Niestety, ale za nic nie mogę ruszyć z ,,Cień Błysku" T_T. Dlatego publikuję następną część z N.n.m.s. Życzę miłego czytania i przepraszam za tak długą nieobecność.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Naruto:
Leżała na prawym boku, a ja twarzą do niej. Odgarnąłem z jej oczu grzywkę, która zasłaniała twarz. Usta miała lekko otwarte, a ręce zgięte i wysunięte przed siebie, tuż obok głowy. Wygląda uroczo gdy śpi. Umiarkowany oddech i powieki wskazują na spokojny sen. Przynajmniej on taki jest. Te dziesięć godzin były dla niej bardzo ciężkie. Tak jak i dla mnie. Dowiedziałem się tyle, że bez mrugnięcia okiem mógłbym zabić Nagato za jej nieupilnowanie i nie próbowanie utrzymania z dala od wszelakich kłopotów. Aż żałuję, że zgodziłem się na tą przeprowadzkę. Jednak nie mogę pozwolić sobie na wyjawienie tego, co ja tu robię. Nie mogę dopuścić nawet do podejrzeń! Niby jak mam to zrobić!? Moja rodzina nie należy do tępaków. Szczególnie, że to ich techniki próbuję się pozbyć, a raczej jej efektów ubocznych. Przynajmniej mogę liczyć na ojca i nie pozostałem z tym wszystkim sam. Eh. Ale pomartwię się tym później.
- Konan. Obudź się. Musimy wracać. - Lekko szturchnąłem ją w ramię. Otworzyła oczy. Uśmiechnąłem się do niej na przywitanie. W odpowiedzi dostałem soczysty, prawy prosty, aż spadłem na ziemię. - Za co? - Spytałem podnosząc się i chwyciłem dłonią za nos. Świetnie. Krew. Popatrzyła na mnie przez moment nie wiedząc co się dzieje.
- Przepraszam! Nie chciałam! - Chyba się otrząsnęła. Wstała jak poparzona.
- Nic się nie stało. To ja byłem nie ostrożny. Powinienem z łatwością uniknąć tego ciosu, ale się zapatrzyłem. - Kurama! Wycofuj tą czakrę. Nie chcę wrócić do domu z twoimi źrenicami.
Poradź se sam. Ja zrobiłem sobie tymczasowe wakacje.
Wiedziałem, że strzeli focha. Będzie trzeba z nim porozmawiać.
- Na co? - Przecież doskonale wie. Chce ona wymusić na mnie bym to powiedział? Szybko wraca stara Konan. Jednak ile udało nam się dzisiaj tych wspomnień odpieczętować. W każdym był przynajmniej zalążek wszystkich uczuć i emocji, więc to chyba normalne. Ten jej wzrok. Grrrr! Niech jej będzie! Miało być bez tajemnic.
- W ciebie. - Zauważyłem lekki rumieniec na jej twarzy. - To chciałaś usłyszeć? - Zagrałem w grę na jej zasadach. Od razu się zakłopotała.
- Yyy... eee... nie wiem. - Spuściła głowę. Czyli nie była świadoma tego co rozpoczęła. Chyba jej odpuszczę.
- To był tani chwyt. Wybacz. - Wyjąłem chusteczkę z kieszeni i wytarłem nos z krwi. Szczęście, że takie ranki goją się szybko. - Jak chcesz wrócić? Piechotą czy może moim sposobem?
- A która godzina?
- Wpół do ósmej. - Wyczytałem z niej ogromne zaskoczenie.
- Tak długo tu przebywaliśmy!? - Odkiwnąłem jedynie głową. - To chyba jak najszybciej.
- Dobra. Ubierz się w kurtkę, bo jak mówiłem. Nie mogę się tu teleportować i musimy wyjść na zewnątrz. - Związałem kilka pieczęci, a jaskinia powróciła do pierwotnego stanu. Na zewnątrz napadało tyle, że utknąłem po kolana w śniegu. Chwyciła mnie za rękę. Jeszcze przez moment poczekałem: - Tylko nie mów gdzie tak na prawdę byliśmy.
Teleportowałem nas przed budynek dziadków.
- Dobrze. Nie powiem... - Chciała zadać jeszcze jakieś pytanie, ale usłyszałem znajomy głos.
- Czemu mnie zostawiliście!? I gdzie wy się przez ten czas podziewaliście!? - Podbiegł do nas Nagato. Tylko jego tu brakowało.
- Przejść się po lesie. - Odparłem szybko, by Konan nie musiała i zacząłem wymyślać krótkie wytłumaczenie. - A ciebie nie zabraliśmy, bo spałeś jak zabity.
- No w sumie to spałem do jedenastej. Wstałem. Zobaczyłem że was nie ma i poszedłem szukać na tym mrozie. Z marnym skutkiem, bo wszystkie ślady zatarte. Eh. Wejdziemy?
- Pewnie. - Przepuściliśmy Konan i weszliśmy do środka. Rozebraliśmy się ze zbędnych ciuchów. Gdy chcieliśmy już przejść dalej, stanęła nam na drodze matka Nagato, a moja ciotka, Kin.
- Tu jesteście gagatki! Zgubiliście się na tej przechadzce czy jak? - I tu mały problem. Jak jej to wyjaśnić. Szczęście, że szybko zaczęła kontynuować. - No nic. Idźcie przodem. Wszyscy są już przy stole.
Weszliśmy do salonu. Rzeczywiście. Cała rodzina się tu zgromadziła. No i jacyś goście. Z pewnością inny klan. Mąż, żona i dwójka ich córek. Są w naszym wieku. Opisując pierwszą z prawej. Ma długie, czarne włosy, związane z tyłu w kuc. Po bokach swobodnie opadają, a grzywka jest równo przycięta na linii brwi. Ma tego samego koloru oczy i nosi okulary. Wygląda na poważną osobę. Następna ma długie, kasztanowe, luźno rozpuszczone włosy, lecz są trochę krótsze od jej siostry. Grzywka delikatnie zaczesana na lewą stronę, niedługo sięgnie jej oczu, które są koloru zielonego. Bardziej przypomina marzycielkę. Obie ubrane elegancko i z tego co się nie mylę, mają przy swoim boku katanę, podobnie jak rodzice.
- Konan. Usiądź obok mojej siostry. A wy jeszcze postoicie. - No i tu zaczęło mi coś śmierdzieć. Po cholerę mamy stać? Nie lepiej usiąść i zapoznać się jak normalni ludzie? - W końcu ich znalazłam.
- Raczej to my przyszliśmy. - Uśmiechnęliśmy się, a po chwili usłyszeliśmy śmiech. Trzeba trochę rozruszać to sztywne towarzystwo.
- Ten tu po mojej lewej to syn Kushiny, Naruto Namikaze. Po mojej prawej mój syn, Nagato. Przywitajcie się.
- Hej. - Powiedzieliśmy trochę zniechęceni.
- Formalnie i bardziej oficjalnie proszę. To nie naszą rodzinę witacie. - Boże! Kiedy ja ostatnio witałem się formalnie!?
- Serdecznie mi miło poznać przyjaciół mojej rodziny. Mam nadzieję, że zostaniecie i moimi. - Nagato ukłonił się prawie do pasa. No ja mam chyba dziwniejszy.
- Teraz twoja kolej, Naruto. - No pięknie. Przy tym to rozwalę pół chałupy.
- Nie za bardzo mogę to zrobić w tym miejscu. - Popatrzyła na mnie jak na debila. Hehe, ale to już nie moja wina.
- On ma rację. - Zabrał głos mój ojciec. - Mamy oficjalne przywitanie, ale kompletnie nie nadaje się ono do zastosowania w pomieszczeniu. A szczególnie w przypadku Naruto. - Nie byłoby co zbierać.
- A jak ono wygląda? Oczywiście jeśli można byłoby się dowiedzieć. - Zapytał ojciec dziewczyn.
- Panie Yosuke. Jest to okazanie szacunku i jednocześnie siły. Po skończonej kolacji możemy wyjść i pokazać jak to wygląda.
- Z miłą chęcią. - Tato. Ocaliłeś ten dom! Po tym wszystkim to one przedstawiły się nam poprzez lekki ukłon. Ta w kasztanowych włosach nazywa się Fumi Hayashi, a druga Yoko Hayashi.
Chcieliśmy już zasiąść, lecz nadal nie puściła nas ciotka Kin.
- Za rok odbędzie się wasz ślub z tymi dwoma młodymi i pięknymi dziewczętami, córkami pana Yosuke. - Cooooooo!?!??!?!?!?!
- Że co kurwa!? - Oboje to wykrzyczeliśmy. Od razu dostaliśmy w potylice od ciotki tak, że głowy odchyliły nam się do przodu.
- Za co!? - Wykrzyczał kuzyn.
- Za wulgarność.
- Uzasadnioną! - Zabrałem głos. - Co to są za próby swatania za naszymi plecami!? Przecież istnieje coś takiego jak samodzielność i własny wybór! I czemu mówicie nam o tym dopiero dzisiaj!? Czemu nie wcześniej!?
- Bo to klanowe rozwiązanie. - Podniosła się moja mama.
- To czemu o nim nie wiemy!?!?
- Bo do końca wierzyliśmy, że znajdziecie sobie kogoś! Minęło dziewiętnaście lat i nadal nie widać żadnych oznak, a klany muszą mieć ciągłość.
Minato:
- Że co kurwa!? - Ich reakcja w stu procentach uzasadniona. Sam nawet bym to teraz powiedział. Czemu Kushina mi o tym nie wspomniała?
Patrzyłem na tą scenę z nie małym zamieszaniem. Nigdy nie sądziłem, że w coś takiego się oni wpakują. Prędzej obstawiałbym już zabicie któregoś z nas aniżeli przymusowy ślub. Eh. Nigdy nie byłem dobrym hazardzistą. Uuuu. To uderzenie musiało zaboleć. Z skądś jest mi znane. Co do!?!? A jednak.
- Minato. Też to widziałeś? - Zagadał do mnie szeptem ojciec.
- Tak. Chciałem dzisiaj z nim o tym porozmawiać, ale nie sądziłem, że Kushina i jej rodzina zrobią coś takiego. - Odpowiedziałem równie cicho.
- Czyli wiedziałeś o Naruto? - Kiwnąłem głową. - W kim? - Wskazałem dyskretnie wzrokiem na Konan. - Boże. No to mamy problem.
- Niemały.
- To dlatego zniknęli na tyle godzin? Spokojnie. Wiem o co chodzi. - Niby z skąd!? Tylko nasza dwójka o tym wiedziała. - Sam to wybadałem.
- Co robimy? - Spytałem tak, jakby życie było stawiane na szali. W sumie to było! Przyszłe życie mego syna!
- Nie możemy dopuścić do tego ślubu.
- Niby jak?
- Powybijać ich. - Popatrzyłem na niego zszokowany. - Żartuję z tym. To dawne metody.
- To nie czas na żarty.
- Synu. Pomyśl! W połowie jest Namikaze. W dodatku jest mężczyzną, a ty jego ojcem. Masz większe prawo do niego niż Kushina.
- Nie chcę sprzeciwiać się Kushinie. Jest trzecie wyjście?
- Niestety, ale nie ma.
- No to zaczynajmy. Wesprzyj mnie.
- Zawsze i wszędzie możesz na mnie polegać.
Naruto:
- Nie będę brał żadnego ślubu z czyjejś woli!!! - Wykrzyczałem. Moje włosy się uniosły. Oczy nie musiały zmieniać koloru, gdyż ciągle takie były. Zaczęła przeze mnie przepływać ogromna ilość czakry, ale nadal starałem się jej nie uwolnić.
- Nie podnoś na mnie głosu! Nie masz tu nic do gadania!
- Ale ja mam. - Swój wzrok przeniosłem na ojca, który wstał z miejsca. Co powiesz? Staniesz po mojej stronie? - I zgadzam się z Naruto. - Wgłębi mi trochę ulżyło. Przynajmniej on mnie popiera.
- Minato? Co ty mówisz?
- Mówię to co uważam za słuszne. Naruto jest także moim synem i mam prawo o nim decydować. Należy do mojego klanu, więc nie podlega waszym restrykcjom, a przynajmniej powinien mieć prawo wyboru. - Spojrzał teraz w moim kierunku. - Naruto. Wyjdź na zewnątrz i ochłoń zanim tu wszyscy zginiemy. - Reszta na te słowa się lekko obruszyła.
- Nie! Chcę usłyszeć co powiecie! - Usłyszałem ciche wyładowania elektryczne. Może ma rację. Jedna chwila nieuwagi i będzie źle. Zniknąłem z pokoju i pojawiłem się na zewnątrz budynku.
Minato:
Umiesz szybko ocenić swoje możliwości. To dobrze. Na turnieju będzie to dla ciebie bardzo przydatne. Usłyszałem potężny grzmot. Dosłownie rozładowałeś nagromadzone w tobie napięcie i powróciłeś z trochę dymiącą ręką. A teraz, kontynuujmy.
- Jest jeszcze parę czynników, które wpływają na moją decyzję. Niestety dla dobra Naruto nie mogę ich teraz wyjawić.
- Niby czemu?
- Bo w innym wypadku zabierzemy go z dala od was. - Mój ojciec także wstał i zaczął iść w kierunku Naruto. - Schyl się młody. - Trochę się zdziwił, ale przykucnął.
- Co chcesz nam pokazać, Saburo? - Odezwał się mój teść.
- To. - Wskazał na biały kosmyk włosów na czubku głowy.
- I co z tymi białymi włosami? Przez nie nie może wziąć ślubu? - Myślałem, że trochę dłużej utrzymamy tą tajemnice aniżeli przez kilkanaście pierwszych godzin.
- Naruto. Wstań proszę. To przede wszystkim jest o tobie. Mam nadzieję, że państwo Hayashi wiedzą kim jest Naruto.
- My tak. Nasze córki jeszcze nie.
- Więc dowiedzą się trochę o tym świecie. - Oparł się o ścianę i splótł ręce przy klatce piersiowej. - Jak wiadomo. Naruto jest jinhuuriki Kyuubiego. Nasz klan został do tego specjalnie wybrany, by chronić demona. Podobnie jak wy, klan Uzumaki, do oczu które teraz posiada Nagato. Naruto jest kolejnym nosicielem. Został wybrany poprzez śmierć mojego ojca, która odbyła się równo z jego narodzinami. W tej chwili została mu powierzona misja ochrony demona, ale nie tylko ona. Automatycznie została na niego nałożona klątwa. Określili to tak nasi poprzednicy.
- Na czym ona polega? Bo chyba dobrze podejrzewam, że to o nią chodzi? - Zapytała się żona.
- Zgadza się. A teraz na czym ona polega. Wiem, że złamię zakazy związane z tajemnicami, ale przodkowie zrozumieją. Otóż. Kyuubi rozczepił się na dwie osobowości, które funkcjonują niezależnie od siebie. Tak zwana dobra i zła strona, a mówiąc bardziej profesjonalnie na czakry Ying i Yang. Wiem, że widziałeś obydwie Naruto. Wtedy, parę lat temu.
- Ale co z włosami?
- Już przechodzę do nich. Zapisane jest, że jinhuuriki musi spełniać każdy warunek odnośnie utrzymania o własnych siłach złej części demona w ryzach. Większość warunków zna jedynie Naruto, gdyż zostały wyryte w jego duszy, ale jest jedna, którą znamy wszyscy, by wspierać go. Nie może się zakochać. - Wszystkim nagle opadły szczęki. To będzie długa noc.
- Kontynuując. - Zabrałem głos, gdyż ojcu ją trochę zachrypł. - Włosy zmieniają swój kolor oraz budowę. Gdy ten proces się zakończy, stanie się niebezpieczny dla innych, gdyż demon może w każdej chwili zaatakować, ale dlatego podjąłem kroki, by spowolnić go i przygotować Naruto.
- To czemu nie trzymacie go z dala od płci żeńskiej? Z pewnością by to pomogło.
- Pytasz czemu, a odpowiedź jest prosta. Bo żaden z wcześniejszych jinhuuriki, nie zdołał wypełnić tego punktu. Naruto jak i pozostali posiadali niezwykle wyostrzone zmysły. Zakochałby się nawet przez zapach z odległości kilku kilometrów. Jednak miłość jednej osoby nie wystarczy. Druga osoba musi ją odwzajemnić, by nastał proces zmieniania struktury włosa. Nie nastąpi to jednak w stosunku do rodziny. Jinhuuriki nigdy nie czuł niczego innego w stosunku do sióstr czy matek, oprócz rodzinnego przywiązania. To dlatego podniósł dziś na ciebie głos, Kushino. Stałaś się zagrożeniem dla tego uczucia. Nie wiemy czym to jest spowodowane, ale z pewnością nie da ukryć, że natura jest niezwykła, że takie coś sama zaprojektowała.
- Naruto? To prawda? - Zapytała Kushina. Zamknął oczy i wziął głębszy oddech.
- Tak.
- Kim ona jest? - Czemu wszystko jest na przekór?
- Nie powiem do puki wszyscy w tym pokoju nie zaakceptują tego.
- Kto jest przeciw? - Spytałem syna. Wiem że jest to wstanie wyczuć.
- Pan Yosuke, dziadek i Kin.
- Ja nie zmienię zdania. Starałam się dość długo, by załatwić zaślubiny. - Cholerna Kin! Uparta jak zawsze!
- Ja także. Mamy takie samo prawo do Naruto jak wy, a głupie włosy tego nie zmienią.
- Ja mam mieszane uczucia. To wasze sprawy rodzinne i nie mogę o nich dyskutować, ale chodzi tu także o moją córkę i jej dobro, które jest dla mnie najważniejsze. Oczywiście rozumiem tego młodzieńca jak i moją córkę. Dlatego chciałbym, by o tym zadecydowały umiejętności. Ale że to my mamy być poszkodowani, to chciałbym by walka mojej córki z waszym synem odbyła się poprzez walkę wręcz i broń, bez używania jutsu. Drugim warunkiem jest poznanie jego wybranki, gdyż nie chcę mieć nigdy wrażenia, że zostałem z tym wszystkim oszukany. Dziękuję.
- Naruto? Godzisz się na takie warunki? - Zapytałem, gdyż jest już dorosły i powinien sam o sobie decydować.
- Mogę dać odpowiedź jutro? W nocy chciałbym z nią porozmawiać na osobności, a sam się uspokoić. Za dużo wrażeń jak na jeden wieczór.
- Oczywiście chłopcze. Nie ma pośpiechu. Chcę być tylko pewien waszych słów.
- Dziękuję.
Naruto:
Po trzech godzinach wszyscy zapomnieli o tym incydencie, a przynajmniej tak mi się zdawało. Wróciły rozmowy na normalne tematy takie jak moje studia czy szkoła Noa, o pracy, jedzeniu, planach na przyszłość. Nie przysłuchiwałem się im zbytnio. Nie miałem na to ochoty. Bawiłem się potrawą na moim talerzu, patrząc na nie nieobecnym wzrokiem.
- Coś cię gnębi? - Zapytał mnie ojciec, wyrywając z dumania. Chyba zamienił się z moją siostrą miejscami.
- Nie... i tak.
- Chcesz o tym porozmawiać, czy może jednak na spokojnie przemyśleć? Bo jeśli się nie mylę to chodzi o tą dziewczynę.
- Sam nie wiem czego chcę. Boję się ich reakcji.
- A kiedykolwiek cię ona obchodziła? - Wypuściłem powietrze przez usta. Poczułem na nadgarstku wyładowania elektryczne. Mówi morsem!? - Naruto. Rozmawiałem z nią, gdyż ty na chwilę obecną nie masz jak do niej podejść. Zgodziła się na przedstawienie jej naszym gościom. Dla niej także jest to ciężkie, ale sama stwierdziła, że nie uda nam się trzymać tego w tajemnicy.
- Dzięki za pomoc. - Powiedziałem już normalnie.
- Aha. Zaraz nadarzy się pierwsza okazja do porozmawiania. - Spojrzałem na niego badawczo. - Muzyka i tańce.
- Boże. - Uderzyłem głową o stół. - Czemu?
- Hehe. Aż tak nie lubisz?
- To co widzisz jest niewystarczającą odpowiedzią? Ja wręcz nienawidzę tego robić.
- Czemu? Mama nauczyła cię wszystkiego. Sam widziałem.
- I?
- No i powinieneś pokazać, że jednak coś tam potrafisz. Sam z chęcią popatrzę.
- Dlatego zdecydowanie odmawiam.
- Dobra, wyjdę.
- Wszyscy, by mogli. Jestem wykończony.
- To z kim wtedy zatańczysz?
- Z nikim, ale mógłbym przynajmniej zakraść się do lodówki i wziąć kawałek mięsa. Umieram z głodu. - Na potwierdzenie kiszki zagrały marsza. Zaśmiał się.
- Czyli oto chodzi! Już wiem czemu jesteś bez energii. Zapomniałem o tym. Dla ciebie dni bezmięsne są najgorsze, bo Kyuubi także wtedy tam umiera. Wytrzymaj jeszcze trochę. Za godzinę coś ci skombinuję.
- Dzięki tato.
Gdy tylko nadarzyła się okazja, po cichu opuściłem pokój. Nie chcę tam przybywać. Szczególnie, że muszę coś przemyśleć. Udałem się na dół, do piwnic. Nie wyglądały zwyczajnie. Przerobiono je na kąpielisko. Nie żartuję. Mamy pod ziemią najprawdziwsze gorące źródła. Zawsze tu przychodziłem, żeby pobyć trochę sam. Rozebrałem się, umyłem pod prysznicem, by nie zanieczyścić basenu i wskoczyłem do gorącej wody. Zawsze miałem problem z wchodzeniem, gdyż para jest tu gęsta i prawie nic przez nią nie widać. Podpłynąłem do jednej z krawędzi, znajdującej się najdalej od wejścia. Oparłem się rękami o podłogę i zastygłem w bezruchu. Chciałem, by ta nos tak właśnie przeminęła. Po godzinie odezwał się Kyuu.
No i co masz na swoje wytłumaczenie!? - Wiedziałem, że moja rozmowa z nim przyjdzie wcześniej czy później. Oczywiście to znów on wybrał moment nie jak, chociaż umowa była inna.
- Drugi raz nie będę powtarzał. To powinno ci wystarczyć.
Chyba se kpisz ze mnie! To moje miejsce pobytu i to ja decyduje kto może wejść, a kto nie!
- Chyba się zapominasz, że to moje ciało, mój umysł i moja dusza. Ty je tylko wynajmujesz. Po drugie. Tam gdzie ją zabrałem, ty nie masz wstępu, więc o co ci chodzi?
Doskonale wiesz! To tylko skróciło czas do odnalezienia przez Niego drogi! Wpuszczając ją w te rejony, zagroziłeś sobie jak i jej!
- Miałem wszystko pod kontrolą.
Dlatego szukałeś jej przez godzinę w ,,swoim" labiryncie!? Nie oszukuj mnie, a przede wszystkim siebie! Bawisz się w coś, co może cię zgubić! Myślisz, że dasz radę nad tym zapanować!? Wiedząc, że nawet ze mną nie dasz sobie rady! Zastanów się nad tym. Nie jesteś wyjątkiem odbiegającym od reguły, która została utworzona, gdy ciebie jeszcze nie było na tym zasranym świecie!!! - Mam go dość. Westchnąłem i skrzywiłem się. Wymądrza się jakby pozjadał wszystkie rozumy. Czekał na moją odpowiedź dobre kilka minut.
- Kurama. Zamknij się.
Nie! Nie zamknę się! Do...
Noa:
- Gdzie się podział Naruto? Noa, widziałaś go? - Oczywiście, oczko w głowie mojej mamy.
- Wymknął się, gdy wszyscy zajęli się sobą.
- Co rok to samo. Mogę mówić i prosić go o pozostanie, ale i tak nie słucha.
- Daj mu spokój. Pewnie udał się do niej.
- Z tobą nie mam ochoty rozmawiać. - Nadal obrażona na ojca. - Dobrze. Skoro spotkanie zapewne niedługo się skończy, a po was widzę, że nie chcecie tu siedzieć... - Nieeeee. Mogę tu jeszcze usiedzieć przez... trzy sekundy. - ... Zaoferuj dziewczynom nasze gorące źródła. Szczególnie Konan się to przyda. Zmarzła na tej przechadzce.
- Nie głupi pomysł. Dawno w nich nie byłam.
- No to załatwione. Lepiej się zapoznacie i takie tam.
Niestety, zgodziły się wszystkie, a mogłabym posiedzieć sobie sama w spokoju. Eh. Zawsze pech. Zaprowadziłam je schodami w dół. Pierwsze pomieszczenie było przebieralnią, gdzie wkładało się ciuchy do wiklinowych koszy i brało ręczniki. Czemu ja nie mam takich jak one? Popatrzyłam z zazdrością. Życie jest niesprawiedliwe. Następnie prysznice, lecz tuż przed kolacją wszystkie z nas go brały, więc skierowałyśmy się od razy do końcowego pomieszczenia. Otworzyłam drzwi. Wyleciała przez nie chmura pary wodnej. Już tu było czuć ciepło. Weszłyśmy do wody w ciszy. Zachowują się wszystkie zbyt poważnie.
- Kurama, zamknij się. - Co do!?!? Brat!?!? Przecież miało go nie być!!!
- Chyba nie jesteśmy tu same. - Stwierdziła chłodno Yoko.
- Kto to jest, Kurama? - Zapytała druga z sióstr, Fumi. - Wydaję mi się, że to imię dla chłopaka. Kto tam jeszcze jest? Poznajesz go?
- To Naruto. Wybaczcie. Nie wiedziałam, że tu będzie. Mogę go wygonić. - Nie zdążyłam odwrócić głowy w jego kierunku, nawet go nie widziałam, ale głos dobiegał z końca pomieszczenia, a usłyszałam dalszą część rozmowy:
- Tak jak przez te wszystkie lata spędzone razem, nigdy mnie nie zrozumiesz. Nie wiesz co to samotność. Nie wiesz co to odrzucenie. Nie wiesz czym jest nienawiść do takiego kogoś jak ja i jak ją odczuwam. Po prostu tego nie wiesz i nie będziesz wiedział, dlatego nie wybucham złością na twoje dzisiejsze teksty. - Zrobił krótką przerwę. - Jest tą jedyną, która nie odtrąciła mnie, gdy widziała to, do czego jestem zdolny. Jedyną z poza rodziny, w której zawsze miałem oparcie. - Znów zrobił przerwę. - Doskonale wiem co to dla mnie oznacza i nie musisz mi o tym przypominać. Ja po prostu pragnę tego ryzyka, bo jest warte mojego życia.
- Czy mówi o tej swojej dziewczynie, dla której nie chciał mnie?
- No chyba tak.
- W ogóle to czemu na nas nie zwraca uwagi?
- Bo gada z Kyuubim. - Zdziwiły się. Po raz pierwszy dostrzegłam na ich twarzach coś więcej niż wymuszony uśmiech. Chyba zainteresowały się tym wszystkim. No cóż. Nie co dzień można usłyszeć jinhuuriki rozmawiającego z demonem. Jedynie Konan wydaję się jakaś taka nieobecna. Od samego początku patrzyła się w tamtą stronę. Czyżby wyczuła go już wcześniej? Możliwe. Jest przecież sensorem.
- I tak zawsze z nim ,,rozmawia"?
- Na głos to tylko wtedy, gdy nie spodziewa się nikogo w najbliższym otoczeniu. Niekiedy można w ten sposób go podsłuchać, tak jak teraz. W tym stanie nas nie słyszy. Podobne to do zwykłego zamyślenia. A jeśli chodzi o częstość tych rozmów, to nie mam pojęcia. Większość odbywa się bezgłośnie. Aha. Kyuubi słyszy i widzi to co Naruto, więc zapewne wszystko komentuje w jego podświadomości.
- Smutne. Domyślam się, że nie miał łatwego życia. Nie mogę nawet sobie tego wyobrazić.
- Jak długo tu siedzicie? - Wszystkie podskoczyły jak oparzone.
- Od jego imienia. - Odpowiedziałam.
- Mogłem się domyślić, że ktoś tu w końcu przyjdzie, ale nadzieja matką głupich. Życzę miłej kąpieli. - Zniknął w żółtym błysku.
- Co on zrobił?
- Teleportował się, by zachować naszą prywatność.
- Uf. Po tym zdaniu myślałam, że przejdzie przy nas.
Naruto:
Nigdy nie można pobyć samemu. Za dużo ludzi. Dlatego nienawidzę spotkań rodzinnych.
Ubrałem się i skierowałem do pokoju.
Mam małą nadzieję, że odczyta poprawnie ten podwyższony przepływ czakry skierowany w jej stronę.
~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess
Hej,
OdpowiedzUsuńtak swatanie jest wkurzające, jak Konan mogła, chętnie bym zobaczyła to oficjalne przywitanie w postaci Naruto...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńwspaniały rozdział, o tak swatanie jest bardzo wkurzające, jak Konan tak mogła, ale bardzo chętnie bym zobaczyła to oficjalne przywitanie Naruto...
weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Aga