- Piąta rano! Ten dzieciak ma parę żeby o tej godzinie ćwiczyć. Sam jak bym nie był ciekaw na jakim poziomie się aktualnie znajduje, to za cholerę nie wstał bym z łóżka. - Myślał tak Jiraiya czekając na rozpoczęcie treningu.Słońce dopiero leniwie, zaczęło wschodzić nad widnokręgiem, lecz nadal było ono zasłonięte przez liczne drzewa okalające pole treningowe. Wiał lekki, chłodny wiatr, który niósł świergot, rozpoczynających dzień, ptaków.
- Naruto! I gdzie ten twój sensei? Już minęło piętnaście minut. - Zniecierpliwienie i zmęczenie wywołane sennością dały Jiraiyi o sobie znać.
- Przybędzie. Trzeba trochę poczekać. Mówiłem ci żeby się także spóźnić, bo Kakashi sensei nie przychodzi na czas, ale ty się uparłeś.
- To obudź mnie, gdy się zjawi. Ja muszę się zdrzemnąć. - Już biało-włosy miał się położyć na pobliskiej ławce, gdy usłyszał huk. Walkę rozpoczął Kakashi, który zaatakował z zaskoczenia. Młody Namikaze nie mógł tego uniknąć, musiał przyjąć nieoczekiwany cios. Po tym jak kurz opadł z małego krateru wyczołgał się Naruto. Obok niego, oddalony o jakieś dziesięć metrów, stał johnin.
- Kolejna lekcja, którą musisz zapamiętać. Zawsze bądź przygotowany na wszystko, czyli czujność przede wszystkim.
- To się szykuje widowisko. Nie myślałem, że będzie to aż tak na poważnie... - Dalej już nie mógł myśleć. Był całkowicie skupiony na wpatrywaniu się w poczynania młodego ninjy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- Co to był za hałas? - Obudził się Shikamaru.
- Jak chcesz możesz to sprawdzić, albo raczej musisz. Zdaje się, że ktoś trenuje na polu treningowym. Mógł byś wziąć przykład z tej osoby. - Odezwał się wchodząc do pokoju syna, Shikaku.
- Hai, hai. - Ale to kłopotliwe.- Po codziennej toalecie wyszedł za namową ojca sprawdzić kto tam jest. Tak idąc w stronę niedaleko położonego pola treningowego spotkał także Sakure, która też była zaniepokojona tymi hałasami. Po dziesięciu minutach dość szybkiego marszu obydwoje znaleźli się w lesie i przy polu.
- Lepiej idźmy powoli i cicho. Może jednak to jakiś atak wroga na jednego z naszych. - Jak to przystało na Shikamaru, obmyślił już jakiś plan. - Jak by co to pobiegniesz po wsparcie, a ja zostanę i poobserwuje dalsze wypadki.
- Hai. - Po krótkiej odpowiedzi schowali się w krzaku na skraju lasu, by mieć lepszą widoczność na zaistniałą sytuacje. To co zobaczyli doprowadziło ich do szoku jak i niedowierzania. Na ich twarzach było widać zakłopotanie i wielki podziw. Na polu treningowym odgrywał się pojedynek między Naruto, a kimś zupełnie im obcym. Na samym początku myśleli, że blondyn został zaatakowany. Dopiero po dłuższej chwili dostrzegli opaskę i kamizelkę z symbolami Konohy.
- Więc jednak mój ojciec miał racje. Ktoś tu ewidentnie ćwiczy swoje umiejętności bojowe. - Różowo-włosa nic nie odpowiedziała, cały czas znajdowała się w wielkim zdumieniu.
- Jeśli nadal z takim zapałem będziesz mnie atakować. Nigdy nie uda ci się mnie zadrasnąć! No pokaż, że jesteś wart tego nazwiska! - Wręcz wykrzyczał to Kakashi. Tym samym motywując blondyna do wysiłku.
- Niby jak mam cię zranić!? Kuso. Ledwo udaje mi się do niego podejść, a co dopiero trafić! - W myślach targała nim złość.
- Może ci pomóc młody? - Nagle zabrał głos Kyuubi.
- Niby jak?
- Dam ci trochę mojej czakry do wykorzystania. Powinieneś go spokojnie trafić i przewidzieć jego ruchy. - Propozycja była jak znalazł. Młody Namikaze zgodził się na to. Poczuł jak wracają mu siły, rany goją się, a czakra aż wypływała z jego ciała. Czuł się potężny.
- Co jest. Przecież to..., to nie możliwe. Czyżby umiał korzystać z tej mocy? Ale jak? Kiedy? - W tej chwili te same pytania zadawał sobie Kakashi jak i Jiraiya oglądający walkę z pewnej odległości.
- O tak! Oto chodziło! Teraz, mi się, uda! - Głos przypominał warczenie. Ale jednak można było usłyszeć podekscytowanie. Pomogło to uspokoić się dwóm ninją, dając im to wiedzę o tym, że młody chłopak nie został opętany przez lisiego demona. Jego rysy twarzy stały się bardziej wyraziste, a oczy zmieniły kolor na krwisto-czerwony z wydłużonymi, jak u dzikiego zwierzęcia, źrenice. Włosy nie były już dłużej lekko oklapnięte, lecz szpiczaste.
W tym momencie blondyn znalazł się tuż za Kakashim, lecz został zablokowany.
- Szybki jest. - Pomyślał szaro-włosy. Odparowywał wszystkie ciosy, ale już nie z taką łatwością. Ruchy blondyna nie były już takie przewidywalne jak wcześniej. Mniej chaotyczne, precyzyjniejsze ataki sypały się jak grad w burze. Przez kolejne dwie godziny atmosfera walki uspokoiła się. Obydwie strony wyczerpane po walce patrzyły na siebie. Johnin jednak wyglądał o wiele lepiej niż młody Namikaze, który ledwo stał na obolałych nogach.
- Dobrze się dzisiaj spisałeś. Trochę mnie zaskoczyłeś z ,,tą mocą". Sam możesz także zauważyć jak wiele czasu musisz poświęcić na własny trening, bo bez niego daleko nie zajdziesz. W nagrodę zabiorę cie do Ichiraku Ramen, chyba nie mylę się co do ulubionej twojej potrawy?
- Wielce mnie zaskoczyłeś Naruto. Twoja forma, styl walki jak i umiejętności są na wysokim poziomie. Spokojnie zdasz akademię. Jak wczoraj wspominałeś mi o chęci walki kataną, to nie byłem pozytywnie nastawiony do tego pomysłu. Teraz zmieniam zdanie, pomogę namówić do tego Kakashiego, specjalnie dla ciebie i mam pewien plan jak to zrobić.
- Konichila, poproszę dwie porcje ramen.
- Jedna z dodatkowym makaronem. - Kakashi popatrzył na niego zdziwiony. - No co, jestem strasznie głodny. Itadakimasu!
- Nawzajem. - Zaskoczył mnie tym Kyuubi. Ale przecież jest mieszkańcem mojej duszy, więc powinienem się przyzwyczaić.
- Nareszcie was znalazłem. Zniknęliście szybciej niż zdążyłem podejść. - Po czym usiadł przy blondynie. - Poproszę kieliszek sake.
- Jiraiya-sama. Kiedy się zjawiłeś?
- Czyli nawet ty nie zauważyłeś. Przebyłem zeszłej nocy, by wrócić do wioski na trochę dłużej.
- Już się robi. - Odpowiedział kucharz.
- Dobrze to może teraz przejdę do rzeczy. - I upił z kieliszka łyk trunku. - Naruto mówił, że nie zamierzasz nauczać go walki kataną.
- I nie z mienie zdania. Nawet ty nie przekonasz mnie do tego.
- Nie ja tylko to. - Wyciągnął z czerwonej kieszeni swego ubrania, średniej wielkości książkę. Na okładce widniał tytuł ,, Icha icha paradise". Na ten widok Kakashi zrobił wielkie oko. - Na pewno nie zmienisz zdania? - Jiraja był pewny siebie.
- Ooooooołłł.
- Tak ten egzemplarz nie trafił jeszcze na półki sklepowe, a ty możesz zdobyć go za darmo i to miesiąc wcześniej z własnoręcznym podpisem autora.
- Zgoda. - Kakashi nie wahając się ani chwili wziął książkę i zniknął w chmurze białego dymu.
- Co!? Ja...Jak to!? Cooooo!? Jedna książka i wszystko załatwione!? - Naruto nie mógł uwierzyć temu co przed chwilą zobaczył.
- Nie dziw się, miałem pewność, że czyta to arcydzieło. Widać to po nim jak na dłoni.
- To jeśli to takie arcydzieło to czemu jej nie czytałem?
- Bo jesteś za młody. Zdobywanie informacji do niej to istna przyjemność i wielki trud. Ile ja razy siedziałem na dachu i musiałem przyglądać się tym dziewczynom, by mieć wene. Ups za dużo powiedziałem.
- Hmmmmmm. Czyli jesteś zboczeńcem!
- Nic z tych rzeczy! Jestem Jiraiya jeden z trójki legendarnych Sanninów. Niektórzy nazywają mnie Żabim Pustelnikiem.
- Bardziej pasuje przydomek Erosennin!
- Nie pozwalasz sobie na zbyt wiele!?!? Mógł byś mieć trochę więcej szacunku do starszych!! Poza tym załatwiłem to co chciałeś.
- Dobra, dobra. Zobacz! Pierwsze płatki śniegu.
- Co się dziwisz. Mamy, akurat dzisiaj, pierwszy dzień zimy. To naturalne, że pada śnieg. - Przez następne godziny siedzieli i rozmawiali przy miskach ramen. Po wszystkich młody Namikaze poszedł do domu jako pierwszy zostawiając Jiraiye w barze.
- Dziękuje za posiłek. - Zostawił na stole pewną ilość pieniędzy, by pokryć koszt obiadu i sake.
- Niech pan poczeka, zapłacił pan za mało! Jeszcze za te obok.
- Może zapomniał. Zapłacę za nie... - W tej chwili oczy utknęły w dwunastu pustych, ubrudzonych miskach. Było słychać jakieś tam zdania, ale jedno słowo rozniosło się na całą wioskę ,,Ile!?!?!?".
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przez następne dwa tygodnie trening opierał się o podstawy walki mieczem. Jak go trzymać, uderzać z jaką siłą, szybkością i kątem. Były to dość nużące zajęcia, bo przeważnie teoretyczne, a w Kakashim odezwała się dusza nauczyciela, który rozgadywał się dość szybko. Przez co blondyn najzwyczajniej w świecie zamarzał na świeżym, ale dość lodowatym powietrzu. Odczucie chłodu wzmagał silny wiatr oraz opady śniegu. Przez te dwa tygodnie dosłownie zasypało wioskę. Wszędzie było po minimum metr białego puchu. Dla wszystkich mieszkańców przysparzał on wiele problemów. Nawet zwykłe pójście po produkty na obiad było nie lada wysiłkiem. Shinobi nie mieli lepiej. Także musieli poruszać się po drogach, bo po dachach nie można było. Śnieg który tam zalegał przy najmniejszym dotknięciu mógł spaść i wysłać kogoś do szpitala lub umilić życie dwoma tonami zasp przed drzwiami. Ninja którzy posłużyli się elementem ognia czekała kolejna niespodzianka. Po roztopieniu śniegu robił się lód na którym nawet przy pomocy czakry ledwo udawało się utrzymać.
Przed pewnym domem już od ośmiu godzin, Naruto odśnieżał wejście.
- A żeby tego gościa co wskoczył na nasz dach szlak trafił! Tyle czasu tu siedzę, a nawet połowy nie zdołałem oczyścić. Moje klony zniknęły po trzech godzinach z wycieńczenia. Nie mam już sił. Padam z nóg. - Po czym położył się na odśnieżonej części dróżki prowadzącej do domu, gdy ktoś stanął nad nim.
- Wstawaj szybko. Przecież prosiłam cię, że ma być to zrobione przed moim powrotem, ale nie musisz się tym zamartwiać przez najbliższe dwa miesiące. Wyruszasz ze mną w podróż. Cieszysz się?
- Jupi! Kiedy!? Dokąd!?
- Jeszcze dzisiaj wieczorem wyruszamy do moich rodzinnych stron. Do Uzushiogakure no sato. Jest to tajna misja. Tylko nie które osoby o tym wiedzą.
- A ktoś jeszcze z nami idzie?
- Nie. Tylko my sami. Nikt inny nie może tam wejść oprócz klanu Uzumaki. Dobra dość opowiadania. Idź do domu i pakuj się. Zabierz tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Za dwie godziny spotkamy się przy bramie. Ja muszę jeszcze coś załatwić. - Naruto pozostał sam po tym jak Kushina zniknęła w chmurze dymu.
- Jak ja mam tam dojść w taką śnieżyce!? - W tym momencie wstał z podłoża i biegiem popędził w stronę domu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Był już wieczór. Niebo cały czas przesłonięte białymi chmurami, z których obficie padał, już przez niektórych znienawidzony, śnieg. Przy bramie widniały niewyraźne sylwetki kilku osób. Podchodząc na odległość około dwudziestu metrów można było dostrzec, że to sam Sandaime Hokage, dwóch mężczyzn Hagane Kotetsu i Kamizuki Izumo oraz kobietę o czerwonych włosach i chłopca o żółtych.
- Kushino na pewno nie chcesz do tej misji nikogo innego? - Odezwał się Hokage.
- Wie pan, że w takim razie ta trzecia osoba będzie musiała zaczekać przy granicy wioski. W taką pogodę to samobójstwo. Po za tym większa grupa zwracałaby na siebie zbytnią uwagę.
- Jak zwykle masz racje Kushino. Pamiętaj macie miesiąc na jej wypełnienie, a jest to misja rangi B lub nawet A. Mam nadzieje, że obędzie się bez komplikacji. I ostatnie pytanie. Jesteś pewna, że Naruto może iść? Wiem, że ma on najlepsze wyniki, ale nadal nie został geninem. Nie posiada on żadnego doświadczenia.
- Jestem tego pewna. Chce by zobaczył skąd pochodzi klan. Może znajdziemy coś ciekawego też przeznaczonego dla niego. W sumie to co tam jest należy do niego. Przynajmniej takie było prawo Uzushio.
- Niech będzie. Powodzenia.
Po kilkunastu sekundach dwie postacie zniknęły w zamieci. Kierowały się na północny-wschód.
- Naruto. Proszę daj słowo, że spełnisz moje wszystkie polecenia. Nawet gdy by to oznaczało ucieczkę lub walkę wykonaj je. Rozumiesz?
- Hai. Nie zawiodę.
- To dobrze. Będziemy przemieszczali się nocą. Do pomniejszych wiosek wejdziemy tylko dwa razy, by uzupełnić zapasy. Cała misja, jak już usłyszałeś, trwać będzie maksymalnie miesiąc. Minie tydzień na samą podróż do celu, przez tą pogodę. Jeśli zauważysz coś podejrzanego informuj mnie natychmiast. Każdy nasz błąd to możliwość ataku przeciwnika. Staraj się nie hałasować, rozmawiać możemy, ale okrzyki niech pozostaną wewnątrz nas.
Zamieć smagała wiatrem i śniegiem ze wzmożoną siłą. Słychać było trzaski pękającego drewna.
- Nawet drzewa nie wytrzymują. Jednak zrobimy przymusowy postój. Zgadzasz się Naruro?
- Ttttaaakkkkk. - Odwróciła się w stronę blondyna. Bardziej przypominał bałwana niż człowieka. Z jego nosa wychodziły zamarznięte gile. Szczęka drgała jak pod wpływem młota pneumatycznego, a sam był pokryty grubą warstwą białej substancji. Nie czekając dłużej, widząc że jej syn nie dary rady dalej samodzielnie iść, wzięła go pod pachę i zaniosła w stronę, wcześniej już upatrzonej, jaskini. Gdy tylko się w niej znaleźli, rozpaliła małe ognisko, by trochę się ogrzać oraz przygotować posiłek.
- Czy na pewno był to dobry pomysł zabierać go ze mną? - Popatrzyła w jego stronę. Siedział pod ścianą, niedaleko rozpalonego ognia z zamkniętymi oczami. Wyglądało jak by zasnął.
- To był bardzo dobry pomysł! - Usłyszała głos, ale tak jak by w jej głowie. Na początku była zszokowana i zaskoczona, bo poznała czyj to był głos.
- Naruto coś ty zrobił!? Jak ty rozmawiasz ze mną przez myśli!? Umieją to jedynie wyćwiczeni członkowie klanu Yamanaka!
- Yyyyymmmm. Jak to powiedzieć, to zasługa... - Nie zdążył dokończyć, bo do rozmowy przyłączył się trzeci głos.
- Moja. Tak Kushino, to ja mu dałem taką możliwość.
- Kyuubi. Znowu zamierzasz mieszać innym w głowach swoimi ciepłymi słówkami, jak to było w moim przypadku! Nie dam się nabrać na twoje podrzędne sztuczki!
- Tym razem nie musisz się przejmować. Nic mu nie grozi, ale tylko z mojej strony.
- Co masz na myśli ,,tylko z mojej strony"?
- W tej chwili grupka dwudziestu shinobi przechodzi obok waszej kryjówki. Lepiej zgaś ognisko.
- Przez chwile zastanawiała się nad tym co powiedział lis, lecz szybko zgasiła palenisko. Po czym usłyszała w tej całej zamieci stłumione głosy ludzi. Nie rozpoznała żadnego z nich, nie mogli być to przyjaźnie nastawieni ludzie. Spojrzała na Naruto. Chłopak miał już w dłoni kunaia, przygotowanego do ewentualnej walki, ale tak naprawdę miał nadzieję, że do niej nie dojdzie. Przez następne kilkanaście minut nasłuchiwali czy aby na pewno nieproszeni goście odeszli od ich kryjówki. W tej chwili zabrała głos Kushina.
- Posłuchaj uważnie. Od teraz nie będzie to spacerek, lecz prawdziwy sprint. Musimy oddalić się na dogodną odległość. Nie wiem czy oni właśnie nas szukają, ale nie można tego wykluczyć. Więc spakuj wszystko i ruszamy jak najszybciej.
Skakali po drzewach przez kolejne siedem godzin bez żadnej przerwy, czy wytchnienia. Spowodowane to było myślą o możliwym pościgu. Na ich szczęście zamieć minęła kilka godzin wcześniej co bardzo ułatwiło podróż i nie trzeba było poruszać się prawie po omacku, lecz nadal panował półmrok spowodowany licznymi chmurami.
- Daleko jeszcze do jakiejś wioski? - Zapytał się blondyn już lekko zmęczony. - Biegniemy już tak porządne kilka godzin bez wytchnienia. Wiem że jest możliwy pościg, ale Kyuu nie wyczuwa nikogo na odległość dziesięciu kilometrów, więc może przynajmniej krótki postój?
- Może i masz racje, ale zatrzymamy się jedynie na dziesięć minut.
- Nareszcie! Myślałem że padnę! - W czasie wypowiadania tych słów Naruto upadł na miękki śnieg i oparł się plecami o duży pień drzewa. Nie było zbyć ciepło, słońce z trudem przedzierało się przez gęste chmury. Przez chwile blondyn rozglądał się po okolicy, gdy coś przykuło jego uwagę. Wstał na równe nogi, zapominając przez chwile o swoim zmęczeniu.
- Co się stało!? - Zapytała Kushina.
- Tam coś jest. - Obydwoje patrzyli się we wskazane przez blondyna miejsce. Na pierwszy rzut oka nic nie było widać, lecz jak się dobrze przyjrzeć, widniał tam zarys.
- Czy to lis?
- Chyba tak, ale coś zbyt duży. Nigdy nie widziałam żadnego o takich rozmiarach. - Naruto spojrzał na matkę pytająco. Po czym usłyszał głos ze swojego wnętrza.
- Jak zwykle. Wszyscy zapominają o biednym Kyuubim. Tak jak by nie istniał. Był powietrzem, czymś zwyczajnym. Tak to jest bardzo normalne. Lis o dziewięciu ogonach, najstraszliwszy ze wszystkich demonów, który zmiecie średniej wielkości wioskę macnięciem łapy, jest czymś codziennym! - Tego młody Namikaze nie mógł się spodziewać. Usłyszał i to nie tylko on, jak Kyuubi zrzędzi pod nosem. Bardzo dokładnie można było wyczuć w jego głosie złość, oburzenie, ale co najdziwniejsze lekki smutek.
- Ups. Zapomniałam o jednym wyjątku.
- Ale jaki wielki ten lis. Ma pewnie już swoje lata. Jak by się nie poruszył nigdy bym go nie dostrzegł, ma aż tak śnieżnobiałe futro.
Lis przyglądał się wzajemnością na dwie, stojące nieopodal, postacie. Po czym w mgnieniu oka zniknął.
- Co jest!? Gdzie on się podział!? Tak jak by rozpłynął się w powietrzu!
- Jest to dziwne, ale nie zawracaj sobie tym głowy. Musimy już ruszać i tak długo tu siedzimy.
Przez kolejne dwa dni podróżowali ze zwiększonymi obrotami nie zapominając o tamtych ludziach. Dotarłszy do portu kraju ognia, wynajęli łódź, którą mieli dostać się do Uzushigakure.
Słońce dopiero wschodziło na nieboskłon. Pierwsze, ciepłe promienie zaczęły oplatać wyspę, oświetlając przy tym okolice. Nawet tutaj klimat nie zmienił się. Ląd porastała zaskakująco duża ilość drzew, takich samych jak na kontynencie, lecz o wiele większych i szerszych.
- Nareszcie! Mam dosyć wiosłowania! - Naruto wymamrotał to pod nosem leżąc i całując piasek na plaży.
- Nie marudź. Wiosłowałeś jedynie całą noc. To nic w porównaniu do wysiłku, który niedługo się zacznie. - Reakcja Namikaze nie wymagała podejmowania zbytniego myślenia, co on sam o tym sądził. Schował głowę w piasek jak struś, cały czas leżąc plackiem. Widząc to Kushina nie wytrzymała.
- Wstawaj! Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że nie podoba ci się ta misja, która ma na celu odzyskanie zwojów z najlepszymi technikami pieczętującymi oraz medycznymi!? Nie powiesz mi także, że kraj twojego powodzenia nie jest piękny!? Racja!?
- Co? - Odpowiedział lakonicznie w dodatku w stylu Kakashiego.
- Jazda i idź pierwszy! - Powiedziawszy to złapała chłopaka za ubranie i z niebywałą siłą rzuciła go w stronę lasu. Przeleciał tak około pięćdziesięciu metrów, a Kushinie najwidoczniej pomogło się uspokoić i wyładować napięcie.
- Może opowiem historie Uzushio i tak mamy jeszcze spory kawałek do przejścia. Tak więc. Uzushiogakure było pierwszą założoną przez shinobi wioską w Kraju Ognia. Jej nazwa pochodzi od otaczających ją wirów wodnych oraz rzeki która rozpoczyna się gdzieś w pobliżu środka wyspy. Wyjaśnię to w ten sposób. Będziemy przez nią przechodzić aż trzy razy, a skręca ona tylko w jedną stronę. Była to naturalna zapora obronna wioski, gdyby wróg przedarł się na wyspę. Teraz wracając do samej wioski. Nazywano ją niekiedy Wioską Długowieczności przez nienaturalny długi żywot jej mieszkańców. Rekord to sto czterdzieści lat. Jej przywódcą był mój pradziadek, którego imienia niestety nie pamiętam. Posiadał on także tytuł głowy klanu, który charakteryzował się czerwonymi włosami. To on zawarł sojusz z Konohą, dzięki dążeniu Pierwszego Hokage do zaprowadzenia pokoju. Pomogło w tym zawarcie małżeństwa między moją ciotką, Mito Uzumaki, a Hashiramą Senju. Jak dobrze wiesz była pierwszym Jinchuriki Kyuubi'ego. Ja też zostałam sprowadzona do Liścia z tego powodu. Wioska kwitła i rozwijała się aż do Trzeciej Wielkiej Wojny Shinobi. Wtedy została zniszczona przez inny kraj obawiający się naszych technik pieczętujących. Były bowiem najlepsze na świecie. Dosłownie wszystko zapieczętować mogli moi przodkowie. To właśnie jedną z ich technik Kyuubi jest zamknięty w tobie. Tak więc nasza misja polega na znalezieniu zwojów ze wszelakimi technikami. Mogliśmy pójść jedynie my, bo dookoła wioski jest bariera pieczętująca wszystkich ludzi, którzy nie należą do tego klanu. Nie da się jej zdjąć. Wzniósł ją ostatni przywódca tuż przed swoją śmiercią, by wróg nie wydostał się z wnętrza wioski. Samą technikę powiązał ze swoim ciałem, a je zapieczętował i ukrył jego doradca. Dzięki czemu już na zawsze ona pozostanie na swoim miejscu. To chyba cała historia Uzushio, którą pamiętam. O patrz już jesteśmy na miejscu.
****************
Story by Mess
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz