Tak wiem. Nie wyrobiłem się XD, lecz zarwałem część nocy, by to wstawić specjalnie dla was ^^. Życzę miłego czytania.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- Cholera. Co robimy? - Zabluźnił z przejęcia Namikaze, stojący obok Uchihy. Wpatrywali się w jeden punkt przed nimi.
- Zobacz, czy Sakura nadal się nie wybudziła. Może lepiej gdyby tego nie widziała.
- Masz racje. Nie dosyć, że o mnie źle myślała, to o tobie zdanie też się może zmienić. Nigdy nie sądziłem, że jestem zdolny do czegoś takiego, będąc w pełni świadomym. - Posiadacz sharingana spojrzał znacząco w jego stronę.
- Dobra pół świadomy, ale ty także nie byłeś sobą.
- Ogarnęła mną taka żądza krwi, że nie wiem jak to mogę wyjaśnić.
- Hehe. Mnie też. Jednak ja mogę się domyślać czemu, ale nie oczekuj na wyjaśnienia. - Przebadał koleżankę szukając możliwych złamań, ran i czegokolwiek co mogło zagrażać jej zdrowiu. - Z nią wszystko w porządku. Ma kilka lekkich ran i otarć.
- To dobrze. - Odetchnął spokojnie, gdy jego kolega znowu coś znalazł, przykuwając tym samym jego uwagę.
- Czekaj! Nieee! - Zaczął płakać.
- Co jest!? Poważne!?
- Jej... - przerwał przy kolejnym napadzie szlochu.
- Powiedz wreszcie!
-... włosy. - Blondyn tym słowem podciął nogi Sasuke, który gruchnął na ziemię. Jego twarz wyrażała tylko jedną myśl nasuwającą się mu do głowy. Zabić kretyna.
- I tym mnie straszysz!? Pogięło cię do reszty!? Nigdy, nigdy więcej tak nie mów, bo w przyszłości ona lub kto inny będzie potrzebował pomocy i za cholerę nie odgadnę czy serio.
- Ale ty nie wiesz jakie miała je wspaniałe! Długie, pachnące kwiatami i w dodatku miękkie w dotyku. - Teraz mina króczowłosego wyrażała coś innego. Współczucie.
- On jednak nie udaje tej głupoty.
- Słyszałem.
- Wyłaź z moich myśli!
- Kiedy tylko zechce, a teraz nie mam na to ochoty. Poza tym wyczuwam czakrę z kilkaset metrów od nas. Chyba jakaś potyczka.
- To poczekaj trochę dalej. Zacznie śmierdzieć.
- Stary. Ty chyba nie chcesz...
- Nie to idioto. Zabiorę zwój i spalę ciała.
Naruto z Sakurą w rękach spojrzał jeszcze raz na byłych ninja dźwięku i nie miał zamiaru protestować. Na ten widok nie jeden nowicjusz puścił by pawia lub zemdlał. Sami sprawcy nie wiedzieli jak to opisać. Ciała znajdowały się w dole po nietrafionym kopnięciu Namikaze. Nie było miejsca na skórze, która pokryta była ranami. Nawet z pewnej odległości widać było złamania i skręcenia. Cały obraz był jak wyjęty z horroru.
Po załatwieniu sprawy, postanowili skierować się prosto do wieży. Nie interesowała ich walka dwóch na trzech, bo byli wyczerpani. Tylko silna wola pozwalała im na przemieszczanie się, które i tak było dość niebezpieczne. Im bliżej celu, tym większe prawdopodobieństwo spotkania wrogiej drużyny. Także las zgęstniał co miało swe plusy i minusy. Przez całą podróż widzieli wiele dziwnych krajobrazów oraz niezwykłych zwierząt takich jak tygrysy, czy olbrzymie stonogi.
Przeszli przez drzwi zdzierając z nich karteczkę przypominającą wybuchową, lecz miała jedynie poinformować egzaminatorów o przybyciu drużyny.
- Wreszcie! Jednak Sakura nadal się nie wybudziła. - Zwrócił uwagę na leżącą w jego rękach różowowłosą.
- Ty co ona ma na ręku? Tak jakby kolec.
- Myślisz, że to przyczyna?
- Tak. Znam tą roślinę doskonale. Biegnij z nią do jakiegoś sanitariusza czy coś. Będzie w śpiączce z kilka dni.
- A skąd ty to wiesz? - Zwrócił się z zainteresowaniem do Uchihy.
- Nie twój interes. - Przypomniał sobie dzień w którym to on upadł na tą roślinę, po czym urwał mu się film.
- Hahaha. Łamaga upadła na roślinkę.
- Wypad z mojego umysłu!!! Nie masz swojego, że tak interesujesz się moim!?
- Sorka. Gdy się przemieszczaliśmy pozwoliło to nam na bezgłośnie komunikowanie i zapomniałem to dezaktywować. Lepiej pomóż i otwórz drzwi. Sam nie podołam.
Okazało się, że ów budynek wyglądający jak wieża jest bunkrem. Zanim znaleźli kogokolwiek upłynęła godzina. Odstawili koleżankę do pokoju wyglądający jak szpitalny, aż na samą myśl blondynowi ścierpła mina. Od kilku miesięcy nie przepadał za szpitalami, szczególnie za jedzeniem tam serwowanym, a raczej jego brakiem. Szli tak wskazanym przez doktora korytarzem, by znaleźć osobę, która ma pojęcie co dalej mają robić. Przeszli przez kolejne drzwi. Tym razem znaleźli tak gdzie chcieli. Pomieszczenie wyglądało na jakąś stołówkę lub jadalnię z barem. Przy nim siedziało dwóch joninów, którzy odwrócili się wprost do nich.
- Jak zwykle miałeś racje, Kakashi. - Zaciągnął się papierosem i podał szarowłosemu kasę. - Następnym razem się odegram.
- Coś mówiłeś? - Nie spodobało się Asumie to co usłyszał, jako odpowiedź na odchodne.
- O co sensei się założył? - Spytał blondy z lekkim uśmieszkiem.
- Że to wy pierwsi przed jego drużyną tu przybędziecie. Jak zwykle intuicja mnie nie myli. A teraz idziecie ze mną.
- Niby po co?
- Chyba Sasuke ma coś czego nie powinien mieć.
- Czyli już wiesz? - Uśmiechnął się pod nosem Uchiha.
- Spróbujemy to coś ograniczyć lub nawet usunąć. Specjalnie dla ciebie przybędzie tu Kushina. Jiraiya przez ten czas szuka tego gościa. Wspominał coś, że go zna, ale nic więcej.
- Jak to!? Errosenin mnie zostawił? Miał mnie uczyć, a nie zostawić na pastwę losu. - Na twarzy jego można było zobaczyć zirytowanie oraz złość.
- Spokojnie. Powiedział, że wróci za maksymalnie dwa dni.
- A skąd ta pewność!? - Kakashi zauważył dziwne zachowanie swego ucznia, co go lekko zaniepokoiło.
- Naruto. Bez zbędnych emocji proszę. Tsunade dała mu jedynie kilka dni na to, a ona umie przekonać do swoich racji. Koniec tych wyjaśnień, bo zaczynam się czuć nieswojo. Idziemy. - Szarowłosy wstał i poszedł w stronę innych drzwi wskazując ręką, by za nim podążali.
Krótki korytarz prowadził do schodów wiodących ku górze. Nie były one zbyt długie, ale przez trzy lub cztery piętra na pewno przeszli. Za rogiem, po skończonej wspinaczce zauważyli grube, stalowe drzwi. Tuż za nimi znalazły się dwie kobiety, które jak się mogło zdawać, plotkowały w najlepsze. Jednak zaprzestały tej czynności, gdy ujrzały że nie są same. Kakashi w międzyczasie tajemniczo zniknął i pozostawił ich na pastwę losu.
- Jeśli się pogorszy mu. Zawołaj. Będę za ścianą. - Wskazała palcem blondynka dokładne miejsce i także opuściła pomieszczenie.
- Nareszcie! Wezwali mnie z samego rana, a i tak czekałam na was wieki! - Czerwonowłosa pokazała swój temperament przed trochę zdezorientowanymi, młodymi shinobi.
- Hej, mamo. - Powiedział nieśmiało.
- Żadne hej, będziesz obserwował wszystko i może się czegoś nauczysz. Jak ci tam??? - Przekierowała wzrok na Uchihę.
- Sasuke.
- Zdejmuj tą część garderoby, która przysłania to świństwo. Zobaczymy co złapałeś. - Naruto parchnął śmiechem dostając piorunujące spojrzenie od kolegi.
Posłusznie wykonał polecenie i usiadł na krześle, na środku sali. Kushina spojrzała na dziwny znak i wybuchła na blondyna, który nie wiedział, jaki był temu powód.
- Naruto! No takiej oczywistości nie znać! To jest szczyt wszystkiego! Nawet jeśli jej nie znałeś to wystarczyło poszukać w księdze.
- Szukałem! Przewertowałem całą i nic tam nie było.
- A w którym tomie tego szukałeś? - Teraz młodzikowi zrzedła mina.
- To jest ich więcej?
- Pewnie wziąłeś tylko pierwszą. Co ja z tobą mam. Łap i naucz się je przynajmniej rozpoznawać. - Rzuciła mu zwój, który położył na pobliskim stole i odpieczętował.
Takiego biegu zdarzeb nie spodziewał się nawet pan Uchiha. On także był pewien, że to będzie kilka ksiąg, lecz nie kilkadziesiąt, dokładnie dwadzieścia dziewięć. Kropla potu spłynęła mu po głowie i zrobił niewyraźną minę.
- To chore. Lubię czytać, ale nawet dla mnie to za dużo. - Skomentował Sasuke w myślach.
- Dobra zostaw to. Obserwuj. A ty przygotuj się na nieprzyjemne uczucie. Niestety, lecz tylko twórca może ją zdjąć. Dlatego zabezpieczymy ciebie przed negatywnymi skutkami działania.
- Można prościej? - Wtrącił się blondyn.
- Nałożę kolejną. Potrwa to kilka minut. Lepiej go trzymaj. Może zemdleć. - Uchiha spodziewał się tego, że słowo ,,nieprzyjemne" może oznaczać ból. Poczuł na za plecami kolegę, który chwycił go za ręce spinając swoje własne o jego kark.
- Miałeś mnie tylko trzymać bym nie upadł! - Odezwał się z pretensjami króczowłosy.
- Tak, lecz jest coś co musisz wiedzieć i matka jak zwykle zapomniała powiedzieć. - W tym momencie Kushina dała mu mocno w czerep. - Możliwe, że zaczniesz wykonywać dziwaczne ruchy, które mogłyby zakłócić przebieg operacji. Wiesz taka reakcja mięśni na impulsy, a tego byśmy nie chcieli.
Gdy wszystko było już gotowe, Kushina zaczęła wykonywać bardzo szybkie ruchy rękoma. Naruto nie był w stanie nadążyć ich śledzić. Od tego zrobiło mu się niedobrze i postanowił zaprzestać obserwacji. Po kilkunastu sekundach dosłownie przywaliła w kark Sasuke czerwonawą czakrą umieszczoną na dłoni, który jak mogło się wydawać stracił przytomność. Wokół przeklętej pieczęci pojawił się napis oznajmiający o udanym przebiegu.
- Koniec. To powinno wystarczyć. - Najwyraźniej była zadowolona efektem.
- Co to za pieczęć?
- Hmm. W sumie to nie znalazłam dla niej nazwy. - Głęboko się zamyśliła i kilka minut później otworzyła oczy. - O mam. Będzie to Pieczęć Pieczęci.
Młodego Namikaze zwaliła ta nazwa z nóg. Do tej pory sądził, że to ojciec wymyślał najbardziej pogięte nazwy, ale mama była dość blisko, by go prześcignąć. - Dobrali się idealnie.- Skwitował w myślach.
- Wracam do domu. Za dwa dni się widzimy. Pa. - Pomachała ręką na odchodne i wyszła z pomieszczenia.
Stojąc tak jeszcze w osłupieniu, zdał sobie sprawę z tego, że teraz to Uchiha musi pójść na obserwacje do doktorka. Zrezygnowany zarzucił go na plecy, jak worek kartofli z całkowitym brakiem ochoty na tachania tego cielska. W porównaniu do Sakury był znacznie cięższy, a schody czekały z otwartymi ramionami na złamanie przez któregoś z nich karku. Po kilku nieudanych myślach pozostawienia Uchihy lub co gorsze zrzucenia go, dotarł na miejsce. Nie mając co robić usiadł na krześle i zamierzał czekać do puki któreś z tej dwójki się nie obudzi.
Tak minęły pozostałe dwa dni drugiego etapu egzaminu. Blondyn wyszedł z pomieszczenia tylko kilka razy, by załatwić potrzeby fizjologiczne. Teraz siedział on na tym samym krześle z głową ku podłodze i śnił. W pomieszczeniu stał Kakashi, który dyskutował z Sasuke. Nie musiał on starać się obudzić swego ucznia. Sam tego dokonał znowu ze słowem ,,nie" na ustach i krzykiem oraz wyciągniętą kataną. Oczywiście przestraszył tym samym wszystkie pielęgniarki, które zajmowały się swoimi sprawami. Po otrząśnięciu się z fikcji ku jawie, schował wydobytą broń. Wstał i wyprostował obolałe plecy kierując się powoli w stronę senseia.
- Ile jeszcze Sakura ma być w tej śpiączce?
- Z dwa trzy dni z tego co mówił lekarz. Mówiłem to już Sasuke, ale ty też musisz wiedzieć. Jak dobrze wiesz dzisiaj skończył się etap. Oprócz waszej drużyny, co najdziwniejsze, swoją misję wypełniły tylko dwie drużyny. Niestety wasza koleżanka została zdyskwalifikowana, a ty ledwo dałeś radę. - Spojrzał w kierunku króczowłosego. - Mam nadzieje że pamiętacie zasady? Więc Naruto nie kłóć się z Tsunade i tak nie jest w humorze. Podsumowując. Za równy miesiąc rozpoczną się finały, które obejrzy cała wioska oraz panowie feudalni. Na awans ma szanse każdy. To zależeć będzie od Kage. To na nas już czas. Naruto zaczekaj tu jeszcze, ktoś po ciebie przyjdzie.
- Dobra. - Uchiha razem Kakashim wyszli pozostawiając blondyna z własnymi myślami.
Żałował strasznie, że różowowłosa nie przeszła dalej, ale w duchu cieszył się, że nie będzie z nią walczył. Z chęcią by wtedy zrezygnował.
- Nie za dużo tego miłosierdzia?
- A co cie to? To przez ciebie zabijam jak jakiś sadysta. Trzeba z tym skończyć Kyuu.
- To ty masz nad tym zapanować, nie ja. Po za tym chyba nadszedł ten który ci w tym pomoże.
Do sali wszedł duży, białowłosy mężczyzna, przyglądający się z niemałym zaciekawieniem. Nigdy nie widział, jak jinhuuriki rozmawia ze swoim demonem tak jakby byli sobie bliscy. Nie chcąc by chłopak to zauważył od razu zaczął rozmowę.
- Naruto. Idziesz ze mną.
- Ohayo Jiraiya sensei. Dokąd mamy iść?
- Pierwszy raz zwrócił się do mnie z szacunkiem. - Uśmiechnął się pod nosem. - Za wioskę. Będzie potrzebne sporo przestrzeni, by cię czegoś nauczyć jedynie przez miesiąc. Twój trening będzie miał dwa etapy. Pierwszy to kontrola samego siebie.
Widział to co narobił podczas egzaminu i musiał zacząć działać. Nie wiedział czy nie wymknie się ta moc z pod kontroli blondyna. Wiedział że lepiej dmuchać na zimne.
- Wejdziesz w tryb demona, który zaprezentowałeś już kilka razy i postarasz się zapanować nad rządzą, która cię ogarnia. Jeśli to się uda, przejdziemy o krok dalej. Drugi etapem będzie technika którą powinieneś znać jako Namikaze i będziesz ją ćwiczył już w wiosce.
- Masz na myśli rassengan?
- Czyli Kushina ci o nim wspominała. Wytłumaczyła na czym on polega?
- Nic a nic.
- To zaczynamy od nowa. - Naruto spojrzał na Sakure przed wyjściem z pomieszczenia. -Spokojnie będziesz miał siłę, to się z nią spotkasz.
Było już popołudnie, a słońce dzieliło się swoimi promieniami aż za bardzo. Znaleźli się na polanie w lesie oddalonym od wioski z kilka kilometrów. Jiraiya ostrzegł strażników, że będzie tu się dużo działo i nie musieli się zbytnio przejmować.
- Wejdź w ten tryb jeszcze raz, lecz zwiększ ilość czakry i spróbuj to stłamsić w zarodku.
Znowu pojawiła się ta sama zbroja, lecz białowłosy zauważył pewną różnicę. Na ochraniaczu, tuż obok głowy lisa pojawił się tak jakby drugi ogon, a tuż po nim trzeci jarzący się bardziej. W tej chwili blondyn stracił nad sobą panowanie i zaczął szaleć skupiając swój gniew na pustelniku. Ten będąc przygotowany na tą ewentualność wyciągnął z kieszeni karteczkę z umieszczoną pieczęcią. Zadziałała bez zarzutu, a czakra natychmiast wycofała się.
- Hmm. Interesujące. Wstań i spróbuj jeszcze raz.
- Łatwo powiedzieć.
- Nie marudź. Musisz to opanować. No dalej.
Spróbował jeszcze raz i z tym samym skutkiem.
- Czyli na razie to twoja granica. Trenuj, a będzie ona coraz dalsza, aż dojdziesz do końca. Teraz pokaże ci coś innego. Przypatrz się.
Wysunął otwartą dłoń ku blondynowi, spodem do góry. Po chwili z czakry uformowała się kula, która wirowała z niesłychaną szybkością.
- Oto rassengan. Co widzisz?
- Czakra się obraca? Może coś w rodzaju rotacji czy coś.
- Dobrze. Właśnie na tym polega ta technika. Łap. Będziesz się uczył dzięki tym balonikom. Zniszcz go przez rotacje, a przejdziesz do kolejnego kroku.
Chciał spróbować czy to takie trudne i postanowił zrobić to co sensei. Wyciągnął dłoń i zaczął koncentrować i uwalniać czakrę z prawej ręki. Jiraiya o mało nie zadławił się swoim sake, gdy zobaczył efekt. Balonik pękł za pierwszym razem.
- Jupi! Możemy już przejść dalej! - Wykrzyczał z radości, podskakując.
- Przyznam, że tym mnie zaskoczyłeś. Nawet mi nie udało się tego wykonać za pierwszym razem. To teraz to. - Tym razem rzucił mu gumową piłkę. Blondyn spróbował, lecz ledwo można było zauważyć efekty. - Wiedziałem, że tu polegniesz. Będziesz miał zajęcie na wieczór. Na dzisiaj już koniec.
Przez kilka następnych dni od rana do późnego wieczora trenował pod okiem Jiraiyi, który zastanawiał się co ogranicza blondyna przed zapanowaniem nad, jak nazwał to pustelnik, trzecim lisim ogonem. Na dodatek ręce bolały go od próby rozerwania piłeczki. Doprowadziło to do tego, że matka musiała go karmić, a ręce obwinęła mu bandażami. Gorzej było, gdy jej zabrakło. Trzymanie kluczy od drzwi było nie do wykonania, a co dopiero ich zamknięcie. Jednak nie zważając na ból próbował dalej. Gdy wreszcie udało mu się zniszczyć ją, trafił na dwa dni do szpitala. Stracił czucie w rękach, a jego organizm był wyczerpany z ciągłego używania dwóch różnych czakr przez okrągłe dni. Tsunade wyręczyła Kushinę w próbie przemówienia do rozsądku Erosenninowi, który bronił się tym, że on do niczego nie zmusza młodego Namikaze i kończą trening kiedy on tego chce lub nie jest wstanie działać dalej. Oczywiście Piąta w to nie uwierzyła, nawet wtedy, gdy Naruto to potwierdził. Jiraiya o mało włos nie znalazł się w szpitalnym łóżku obok swego ucznia za komentarz ,,Na starość stałaś się jeszcze bardziej uparta". Przez te dwa dni siedział sam, ewentualnie przyszła do niego Sakura, która wybudziła się i czuła jakiś obowiązek do pomocy. Przede wszystkim stawała się uczennicą Tsunade, więc opieka nad chorymi była dobrą praktyką. Wyczekiwał jej przyjścia godzinami, by dostać coś dobrego do jedzenia, większość jej własnej roboty, bo potraw szpitalnych nie cierpiał. Wolałby kroplówkę niż kolejną porcje kleiku.
Tuż po wyjściu, dowiedział się, że Erosennin dokończył swoją książkę. Udało mu się ją zdobyć, kłamstwem że to mama prosiła go o jej kupno. Wrócił z powrotem do treningu. Balonik z powietrzem był jeszcze gorszy. Jednak przełom nastąpił w trybie czakry lisa. Przezwyciężył czwarty ogon. Po tym wydarzeniu pustelnik powiedział, że dalej nie zamierza z nim brnąć, gdyż potrzebuje on więcej czasu i sił. Jak wcześniej wspominał, chciał coś zmienić w tym trybie. Otóż chodziło o wygląd. Blondyn natychmiast zwracał uwagę przez swoją zbroje. Te dwa tygodnie mieli poświęcić na to, by ją usunąć, lecz nie dezaktywować trybu. W niecały tydzień z okazałej, ukształtowanej czakry pozostała zmieniona opaska, katana i oczy, które nadal wywoływały dreszcze u białowłosego. Resztę dni ćwiczyli w normalny sposób, poprzez walkę wręcz która musiała być zsynchronizowana z kunaiami teleportującymi oraz rassengana. To ostanie zaczęło wychodzić całkiem dobrze. W ostatni dzień, Naruto był w stanie rozwalić nim skałę.
- Zobacz ile przez miesiąc udało ci się osiągnąć.
- Jestem padnięty sensei. Idę się położyć.
- Racja. Trening w niczym by nie pomógł, jak byś nie mógł ustać ze zmęczenia. Idź się wyspać. Jutro ważny dzień. Czekają na ciebie w sumie trzy walki. Będą one dość wymagające. Drużyna z Konohy o rok od ciebie starsza oraz z Wioski Piasku. Dowiedziałem się czegoś zaskakującego. Jeden z nich także jest jinhuuriki. Nie możesz go lekceważyć. Posługuje się piaskiem jako swoją obronę oraz atak. Jeden zły ruch i się nie wydostaniesz.
- Dam radę. Przecież jestem synem Hokage. - Uśmiechnął się lekko spoglądając w stronę zachodzącego słońca.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz