomoc przyszła od najmniej spodziewanej strony.
Młody, zajmę się tym, a ty przyglądaj się temu co zobaczysz. - Chwilę później wypowiedział, już przez usta blondyna, coś co zaskoczyło wszystkich.
- On nic, ale ja wyrwę ci serce, urwę kończyny i wypatroszę na żywca! - Momentalnie oczy zmieniły barwę na czerwoną, a czakra zaczęła wyciekać z ciała blondyna. Mężczyzna przestraszył się i odskoczył od chłopaka na piętnaście metrów. Nigdy wcześniej nie widział czegoś takiego, czakra otoczyła ciało jinhuuriki i uformowała cztery ogony, tym samym przypominając postać lisa.
- Co się z nim dzieje!? - Wykrzyczał jeden z przeciwników.
- Na co czekacie!? Brać go! - Wydarł się ich dowódca.
Kilku z nich ruszyło w stronę Naruto, by wymierzyć ostateczny cios i wypełnić ich misję. Niestety trafili w najgorszy możliwy moment, szczególnie mężczyzna który stał najbliżej przypłacił swój ruch życiem. Dosłownie ręka pokryta czakrą przy machnięciu, urwała mu głowę, wysyłając ją na kilkadziesiąt metrów od, osuwających się na ziemię, zwłok. Strumień krwi wystrzelił jak z fontanny. Jego towarzysze przerazili się na ten widok i natychmiast zaprzestali ataku. Nie chcieli skończyć jak ich przyjaciel. Obleciał ich zimny pot spowodowany strachem o swoje życie. Czekali tak nieruchomo około trzydziestu sekund, po czym chłopak zniknął pojawiając się tuż za kolejnymi trzema shinobi. Zamachnął się ogonami, które przebiły się przez nich na wylot, łamiąc kręgosłupy, zadając maksymalny poziom cierpienia jaki można było w ogóle doświadczyć przez całe życie. Krzyki bólu rozniosły się po całym lesie docierając do każdego zakamarka. Po chwili w jego stronę poleciały techniki typu raiton oraz futon. Na nieszczęście ninja z chmury, żadna nawet nie otarła się o cel.
Przez następne dziesięć minut pozostał sam ich kapitan, będący w pół żywy. Leżąc i patrząc na postać przypominającą lisa, wydukał prawie szeptem.
- Kki-kimmm tty jje-jesteśś?
- Twoim koszmarem, którego nie powinieneś budzić. - Po czym przebił łapą serce ostatniego z żywych shinobi. W  ten czas, czakra zaczęła się cofać, pozostawiając nieprzytomnego blondyna z licznymi ranami, na pokrytej śniegiem ziemi, przy rosnącym dębie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W tym czasie po dwóch dniach przemieszczania się w stronę pobojowiska, sześcioosobowa grupka składających się z ninja Konohy, była już bliska celu. Dzieliło ich zaledwie pół godziny od spotkania, gdy nagle usłyszeli, mrożący krew w żyłach, krzyk.
- Szybciej!!! Nie możemy się ociągać! Przygotujcie się do walki! - Wrzasnął Kakashi. - Mam nadzieje, że nie będzie za późno. - Borykał się ze swymi myślami przez następne, najdłuższe minuty jego życia. Po dotarciu na pole bitwy, pod szarowłosym johninem ugieły się kolana. To co zobaczył, przerastało ludzkie pojęcie. Był to obraz z najkoszmarniejszych snów jakie mógł przyśnić sobie człowiek. Przez ten czas dwóch chuninów puściło pawia w pobliskie krzaki. Całe pole topiło się we krwi. Ludzkie narządy i kończyny porozrzucane były wszędzie. Poodrywane głowy, jelita przewieszone na krzaku, ręce nadal zaciśnięte na broni. Tak prezentowało się pole, które wyglądało jak krwawa łaźnia jakiegoś świra. Po chwili niedowierzania własnym oczom, Kakashi otrząsnął się, by wydać podwładnym polecenia.
- Wy dwaj sprawdzicie, skąd pochodzą. Reszta przeszuka, czy nikt nie pozostał żywy.
- Kakashi! Tutaj! Prędko! - Wykrzyczał Aoba.
- To Kushina! Zatamujcie krwawienie, bo nie dożyje jutra! Czekajcie! Chyba widzę drugą osobę. - Podbiegł do młodego chłopaka, opartego o pień drzewa, ze spuszczoną głową. Od razu dostrzegł brak części skóry na jego twarzy, oraz liczne rany na całym ciele. Zgadywał także, że posiada obrażenia wewnętrzne.
- Niedobrze i to bardzo, jak najszybciej musimy wrócić do wioski. - Pomyślał Kakashi. - Natychmiast zabieramy ich na noszach! Nie możemy zwlekać!
- Kakashi-senpai. - Odezwał się jeden z chuninów. - Wiemy kto ich zaatakował. Byli to ninja z chmury.
- Co takiego!? Przecież Hokage zawarł z nimi sojusz kilka tygodni temu! A to szumowiny, już go nie przestrzegają i wysyłają na nasze terytorium ludzi.- nie wytrzymały mu nerwy, które i tak miał dość silne. - Wyślijcie wiadomość do Hokage. Musi się o wszystkim dowiedzieć, jak najszybciej się da. - Spojrzał jeszcze raz swoim jednym odsłoniętym okiem na dwójke osób, którzy byli mu bliscy. - Przepraszam, że znowu się spóźniłem. Prze ze mnie, mogliście zginąć. - Powtarzał to w myślach przez całą drogę powrotną. Nie odezwał się ani razu, rozmyślał o dalszych wydarzeniach, które mogły zmienić życie wszystkich mieszkańców Wioski Ukrytej w Liściach.
****************
Story by Mess

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz