środa, 3 stycznia 2018

N.n.m.s. - Ciężki okres czasu

****************
- Uspokoisz się wreszcie? Trzęsiesz się jak osika, a jest już ranek.
- Nie! O mały włos, a wysłałbym je na tamten świat.
- Dramatyzujesz. Jechaliśmy ledwo pięćdziesiątką.
- Ale jednak straciłem panowanie nad sobą.
- Smarkula umie uderzyć w czuły punkt. Jednak nawet wiem czym jest to spowodowane. - Popatrzyłem na niego. Ten lis wie więcej o mojej siostrze niż ja sam? Niemożliwe!
- To co to takiego?
- Hmmm. Nie wiem jak to może zabrzmieć w twoich uszach, ale wale z grubej rury. - Zabiło mi serce jeszcze mocniej.
Coś jej się stało! Wiedziałem! Mogłem jej lepiej pilnować. Ale czemu mi o tym nie powiedziała? Czyżby nie chciała mnie martwić? A może jednak coś odwaliła i próbuje skierować moją uwagę w innym kierunku? Jeśli to prawda, dostaje szlaban na rok!
- Albo nie. Po prostu w oczywisty sposób cię nakieruje na ten temat. Yhh. Jednak inaczej. - Zaraz mnie szlak trafi!
- Możesz w końcu to powiedzieć!?
- Dobra, dobra. Zluzuj gacie. - Skąd on bierze te wszystkie odzywki? - Tylko się z tobą bawię. Otóż. Musisz kupić jej to z czego dziewczyny korzystają.
- Koniec tych podchodów. Mów wprost albo za drzwi. - Wyprostowałem rękę w stronę wyjścia z wyprostowanym palcem wskazującym.
- Podpaski. - Minęło kilka chwil zanim się otrząsnąłem.
- No nie mów, że dostała menstruacji. Kuźwa!! Sama nie umie zadbać o te potrzeby? - Schowałem głowę w ramionach. Czemu mnie to spotyka? Niech rodzice już wrócą. Nie interesuje się tymi sprawami i nie zamierzam się w nich zagłębiać. Uczyłem się o tym, ale litości! Nie mam zamiaru doświadczać tego na własnej skórze. - Przyznaj się. Kazała ci przekazać, że mam zrobić dla niej zakupy. Tak?
- Dokładnie to miała na myśli. Podobno nie wie gdzie je kupić, a zapas zrobiony przez Kushinę się skończył.
- A ja mam wiedzieć!? Noa!!! Na dół!!! - Pulsująca żyła wyskoczyła mi na czole.
- Czego ty ode mnie chcesz o tej godzinie? - Po kilku minutach zeszła schodami w błękitnej piżamie ze wzorem różowych serc. Składała się ona z części dolnej i części górnej. Przecierała oczy lewą ręką. Najwidoczniej dopiero mój krzyk ją obudził. Przyznam, że ja nigdy nie mógłbym usnąć w czymś takim. Nie ze względu na wygląd tylko na niewygodę.
- Ubieraj się. Jedziesz ze mną do sklepu. Nie przyjmuję odmowy!
- A sam byś nie mógł? Jest szósta rano. Zlituj się.
- Nie. Mam to gdzieś. Sama sobie kupisz potrzebne ci rzeczy. Co najwyżej mogę z tobą wejść do tego sklepu i zapłacić, ale nie wezmę tego do ręki. Na co się gapisz? Ruchy! - Udała się do łazienki na parterze. Była to jej prywatna łazienka, gdyż w przeciwieństwie do mnie, swojej w pokoju nie posiadała. Oczywiście przed wejściem do niej pokazała mi złośliwie język. Ehh. Te dziecinne nawyki.
- Prawie jak w wojsku. Hehe. - Kyuu wrócił do rozmowy ze mną.
- Coś musi poskutkować na jej charakterek. Próbuje wszystkiego, by tego dokonać. Niestety, ale powoli kończą mi się pomysły.
- A próbowałeś zastraszenia?
- Nie działa.
- Wstydu?
- Także nic.
- Yyyy. Jak to? Ma piętnaście lat i jest dorastającą nastolatką. - Zrobił zdziwioną minę. - Dasz radę ją zawstydzić. Zabrać ciuchy, czy coś powiedzieć przy jej koleżankach. Nie musi być prawdziwe.
- Bracie! Gdzie są moje ubrania, które zostawiłam przy prysznicu?
Obydwoje odwróciliśmy się. Powiem tak. Był to dla mnie duży błąd. Zdążyłem zasłonić oczy Kyuubiemu, jednak ja spojrzałem. Oczywiście spuściłem wzrok na podłogę. Nie jestem pedofilem.
- Siorka. Proszę cię. Nie paraduj nago albo przynajmniej nas ostrzeż, że to zrobisz.
- Czemu wszystko wyolbrzymiasz? Jesteśmy rodzeństwem, a Kurama to prawie jak brat. Nie wspomnę o świerszczyku, który znalazłam w kuchni w torbie z zakupami. - Spojrzałem w kierunku Kuramy. Ten tylko wzruszył ramionami i lekko się uśmiechnął. Nie będę się na niego gniewał. Ma przecież udawać chłopaka w moim wieku. Na dodatek to moja gazetka i to ja w sumie ponoszę odpowiedzialność za to, jednak nie zmienia to faktu, że to on ją tam przyniósł. Mój wzrok znowu powędrował na siostrę. Szlak!
- Ale możemy za to trafić do pierdla.
- Młody ma rację. Według prawa zahacza to o pornografię dziecięcą. Musisz mieć ukończone przynajmniej szesnaście lat.
- Wam na prawdę odpierdoliło. Jestem w swoim domu i będę robić co mi się żywnie podoba! Nawet się obnażać. Zacznijcie się do tego przyzwyczajać. - Uhu. Nerwy jej puściły. Pora się zmywać.
- Kyuu. Idziemy do auta. Poczekamy na nią właśnie tam, gdzie nie wyczujemy jej hormonów depczących wszystkich po drodze. - Rzuciła w nas swoją gumką do włosów. Miałem szczęście, że nie miała czegoś cięższego pod ręką.
- Dobry pomysł, ale ja siadam z tyłu.
- Nie będzie drugiego takiego wypadku.
- Miejmy nadzieję. Nie zamierzam znowu wyratować sytuacji, tylko zostawię tą kierownicę na pastwę losu. - Nie ma to jak pocieszenie. Przynajmniej nie będę siedział obok Noa.

No i będę miał spokój na resztę roku. Cały bagażnik zapchany tym, yyyy, nawet nie wiem co tam jest. Ważne że jest! Ona odprowadzona, a raczej wyrzucona z samochodu do szkoły. Znowu zaczęła ględzić, więc ma za swoje. A teraz razem z Kuramą słuchamy kolejnego wykładu. Tym razem zaczął się dość długi rozdział o anatomii człowieka i jak myślę nie skończymy go przez miesiąc. Kyuu najwyraźniej usnął, bo ma zamknięte oczy i się nie rusza. Wiedziałem, że to tak się skończy i debil się niczego nie nauczy. Chociaż ja nie jestem lepszy. Zamiast robić notatki, które i tak nie są mi potrzebne, bo w domu klony zakuwają całe dnie, to sobie szkicuję w zeszycie. Czasami tylko spojrzę w stronę Kakashiego, który najwyraźniej ma gdzieś, że trzy ławki wcześniej, dziewczyny robią sobie selfie i plotkują w najlepsze. Ciekawi mnie, kiedy zakończy się ta dobra passa i nasz wykładowca wyciągnie asy z rękawa. Oho. Lis się przebudził i rozciągnął na tym dość niewygodnym, nawet jak dla mnie, krześle.
- Ile spałem? - Wycierał jeszcze oczy ze śpiochów.
- Godzinę.
- Tylko tyle? Mój boże. Jeszcze cztery? - Oparł ręce jak i głowę na policzku o ławkę. - Co tam robisz? Ooooo. Szkic. Pokaż!
Wyrwała mi ta szuja pracę z ręki i zaczęła oceniać. A tylko mi to zniszczysz to powyrywam wszystkie kudły! Każdego pojedynczo.
- Ile to już rysujesz?
- Niecałą godzinę.
- Nawet, nawet. Ty na pewno poszedłeś na właściwe studia? Naszkicowałeś tak jak to teraz widzimy. Nawet szczegóły umieściłeś takie jak biżuteria i wzory na ubraniach. Da się przeczytać z tablicy. Może zostań malarzem.
- Niee. To tylko takie małe hobby. Przecież powinieneś to wiedzieć.
- Niby skąd? Wcześniej nie wtrącałem się w twoje sprawy i poczynania.
- A teraz zaczniesz?
- Ależ oczywiście, że nie. Tylko będę dzielił je z tobą. - Uśmiechnął się w moją stronę i coś niepokojącego zwróciło moją uwagę.
- Skróć te kły.
- O rzesz! Aż tak widać? Jeszcze nie dopracowałem tego ciała. - I w tym się zgodzę.
Wczoraj wieczorem siedział przed lustrem i manipulował wszystkim tak, by wyglądało to jak normalne, ludzkie ciało. Niestety jeszcze pomyłki się zdarzają, ale jest coraz lepiej. Nie chcecie wiedzieć o co się pytał! Najlepiej gdy o tym wszystkim zapomnimy i nie będziemy drążyć tematu. Musiałem pożyczyć mu także trochę ciuchów. Nie było z tym problemu, gdyż jest tego samego wzrostu i postury co ja. Tak, tak. Wzorował się na mnie. Włosy nawet mu wyszły. Niby taki czerwony nieład, ale wyglądają fajnie.
Nosimy taki sam naszyjnik, zmieniony na łańcuch, by było bardziej po męsku. Haha. Odzwierciedla głowę lisa połączoną z głową człowieka. Wiecie, takie pół na pół. Po jednej mordzie na profil. Przekazywany jest on już niezliczoną ilość pokoleń jinhuurikich. Myślę, że mają spokojnie z dwa tysiące lat, a może i więcej. Licho wie. Ważne że je posiadamy i szanujemy się nawzajem. Ja także będę musiał przekazać mój, gdy będę odchodził na tamten świat, ale jeszcze nie teraz. Chce trochę pożyć, a znalezienie kogoś z odpowiednią czakrą nie jest łatwym zadaniem. Szczególnie w tych burzliwych dla shinobi czasach.
Dobra. Doczekaliśmy się zaproponowanej przez profesora przerwy. Miał do tego prawo, gdyż dzisiaj siedzimy tylko z nim. Kawiarnia była dość dobrym pomysłem. Praktycznie dwie minuty drogi stąd, a jak się spóźnimy to nic się przecież nie stanie.
- Witam. Ciężki dzień?
- Zdecydowanie. Nadal nie zdążyłem się rozbudzić. A tak poza tym. Kurama to Itachi. Itachi to Kurama. - Podali sobie ręce i uprzejmości. - Dwie kawy na teraz oraz cztery na wynos. Wykitujemy na zajęciach bez nich.
- Oj nie ty jeden.
- Tym razem idziemy tam. - Wskazałem stolik najbardziej zacieniony i ustawiony w kącie. - Na miękkie. Krzesła są tragiczne i nie usiedzę na nich ani chwili dłużej.
- Znam ten ból. Pisać egzaminy to istna udręka, ale przynajmniej wyćwiczysz poślady! - Nie spodziewałem się tego usłyszeć od Uchihy. Wczoraj taki spokojny i poważny. Najwyraźniej miał gorszy dzień. Oczywiście wybuchnęliśmy śmiechem po tym stwierdzeniu.
- Taaaa. Przyda się gdy będziesz schylał się po mydło! Za cholerę nie przejdzie przez twoją obronę! - Pięć minut teoretycznego turlania się po podłodze przez liczne dopowiedzenia. O tak. To chyba podziałało na nas lepiej niż najmocniejsza kawa, ale i tak ją wzięliśmy.
Do rzeczy. Czas się ogarnąć. Zostały dwie godziny! Z chęcią bym się urwał, ale tak na pierwszych dniach nie wypada.

Nie wytrzymałem i spałem do końca wykładu. Szczęście Kyuu mnie obudził i nie było konsekwencji. Tak, tak. Jak już wcześniej wspominałem, wykładowca miał asa. Tym co przyłapał na spaniu, kazał napisać referat o działaniu stawów na pięć stron A4. Nie zbyt ciężki temat, ale na pewno czasochłonny. Mają to zrobić do piątku. Chyba dwie osoby się tak przejechały. Ale co się nimi przejmować? W samochód i w drogę. Musimy w końcu odwiedzić pewne miejsce całą trójką. Słońce dawało mi po oczach, szczęście Kyuu pomyślał i zabrał dwie pary okularów przeciwsłonecznych. No i teraz się wszystko widzi! Oczywiście musiała zadzwonić komórka.
- Kyuu. Odbierz, bo ja nie mam jak. - Wygrzebał z mojej kieszeni i zaczął rozmawiać.
- Halo? Nie. To telefon jej brata, a ja jestem jego kolegą. Nie może teraz rozmawiać, bo prowadzi. Mam coś przekazać? - Chwila przerwy. - To niech pani sama mu to powie. - Przystawił mi telefon do ucha.
- Tak? Dobrze. Przyjadę. Który pokój? Za kilka minut będę na miejscu. Do widzenia. - Szczęście, że zdążyłem zaparkować zanim to usłyszałem. - Ja jebie!
- Co znowu?
- Jest u dyrki. Jeszcze nie wiem czemu, ale się dowiem. Drugi dzień i już tam trafiła!
- Nastolatki.
- Lepiej nie mogłeś tego określić. Zaczekasz? Potrwa to chwilkę.
- Taa.
Czemu mnie to spotyka? Same problemy z tą dziewczyną. Nie wiem co mam zrobić, żeby zaprzestała głupot. Poszedłem do dawnego liceum, czując się dziwnie, bo to wracanie do przeszłości, której nie powinno się wspominać. Przed wejściem zdjąłem okulary i zawiesiłem je na białej koszulce, a ręce schowałem do kieszeni spodni. Oczywiście łańcuch kołysał się w rytm kroków co przeszkadzało mi w skupieniu się, ale nigdy go nie zdejmę. Drzwi wejściowe, skręcamy w prawo. Dziesięć metrów i na lewo do gabinetu dyrektora. Zapukałem. Usłyszałem ,,proszę". Otworzyłem drzwi i zamknąłem za sobą.
- Dzień dobry pani dyrektor. Kilka miesięcy mnie tu nie było. - Uśmiechnąłem się w jej stronę. Wszystko zrobię, by wyciągnąć siorkę siedzącą teraz obok niej na krześle z tego bagna.
- Czyli jednak to nie zbieżność nazwisk. Tak myślałam, że może jest twoją młodszą siostrą, ale nie miałam stuprocentowej pewności. Ale nie po to cię tu sprowadziłam. Proszę usiądź.
- Co odwaliła?
- Zanim przejdziemy do tego, to chciałam jeszcze tylko coś sprostować. Ten numer jest twój, tak?
- Tak.
- A możesz podać do swoich rodziców?
- Mogę, ale nie dodzwoni się pani. - Popatrzyła się na mnie dziwnie. - Są po drugiej stronie globu i ciężko pracują. Sam zamieniam z nimi słowo co miesiąc, gdy znajdą czas.
- Czyli jednak nie kłamała.
- Niestety nie.
- W takim razie to z tobą muszę porozmawiać. Dzisiaj twoja siostra ukradła testy z matematyki podczas trwającej przerwy z torby nauczyciela. Twierdzę tak, gdyż Iruka zorientował się już na następnej lekcji i znalazł je w torbie należącej do Noa.
- Ja ich nie ukradłam! Byłam wtedy w łazience! - Od razu zauważyłem po jej wyrazie twarzy i tętnie, że jednak nie kłamała. Teraz wystarczy znaleźć sposób na uniewinnienie jej.
- Nie kłam. Twoi koledzy widzieli cię, jak grzebałaś przy biurku, a następnie w torbie.
- To nie ja kłamię! Zwalają całą winę na mnie.
- Niestety nie masz świadków na to, że cię nie było w tym czasie.
- Ale niech pani pomyśli. W tym wieku strzelają do łba różne dziwne pomysły. Nie twierdzę, że ona nie jest w to zamieszana, ale mogła zostać wrobiona. Myśląc jak tamci, zrobiłbym to samo. Mieli nadzieję, że moja siostra po znalezieniu papierów w torbie, przekaże im te testy po szkole, bo bałaby się konsekwencji przy oddawaniu ich. Tą metodą ściągają z siebie jakiekolwiek podejrzenia. W dodatku pewnie od razu po wpadce wypaplali umówioną wersję zwalając całą winę na nią. Prawda? - Popatrzyłem na Irukę, mojego dawnego wychowawcę, jak i na dzisiejszego siostry. Ten westchnął i zamknął oczy. To potwierdzenie, że trafiłem w sedno.
- Masz rację. Powiedzieli natychmiast po tym jak się spytałem, kto jest za to odpowiedzialny.
- W takim razie jej słowo przeciw im. - Dyrektorka oparła się o skórzany fotel. - Pas. Nie rozwiążemy tego.
Tak! Nawet w sądzie to oznacza, że człowiek jest niewinny do puki nie udowodnią mu zbrodni i nie może dosięgnąć go sprawiedliwość. A teraz zakończmy to bezsensowne spotkanie.
- Moglibyśmy pobrać odciski palców od każdego z nich i z prac, ale komu by się chciało w to bawić?
- Dobrze. Na razie niewinna. Noa. Możesz wracać do domu. Mam nadzieję, że to się już nie powtórzy. - Siostra odetchnęła z ulgą. Ja w sumie też. Jeszcze brakowałoby mi jej uziemienia w prawach ucznia, a taką informację przekazać rodzicielce, by przyjęła to na spokojnie to istny cud. Wysłałem ją przodem, a sam porozmawiałem przez kilka minut z Iruką. Był ciekawy gdzie uczęszczam i jakie mam plany na przyszłość. Szczerze? Nie zastanawiałem się jeszcze zbyt długo nad tym. Tak samo mu powiedziałem.
Znowu słońce. Lubie je, ale nie w takich ilościach. Okulary na oczy i w drogę. Uderzyła w nas fala dźwiękowa spowodowana muzyką dochodzącą nie skąd indziej niż z mego auta. Futrzak nie mógł się powstrzymać przed wypróbowaniem głośników i podkręceniem ich na maksa. Teraz siedział na masce i patrzył się w naszym kierunku. Pewnie nie był pewien jak zareaguje. W przeciwieństwie do siostry liczył się z moim zdaniem, jednak nie zawsze się z nim zgadzał. To nawet dobrze. Gdyż jeśli ja coś odwalę to on to może naprawić.
- Proszę cię. Ścisz to. - Pierwsza zaczęła Noa. - Ludzie się patrzą.
- To niech się patrzą. Jest w tym jakiś problem?
- Lubię być w centrum uwagi, ale co sobie pomyślą ludzie z mojej klasy i nauczyciele, gdy zobaczą mnie z dwoma starszymi chłopakami. - Tak. To jest przypadłość Noa. Zbyt bardzo przejmuje się opiniami innych.
- Będą zazdrośni. Hahaha. - Zawtórowałem. Otworzyłem drzwi i wsiadłem. Reszta także.
- Dzisiaj pojedziemy do miejsca, gdzie właśnie ty Kyuu, kupisz sobie ciuchy. - Siorka także wybuchła entuzjazmem, ale od razu go zgasiłem. - Ty się nie ciesz. Nadal mam zapchany bagażnik twoim towarem i nie znajdę miejsca na nic więcej. - Perfidnie kopnęła mój fotel kierowcy. Odwróciłem się.
- Jeszcze raz, a pojedziesz w bagażniku. Twoje zakupy na twoim miejscu będą bardzo zadowolone. - Ale ja nie! Jakby to wyglądało!? Nawet nie chcę o tym słyszeć. -  Wybieraj.
Pół godziny później byliśmy na miejscu. Przejażdżka siostrze chyba się nie spodobała. W sumie tak jak mi. Znowu wszystko muszę upchnąć do bagażnika. Ale nie martwcie się na zapas o moją siostrę. Była bezpieczna. Kyuu zrobił ze swojej czakry tak jakby swoistą tarczę na tył samochodu, umieszczoną tuż pod karoserią. Nawet gdybyśmy mieli wypadek, to nam stałaby się większa krzywda niż jej. ,,Wspaniałomyślny brat zawsze opiekuje się młodszą siostrą", tak skomentował to lis, z nutką ironii w swoim dość niecnym głosie. Pewnie z chęcią by jej coś więcej zrobił, ale wiedział, że wtedy nie ma co szukać u mnie wyrozumiałości. Nie chciałem jej zrobić nic złego, tylko pokazać, że ja nie żartuję z pewnymi kwestiami. Na dodatek mieliśmy dużo szczęścia, gdyż obok przejechał samochód policyjny. Dziwnie się na nas gapili, a później zaśmiali. O mały włos, a z pewnością by nas zatrzymali. Tak jak ja nie mogłem tego wytrzymać to lis z czystej chęci, prawie pokazał im środowy palec. Uff. W porę zareagowałem i uderzyłem go z łokcia.

Teraz czas się przejść po tym nowym centrum handlowym. Otworzyli go zaledwie miesiąc temu, a z tego co czytałem cieszy się dość dobrą opinią i niestety tłumami odwiedzających to miejsce. Z czego zaledwie dziesięć procent przychodzi tu, by coś kupić. Reszta uważa to miejsce za spotkaniowe, czyli gromadzą się grupkami i łażą bez celu. Czasami wejdą do sklepu, ale nawet nie zobaczą co jest na półkach, po czym wychodzą. Cały obiekt jest pomalowany i udekorowany w jasnych kolorach z dwoma piętrami nie licząc parteru na którym teraz się znaleźliśmy i na który można patrzeć z reszty pięter. By nie spaść zamontowane są metalowe bariery w dodatku oszklone. Wszędzie wiszą plakaty, reklamy z obniżkami, z ludźmi w prezentowanych ciuchach z nowych kolekcji, dekoracje typu kolorowe lampy. Tu było wszystko. Odzież damska, męska, dziecięca, sklepy obuwnicze, przybory kuchenne, RTV, AGD, sklepy z zabawkami, a na zewnątrz nawet mieścił się komis samochodowy. Było dużo głównych przejść prowadzących do samego środka budynku, nazywanego tu potocznie ,,Sercem", gdzie znajdowała się ogromna fontanna. Obok niej znajdował się mały placyk zabaw dla dzieciaków.
- Noa. Zaczekaj tu i bądź grzeczna. Za godzinę wrócimy. Tylko pamiętaj. - Uniosłem palec wskazując w jej stronę. - To nie twoje zabawki i trzeba się nimi dzielić. - Reakcja błyskawiczna. Nadepnęła mnie na stopę wkładając w to siłę.
- Ups. Psieplasiam. - Zasłoniła ręką usta. Wiedziałem, że śmieje się.
- Czyli plan pozbycia się jej nie wypalił. - Zaśmiał się Kyuu i szepnął w moją stronę.
- Może następnym razem.
Skierowałem nas w stronę sklepu, który lubię najbardziej. Gdy dowiedziałem się, że przenieśli go w to miejsce niezmiernie się ucieszyłem, gdyż wcześniej jeździłem tam zatłoczonym metrem dwie godziny. Było to jak skazanie siebie na wyrok śmierci.
Męska odzież od wyboru do koloru, a kiedy nie znajdziesz interesującej cię rzeczy, możesz zamówić ją u nich. Wspaniała opcja, dla tych, którzy nie lubią chodzić i szukać po setkach innych tego typu obiektów. Ja do takich ludzi należę w przeciwieństwie do mojej siostry. Uwielbia takie miejsca jak to i umie siedzieć w nich godzinami.
- Dotarliśmy. - Piękny wystrój w kolorach ciemnych, czyli granat, czerń i czasami biel, która pasuje do nich idealnie. Jeden z największych sklepów, wręcz można się w nim zgubić. Spokojnie liczył osiemdziesiąt metrów długości i z sześćdziesiąt szerokości. Przy ścianach półki z ładnie poukładanymi ubraniami, a pomiędzy regały i wieszaki. Ich asortyment był na prawdę ogromny. Miła obsługa, gdy ktoś przez dłuższą chwilę zastanawiał się nad wyborem, daje rady co by pasowało lub gdzie co znaleźć.
- To jak? Noa nam pomorze dobrać ciuchy pasujące do ciebie.
- No dobra, ale ja się trochę wstydzę. - Specjalnie się zarumienił. W przeciwieństwie do nas, ludzi, mógł zmieniać kolor skóry jak i kiedy chciał.
- Hahaha. Dasz radę. Nie będę się patrzyła jak się przebierasz.
-  A chciałabyś? - Teraz to ona zrobiła się czerwona jak burak. Nie gniewam się, bo wiem, że najzwyczajniej w świecie Kyuu robi sobie jaja. Nawet zabawne, gdy patrzy się na to pozytywnie, lecz w innym przypadku dostałby w ryj szybciej niżby zdążyłby to zauważyć.

Sześć toreb jego i moich rzeczy oraz siedem jej. Wróciliśmy do domu o dwudziestej trzeciej czterdzieści! To w głowie się nie mieści, że tyle nam to zajęło. Ale jest odpowiedź. Księżniczka w jednym sklepie przymierzała sto trzydzieści minut. Wiem to, bo specjalnie włączyłem stoper w moim Samsungu, by wygrać zakład z Kyuu. Niestety, on wygrał. Postawił więcej niż dwie godziny. Teraz muszę kupić mu kompa. No cóż, raz się wygrywa, a raz przegrywa.

~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess

3 komentarze:

  1. Hej,
    trochę to Noa mnie wkurza tum swoim zachowaniem i odzywkami, a te zakupy.... Kyuu chce się uczyć a to ciekawe...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej,
    wspaniale, Noa to mnie wkurza z tym swoim zachowaniem i odzywkami...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  3. Hejeczka,
    wspaniały rozdział, Noa to mnie bardzo mnie wkurza z tym swoim zachowaniem i odzywkami...
    weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń