Pięć godzin wcześniej:
Dokoła rozpościerał się park z mnóstwem drzew. Po niektórych było widać, że posadzono je niedawno, ale większość była dość duża z ogromnymi koronami i grubymi pieniami. Można było na nich oglądać przeróżne zwierzęta zaczynając od wszelakiego robactwa aż do wiewiórek lub ptaków, które swoim śpiewem wprowadzały miłą, przyjemną i relaksacyjną atmosferę. Przy dróżkach widać było mnóstwo rosnących i pachnących kwiatów układających się w przeróżne wzory. Na jednej ze ścieżek była solidna dębowa ławka, na której siedziało dwóch ninja, o czymś rozmawiających.
- Iruka mam wrażenie, że do końca mi nie ufasz. Bo po co innego, poprosiłeś mnie o rozmowę, niż wypytanie jakie są moje powody trenowania Naruto. Mam racje?
- Nic bardziej mylnego. To może wyjaśnisz mi wszystko? Wiem, że Hokage też za tym pomysłem przystał, ale nie powiedział mi nic. Tylko bym do ciebie skierował to pytanie, więc oto dlaczego. W innym wypadku nie zawracałbym ci głowy.
- Na początek chciałbym wyjaśnić, że ten chłopak zaczyna przypominać mnie w młodości. Utalentowany, bystry, najlepszy z rocznika. Próbuje odwieść go od drogi, która zaprowadziła mnie w stronę niewybaczalnego błędu. Chcę by nauczył się on współpracować z towarzyszami z drużyny.
- Mogę pomóc w jego treningu.
- Dzięki, ale muszę podjąć się tego zadania sam, a teraz opowiem historie, która zmieni twoje zdanie o mnie. Mam nadzieje, że zrozumiesz. Jak dobrze wiesz, jestem synem Białego Kła. Od kiedy tylko pamiętam, starałem się być jak on. Trenowałem ciężko tylko po to by mnie zauważył. Tak samo trenuje Naruto, choć nie dla ojca, lecz dla Kushiny i kogoś jeszcze, ale nie wiem kogo. Wracając do mnie. Po tym jak zostałem pochwalony przez ojca, wybył on na misje. To właśnie wtedy zmienił się. Był surowy i pozbawiony uczuć, ale tylko wtedy tak myślałem. Przez kilka tygodni musiałem słuchać jak dawni koledzy ojca, nagadują na niego oraz odwracają się. To wszystko z powodu postawienia przyjaciół nad misją. Tak uratował ich nie wypełniając przy tym zadania. I wtedy przytrafiło się coś czego nie życzyłbym najgroźniejszemu wrogowi. Niegdyś sławny Biały Kieł powiesił się w domu. To ja go znalazłem pierwszy.To ja nie mogłem pogodzić się z tym wydarzeniem. To ja powinienem mu pomóc w trudnej sytuacji psychicznej jako jego jedyny syn. Wesprzeć go duchowo, lecz tego nie zrobiłem. Nie wiem czemu. - Kakashi odetchnął i po chwili kontynuował. - Wtedy pojawiło się Anbu. Podobno przeskakiwali pomiędzy budynkami, gdy usłyszeli mój krzyk. Nawet nie trzeba było zdejmować ich masek, by zobaczyć szok z zaistniałej sytuacji jak i współczucie wobec mnie. Zabrali mnie do Sandaime Hokage, który próbował mnie pocieszyć. Trzeci wiedząc, że nie mogę zamieszkać w tym domu z powrotem. Wezwał jednego z Anbu. Był to ten sam, który wyciągnął mnie z mieszkania i przywlekł do Hokage.
- Mam do ciebie prośbę, jak i zadanie. Widzisz tego młodzika? Czy weźmiesz go pod swój dach, do puki nie znajdę mu nowego lokum? Wiem, że jest to nie przyjemna sprawa dla nas wszystkich, ale nie wiem co począć.
- Hai. Wypełnię twoją wolę Hokage-sama.
- To postanowiono. Proszę zdejmij maskę, od teraz jesteś johninem ukrytego liścia. Mam nadzieje, że nie będzie to wielki problem.
- Na pewno nie.
Anbu zaczął zdejmować kaptur. Kakashi zobaczył blond czuprynę o średniej długości, po czym maska z twarzy anbu została usunięta. Był na niej szeroki, szczery uśmiech. Niebieskie oczy aż emanowały dobrem i mądrością. Jego młody wygląd wskazywał na dwadzieścia parę lat. Po tym wszystkim, zaprowadził młodzika do swojego domu. Był to jednopiętrowy biały budynek, a jego drzwi miały ciemny, brązowy kolor. Po wejściu do pomieszczenia, przywitała nas gospodyni domu. Ubrana była w zwykłą, błękitną sukienkę o średniej długości oraz fartuch kuchenny co wskazywało na przyrządzanie kolacji. Miała nietypowy kolor włosów, a jej uśmiech poprawiał każdemu humor. Blondyn pokazał krzesło, na którym szaro włosy miał usiąść i zjeść kolacje. Gdy już wszyscy byli wygodnie usadowieni odezwał się gospodarz.
- Na chwilę obecną musisz zamieszkać z nami, więc warto by było się przedstawić. Ja nazywam się Minato Namikaze, a to moja narzeczona Kushina Uzumaki. A ty jeśli mi się dobrze zdaje Kakashi Hatage?
- Hai.
- Jak zjesz zaprowadzę cię do pokoju. Jutro pogadamy na pewien temat, bo dziś już jest noc i pewnie jesteś zmęczony.
Tej nocy nie mógł zasnąć. Przed oczyma miewał cały czas wydarzenia jakie się przetoczyły kilka godzin temu.Następnego dnia obudził się po południu, wskazywało na to słońce. Gdy zszedł siedział przy stole blondyn czytający gazetę. Dosiadł się niepewnie, bo to jednak nie był jego dom. Po kilku minutach niezręcznej ciszy, odezwał się Minato.
- Żebyś nie musiał siedzieć i się nudzić, to proponuje byś poszedł ze mną do Hokage, chciałbym o coś poprosić, związanego z tobą i ukończeniem akademii za trzy dni.
- Hai.
Po godzinie w biurze Sandaime rozpoczął rozmowę blondyn. Przez ten czas szaro włosy został poproszony o pozostanie przed drzwiami.
- Nie wiem czy Sandaime zgodzi się na tą propozycje, ale chciałbym prosić o to, by Kakashi Hatage znalazł się w mojej drużynie. Chce go szkolić oraz nauczać. Widzę w nim bardzo duży potencjał i umiejętności. Posiada on najlepsze wyniki w akademii, nie tylko teoretyczne, ale także bojowe.
- Zgoda, ale Minato zdajesz sobie sprawę z tego, że od teraz jesteś za niego w stu procentach odpowiedzialny? Jego życie teraźniejsze jak i przyszłe leży w twoich rękach.
- Hai, Sandaime Hokage.
Nastała cisza w opowieści Hatage, po czym ponownie odezwał się johnin.
- Przepraszam cię Iruko, ale resztę chciałbym zachować dla siebie. To jedna z przyczyn pomocy temu chłopakowi.
- Dobrze, nie chciałem cię naciskać. Jeśli nie chcesz to nie musisz mówić dalej. To mi wystarczy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W tym samym czasie w domu Sakury.
- Co myślisz o tym, co wydarzyło się w akademii?
- A co się stało? Nic nadzwyczajnego nie zaobserwowałam. - Szybko zripostowała Sakura.
- No to, że jakiś obcy johnin przyprowadził Naruto z powrotem.
- Pewnie znowu coś odwalił.
- Nie widziałaś jak on wyglądał? Był cały poraniony, ubranie poszarpane, a nawet mogę przysiąc, że nadpalone. Tak jakby walczył. Jeszcze ta reakcja Iruki, miał na twarzy lekki uśmiech jak na niego spojrzał.
- Tego nie dostrzegłam. Przypuśćmy, że jest tak jak mówisz, ale jeśli naprawdę walczył to znaczy, że jest głupi albo odważny i posiada umiejętności.
- Ja uważam, że to drugie.
- Co się stało z Ino mieszającą większość ludzi z błotem? Czy ty się nie zadurzyłaś w tym blondynie.
- Chyba zgłupiałaś! Ja i on. Pffff. Lepiej już przestań żartować. Ciekawe jaki on jest, tak naprawdę.
- Dobrze. Nie denerwuj się. Tak się tylko pytam. Bo jednak jest on lepszy pod względem wyglądu od większości klasy. A jaki jest to nie wiem. Praktycznie znam go tylko z widzenia. Musimy się o nim więcej dowiedzieć, w sumie jest strasznie tajemniczy, bardziej od Shino czy Sasuke, ale jak to zrobić?
- Hmmm. Mam! Prawie bym o tym zapomniała. Za dwa tygodnie najprawdopodobniej przyjdzie do mnie do domu. Moi rodzice znają się z jego mamą i zaprosili ich na kolacje. Może się czegoś dowiem.
- Dobry plan jak i niebywałe szczęście. Teraz należy czekać.
- Nie trzeba. Można go trochę po szpiegować. No wiesz. Gdzie chodzi, co robi w wolne dni itd.
- W sumie racja. To od jutra bierzemy się do roboty.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Blondyn czekał jeszcze z godzinę na mamę, lecz nie przyszła. Poszedł pod prysznic i po dziesięciu minutach był w piżamie i nagle to uczucie niepokojące, dokuczliwe i niedające spokoju. Był głodny? Nie. Jadł dwie godziny temu, lecz postanowił coś jeszcze sobie zrobić. Trzask i łomot.
- Łaaaaa! Czemu ten próg jest taki wysoki!! - Oczywiście wywalił się. Mówił już nie raz swojej rodzicielce, żeby to naprawić. - No cóż, kobiety.- Wstał i nagle usłyszał czyjś głos. Sparaliżowało go to na kilka sekund. Był on wrogi, ochrypły i basowy. - Naaarrruutoo. Przyyyjdź do mnieee. Przyyyjdź.
Odwrócił się gwałtownie. Nie było nikogo, ale słyszał ten głos. Po kolei sprawdził wszystkie pomieszczenia przy okazji biorąc kunai do ręki. Zostało ostatnie pomieszczenie, łazienka. Wbił się do pomieszczenia gotów do walki i nic. Widział tylko swoje odbicie, ale było w nim coś dziwnego. Spojrzał na oczy.
- Cze...czemu są czerwone?? - Wystraszonym głosem wyszeptałem. Przecierał oczy rękami, chlapał twarz wodą, lecz nic nie pomagało. Cały czas słyszał ten głos, cały czas szaleńczo się rozglądał. Nagle ktoś chwycił go za ramie. Ze strachu zamachnął się kunaiem do tyłu, lecz został zatrzymany.
- Naruto! Co ty wyprawiasz!?!? Chcesz ... - W tej chwili Kushina umilkła, widać było jedynie zamyślenie, brak jakiegokolwiek zaskoczenia. Wypowiedziała tylko jedno zdanie. - Już się przebudził.
W mgnieniu oka ubrała blondyna i wyszli z domu. Szybki krok uświadomił go, że jest to poważne, ale nadal nie wiedział co mu jest i czemu słyszy głos. Po 30 minutach marszu byli w budynku Hokage. Zapukanie i usłyszeli ciche. - Wejść.
- O co cię sprowadza do mnie o tak późnej porze, Kushino?
- To. - I pokazując na młodego Namikaze.
Sandaime przyjrzał mu się dokładnie. Po krótkiej chwili odpowiedział. - Nic nie możemy zrobić. Będzie się to powtarzało co jakiś czas. Pamiętasz, że ty też to przechodziłaś w jego wieku? Kyuubi próbuje się skontaktować z jego nosicielem. Do puki Naruto nie wejdzie w głąb siebie i nie porozmawia z nim, tak będzie się działo. Długość tego procesu jest mi nie znana. Może potrwać tydzień lub nawet kilka lat, a ty Kushino musisz mu wszystko wyjaśnić o sobie jak i o rodzinie.
- Hai. - Zauważył w jej oczach rozczarowanie.
Znowu znaleźli się w domu i usiedli na kanapie w salonie. Czerwono włosa zaczęła całą swoją historie związaną z ojcem blondyna o imieniu Minato i o sobie. Dowiedział się o przezwisku, ratowaniu, o swoim pochodzeniu oraz klanie z którego się wywodził, aż pewna informacja zaskoczyła go zupełnie. O tuż taka, że posiadał siostrę, która zaginęła w dniu ich narodzin. Podobno Youndaime Hokage, gdy już konał zabrał ją poprzez swoją technikę. Ani jego ani Noan (jap. płomień) nie odnaleziono. Poszukiwania trwały kilka lat lecz nie przynosiły skutków, aż wreszcie z nich zrezygnowano.
- Mamo. Kiedyś odnajdę siostrę. Przyrzekam.
Następne dni mijały zwyczajnie z dwoma wyjątkami. Podczas zajęć musiał wychodzić, gdy Kyuubi próbował się ze nim skontaktować. Wiedział, że mogło to wywołać przerażenie jak i panikę wśród jego klasy Drugim wyjątkiem było przeczucie, że ktoś go śledzi, ale Kushina wyjaśniła, że to przez demona. Tak dni mijały, aż nastał dzień pójścia w gości do rodziców Ino, koleżanki z jego klasy, której tak na prawdę to w ogóle nie znał.
****************
Story by Mess
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz