środa, 3 stycznia 2018

N.n.m.s. - Huśtawka nastrojów, emocji i zachowań

Naruto:
Nie wiem co robić. Prawie ją straciłem i to gdy byłem tuż obok. Czemu wyszedłem!? Powinienem zostać na górze i się stamtąd nie ruszać! Teraz leży i się nie rusza! Tak jakby spała. Nie! Nie!!!
Zamknij się wreszcie i daj pomyśleć!!!
- Naruto. Nie mam dla ciebie dobrych wieści. - Dziadek odłożył księgę i napił się herbaty.
- Nie wyjdzie z tego!?!? Wiedziałem! Wiedziałem!!! - Wystraszyłem samego siebie doskakując do niego za pomocą błysku. - Wiedziałem! Wiedziałem!!! Nie powinie... - Dostałem strzała w głowę.
- Uspokój się. Nie miałem tego na myśli. Mówiąc w skrócie. Wyczytałem, że po takiej dawce wspomnień, trzeba będzie tak jakby zrehabilitować jej mózg, dlatego będą to ciężkie chwile dla ciebie. Z obecnego grona, nikt nie znał jej tak dobrze jak ty, więc obowiązek ten spada na twoją skromną osobę. Będziesz nadzorował ją dwadzieścia cztery na dwadzieścia cztery godziny, siedem dni w tygodniu i trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku. Aktualnie nie spuszczasz jej z oka. Nie umiem określić co zostanie wyzwolone, ale może mieć ona gorsze wahania nastrojów niż twoja siostra podczas tych dni. Podsumowując. Wnuku, masz przesrane. Przygotuj się fizycznie, psychicznie oraz otoczenie wokół. Na wszelki wypadek usuń papier z tego pokoju i ze swojego również. Chociaż najlepiej z całego piętra, bo jeśli dobrze rozumuję, agresja, nawet do ciebie, wchodzi w grę. No i aktualnie nie możesz pozwolić zejść z tego piętra. Nie chcę obudzić się z papierowym ostrzem przy gardle. - Trochę mi ulżyło, ale nadal tylko trochę.
- Czemu ty mu takie bzdury gadasz!?
- Kochanie, zamilcz. Nie mówię, że tak na sto procent będzie, ale lepiej dmuchać na zimne. Nie wspomnę o osobie, która przy kłótni chwyta za kunai i wygraża!
- Dobra, poradzę sobie. Klony na warcie, gdy sam będę spał. W dodatku jest ze mną Kurama. Odeprę każdy jej atak.
- W takim razie powodzenia. Zamykam oba pokoje na klucze, które mi dałeś. Po jedzenie wysyłaj klona. Lepiej nie ryzykować.
- Dzięki. - Odpowiedziałem usilnie próbując podnieść prawy kącik ust.
Usłyszałem przekręcany zamek i słabnące odgłosy kroków. Dobra. Jesteś z nią tu sam. Puki się nie wybudzi musisz trochę ogarnąć ten pokój z całego niepotrzebnego sprzętu jakim jest papier. Oby tylko dziadek nie miał racji. Nie chcę z nią walczyć.
Utworzyłem parę klonów do pomocy. Rozdzieliliśmy się na wszystkie cztery zamieszkałe pokoje. Usiadłem po turecku na podłodze i sięgnąłem po pierwszą z trzech walizek znajdujących się pod łóżkiem. Efekt mojej sklerozy mógł być tylko jeden. Prawie wyciągnąłem sobie lewą kończynę górną ze stawu barkowego. Lewą, gdyż wolałem mieć Konan ciągle na oku. Uderzyłem się w bark, by nastawić ramię i skumulowałem czakrę w dłoni. Torba pojawiła się przede mną. Odpiąłem zamek i otworzyłem ją. Boże! Tyle to nawet w drukarni nie trzymają! Jak ona to... ah tak. Jestem kretynem.
Zajrzałem do wszystkich trzech. Dwie pozostałe były puste, więc zgaduję, że znajdowały się w nich ubrania. Jednak jest jedno ,,ale?". Jestem w stu procentach pewien, że są w nich jakieś kartki do origami. I tu pojawia się problem. Trochę nie wypada grzebać w czyichś rzeczach bez pozwolenia. Szczególnie w rzeczach dziewczyn. Szafy są niczym ich cnoty. Zajrzysz, a możesz się zacząć żegnać.
Obrońca cnót się znalazł! Hehe!
Przestań mi dogryzać. Pamiętasz jak to było kiedyś, więc przymknij się na moment.
Eh. Problemem nie jest problem. Problemem jest twoje nastawienie do problemu.
W sumie. Co mi szkodzi. Szafę Noa przeżyłem przy rewizji, więc i dziś dam radę!
Podszedłem na spokojnie do szafy i chwyciłem za dwa uchwyty. To ta chwila. Muszę się skupić. Nie mogę pozwolić, by coś się nam stało. Ale. Czy ja dożyje jej wybudzenia!? Zrobiłem grymas przypominając sobie pewne nieciekawe momenty w moim życiu. Pociągnąłem delikatnie i najszybciej jak to możliwe, błysnąłem się do sufitu i w pozycji przykucniętej czekałem na armagedon. Jednak nic się nie stało. Drzwi były lekko uchylone, a to oznaczało, że nic na nie od środka nie napiera.
Zeskoczyłem na ziemię drapiąc się po głowie. Położyłem się na ziemi, dotykając policzkiem podłogi, próbując dostrzec, czy aby na pewno nic nie chce wylecieć. Wstałem. Jak to kur... jest możliwe!? Chwyciłem ponownie za drzwi otwierając je agresywnie na oścież. Kurama gwizdnął mi w myślach, a ja otworzyłem szerzej oczy. Trzeba przeprowadzić z siostrą poważną rozmowę na temat porządku. Jak widać, da się mieć nie porozpierdzielane ubrania po całej szafie i ładnie poukładane oraz powieszone! Nawet nie pachnie kurzem, tylko płynem bądź proszkiem do prania! No kompletne przeciwieństwo! Ale nie czas na takie wątki.
Po dwóch godzinach szafa była opróżniona. Przez cały ten okres nie znalazłem ani jednej kolorowej rzeczy, czy nawet dodatku, za to kolejną tonę papieru. Wszystko czarne i ciemnoniebieskie! Dobrze. Ja także lubię te kolory, ale no bez przesady! A może...
W moim oku pojawiła się błyszcząca iskierka niczym gwiazda na niebie. Była to chora nadzieja na coś więcej niż powinienem przejrzeć. Popatrzyłem na szafkę nocną z trzema szufladami. Na mojej twarzy pojawił się szatański uśmiech.
Młody? Chyba nie zamierzasz...
Mam tu spędzić nieokreśloną ilość czasu. Daj mi się zabawić. Każdy by chciał tam zajrzeć, a nie wszyscy mają taką okazję w życiu!
Dobra. Rozumiem i nie zamierzam powstrzymywać, ale... no nie poznaję ciebie!!! 
To dobrze?
Kurwa! I to jak!!! W końcu kogoś innego niż twojej siostry!!! Dostrzegam jeszcze cień szansy w twoim przypadku!
To uderzyło we mnie niczym rozpędzona kolej ekspresowa. Podniosłem się z podłogi i podszedłem do wcześniej upatrzonego celu. Usiadłem na piętach, splotłem swoje palce u rąk i rozluźniłem je tak, że słychać było jak strzelają mi kości.
Powinienem? No drugiej okazji nie będzie. A jeśli się obudzi? W ogóle o jakiej ty okazji mówisz!?!?!? Leży nieprzytomna, a ty jak ostatni pervert próbujesz zobaczyć jej bieliznę! Szlaaaaak!!! No ale!!! Jestem zwykłym ch... mężczyzną!!! Zdrowy mężczyzna zrobiłby to nie tylko dla siebie, ale także dla wszystkich innych nieszczęśliwych mężczyzn na tym świecie!!! Trzeba dać im krztę nadziei, że marzenia i potrzeby spełniają się prędzej czy później w najmniej oczekiwanych momentach naszego krótkiego życia!!!
Gadasz niczym prawdziwy pervert, którym są wszyscy mężczyźni! Tyle tysiącleci, a nas nic nie złamie w naszej naturze! Ułaaa!!!
Otworzyłem i od razu zaczerwieniłem się na twarzy niczym nos Rudolfa. Dwaaa... Brrr! Otrząsnąłem głową. Następna szuflada. Koronka!?!?!? Chyba poleciała mi krew z nosa.
Nie powiem. Oglądałem je dobrą godzinę. Zamknąłem wszystkie szafki i wyprostowałem się. Zapomniałbym. Jeszcze coś. Jak nas tu wszystkich przenosiłem, zabrałem także walizki z ciuchami. Nie byliśmy do końca rozpakowani, więc większość rzeczy znajdowała się w nich. Skupiłem się. W żółtym błysku pojawiła się ostatnia walizka. Otworzyłem ją i nie spodziewałem się zobaczyć czegoś więcej. To był błąd. Czerwona odzież wbiła się w moje oczy. Co... to... jest?
Wziąłem do ręki nietypową rzecz. Pompon? No nie wierze własnym oczom. Najprawdziwsza czapka mikołaja! Jest tego więcej! Góra z długim rękawem. Spó...dniczka. Coś krótka, ale komu by to przeszkadzało. Buty na lekkim obcasie, skarpetki i... i... i... Czy ja kuźwa śnie!? Stanik z majtkami także są w komplecie!?
Upadłem do tyłu na podłogę, nie przejmując się tym, że ktoś to usłyszy. Zacząłem stukać palcami o deski, gdyż zachodziłem w głowę, jakim cudem to znalazło się w jej walizce. Dlaczego strój się w niej znajdował? Po co chciała go założyć i dla kogo!? Hmmm.
Godziny mijały nieubłaganie, aż do momentu w którym skończyłem całą swoją robotę i zaczęły się dłużyć. Każda minuta wydawała się najdłuższą godziną mego życia. Próbowałem znaleźć sobie jakieś zajęcie, ale nic takiego nie osiągnąłem. Siedziałem przy łóżku bawiąc się kunaiami, chodziłem po pokoju całkiem zamyślony tak zwanym niczym. Kurama także nie był zbytnio rozmowny. Mój nastrój musiał przejść i na niego. Podszedłem znów do łóżka i popatrzyłem na nią.
- Zdaję sobie sprawę, że po jednym dniu mózg musi odpocząć, by posegregować wszystkie zdobyte informacje. Wiem także ile ich przywróciłaś w tę jedną chwilę. Nie wiem, czy ja dałbym radę podjąć się takiego czynu, ale wiem, że jesteś wystarczająco silna, by pozostać taką jaką byłaś tam w lesie i jaskini. Musisz taką być. Innej Konan po prostu sobie nie umiem wyobrazić. Takiej otwartej, krępującej się, a przede wszystkim uśmiechniętej. Poczekam. Poczekam na nią, by dostać ją całą tylko dla siebie.
Dni mijały. Jednak nie próżnowałem. Po kilkugodzinnej rozmowie z Kuramą, który w przeciwieństwie do mnie w końcu coś wymyślił, postanowiłem kontynuować sam. Ujmując wprost. Przeglądałem jej uwolnione wspomnienia, wykorzystując przy tym nieograniczoną pamięć demona, tym samym odciążając jej jak i mój mózg.
Jak ona mogła to przetrwać? Mnie już głowa boli, a nie przejrzałem nawet jednej piątej tego co ona. Aj! Dość! Już nie mogę! Bez silnych leków przeciwbólowych się nie obejdzie. Ile ja już tu siedzę? Kompletnie straciłem rachubę czasu. Ale chyba nadal grudzień. Nie słyszałem żadnych wybuchów, więc z pewnością to jest ten miesiąc.
Wstałem z łóżka i podszedłem do okna. Oparłem się oburącz o parapet i patrzyłem w niebo. Jest niebywale czyste. Widać gwiazdy w które mógłbym wpatrywać się całymi nocami. Doskonale pamiętam, jak podczas wakacji z parę lat temu, było ich od groma. Widać było Drogę Mleczną. Jedna z nich wtedy spadła i pomyślałem życzenie. Od tamtego momentu nie wierzę w żadne zabobony i inne tego typu rzeczy, jak wróżenie i przepowiednie. To strata wiary we własne siły i możliwości. Każdy z nas ma marzenia, które chciałby zrealizować jak najszybciej. Ale zadajmy sobie jedno bardzo proste pytanie. Co potem? Gdy wszystko będziemy mieć, nie będzie celu do którego należy dążyć. Dlatego osobiście uważam, że niektóre z nich nie powinny się nigdy spełnić. Powinno zostać przynajmniej jedno.
Z tego całego filozoficznego myślenia wyrwał mnie głos, a raczej pomruki Konan. Znowu nawiedziły ją sny. Za pierwszym razem myślałem, że za chwilę się obudzi, ale po trzech godzinach stwierdziłem, że mnie chyba pogięło, dlatego i tym razem nie odwróciłem wzroku w stronę łóżka. Nagle coś wyleciało w górę i eksplodowało tworząc kolorowy wzór na niebie. Tuż po niej zaczęły wzbijać się w powietrze następne i następne. A jednak. Nowy rok. Chyba wszyscy sąsiedzi się zmówili i postanowili świętować razem. Ciekawe czy dziadkowie także w tym uczestniczą. Cóż. Mnie dziś nie przypadnie sylwestrowa impreza, którą organizowali moi koledzy i koleżanki z wydziału, na którą chciałem pójść. Ale nie jest to pierwsza i nie będzie ostatnia. Zawsze znajdą do tego powód.
Po pokazie fajerwerków, odstąpiłem od okna i rozciągnąłem zastałe plecy. Siedzenie w jednym pokoju mi nie służy. Po tym wszystkim forma spadnie mi o połowę. Chociaż do turnieju jeszcze kupa czasu. Zdążę się przygotować. Nagle przeszło mnie dziwne uczucie. Tak jakby ktoś mnie obserwował. Spojrzałem w kierunku Konan. Ciągle miała zamknięte oczy, ale zaczęła się wiercić. Leżeć z któryś dzień z rzędu też nie jest za fajnie. Schowałem się za ścianę i utworzyłem klona, który miał sprawdzić, czy aby na pewno nikt nie proszony nie kręci się wokół domu. Zniknął w żółtym błysku. Po kilku minutach jego pamięć wróciła do mnie. Sprawdził wszystko, ale nic nie znalazł, a mnie nadal towarzyszyło to dziwne uczucie.
Także Konan zaczęła przykuwać moją uwagę. Nie przestawała się wiercić! Podszedłem i sprawdziłem, czy nie dostała jakiejś gorączki. Czoło jest lekko ciepłe, więc co jest grane? Podczas badania nagle szeroko otworzyła oczy. Serce zabiło mi mocniej. Nie powiem. Wystraszyłem się jej.
- Konan? Wszystko w porządku? Jak się czujesz?
- Widzę cię. - Szybko odskoczyłem do tyłu. Jej oczy, zmieniły się na... na... rinnegan!!! Kurwa! Nagato! Co ty chcesz zrobić!?
Stałem nie pewnie czekając na dalsze poczynania tego ciała. Inaczej nie mogłem nazwać. Nie wiem czy to Konan, czy Nagato! Wiem o tym doskonale, że umie coś takiego, ale czemu wykonuje tą technikę na niej!? Nie! On może tylko, gdy... nie. Jestem pewien, że żyje. Więc to coś innego! Pewna myśl przeszła mi po głowie. Przeklęty staruch!!!
Oczy zamknęły się, a dłonie powędrowały na skronie. Twarz wykrzywiła się w grymasie bólu.
- Odejdź. - Tym razem usłyszałem jej głos, trochę przytłumiony przez zaciśnięcie ust. Błysnąłem się do niej. No za cholerę nie wiem co zrobić. Jak pomóc? Myśl!!! Niestety, ale następne pytanie zbiło mnie z nóg. - Kim ty jesteś?
Nie poznaje mnie!? W jaki sposób!? Przecież usuwałem jej technikę, a nie wzmacniałem!!! Co się tu dzieje!?
- Zostaw mnie! Odejdź! - Odtrąciła moją rękę spoczywającą na jej ramieniu i przybliżyła się do ściany. Zmiana zachowania. Dziadek ostrzegał mnie przed tym, ale nie spodziewałem się, że będzie to zachodziło tak gwałtownie. - Czemu to zrobiłeś!?!? Czemu!?!? Odpowiedz!!! - Zawładną nią gniew oraz strach i jednocześnie rozpacz, a ja nie wiem co mam nawet odpowiedzieć, bo co ja niby zrobiłem!?
- Ale o co chodzi? To ja Na...
- Milcz!!! - Wyczułem w powietrzu czakrę. Co oni jej zrobili? Wyczuwam tylko jej energię, więc nie kontrolują jej. - Czemu!?!? Czemu!?!? Czemu!!!??? - Nie jest dobrze. Jej gniew dorównuje mojemu. Tylko, że ja go kontroluję, a ona... cóż. Dobrze, że posłuchałem...
W tej chwili drzwi zostały wyważone wręcz z brutalną siłą. Kartki zaczęły otaczać jej osobę, odgradzając i zmuszając mnie do wycofania się. W pewnym momencie nie mając wyjścia wyciągnąłem kunaie i zacząłem się osłaniać przed ostrymi jak brzytwa origami.
- Zabiłeś moich rodziców!!! - Kolejny raz zszokowały mnie jej słowa. Niby czemu uważa ona, że to ja to zrobiłem!? Oni!!! Muszę ją uspokoić, a następnie wyśledzę tego dziada i zabiję go! - Nie wybaczę ci tego!!! - W tym momencie zrozumiałem, że to najpierw ja będę musiał się bronić. Przed tym jak ostrza utworzone z papieru przebiły mnie, zastosowałem podmiankę z klonem i błysnąłem się na podwórko.
- Kurama! - Wykrzyczałem jego imię wiedząc, że będę musiał walczyć.
Już się robi.
Wyszedł ze mnie, stworzył jeszcze trzy repliki. Skierował się na rogi posesji i utworzył kamuflującą barierę.
Drzwi balkonowe wyleciały i uderzyły o śnieg leżący na ziemi. Z utworzonego przejścia wyleciały niezliczone ilości kartek, a z nimi Konan na swoich skrzydłach. Wyglądała niewinnie w koszuli nocnej, ale mogła być niebezpieczna. Nie znam jej wszystkich umiejętności, więc muszę uważać. Wiem, że kontroluje papier i może zrobić z nim wszystko. Potrafi otoczyć się zbroją przypominającą suknię, która właśnie się utworzyła, ale nie wiem co więcej. Nawet nie znam jej jutsu i natury. W dodatku nie chcę zrobić jej krzywdy, więc większość z moich technik odpada. Muszę ją złapać, a ja tę łatwiejszą chwilę zaprzepaściłem jak jakiś nowicjusz. Teraz tych kartek jest z milion, a ja muszę się przez nie wszystkie przedostać. Muszę się skupić, bo inaczej przy błysku mogę zginąć!
- Chciałeś dokończyć swoje dzieło podczas mojego snu, ale jak widzisz nie wszystko poszło po twojej myśli!!! Teraz to ja pokażę ci, czym jest ból!!!
Zacząłem biec, ciągle obserwując jej ruchy dłoni, a przede wszystkim palców. Każdy jej palec może kontrolować jeden bądź dwa skupiska kartek, niezależnie od ich wielkości. Unikanie takiej ilości pocisków to nie lada wyczyn, ale dawne treningi z ojcem w końcu się do czegoś przydadzą.
Obserwowałem także jej twarz. Jest gorzej niż parę dni wcześniej. Może doznać kolejnego szoku związanego ze śmiercią jej rodziców. Zupełnie jak wtedy! Całe moje starania pójdą na marne! Muszę się jak najszybciej zbliżyć i unieruchomić jej ręce!
Noa:
Te fajerwerki były przepiękne. W końcu sąsiedzi zgadali się i wyszło coś niepowtarzalnego, bo kiedyś sięgały poniżej dna. Weszliśmy do domu w którym to ani trochę nie było ciepło. Tak jakby ktoś zostawił otwarte drzwi na oścież.
- Czujecie to? - Zapytał dziadek.
- Pewnie znów ogrzewanie się zepsuło.
- Nie. To coś... Naruto!!! - Niby ma sześćdziesiąt lat na karku, ale wbiega po schodach jak ja. Pobiegłyśmy za nim. Już wiem skąd ten chłód pochodził. Stał na balkonie łączącym parę pokoi.
- A gdzie... - Nie zdążyłam dokończyć, gdy babcia schyliła się pociągając mnie za nią. Nad naszymi głowami przeleciała seria shurikenów. Spojrzałam za siebie. - Papier? - Wrócił już w innej formie z miejsca skąd przybył. Wybiegłam na balkon. Zrobiłam wielkie oczy ze zdziwienia. - Czemu oni walczą?
- Tego się obawiałem. - Pokiwał głową.
- To na co czekasz!? Pomóżmy mu!
- Czekaj! - Zatrzymał moją babcię ręką. - Zginiemy, gdy dołączymy. Nawet ja z naszą techniką klanową.
- O czym ty mówisz!? W jaki sposób!?
- Konan nie jest zwykłym shinobi. Znałaś jej matkę, więc powinnaś o tym doskonale wiedzieć. Była to jedyna kobieta shinobi, która pokonała nasz klan. - Nie mogłam się nadziwić. Jak... jak dziadek, tata i Naruto mogliby przegrać z papierem i takimi prostymi atakami, jakie teraz prezentuje Konan!? Naruto unika ich bez problemu, więc jak!?
- Pokonała?
- W ostatnich eliminacjach, Minato nie mógł się przedostać przez jej obronę. Użył wszystkiego, lecz nic nie skutkowało. Niezwykły dar Konan, odziedziczony po matce, kontruje nas, ale jest zarazem przez nas kontrowany. Jeden błąd każdej ze stron i wygrana jest po drugiej.
- Ale jak? W jaki sposób? Przecież możecie się do niej teleportować i zakończyć walkę.
- Racja, ale czy ona nam na to pozwoli? Pewnie tak i będzie czekać na ten ruch, zastawiając pułapkę. Te setki tysięcy kartek jest cholernie twardych i ostrych. My teleportując się w dane miejsce nie możemy na nim napotkać żadnej przeszkody albo w innym wypadku możemy bardzo łatwo zginąć. To najbardziej pilnowana tajemnica naszego klanu, kochanie. Tylko użytkownicy o niej wiedzą. - To dlatego Naruto kiedyś powiedział ,,Nie mogę błyskać się na oślep. Muszę widzieć gdzie mam się znaleźć albo mieć kunai w tym miejscu. Inaczej mogę zginąć". - Gdy wylądujemy w miejscu tej kartki, automatycznie znajduje się ona w naszym ciele i zadaje obrażenia wewnętrzne. Konan o tym nie ma pojęcia, ale może korzystać z tej przewagi nieświadomie, tworząc wokół siebie wir. I niestety dla nas, jest ona doskonałym sensorem. Wykrywa nasze ruchy, kumulowanie czakry i przeskoki między wymiarowe, nawet te Naruto, które nie potrzebują do tego pieczęci. Jeśli nawet uda mu się do niej zbliżyć, to i tak może go zablokować. Wtedy Naruto mógłby iść tylko w kierunku przetrzymania czasowego.
- A techniki elektryczne?
- Większość jak i nie wszystkie, są technikami śmiercionośnymi, nie będzie z nich korzystał. A nawet jeśli, to ładunek zostanie rozproszony i zneutralizowany przez wszechobecne origami. Byłaby to niepotrzebna strata energii. Z drugiej strony, może je wykorzystać do nakierowania łuku elektrycznego w jej stronę, ale jak już wspominałem, uśmierci ją tym. A my możemy jedynie stać i się przyglądać.
Po skończeniu słuchania wyjaśnień dziadka, skupiłam całą swoją uwagę na Naruto. Obserwowałam jego płynne ruchy podczas omijania tego wszystkiego. Biegał i teleportował się po posesji, ale jak mówił dziadek, wykrywała gdzie chciał się znaleźć, dlatego nie mógł pozostać w jednym miejscu zbyt długo. Strumienie i fale papieru goniły go oraz odcinały drogę, zmuszając do całkowitej obrony.
- Nigdy nie widziałem go tak skupionego. - Znowu odezwał się. - Nawet na naszych wspólnych treningach. Naprawdę zależy mu na niej i stara się dostrzec lukę w jej obronie. Obserwuje i analizuje jej ruchy. Gdy tylko zobaczy rutynę, przystąpi do ataku.
Tak też się stało. Zaczął błyskać się i w ułamku sekundy widziałam go w kilkunastu różnych miejscach, będących coraz bliżej niej., aż w końcu pojawił się za Konan próbując ją chwycić. Bez skutecznie. Wyczytała to, następnie robiąc kopię samej siebie i pojawiając się za nią oraz zmieniła kąt natarcia oraz obszar, którym stał się cały trawnik. Wykonała parę pieczęci i poprzez ruch skrzydeł, utworzyła istną wichurę z którą jeszcze szybciej pognały kartki przeobrażone w shurikeny, kunaie, strzały i wiele innych typów ostrej broni. Naruto przyzwał za pomocą Hiraishin no jutsu dwie specjalne katany z wyżłobioną w nich pieczęcią. Przykucnął, połączył ich rękojeści nad sobą i zaczął się obracać, wykorzystując przy tym naturę elektryczną do zwiększenia tempa wirowania. To jego najlepsza obrona na tego typu ataki. Pamiętam doskonale jak sprawdzaliśmy, czy moje i babci strzały powstrzyma ten rodzaj ruchu. Okazała się nie do przejścia, lecz one były pojedyncze, a tu uderzających w tym samym momencie obiektów są setki. Nie wytrzyma on zbyt długo!
Po parunastu sekundach znów nastał żółty błysk. Pojawił się tuż za ciągle obracającymi się mieczami z wyciągniętymi do przodu rękami i otwarty w pionie dłońmi. Jego skórę pokryły pasy z ciemnej czakry. Wydobywał z siebie ogromne ilości energii, dzięki czemu wytwarzał wiatr o podobnej sile i odbijał papier. Widziałam gołym okiem nacierającą do przodu, czerwoną czakrę demona. Lecz wiatr nie zelżał, a nawet wzmocnił się. Pojedyncze origami przedostawały się i zaczęły go ranić oraz wbijać się w jego ciało, gdy nagle...
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Parę minut wcześniej:
Jechałem na swoim motorze opustoszałą autostradą. Uwielbiam ten stan rzeczy, lecz powoli nawet ten tryb życia zaczyna być natarczywy. Ciągła podróż i brak wymiany zdania z jakąkolwiek osobą, prócz pracowników stacji benzynowych. Pogadałbym z kimś tak swobodnie bez żadnych przeszkód, bądź że źle mnie zrozumie. Może to pora wrócić do domu? Nawet gadanie z ojcem wydaję się być bardziej przekonywujące niż to co teraz. Sam ze sobą. Hahahahahahaha. Jeszcze trochę i może oszaleję? Jednak rozpocznę powrót dopiero jutro, tak gdzieś po południu, bo teraz przydałoby się znaleźć jakiś motel i wyprostować plecy. Bo jednak ciąg... co do!?!??!
W ułamku sekundy jakieś sto metrów przede mną pojawił się człowiek. Na normalny skręt nie miałem czasu, dlatego posadziłem motor na boku, omijając tego świra o centymetry. Z motoru trącego o asfalt leciało setki iskier, aż do momentu w którym się zatrzymałem. Gdyby nie ochraniacze, to miałbym po nodze.
Wstałem dość szybko i tak na wszelki wypadek wyciągnąłem z przytwierdzonej do motoru pochwy, błyszczącą katanę. Skierowałem się w stronę człowieka, by wypowiedzieć te słowa, które miałem teraz na myśli. Chciałem go najzwyczajniej w świecie opierdolić.
- Ej ty!!! - Wykrzyczałem wymachując mieczem. - Wyobrażasz sobie, że gdybym...
- Tak, ale inaczej bym cię nie zatrzymał, a nie mam czasu na bawienie się, po tym jak spędziłem parę dni na odszukaniu ciebie.
- Czego ode mnie chcesz? - Wystawiłem katanę na wysokości jego szyi, lecz podszedł tuż do niej. Dopiero wtedy ujrzałem twarz. - Minato-sama! Błagam o wybaczenie. - Zabrałem miecz za siebie i ukłoniłem się.
- Ile razy mam wam, czyli młodym, powtarzać. Minato wystarczy. Wyprostuj się. Mam do ciebie sprawę niecierpiącą zwłoki.
- Słucham. - Zdziwiłem się, bo po co jeden z potężniejszych klanów miałby prosić mnie o pomoc.
- Wyjaśnimy wszystko na miejscu. Złap za motor. Przeniosę nas.
- Tak! W końcu poczuję to na własnej skórze! Słynne Hiraishin no jutsu! - Zaczęliśmy iść w stronę mojego pojazdu.
- Nie tak łatwo ciebie znaleźć. Od paru dni szukałem cię, ale nie widziałem efektów. Odwiedziłem wszystkie miejsca o których dowiedziałem się od twoich rodziców, aż w końcu pomyślałem, że może jesteś w podróży pomiędzy którymś. A teraz po co cię szukałem. Potrzebne mi są twoje techniki, gdyż sam nie zdołam przeprowadzić ich tak profesjonalnie i porządnie jak ty.  Potrzebny mi w tym zadaniu czysty profesjonalizm.
- A rodzice?
- Zajęci. A z tego co widzę ty masz ogrom czasu, więc wykorzystamy go trochę. Gotowy? - Kiwnąłem głową. Niesamowite!
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Story by Mess
Tak wiem. Mówiłem o drugim stycznia, a nie o ósmym ^^", za co serdecznie przepraszam. Ale teraz oczywiste pytania. Co wam się podobało? Co nie? Jakie są wasze podejrzenia odnośnie wydarzeń oraz osób? Kim jest ten tajemniczy motocyklista, który najwyraźniej zna się z rodziną Naruto? Oczywiście wszystko w następnej notce, ale domysły mile widziane :D. 

2 komentarze:

  1. Hej,
    rozdział wspaniały, czy ktoś kontroluje Konan bądź zmienił jej wspomnienia, że uważa że to Naruto zabił jej rodziców i kogo poszukiwał Minato, wydaje mi się że to mógłby być ktoś od Uchihow...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejeczka,
    wspaniale, czy ktoś kontroluje Konan bądź zmienił jej wspomnienia, że uważa że to Naruto zabił jej rodziców i kogo poszukiwał Minato...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń