środa, 3 stycznia 2018

N.n.m.s. - ...ale wystarczy szczere uczucie...

Oi minna! Czwartek minął, odcinek także, a emocje pozostały T_T. Koniec wojny! Ostatnia walka. I co ja niby mam teraz oglądać T_T? Chyba trzeba rozejrzeć się po internecie. Ale do rzeczy.
Postanowiłem ten rozdział rozdzielić na dwie części ze względu na ogrom wydarzeń, które jeszcze się ukażą. Wiem, że troszkę uprzykrzam tym zakończeniem wasze życie, ale nie mogłem się powstrzymać XD. Może wybaczycie, gdy ukarze się kolejny ;P. Miłego czytania.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Naruto:
Minęło dwa i pół miesiąca od dnia zbudowania we mnie labiryntów. Na chwilę obecną wszystko wydaje się być w najlepszym porządku. Nie wyczuwam jego obecności ani czakry w pierwszym, wejściowym labiryncie. Mam nadzieję, że to wszystko powstrzyma go na dłuższy okres niż zwykła pieczęć.
Jest popołudnie dwudziestego trzeciego grudnia. Jeden dzień do świąt. Śnieg za oknem zalega od dobrego tygodnia i nadal nie przestaje padać. Prognozy także nie przewidują poprawy pogody. Z jednej strony to dobrze. Nie będzie mi zbyt gorąco. Jednak prowadzić samochód to nie lada wyczyn. Oczywiście mógłbym nas teleportować w ułamku sekundy, ale nie mam zamiaru przez następny dzień źle się czuć z powodu przerzucenia czterech osób z ich wszystkimi rzeczami. Nadal mam problemy z większymi odległościami i wykorzystuje zbyt dużo własnej czakry na przeskoki. Pewnie jak tam przyjadę, dziadek będzie truł mi dupę o ten element. A i tak mój klon będzie musiał jeszcze dwa wykonać, ale to dopiero jutro. Ciekawe czy się powiedzie. Nie po to tydzień temu wędrowałem po tamtej górze.
Zrobiłem skwaszoną minę pakując ostatnią rzecz do małej, podręcznej walizki. Ziewnąłem i złapałem ją za uchwyt wychodząc z pokoju. Prawie wpadłem na Nagato, który także nie wyglądał na pełnego energii. Bez słowa zeszliśmy na dół.
- Noa. Zrób nam kawę. - Poprosiłem siadając przy stoliku.
- Z domieszką energetyka. - Dopowiedział kuzyn uderzający głową o stół.
- Znowu graliście całą noc? Jak tak można? Ja bym nie wysiedziała na tych krzesełkach przez dziesięć godzin.
- Praktyka czyni mistrza. - Zaśmiałem się chociaż nie było mi wcale do śmiechu. Zawtórował mi Nagato.
- Czyli z kretynów chcecie stać się kompletnymi bez mózgami? To niedaleka droga przed wami. - Znowu ten jad w jej głosie. Jak ja tego u niej nie znoszę.
- Dobra, dobra. Przyznaję. Trochę się zasiedzieliśmy. - To szczera prawda. Zaczęliśmy o dwudziestej, a skończyliśmy o szóstej rano. A mieliśmy tylko coś przetestować. Bez dwóch zdań, przy dobrej zabawie czas leci szybko.
- A gdzie Konan? Przecież za chwilę ruszamy. - Rzeczywiście. Tylko jej walizki brakowało przy wyjściu.
- Zobaczę co u niej. - Wstałem biorąc kubek ze sobą.
Zapukałem parę razy. Nie było odzewu. Wszedłem do środka i rozejrzałem się wokół. Na łóżku widniała tylko jedna walizka, nadal nie zapięta na ekspres. Najwidoczniej wyszła do łazienki. Odłożyłem kubek na stole i podszedłem już po raz setny do półki z jej arcydziełami.
Mam nadzieję, że to co udało mi się wyszukać w wielkim tomie należącym do mamy jest tym co chciałem odnaleźć. Czytając go zdałem sobie sprawę, że to co nauczyłem się do tej pory od ojca to kaszka z mleczkiem w porównaniu do technik klanu Uzumaki. Nie wątpliwie, Nagato miał ciężkie dzieciństwo.
Wykonałem parę pieczęci i wpuściłem czakrę do papieru. Nic się nie wydarzyło. Odłożyłem go na miejsce, będąc lekko zawiedzionym.
Czyli to też prawda. Tylko stwórca może z powrotem odzyskać to co tam się znajduje, ale znalazłem wzmiankę, że można mu przy tym towarzyszyć. Ciężko będzie, ale spróbować nie zaszkodzi. Pierwszy raz od paru lat mogę tego dokonać. Wymyśliłem i zaplanowałem wszystko. Wyjdzie albo zapadnę się pod ziemię ze wstydu przed jej osobą. Sądzę, że mam z dziesięć procent szans na powodzenie. Bo jeśli się nie mylę, to jej pieczęcie także słabną z czasem. A wyjazd, by ich nie wzmocniła swoją czakrą, jest idealnym zbiegiem okoliczności. Pewnie rodzina od strony mamy zareaguje dość ostro. Przecież Konan nadal jest pod ich opieką. Jednak będę mógł życzyć im powodzenia w złapaniu mnie i wmówieniu mi ich mądrości.
Ale, jak tak teraz myślę. Czy ja jestem na to gotów? Rzecz jasna psychicznie. Nie mogę okazać choć krzty słabości. Muszę być skupiony do końca. Drugiej szansy nie będzie.
- Co tu robisz? - Usłyszałem jej spokojny głos przez który lekko się wystraszyłem. Stałem odwrócony tyłem do drzwi i całkowicie zamyślony, więc to normalna reakcja, gdy coś nagłego się usłyszy.
- Przyszedłem sprawdzić, czy jesteś już gotowa. Jeśli potrzebujesz czasu, nie ma sprawy. Poczekam.
- Więcej nie potrzebuję.
- Tylko jedna walizka? - Uśmiechnąłem się i wziąłem kubek upijając łyk gorącego napoju.
- Z tego co wiem to wracamy po nowym roku. Jednak specjalnie dla ciebie mogę spakować jeszcze jedną. - Prawie się zadławiłem, lecz umiejętnie to ukryłem. Czyżbym ujrzał zalążek uśmiechu? A może to tylko moja wyobraźnia? Ale jeśli moje oczy nie kłamały to znak, że któraś z ponad dwóch tysięcy pieczęci słabnie. Muszę natychmiast wyprowadzić ją z tego pokoju.
- Daj. Pomogę ci znieść torbę.
- Nie trzeba. Dam sobie radę.
- Trzeba, trzeba. - Podałem jej kubek, a sam zapiąłem walizkę i spróbowałem unieść. - Boże przenajświętszy! Co ty tam upchałaś? Na dodatek sama chciałaś to znieść. - Autentycznie ta waliza waży grubo ponad sto kilogramów. Czuję to w rękach i w plecach.
- Ciuchy, kosmetyki no i papier. - Aha. To już wiem co tyle waży. Upchała tam chyba całą belę. Dobra. Czas użyć czakry. Uff! Od razu lżej! Teraz to mogę jeszcze takie trzy zabrać.
Zeszliśmy na dół. Przepuściłem ją i poszedłem za nią, by już tam nie wróciła. W pięć minut wszyscy byli ubrani w zimową odzież. No, prawie wszyscy.
- Założyłeś tylko bezrękawnik? Pochorujesz się. - Spojrzałem na Konan, która zwróciła mi uwagę. Poczułem się dość dziwnie.
- Niepotrzebny mi. Jest mi gorąco nawet bez niego, ale matka chyba by mnie zadusiła gdybym go nie miał.
- Zapomniałaś? Naruto jest niczym piekarnik. Jemu zawsze jest ciepło. Oczywiście. Ludzie się na niego patrzą jak na idiotę, ale cóż poradzić, że tak wygląda? - Zaśmiał się.
- Udam, że tego nie słyszałem. To co? Czas ruszać w drogę? Czekaj, czekaj. Gdzie ty chcesz zmieścić tą gitarę? - Spojrzałem pytająco na Nagato otwierając drzwi.
- Na kolanach. Może coś zagram.
- To siedzisz za mną, obok Noa. - Otworzyłem zaśnieżony bagażnik auta, które stało tuż przy wejściu.
- Czemu ja z tyłu!? - Wykrzyczała siostra.
- Bo jak ostatnio wracaliśmy ze strzelnicy z twoim łukiem, to prawie wybiłaś mi nim oko. - Stwierdziłem chłodno. - Zabrałaś go w ogóle?
- Tak.
- Będziesz jeszcze ćwiczyć z babcią. Tak przynajmniej słyszałem. - Usłyszałem warknięcie dochodzące z jej ust. Chyba nie jest zadowolona.
Wszystko zmieściło się na styk. Dobrze, że powiedziałem ile mogę zabrać, bo z pewnością byłyby jeszcze cztery walizy. Zamknąłem bagażnik i pokazałem by już weszli. Odpaliłem silnik, by troszkę pochodził, a przez ten czas zgarnąłem śnieg z dachu, maski i szyb. Po tej żmudnej robocie wsiadłem do środka. Zwolniłem hamulec ręczny i ruszyliśmy w długą drogę.
Siedem godzin później nadal nie dotarliśmy do domu, chociaż nie odczułem aż tak ubiegającego czasu. Jechałem niczym niepokojony. Droga była prosta, trochę śliska, ale dało radę się zrelaksować. Miałem wsadzone do uszu słuchawki i podłączone do radia, podobnie jak Konan. Chyba nie tylko mi nie przypadła do gustu twórczość Nagato, który z tego co widzę nieprzerwanie gra od trzech godzin. Noa zasnęła z nudów na tylnym siedzeniu i przykryła się kurtką, którą zdjęła, gdy zrobiło się trochę cieplej wewnątrz pojazdu. W sumie jest już dwudziesta druga i jest ciemno. Kurama także śpi. Jednak już niedługo.
Wjechałem na boczną drużkę, ostatnią prostą prowadzącej do domu dziadków. Wyjąłem słuchawki z uszu. Zwolniłem i zacząłem uważnie rozglądać się za powbijanymi pniami, które miały na celu oznaczenie drogi.
- Już prawie jesteśmy. - Oznajmiłem, budząc przy tym siostrę. - Nagato. Spodziewasz się jeszcze kogoś? Na tej drodze nie powinno być żadnych śladów przejeżdżającego samochodu. Nie żebym narzekał, bo prowadzi mi się wygodniej, ale pytam z czystej ciekawości.
- Nic o tym nie wiem.
- I zaufaj tu rodzinie. Czemu to ja zawsze jestem niedoinformowany? - W moim głosie można było wyczuć nutkę pretensji.
Dwa kilometry dalej widać było światła. Jak dojechałem wystarczająco blisko ujrzałem odśnieżoną zatoczkę, by zaparkować. Zatrzymałem się i wyłączyłem silnik. Odpięliśmy pasy, wysiedliśmy i wzięliśmy bagaże. Podszedłem pod drzwi, otworzyłem je wpuszczając dziewczyny przodem, a następnie sam wszedłem otrzepując buty ze śniegu.
- W końcu. - Przywitał nas mój ojciec. - Już chcieli wysłać mnie po was bym sprawdził, czy się wam nic nie stało.
- Jak widać nie.
- Dajcie walizki. - Dotknął ich. Momentalnie zniknęły w żółtym błysku. - Będą na was czekać w waszych pokojach. Za chwilę się do nich udacie, ale najpierw coś zjecie.
- Nie jestem głodny. - Popatrzyłem na niego znacząco. Kiwnął głową dając znak, że zrozumiał. Zostaliśmy sami. - Możemy jeszcze wyjść?
- Yhym. Choć na dach. Tam nas nie znajdą. - W ułamek sekundy znaleźliśmy się na nim. Była tam tak jakby altana o rozmiarze dwa na dwa metry, okryta dachem i otoczona drewnianą barierką. Oparliśmy się o nią na przeciw siebie.
Dwie godziny później siedziałem na podłodze.
- Czyli w końcu znalazłeś to miejsce?
- Tak. Nie było to łatwe. Długo błądziłem i w końcu zauważyłem wejście.
- A w jaki sposób?
- Co masz na myśli? - Zaskoczyło mnie jego pytanie.
- Wyjawię ci pewną tajemnicę związaną z tym miejscem, a ty obiecaj, że wyjawisz ją dopiero gdy spełni ktoś inny ten warunek. - Kiwnąłem głową. - O tuż klan Uzumaki do którego należy twoja mama i ciotka, przychodzi tam tylko w pewnym, dość wyjątkowym i zarazem wspaniałym momencie życia każdego człowieka. Jest nim miłość. Gdy ktoś myśli, że się zakochał, odwiedza tą górę i próbuje znaleźć wejście do jaskini. Jeśli takiej osobie się to uda, ma pewność, że uczucie to nie jest ułudne. Więc gdy jesteś tylko zauroczony, po prostu jej nie znajdziesz. Szukając kilka lat, bez szczerego uczucia, nie zobaczysz jaskini. Nawet nasza technika na to nie podziała. A teraz coś o samej jaskini. Jest ona dość specyficzna. Co chcesz w niej umieścić, to się w niej znajdzie. Żadne prawa tam nie obowiązują. Nie ma w niej źródła światła, a jednak wszystko widać. Ma wiele tajemnic. Może lepiej, gdy ty sam je odkryjesz.
Zapadła między nami dość długa cisza. To co czułem będąc przy niej, to miłość? Ale... jak... czemu? Zawsze ją postrzegałem jako dobrą przyjaciółkę.
- Czyli...
- Tak.
- ...nie mogę w to uwierzyć.
- Pewnie zaraz spytasz ,,Czemu ci poleciłem odnalezienie jaskini?". Odpowiedź jest prosta. Bo inaczej nie miałbyś wystarczających sił, by jej pomóc. Konan to dziewczyna, która trzyma się swoich postanowień bardzo, ale to bardzo ściśle. Sam pewnie to zauważyłeś. Robi wszystko z niezwykłą dokładnością i rzetelnie wypełnia swoje obowiązki rozplanowane w czasie. Nic nie przekładana na później ani nie rozpoczyna wcześniej. A co za tym wszystkim idzie i łączy się? Ta technika której używa stała się dla niej rutyną. Zwykłym codziennym obowiązkiem, więc jeśli powie, że to kontroluje. Od razu zaprzecz. Dosłownie stała się więźniem swoich umiejętności. Gdybym sam wcześniej się dowiedział co jej podarowała Kin, natychmiast zabrałbym ją pod naszą opiekę i za przeproszeniem, nieźle opierdolił siostrę Kushiny. To nie jest technika dla dojrzewającej dziewczyny. Powinna być zakazana, a nadal figuruje w tej księdze.
Zamyśliłem się. Jedna technika może zmienić, a nawet zniszczyć całe życie. Wystarczy wpaść w zabobon albo nawet nieświadomie z niej korzystać. Czemu one w ogóle powstały?
- Naruto. Czas wracać. Musisz się wyspać. - Podał mi rękę i pomógł wstać.
- Kiedy mam zabrać Konan? - Zeskoczyliśmy z dachu.
- Najlepiej jutro z samego rana, gdy jeszcze wszyscy będą spali.
- A jeśli zaczną nas szukać? Nie wydaję mi się, by potrwało to parę godzin. Oczywiście, jeśli się uda.
- Zatrzymam ich. Nawet, gdybym musiał użyć siły. Szukałeś sposobu zbyt długo, by teraz to zaprzepaścić. Ufam ci, dlatego resztę pozostawiam w twoich rękach.
Wróciliśmy do środka. Przywitałem się z resztą rodziny, która jeszcze nie spała. Dostałem pouczenie od mamy dotyczące mojego stroju na taką pogodę i dlaczego od razu się z nią nie przywitałem. Krótko streściłem te trzy miesiące i poszedłem na górę po drewnianych schodach. Jedne z drzwi były otwarte na oścież i docierały z nich dźwięki gitary. Nikt inny nie mógł tam przebywać oprócz niego.
- Naruto! - Zawołał mnie z końca pokoju.
- Co? - Wszedłem do środka.
- Śpisz w tym pokoju razem ze mną.
- Niby z jakiej racji? - Oburzyłem się na tą wieść. Jeszcze tego mi brakowało. Teraz nie mogę go obudzić, gdy sam będę wstawał.
- Są goście z poza rodziny. Chyba będą przebywać tu tyle samo co my. Na dodatek widziałem dwie katany w przedpokoju.
- No to już ich nie ma. Nie leżały tam.
- Może mały sparring zrobimy rankiem? Dawno nie miałem takiego.
- Zlituj się. Nie jutro. Wystarczy, że będą rodzinne rozmowy przy stole przez cały dzień. - Udałem zmęczone i znużonego. - A zgadując. Dziewczyny też razem śpią?
- Tak. Za tą ścianą. -  Wskazał ręką prawą stronę. - Pewnie jutro poznamy nowych ludzi. Tobie się to przyda.
- Co masz na myśli?
- No nie masz za dużo znajomości. Przydałoby się je w końcu pozdobywać.
- Stary, dopiero wszystko się okaże. Teraz jestem zmęczony i chciałbym zmrużyć oczy.
- Ok. To dobranoc. - Odłożył instrument i przykrył się. Odwrócił się do mnie plecami.
Zgasiłem światło i na szybko poszedłem się umyć. Tam wróciła mi pewna myśl. Wiem, że dziewczyny jeszcze nie poszły spać, dlatego wypadałoby ją teraz jakoś poinformować. Tylko jak to zrobić? Przecież nie mogę tam wejść od tak sobie, bo Noa wszystko usłyszy, a nikt inny ma o tym nie wiedzieć. Rano także tego nie zrobię. O! Czy mam jakąś kartkę? Zacząłem szukać po kieszeniach u spodni. Jest! Na dodatek czysta! Jednak jest jedno ,,ale". Czym niby mam to napisać? Nie zabrałem nic do pisania. Żadnego długopisu, pióra czy nawet tuszu. Myśl! Myśl! A może wypalić litery na niej? To może się udać.
Skumulowałem czakrę w palcu wskazującym w prawej dłoni. Drugą ręką przytrzymałem kartkę na ścianie. Zacząłem przejeżdżać po niej czubkiem paznokcia z ładunkiem elektrycznym uderzającym kilkanaście razy na sekundę. Po dziesięciu minutach list był gotów. Przeczytałem go parę razy, czy aby na pewno nie popełniłem jakiejś głupiej gafy. Wróciłem do pokoju i tam skupiony, by dotarł do odpowiedniej osoby, przeniosłem go za pomocą hiraishin no jutsu.

Konan:
Znowu tutaj. W tym miejscu. W tym domu. W tym pokoju przepełnionym zapomnianymi wspomnieniami. Minęły raptem trzy miesiące od mojego wyjazdu z stąd, a dom się zmienił. Ludzie się zmienili. A może to tylko moja wyobraźnia? Może czas tak działa na ludzi? Wszystko wydaje im się nowe, niepowtarzalne, czegoś czego jeszcze nie widzieli. Co to w ogóle jest czas? Podzielony na ery, tysiąclecia, wieki, lata, miesiące, tygodnie, dni, godziny, minuty oraz sekundy z ich małymi częściami. Kto to wymyślił? Jak to obliczył, by wszystko ze sobą współgrało i nie było kontrowersji? A może teraz żyjemy w kłamstwie i w rzeczywistości powinien być inny podział czasowy? A może w ogóle go nie ma?
Z moich zamyśleń wyrwał mnie lekki błysk. Otworzyłam oczy. Podparłam się łokciami o łóżko i lekko podciągnęłam. Rozejrzałam się po pokoju. Myślałam, że znów się u mnie pojawił. Jednak go nie dostrzegłam. Jestem pewna, że drugiego błysku nie było, więc nie mógł on zniknąć na mój widok, gdy zobaczył jak wstaję. Może mu się przewidziało? Chciałam z powrotem położyć się normalnie, ale coś małego powoli spadło na moją pościel, lekko kołysząc się w powietrzu. Macając kołdrę wyczułam palcami kartkę papieru. Był lekko pogięty i naderwany z jednej strony. Przybliżyłam go, by przyjrzeć się mu. Zauważyłam jakieś napisy, lecz było za ciemno na odczytanie ich. Skumulowałam czakrę w lewej dłoni. Z mojej torby wyleciał papier, który świeci w ciemności, działający na tej samej zasadzie co noktowizor. Czakrą poszarpałam go na pojedyncze włókna i naniosłam na tekst:
Nie wiem czy to przeczytasz, bo jest dość późna pora. Jednak warto spróbować. Czyż nie? Ale przejdźmy do rzeczy. Chciałbym cię zabrać w pewne, wyjątkowe miejsce i coś pokazać. Najlepiej jakbyśmy spotkali się przy wyjściu z domu o piątej rano. Tak. Wiem, że godzina ani pogoda nie sprzyjają, a przed chwilą z powrotem zaczął padać śnieg. Ale byłoby mi bardzo miło gdybyś się skusiła na ten ,,szalony" wyczyn :). Będę na ciebie czekał. Naruto. Ps. Najlepiej gdyby nas nikt nie przyłapał o tak wczesnej porze.
Czytając to, otworzyłam szerzej oczy, a serce mocniej zabiło. Kompletnie nie spodziewałam się tego. W ogóle się niczego nie spodziewałam. Co chcesz mi pokazać? Po co mnie chcesz tam zabrać? A odczytując ostatnie zdanie chodzi ci oto, by absolutnie nikt nie wiedział, że wychodzimy. Pojawia się pytanie. Czemu?
Coś mi podpowiada, by pójść tam z Naruto. Mam wręcz taką ochotę. Jest to także lepsza opcja aniżeli siedzenie w domu i gdybanie w myślach na różne, bezsensowne tematy jak ten przed paroma minutami. Może dowiem się czegoś więcej o nim samym. Ostatnio otworzył się przed nami. Czyżby miał do powiedzenia coś więcej? Coś bardziej wstydliwego albo tajemniczego?
Nie spałam całą noc. Nie mogłam nawet zamknąć oczu, bo zaczynały mnie szczypać. Próbowałam sama odpowiedzieć na nurtujące mnie pytania, ale wysiłki spełzły na niczym. Jestem gotowa i ubrana w niebieskie jeansy, ciemną bluzkę i fioletowy sweter. Chyba nic się nie stanie, gdy zejdę dziesięć minut wcześniej? Na palcach wyszłam z pokoju, powoli otwierając i zamykając drzwi, by nie zbudzić współlokatorki. Korytarzem skierowałam się do schodów. Na dole wpadłam na kogoś.
- Przepraszam Naruto
- Troszkę nie trafiłaś z osobą, ale i tak ci wybaczam. - Myślałam, że tylko Naruto będzie na dole, a wpadłam na pana Minato, szczerze uśmiechającego się. - Dokąd tak pędzisz? - Zdałam sobie sprawę, że nie mam jak mu tego wytłumaczyć. Nasze wyjście miało być tajemnicą. Co mam powiedzieć? Co mam powiedzieć!?
- Spokojnie. - Zaśmiał się. - Najwyraźniej Naruto nie wspomniał ci, że ja akurat o tym wiem i nawet gdzie się udacie. A zadałem pytanie, by sprawdzić twoją reakcję. Wybacz, ale czasami nie mogę się powstrzymać. - Całe szczęście.
- A czemu pan jeszcze nie śpi?
- Po pierwsze nie pan, tylko Minato. - Kiwnęłam głową. - A odpowiadając na twoje pytanie. Musiałem z nim porozmawiać o przyszłych walkach.
- O turnieju?
- Dokładnie. Jednak ze względu na to, że zaraz wychodzicie to odpuściłem sobie wyjaśnianie na czym polega i po prostu podałem mu jego harmonogram treningów. A teraz wybacz. Mam jeszcze parę rzeczy do załatwienia. - Wyminął mnie i zaczął wchodzić po schodach. - Bo miłość to pierwszy krok do drugiej osoby.
Usłyszałam, gdy zniknął na zakręcie. Jak mam to rozumieć? On to powiedział do mnie, czy do siebie? W sumie był odwrócony plecami i pożegnał mnie, więc wcześniej zakończył rozmowę. Spojrzałam na zegarek. Pozostała minuta do piątej. Czemu ten czas tak szybko leci!? Weszłam do przedpokoju. Stał tam. Ubrany podobnie jak wczoraj, lecz tym razem zamiast krótkich spodenek miał długie jeansy.
- Hej. Myślałem, że jednak będę musiał cię obudzić.
- Czyli nie miałam wyboru?
- Nie. - Podrapał się po głowie, którą lekko przechylił w dół, a jego prawy kącik ust podniósł się. Zakłopotałam go.
Ubrałam się cieplej zakładając buty, kurtkę, szalik i nauszniki. Wyszliśmy chwilę po tym. Maszerowaliśmy w głębokim śniegu ku obszarowi leśnemu. Padało dość obwicie. Grube płatki śniegu zaczęły nas pokrywać.
- Mogę zadać parę pytań?
- Jasne. Pani prokurator. - Uśmiechnął się do mnie.
- Czemu mnie zabrałeś, a nie kogoś innego? - Chyba zniesmaczyłam go tym. Długo się zastawiał co odpowiedzieć. To dobry sygnał, że jednak nie zamierza kłamać.
- Można pominąć teraz to pytanie? I tak otrzymasz odpowiedź, gdy już dotrzemy na miejsce.
- Właściwie dokąd idziemy?
- W góry. Znalazłem wspaniałe miejsce na... - Zaciął się lub specjalnie ugryzł w język. Mam wrażenie, że o co bym nie zapytała tak będzie wyglądać jego każda odpowiedź, dlatego chcę go przycisnąć.
- Na? - Jawnie się stresował.
- Przechadzkę. - W sumie nie skłamał, ale uniknął jakiejś odpowiedzi.
- Czemu wyszliśmy po kryjomu?
- Bo zaczęliby nas szukać, a chcę ten czas spędzić tylko z tobą. - Przez to poczułam wypieki na twarzy. Znowu do tego doprowadził. W jaki sposób on to robi? Czasami czuję się przy nim dość niezręcznie. Ja chyba tak samo działam na niego, bo odwrócił wzrok.
- Czemu chowasz twarz?
- Nie chowam. Podziwiam widoki. - Kłamie jak z nut.
- Popatrz się na mnie jak do ciebie mówię. - Ewidentnie nie chciał tego zrobić. Ale sama jestem w szoku. Od kiedy jestem taka, by wydawać rozkazy czy zwracać komuś uwagę!? Co się dzieje!?
- Proszę. Masz odpowiedź. - Spojrzałam w jego oczy. Tęczówki przybrały czerwoną barwę. Czy nie zmieniają się one przy zbytnich emocjach? Coś o tym wspominał, ale nie pamiętam tego dokładnie. - Zadowolona?
- Może. - Uniósł jedną z powiek i ciągle patrzył się na mnie. - Przestań, bo zaczynasz mnie przerażać.
- Ups. Sorki.
Godzinę później.
- Daleko jeszcze? - Spytałam idąc za nim pod górę, by móc podążać jego śladami wydrążonymi w śniegu.
- Nie. Już jesteśmy na miejscu. - Zobaczyłam przed sobą skalną ścianę pokrytą gdzieniegdzie białym puchem i zwisającymi soplami, a przed nią znajdowały się drzewa. Chyba jestem zbyt zmęczona bo wygląda tak jakby lekko falowała. - Widzisz coś? - Zmyliło mnie jego pytanie.
- Co mam widzieć? - Na prawdę nie wiem o co mu może chodzić.
- Czyli tam nie wejdziemy. - Wymamrotał pod nosem, lecz zdołałam to usłyszeć. Spuścił głowę i zaczął mówić do samego siebie. Tym razem o wiele ciszej.
- Czemu mnie tu przyprowadziłeś? Co to za tajemnica, na którą nie chcesz mi odpowiedzieć? - Postanowiłam czekać na jego odpowiedź. Musi być to coś ważnego skoro tak się waha.
Robiło się coraz zimniej przez wiatr, który zaczął powoli pod swoim naporem uginać gałęzie drzew oraz szarpać moje włosy. Zbliżyłam dłonie do ust, by móc trochę je rozgrzać, a nogi same zaczęły mi drżeć.
W tej właśnie chwili spojrzał wprost w moje oczy swoim demonicznym wzrokiem. Nasze spojrzenia się na sobie zblokowały. To był ten moment w którym się przełamał. Powoli podszedł do mnie i przystanął pół metra przede mną. Wysunął dłonie i delikatnie złapał moje, okrywając je. Poczułam bijące z nich, przyjemne ciepło. Przez jego dotyk przeszły mnie ciarki po plecach. Natychmiast zrobiło mi się gorąco, nie czułam już więcej otaczającego mnie zimna, tak jakby całe zabrał.
- Dobrze. Odpowiem, ale na mój, oryginalny sposób. Zgadzasz się? - Otworzyłam tylko usta. Nie byłam wstanie wydobyć żadnego dźwięku. Ostatecznie kiwnęłam głową.
W ułamku sekundy znalazłam się w jakimś pomieszczeniu. Zdezorientowała mnie ta nagła zmiana miejsca pobytu.
- Naruto!? - Zawołałam i szybko zaczęłam się za nim rozglądać. Nie było go przy mnie, ale miałam wrażenie, że jest tuż obok. Jeszcze raz postanowiłam rozejrzeć się, lecz tym razem po pomieszczeniu. Byłam w dziwnym korytarzu brodząc po kostki w wodzie. Co kilkadziesiąt metrów była świecąca żarówka, a wzdłuż ścian przebiegały zardzewiałe rury z których gdzieniegdzie ciekło. Za sobą nie miałam nic. Nie mając wyboru poszłam przed siebie. Bardzo szybko znalazłam się w o wiele większym, wręcz gigantycznym pomieszczeniu o identycznym wyglądzie co korytarz. Jednak coś go wyróżniało. Była to ogromna, żelazna klatka na jednej ze ścian, zajmując jej prawie całą powierzchnię. Na jej środku coś się znajdowało. Podeszłam trochę bliżej, by się przyjrzeć.
- Pieczęć? - Powiedziałam sama do siebie.
Brawo. - Przestraszyłam się i upadłam do tyłu. Jego głos był jak warkot oraz delikatnie ochrypły. Cień do tej pory zasłaniający dalszą część opadł. Ujrzałam stworzenie patrzące się wprost na mnie swoimi, czerwonymi ślipiami. Leżało na ziemi z łapami wyciągniętymi do przodu i opierało o nie głowę.
- Kyuubi? - Ten tylko pokazał kły, tak jakby się chytrze uśmiechał.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess

4 komentarze:

  1. Hej,
    Naruto udało się znaleźć tą jaskinę to znaczy, że jest zakochany i jak widać Konan także...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmmm możliwe, możliwe, ale czy to prawda to na razie się nie dowiemy. Przepraszam także,że nie odpowiem na wcześniejsze Twoje komentarze, ale musiałbym na nowo wszystko czytać, a nie mam tyle czasu, by tego dokonać w jeden dzień ^^"

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej,
    rozdział wspaniały, och Naruto znalazł tą jaskinę to znaczy, że jest zakochany i na to wygląda, że Konan także... ;)
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  4. Hejeczka,
    wspaniały rozdział, Naruto jest zakochany po uszy w Konan no i znalazł tą jaskinię...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń