Byli w odległości dziesięciu metrów od siebie, gdy blondyn chciał już zacząć rozmowę, dwójka shinobi Chmury natarła z katanami na grupę Namikaze. Nie zdążyli pokazać swoich umiejętności. Shikamaru związał kunoichi swoim Kagemane no jutsu, Naruto błyskawicznie znalazł się za plecami chłopaka i przystawił kunai do szyi, a Shino dzięki swoim owadom powstrzymał trzecią uczestniczkę zamieszania, która chciała wkroczyć i pomóc swoim przyjaciołom.
- Coście za jedni? - Spytał się Omoi.
- Chciałem zadać to samo pytanie, gdy przerwaliście mi swoim idiotycznym atakiem. Powiedźcie. Ninja z waszego kraju zawsze są tacy agresywni na czyimś terytorium, czy to zwykły wyjątek? - Głos blondyna przybrał poważny ton.
- Dobrze, spokojnie. Zaszła jakaś pomyłka. - Odezwała się blondynka o imieniu Samui.
- Nareszcie ktoś bardziej rozsądny i oczywiście, że twoim towarzyszom coś się pomyliło. Następnym razem możecie nie mieć tyle szczęścia, więc lepiej uważajcie.
- Sunimasen. Jesteśmy trochę poddenerwowani. Kilka godzin temu napadnięto nas i dlatego wyszło jak wyszło.
- Wakarimashita. W takim razie nie będę obijał w bawełnę. Mamy za zadanie was eskortować do samej Konohy, by właśnie nikt was nie napadł na naszym terytorium, a co gorsze posądził o szpiegostwo. Także nie przybyliście ze swoim senseiem, który by was reprezentował. Reszty dowiecie się na miejscu. A jeszcze jedno. Witamy w Kraju Ognia. - Uśmiechnął się i schował broń tym samym puszczając Omoia, po którym widać było, że najadł się strachu.
- Co za szybkość. Nie zdążyłem nawet zareagować. - pomyślał Omoi.
- Ale zanim wyruszymy, musimy rozbić obóz. Jesteśmy trochę zmęczeni graniem w shogi.
- Dobrze się składa, bo my także chcieliśmy gdzieś w okolicy zatrzymać się.
Ognisko paliło się dość małym płomieniem, by nie zwracać zbytniej uwagi. Dwójka przyjaciół Namikaze poszła spać, a ich obowiązki przejął on sam. Trójka ninja z chmury także nie poszła do namiotu, lecz towarzyszyła blondynowi. Nagle wydobył się dziwny dźwięk, tak jakby dzikie zwierzę warczało.
- Przepraszam. To moja wina, zgłodniałem przez te gorące źródła. - Zaśmiał się, drapiąc ręką w tył głowy. Po czym wyciągnął zwój, przygryzł palec i posłał kroplę krwi tuż na niego. Pojawiła się wielka taca z wszelakim jedzeniem. Oczywiście będąc dobrze wychowanym podzielił się nim.
- Czyli zamierzacie wziąć udział w egzaminie i będziecie jedyną drużyną reprezentują wasz kraj?
- Hai. Chcemy dojść do starć finałowych i oczywiście je wygrać.
- Hehe. To macie konkurencje. My też bierzemy udział, chociaż nie razem. Jesteśmy z trzech różnych drużyn.
- Co!? Ty też bierzesz w nim udział? Myślałam, że jesteś już przynajmniej chuuninem! - Wykrzyczała Karui.
- Chciałbym, lecz muszę przejść przez ten nudny test i w końcu wyruszyć w świat. - Położył się na trawie wpatrując się w migocące na niebie gwiazdy.
Następne dni przebiegały tak samo. Skakanie po drzewach i rozmowy na rozluźnienie atmosfery. Jednak w ostatni dzień drogi, coś zaniepokoiło blondyna, który natychmiast przystanął. Gdy tylko Shikamaru próbował zapytać o co chodzi, od razu mu zabronił gestem.
- Na zachód od nas coś się dzieje. Słyszę odgłos metalu. Wsłuchajcie się.
- Nic nie słyszę.
- Ani my.
- Stójcie. Jestem pewny, że to słyszę. Idę się rozejrzeć.
Po niecałym kilometrze, rozglądania się, w końcu dostrzegł tego czego szukał. W odległości pięćdziesięciu metrów, na drodze stały trzy powozy, a tuż przy nim ludzie. Kobiety, dzieci i dwóch pozostałych przy życiu mężczyzn, którzy bronili swego dobytku przed jedenastoma bandziorami. Naruto nie mógł się tak długo powstrzymywać i wkroczył do akcji.
- Zostawcie ich w spokoju, albo nie dożyjecie następnego ranka.
- I co nam zrobi mały gnojek taki jak ty. Hahahha - Wszyscy wybuchli złowieszczym, ochrypłym śmiechem.
- Wasz wybór. - Lecz zanim zaatakował, zwrócił się jeszcze do osób, które właśnie ratował. - Lepiej zasłońcie oczy, trochę krwi ubędzie.
Grupa Namikaze wraz z shinobi z Kiri, przybiegli w ślad za nim po pięciu minutach oczekiwania. Nawet nie musieli wyciągać broni, bo było po sprawie. Cała grupa zbirów robiła teraz jako nawóz dla tutejszej natury. Widok był makabryczny, dla kupców jak i dla geninów. Wszędzie było pełno krwi, a niektóre ciała pozbawione zostały kończyn przez idealnie cięcia kataną. Sam blondyn nie wyglądał za ciekawie. Jego biały strój przybrał barwę czerwoną, a z miecza nadal kapała krew.
- Kyuubi co się dzieje? Czemu ogarnęła mnie taka żądza krwi!?
- Przez czakrę, która z ciebie wycieka szukając ujścia. Powoduje zmiany w twoim zachowaniu i jak zapewne zauważyłeś kilkukrotnie polepsza zmysły. Jak sądzę zaraz zapytasz mnie, czy da się nad tym zapanować. To odpowiedź brzmi tak, lecz nie będzie to proces należący do tych przyjemnych.
- Rozumiem. Po powrocie do wioski opowiesz mi o tej metodzie, ale będę miał do ciebie parę pytań.
- Naruto! Co tu się stało? - Już któryś raz z rzędu pyta go Shikamaru.
- Nie widzisz? Zająłem się paroma zbirami, którzy napadli na tych niewinnych ludzi. - Odpowiedział udając, że tak na prawdę nic nadzwyczajnego się nie stało. - Wracamy i zdamy raport ze wszystkiego.
Podwoili tempo, by wreszcie dotrzeć do upragnionego domu. Przy wejściu panowało spore zamieszanie przez ogrom ludzi chcących dostać się do wioski. Cały ten ruch tamowała kontrola, czyli papierkowa robota, którą było zawalonych dwóch chuuninów, przebywających w budce. Jako część misji, trójka obcokrajowców mogła przejść spokojnie nie musząc czekać w kilkugodzinnej kolejce. Wioska przeżywała prawdziwe oblężenie. Wszędzie byli ludzie, którzy przybyli miesiąc przed finałami, by je zobaczyć i zarezerwować jak najlepsze miejsca. W takich warunkach kwitł interes. Sklepy otwierane wcześniej i zamykane później, które podwyższały ceny, by zarobić jeszcze więcej. Niektórzy przyjmowali zakłady o to, kto dostanie się do samych pojedynków finałowych, a nawet kto je wygra. Jednym słowem oszustwa.
Po krótkiej pogawędce z ninja Chmury, Hikage wyprosiła ich i została sama z Naruto i Kakashim, na przedyskutowaniem spraw.
- To wyjaśnij nam jakim cudem, tak się urządziłeś? Albo nie, to sporządzisz w raporcie, który mi przyniesiesz w zwoju. A teraz do rzeczy. Czy coś zwróciło twoje podejrzenia w tych trzech osobach. - Zapytała Tsunade, trochę roztrzepana w związku z przygotowaniami.
- Nic, kompletnie nic. Zachowywali się normalnie, no może na początku nas zaatakowali, ale było to przez pomyłkę i spowodowane ich nerwowością, którą już sobie wyjaśniliśmy.
- Rozumiem. W takim razie zostawiam cię z Kakashim. Możecie odejść.
Za drzwiami od razu rozgorzała ponownie rozmowa.
- Trzymaj. To formularz o przystąpienie do egzaminu. Przekaż także pozostałej dwójce naszej drużyny, bo ja ich nie mogłem znaleźć, a jestem strasznie zajęty. I jeszcze jedna ważna sprawa. Zmień ubranie zanim pokażesz się ludziom na ulicy. Widok krwi niektórych powala z nóg. Nara.
- W sumie ma racje. Wyglądam okropnie. - Uśmiechnął się pod nosem i teleportował się wprost do domu.
- Co ci się stało!? Wszystko w porządku!? Jesteś cały!? - Kushina wpadła w panikę.
- Mamo nic mi nie jest, nic mi nie jest. Wszystko w najlepszym porządku, lecz trochę się pobrudziłem. No może to krew, ale to dłuższa historia.
- W tak młodym wieku nie obawia się zabijać, nie widać nawet grymasu na twarzy, gdy poruszyli tą sprawę. Czyli jednak był świadomy przy pierwszym wycieku czakry na większą skalę i masakrze której dokonał. - Pomyślał Jiraiya wpatrując się w młodzika. - Interesujące.
- Co jest interesujące? - Wyrwał z zamyślenia mężczyznę.
- Nic. Mam dla ciebie za to super wiadomość.
- Jaką!?
- Gdy zakwalifikujesz się do finałów, przez miesiąc będziesz ze mną trenował. Co ty na to?
- Taaak! Nareszcie! - Potrzebował porządnej chwili, by się ogarnąć. - Przebiorę się i wychodzę! Dobrze mamo!?
- Gdzie chcesz znowu wyjść? Dopiero wróciłeś.
- Muszę dać to. - Wyciągnął dwie kartki wskazując na nie.
- Dobra. Leć. Tylko wróć na kolacje!
- Dobrze! - Odpowiedział już z pokoju.
Szedł w stronę pola treningowego drużyny siódmej. Spodziewał się właśnie tam spotkać swoich przyjaciół, którzy pewnie przygotowywali się do egzaminu. Jak zwykle intuicja go nie zawiodła, jednak zaskoczyło go coś. Sasuke pomagał koleżance ćwiczenie walki wręcz, która była ewidentnie jej słabą stroną.
- Ohayo mina. - Zaprzestali walki i spojrzeli w kierunku z którego dobiegł znajomy głos. Blondyn zaś nie był pewien co do ich reakcji, szczególnie w jaki sposób zachowa się dziewczyna o różowych oczach i czy nadal będzie go unikać.
- Przyniosłem wam zgłoszenia. Musicie je wypełnić i zanieść do akademii do wieczora. Jutro w południe zacznie się pierwsza część. Mam nadzieje, że wy również weźmiecie w nim udział. No to chyba nie będę wam przeszkadzać. Hej. - Te ostatnie słowa wypowiedział ciszej, zauważył że dziewczyna nadal się go boi. A jak postanowił nie chce jej krzywdy i postanowił zawrócić.
Gdy oddalił się na około stu metrów Sasuke zagadał do kunoichi.
- Pamiętaj co mówił nam Kakashi i ten jeden z sanninów. Nie masz potrzeby obawiać się Naruto, bo to on kontroluje tą moc, nie ona jego. Weź się w garść, albo nie przejdziemy przez test. - Po przemowie udał się w stronę własnego domu, tym samym zostawiając dziewczynę samą z sobą.
Stała tak pół godziny walcząc ze swoimi myślami dotyczącymi jej kolegi. Nadal bała się go, lecz coś sobie postanowiła. Przerwie to i spróbuje z nim porozmawiać, może wtedy da radę przebywać w jego towarzystwie bez żadnej obawy. Powolnym, lecz zdecydowanym krokiem poszła w ślad za nim.
W tym samym czasie młody Namikaze siedział w Ichiraku Ramen i konsumował swoją ulubioną potrawę. Ledwo co zaczął i zostawił ją wraz z odpowiednią kwotą na stole. Nie mógł nic przełknąć. Powolnym krokiem chodził tak po wiosce. Każdy kto próbował do niego zagadać, nie otrzymywał odpowiedzi ani nawet spojrzenia, tak jakby blondyn stracił kontakt z rzeczywistością. Chciał być sam z tego powodu poszedł do parku na jedną z rzadziej odwiedzanych ścieżek. Ptaki w tym miejscu przepięknie śpiewały swoje melodie, dając posłuchać jej przechodzącym ludziom. Co pomagało każdemu ukoić nerwy, przemyśleć sprawy czy po prostu się zrelaksować przy szeptach natury.
W to samo miejsce przyszły dobrze znane blondynowi osoby, lecz idące inną ścieżką. Śmiały się i gadały nie zważając, że ktoś je może usłyszeć. W skład grupki wchodziły dwie trochę okrojone drużyny Kurenai i Asumy. Chłopaki szli na czele o czymś dyskutując, a dziewczyny trochę dalej za nimi. Namikzaze nawet ich nie słyszał lub raczej nie chciał. Siedział on na ławce oparty rękoma o nogi, ze zwieszoną głową. Koledzy go nie zauważyli, ale Ino z Hinatą już tak. Na początku nie były pewne czy to na pewno on, ale widząc miecz zmieniły zdanie. Zawołały go, lecz brak reakcji zaniepokoił je do tego stopnia, że Ino postanowiła podejść do niego, a Hinata miała polecieć po chłopaków na na wszelki wypadek.
Zbliżała się powoli pomiędzy drzewami. Nie chciała go przestraszyć czy coś, chociaż pewnie to ona by raczej zeszła pierwsza na zawał niż on. Stojąc tuż przed nim zawołała go ponownie po imieniu, lecz nic to nie poskutkowało. Dopiero, gdy mocniej walnęła go w ramie, zadziałało i odwrócił głowę w jej stronę. Trochę ją przeraziła jego grobowa mina wskazująca na obojętność, która nim zawładnęła. Tak jakby cały świat przestał dla niego istnieć. Mogła wręcz pomyśleć, że zapadł na depresję.
- Naruto?
- Hmm? - Nareszcie nawiązała z nim jakikolwiek kontakt.
- Czemu nie reagowałeś jak cię wołałam?
- Bo chce być sam.
- Niby czemu?
- Nie twoja sprawa.
- Właśnie, że moja! - Zdenerwowała się na odpowiedź kolegi. - Jeśli nie porozmawiasz ze mną o tym, to nikt inny ci już nie pomoże!
Coś pękło w Naruto. Spojrzał w jej błękitne oczy, by po chwili opuścić znowu głowę i zacząć coś więcej mówić.
- Chodzi o drużynę, a szczególnie o jedną osobę. - Ino zdała sobie sprawę o kogo może chodzić, lecz pozwoliła mu mówić dalej.
- Tą osobą jest... - zrobił krótką pauzę - ... Sakura. A raczej jej uczucia. Boi się mnie i tego co mam w sobie. Tego co zabiło dziesiątki osób dwanaście lat temu. Tego co zobaczyła będąc na misji, a ja nie chcę, by cierpiała przez zemnie. Moja osoba budzi u niej strach. Widziałem to dzisiaj w jej zielonych oczach. Myślałem, że moja nieobecność przez te dwa tygodnie pozwoli jej się przełamać w stosunku do mnie i demona, lecz tym razem myliłem się wielce. - Samotna łza słynęła po jego policzku, co zauważyła jego przyjaciółka.
Nie spodziewała się takiego wyznania, które jednoznacznie wskazywało na to, że chłopak czuł coś więcej, niż tylko przyjaźń w stosunku do Haruno. Nie miała już żadnych wątpliwości co do tego faktu, że to coś to miłość. Była teraz świadkiem cierpienia chłopaka zakochanego po uszy w dziewczynie, która go unika. Przez dłuższą chwilę zastanawiała się co mu powiedzieć, jak go pocieszyć i najważniejsze doradzić mu.
- Widzę że chcesz mnie pocieszyć, ale nie wiesz jak. I tak dziękuje za to, że wysłuchałaś mnie. Tego mi było trzeba. Wyrzucić to wszystko i z kimś szczerze, otwarcie porozmawiać.
- Nie musisz dziękować, to mój obowiązek. A teraz głowa do góry. Pomogę ci. Nie wiem jeszcze jak, ale coś się wymyśli. - Poklepała go po ramieniu.
- Dzięki za chęci. - Widać było po nim wielką ulgę. Teraz wiedział, że jest ktoś kto mu zawsze pomoże.
W tym momencie przybyła reszta kompanii zaciekawieni tym co widzieli jeszcze będąc w sporej odległości.
- Co mu jest? - Spytał leń numer jeden w wiosce.
- Nie zrozumiesz takich spraw. - Odpowiedziała wymijająco Ino.
- W takim razie się nie wtrącam, ale chciałbym wiedzieć Naruto, czy idziesz na grilla do pewnego lokalu, tak gdzieś na wieczór.
- Czemu nie i tak nie mam nic do roboty, a przed jutrem trzeba się nieco rozluźnić. - Uśmiechnął się i wstał z ławki razem z blondynką, która ewidentnie poprawiła mu samopoczucie.
Każdy z nich wrócił do domu. Przy okazji Naruto dowiedział się, że wiadomość tą dostała także Sakura. Miał świadomość, że może to być odpowiednia chwila, by porozmawiać z nią. Ino powiedziała, że mu jakoś pomoże, więc trochę mniej się stresował. Jedynie jego matka nie rozumiała co robi jej syn. Oglądała jak zmienił się w istną kupkę nerwów, która przemieszczała się po domu. Natomiast Jiraiya zaczął domyślać się o co chodzi. Postanowił zagadać i potwierdzić swoje obserwacje.
- Hej. Naruto co tak łazisz? Wiem że masz zapewne mały problem w jakiejś sprawie, a ja mogę ci w niej pomóc.
- Skąd wiesz o co mi chodzi? - Przystanął i spojrzał się w kierunku chrzestnego.
- Mogę ci tylko powiedzieć to, że twój ojciec też tak chodził przed tym jak. - Zakasłał dając do zrozumienia, że muszą się przenieść z rozmową gdzieś indziej, gdyż koło pokoju chłopaka przeszła Kushina. Jak znaleźli się na zewnątrz, kontynuował dalej.
- Jak miał pierwszy raz porozmawiać z twoją matką. Hahahah. Nie zapomnę tego. Nigdy się tak nie denerwował.
- Naprawdę? - Nie chciał dowierzać własnym uszom.
- Yhym. Cierpiał tak samo jak ty. Niestety więcej ci nie powiem, bo Kushina się wkurzy oto że rozpowiadam jej przeszłość. Musisz radzić sobie sam. Pamiętaj, twój ojciec wierzył by w ciebie, tak jak ja teraz. No leć, bo się spóźnisz.
Idealnie o dwudziestej wszedł do lokalu, wcześniej po drodze oddając zgłoszenie. Kilka osób już siedziała przy dwóch połączonych ze sobą stołach. Choji, Shikamaru i Ino. Wszyscy lekko wystrojeni. Przywitał się z nimi i usiadł koło blondynki, która zajęła mu miejsce. Przedyskutowali parę spraw o tym, w jaki sposób Sakura zaprzestanie bania się jego osoby, przy czym grupa osób miała jej to umożliwić. Druga część polegała na tym, by on sam porozmawiał z nią.
- Nie dam rady. - Mówił szeptem Naruto.
- Oczywiście że dasz radę. Wiem to.
- A w ogóle czemu mi pomagasz? - Zapytał z zaciekawieniem.
- Bo jesteście moimi przyjaciółmi, a przyjaciołom się pomaga. To chyba oczywiste?
- Tak, tak. Lecz nadal mam wątpliwości i niby jak będę mógł z nią porozmawiać?
- Pomyśl przez chwilę. Przecież mieszka ona po drodze do twojego domu. To chyba proste, że ją odprowadzisz.
- Prędzej zakopie się pod ziemię ze stresu.
- Mężczyźni, zawsze z wami jest tyle problemów. - Udała załamaną. - Teraz już nie ma odwrotu. Zrobisz to i koniec.
- Dobrze, nie denerwuj się.
- Pamiętaj co ci mówiłam, bo idą już inni.
Zanim weszli zagadał do niego jeszcze Kyuubi.
- Hahahahaha. Ludzie są na prawdę zabawni.
- Bardzo śmieszne.
- Weź wyluzuj. Po prostu powiesz to co czujesz i zaczekasz na reakcję z jej strony.
- Tak myślisz?
- Tak sądzę. Przynajmniej spróbujesz i nie będziesz pluł sobie w twarz o to, że tego nie zrobiłeś, gdy nadarzyła się do tego okazja.
- Dzięki Kyuu.
- Kyuu? Nawet niezłe młody. - Specjalnie zaakcentował ostatnie słowo, po czym zerwał kontakt z blondynem.
Zjawiła się reszta zaproszonych osób, które po przywitaniu się, zajęły miejsca i pozamawiały jedzenie i jakieś napoje. Zabawa trwała w najlepsze, aż do momentu w którym Ino rozpoczęła temat Naruto. Tu wszyscy po kolei wypowiadali się na jego temat, kiedy nadeszła kolej na dziewczynę z różowymi włosami. Przez dłuższą chwilę nastało milczenie, które wszystkich niecierpliwiło. Nawet wielce wpatrzony w siebie pan Uchiha, lekko dygotał. Trzymała ich długo, lecz w końcu odważyła się coś powiedzieć.
- Naruto. Przepraszam. Wybacz, że traktowałam cię w ten sposób. Już wcześniej chciałam cie przeprosić, lecz zniknąłeś. Nie wiem co mną kierowało, może strach przed tym, co zrobiłeś na tamtej misji, a może świadomość tego, że jesteś jinhuuriki. Jeszcze raz cię przepraszam. - Po jej policzkach poleciały słone łzy, gdy chłopak chciał się już odezwać, Sakura uciekła z lokalu. Chciał pobiec za nią, lecz na jego nieszczęście wyrżnął na podłogę, co delikatnie go zamroczyło. Po otrząśnięciu się musiał usiąść?
- Na co czekasz? Idź za nią. - Powiedziała po cichu Ino.
- Tak, tak. Daj mi dojść do siebie. W biegu jej nie dogonię. Teleportuje się obok jej domu i pójdę w tę stronę. Może ją spotkam. Uff. Moja głowa. - Złapał się za głowę.
- To do zobaczenia wszystkim. Nie spóźnijcie się na jutrzejszy egzamin. - Wszyscy odkrzyknęli mu przy czym trochę się zdziwili, gdy po ich koledze nie pozostał żaden ślad.
Pojawił się przy domu dziewczyny, tam gdzie wcześniej zostawił kunai i jak zaplanował, wyszedł na przeciw dziewczynie. Dziesięć minut zajęło mu, by znaleźć ją. Siedziała na murku oddzielającym drogę od ogrodu.
- Sakura. - Zawołał, a ona odwróciła się i pokazała zapłakaną twarz. Odraz przysiadł się do niej i przetarł ręką jej policzki ze spływających po nich łez.
- Nie możesz się obwiniać. To nie twoja wina, że w ten sposób zareagowałaś, więc nie płacz i zapomnij o tym co wydarzyło wcześniej.
- Naruto. Ja tego nie chciałam, przepraszam.
- Wiem. A teraz zapomnij o tamtych wydarzeniach. Chce byś znowu się uśmiechnęła, bo gdy widzę twój uśmiech moje życie przybiera innych barw. Wiedz, że oddam życie za to byś była bezpieczna i szczęśliwa.
- Czemu tak mówisz? - Była całkowicie zszokowana słowami swego kolegi.
- Bo, bo cie kocham. - Jeszcze raz po jej policzkach spłynęły łzy, lecz tym razem nie były spowodowane smutkiem. Przytuliła się do niego, kładąc głowę na jego klatce piersiowej. Spełniło się jego marzenie, jedno z nielicznych, które posiadał. Odwzajemnił uścisk i począł dłonią głaskać jej długie, różowe włosy.
- Zawsze chciałem to zrobić. Zatopić rękę w jej bujnych włosach. Nie spodziewałem się że są tak przyjemne w dotyku. - Uśmiechnął się, bo wiedział, że w końcu się przełamał i powiedział jej całą prawdę o uczuciach, które w nim tkwiły od dłuższego czasu.
Przesiedzieli tak sam na sam jeszcze kilkanaście minut, po czym Namikaze odprowadził ją do domu. Przy pożegnaniu dostał on pocałunek w policzek, co dla niego było najszczęśliwszym dniem jego życia, bo otrzymał w ten sposób odpowiedź na pytanie, czy ona odwzajemnia jego uczucia. Po powrocie musiał się tłumaczyć, robiąc się zupełnie czerwony, przed matką.
- No wiesz. Ja chce ci pomóc, a ty nie chcesz mnie słuchać.
- Erosennin mi pomoże. - To zadziałało na nią jak czerwona płachta na byka. Od razu podlazła do Jiraiyi i zwaliła go z krzesła.
- Tylko dasz mu jakieś nieodpowiednie nawyki lub pokażesz nieprzyzwoite rzeczy, to posmakujesz mojej pięści! Zrozumiałeś!? - Ten stanął na baczność, lecz alkohol działał swoje i trochę się kiwał.
- Tak! Masz moje słowo. - Przełknął ślinę w obawie o życie, a miał czemu. Pamiętał dokładnie co zrobiła mu Tsunade, gdy próbował podglądać przy niej dziewczyny w gorących źródłach.
- Erosennin czemu tak się trzęsiesz?
- Opowiem ci pewną historię, której masz nigdy nie powtórzyć. Słuchaj. - Gadał tak dobrą godzinę, gdy nagle zrobił pauzę i dokończył.
- ,,Skończyłem z połamanymi sześcioma żebrami, obiema rękami oraz z poważnie uszkodzonymi kilkoma wewnętrznymi organami. To było wtedy gdy chciałem podejrzeć dziewczynę w kąpieli ale Tsunade wybiła mi ten pomysł z głowy".
Przez całą noc blondynowi śniło się to, że jednak spróbował tego i kończył za każdym razem tak, jak jego chrzestny.
****************
Story by Mess
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz