środa, 3 stycznia 2018

N.n.m.s. - Niespodziewane

20170309_101233
20170315_093516
Oi minna! Witam w kolejnej notce tym oto obrazkiem, który samodzielnie narysowałem jedynie czarnym długopisem ;). W zeszycie, bo nadal nie umiem zachować proporcji i kratki mi w tym pomagają, ale obiecuję, że w czasie nauki, to się zmieni :D. Zapraszam do czytania. 
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Minato:
- Naruto!!! Obudź się do cholery!!! - Potrząsnąłem synem, który przez ostatnie półgodziny nie chciał wybudzić się ze snu w który zapadł i przez cały czas majaczył. Obok nas zmaterializował się Kurama, który musiał wejść do niego, by coś wyczytać. - Dowiedziałeś się czegoś!?
- Tak, ale... - zakłopotał się. - ... nie wiem czy mogę o tym mówić. To... zapytajcie się go sami. Za chwilę się wybudzi. - Zniknął w obłoku dymu.
- Kurama! Szlak! - Uderzyłem pięścią w szafkę nocną. Usiadłem na krzesełku przy łóżku, złapałem się za włosy oraz policzki i spojrzałem na nieprzytomnego syna leżącego na łóżku tuż obok Konan. Jego powieki drgały, aż do pewnego momentu w którym powoli otworzył oczy. - Naruto! Nic ci nie jest!?
- Chcę pobyć sam. - Jego mina jak i ton głosu są strasznie poważne, ale także słyszę nutkę niepewności oraz tak jakby rozpaczy. Co się tam mogło wydarzyć, że nagle tak się zmienił?
- Ale co się stało?
- Proszę. Nie oczekuj ode mnie jakichkolwiek wyjaśnień. To... nie dotyczy demona, więc nie musisz się o mnie martwić. - Szczerze? Odetchnąłem tym oświadczeniem. Jeszcze tego by nam brakowało, by Kyuubi zaczął swoje gry. Jednak nie znaczy to, że się nie martwię.
- Gdy będziesz czegoś potrzebował. Daj znać. - Nie odezwał się już. Wstałem i udałem się w stronę drzwi.
- Tato. - Przystanąłem przy framudze. - A co z...
- Yahiko powiedział, że nieźle się skomplikowało, ale dał radę i powinna być taka sama jak przed całym zdarzeniem. Jednak z dziadkiem nadal podtrzymujemy, że może mieć wahania emocjonalne.
- Rozumiem. - Odwrócił się plecami do mnie, tym samym spoglądając na dziewczynę, choć nie jestem tego do końca pewien. - Podziękuj Yahiko.
- Już to zrobiłem.
- Ale ode mnie. - Niepokój znów powrócił do mnie. Nigdy by tak o nim nie powiedział, ale jestem uradowany.
- Sam to zrobisz. - Specjalnie brnąłem. Może ta dwójka w końcu znajdzie wspólny język.
- Widzimy się rano. - Dał mi do zrozumienia, że najwyraźniej idzie spać i tym samym zbywa mnie paroma, prostymi słowami. Czyli sam tego nie zrobi. A jednak mściwa część jego nadal funkcjonuje. Wyszedłem gasząc światło oraz zamykając drzwi za sobą.
Yahiko:
Co się z nim stało? Walczył, przytrzymywał to coś idealnie, aż nagle zdrętwiał i odleciał. Co się tam wydarzyło? Jakiego ataku to coś użyło skoro powaliło nawet jego? To bardzo tajemnicza sprawa, którą chcę wyjaśnić, bo jako specjalista w tych technikach, powinienem to wiedzieć i się wystrzegać. Muszę wrócić do tego momentu! Może w tym całym zamieszaniu przeoczyłem coś szczególnego i zarazem ważnego!?
Usiadłem na łóżku w przydzielonym mi pokoju w pozycji przystosowanej do medytacji i odprężyłem się. Następnie wykonałem pieczęcie i zagłębiłem się we wspomnieniu.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
- Naruto!? Co się stało!? Naruto!? Naruto!? - Potrząsnąłem nim. Brak jakiejkolwiek reakcji! - No nie odlatuj mi teraz!!! Kurwa!!!
Wstałem i spojrzałem na ,,anioła". W mojej głowie zaistniał istny rój pytań na które nie miałem teraz chwili, by na nie odpowiedzieć bądź znaleźć takowe odpowiedzi. Ciągle się zbliża! Nie mam czasu na żadne łagodne metody! Muszę postępować jak zawsze!
Stanąłem pół metra przed bramą, stawiając jedną nogę w tyle. Jak najszybciej wykonałem dwadzieścia trzy pieczęcie. Moja ręka została spowita czakrą w kolorze złota. Zamachnąłem się i z pełną mocą uderzyłem w metalową kratę. Miejsce to, a następnie cała brama, zaświeciło się jasnym światłem. Musiałem zamknąć oczy, by nie oślepnąć. Gdy wyczułem, że wszystko poszło po mojej myśli, odwróciłem się w stronę Naruto. Nad nim klęczał ów anioł z wyprostowaną ręką przesyłając tak jakby czakrę w białym kolorze. Nie zdążyłem nawet zareagować, gdy nagle rozleciał się na miliony kartek, które uleciały w stronę wcześniej zablokowanej części umysłu.
Podbiegłem do niego, by sprawdzić czy wszystko w porządku. Choć widziałem energię, nie wyczułem żadnym, najmniejszych zmian. Tak jakby zasnął.
Nie mogę odesłać go z powrotem, bo weszliśmy tu razem i razem musimy wyjść. Inaczej uszkodzę jego bądź w gorszym wypadku siebie samego. Ale nie zaprzeczam, że przydałoby mu się utrzeć nosa. Ale nie czas na głupie spory. Muszę iść, a zabrać go też nie mogę, dlatego będzie musiał poczekać. Jeśli to prawda, że Nagato kontroluje ją, muszę wyrzucić na zbity pysk nieproszonego gościa.
Ruszyłem dalej samotnie, szukając po drodze czegoś podejrzanego. W celach nadal brakowało wspomnień, lecz było ich coraz więcej. Nie dziwiło mnie to, gdyż im dalej w głąb tym są bardziej wyraźne i zbierają się w grupy. Biegłem przed siebie, przedzierając się przez coraz gęstszą mgłę, która utrudniała obserwację. Wspomnienia stawały się niewyraźne, mieszając się ze sobą. Jak daleko zdołali dojść?! Tego nie wiem. Jeśli na sam koniec, jest źle, bardzo źle. Muszę działać szybko bo inaczej moglibyśmy stracić ją na zawsze. Ja mógłbym ją stracić.
Mgła stawała się niczym mleko, które niedługo musiałbym przecinać. Jednak na moje szczęście, usłyszałem pewien odgłos, którego normalnie nie powinno być, tak jakby świst. Ewidentnie coś przecięło powietrze. Po chwili moje jak i Naruto podejrzenia stały się faktem. Patrzyłem jak Nagato odpędza się od czegoś, używając swoich jutsu, gdy usłyszałem ,,Shinra Tensei". Nie jest dobrze.
Ogromna fala uderzeniowa rozproszyła całą mgłę wokół. Skuliłem się i przymocowałem czakrą, by utrzymać się w jednym miejscu. Co za potęga! Widziałem to już, ale nigdy nie musiałem przeciw temu walczyć!
Spojrzał na mnie. Jego oczy przytłaczają swoją mocą, lecz nie mogę się cofnąć. Nie teraz!
- Czemu to robisz!? Czemu bawisz się nią!? Wiesz doskonale, że ...
Przerwało mi kolejne Shinra Tensei. Jednak teraz ujrzałem przed czym się bronił. To były te same kartki, które budowały anioła. O co tu chodzi!? Nie. Nie czas na zadawanie pytań!
Złożyłem pół pieczęć prawą ręką przystawiając ją do brody, a lewą kilkanaście innych i skierowałem następnie wyprostowaną na Nagato. Złapał się za głowę. Zacząłem do niego podchodzić, by wzmocnić działanie mojej techniki.
- Boli? Mam taką nadzieję. - Upadł na ziemię, ciągle trzymając się obydwoma rękami za głowę. - Jak śmiałeś wchodzić tu, do jej umysłu i bawić się jak na placu zabaw!? Jak śmiałeś udawać przez tyle lat jej przyjaciela!? - Wstał na kolana, opuszczając ręce wzdłuż ciała. - Nie pozwolę ci dłużej jej krzywdzić. Żegnaj. - Uderzyłem go z otwartej, lewej dłoni wprost w czoło. Zniknął, rozpływając się w powietrzu.
Mgła znów zaczęła mnie powoli otaczać. To znak, że należy już wracać. Ruszyłem w drogę powrotną, ciągle mając na uwadze fakt, że coś może mnie zaatakować, dlatego przyspieszyłem, by jak najszybciej odzyskać przynajmniej kilkumetrowe pole widzenia. Jednak nic się nie wydarzyło. Nic wokół siebie nie wyczułem, nie zauważyłem ani nie usłyszałem. Zapanowała absolutna cisza, zakłócana jedynie moim oddechem. Stanąłem w miejscu byłej bramy. Znów zawiązałem pieczęcie. Wszystkie fałszywe wspomnienia odblokowałem wyrywając kraty i usunąłem. Następnie odwróciłem się w stronę z której niedawno wróciłem.
Tutaj muszę się skupić. Nie mogę popełnić błędu, a po dłuższym zastanowieniu, spełnię jego życzenie. Skoro sama się na to zgodziła, nie będę się temu sprzeciwiać.
Musiałem zamknąć oczy, by nie przyswoić sobie jej wspomnień, które zaczęły latać wokół mnie. To bardzo dla mnie niebezpieczne, gdyż może to zachwiać moją świadomością. Nawet milisekunda spowoduje najokropniejszy ból głowy w moim życiu, który będzie trwał około tygodnia. Minęła minuta, a wszystko wróciło do normy. Podszedłem i chwyciłem Naruto, a następnie wydostałem nas.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
I nic szczególnego sobie nie przypomniałem. Chociaż... jego spływająca po policzku łza oraz ta biała czakra wraz z tym aniołem pozostają nie lada zagadką. Czym to było? To jakiś rodzaj obrony psychicznej? Nigdy czegoś takiego nie napotkałem. Ani w praktyce, ani w żadnej lekturze, czy w starych wzmiankach. Najwyraźniej muszę lepiej szukać. Jutro wracam do książek.
Naruto:
Zszedłem po schodach boso. W białej koszulce i krótkich spodenkach. Włosy nadal miałem mokre, lecz powoli zaczęły się podnosić. Spałem dość krótko. Długo nie mogłem zasnąć, gdyż wszystko musiałem sobie poukładać w głowie. To co zobaczyłem przerosłoby najśmielsze oczekiwanie każdej osoby. Dosłownie każdej.
Ale wracając do spraw codziennych, to pierwszy raz od paru lat, wstałem pierwszego stycznia rano, przed godziną dwunastą. Bez kaca, bez bólu głowy, bez worków pod oczami. Jak kilkuletnie dziecko. Normalnie budziłaby mnie siostra marudząca o tym, że jest głodna. A dziś, chyba ja to uczynię.
Przeszedłem przez salon i wszedłem do kuchni. Jak mógłbym się spodziewać, wszyscy na śniadaniu, a mnie nie raczyli o tym poinformować. Zrobiłem grymas i przeszedłem obok nich mrucząc coś pod nosem na temat mojej rodziny.
- Nadal nie jesteś skory do rozmowy? - Spytał mnie ojciec. Podszedłem do lodówki wyciągając parę jajek, masło i ser. Następnie z szuflady patelkę i podszedłem do kuchenki.
- A jak myślisz? - Odpowiedziałem trochę smętnym i chropowatym głosem rozbijając parę jaj.
- Że nie. - Walnął prosto z mostu. Zna mnie doskonale.
- I masz rację, bo akurat nie mamy o czym. - Oparł się o blat plecami, krzyżując ręce na klatce piersiowej i przymusowo się uśmiechnął.
- Nie wydobędę z ciebie nic co mogłoby zaspokoić moją ciekawość? - To nie zabrzmiało jak normalne pytanie. Raczej jak zarzut.
- Z tym się nie zgodzę. - Podniósł brew do góry, a następnie popatrzył na stół.
- Dwa talerze? Czyżby...
- Powinna się normalnie obudzić, a z pewnością będzie głodna. Nie jadła od paru dni, dlatego chyba się nie obrazi, jeśli przyniosę jej śniadanie wprost do łóżka. - Nałożyłem dla niej i dla siebie, po czym otworzyłem szafkę wyciągając specjalny, drewniany stoliczek do jedzenia w łóżku. Używałem go wtedy, gdy Noa była chora i nie mogła wyjść spod kołdry. Sam jakoś nigdy tego nie potrzebowałem. Postawiłem wszystko na stoliczku wraz z dwoma kubkami świeżo zaparzonej kawy.
- Naruto. Ja na parę dni znów muszę wrócić do swojej pracy. Skontaktuję się z tobą i powiem co i jak.
- Jak chcesz. - Podniosłem stolik i udałem się do swojego pokoju. Nie zamierzam ciągnąć z ojcem rozmów. Przynajmniej przez najbliższy czas, gdyż wiem że naciskałby mnie na wyjawienie ukrytego.
Wszedłem do pokoju, zamykając nogą drzwi. Postawiłem jedzenie w kącie na podłodze, by przypadkiem na nie nie wdepnąć. Podszedłem do łóżka i usiadłem na nim, tym samym spoglądając nadal na śpiącą Konan.
- Wyglądasz słodko gdy śpisz. Tak niewinnie, tak przepięknie. Nie pozwolę nikomu mi tego odebrać. - Odgarnąłem grzywkę z jej oczu i zacząłem głaskać po włosach. Bardzo przyjemne uczucie. I... nigdy tego nie robiłem. - Mam nadzieję, że śniadanie ci zasmakuje. Te pasożyty wszystko wyżarły i nie pozostało nic innego. - Oczywiście zażartowałem na temat swojej rodziny. Chociaż czasami tak o nich myślałem.
- Z pewnością jajecznica będzie dobra. - Powiedziała to ciągle mając zamknięte oczy.
Zastygłem w bez ruchu oraz wstrzymałem oddech. Można powiedzieć, że wręcz skamieniałem na te słowa. Nie sądziłem, że się obudziła. Zabrałem rękę z powrotem, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Moje jedno linijne myśli spotkały ślepy zaułek, powodując ich istny armagedon.
- Od którego momentu nie śpisz? - Spytałem głupkowato się uśmiechając.
- Od twojego wejścia po schodach.
- To czemu udawałaś? - Spytałem z nutką pretensji.
- Chciałam byś zastał mnie już obudzoną, ale zastanowił mnie twój dłuższy okres stania przy drzwiach od pokoju. - Wyczuła to? Eh. No tak. Przecież jest sensorem, którego nie mogłem podejść prostymi sztuczkami. - Dlatego  z ciekawości postanowiłam trochę poczekać. Dowiedziałam się paru wspaniałych rzeczy. - Uśmiechnęła się, a następnie otworzyła swoje przepiękne, pomarańczowe oczęta. Nasze spojrzenia skrzyżowały się. Nagle usłyszałem coś bulgoczącego.
- Głodna? - Zaśmiałem się na jej reakcję, gdyż poczerwieniała na twarzy i próbowała to przede mną ukryć, zakrywając się kołdrą aż pod sam nos.
Zmieniła się. Stara Konan nigdy by tak nie zareagowała. Nie w ten sposób. Czyżby to sprawka tej szui!? Możliwe, ale dziadek już wcześniej wspominał o jej stanach emocjonalnych. Może to jeden z nich, który akurat się wzmocnił? Miejmy taką nadzieję, bo taka uśmiechnięta i zawstydzona Konan jakoś dziwnie na mnie działa.
Wstałem i schyliłem się po jedzenie.
- Proszę do stołu.
Podciągnęła się na rękach, by oprzeć się plecami o ścianę. Postawiłem stolik na łóżku, by jej nogi znalazły się pod nim. Kazałem jej odejść od ściany, gdyż chciałem podciągnąć jej poduszkę, by najzwyczajniej w świecie było jej wygodnie. Po krótkiej sprzeczce ustąpiła. Najwyraźniej zobaczyła we mnie, że nie ustąpię ze swojej decyzji. Podałem widelca i usiadłem na pościeli biorąc swój talerz do ręki.
- Naruto?
- Hmm? - Popatrzyłem na nią przełykając jajko.
- Ty także się zmieścisz. - Przesunęła się w prawo, dając tym samym więcej miejsca dla mnie. Przestawiła także swój talerz i szklankę. Nie mogłem nie skorzystać. Odwróciłem się siadając po turecku na łóżku.
Co jakiś czas zerkałem na nią, gdyż zapanowała między nami niezręczna cisza zagłuszana jedynie przez brzdęk talerzy i sztućców. Mogę spokojnie stwierdzić, że unikała mojego wzroku, ale na sto procent jestem pewien, że skupiała na mnie swoją uwagę.
Ta jej tajemniczość mnie intryguje. Jestem tak zaciekawiony jej zachowaniem, że ledwo mogę jeść. Nawet raz omyłkowo nie trafiłem widelcem do buzi, przez co na jej twarzy zawitał lekki uśmiech. Czyli obserwuje mnie nie tylko przez czytanie z przepływu czakry. Jednak dzięki temu wie, kiedy kieruje na nią oczy, a to sprawia że jeśli sama tego nie zechce, to nie spojrzę jej prosto w pomarańczowe tęczówki. Spojrzałem na nią podejrzliwie. Brak jakiejkolwiek reakcji. Eh. Poddaję się.
Skończyła pierwsza przygotowane przeze mnie śniadanie, dlatego ostatnie kęsy wręcz połykałem bez gryzienia. Dopiłem kawę i wstałem z łóżka. Odwróciłem się w jej stronę. Ma spuszczoną głowę oraz łamie palce. Tak podejrzewałem, że ma coś do powiedzenia. Ten tik, jeśli można to tak nazwać, miała odkąd tylko ją poznałem. Pozwalało jej się to uspokoić i przemyśleć parę spraw, które niespodziewanie w nią uderzyły i więzły w jej głowie sprowadzając tym samym myśli jedynie na nie.
Wziąłem od niej stoliczek i położyłem na podłodze po czy znów się przysiadłem, lecz tym razem bliżej. Drgnęła! Nie spodziewała się tego! Była pewna, że wyjdę!
- To co chciałabyś mi powiedzieć? - Znieruchomiała. - No dalej. Ja nie gryzę! No... może w pewnych przypadkach owszem, ale zazwyczaj staram się być normalny. - Uśmiechnęła się. Ale czy to doda jej odwagi? Przekonajmy się.
- Naruto. - Przychyliłem się, gdyż strasznie cicho mówiła. - Chciałabym ci podziękować... za to wszystko co... do tej pory dla mnie zrobiłeś i...
- To mój obowiązek.
- Chciałabym cię także przeprosić. Nie chciałam zaatakować, ale...
- Nie musisz za nic przepraszać. To nie twoja wina i sprawka kogoś innego. Dla mnie jesteś czysta jak łza. Odpoczywaj. Tylko odniosę naczynia i zaraz wracam. - Chciałem wstać, ale znów usłyszałem moje imię:
- Naruto. - Ledwo co zdążyłem się odwrócić, a zostałem złapany i pociągnięty za koszulkę z taką siłą, że musiałem podeprzeć się lewą ręką, by nie wylądować na twarzy.
Poczułem na swych wargach coś delikatnego i wilgotnego zarazem. Było bardzo przyjemne. Po niecałej sekundzie mojej dezorientacji, oddaliła się.
W końcu mogłem spojrzeć w jej oczy. Tańczyły w nich małe, jasne iskierki. Nie mogłem nic z nich wyczytać. Tak jakby na chwilę obecną przestała myśleć. Podobnie jak ja. Oddech miała przyspieszony. Zerknąłem na trzymającą mnie dłoń. Lekko drżała, a puszczając mnie była strasznie sztywna. Powróciłem wzrokiem na poprzednie miejsce. Na policzkach wymalowane były wypieki, powoli rozpływające się na całą twarz. Uciekła oczami na pościel po czym szybko położyła się zwracając się do mnie plecami.
Siedziałem tak jeszcze trochę. Dosłownie mnie zatkało. Nie wiedziałem co zrobić? Jak zareagować!? Nie spodziewałem się tego z jej inicjatywy. Owszem. Myślałem o tym, a raczej przemknęła mi taka myśl, by może samemu zrobić kolejny krok. Nie mogę powiedzieć, że jestem nowicjuszem, gdyż nie raz się całowałem, ale... nigdy czegoś takiego nie poczułem. Ten krótki całus dał mi więcej niż wszystkie zaawansowane... o czym ja myślę!? Ja nie chcę do tego wracać... to zbyt krępujące nawet jak dla mnie. Byłem młodszy i za bardzo nie panowałem nad swoimi czynami, gdy nadarzyła się owa okazja i to z najmniej spodziewanej strony. Dość! Koniec myślenia o tamtych czasach!
Stanowczo wstałem, wziąłem stolik i wyszedłem z pokoju. Zszedłem szybko po schodach o mało nie potykając się o własne nogi. Odkładając wszystko na miejsce upuściłem talerz na podłogę, robiąc raban na cały dom. Od razu przybyła babcia z siostrą. Nerwowo próbowałem pozbierać ostre kawałki, ale ręce trzęsły mi się jak galareta.
- Coś taki nerwowy? Stało się co? - Spytała babcia.
- Nic, nic! Tylko mi wypadło i... no widzisz! - Nawet sklecić słowa nie potrafię! Naruto, uspokój się.
- Nie wierzę ci. Mów natychmiast! - Zaczynam nienawidzić oślego uporu babci do wszystkich spraw dotyczących mnie. Dobra, rozumiem, że się troszczy i tak dalej, ale ja także chcę mieć trochę prywatności i to w wieku dziewiętnastu lat!
- Ja dokładnie wiem co się stało! - Obok mnie zmaterializował się Kurama, wielce uradowany. Nim zdołał cokolwiek powiedzieć, stanąłem za nim zakładając chwyt na szyję i zacząłem go dusić. Cholerny futrzak! Już wcześniej go w sobie wyczułem.
- Ani mi się waż!!! - Wyszczerzyłem przez zęby, zaciśnięte z wysiłku.
- Naruto! Natychmiast puść Kuramę! Liczę do trzech! - Tajemna technika naszej babci. Jutsu: Liczę do trzech, a następnie... i tu było dużo możliwości dopisania nazewnictwa.
- Za nic w świecie. - Wzmocniłem pętle woków jego szyi. Ale to nic nie dało. Zniknął i pojawił się zaledwie w chwilę w zupełnie nowym miejscu. Nienawidzę tego.
- Naruto... - Błysnąłem się za nim i znów złapałem go w chwyt, ale byłem na przegranej pozycji, gdyż ciągle to robił. - I... Konan... pooo... - Cudem powaliłem na ziemię skurczybyka, unieruchamiając wszystkie górne kończyny, by żadną nie wykonał pieczęci do powrotu w moje ciało, a w usta wpierdzieliłem grubą szmatkę ciągnąc za nią w tył własnymi zębami, a jego twarz przycisnąłem do podłogi.
- Kupię ci... - Oddech. - ...jedną rzecz jaką... zechcesz, ale nie mów! - Powiedziałem cicho, by nie usłyszały. Zauważyłem, że delikatnie kiwa głową na znak zgody. Puściłem przekupnego drania. Wstał i otrzepał się.
- Konan się wybudziła. To tyle. - Nie było to zbyt przekonujące.
- To dlatego go prawie udusiłeś!? Wstydziłbyś się mój wnuku! - Jakby to wypaplał to zdecydowanie tak i powtórzyłbym to wiele razy.
Szczęśliwy i trochę uspokojony po wcześniejszym, chciałem już posprzątać, gdy dostrzegłem podejrzliwy, a zarazem złośliwy wzrok siostry. Otworzyłem szerzej oczy, a krople potu spływały ze mnie jedna po drugiej. Nie jest dobrze!!!
- Całowaliście się!!! - Te dwa słowa wypowiedziane przy naszej babci, były dla mnie jak egzekucja poprzez strzał w potylicę. Tak gorąco nigdy w życiu mi nie było! Normalnie czułem zapach palonych włosów, a lekki dym unosił się nad moją głową. Tak... zapomniałem o inteligentnej siostrze, która z garstki informacji umiała wysnuć szczegółowe wnioski. Oczywiście jedynie w chwilach, w których miała na to ochotę. A co jest najwspanialszą dla nie rzeczą? Oczywiście dowalenie starszemu bratu, czyli mnie.
- Tylko to robiliście? - W jej oczach zauważyłem błysk. Popatrzyła na mnie jak na... nie wiem co! Nie da się tego opisać! - Naruto. Porozmawiajmy. - Babcia zaczęła się do mnie przybliżać.
Wspominałem już, że babcia chce osiągnąć swój cel, jakim jest dożycie do pra-prawnuków? To teraz już wiecie. Wspominała mi o tym dwa lata temu. Myślałem, że najzwyczajniej w świecie żartuje, gdyż ma jakieś tam poczucie humoru, ale od kiedy skończyłem osiemnastkę, skapnąłem się, że jest śmiertelnie poważna.
- Dziadek!!! - Krzyknąłem do niego. Wiem, że gdzieś tu musi być.
- Tak!? - Dzięki Bogu!!
- Powiedz... - Nawet nie zdążyłem nic więcej powiedzieć, a już wiedział o co chodziło.
- Kochanie. Zostaw go w końcu w świętym spokoju. - Pojawił się tuż przede mną. - Obaj jesteśmy święcie przekonani, że dożyjesz przynajmniej setki, więc nie ma się o co martwić. Naruto ma dużo czasu, a to że ja i Minato ożeniliśmy się w dość młodym wieku, nie oznacza, że on musi. Zmieniły się czasy i trendy. Młode pokolenie potrzebuje więcej czasu niż my kiedyś, bo świat nieprzerwanie się śpieszy i nie mają go za dużo, by na to sobie pozwolić. Same jego studia potrwają pięć lat. A potem będzie musiał znaleźć pracę i z pewnością mieszkanie. Oczywiście pomożemy mu, ale nie będziemy się za bardzo wtrącać w jego życie. Dlatego proszę cię, ty też tego nie rób.
- Ale...
- Nie ma żadnego ,,ale"! Daj mu spokój! - Podniósł głos. Przynajmniej poskutkowało. Babcia odeszła obrażona, a ja odetchnąłem z ulgą.
- Dzięki. - Powiedziałem cicho w obawie, że ktoś oprócz dziadka to usłyszy.
- Nie ma sprawy. Wiem co czujesz. Ja także w młodości nie lubiłem takich przesłuchań. - Odwrócił się do mnie i uśmiechnął. Oby tylko nie zaczął swoich historii.
Konan:
Odwróciłam się od niego i szybko zakryłam kołdrą całą siebie, tak by być odizolowaną od świata. Nie ruszałam się. Byłam jak sparaliżowana. Oddech miałam przyspieszony, a policzki ciągle piekły. Nawet nie wiem kiedy zdążył opuścić mój pokój.
Zrobiłam to! Ja na prawdę to zrobiłam! Pocałowałam go! Ja pierwsza! Nie on! Ale ja! O czym teraz myśli!? Ale... na pewno nie miał nic przeciwko! A może? Nie! Nie mogę tak myśleć! Chciałam mu jakoś podziękować, bo słowa ,,przepraszam" i ,,dziękuję" wydają się puste. Tak często człowiek je słyszy w życiu, a ja chciałam zrobić to w wyjątkowy sposób. Na pewno był wyjątkowy... może.
Dotknęła opuszkami palców swoich ust.
Nie wiem czy czuł to samo co ja. Dla mnie było to coś całkowicie nowego, niepowtarzalnego. Czułam ciepło, wręcz gorąco bijące od niego oraz bardzo przyjemny dreszcz. A gdy oddalaliśmy się, poczułam na skórze jego oddech, aż dostałam gęsiej skórki. Jednak poczułam coś jeszcze. Nie wiem jak to opisać, ale zaczęło rosnąć tak jakby w całym moim ciele. Było to takie przyjemne i jednocześnie uzależniające. Chciałam tego i nie mogłam odpędzić od siebie.
Wzdrygnęłam się na ponowny odgłos otwieranych drzwi. Zamknęły się, a potem usłyszałam głos:
- Śpisz? - Był to Naruto. Właśnie. Obiecał, że za chwilę wróci. Jednak ja nie odezwałam się słowem. Nie wiem czemu. - Czyli tak. - Usłyszałam zawód w jego głosie.
Poczekałam tak chwilę, próbując wszystko ułożyć sobie na spokojnie w głowie i się uspokoić. Wzięłam parę głębszych wdechów i zrzuciłam, z górnej części ciała, kołdrę. Nasze spojrzenia spotkały się po drodze. Jednak, nie dałam rady, a on upadł i uderzył o ścianę.
- Nie chciałam! - Znów się za nią schowałam, cała czerwieniąc się jak burak. Przebierał się przez co ujrzałam go w samych bokserkach.
- Grh. To ja powinie... - Zaciął się! - Czekaj chwileczkę. Jak pytałem się, czy śpisz, to nie usłyszałem żadnego odzewu. Podglądałaś mnie?
- Nie, nie, nie, nie, nie!!! - Zaczęłam jak szalona wyłamywać palce i zaprzeczać. Czułam kropelki potu spływające po mnie jak po wodospadzie. - Ja tylko...
- Tylko? - I co odpowiedzieć!? Jak się wyplątać!? On to robi specjalnie! To nie sprawiedliwe! - Nie denerwuj się tak. Choć nie jestem jakimś doskonałym sensorem, wyczuwam twoją czakrę jak buzuje i wręcz się z ciebie wylewa. Kropelki potu, czyż nie? - Otworzyłam szerzej oczy. - Wiem, że twoją wrodzoną naturą jest wiatr, ale nie wiedziałem, że umiesz posługiwać się również wodą. Masz predyspozycje do ataków zasięgowych, ale na bliski dystans delikatnie odstajesz od normy.
- Wody w prawdzie nie opanowałam, ale skąd o tym wiesz? - Poczułam, że podszedł do mnie. Ściągnął kołdrę odsłaniając moją zdezorientowaną twarz. Sięgnął mnie za dłoń i znów popatrzył mi w oczy.
- Jesteś gotowa na podróż? Podróż do miejsca, gdzie przechowuję wiadomość dla ciebie? Dowiesz się wielu ważnych rzeczy, a przede wszystkim... skąd dowiedziałem się o tobie czegoś więcej.
- Jaką podróż? Gdzie chcesz mnie zabrać?
- Tam gdzie czeka. Do siebie samego. - Zrobiłam większe oczy. Czyżby chodziło mu o Kyuubiego? Ale gdyby chciał mi coś powiedzieć, to pojawiłby się tuż obok Naruto. Szczególnie, że nie chce bym wchodziła do niego i niby jak znał mnie lepiej niż blondyn. Co on ma na myśli? - Jesteś gotowa?
- Na co!? Czemu nagle stałeś się taki tajemniczy?
- Po prostu, odpowiedz. Proszę. - Spuścił wzrok, a głos załamał się. Nie miałam wyjścia. Jeśli chcę się dowiedzieć, muszę się zgodzić.
- Zabierz mnie tam.
W mgnieniu oka znalazłam się w... no właśnie gdzie? Nie jest to korytarz ani klatka Kuramy w której przebywałam wcześniej. Wykluczam także jego wewnętrzny labirynt, bo jak sam wspominał, sam wchodzi jedynie do pierwszego. Ale czemu biorę te miejsca pod uwagę skoro znajduję się w jakimś pomieszczeniu z normalnymi drzwiami i ścianami. Tak jakbym znajdowała się w domu. W moim... domu.
- Gdzie my jesteśmy? - Spytałam, tym razem, stojącego tuż obok mnie, Naruto. Nie zostawił mnie jak kiedyś.
- W twoim wspomnieniu, a raczej w jego rekonstrukcji, stworzonej przeze mnie. - Gdzie..? - A to są drzwi prowadzące do twojego dawnego pokoju. Nie spałem, gdyż chciałem odwzorować wszystko co w nim zawarłaś w jak najlepszym stanie. - Podszedł do wejścia i chwycił za klamkę.
-  Ale po co?
- Jak już wspominałem, ktoś chce z tobą porozmawiać. - Przeszedł mnie dreszcz, gdyż zdołałam wyczuć czakrę, która znajduje się w tamtym pomieszczeniu. Moje źrenice zwęziły się i otworzyłam delikatnie usta. Za to Naruto, otworzył drzwi. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom oraz umiejętnościom. To niemożliwe... to nie może być prawda!!!
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess

2 komentarze:

  1. Hejeczka,
    o to było niesamowite, może będzie jakaś przyjaźń między Yahiko a Naruto, Kurama aleś ty wredny, a siostra od razu wyłapala o co chodzi ;)
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejeczka,
    wspaniały rozdział, to było niesamowite, a może to będzie przyjaźń między Yahiko a Naruto, Kurama aleś ty to wredny jesteś, a siostra od razu wyłapala o co chodzi tutaj ;)
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń