sobota, 28 lipca 2018

C.B. - Chęć bycia lepszym

Słońce wschodziło na nieboskłonie, dając mieszkańcom Konohy znak, że nadszedł kolejny dzień w ich życiu. Jego promienie leniwie wspinały się po budynkach, budząc przy tym młodego blondyna. Była może szósta rano. Po codziennej toalecie, zszedł on na parter, wprost do jadalni i usiadł przy stole.
- Naruto. Dzisiaj nie pójdziesz na trening sam. - Usłyszał głos swojej rodzicielki, dziwiąc się na tą wiadomość - Pójdę z tobą, by kogoś przedstawić. Musiałam bardzo się postarać, by Hokage się zgodził. Chociaż nie wyrażał żadnego sprzeciwu, tak jakby sam się nad tym zastanawiał.
- A kto to taki?! - Blondyn o mało nie zadławił się jedzeniem, jakim były naleśniki oblane czekoladą.
- Wszystko wyjaśni się na miejscu. - Zbyła go Kushina.
Po dwudziestu minutowym marszu, znaleźli się wprost na polu treningowym. Była to wielka przestrzeń posłana jasno zieloną trawą. Dokoła rozpościerał się gęsty las. Na środku stało jedno lecz potężne drzewo.
- No to trochę poczekamy. Najwyraźniej znowu się spóźni. Już tak ma w zwyczaju od pewnego momentu w jego życiu.
- A mogę dowiedzieć się jak się nazywa? - I po co na niego czekamy? Znam go? - Nagle czerwonowłosą zalał strumień pytań.
- To może powinienem się przedstawić - Naruto wystraszył się nagłego przybycia nieznajomego. Po chwili zobaczył szarą czuprynę. Mężczyzna ubrany w czarną bluzę i tego samego koloru spodnie, ciemno zieloną kamizelkę johnina oraz założoną maskę na twarz, zakrywającą jej dolną część aż po nos. Co jednak blondynowi wydawało się najdziwniejsze to fakt, że ochraniacz na czoło zasłaniał także jego lewe oko. - Nazywam się Kakashi Hatage. Chyba się nie mylę, ty jesteś Naruto Namikaze. Witaj Kushino, mam nadzieje, że spełnię twoje wymagania jako sensei. - Wypowiedział to spokojnie po czym zobaczyłem uśmiech pod maską.
- Mam taką nadzieje. Teraz muszę was zostawić. Aha Naruto nie nadepnij za bardzo na odcisk mistrzowi. Pa. - Pomachała ręką i zniknęła w chmurze białego dymu.
Yyyyy. Że co?  - Pomyślał Kakashi, spoglądając podejrzliwie swoim jednym okiem na blondyna.
- No to zostaliśmy sami. Na początek chciałbym przeprowadzić z tobą mały sparring by sprawdzić twoje umiejętności. Gotowy?
- Już!? No niech będzie. - Zgodził się blondyn, trochę zakłopotany, widząc jak johnin wyciąga małą książkę i zaczyna ją czytać.
- Kakashi sensei?
- Tak Naruto?
- Czemu czytasz książkę jak mamy walczyć? Czekaj, czekaj!! Cooooooooo! Ona przecież jest dla dorosłych! - Naruto wykrzyczał zarzuty w stronę sensei'a.
- Nie przejmuj się. Atakuj tak jak byś chciał mnie zabić. - Powiedział to ze stoickim spokojem.
Blondyn szybko sprawdził ilość sprzętu. Miał go jednak zbyt mało na solidną wymianę podczas walki. Jednak wpadł na pomysł. Użył kage bunshin no jutsu, tworząc dwadzieścia klonów, które otoczyły Kakashi'ego.
- A jednak nie będę miał czasu na czytanie. Chociaż to klony, ale gdzie podział się prawdziwy?
W tym momencie, od strony drzew, poleciała w stronę mężczyzny, ogromna wodna kula. Na nieszczęście blondyna, atak nawet nie zadrasnął swojego celu.
- A jednak coś ten dzieciak umie. Ale czy to wszystko na co go stać? Kushina trenuje go w technikach wodnych, możliwe że odziedziczył po niej typ czakry. Przekonajmy się.
Nowy sensei wykonał kilka pieczęci po czym wykrzyknął ,, katon: Gokakyu no jutsu ". Po chwili wszystkie wcześniej utworzone klony zniknęły spalone olbrzymią kulą ognia. Przez ten czas Naruto zrobił parę pułapek w pobliskim lesie, by zyskać cień szansy na wygraną. Ku wielkiemu zdumieniu młodego Namikaze, Kakashi ominął wszystkie pułapki jakie tylko były. Po czym złapał chłopaka w genjutsu. Po chwili odezwał się.
- Koniec na dzisiaj walki.
- Czemu?
- Przerwałem ta walkę bo i tak jesteś spóźniony na zajęcia w akademii, więc nie marnujmy już więcej czasu i chodźmy. Muszę pójść tam z tobą i wyjaśnić twoje zniknięcie.
Po około 15 minutach skakania po drzewach, a później dachach Konohy dotarli na miejsce. Gdy Namikaze wszedł do sali, usłyszał znajomy głos.
- Naruto mam nadzieje, że masz dość solidne usprawiedliwienie na swoje spóźnienie? Bez żadnych wykrętów! - To był mój wychowawca Iruka sensei.
- No trenowałem z johninem i dla...
- Kłamiesz! Jak zwykle szlajałeś się po wiosce! Za kare powiesz całą historie Konohy.
- Ale!
- Może ja to wyjaśnię. - Za chłopakiem pojawił się Kakashi. - Naruto przebywał razem ze mną i odbywał szkolenie. Po chwili zapomniałem, że ma nadal obowiązek przychodzenia tu na zajęcia i dlatego się spóźniliśmy. - Stwierdził shinobi o szarych włosach.
To wszystko tłumaczy. - Spojrzał na blondyna zdziwionym wzrokiem, oglądając jego poszarpane ciuchy i  liczne małe rany. - Widzę ze szkoła przetrwania, dość solidna była.
- Dawno nie widziałem przyszłego shinobi o takich umiejętnościach jak jego. Poszło mu znakomicie lecz nadal musi trenować. Nie będę już przeszkadzał w zajęciach. - Powiedziawszy, zniknął w kłębach białego dymu.
Przez ten czas, większość osób z klasy bacznie patrzyła na ich kolegę. Tak jak by zobaczyli ducha. Po krótkiej chwili Iruka wrócił do wcześniejszego, omawianego tematu.
- Za kilka miesięcy, przystąpicie do ukończenia akademii. Przez ten czas przypomnicie sobie całą wiedzę jaką dotychczas zdobyliście. Będziemy także trenować walkę, rzucanie bronią ninja i wasze techniki. Dobrze na dziś koniec zajęć. Wszyscy możecie iść do domu.
Oczywiście większość nie słuchała senseia lecz zastanawiała się co zrobił Naruto, że aż johnin musiał go przyprowadzić. Blondyn przyzwyczaił się do takiego gapienia się na jego osobę. Większość z nich nie była jego przyjaciółmi, ani nawet kolegami, praktycznie nie miał przyjaciół. Wszyscy unikali go jak ognia lub wytykali palcami. Jednak była pewna osoba, której mógł wszystko przebaczyć.
Jak by tylko mnie zauważyła. Ale zapatrzona jest w tego aroganta, który ma wszystkich, za przeproszeniem, głęboko w poważaniu. Gdy próbuje do niej zagadać, odpycha mnie wrzeszcząc i wyzywając od debili. Czasem zastanawiam się, gdyby oni wszyscy wiedzieli ze jestem synem Youndaime Hokage. Może w tedy mieli by do mnie trochę szacunku? Chociaż niewiele by to pewnie zmieniło i tak jest to tajemnica znana niewielu najbliższym przyjaciołom mamy oraz kilku wyższych rangą.
Naruto po kilku minutach ocknął się i poszedł wprost do swojego domu. Kushiny nie było, a jedyne co pozostawiła to pieniądze i liścik, by chłopak poszedł coś sobie kupić na obiad. Oczywiście była pewna tego, że będzie to ramen. Przed wyjściem postanowił wziąć szybki prysznic i wymienić zniszczone odzienie. Po godzinie spokojnego marszu dotarł do restauracji, gdzie przywitał go starszy mężczyzna po pięćdziesiątce. Należał on do nielicznego grona ludzi, którzy nie unikali blondyna.
- Witaj Naruto. Ostatnio bardzo rzadko się widujemy. Czyżby coś się stało?
- Dziękuje za troskę, lecz nie jest potrzebna. Po prostu mama każe mi się lepiej odżywiać, więc jem posiłki w domu.
- Aha czyli podebrała mi klienta. - Zaśmiał się mężczyzna. - No to dzisiaj ramen na koszt firmy ,specjalnie dla ciebie. Proszę oto super, duża porcja ramen.
- Itadakimasu! - Powiedział po czym przystąpił do jedzenia. Po zaspokojeniu głodu chciał już odejść, gdy zatrzymał go Iruka.
- Co pan tu robi o tej porze?
- Mógłbym o to samo spytać ciebie Naruto. Już dawno powinieneś być w domu. Pewnie twoja matka się niepokoi.
- Nie ma takiej potrzeby. Wybyła na misje, a ja miałem coś zjeść, więc jestem tutaj. Wiem, że jest późno, ale jakoś czas upłynął dla mnie za szybko. - Był już wieczór, który robił się dość chłodny.
- Dobrze więc cie odprowadzę i tak chciałem z tobą o czymś porozmawiać.
- Ciekawe o czym, jak by co to nie ja namalowałem grafiti na policzku Sandaime.
- Czyli to ty!! Wiesz ile czasu poświęciliśmy na to by to wyczyścić?! Ale już na spokojnie.
Podczas wędrówki przez wioskę rozmawiali o wszystkim i o niczym. Noc do tego sprzyjała. Było całkowicie pusto na ulicach. Tylko gdzie nie gdzie świeciły się lampki nocne. Była pełnia, gwiazdy także dawały znać o sobie swoim blaskiem.
- Naruto czy ty mnie słuchasz?
- Sunimasen Iruka sensei. Zamyśliłem się. Możesz powtórzyć?
- Pytałem się dlaczego podjąłeś już taki trening.
- To nie ja zdecydowałem, lecz mama. Zauważyła, że jej zdolności już nie wystarczają do mojego szkolenia ninja. Najprawdopodobniej dlatego kazała Kakashiemu trenować ze mną. Ale coś mi się zdaje, że on mnie już znał gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Tak jakby przeżył coś więcej związanego z moją rodziną.
- Możliwe, ale nie można wykluczać też innych powodów o których nic nie wiemy. - Gdybyś tylko wiedział co Kakashi powiedział mi wcześniej, ale byłeś blisko. Jak na razie nie możesz o tym wiedzieć.
****************
Story by Mess

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz