Młody blondyn powoli otworzył powieki. Zobaczył, że leżał na łóżku, przykryty kąłdrą w jakimś jasnym, pomalowanym na biało pomieszczeniu. Całe wnętrze wyglądało jak szpitalny pokój z jednym wejściem i kilkoma oknami. Obok niego stała szafka, najprawdopodobniej z jego rzeczami.
- Gdzie ja jestem? - Ledwo coś wypowiedział, bowiem nie pił od dwóch dni. Jedynie kroplówka, podawana dożylnie, dostarczała mu potrzebnych płynów. Chciał wstać, lecz ból mu w tym przeszkodził. Miał zabandażowaną prawie całą górną część ciała, jedynie twarz nie była nimi przykryta. Czuł, że nie może poruszyć kompletnie jedną nogą, przez co wystraszył się, że ją stracił. Po chwili uspokoił się, widząc jedynie biały gips. Jeszcze raz spróbował podnieś się z łóżka, ale tym razem z sukcesem. Usiadł na jego brzegu, oddychając ciężko jak po biegu maratońskim, właśnie teraz zdał sobie sprawę z bólu w klatce piersiowej. Nadal nie wiedział, gdzie się znajduje i dlaczego znalazł się w takim stanie. Próbując ustać na jednej nodze chciał wyjść z pomieszczenia, lecz od razu upadł robiąc przy tym hałas. Po kilku sekundach weszła do pomieszczenia blond włosa kobieta, wyglądała jak trzydziestolatka.
- Co ty robisz!? Nie wolno ci jeszcze chodzić! - Podbiegła do niego i posadziła go z powrotem na szpitalne łóżko.
- Gdzie ja jestem i jak się tu znalazłem? - Blondyna spodziewała się tego pytania, wiedziała, że doznał dużo obrażeń wewnętrznych, w tym mózgu.
- Naruto, znalazłeś się tu po odbyciu miesięcznej misji razem z twoją matką. Zostaliście zaatakowani i obydwoje straciliście przytomność. Przynieśli cię tu shinobi z liścia, a sam znajdujesz się w Konosze. Wystarczy?
- To gdzie jest mama? Co z nią?
- Wprowadziliśmy ją w śpiączkę farmakologiczną. Odniosła znaczne obrażenia jelit, krótko mówiąc, zostały przecięte w paru miejscach. Muszą się zregenerować, potrwa to dwa tygodnie. Jeśli czujesz się na siłach, mogę cię wypisać ze szpitala, lecz musisz posługiwać się tym, przez pewien okres czasu. - Podała mu kule, która miała pomóc w chodzeniu.
- Arigato. Nadal nie wiem jak pani się nazywa.
- Jestem Tsunade. - Posłała mu lekki uśmiech. - Poczekaj tu. Przyśle kogoś, kto pomoże ci dojść do domu. - Po czym wyszła, zostawiając chłopaka samego. Przez kilka minut siedział sam, nie wiedząc nawet co myśleć. Jednak z letargu, ponownie wyciągnął go dźwięk otwieranych drzwi. Stanął w nich Kakashi.
- Jak się czujesz Naruto? Widziałem cię ostatnio w nie najlepszym stanie.
- Jakoś. - Naruto był przygnębiony, przypomniał sobie, co wydarzyło się na misji.
- Co taki smutny? Żyjecie i to się liczy. Misja jest wypełniona. Piąta Hokage jest bardzo zadowolona z dokumentów i książek, które przynieśliście.
- Jak to? Piąta Hokage? - Zapadła chwila milczenia.
- Nie będę cię okłamywał. Trzeci umarł z powodu zawału. Znaleźliśmy go w biurze, siedzącego na krześle z ręką na piersi. - Blondynem zaczęły szargać uczucia. Była to osoba z niewielkiego grona, która go szanowała i nie odwróciła się od niego nigdy.
- Przynajmniej nie widział nas w tym stanie. Wiem o tym doskonale, że chciał on wysłać z nami niewielką eskortę, ale odmówiliśmy.
- Wiem, mówił o tym nie raz. Dobra, dość gadania na smutne tematy. Ubieraj się, mam dla ciebie, także dobre wieści. - Wyciągnął małe zawiniątko, które podarował blondynowi, po rozpakowaniu nie mógł uwierzyć oczom. - Od dzisiaj jesteś geninem Wioski Ukrytej w Liściach.
- Jupi! To nie muszę zdawać egzaminów? - Po chwili ekscytacji zapytał się Kakashi'ego.
- Nie. Zdałem raport twoich wyników i nie było żadnych sprzeciwów. Czekam na zewnątrz, musimy gdzieś pójść. - Po czym wyszedł.
Po dobrych dziesięciu minutach Naruto został wypisany ze szpitala. Szli w stronę pola treningowego numer siedem.
- Zostałeś przypisany do mojej drużyny. - Przerwał milczenie Kakashi.
- Naprawdę? To świetnie. Kto jest jeszcze w naszej drużynie?
- Zaraz się przekonasz. - Odpowiedział wymijającą.
Dotarli na pole. Przy nim płynęła rzeka, a obok niej powbijane były trzy słupy. Namikaze przypomniał sobie o tym jak Ero-sennin mówił o nich. Wypaplał o tym jak został przywiązany do nich, za nie wykonanie zadania. Nagle usłyszeli głos.
- Spóźniłeś się Kakashi sensei! - Głos ten należał do różowo włosej, świeżo upieczonej kunoichi.
- Czarny kot przebiegł mi drogę i... - spojrzał na minę różowowłosej - dobra oto powód. - Po czym odsunął się krok w bok, by pokazać blondyna.
- O mój boże. Co mu się stało!? - Przeraziła się Sakura.
- Niestety nie mogę o tym powiedzieć, tajemnica. - Przez ten czas podszedł do nich także Sasuke.
- Takie życie. Może kiedyś zaspokoję waszą ciekawość. - Powiedział blondyn sunąc w stronę ławki. Spacer ten wycieńczył jego organizm, przez co musiał usiąść.
- Widzę że nie odczepicie się od nas, do puki wam nie powiemy. - Nie wiedział co ma powiedzieć. Znał tylko początek i koniec jego podróży. - Ale najpierw przedstawicie się dokładnie, wtedy nie zdążyliśmy, bo zostałem wysłany na misję.
- A o czym mamy szczególnie powiedzieć?
- Na przykład jak się nazywacie. Co lubicie, a czego nie. Jakie macie marzenie i takie tam. Ty pierwsza.
- Jestem Sakura Haruno, uwielbiam modę oraz Sss... - Nie mogła z siebie tego wykrztusić.
- Oczywiście. Teraz ty. - Spojrzał na chłopaka w czarnych włosach. Ostatniego z klanu Uchiha.
- Nazywam się Sasuke Uchiha. Nie ma rzeczy które lubię, ani takich których nienawidzę. To co chce osiągnąć to nie marzenie, raczej cel. Zabić pewną osobę i odbudować mój klan. - Trochę zdziwiła się Sakura tą wypowiedzią, lecz nie Kakashi i Naruto. Oni doskonale wiedzieli o czym mówi.
- Ok. To teraz ty. Wskazał na blondyna.
- Nazywam się Naruto Namikaze. Lubię ramen oraz samo życie ninja. Sensei wie czego nienawidzę i nie będę o tym wspominał. Moim marzeniem jest zostanie Hokage, lecz przed tym mam pewien cel. W przeciwieństwie do Sasuke, chcę odnaleźć pewną osobę i sprowadzić ją z powrotem do naszej wioski. - Wypowiedź blondyna tym razem zdziwiła wszystkich. Nawet Kakashi nie wiedział o kogo może chodzić.
- To wszystko? W porządku, teraz czas na sprawdzian.
- Jaki?? - Cała trójka naraz wydała pytanie.
- Spokojnie. Jeśli wasza dwójka postara się, to będzie łatwy.
- Jak to dwójka? - Spytał blondyn podchodząc o kuli, powoli w ich stronę.
- No chyba nie dasz rady jeśli masz nogę w gipsie i uszkodzone żebra? Nie wydaje ci się? Jeśli jesteś taki uparty, to zdasz inny. Wiem nawet jaki. Wracając do was. Waszym dzisiejszym zadaniem jest zabrać mi ten oto dzwoneczek. Macie czas do południa, czyli cztery godziny. Od razu powiem, że macie atakować, tak jak byście chcieli mnie zabić, albo nie uda wam się go zdobyć. W tedy wracacie do akademii i zostaniecie przywiązani do słupa. Będziecie patrzeć jak jem.
- Już wiem czemu zakazał jeść śniadania. - Popłakała się w myślach kunoichi.
- A kiedy Naruto zda ten test!? - Spytała się zirytowana Sakura.
- Naruto w sumie zdał go kilka dni wcześniej. - Namikaze spojrzał na niego z niedowierzaniem. - Tak wiem co tam się stało. Aoba przejrzał wspomnienia trupów. Już wtedy to udowodniłeś. Później wyjawię o co mi chodziło. A teraz wy zaczynacie, a ja powiem mu co ma zrobić.
Kompani z drużyny zniknęli w zaroślach pozostawiając ich samych. Kakashi pociągnął go w stronę stronę drzewa.
- Weź jedną. Dowiemy się jaką masz naturę czakry. - Podając blondynowi kartkę papieru.
- W sumie to sam jestem ciekaw tego. - Namikaze skupił swoją czakrę w dłoni i przesłał ją do papieru. Po zaledwie sekundzie, johnin zrobił wielkie oko i otworzył usta.
- Tego się nie spodziewałem. Posiadasz dwie natury. Zdaję mi się, że odziedziczyłeś je po Kushinie i Minato. - Kakashi zaczął się zastanawiać i powtarzać słowa. - Woda i wiatr. Woda i wiatr.
- Sensei!? - Przerwał po kilku minutach zawieszoną płytę szaro włosego, tym sam wyciągając go z zamyślenia.
- Co? Jak? A ok. Przepraszam. Trochę się zamyśliłem. Twoim zadaniem będzie przecięcie i zarazem namoczenie liścia samą czakrą. Ćwiczenie wydaję się proste, lecz może trwać nawet kilka miesięcy. Zatem im wcześniej tym lepiej. To do dzieła Naruto.
Młody Namikaze starał się jak mógł, lecz nie miał sił. Dwójka jego kompanów nie ukończyła zadania, a południe już dawno minęło.
- Skończ już te próby, widać że nie dasz rady. - Wykrzyczała zła Sakura.
- Zaczekaj. Spójrz dobrze. - Odezwał się wreszcie Sasuke.
- Widzicie udało mi się. - Kakashi wiedział, że to za wcześnie na taki sukces. Po tych słowach zaczął opadać na ziemię, lecz w porę, zdążył go złapać sensei. Zauważył on coś dziwnego na złapanym liściu chłopaka. Był on lekko rozcięty, namoknięty i zamarznięty. - Czyżby on posiadał kekei genkai!? To jest nie możliwe! Z tego co mi wiadomo nikt w jego rodzinie nie posiadał takiej umiejętności.
Położył go tuż przy słupie, po czym pochlapał wodą. Zadziałało, a chłopak otworzył oczy.
- Niestety. Wasza dwójka nie zdała.
- Ale czemu!? Przecież nie mieliśmy szans zabrać dzwoneczka! - Oburzyła się dziewczyna.
- Test nie polegał na tym, abyście zabrali mi dzwonki. Chodziło wyłącznie o współprace! - Odpowiedział Kakashi. - Dam wam jeszcze jedną szanse, ale tylko jedną. Naruto masz pilnować jedzenia przed nimi oraz by się nie rozwiązali do mojego powrotu, albo cała wasza trójka nigdy nie zostanie ninja! - Po tych słowach zniknął w chmurze białego dymu.
- No to możemy żegnać się, bo nie damy rady temu podołać o pustych żołądkach. - Wymamrotała Sakura. Po chwili poczuła, że lina, którą była przymocowana do słupa opadła.
- Co ty robisz Naruto!? Chcesz byśmy byli zwykłymi cywilami!?
- Nie stanie się tak. Uwierz mi na słowo. Znam go zbyt dobrze. Jest to także test dla mnie. - Przy tych słowach rozwiązał Sasuke.
- O czym ty mówisz? Przecież twoim zadaniem jest pilnowanie nas.
- Masz racje, lecz nie mogę dopuścić by ktoś bliski, cierpiał przy mnie, a teraz proszę brać się za jedzenie. Jeśli się mylę, to biorę wszystkie konsekwencje na siebie. - Posłuchali go, rozpoczęli porcje leżące obok.
- A ty nie jesteś głodny? - Spytał się Sauke. - Ty też potrzebujesz sił.
- Nie mogę przez kilka dni przyjmować normalnego jedzenia. Dam sobie radę. - Posłał im serdeczny uśmiech, gdy nagle zrobiło się ciemno, a przed nimi pojawił się Kakashi.
- Nie wykonaliście mojego polecenia! - Strach ujawnił się na twarzach całej trójki. - Zdaliście!
- Co proszę!?!? - Wykrzyczała Sakura.
- Tak mi się zdawało. - Powiedział dumny z siebie Naruto.
- Skąd on wiedział, co Kakashi planuje? - Zaczął zastanawiać się Czarnowłosy.
- Tak. Dobrze słyszałaś. Cała wasza trójka zdała. - Po czym podszedł do stojącego nie opodal pomnika. - W świecie ninja, ci którzy nie przestrzegają zasad to śmiecie. Ale Ci, którzy nie dbają o swoich przyjaciół, są gorsi od śmieci.
Nastało milczenie, które zostało przerwane złą pogodą. Zaczął padać śnieg oraz wiać porywisty wiatr. Cała trójka pozostawiła blondyna samego. Kakashi zniknął w chmurze białego dymu. Sasuke, a za nim Sakura poszli w stronę wioski.
- Znowu sam. - Stwierdził smutno Namikaze, kierując się z trudnością w stronę domu. Po dwóch godzinach żmudnego marszu znalazł się u siebie. Chciał powiedzieć, że wrócił, lecz przypomniał sobie, że Kushina jest w ciężkim stanie. Po krótkiej chwili postanowił wrócić do szpitala, tylko sobie ze znanym powodem. Wziął ze starego ubrania jakieś zwóje i wyszedł z domu. Kolejna podróż trwała czterdzieści minut. Przy wejściu spotkał blondynę rozmawiającą chyba z jej asystentką.
- Naruto, a co ty robisz!? Miałeś być w domu. Potrzebujesz wypoczynku, a nie szwendania się po wiosce i to jeszcze w taką pogodę.
- Szukałem Piątej. Nie otrzymała pani kilku przydatnych rzeczy. - Wyciągnął z pod kurtki kilka zapieczętowanych zwojów i przekazał jej do rąk własnych.
- Co w nich jest?
- Z tego co wiem to najsilniejsze techniki pieczętujące oraz medyczne jakie były w tamtej bibliotece. Przynajmniej tak mama mówiła. Ja się na nich w ogóle nie znam. Znajdują się w nich też przeróżne książki, lecz nie wiem jakie.
- Dziękuję. Bardzo się przydadzą. Możesz już pójść z powrotem do domu.
- A mogę zostać i tak się nikt o mnie w nim nie martwi na obecną chwilę. - Widać było po dwójce kobiet, że to co powiedział im młody Namikaze, wielce je wzruszyło. Doskonale zdawały sobie sprawę z tego, że nie ma on przyjaciół ani żadnej rodziny oprócz Kushiny. Kakashi był jedynie sensei'em, lecz zawsze jakieś sentymenty do niego miał. Pozostawał jeszcze Jiraiya, ale on wybył na misje.
- Możesz zostać, ale tylko na tą noc. Resztę już musisz nocować u siebie. Pewnie chcesz też zobaczyć matkę, prawda? Choć. Zaprowadzę cię.
Blondyn usiadł przy jej łóżku i zastygł w bezruchu. Blondyna nie chciała mu przeszkadzać i wróciła do Shizune.
- Niezwykłe dziecko. - Odezwała się pierwsza, kruczowłosa.
- Masz racje. Tak podobny do ojca. Mam nadzieje, że to się nigdy nie zmieni. - Uśmiechnęła się w duchu Piąta. - Nie zapominaj, że jest to także jinhuuriki Lisa o dziewięciu ogonach. Wystarczy spojrzeć i się można tego domyśleć.
- Niby na co?
- Na policzki. Naprawdę Shizune nie zauważyłaś? Myślałam, że tylko ja pije. - Zaśmiała się blondynka. - Ma lisie wąsiki. Dowiedziałam się także bardzo niepokojących wiadomości z nim związanych. Aoba czytał w myślach już nieżyjącego shinobi. Nie uwierzysz kto ukatrupił wszystkich osiemnastu ludzi na poziomie chuninów i johninów. Był to Naruto, lecz nie sam. Jak to nazwał Kakashi, powłoka lisiego demona pokryła jego ciało. Przypominał miniaturkę lisa z czterema ogonami. To właśnie ta czakra spowodowała takie obrażenia na skórze chłopaka. Samych wspomnień od niego nie mógł wyciągnąć. Blokował go Kyuubi, tak jakby chronił prawdę i wydarzenia związane z nim samym.
- To co zamierzasz zrobić z Naruto? Zatrzymasz go w wiosce?
- Myślałam o tym, lecz nie uda mi się to. Jest zbyt energiczny, chociaż to teraz dobrze ukrywa. Po drugie patrzyłam na jego wyniki. Najlepszy ze swojego rocznika. W dodatku zaliczył swoją pierwszą misje rangi S i to przed zostaniem geninem. Cóż liczmy na to, że wyrośnie na wspaniałego ninja.
Noc minęła spokojnie. Z tego co podejrzała Tsunade, Naruto nie zmrużył oka, cały czas czuwając przy matce, lecz nie zauważyła pewnego półgodzinnego momentu w którym młody Namikaze zamknął oczy. O tyle nie ze zmęczenia, lecz co rozmowy z mieszkańcem swojego ciała.
- Dlaczego mi pomogłeś? Przecież miałeś nie mieszać się w moje życie. - Zapytał blondyn przepełniony ciekawością na zadane przez siebie pytanie.
- Bo miałem taki kaprys. - Odwarknął Kyuubi.
- Przestań kłamać. Wiem doskonale, że to nie przez kaprys, więc przez co!?
- Odwalisz się ode mnie!? Miałem i już! - Na potwierdzenie ryknął tak aż blondynem zachwiało.
- Odpowiadając na twoje pytanie. Nie, nie odwalę się! Masz mi odpowiedzieć! - Widać było wielką irytację na twarzy. - Kyuubi! - Lis się nie odezwał, nie wiadomo z jakiej przyczyny. Jedyne co zrobił to odwrócił się od chłopaka i zastygł w takiej pozycji. Gdy blondyn otworzył już oczy, zauważył nadchodzący ranek. Słońce powoli wchodziło na nieboskłon, oświetlając wszystkie uliczki i budząc mieszkańców wioski. Naruto ostatni raz spojrzał na pogrążoną w śpiączce Kushine, by po chwili wyjść ze szpitala.
Dni spędzał w domu, wychodząc jedynie do Ichiraku Ramen oraz odwiedzać matkę, jak i na obowiązkową kontrolę. Czasami jedynie wpadał do niego Kakashi, by mógł dalej trenować z liściem. Jedynie dzięki ćwizeniom, blondyn nie popadł w obłąkanie. Godzinami ćwiczył co mógł podczas, gdy jego drużyna wypełniała misje. Na stole kuchennym były wszelakie zwoje i książki na temat technik, ale najważniejsza z nich była w jego pokoju. Haraishin no jutsu. Pracował nad nią przynajmniej kilka godzin dziennie, by wykorzystywać o wiele mniej czakry, żeby uniknąć takich sytuacji jak u państwa Yamanaka. Raz z przepracowania nad nią stracił przytomność na dwa dni, budząc się w szpitalu. Później okazało się, że przyniósł go Jiraiya, który akurat wrócił z misji.
W biurze Hokage odbywała się dyskusja, a raczej zwykła rozmowa pomiędzy trzema osobami.
- Z tego co mi powiedziałeś Kakashi, Naruto uzyskał możliwość korzystania z mocy demona, lecz traci wtedy świadomość i kontrolę nad sobą. Jednak jedno mnie zastanawia. Dlaczego Kyuubi po zabiciu tylu ninja, najzwyczajniej w świecie wycofał swoją czakrę, nie krzywdząc Kushiny jak i samego Naruto. - Wypowiedział się Jiraiya.
- Też mnie to zastanawia. Próbowaliśmy w czasie powrotu przejrzeć nie raz jego pamięć, lecz nie mogliśmy się przebić. Nawet do jego normalnych wspomnień. Tak jakby demon bronił dostępu do nich. - Wyraził swoje zdanie Szaro włosy johnin.
- Czyli coś musiało się zdarzyć między nimi. Dowiemy się więcej od Kushiny, jak tylko się obudzi. Ile tak dokładniej będzie w śpiączce?
- Jutro ją wybudzamy. Jej stan utrzymuje się w normie. Mam nadzieje, że taki już zostanie. - Wyjaśniła Tsunade. - A co do chłopaka. Kakashi coś ty mu zrobił, że Jiraiya przyniósł go do szpitala dwa dni temu? Przecież wiesz doskonale o tym, że nie może się przemęczać.
- Ja z nim jedynie trenowałem kontrolę nad naturą czakry. To przez swój trening nad techniką Drugiego jak i Czwartego doprowadził go znowu na łóżko szpitalne, ale wracając do natury czakry. Dwa tygodnie temu dałem mu to zadanie. Nie dosyć, że lekko zmoczył jak i przeciął liść, to do tego przymroził go. - Dwójka sanninów nie mogła uwierzyć słowom szarowłosego.
- Chcesz mi powiedzieć, że ten chłopak ma kekkei genkai!? Przecież to nie możliwe. Nikt z jego rodziny nie posiadał żadnego. - Odparł biało włosy.
- Ale jednak ktoś nawet z dalszej, mógł je posiadać. Jest to możliwe pod względem genetyki, by odziedziczyć coś co posiadali prapradziadkowie. - Odezwała się Tsunade. - Jednak jest to niezmiernie zaskakujące. Jeśli rozwinie umiejętności pod tym względem, będzie z nielicznych, którzy posługują się u nas kekkei genkai.
- Kakashi. Nie obraź się, ale przejmę pałeczkę nad treningiem Naruto.
- Oczywiście, nie zaprzeczę twojej decyzji i tak nie wiem jak nauczyć go jutsu związanego z wiatrem. Wodą lekko znam, lecz połączenie to dla mnie czarna magia.
- Zgadzasz się z tą decyzją Tsunade?
- Chyba nie mam wyjścia. Mam jeden warunek. Bierzesz za niego odpowiedzialność.
- Zgoda. Mam dla niego także jeden podarunek.
- Co takiego?
- Technikę którą powinien znać, jako syn Youndaime Hokage.
- Co masz na myśli? Miał wiele technik. - Spytała blondynka.
- Oczywiście, że będzie to rasengan. Na ten czas jestem jedyną osobą, która zna tą technikę. Jeśli zginę to nikt inny go tego nie nauczy. Minato stworzył ją po trzech latach. Ja postaram się, by nasz blondyn nauczył się jej w trzy tygodnie. Jednak dopiero po moim powrocie. Muszę dokończyć robotę którą mi zlecił Sandaime.
- Jaką!? Co ci takiego zlecił, że musisz znowu odejść?
- Słyszeliście o organizacji o nazwie Akatsuki? - Obydwoje pokręcili przecząco głową. - Otóż zrzesza ona najniebezpieczniejszych ninja, którzy opuścili lub zostali wyrzuceni z wiosek. Nie wiem jaki mają cel, dopiero to ustalę. Może też powiem jak nazywa się osoba należąca do tej organizacji. - Kakashi jak i Tsunade wpatrywali się w niego, by odczytać kogo miał na myśli, lecz nie skutecznie.
- Chyba jednak nie wiecie. Cóż, to nie kto inny jak Uchiha Itachi. Kakashi musisz być ostrożny. Masz w swojej drużynie jego brata. Jedynego który ocalał. Odsuń od niego zemstę. Bo go to zgubi i skończy tak jak... Nieważne kto. Ja muszę już wyruszać. To do zobaczenia Tsunade. - Po czym wyszedł przez okno, wpuszczając zimne powietrze do środka. Kakashi także wyszedł tuż za nim, pozostawiając blondynkę w zamyśleniu.
- Uchiha Itachi. Kiedyś numer jeden. Teraz przestępca, który wymordował swój cały klan oprócz jednego. Jedynego, który to przetrwał. Jego młodszy brat. Sandaime posunął się w dobrym dla wioski kierunku. Wiedział, że shasingan może dać szanse kontrolowania demona, gdyby Naruto nie podołał temu. Dlatego razem ich umieścił, lecz wygląda na to, że się mylił. Sasuke jeszcze go nie przebudził, a Kyuubi zaczął szaleć. Do kontrolowania go potrzebny jest w pełni przekształcony kekkei genkai klanu Uchiha. - Z zamyślenia wyrwało ją pukanie do drzwi.
- Wejść! O to ty Naruto. Co ty robisz o tej porze?
- Czekałem w szpitalu trzy pełne godziny, a czcigodna się nie zjawiła. Pomyślałem, że zapomniała pani o zdjęciu mojego gipsu z nogi, którego mam już dość. - Wypowiedział to z emocjami, które w nim siedziały. Przede wszystkim irytacja i zdenerwowanie. Myślał, że tylko Kakashi ma ten nawyk.
- Przepraszam. Miałam zbyt dużo ważnych spraw. Już go usuwam. - Wyciągnęła dłoń trzymając palce sztywno, kumulując w nich czakre, po czym przecięła wzdłuż nogi gips. - Gotowe. Możesz wracać do domu.
- Dzięki. Nareszcie mogę się normalnie poruszać. Myślałem, że oszaleje. Ni się podrapać, ani dalej przejść. Najgorsza tortura jaka może dla mnie być. - Po wszystkim odszedł, a raczej pobiegł w stronę domu. Kolejne dwa tygodnie spędzał na nudnawych misjach rangi D, które należały do niżej przeciętnych zadań, przypisywanych jedynie geninom.
****************
Story by Mess
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz