środa, 3 stycznia 2018

N.n.m.s. - Morza wspomnień

~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Wraz z panem Minato znaleźliśmy się przed drzwiami jakiegoś domostwa. Złapałem się ręką za buzię i pobiegłem w najbliższe krzaki.
Uważałem to jutsu za coś fantastycznego, ale ma pewien efekt uboczny. Wywraca parę razy żołądek do góry
- Lepiej? Większość osób właśnie tak reaguje na pierwszą podróż przez Hiraishin no jutsu. Ale ciesz się, że to kończy się tylko na mdłościach. Użytkownicy nie mają takiego szczęścia. - Popatrzyłem na niego pytającą. Co ma przez to do powiedzenia? - Gubimy gdzieś rękę bądź nogę. Raz w naszej historii zdarzył się przypad nogami. Zaraz puszczę pawia.
I słowo ciałem się stało.ek odszczepienia głowy od ciała. Oczywiście tego pana nie zdołali odratować.
- Co!? Żartuje pan!? - Zszokowała mnie jego wypowiedź. Nie spodziewałem się, że jest to aż tak niebezpieczne!
- Oczywiście, że nie. Lubię kawały, ale w tym przypadku jestem śmiertelnie poważny. Do teraz mam bliznę na lewym ramieniu i... - Przerwał na moment i przyjrzał się drzwiom. - Bariera. Nie ma czasu do stracenia. Za mną.
Wygramoliłem się z krzaków oraz zaspy śniegu i poszedłem za nim. Szliśmy przez ogromne pomieszczenie, po czym skręciliśmy w lewo w korytarz. Chyba mają nieszczelne drzwi, bo nigdy nie słyszałem, by wiatr tak gwizdał przez framugę. W dodatku jest zimno jak na dworze. Gdy tylko otworzył je, uderzyła w nas fala wiatru.
- Obudziła się. - Stwierdził patrząc w górę. Z trudem podszedłem do wyjścia. Niemożliwe! To Konan!? A tam... Naruto!? Co tu się do cholery dzieje!? I co ma znaczyć to sformułowanie ,,obudziła się"!? - Szlak! Wykryła nas! - w naszą stronę pognały ostrza utworzone z papieru. Pan Minato zamknął drzwi. Słychać było jak powbijały się z impetem w solidne drewno. Następnie chwycił mnie za rękaw i przeniósł nas na dach. Pod naszymi stopami stało na balkonie jeszcze parę osób.
- Stój tam gdzie stoisz, synu. Naruto niedługo przejmie inicjatywę i wtedy dołączysz z naszym gościem do działania. Uśpicie ją, a potem coś się wykombinuje. - Odezwał się Pan Mintao.
- Skąd to wiesz?
- Kumuluje czakrę w całym ciele, szczególnie w mięśniach i ścięgnach. To co teraz ujrzymy to czysty pokaz jednych z najszybszych ruchów w taijutsu. A wiem to, bo mój ojciec korzystał w ten sposób z czakry Kyuubiego.
Naruto:
Daj mi jeszcze więcej.
Nie! Zbyt duża dawka rozerwie ci mięśnie. Tak jak kiedyś, tyle w zupełności wystarczy do swobodnego przedostania się do twojej dziewczyny. Ale nadal nie wiem, jak przeciwdziałać jej zmysłowi sensorycznemu i tej sukni. To nie jest zwykła zbroja, Naruto. Dzięki niej uniknęła pochwycenia. Tym razem może być podobnie. Dlatego plan złapania jej pozostawiam tobie. 
Nie przerwanie patrzyłem się w nią swoimi czerwonymi tęczówkami. Specjalnie krzyżowałem spojrzenia, by wyśledzić choć krztę zmian. To bardzo ważne. Zdaję sobie sprawę, że im więcej prób, tym ciężej się do niej dostać. To już będzie druga. Spodziewa się moich błysków. Wykorzystam to na moją korzyść.
Skup się na niej. Niech papier stanie się czymś, co jest zbędne. Niech będzie czymś niepotrzebnym, co zniknie i cię nie zrani. On nie istnieje. Tak jak ten prąd powietrza. To zwykły letni wiaterek, który ochładza w upalne dni. Te dwa elementy nie istnieją. Jesteś tylko ty i ona. Czas, także przepadł. A teraz... ruszaj.
Opuściłem ręce i zrobiłem pierwsze kroki. Szedłem do niej na spokojnie, po ziemi i schodach. Nic nie stało mi na przeszkodzie. Czekała na mnie z wyciągniętymi dłońmi. Zaraz będę.
Noa:
- Wpadł w prawdziwy trans. - Skomentował dziadek poczynania mojego brata, który z lekkością omijał wszystko, wcale nie poruszając się szybko w jej stronę. Manewrował mijając każdy pocisk o milimetry, robiąc gładkie, płynne i pewne ruchy. Jego nogi same nim kierowały, a ręce pomagały utrzymać równowagę. To wszystko wyglądało jak układ choreograficzny do jakiegoś tańca.
Zaczął przyspieszać, lecz nadal zachowywał tą dziwną lekkość, aż... nie... zaczął odbijać się od jej origami!!! Piął się w ten sposób ku górze. Na jej twarzy zauważyłam lekkie przerażenie. Zaczęła zmieniać kąty i kształty kartek oraz zwiększać ilość kierunków z których one nadlatywały. W odległości pięciu metrów od siebie wypuściła w stronę Naruto serię shurikenów. Naruto wykonał błysk, a ona jednocześnie z jego ruchem skierowała rękę do tyłu, nawet ja nie spodziewałam się, że błyśnie się w miejscu!!! Skurczył się, przybliżając kolana do brzucha, a ręce krzyżując na klatce piersiowej. Przyjął papierową broń na siebie. Wbiła się w jego kończyny. Zanim Konan zdążyła zareagować na to oszustwo, zdołał złapać ją za same dłonie. Uderzyli o ścianę domu. Trzymał wszystkie jej palce u rąk, które były uniesione do góry, a nogami przytrzymał ją na wysokości ud. W ten sposób ograniczył jej ruchy prawie do zera. Próbowała go zrzucić, lecz bardzo mocno trzymał się swoją czakrą. Wtem jej głowa bezwładnie opadła, a mięśnie rozluźniły się. W jej lewym ramieniu tkwiła mała strzykawka wystrzelona przez babcię.
- Dzięki tobie zdołałam zaaplikować jej środek nasenny. Trochę minie zanim się obudzi.
- Ludzie. Pomóżcie mi! Sam z nią nie zejdę! - Skoczyli na ścianę, by odebrać od niego dziewczynę. Eh. Znów nic tu po mnie.
Naruto:
Znów znaleźliśmy się w pokoju, lecz tym razem w moim. Babcia kończyła zszywać rany powstałe od papierowych pocisków. Znów ubrania do śmieci, a podłoga do ogarnięcia, gdyż trochę krwi na nią spłynęło. Śpiącą Kokan położyli na łóżku i przykryli kocem.
Spojrzałem na przybysza w pomarańczowych włosach. Nigdy bym się nie spodziewał, że mój ojciec sprowadzi go, ale w tej sytuacji to zrozumiałe. Ten shinobi od siedmiu boleści może bez problemu wejść w czyjś umysł, przejrzeć wszystko, zablokować wspomnienia, a nawet zabić za pomocą tego jutsu. Jak on miał na imię? Chyba Yahiko, ale ręki nie dam sobie obciąć. Mój kontakt z nim uciął się w dzieciństwie, ale jestem pewien, że przyjaźnił się z Konan i Nagato. Nie wiem czy utrzymywali ze sobą kontakt. Wiem tyle, że z jakiegoś powodu go wtedy nie lubiłem, ale z jakiego? Cholera wie. Może się zmienił? Albo będzie gorszym dupkiem niż wcześniej.
Spojrzałem na niego badawczo. Gdy po moich ranach nie było śladu, wstałem i skierowałem się w stronę żywnie rozmawiającej ze sobą grupki. Chcę dowiedzieć się, co planują zrobić.
- To przystępuj do działania. - Powiedział dziadek, lecz ja zatrzymałem go za rękaw tak, że o mało się nie wywrócił. - Puść go Naruto. Za chwilę nasza Konan będzie zdrów jak ryba.
- Coś w to wątpię. - Spojrzałem gniewnie na całą trójkę moim demonicznym wzrokiem.
- O co ci chodzi? Jeśli obawiasz się, że ją skrzywdzę to się grubo mylisz. Więc weź tą łapę i...
- Urwę ci zaraz łeb jak się nie zamkniesz. - Wypowiedziałem to przez zaciśnięte zęby. Na dowód złapałem go za kark. - To ja tu byłem od początku i ja wiem w pełni co się tu wydarzyło! Więc usiądź na dupie i wysłuchaj mnie palancie! - Odepchnąłem go od łóżka.
- Nie podobasz mi się ani trochę. Widać, że brak jakiejkolwiek dyscypliny i manier. - Zmaterializowany Kurama przystawił mu kunai do gardła. - Kiedyś takich jak ty podwieszało się łańcuchami do sufitów i pozostawiało na parę dni. Każdy wymiękał po trzech. Chcesz się przekonać, czy jesteś silniejszy?
- Dosyć! Kurama! Schowaj broń i wypuść go! A ty Naruto zachowuj się lepiej! To nasz gość. - Wykrzyczał dziadek.
- Nie muszę go tolerować.
- Boże. Znowu to samo. Jako dzieci także się nie lubili. - Mintao odszedł na chwilę od nas, by się uspokoić.
- Synu. Masz rację. Powinniśmy spytać ciebie, dlatego przepraszamy. Teraz wyjaw nam to co chciałeś.
- I tak powinno być od początku. - Usiadłem na łóżku i podparłem się o kolana. - Konan jest kontrolowana.
- Bzdury. Przecież nie nałożyli na nią pieczęci jak była niemowlakiem, taką jaką mają inni członkowie klanu Uzumaki. - Powiedział dziadek.
- Kto powiedział, że o nią chodzi? - Wziąłem głębszy oddech. - Zanim się to wszystko zaczęło, Konan miała dość niespokojny sen, zaczęła coś mamrotać pod nosem i wiercić się. Przeszło mnie także uczucie, że ktoś mnie obserwuje. Sprawdziłem wszystko, nie znajdując nikogo w pobliżu. Nagle otworzyła oczy i... i zobaczyłem rinnegana. Usłyszałem ,,widzę cię" po czym na nowo zamknęła oczy. Jestem przekonany, że walczyła z tym. Była świadoma zdarzeń, gdyż pierwsze ,,odejdź" nie było skierowane w moją stronę. Potem było gorzej. Straciła panowanie nad sobą. Stwierdziła, że zabiłem jej rodziców i rozpoczęła atak. No i jesteśmy w tym punkcie.
- Zważając na umiejętności Nagato, on był tylko medium pośredniczącym. On nie umie kontrolować żyjących. A odpowiedzią jaką można wywnioskować jest to, że twój dziadek zagościł u niej w głowie i namieszał we wspomnieniach. Dość łatwe zadanie, jeśli nie będzie go tam w środku. W innym wypadku trzeba będzie go wywalić, a ja potrzebuję na to czasu, gdyż wejdę do jej umysłu.
- Pod jednym warunkiem. Wejdę tam z tobą. - Odpowiedziałem spokojnie czekając na jego reakcje.
- Jeśli mam przenieść dwa umysły zajmie to o wiele więcej czasu niż normalnie! - Wykrzyczał rozgniewany.
- Trudno. Czekałem parę dni, więc te godziny wytrzymam. Raczej dla Konan także to nic nie zmieni. Wspomnienia można wymazać, ale ciągle istnieje ich zapisana w umyśle kopia. A ty jako ekspert powinieneś temu bez trudu podołać. - Kiwnął głową na zgodę. Usiedliśmy po obu stronach na łóżku. Wykonał kilkadziesiąt pieczęci i dotknął mojego czoła. Podobnie to wygląda jak podczas przeglądania wspomnień, lecz przy naszej technice nie przenosiliśmy się do umysłu drugiej osoby.
Następnie dotknął swojego i w tym momencie znalazłem się tak jakby w próżni. Ogarnęła mnie wszechobecna ciemność, chociaż własne ciało ciągle dostrzegałem niczym w dzień. Po paru chwilach zmaterializował się obok mnie Yahiko.
- Gdzie my jesteśmy? - Spytałem spoglądając na niego podejrzliwie.
- W przestrzeni. Przynajmniej ja to tak nazywam. Nasze umysły wydostały się z ciał i zaczęły wędrówkę, chociaż tego nie możemy dostrzec. Normalnie wdzieram się w umysły moich przeciwników dość szybko, lecz wtedy wyrządzam ogromne szkody, a tego chcemy uniknąć. Niedługo dotrzemy na miejsce i przywrócimy wszystkie wspomnienia. - Nie spodobała mi się jego wypowiedź. Szczególnie ostatnie zdanie.
- Przywracasz wspomnienia tylko te, które ci wskażę. Jeśli zorientuję się, że coś jest z nią nie tak, przysięgam na własną krew, że cię zabiję. - Spojrzał na mnie jak na wariata.
- Czegoś tu nie rozumiem. Skoro chcemy ją ,,wyleczyć", to czemu nie chcesz przywrócić jej wszystkich wspomnień? Coś jej kiedyś zrobiłeś czy jak?
- Nie muszę ci się tłumaczyć, ale czuję, że nie odwalisz się ode mnie. - Uśmiechnął się zadziornie. - Widzisz, postanowiliśmy dzielić się wszystkim co nas dotyczy. Jedynym wyjściem jest przejrzenie swoich myśli i wspomnień. Wtedy każda strona jest usatysfakcjonowana i wie, że druga jej nie oszukuje. Dzielimy się wspomnieniami, emocjami, uczuciami, doznaniami i zachowaniami.
- Czy ja o czymś nie wiem, a powinienem?
- Ty nic nie powinieneś. To nasza sprawa co robimy.
- Mów i nie błaznuj! Myślisz, że jestem rad widząc twoją parszywą mordę? Zgodziłem się to wykonać jedynie dlatego, że chodzi o Konan. Gdyby był to kto inny, ty czy nawet Nagato, olałbym to i wrócił o domu. - O tak. Właśnie przypomniałem sobie czemu go nie lubiłem. - Zależy mi na niej, lecz kiedyś nie pasowała do mojego typu życia...
- A teraz co!? Dobry przyjaciel się znalazł!? - Nie wiem co, ale jakaś dziwna siła przymusiła mnie do gniewu. Kyuubi? Nie, czułbym czakrę, więc... nieeeeeeee... a może...
- Jakim ty kurwa jesteś hipokrytą!!! Sam ją zostawiłeś i to wcześniej niż ja!!!
- Przez klan, nie moje widzimisię! Musiałem odejść! Przed wyjazdem poprosiłem Nagato o opiekę nad nią! Wiem, że nie jest najlepszą osobą, ale po zabójstwie jej rodziców nikt inny jej nie rozumiał!!! Nikt oprócz mnie i Nagato!!! Nikt!!!
- O czym ty mówisz!? Jakim zabójstwie!?
- Ooo, czyli byłem z nią dłużej niż ty! Nawet nie wiesz o śmierci jej rodziców! Nie wiesz co wydarzyło się parę lat temu, pewnego letniego dnia. Do dziś śni mi się to po nocach! Byłem tam! Mam krew ich zabójców na swoich dłoniach! Zabiłem dla niej! Zabiłem po to, by żyła!!!
- Nie... nie wiedziałem.
- Oczywiście, że nie wiedziałeś. - Usiadłem ze zdenerwowania. - Sprawa została szybko wyciszona. Nie mówiliśmy o tym, chociaż wszyscy wiedzieli co i jak. Od tamtego momentu wesoła i radosna Konan przestała istnieć. Pojawiła się zamknięta w sobie dziewczyna, nie mogąca zaznać jakichkolwiek uczuć. Tak było do momentu w którym...
- W którym? - Powtórzył, by wymusić na mnie dokończenie zdania. Jego głos także zelżał.
- Odkryłem tajemnicę jej zachowania. Widzisz, pieczętowała wszystko w origami. Dlatego teraz dzielimy się wspomnieniami. Jedno jej i jedno moje. W ten sposób powoli ją wyleczę.
- Działasz podstępnie.
- Nie. Mylisz się. To ona się na to zgodziła. Większość rzeczy stoi przed nią otworem.
- A co z mniejszością? To nadal tajemnice, czyli nie ma ich do wglądu.
- To moje sprawy klanowe, o których nieco wyjaśniłem i rozumie to, że nie mogę o nich mówić wprost.
- Dobra. Wszystko pięknie i ładnie, ale wytłumacz mi jedno. W jaki sposób ją przekonałeś, skoro nic nie czuła? Przecież to wyklucza jakąkolwiek możliwość wymiany racji i argumentacji.
- Emm. Można powiedzieć, że była to terapia szokowa.
- Co? Tylko nie mów mi, że poraziłeś ją prądem.
- Nie to miałem na myśli! Chociaż wiem jak umysł może zareagować na ładunek elektryczny, to wciąż te techniki są dla nas nie osiągalne pod względem precyzji. Może kiedyś ci powiem jak, bo teraz wyjaśnij mi, gdzie my my się do cholery znaleźliśmy.
Staliśmy na wodzie, unosząc się i opadając według rytmu fal. Wyglądało to jak bezkresny ocean, który swoim szumem zakłócał ciszę panującą jeszcze parę chwil temu.
- W umyśle Konan, a dokładniej w jego niewykorzystanej przestrzeni.
- Zawsze jest tak mokro? - Spytałem przy kucaniu. Wziąłem w garść trochę cieczy. Jak prawdziwa.
- Zależy do kogo wchodzisz. Możesz wylądować na łące pełnej kwiatów albo w gorącym wulkanie. Jak możesz się domyślać, ta druga opcja nie jest zbyt fajna. A zależy to wszystko od osobowości. Jak widzisz, Konan jest raczej cichą i spokojną osobą, dlatego fale są małe, a nawet znikome. Gdyby coś teraz ją zezłościło, mógłby rozpętać się sztorm. Ale coś mnie nie pokoi.
- Co takiego?
- Przed nami powinno się coś znajdować, a zupełnie nic nie widać. Chyba, że mamy do czynienia z pewną formą obrony psychicznej, która występuje u niewielkiej populacji shinobi. Zwykli ludzie jej nie posiadają. Będzie ciężej niż myślałem.
- To masz szansę się wykazać.
- W to nie wątpię. Chodź za mną.
Jak powiedział. Polazłem za nim do przodu. Przeszliśmy tak z paręset kroków, gdy ten zatrzymał się i przykucnął. Złożył pieczęcie i uderzył w taflę wody. Ocean zaczął się burzyć. Przed nami wyłoniły się drzwi. Spływała po nim ciecz. Dotknął ich i złożył na nich następne pieczęcie. Rozeszła się po nich dziwna fala, rozszerzająca się na obszar poza nimi, odsłaniająca powoli resztę budynku z którego spływały hektolitry wody. Miał z około dziesięć pięter wysokości z licznymi oknami, przez które niestety nie można było nic zobaczyć.
- Sam jestem ciekaw co tam zobaczymy. - Powiedział to z fascynacją w głosie. - Każdy umysł się różni, a najważniejsze wspomnienia z całego życia figurują tuż przy wejściu. Im dalej wgłąb, tym bardziej stają się one niepotrzebne bądź niechciane albo po prostu zapomniane. Ale skoro mówisz, że osądzała cię o coś czego nie zrobiłeś, to znaczy że ktoś majstrował w jej głowie. I jeszcze jedno. Jesteśmy tu obcy, dlatego musimy poruszać się ostrożnie. W tym miejscu może stać się wszystko. Ruszajmy.
Otworzył drzwi, wpychając je. Powoli weszliśmy do środka, a ów wejście zatrzasnęło się za nami. Spojrzeliśmy na siebie. Dał mi w ten sposób znak, że to normalne, lecz później jego wzrok przerodził się w badawczy i podejrzliwy. Całe wnętrze wyglądało jak korytarz więzienny z licznymi, pozamykanymi celami, występującymi na każdym z pięter, jednak inne poziomy nie posiadały dojść do klatek. Na samej górze znajdowały się szare chmury, z których nieustannie następowały wyładowania elektryczne.
- Chyba już wiem czemu oskarżała cię o zabójstwo swej rodziny. - Spojrzałem na prawo. Stał przy pierwszej z cel. Dołączyłem do niego i aż otworzyłem szerzej oczy. Je dawny dom, to pomieszczenie. Nie było tamtych dwóch mężczyzn, tylko ja. Ja sam zabijałem jej rodziców! Odwróciłem wzrok i uderzyłem pięścią w kratę.
- Przywróćmy wszystko do normalności.
- W takim razie za mną. - Udaliśmy się wzdłuż korytarza. - Większość pomieszczeń jest pustych, a w reszcie są przykre sceny. Gdzie podziały się marzenia oraz sny? Jestem pod wrażeniem, że ktoś tak w krótkim czasie dokonał czegoś takiego.
- Nie mógłbyś usunąć tych fałszywych wspomnień?
- Niestety, najpierw musimy uwolnić te prawdziwe. Wtedy przez krótki moment będę miał okazję zrobić to o czym mówisz. W innym wypadku zaburzymy jej osobowość, a co gorsza mogłaby stać się, za przeproszeniem, warzywem.
- To gdzie znajduje się reszta?
- Chyba tam. - Wskazał na ogromną bramę z kratownicy, taką jak w innych celach, lecz o wiele bardziej masywną. Podszedł do niej i złapał za nią. W jednej chwili pewna siła odrzuciła go w tył przez co wpadł na mnie, a ja posłużyłem jako materac amortyzacyjny. - Dobra. Tego kompletnie się nie spodziewałem. - Wstaliśmy i otrzepaliśmy się.
- Otworzysz ją?
- A mam inne wyjście? - Zadał pytanie retoryczne, drapiąc się tym samym po głowie. - Wpierw zdejmę to coś, co odrzuciło mnie, a następnie zajmę się samą bramą.
W tym momencie coś uderzyło za naszymi plecami o podłogę, wywołując lekki wstrząs. Powoli odwróciliśmy wzrok.
- Wyszło na to, że nie będziesz się zbytnio nudził w oczekiwaniu na mnie. - Przed nami stał... yyy... anioł? Tylko taki dość wysoki. Z trzy metry jak nic. Był cały na biało, tylko twarz skrywała się w czarnym jak smoła cieniu. - Musisz zyskać dla mnie czas. Inaczej nie otworzę bramy.
- Postaram się. Idź, póty nie atakuje. - Pobiegł te kilkanaście metrów i pośpiesznie zaczął wykonywać pieczęcie.
Stanąłem w pozycji gotowej do odparcia wszelakiego ataku. Nie wiem do czego jest zdolny, dlatego wolę nie ryzykować pierwszego posunięcia. Wyciągnął powoli szeroki miecz zza swych pleców, chwytając go w obie dłonie i wystawiając lewą nogę do przodu. Otworzyłem szerzej oczy.
- Ten miecz. Taki jak wtedy. - Zamachnął się od spodu. W moją stronę pognała biała fala. Wyciągnąłem dwa kunaie i odparłem atak. Rozprysł się na wiele mniejszych kawałków raniąc mnie powierzchownie. - Papier!?
Przyjrzałem się dokładniej. On cały składał się z nie wiadomo jakiej ilości starannie poskładanego papieru. A w środku jego piersi, widniał pewien kwiat złożony z origami. Dokładnie taki sam jaki nosi Konan. Czyli to jej jutsu? Przekonajmy się, ile jest ono warte.
Ruszyłem, gdyż odpieranie takiego typu ataku nie wchodzi w grę. Nie zablokuję ich, a co ważniejsze, nie mogę uniknąć. Gdy tylko odskoczę, mogą omyłkowo trafić w Yahiko. W innych okolicznościach bym się nawet z tego faktu ucieszył i dążył do niego, ale aktualnie ten kretyn jest mi niezmiernie potrzebny.
Skrzyżowałem z nim swoją broń. Wymienialiśmy się ciosami dość zacięcie. Jest strasznie szybki, silny oraz zwinny. Ale co się dziwić? To zlepek papieru nie posiadający żadnych mięśni, ścięgien i nerwów, które mogłyby zawieść. Na dodatek nie mogę w tym miejscu stosować większości moich technik, a kontakt z Kuramą urwał się. Pozostaje mi jedna możliwość.
Odskoczyłem w tył i skumulowałem czakrę w prawej dłoni, napinając w niej wszystkie mięśnie. Złapałem lewą dłonią za rękę na wysokości łokcia. Pokryła się ona jaśniejącą błyskawicą.
- Spróbuj odeprzeć to!!!
Minato:
- Jego ręka. - Ojciec zwrócił moją uwagę na synu.
- Włócznia? - Podbiegłem i odprowadziłem ładunek elektryczny w bezpieczne miejsce, by ten po osiągnięciu gotowości, nie poraził nikogo z obecnych. Jeśli toczą walkę, oznacza to, że kogoś napotkali. Co tam się dzieje? Tak bardzo chciałbym to wiedzieć!
- Minato. Turniej się zbliża, a Naruto dojrzał. Czas na kolejne kroki.
- W takim razie, zaczynamy zabawę.
Naruto:
Przebiłem anioła dłonią. Jednak zamiast wyprowadzić ją z jego ciała, zostawiłem na miejscu. Zrobiłem większe oczy, a puls niebezpiecznie przyspieszył. Jednym zamachnięciem doprowadził mnie do lotu w tył. Krew popłynęła z moich ust, lecz nie obchodziło mnie to.
Ta czakra... już ją kiedyś czułem... każdego, letniego dnia towarzyszyła nam... była taka ciepła... jasna... aż...
Uderzyłem z ogromnym impetem w kratę od bramy. Upadłem na ziemię, opierając się plecami o nią. Patrzyłem nieobecnym wzrokiem jak anioł powoli zbliża się do nas.
Moje źrenice zwęziły się, a po plecach przeszedł zimny dreszcz. Kończyny stały się ciężkie. Nie mogłem nimi poruszyć. Ledwo mogłem nabrać powietrza do płuc, chociaż oddychałem jak po treningu. Kropelki potu wymieszały się z krwią. Zawładną mną paraliżujący strach.
- Naruto!? Co się stało!? Naruto!? Naruto!? - Yahiko chyba przykucnął przy mnie.
Traciłem ostrość widzenia... obraz zrobił się ciemniejszy i niewyraźny... słyszałem jak bije mi serce... rytm... bum bum... bum bum... i ten... krzyk...
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Story by Mess
Cień Błysku nadal nie dokończony, dlatego powierzam wam do oceny ten oto rozdział :P. Mam nadzieję, że zaciekawi i wywrze jakieś tam wrażenia XD. A teraz, by wam trochę pomóc z przypuszczeniami, krótki wierszyk ;). Powodzenia i czekam na pomysły.
Zagadka jak zagadka,
Dotyczy ona kwiatka,
Anioł go pilnował,
Aż się on uchował.

2 komentarze:

  1. Hej,
    czyli to Yahiko się pojawił, mam nadzieję, że pomogą Konan... i uwolnią te prawdziwe wsoomnienia...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejeczka,
    wspaniale, czyli to Yahiko się pojawił, oby pomogli Konan... i prawdziwe wsoomnienia uwolnią...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń