- Kolejna noc zerwana. Zaczynam się do tego przyzwyczajać. - Westchnął i wstał z łóżka, spoglądając na budzik. Wskazywał on godzinę szóstą trzydzieści, co jeszcze bardziej pogłębiło wiarę w to, że nigdy nie wyśpi się tak, jak by tego sam chciał. Nawet drzemki nie wychodziły, bo leżał tak po kilka godzin nic nie robiąc, by choć na chwilę zmrużyć oko. Gdy dochodził do kulminacyjnego momentu swojego zdołowania, przypomniał mu się wczorajszy wieczór. Na samą jego myśl, znowu na jego przemęczonej twarzy zagościł uśmiech.
Po krótkiej toalecie zaczął się ubierać, lecz tym razem założył coś bardziej wytrzymalszego. Rozpinana bluza z czarnego materiału, przyozdobiona w pomarańczowe wstawki na rękawach ze znakiem wiru na plecach oraz założony na głowę dość głęboki kaptur. Spodnie były w komplecie, nad którymi znajdował się specjalny mały pas na podręczne zwoje. Na nogi standardowe obuwie shinobi, które wręcz było nie do zniszczenia. Wszystko dopełniały rękawice z odsłoniętymi palcami i zamieszczonymi na nich blaszkami na zewnętrznej stronie dłoni, czarna opaska shinobi, katana zamieszczona na plecach i torba przyczepiona z lewej strony nogi, trochę bardziej z tyłu, by można było z niej wygodniej korzystać, chociaż blondyn był praworęczny. Tak przygotowany do drogi, powoli zaczął schodzić po schodach z jego pokoju do jadalni. Uśmiechnął się na widok Erosennina, który praktycznie leżał na stole. Nie chcąc nikogo zbudzić, przygotował sobie dość skromne śniadanie jakim była zaledwie jedna kanapka, ale pozostawił ich stos w lodówce dla pozostałych lokatorów, po czym wyszedł z domu. Taka przechadzka po wiosce stała się jego codziennością. Znał każdy zaułek, jak własną kieszeń. Wiedział także, gdzie mieszkają jego dawni koledzy z klasy i o której godzinie wstają na nogi. Chodząc tak wpadł na pewien pomysł. Policzył pieniądze i poszedł wprost do kwiaciarni, prowadzonej przez matkę Ino. Po przywitaniu się, sięgnął po radę względem kwiatów i kupił o nazwie takiej, że język sam się plątał. Jednak wyglądały i pachniały przecudnie. Miały kolor błękitnego nieba związane perfekcyjnie w bukiet z małą karteczką. Nie zwlekając ani chwili dłużej, ruszył w stronę domu dziewczyny. Położył je na gazecie leżącej przed drzwiami i odszedł ciekawy reakcji wybranki. Chuunini biegali od biura Hokage do akademii. Nic dziwnego, bo właśnie tam miał odbyć się egzamin pisemny, a tuż po nim rozpoczynała się druga część w Lesie Śmierci. O tym wszystkim dowiedział się wczorajszego wieczora od Jiraiyi, który jak mało kto zna się na szpiegostwie i zdobywaniu bezcennych informacji w mniej lub bardziej przyzwoity sposób. Będąc już praktycznie wszędzie, siadł na gałęzi drzewa, niedaleko akademii i począł czekać na resztę drużyny.
Tymczasem w pewnym, jednopiętrowym domu otworzyła swe oczy w kolorze zielonym, kunoichi imieniem Sakura. Nie należała do rannych ptaszków i w przeciwieństwie do Naruto, nie miała problemów ze snem. Jednak, gdy była gdzieś umówiona, budziła się i stawała na baczność, by tylko się nie spóźnić. Akurat było kilka minut po dziesiątej, więc chcąc lub nie, musiała wstać i powoli się zbierać. Po zejściu do jadalni połączonej z głównym salonem, przywitała się z rodzicami i usiadła do przygotowanego przez jej mamę śniadania. Ojciec, jak co dzień poszedł po gazetę rzucaną przez kuriera przed drzwi, lecz zabrał coś więcej.
- Patrzcie co znalazłem pod drzwiami. O jest karteczka z wiadomością ,, Dla Sakury, jedynej, której będę wierny".
- Dla mnie!? Ciekawe od kogo? Są przepiękne. - Spytała dla niepoznaki, gdyż jej ojciec jest przeczulony na chłopaków.
- Niestety, nie widzę żadnego podpisu. - Podarował córce kwiaty, a samemu począł czytać poranną gazetę. Matka tylko uśmiechnęła się po kryjomu do córki i wróciła do swoich zajęć. Nie czekając ani chwili dłużej, Sakura włożyła je do wazonu i skierowała się w stronę wyjścia i budynku w którym miała odbywać się pierwsza część egzaminu. Równo o jedenastej była na miejscu. Gdzie nie spojrzała był ogrom ludzi, których nie znała i nie wiedziała na co ich stać. Wędrowała tak na uboczu w poszukiwaniu kogoś znajomego, lecz jak złość nikogo nie było, przynajmniej jej się tak zdawało. Blondyn patrzył się na nią od samego początku, wodząc za nią wzrokiem w końcu zawołał dziewczynę.
- Sakura! W prawo, na drzewie! - Wykrzyczał, a różowo włosa odwróciła się z przepięknym uśmiechem.
- Hej, nie mogłam nikogo odnaleźć. Długo tu siedzisz? Aaaa co robisz!? - Namikaze zeskoczył, złapał ją i wskoczył ponownie na drzewo, sadzając dziewczynę obok siebie.
- Tak około dwóch godzin. Coś się stało że pytasz?
- To ty położyłeś kwiaty pod moim domem?
- Nieeee to musiał być ktoś inny. - Udał głupa, co dobrze odczytała Sakura, która dźgnęła go łokciem w bok.
- Nie kłam. Dziękuje za nie, były prześliczne. - Patrzyli tak sobie w oczy, dzieliła ich odległość zaledwie kilku centymetrów, gdy głos z dołu przerwał im, przez co odskoczyli od siebie rumieniąc się.
- Ups. Chyba przeszkodziłem. - Podrapał się w tył głowy Kakashi, a po jego oku można było spostrzec, że się uśmiecha. - Co jest grane? Jeszcze wczoraj rano się go bała, a teraz o mało nie pocałowała. Przynajmniej się przemieniło na lepsze.
- Kakashi sensei? - Zapytali obydwoje, a Naruto widocznie wkurzony na senseia.
- A tak. Przyszedłem życzyć wam powodzenia. Naruto. Nie ujawniaj wszystkich swoich kart, bo później nie będziesz miał czym grać.
- Wiem, wiem.
- No to ja lecę. Zakłady z innymi johninami to czysta przyjemność.
- Może sensei postawić na mnie wszystko! - Zaśmiał się.
- Aż tak nie chce ryzykować. - Zniknął w chmurze białego dymu, pozostawiając dwójkę geninów samych.
- Patrz. Można już wejść. - Powiedziała pokazując palcem w stronę drzwi wejściowych.
- Ta i zobacz kto tam stoi. Zagubiona owieczko wracaj!
- Ty chyba jednak nie udajesz głupoty. - Odpowiedział na tą zaczepkę Sasuke.
- Przestańcie już. Mamy współpracować nie kłócić się co chwilę. Chciałabym już mieć to z głowy.
- Yhh. Dla ciebie wszystko. - Odpowiedział blondyn, czym trochę zaskoczył Uchihę. - Panie przodem.
- Dziękuje.
- Naruto. Czy ty coś brałeś?
- Nie! Mam po prostu pewne maniery. No proszę właź do środka.
- Ktoś ci kiedyś mówił, że jesteś baka*?
- Słyszałem to wiele razy od ciebie i to mi wystarczy.
Po wzajemnym dogryzaniu sobie nawzajem, znaleźli się przed drzwiami na korytarzu. Stali tam wszyscy. Każda drużyna razem, gdy nagle podeszła do nich pewna ekipa.
- Widzę, że dużo świeżo upieczonych w tym roku będzie. Jak się nazywasz? - Zapytał chłopak o białych oczach.
- Najpierw podaj własne. - Sasuke, jak zwykle odpowiedział w swoim stylu.
Gdy tak sobie ,,rozmawiali", inny przymilał się do Sakury.
- Nieee, za nic w świecie!
- Czemu?
- Te brwi.
- To co powiesz na to. - Wysłał w jej kierunku masę pocałunków. Dziewczyna w szoku za wszelką cenę próbowała uniknąć ich, już jeden miał ją trafić, gdy został przecięty na pół, tak jak reszta.
- Ta dziewczyna raczej odmówiła. - Stwierdził blondyn, kręcąc kunaiem w dłoni.
- Jak śmiesz przecinać moje uczucia!? - W mgnieniu oka wyprowadził kopnięcie, które przeciwnik zablokował, łapiąc jego nogę. - Co jest?
- Trochę panowania nad sobą, a teraz wracaj do swojej drużyny albo to się inaczej skończy.
- Lee! Znowu idiotycznie się zachowujesz i przysparzasz nam wstydu! Sorki za to. Ja już mu wyjaśnię co to maniery. - Podeszła dziewczyna z dwoma kokami na głowie. Chwyciła kolegę za tył jego stroju i wywlokła z dala od wydarzenia jakie miało przed chwilą miejsce.
- Dzięki Naruro.
- Nie ma za co. To mój obowiązek cię ochraniać jako twój chłopak. - Złapał ją za rękę i szczerze uśmiechnął.
- Muszę przyznać, że idzie ci całkiem nieźle. Hahha. - Zaśmiała się cichutko.
Przed wejściem do sali stanęło dwóch chuuninów, każąc wylosować jedną kartkę z numerem. Mieli usiąść według nich na odpowiednich miejscach. Niestety drużynę siódmą rozwiało po całej sali. Każdy z obecnych dostał kartkę na której znajdowały się trzy pytania. Co dziwniejsze poszczególne osoby miały na jedno z nich rozwiązanie.
- Słuchać uważnie, bo nie będę powtarzał. Po pierwsze. Macie odpowiedzieć na pytania w przeciągu trzydziestu minut. Po drugie. Za przyłapanie na ściąganiu zostajecie zdyskwalifikowani i nie przechodzicie dalej. Bądźcie na baczności. Jesteśmy wyczuleni na jakikolwiek ruch i nigdy nas nie oszukano. Jakieś pytania? - Przeczekał kilka sekund, lecz brak odzewu poskutkował tym, że wypowiedział jeszcze tylko jedno słowo ,,zaczynajcie".
Namikaze wziął kartkę do ręki i zaczął powoli ją czytać. To samo zrobił Uchiha. Obydwoje przeczytali wszystkie nie wypełnione zadania i obydwoje jednocześnie stwierdzi, że ich nie rozumieją. Blondyn posiadał odpowiedź na drugi punkt, Sasuke nie miał żadnego, za to na teście Sakury widniała odpowiedź na trzecie. Po dwudziestu minutach, cała trójka skapnęła się o co chodzi w tym teście, a Namikaze od razu podjął stosowne działania.
- Kyuu daj mi możliwość skomunikowania się z nimi.
- Nic dziwnego, jak zobaczyłem te zadania to skisłem sam, a mam grubo ponad kilka tysięcy lat.
- To jak? Zależy mi na czasie.
- No ok.
Zamknął oczy, by nic go nie rozpraszało. Zlokalizował i nawiązał połączenie telepatyczne.
- Hej. Pewnie domyśliliście się o co w tym chodzi. Ja mam odpowiedź na drugie.
- Ta. Trzeba ściągać lub się porozumieć. Ja nic nie mam.
- Ja mam trzecie. Czyli trzeba zdobyć jeszcze pierwsze. Tylko kto je ma?
- To trzeba ustalić. Dobra, ale na początek to co mamy. Nie dyktujcie. Za dużo czasu to potrwa, prześlijcie całą myśl.
Kilka minut później.
- Sasuke-kun, a nie mógłbyś skopiować odpowiedzi od kogoś szaringanem?
- Myślałem nad tym, ale mogę skopiować tylko ruchy. Nie dam rady, spojrzeć przez kogoś.
- Sasuke. Trzy rzędy w przód i jedna osoba w lewo. Piszę odpowiedź na pierwsze. Położenie kartki na to wskazuje. Do dzieła.
- Szaringan. O tak. Widzicie wszystko?
- Tak. - Odpowiedzieli oboje.
Po trzydziestu minutach stukania ołówkami zaprzestano pisania. Zaczęto wymieniać numery, które odpadały. Trójka geninów modliła się o to, by tylko ich nie wyczytano. Została jedna szósta wszystkich obecnych wcześniej osób, czyli osiemnaście drużyn.
- Gratuluję wszystkim, lecz nie spoczywajcie na laurach. Dopiero teraz zacznie się droga pod górę. Dla tych co nadal nie wiedzą na czym polegał ten test. Spokojnie wytłumaczę. Otóż zdobywanie informacji o posunięciach wroga lub jego planach jest najważniejsze. Właśnie to testowaliśmy. Ci którzy temu nie podołali nie zasługują na awans. To wszystko co miałem do powiedzenia. Jiraiya-sama, może pan wejść.
- Witajcie! Ja jestem Jiraiya, nazywany czasami pustelnikiem lub jak kto woli żabim mędrcem. Każda niesubordynacja będzie karana, moją własną metodą. Za mną!
Podążali tak za nim pół godziny, maksymalnym tempem. Po zatrzymaniu się kontynuował dalej.
- Znajdujemy się przed poligonem numer czterdzieści cztery, który nazywany jest także Lasem Śmierci. Każda z drużyn dostanie po jednym zwoju ziemi bądź Nieba i uda się do wyznaczonej bramy. Waszym zadaniem jest dostanie się do wieży położonej na samym środku poligonu i przyniesienia dwóch różnych zwojów. Przed tym wszystkim wypełnicie formularze dotyczące zgody na wzięcie w tym udziału. Macie pół godziny.
Wszyscy poszli po formularz oprócz blondyna, który chciał z nim porozmawiać.
- Tak Naruto?
- Nie mogę nadal w to uwierzyć, że to ty jesteś egzaminatorem.
- Szczerze? To nie miałem wyjścia. Tsunade stwierdziła, że powinienem coś zrobić w samej wiosce, a nie tylko poza jej granicami i załatwiła mi na ten rok fuchę. A mógłbym teraz być w gorących źródłach i popijać sake. - Na jego twarzy pojawiło się rozczarowanie i rozpacz.
Gadali tak jeszcze chwile po czym skończył się czas i trzeba było się rozejść do wyznaczonych miejsc. Drużynie siódmej przypadła brama czterdziesta przed którą omawiali szczegóły.
- Trzymaj.
- Co to? - Zapytała się kunoichi.
- Mój kunai. Dzięki temu będę mógł zjawić się przy was w sekundę, bo jak rozmawialiśmy. Ja odłączam się i namierzam nasz cel, a następnie dołączam do was i razem atakujemy. Ja także mam zwój przy sobie, bo po prostu nie wydobędą go z mojej pieczęci.
- A jak ktoś nas zaatakuje to będziemy na przegranej pozycji bez ciebie. - Wtrącił swoją uwagę Sasuke.
- Dlatego dałem ten kunai, który nawet po wyglądzie widać, że różni się od reszty. Gdy będziecie w niebezpieczeństwie, wystarczy że prześlecie do pieczęci na rękojeści trochę czakry. Wtedy znak na moim ręku zareaguje i zacznie mnie piec. Mniej więcej tak to działa.
Wybiła czternasta i bramy otworzyły się. Wszystkie drużyny ruszyły w głąb mrocznego lasu. Naruto po kilometrze zmienił kurs, by natknąć się na innych, a pozostała dwójka wolno poruszała się w stronę wieży, pewna planu. Na wieczór, gdy chcieli rozbić mały obóz, coś usłyszeli w pobliskich krzakach. Instynktownie wzięli broń do ręki gotowi na odparcie ataku. Nie mylili się. Z krzaków wyszła jedna postać, z długimi włosami i fioletowym, grubym sznurem przewiązanym na biodrach. Zaatakowała ich nic nie mówiąc.
Tym czasem blondyn, nękał swoimi atakami i pułapkami zrobionymi przez klony, drużynę z Konohy. Tą samą, która zaczepiła ich przed egzaminem pisemnym. Bardzo szybko wykryli wszystkie repliki blondyna skutecznie je eliminując, pozostawiając oryginał na placu boju.
- To ty? Wiedziałem, że spotkamy waszą drużynę, ale nie aż tak wcześnie. - Powiedział posiadacz byakugana.
- Też miałem nadzieje spotkać kogoś innego.
- To żeby walka nie była bezcelowa. Powiedz jaki macie zwój.
- Nieba. A wy?
- Niestety, nie znajdziesz tego czego szukasz u nas.
- Rozumiem. W takim razie idę szukać dalej. Ał. - Ręka w miejscu znaku zaczęła piec i jarzyć się, co mogło oznaczać tylko jedno. Kłopoty przyjaciół. Bez zastanowienia skupił się, by skoncentrować czakrę i zniknąć drużynie Guya z oczy.
Pojawił się tuż przy klęczącej i trzęsącej się ze strachu Sakurze. Nie musiał pytać dlaczego. Na innym drzewie, pewien mężczyzna trzymał wyczerpanego Uchihę i tak jakby wgryzł się w jego szyję. Bez zastanowienia Naruto ruszył do ataku wykorzystując otaczającą go już ze złości czakrę Kyuubiego. Na nieszczęście został pochwycony przez węże wypuszczone z ręki napastnika, które oplotły się na jego rękach i szyi, zaczynając go dusić i wysysać czakrę. Próbował się wyrwać, lecz nic to nie poskutkowało, nawet technika czasoprzestrzenna. Był na jego łasce i myślał, że to już koniec. Czuł jak opuszczają go wszelkie siły i uderzenie ręką w jego brzuch.
- Naprawdę ciekawe. - Usłyszał tylko te słowa i został puszczony razem z nieprzytomnym Sasuke. Mężczyzna tajemniczo znikł, a oni sami osuwali się po gałęzi w dość szybki tempie. Nie było czasu na myślenie. Wyciągnął zwykły kunai i wbił go w drzewo w ostatnim momencie, tak samo ledwo łapiąc kolegę za kołnierz koszulki. Nie posiadał on wystarczających sił, by ich wciągnąć. Jakby nie zużył większości energii na klony, dałby spokojnie radę. Spróbował skontaktować się z demonem, lecz widział tylko dziwne drzwi ułożone z pieczęci. Ostatnim ratunkiem była ona.
- Sakura!!! Pomóż! Nie utrzymam nas tak dłużej! - Rozdarł się na całe gardło. Nie otrzymał odzewu, co strasznie go zaniepokoiło. Jednak po minucie podbiegła i pomogła wdrapać się na gałąź z powrotem. Naruto oddychał ciężko, tak samo Sasuke, który nadal się nie obudził.
- Dzięki. Nie wiem co się stało i co nam zrobił, lecz nie posiadam na ten moment wystarczająco dużo czakry, by w ogóle walczyć. Musimy się skryć.
- Jest tam jakaś mała jaskinia. Sto metrów od nas w stronę wieży.
- Dobrze. Tam zobaczymy co nam zrobił.
Ułożyła ich w jaskini, Uchihę w pozycji leżącej, a Naruro w pozycji siedzącej, opartym o ścianę. Rozpaliła małe ognisko i zakamuflowała wejście. To pozwoliło poczuć się im trochę bardziej bezpiecznie niż wcześniej, lecz nadal byli na czujce. Chłopak zdjął bluzę i podciągnął podkoszulek, by zbadać miejsce uderzenia. Nie było żadnego śladu, lecz wiedział że coś nie gra. Zgromadził resztki czakry w okolicach brzucha. Tuż po chwili pokazała się jego pieczęć oraz inny wzór ją otaczający.
- Co to jest? - Spytała zmartwiona.
- To? To jest moja Pieczęć Ośmiu Trygramów trzymająca demona w środku. Jedna z bardziej zaawansowanych na świecie. Dzięki niej mój klan zasłynął z technik pieczętujących. A te pięć wzorów, z tego co czytałem to Pieczęć Pięciu Żywiołów i nie powinno jej tu być, pewnie tamten koleś mi ją zrobił. Teraz powiedz mi co Sasuke ma na szyi.
- To wygląda jak trzy koła z ogonami.
- Nie pamiętaj żadnej z tego typu. Zaczekaj coś sprawdzę. - Wyjął mały zwój z kieszonki, po czym rozwiną go i upuścił kroplę krwi. Pojawiła się wielka księga, która wyglądała na dość starą. Liczyła może z tysiąc lub nawet więcej stron.
- Co to za tom?
- Spis wszystkich technik pieczętujących. Mogę zdjąć z siebie tą pieczęć, lecz muszę zregenerować czakrę. Przez ten czas poszukam informacji o tej na jego szyi. Ty też musisz odpocząć. Będę trzymał wartę.
Kolejne godziny mijały, a blondyn coraz bardziej zaczął się irytować, gdyż nie mógł nic znaleźć. Cała wiedza na ten temat była zebrana w tej oto książce i wyglądało na to, że miała ubytki. Nie marnując czasu, począł zastanawiać się w jaki sposób zdjąć swoją. Metoda uderzenia skoncentrowaną czakrą odpadała, gdyż potrzeba do niej stu procentowej precyzji i gdyby nie trafił, nałożył by drugą bliźniaczą i podwoił sobie trud zadania. Nie miał wyjścia. Musiał wykorzystać drugą czasochłonną opcję, która zajęłaby mu pięć godzin. Polegała ona na wykonywaniu odpowiednich pieczęci w odpowiedniej kolejności przez godzinę i dotknięcie miejsca skondensowaną czakrą danego żywiołu. Po zaspokojeniu potrzeb, wziął kilka głębokich oddechów, wstał, zdjął koszulkę, rozprostował się i rozluźnił wszystkie mięśnie. Już był gotowy. Zaczął powoli składać pieczęcie z biegiem czasu przyspieszając ich wykonywanie do niewiarygodnej szybkości. Pierwsza godzina i pierwszy etap prawie skończony. Palec prawej ręki zaczął jarzyć się czerwoną czakrą odpowiadającej naturze ognia. Zbliżył i przyłożył w odpowiednie miejsce. Uczucie było takie jak przewidywał. Przypalał skórę, co nie obyło się bez wyciszonych jęków, które obudziły dziewczynę nie zdającej sobie sprawy z tego co się dzieje.
- Naruto co ty wyprawiasz!? - Zwróciła się w jego stronę z zaniepokojeniem w oczach.
- Nic mi... - zrobił przerwę na oddech i okrzyk bólu - ... nie będzie. Jak mówiłem mogę zdjąć tą pieczęć, lecz zapomniałem o tym jak jest to bolesne.
- Przerwij to! Cierpisz!
- Nie mogę. Muszę teraz dokończyć, albo ból odnawiającej się pieczęci spowoduje śpiączkę.
- A co jeśli ktoś nas zaatakuje!?
- Wtedy nie mamy wyjścia. Będziemy musieli oddać zwój.
- Tak po prostu?
- Tak, a potem grzecznie zabrać im obydwa. - Znowu zaczął składać pieczęcie. - Jeśli, zrobiliby komuś tu krzywdę, a nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś się tobie stało. Wróciliby do domu w trumnach.
Przez trzy godziny i pięćdziesiąt minut, Ręka blondyna przybierała kolor: niebieski, zielony i żółty. Sakura była już całkiem spokojna o Naruto i o to co robił. Wyglądał na strasznie zmęczonego, ale nie było w tym nic dziwnego. Pozostało już tylko pięć minut do końca, więc Sakura postanowiła wyjść na zewnątrz i rozejrzeć się po okolicy.
Naruto już kończył ostatnie składanie pieczęci, gdy usłyszał przeraźliwy krzyk jego ukochanej dochodzący z zewnątrz.
- Sakura!!! Shimata**! Muszę się pośpieszyć! Wytrzymaj, wytrzymaj, wytrzymaj. - To ostatnie wypowiedział już szeptem, lecz spostrzegł coś dziwnego, dziejącego się z Sasuke. Z jego ciała zaczęła wypływać ciemnofioletowa czakra.
- Czyżby to za sprawą tej pieczęci? Teraz nie ma to znaczenia. - Znowu jego ręka zmieniła zabarwienie, tym razem na białe co oznaczało, że ostatnim żywiołem został wiatr. Po przyłożeniu do ostatniego znaku, rozerwało mu skórę w tym miejscu, a następnie nastąpiła fala uderzeniowa, która wyrzuciła Namikaze na zewnątrz jaskini, było to potwierdzenie, że pieczęć została zniszczona. Na szczęście dzięki refleksowi chwycił potrzebną mu katanę. Przeleciał tak kilkadziesiąt metrów przez polanę i powalił drzewo, które go zatrzymało. Ninje z Wioski Dźwięku trochę zaskoczeni na ten widok, spojrzeli po sobie. Przerwano im znęcanie się nad Sakurą, którą przesłuchiwali, by uzyskać informację o jej kompanach z drużyny. Jej stan nie był za dobry. Pobita i poraniona klęczała z przymuszenia poprzez trzymanie jej za różowe włosy.
Naruto wykończony i wyczerpany poprosił jeszcze raz lisa o pomoc, tym razem nie zamierzał się oszczędzać. Było zupełnie tak samo jak na moście. Jego ciało pokryła czakra przypominająca zbroje, a miecz zmienił swój wygląd.
- To wy jej to zrobiliście? - Koło niego pojawił się Sasuke z którego także wydobywała się bardzo duża ilość czakry, lecz z jednym wyjątkiem. Na jego skórze pojawiły się dziwne czarne plamy, przypominające wzór.
- Nie odpowiedzą, bo już robią pod siebie przed nami. Zabawimy się trochę. Znacie taką grę tysiąc i więcej cięć? - Powiedział rządny krwi Naruto.
- Gdzieś o niej słyszałem i przypodobała mi się. To co? Zrobimy sobie mini zawody? - Zaproponował z przerażającym uśmiechem Uchiha.
- Z przyjemnością.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess
,,Naruto" and its characters belong to Masashi Kishimoto
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz