środa, 3 stycznia 2018

N.n.m.s. - Pierwszy krok...

Oi minna! Kolejny rozdział, który teoretycznie powstał kilkanaście dni temu, a praktycznie dzisiaj ;). Zapraszam do czytania. 
~~~~~~~~~~~~~~~~
Konan:
Obudziłam się dość wcześnie. Popatrzyłam przez okno. Poranne słońce dopiero zaczęło rozjaśniać niebo, więc musi być przed szóstą. Spojrzałam na zegarek stojący na szafce. Wskazówki nie poruszały się, wskazując ciągle godzinę drugą dwadzieścia. O tej samej był u mnie Naruto. Dziwny zbieg okoliczności. Wstałam powoli, lekko rozciągając plecy. Zdjęłam piżamę, składając ją i chowając pod pościeloną kołdrę. Następnie wygrzebałam ciemne ciuchy i świeżą bieliznę z mojej walizki. Na moim wydziale nie muszę nosić mundurków, gdyż to my sami mamy wiedzieć w czym czujemy się najlepiej oraz prezentować tym samym swoją osobę. Całkowita dowolność w doborze ubrań, obuwia, dodatków.
Założyłam szlafrok wiążąc go z przodu. Na lewym przedramieniu powiesiłam ubrania. Nie brałam kosmetyczki, gdyż zostawiłam ją w łazience. Wyszłam boso na korytarz i stanęłam pod drzwiami pokoju Namikaze. Z pod nich muskał mnie po stopach chłodny wiatr. Po wejściu i zamknięciu za sobą drzwi ujrzałam otwarte wyjście na balkon. Patrząc w prawo zauważyłam śpiącą Noa. Wyglądała na o wiele młodszą dziewczynę niż jest na prawdę. Powodował to efekt porozrzucanych, długich włosów po poduszce i kciuk w buzi.
Czyżby Naruto nie spał całą noc?
Usłyszałam stukot dobiegający z zewnątrz. Wyjrzałam na podwórko i ujrzałam go. Był ubrany jedynie w dresowe, krótkie spodenki w kolorze czarnym. Uderzał i kopał w gruby pień przymocowany do podłoża za pomocą metalowych belek. Nie miał żadnych rękawiczek, czy czegokolwiek by ochronić gołą skórę przed skaleczeniem. Najwyraźniej już zaczął swój trening przed turniejem.

Naruto:
Nie mogłem zasnąć, a wysiłek fizyczny to jedyna opcja, by się wyżyć na samym sobie. Choć chłód ogarniał mnie zewsząd, byłem gorący niczym piec i mokry jak po ulewie. Co chwila brałem oddech, by dotlenić organizm.
Zaczyna świtać, a jeszcze... nie jestem na półmetku. Już nawet zapomniałem po jaką cholerę... wyznaczyłem sobie na dzisiaj taki wysiłek. Ach tak. Za swoje tchórzostwo dzisiejszej nocy!!! Miałem już ją obudzić, by pogadać... na poważnie, a wyszło że się z cykałem!
Uderzałem coraz mocniej w biedny pień w którym już dawno wyżłobiona została spora dziura.
Dzisiaj z nią pogadam. Jeśli tego nie zrobię... to chyba padnę ze zmęczenia. Co ja się oszukuję!? Już więcej odwagi mam, by paść niż... z nią porozmawiać. Czemu to wszystko jest takie trudne? Może przekonać... Nagato by mi pomógł? Zawsze we dwójkę raźniej. Chociaż... czy on po prostu tego... wszystkiego nie spierdoli na samym początku? O czym... ja myślę!? To mój przyjaciel. W takich... sprawach to z pewnością by nie zawalił. Nigdy mnie nie zawiódł, więc czemu... mam takie obawy? Cholera wie! Czekać, czy iść na całość!? Najpierw obserwować, czy... z nią na spokojnie porozmawiać!? Kurwa mać!!! Nie wiem!!!
Uderzyłem tak mocno, że ręka wbiła mi się w głąb pnia na wysokości nadgarstka. Poczułem, jak czerwona substancja powoli wycieka z mej dłoni. Wyjąłem ją. Cała pięść była poharatana, a kawałki drewna tkwiły w skórze. Nie zważając na ból, powyciągałem je i wyrzuciłem w pobliski krzak. Pojawiłem się z powrotem w swoim pokoju. Noa nadal spała. Nie czekając nim się obudzi, wziąłem w zdrową rękę telefon i pstryknąłem jej fotkę.
Ssanie kciuka w wieku prawie szesnastu lat, to będzie hit. Gdy będzie mnie wnerwiać, pokażę jej to zdjęcie. Wtedy powinna się uspokoić. Jednak teraz potrzebny mi bandaż.
Zszedłem do kuchni. Zastałem tam Nagato pochylonego nad blatem, samotnie popijającego kawę z kubka. Podszedłem się przywitać, gdyż mój cel znajdował się tuż nad jego głową.
- Hej. - Odwrócił się w moją stronę i podparł plecami.
- Hej. - Odpowiedział zaspany.
- Ty też nie spałeś całą noc? - Potargałem włosy.
- Dostrajałem twoją gitarę. Nie mogła brzmieć jak zarzynany kot, więc troszkę ją poprawiłem. Teraz jest to bardziej pies.
- Nie musiałeś. - Sięgnąłem bandaż i owinąłem go na dłoni. Od razu lepiej.
- A jest jakaś przyczyna zarwania nocki przez twoją osobę? - Popił łyk i wlepił gały we mnie.
- Wiele różnych czynników zebrało się do kupy i nie dawały mi spokoju. - Szczególnie jeden.
- Nie chciałbym mieć młodszej siostry. Przynajmniej nie takiej jak twoja. Zwariowałbym. - Tylko ona zajęła mi z tej nocy jakieś dwadzieścia minut. Reszty chyba nie powiem.
- Uwierz. Przyzwyczaiłbyś się. - Podniosłem prawy kącik ust.
- Może. - Wzruszył ramionami. - A tak poza tym. Po jaką cholerę waliłeś w ten pień?
- Musiałem coś przemyśleć.
- I z rezultatów wnioskuję, że jedne myśli zbiegły z poprawnego toru jazdy i wskoczyły na kurs kolizyjny z drugimi. - Wskazał na moją dłoń.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy, ile ty masz teraz racji.
- A wyjawisz o co poszło, czy to tajemnica? - Ciekawość rzeczą ludzką, jak to powiadają.
- Raczej to drugie. - Wziąłem głębszy oddech.
- Raczej? Czyli jednak się zastanawiasz czy mi powiedzieć. - Skubaniec dobrze drąży, ale czas postawić zaporę. To nie pora na takie dyskusje.
- Sam to muszę osiągnąć.
- Ok. Rozumiem. Koniec rozmowy na ten temat. - Gdzie się podział stary i wszystkim dobrze znany Nagato, któremu trzeba było przywalić, by zaprzestał starań?
- Idź się umyć zanim obudzę siorkę, bo inaczej nie wejdziesz przez następną godzinę.
- Aż tak źle?
- Zawsze na nią czekam. - W tej chwili ujrzeliśmy ją jak zbiega po schodach i wchodzi do łazienki.
- Chyba jednak trochę poczekam. Jeden plus taki, że przynajmniej dopiję kawę.
- A wuj nie będzie czekał?
- Rzesz w mordę. Zapomniałem. Idę zadzwonić. - Odstawił kubek i pobiegł sprintem  na górę.
Pokręciłem z niedowierzaniem głową. Jednak pewna część cech nie zniknęła. Zrobiłem dla wszystkich śniadanie i położyłem na stole. Przygotowałem chyba z piętnaście kanapek, a na nich znajdowały się pomidory, ogórki, ser, szynka. Obok położyłem majonez, musztardę i ketchup. Kto co lubi. Zjadłem ich parę samemu i do skierowałem się do swego pokoju. Konan już wyszła, gdyż zauważyłem otwarte drzwi. Gdy tylko wszedłem poczułem zapach nieznanych mi kwiatów. Był lekki, nie przytłaczał sobą. Zawierał nutkę tajemniczości, która mogła pasować tylko do jednej osoby. Można powiedzieć, że przez chwilę się nim odurzyłem. Dziwne. Zazwyczaj nie reagowałem aż tak na żadne z perfum. Nawet tych najlepszych.
Godzinę później prawie wszyscy byliśmy na dole, wyszykowani na kolejne trudy dnia. Zdążyłem pogodzić się z Kuramą. Futrzak umie zajść za skórę, a to ostatnie było na najwyższym poziomie i nie powinienem mu wprawdzie za szybko przebaczać. Jednak perspektywa siedzenia dzisiaj siedmiu godzin bez słowa z kimkolwiek, jakoś mnie przekonała. Obiecał poprawę, więc niech mu będzie. Jednak ma notoryczny zakaz żartowania, wyzywania i sprzeczania się z Noa oraz z innymi osobami na jej temat.
- Muszę już wychodzić. Niedługo rozpoczną się zajęcia. - Doskonale to rozumiem, ale Noa także zaczyna o ósmej, a nadal szykuje się w łazience.
- Dobra. Zrobimy tak. Kyuu. Zostań z Noa w domu. Zawiozę Nagato i Konan do wyznaczonych lokacji. Następnie wrócę tu i teleportuję naszą trójkę na uczelnie.
- A nie mógłbyś nas także teleportować? - Spytał Nagato.
- Muszę znać to miejsce. Inaczej wylądowalibyśmy w bardzo nie ciekawej lokalizacji.
- Czyli?
- W ścianie. - Zrobił nie zadowoloną minę. - Jakby był tam mój znacznik. Nie ma problemu, ale gdy błyskam na oślep to co innego.
- W takim razie prowadź.

Konan:
Usiadłam na lewym, tylnym siedzeniu, tuż za Naruto. Zapięłam pas. Nie dlatego, że bałam się o zdolności kierowcy, lecz za jego prośbą. Jechał spokojnie, trzymając się przepisów. Nie za szybko, nie za wolno. Cały czas zerkał w lusterko. Widziałam jego spojrzenie skierowane na mnie. Nadal się dręczy z tym wszystkim?
Po kilku minutach wyjechaliśmy z dzielnicy domków jednorodzinnych. Rozpoczynały się bloki, a dalej wielkie, szklane budynki. Wraz z nimi korki na ulicach. Naruto stanął i zaczął stukać palcami w kierownicę. Rozmawiał z Nagato siedzącym na miejscu pasażera, tuż obok niego. Po jego głosie stwierdziłam, że jest poddenerwowany.
- To może żeby cię rozweselić pokażę ci to. - Zaczął szukać coś w swoim telefonie. Następnie podał mu go do ręki. Naruto popatrzył na niego zazdrosnym wzrokiem.
- Gdzie zrobiłeś takie zdjęcie!? Przyznaj się! - Widniały na nim trzy, młode dziewczyny, ubrane chyba w stroje kąpielowe. Woda w której przebywały sięgała po kolana. Wszystkie wpatrzone w niego z różnymi emocjami. Pierwsza z lewej była zła, ta po środku zaniemówiła, a dziewczyna po prawej się nawet uśmiechnęła. Dobra mina do złej gry. Jak opisać jej jednym słowem? Piękne!
- Nie uwierzysz, ale w te wakacje. W kurorcie w którym się zatrzymaliśmy były takie baseny na wzór natury. Pewnego dnia rodzice kazali mi pójść i porobić zdjęcia. Chciałem odmówić, ale myśl siedzenia z nimi w restauracji mnie dołowała, a że nie byłem głodny, to poszedłem. Po godzinie łażenia miałem chyba setkę zdjęć. Postanowiłem przysiąść na balkoniku i jeszcze raz je przejrzeć. Za sobą usłyszałem rozmowę. Po głosach rozpoznałem, że to dziewczyny. Jeszcze nie zdawałem sobie sprawy z tego, że tam można było wejść z drugiej strony, więc by zajrzeć przez mur za mną, stanąłem na oparciu ławki. Zasłaniały mi żółte kwiaty powieszone tam na plastikowych hakach, więc lekko chciałem je przesunąć. Niechcący zrzuciłem doniczkę na dół, tym samym powstała szczelina przez którą pstryknąłem tą fotkę, a one mnie ujrzały. Były ubrane dość skąpo. Nie powiem. Zrobiło mi się wtedy dość głupio, gdyż wyszło na to, że byłem podglądaczem.
- A dziwisz się!?
- Nie. Nawet próbowałem to wyjaśnić, ale dostałem tamtym owocem prosto w twarz i spadłem na plecy.
- Czemu wy chłopcy myślicie tylko o tym? - Zwróciłam im uwagę po ujrzeniu fotografii. Obaj się uśmiechnęli.
- Nie. Nie myślimy tylko o tym. Są to bzdury wymyślone przez płeć piękną do której należysz. - Zaczął Naruto. - Oczywiście bez obrazy. Nikogo tu nie atakuję, a jedynie bronię naszego dobrego imienia. Mówiąc krótko. Jest to nasz instynkt. Nakazuje nam, oglądać się za wami no i... Nagato, pomóż. Zabrakło mi słowa.
- Podziwiać wasze piękne kształty. - Dokończył wywód.
- Dokładnie. Lepiej bym tego nie ujął. - Przybili żółwika.
- A czemu żaden z was nie udowadnia tego, że się mylimy? - Sama nie wiem czemu w to brnę. Może z braku innych tematów?
- Nie widzicie tego. To co kiedyś was satysfakcjonowało stało się zwykłym gestem uprzejmości. - Westchnął Nagato. - Byłaś ze mną w klasie, więc mogłaś to zauważyć. Dziewczyny zawsze wchodziły pierwsze, wybierały pierwsze, głosowały pierwsze. Na dzień kobiet, ja z resztą chłopaków, już tydzień wcześniej się zmawialiśmy, co wam kupić. Tak samo w walentynki. Przez trzy lata to praktykowaliśmy i przez trzy lata my nic nie otrzymaliśmy. Podobno zawsze zapominałyście. Dobra. Luz. Wtedy na cały świat mieliśmy wylewkę, ale nie na takie ,,szczegóły". Może powiem tak. Wy nas więcej ranicie w życiu, niż my was. Możesz się nie zgadzać, bo tego i owego, ale tak jest. My nie umiemy odczytywać waszych myśli, dlatego zazwyczaj robimy to nieświadomie. Nie miejcie do nas o to żalu. - Jego mina stała się poważna. Nie widniał już na niej wcześniejszy uśmiech, który towarzyszył mu przez całe życie. Tak jak wtedy, gdy zerwała z nim. Może i ma rację, ale nie całkowitą.
- Czyli tylko ja byłem samotny przez wszystkie klasy? Eh. - Westchnął smętnie.
- Jak to? - Zapytał zdziwiony Nagato. - Przecież  parę lat temu mówiłeś, że nie masz problemu ze znajomymi.
- Nie miałem problemu, bo ich nie posiadałem. - Jego głos powoli się załamywał.
- Ale opowiadałeś...
- Kłamałem. - W powietrzu można było wyczuć napięcie. Nagato już nic nie mówił. Odwrócił głowę i wyglądał przez szybę. Naruto za to ją spuścił. - O czasach podstawówki nie będę mówił, gdyż chodziliśmy do jednej klasy. Gdy poszedłem gdzie indziej niż wy, moje życie wywróciło się do góry nogami. Tam już byli ,,dojrzalsi".
- Jak nie chcesz to nie mów. - Powiedział czerwonowłosy. Dał mu wybór, lecz chyba nawet tego nie usłyszał i kontynuował dalej:
- Pierwszy dzień, to jak wiecie, składa się z oprowadzania po szkole i poznawania nauczycieli. No i jak nazłość pierwsza była godzinka wychowawcza. Usiadłem sam, gdyż nadal nikogo nie znałem, a nie chciałem wyjść na nachalnego. Wychowawca sprawdzał listę obecności. No i w końcu wyczytał moje nazwisko. Wstałem i potwierdziłem obecność. Już wtedy zaczęły się szepty. Dobra. Nic niezwykłego. Każdy wie, że moi rodzice są znanymi ambasadorami. Już wcześniej tak było. Usiadłem z powrotem i oparłem głowę o dłonie, wpatrując się w jakiś element sali. Następnie każdy miał się przedstawić na zasadzie zadawania pytań. Nie wiem, kto to wymyślił w tej szkole, ale do dziś go nienawidzę.
- Już chyba wiem jakie było pierwsze pytanie. - Skwitował Nagato kiwając głową z dezaprobatą.
- Nadal mam je w głowie, a brzmiało ono tak ,,Czy to prawda, że jesteś opętany tak jak twoja rodzina?" Zaczęli się śmiać. Dla kogoś w moim wieku była to obelga. Czakra zaczęła we mnie buzować, a Kyuu już wtedy mnie uspokajał. Nie pomagało zbytnio. Oczywiście nauczyciel uspokoił klasę i zakazał takich pytań. Jednak się nie skończyły. ,,Przemieniasz się w coś?" ,,Jesteś mutantem?" etc. itd.  ,,Odpowiesz wreszcie!?" Nie musiałem otwierać ust. Moje oczy zrobiły to za mnie. Ukazałem czerwone tęczówki z kreską po środku jak u lisa. Nadal nie mam nad tym kontroli. Tylko Kyuu po paru minutach dopiero może im przywrócić dawną barwę. Oczywiście wszyscy to ujrzeli. Założyłem kaptur i wyszedłem. Nauczyciel nawet nie poszedł za mną. Przez trzy lata, nie odezwałem się do nich słowem. Zamknąłem się w sobie. Przesiadywałem zawsze samemu. Gdy były jakieś grupowe zajęcia, to ich nie robiłem. Jedynym lekarstwem byliście wy. Jedyni, którzy się ze mnie nie nabijali. A szczególnie ty, Konan. Dziękuję ci.
Zastygłam w bezruchu. Nie dość, że otworzył się przed nami to jeszcze dziękuje. I do tego mi. Nie Nagato, lecz mi. Przeszło mnie dziwne uczucie, gdy zerknął na mnie poprzez lusterko. Tak jakby specjalnie je ustawił, by na mnie patrzeć. I nie przestaje tego robić. Wcześniej, gdy tylko na niego spojrzałam to zawsze wracał oczami. A teraz nasze spojrzenia się zblokowały. Nie wiem co mu odpowiedzieć. Nie spodziewałam się tego. Na szczęście odezwał się Nagato.
- A mi już nie podziękujesz? - Odwrócił głowę w jego stronę.
- Ty jesteś rodziną. To co innego.
- To nie było miłe, ale niech ci będzie. Nie chcę się kłócić o byle bzdety. - Machnął ręką dla potwierdzenia swoich słów.
- To kontynuując. W liceum postanowiłem się postawić, by nie było jak wcześniej. Wyszło na to, że zbiłem mordę około dwudziestce cwaniaczków. Tyle samo razy wzywali rodziców, ale że ich nigdy nie było to przychodził dziadek, który sam mi to zasugerował. Uzyskałem wtedy reputację psychopaty z którym lepiej było nie rozmawiać. Ledwo się prześlizgiwałem do klas, by tak nadal myśleli. Pasowało mi to. Jednak czegoś brakowało. Noa tego nigdy nie mówiłem, ale miałem dziewczynę.
- Czyli jakieś pozytywne wspomnienia masz.
- Nie do końca. Po tygodniu okazała się zimną suką. Na drugą randkę mieliśmy pójść do wybranej przez nią knajpy. Po dwudziestu minutach nagle zniknęła za to podeszło do mnie kilku typów. Patrze na ich twarze. Jedna wydawała się dość znajoma. Był to jej starszy o rok brat, któremu kiedyś poprawiłem nos. Hmm. Chyba po dziś dzień noszą ślady swojego scyzoryka na policzkach. Na następny dzień dorwałem ją w szkole przy jej szafce. Zamknąłem ją brutalnie i przyparłem do niej dziewczynę. Uderzyłem koło niej pięścią wyginając blachę. Ostrzegłem ją, że następnym razem braciszek nie wróci do domu i by go lepiej pilnowała. Przeraziła się tak, że tego samego dnia zniknęła na kolejne dwa tygodnie. Później nawet nie miała odwagi na mnie spojrzeć. Rzecz jasna, nigdy jej nie uderzyłem czy coś. Żadnej dziewczynie tego nie zrobię. Nie jestem damskim bokserem. Od tego czasu dałem sobie spokój. Oglądam się, ale nie czuję już tego co kiedyś.
Przymknął oczy. W lusterku zauważyłam łzę wyciekającą z pod lewej powieki. Szybko wytarł ją rękawem od bluzy, udając że drapie się po głowie.
Najpierw u mnie, a teraz tu. Nie jest mu obce okazywanie uczuć, ale odnoszę wrażenie, że się ich wstydzi. Za każdym razem jest lekko zakłopotany i próbuje je ukryć. Przed innymi udaje kogoś kim nie był, nie jest i nie będzie. Chodzi w przysłowiowej masce. Postępuje zupełnie inaczej niż ja. Trzyma wszystkie wspomnienia w sobie. Nawet te, które nie są ważne, a nawet go ranią. Czy wytrzymasz to, czego ja nie potrafiłam?

Naruto:
- Już jesteśmy. Wydział sztuk pięknych. Czyż nie jest piękny? - Zażartowałem i spojrzałem w tył. Była nieobecna. Pierwszy raz odkąd ją znam. Do tej pory tylko mi się to przytrafiało. Może to zaraźliwe!?
- Konan? - Nagato pomachał ręką przed jej twarzą. - Wiem że ten suchar Naruto był jak pustynia, ale nie przesadzajmy z reakcją.
- Przepraszam. Zamyśliłam się. - Odpięła pas i otworzyła drzwi. Wysiadając wzięła pośpiesznie swoją torebkę i udała się w kierunku wydziału. Nawet się nie pożegnała. Wysiadłem za nią.
- O której kończysz!? - Wykrzyczałem, gdyż zadziwiająco szybko oddaliła się.
- O szesnastej! - Dość późno, ale przyjadę. Patrzyłem się za nią dość długo. Zbyt długo, bo zauważył to Nagato i podszedł do mnie.
- Stary! Co się dzieje? Jesteście dzisiaj jacyś dziwni. - Zaczął mną trząść. - Twoje oczy. - Rzeczywiście, poczułem że się zmieniły.
- Może przez to, że nie spałem. Nie wiem. Nie wiem co się ze mną dzieje. - Ostatnie wypowiedziałem tak, by nie słyszał. Nie wyjaśniając nic więcej i ignorując jego wzrok, wsiadłem do auta.
Nagato:
Znam ich dość długo i wiem, że w tej chwili nie byli sobą. Naruto bardzo dziwnie się zachował. Na początku zauważyłem, że ciągle spogląda w to lusterko. Jednak nie dawno zdobył prawko, a za nami jakiś debil ciągle trąbił, więc pewnie zastanawiał się, czy nie wysiąść i mu za przeproszeniem, nie wpierdolić.
Następna kwestia to jego wyznanie. Trochę mnie wkurzyło, że perfidnie nas okłamywał, ale rozumiem albo staram się to zrobić, czemu to robił. Jesteśmy przyjaciółmi, więc mu wybaczę. Nie wiem czy sam bym tego nie zrobił i nie zataił przed nimi, gdybym znalazł się w podobnej sytuacji. Ale w końcu się otworzył. Widać, że nie mógł już tego trzymać w sobie i musiał się wygadać.
Jednak najbardziej zastanawia mnie jego wzrok. Mówił nieraz, że kolor tęczówek zmienia mu się pod wpływem emocji. Może wcześniej ich nie ujrzałem? Teraz nie umiem sobie tego przypomnieć. Ale to dziwne, że podczas tej chwili, dłuższej chwili przeciągającej się do paru minut, zmieniły się. Może czysty przypadek. Może nie powiedział wszystkiego. Jakie może!? Jestem tego pewien i coś mi się zdaje, że dowiem się tego już niedługo.
A teraz ona. Konan nigdy, ale to nigdy, przenigdy w świecie się nie zamyśliła!!! Czyżby udało ci się przebić przez jej grubą zaporę i przedostać do uczuć swoim długim wywodem, a przynajmniej wydobyć z niej emocje? Jednak to co przedstawiłeś było lekkim odwzorowaniem jej życia, więc nie mogło na niej tak zadziałać. Dokładnie tą samą samotność przechodziła co ty. Sześć pełnych lat próbowałem ją do kogoś zbliżyć w sensie koleżeństwa. Bez skutku. Praktycznie ją zmusiłem do nauki i chodzenia do szkoły, bo w przeciwnym wypadku by tego nie robiła. A teraz co? Mądrzejsza ode mnie. Z resztą tak było od zawsze.
- Nagato! Idziesz, czy jednak wolisz na piechtę!?
- Ta! - Oho. Wrócił.

Konan:
Gdy tylko zamknęły się drzwi, pobiegłam wprost do toalety. Stanęłam przed lustrem opierając ręce o umywalkę i spojrzałam na siebie. W moich oczach dostrzegłam małe, drżące iskierki. Nie powinno ich tam być.

~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess
A dla tych, którym krótki opis zdjęcia zrobionego przez Nagato nie wystarczył, proszę bardzo :).
large-1

3 komentarze:

  1. Hej,
    czyżby tym wyznaniem Naruto udało przebić się przez ten mur Konan? Nagato i to podglądanie to skojarzyło mi się z Jiraya...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej,
    wspaniały rozdział, czyżby tym wyznaniem Naruto udało się przebić przez mur Konan? Nagato skojarzył mi się tutaj z Jiraya przy tej scenie z tym podglądaniem...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  3. Hejeczka,
    wspaniale, czyżby tym wyznaniem Naruto przebił się przez mur Konan?
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń