środa, 3 stycznia 2018

N.n.m.s. - Rozmowy

Oi minna! Jak obiecałem, tak też uczyniłem. Oto nowa notka! Nie przedłużając więcej gdyż i tak Was jeszcze pomęczę ^^, zapraszam do czytania!
 ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Konan:
Przez jeden moment moje serce zatrzymało się, a następnie zaczęło bić niczym kościelny dzwon z prędkością dzwonka na lekcje. Patrzyłam przed siebie oniemiała. W gardle wyrosła mi gula wielkości pięści, a z oczów spływał potok łez.
Ta łagodna twarz... te oczy... te granatowe, długie włosy... ten... strój... ta... ta... czakra...
- M... ma... mama? - Ledwo wydusiłam to słowo.
Kobieta stojąca w moim pokoju uśmiechnęła się. Złapałam złączonymi dłońmi za twarz, zasłaniając usta i nos jednocześnie zaciągając nim. Spojrzałam na Naruto. Skinął głową jakby od początku wiedział o co chciałam zapytać. Powoli ruszyłam przed siebie, robiąc małe kroczki. Przy framudze przystanęłam i chwyciłam się jej. Czułam się tak jakbym zapomniała jak się chodzi. W jednej chwili znalazłam się na środku. Zdezorientowana zaczęłam się rozglądać. Naruto pomachał ręką na znak, że to jego sprawka, jednocześnie łapiąc się za skroń. Oparł się o ścianę i zsunął na podłogę siadając na niej. Skulił się, przyciskając kolana do klatki piersiowej. Znów spojrzałam w przód.
- Mamo...
Wpadłam w jej objęcia i przytuliłam najmocniej jak umiałam. Twarz oparłam o jej bark. Łkałam jak małe dziecko. Nie zastanawiałam się skąd się tutaj wzięła. Czy była prawdziwa. To nie było ważne. Czułam ją tu i teraz. Ja po prostu wiem... że to ona.
- No już. Spokojnie. Jestem przy tobie. Możesz mnie puścić.
- Nie! - Ścisnęłam ją jeszcze mocniej.
- Konan...
- Nie chcę cię stracić!!! Nie chcę być znowu sama! Ja nie chcę. - Załamał mi się głos, a następna fala szlochu ogarnęła mnie całą. Nieprzerwanie ryczałam w jej bark. Nie odezwała się. Poczułam jak coś uderza mnie w kark. Raz za razem, coś mokrego lądowało na mojej skórze. Ona też płakała.
- Wiem, córeczko. Wiem.
Nie wiem ile czasu upłynęło, ale w końcu uspokoiłam się. Poza tym, nie miałam już czym płakać, a gardło bolało mnie niemiłosiernie. Usiadłyśmy na łóżku.
- Jak to możliwe? - Popatrzyłam na nią, nadal nie rozumiejąc paru rzeczy.
- No tak. Przydałyby się wyjaśnienia, które ten ów młodzian już usłyszał. - Spojrzałam na Naruto, który przez ten czas wstał z podłogi i rozmawiał sam ze sobą, krążąc w kółko po pokoju. Po chwili stanął przed nami.
- Coś Pani mówiła? - Miałam wielką ochotę zdzielić go za to, ale przypomniałam sobie z kim mógł wciąć sobie tą pogawędkę. Mama nie zdążyła się odezwać, gdyż znów zabrał głos. - Ach tak, tak. Już Pani wyjaśniała. - Wydawał się jakiś dziwny. Nawet nie wiedzieć czemu, łza spłynęła po jego policzku. Miał podkrążone oczy i wydawał się strasznie zmęczony.
- Co ci się stało? - Spytałam z obawą na jego widok.
- Kurama, zamknij się. - Powiedział cicho przez zęby i złapał się za skroń, krzywiąc się w grymasie bólu. - Nie nic. Nie przeszkadzajcie sobie... głupi futrzak! Nie mów tyle! Ał! - Upadł na kolano. - Za dużo. Przepraszam. - Odszedł od nas na czworaka, siadając na podłodze.
- Mężczyźni. Zawsze gdy pytasz o ich stan zdrowia, udają że są nie do ruszenia. - Powiedziała mama lekko kiwając głową i znów spojrzała na mnie. - Jest przeciążony z mojej winy.
- Co znaczy, przeciążony?
- Zacznijmy od początku, czyli dlaczego tu w ogóle jestem. Otóż, ten papierowy kwiat, który podarowałam ci tamtego tragicznego dnia, jest wyjątkowy. Przelałam samą siebie w niego. Samoistnie pobierał od ciebie czakrę, by tworzyć moją i podtrzymywać moją świadomość. Był niczym pasożyt, ale zaprogramowany tak, by ci za bardzo nie zaszkodzić. Dlatego nie mogłam się tobie pokazać wcześniej, choć bardzo tego chciałam, gdyż czakry wystarczyłoby tylko i wyłącznie na parę minut. Nie mogłabym ci przekazać bardzo ważnych rzeczy na temat nas wszystkich. Dlatego czekałam i obserwowałam jak dorastasz. Przykro mi z powodu losu jaki cię spotkał i twoich zmanipulowanych przez kogoś decyzji.
- Idąc dalej. Okazja nadarzyła się, gdy twoi dawni opiekunowie przejęli nad tobą kontrolę. Mogłabym ich z łatwością powstrzymać, lecz wtedy moja czakra uleciałaby z ciebie, dlatego jedynie starałam się ich opóźnić, opatulając się szczelnie origami. Naruto wie o co mi chodzi. Gdy wraz z Yahiko weszli do twojego umysłu, przez omyłkę zaatakowałam jego, lecz nie mogłam rozróżnić energii. Dopiero gdy przebił się przez papier, obydwoje zdaliśmy sobie sprawę z kim tak na prawdę mamy do czynienia. Naruto nie mógł znieść tego szoku i stracił przytomność, jeśli można to tak określić, gdy znajdował się w umyśle. Wtedy postanowiłam go trochę wykorzystać. Przelałam w niego całą moją pozostałą czakrę i we śnie wyjaśniłam mu wszystko. Następnie stworzył to miejsce, by było dla ciebie jak najbezpieczniejsze psychicznie. A teraz wręcz pożeram jego czakrę, by wciąż tu z tobą być, dlatego tak wygląda i zachowuje się jak opętany. Stara się porcjować czakrę, by ta wystarczyła na jak najdłużej się da, lecz nie może tego robić przez wieczność.
- Więc ty... - Nie wiem jak, ale łzy znowu zaczęły spływać po moich policzkach.
- Tak. W końcu zniknę, dlatego pozwól mi teraz przekazać ci coś ważnego. Ci ludzie którzy przyszli nas zabić, należą do specjalnej organizacji, która obrała sobie na cel wytropienie i zlikwidowanie pozostałych na świecie shinobi. Nie wiem jak się oni nazywają ani ilu jest członków. Twój ojciec, jak i ojciec Naruto, współpracowali ze sobą, chociaż szpiegowali dwa różne, przeciwne zgromadzenia.
- Tak właśnie podejrzewałem,.. - Spojrzałam na blondyna, który ciągle masował się po skroni. - ... że ojciec nie jest ambasadorem. To nie jest możliwe, by miał tyle wolnego, ani to, że miał wypełniać tony papierów, a nie potrafił wypisać PIT'u! - Uniósł się.
- Utrzymywali to w tajemnicy przed wami, by was chronić i nie mieszać w sprawy dorosłych, a szczególnie w porachunki z dawnych czasów. Po zachowaniu i przepływie czakry Minato, sądzę że niedługo dowiesz się więcej niż byś mógł się domyśleć. - Zrobiła krótką pauzę. - Kushina pomagała mu. Dawała fałszywe alibi, zmieniając się w niego i urzędując faktyczne stanowisko ambasadora. Sama nie miała pojęcia co i gdzie jej mąż szpieguje.
- Ghyuhgy. - Naruto zakasłał, a następnie upadł i przestał się ruszać.
- Nie mam już wiele czasu. Za chwilę skończy mu się czakra. - Popatrzyłam na nią ze strachem i łzami w oczach. - Konan. Gdy odejdę, nie pozostaniesz sama. Masz przyjaciół, którzy nie są obojętni i pomogą ci ze wszystkim. Czeka cię wiele bólu jak i radości w dorosłym życiu do którego wkraczasz wielkimi krokami. Chciałabym nadal móc patrzeć jak brniesz na przód, ale nie będzie mi to dane. Jednak jestem szczęśliwa z tego, co do tej pory zobaczyłam i wiem, że dasz sobie radę. Rozwijaj się. Zarówno w nauce jak i swojej pasji i wielu innych rzeczach. A jeśli chodzi o... nie zaprzestawaj na prostej formie, chociaż niekiedy taka jest najrozsądniejszym i najlepszym wyborem.
- Co masz na myśli? - Nie zrozumiałam jej ostatnich słów.
- Dojdziesz do tego sama.
- Ale...
- Ciii. - Pokój zaczął znikać. Powoli zastępowała go biała otchłań. Pochyliła się nad Naruto. - Zasnął.
- Mamo! Czemu w moim życiu musi być tyle tajemnic!?
- A jakie ono by było, gdyby ich nie posiadało? - Ma rację. Byłoby nijakie. Wstała i spojrzała w moje zaszklone oczy. - Konan. Jesteście jak dwie krople wody, które różnią się od siebie.
- Mamo. O czym ty mówisz? Mamo... - Zaczęła znikać.
- Nie czas na łzy... - Otarła mój policzek. - jeszcze na nie przyjdzie pora... - Resztka czakry uleciała do góry.
- Mamo! Mamo!!! Nie!!! Zostań!!! Proszę!!!
- Opowiem wszystko twojemu ojcu... żegnaj... córeczko...
- Nieeee!!! - Upadłam na kolana, rycząc jak małe dziecko. - Mamo...
Wróciłam do realnego świata. Tu także odczułam skutki długotrwałego płakania. Otworzyłam oczy i spojrzałam przed siebie. Naruto nadal miał je zamknięte oraz zdążył puścić moją rękę. Ni stąd ni zowąd przechylił się do tyłu i spadł nieprzytomny na podłogę.
- Naruto? - Nie usłyszałam odpowiedzi. Niepewnie przesunęłam się ku krawędzi łóżka, by sprawdzić, czy przypadkiem czegoś poważnego sobie nie zrobił. Leżał nieruchomo i... - Nie oddycha! Naruto!
Zsunęłam się z łóżka i zaczęłam nim trząść.
- Obudź się! Proszę! Naruto! - Nie reagował. Wokół niego zaczęła wirować krwistoczerwona czakra. - Pomocy! - Spanikowałam. Zaczęłam wołać o nią, gdyż nie wiem co zrobić. To mnie przerasta!
- Co tu się... - Na górę, do pokoju Naruto, wbiegł Pan Mintao. - Konan, odsuń się! - Jak kazał tak też zrobiłam.
- Ja nie...
- Później wyjaśnisz. - Wziął go na ręce i zniknął w żółtym błysku.
To moja wina? On... umarł? Jego czakra całkowicie zniknęła! Nie wyczuwałam ani jej ani pulsu! Jego serce stanęło! Nie oddychał! Po prostu tu leżał! Nieżywy! Martwy! To moja wina!
Noa:
- Naruto? - Spytałam niepewnie podchodząc do niego. Leżał na podłodze i nie ruszał się, a po jego bokach klęczała babcia oraz dziadek, jednocześnie trzymając ręce nad jego brzuchem oraz klatką piersiową. Z ich dłoni wydobywała się czakra, biegnąca wprost do ciała brata.
- Noa, nie podchodź. - Zastygłam w bezruchu. Co tu się dzieje!?
- A...
- Twój brat przeholował. Wyczerpał całą swoją czakrę, tym samym pozbawiając siebie szans na przeżycie bez otrzymania pomocy.
- Co!? Ale jak!? Kiedy!?
- Nie wiem. Miał szczęście, że jeszcze nie wyszliśmy na dzisiejsze zakupy. A narzekałem na zbyt długie szykowanie się babci. Głupi ja.
- Mam go! Odzyskał puls! - W tym momencie zaczerpnął powietrza i zaczął oddychać. - Mintao! Co z demonem!?
- Całe szczęście, nie zdołał się uwolnić. Nasz wnuk zbyt krótko był po tej drugiej stronie, a raczej nie zdążył na nią przejść. - Dziadek odetchnął, a na jego twarz zagościł ledwo widoczny uśmiech. - Utrzymasz go sama przy życiu? Muszę sprawdzić, czy pieczęć trzyma tak jak parę minut wcześniej.
- Teraz już na spokojnie. Rób co trzeba. - Rozerwał jego koszulkę na brzuchu i przystawił do niego ręce.
- Noa. Sprawdź co z Konan. Była z Naruto w trakcie tego czegoś co wyprawiali.
- Skąd ta pewność, że coś robili? - Ujrzałam błysk w oku babci. Dziadek ją zgromił spojrzeniem, lecz zaczął tłumaczyć.
- Bo niemożliwym jest, by samemu doprowadzić się do takiego stanu. Nie da się z siebie wykrzesać stu procent posiadanej czakry. Zawsze te pięć procent jest utrzymywane w organizmie, by podtrzymywać funkcje życiowe, a nawet one u niego wysiadły. To samo dzieje się przy przekroczeniu limitu, lecz te pięć procent po prostu na parę sekund zostaje odizolowana od ciała, a następnie znowu wszczepiona. To dlatego w naszym klanie, umiejętność tą kreuje się jako ostatnią w wieku zbliżonym do Naruto. Serce musi być jak dzwon, by móc wytrzymać takie skrajności. Im młodszy bądź późniejszy wiek, tym gorzej. Dlatego w najbliższym czasie Naruto przejdzie przez coś, na co musi być gotowy.
- Chyba nie zamierzasz go szkolić w takim stanie!?
- To nie ja to zrobię. Ja jestem już na to za stary. Poza tym przez dzisiejsze wydarzenia, mam coś pilnego do załatwienia. Noa! Idziesz do niej czy nie!?
- Ah! Tak! Już biegnę!
- Nie widzę! - Zadrżałam. Popędziłam na górę niczym strzała.
Szybko weszłam po schodach, a następnie do pokoju starszego brata. Rozejrzałam się po nim. Na pierwszy rzut oka nie dostrzegłam jej, lecz po paru sekundach zlokalizowałam przy łóżku. Siedziała w kącie, na gołej podłodze ze splecionymi dłońmi na swoich kolanach, jednocześnie mocno przyciągając je do klatki piersiowej. Ubrana była w przestarzałą, białą koszulkę i krótkie spodenki brata. Pewnie nasza babcia ją tak ubrała. Czarne kosmki zakryły jej twarz, lecz tym razem przysłaniając także drugie oko. Mruczała coś niezrozumiałego pod nosem, czasami nim pociągając.
- Konan? - Niepewnie weszłam głębiej. Wyczułam, że jej wzrok utkwił w jednym punkcie. Prześledziłam ten tor lotu docierając do podłogi przy łóżku. Była podniszczona i nadpalona. To chyba w tym miejscu leżał Naruto. - Wszystko w porządku? - Usiadłam po turecku pół metra naprzeciwko niej.
- Nic nie jest w porządku. - Powiedziała to dosyć szorstko.
- Aż tak źle z pewnością nie jest. - Zaryzykowałam to stwierdzenie. Spojrzała na mnie złowrogo. Poczułam jak jej wzrok przebija moje ciało. Czyżby skumulowała czakrę?
- Mylisz się. Nigdy tak nie było.
- Zawsze musi być ten pierwszy raz.
- A co ty możesz wiedzieć!?!? To nie ty spowodowałabyś jego śmierć dwa razy!!! - Nigdy bym nie przypuszczała, że tak cicha osoba potrafi się w ten sposób unieść. Nie pasowało to do Konan, którą kiedyś poznałam, lecz i tak uśmiechnęłam się i spuściłam wzrok.
- Próbował mnie kiedyś zabić, ale to jedynie z mojej winy. To ja go do tego sprowokowałam, a raczej to co nosi po dziś dzień w sobie. - Zaczęłam rysować palcem po podłodze.
- Czemu? - Jej głos poświadczył o tym, że zdążyła się uspokoić. Wiedziałam, że to pomoże.
- Zdarzyło się to latem, gdy on miał szesnaście, a ja trzynaście lat. Poszło o... - Zacięłam się i chwilę zastanowiłam. - ... mogę powiedzieć, że to sprawy rodzeństwa. Ale wracając. Pokłóciliśmy się do tego stopnia, że doszło do rękoczynów. Podczas wymierzania jednego z ciosów, skumulowałam czakrę w swojej dłoni i uderzyłam idealnie w pieczęć znajdującą się na jego brzuchu. Wtedy wszystko się zaczęło. Przemienił się w zaledwie parę sekund, wcześniej każąc mi uciekać. Myślałam, że żartuje, ale myliłam się.
Przesunęłam rękę na brzuch i biodro, delikatnie po nich jeżdżąc. Następnie podniosłam bluzkę oraz opuściłam spodenki poniżej biodra, odsłaniając spory kawałek gołej skóry. Uwolniłam czakrę z tamtego miejsca. Skóra nie była już idealnie gładka.
- Dosięgnął mnie jedną z łap. Do dziś noszę tą paskudną bliznę, która pozostanie ze mną dopóty nie będę pełnoletnia. Wtedy babcia ją usunie, lecz do tego czasu muszę ukrywać ją za pomocą czakry. To dlatego braciszek nie lubi na mnie patrzeć, gdy nie mam ubrań na sobie, które po prostu mnie uwierają. Próbuje ukryć prawdziwy powód jego niechęci głupimi wymówkami, lecz ja doskonale wiem, że ciąży mu to na sercu.
- A ta czakra? Przecież niejednokrotnie Nagato uderzył go w brzuch ze skumulowaną energią. - No tak. Jest sensorem, więc nie powinnam się dziwić, że ją to zainteresowało.
- Pieczęć Naruto posiada parę słabych punktów. Po pierwsze, nie więzi do końca demona w jego ciele. Czakra ciągle się wydostaje, dlatego jest niczym piecyk, a jego oczy zmieniają kolor. Po drugie, ta dobra strona konfliktu wychodzi na zewnątrz. Wtedy jest szansa na pochwycenie Kyuubiego. Po trzecie i ostatnie, pieczęć ta jest wykonana z jednego typu czakry, a ja nieumyślnie, ale jednak zdołałam go nią uderzyć. Jest ona kluczem do otwarcia ,,klatki". Niestety, ale to moja własna czakra jest tym niechcianym typem. Przez przypadek ją odziedziczyłam i do tej pory nie mogę ćwiczyć razem Naruto, gdyż istnieje ryzyko powtórzenia się wydarzeń. Szczerze? Brakuje mi tych wspólnych chwil. Rozmowy tego nie zastąpią, a szczególnie takie, które są powoli, coraz bardziej sztucznie kontynuowane.
Nastała cisza. Chyba nie spodziewała się, że otworzę się przed nią. Ja sama tego nie przypuszczałam, ale sytuacja tego wymagała. Musiałam pokazać, że życie w naszej rodzinie nie jest idealne i wiele rzeczy jest ukrywanych, nawet w najbliższym otoczeniu.
- To dlatego... - Podniosłam wzrok. - ... szukasz z nim kontaktu? Nawet w taki dziwaczny sposób jak spanie z nim w jednym łóżku?
- Tylko... niech to pozostanie między nami.
- Pewnego dnia wyjawił mi, że zamierza cię wysłać do psychologa bądź nawet psychiatry z powodu panicznego bania się pająków, których on ciągle nie może znaleźć w twoim pokoju.
- Na prawdę? - Chyba jednak przesadzam. - W takim razie znajdę inny sposób.
- Nie wystarczy z nim szczera rozmowa?
- Myślisz, że nie próbowałam? Nikogo nie słucha. No, może za wyjątkiem taty, ale on także tu nic nie pomoże. Jest zbytnio zajęty swoją pracą. Ciekawi mnie, jak wygląda praca ambasadora, ale tak z relacji na żywo, bo to co jest w internecie to chyba nie jest prawdą.
- Może masz rację. - W tym momencie wydała mi się bardziej przybita niż wcześniej. Trochę dziwne, że jej nastrój zmienia się z minuty na minutę, ale skoro tata to przewidział, to jest to normalne.
Naruto:
Co się stało? Rozmawialiśmy i nagle... wszystko zniknęło. Czarna otchłań bez wyjścia, beż żadnych punktów orientacyjnych. Tak jakby ktoś wydłubał mi oczy, choć ciągle mogłem dostrzec siebie samego. Gorzej niż w moim labiryncie. Czułem się taki wyczerpany, bez krzty sił, by móc zrobić przynajmniej krok bądź napiąć jeden mięsień.
Co się ze mną stało? Czuję wyczerpanie, ale także i ból. Czuję mrowienie w opuszkach palców oraz wewnętrzne ciepło rozchodzące się po moim ciele. Czuję chłód na zewnątrz i w gardle. Jestem poza domem? Nie, to znowu ta cholerna klimatyzacja, która psuje się co rok. Z pewnością leżę. Chyba na czymś miękkim, ale strasznie mnie coś uwiera w plecy, wręcz wpija się w nie. Gdybym mógł to wyciągnąć.
Po niezliczonym czasie wkurzania się na ten przedmiot, usłyszałem jakiś szmer, dobiegający z prawej strony. Ten przerodził się w głos i pojedyncze, niezrozumiałe słowa. Towarzyszyło temu jakieś pomrukiwanie i stukot. Taaaak. Wiem kto to jest. Znowu siostra się na coś wkurzyła i marudzi na cały świat i narzeka jaki on nie jest. W końcu zacząłem coś tam odróżniać i mogłem dowiedzieć się o co tym razem poszło.
- Znowu mój porąbany braciszek zapodział pilota przy oglądaniu następnego, głupiego romansidła!!! - Aha. To oto poszło. W takim razie już wiem co tak mnie strasznie uwiera w lędźwia. Muszę dać jej jakiś znak, by wyciągnęła to spode mnie.
- Nnn-noa. - Wypowiedziałem, powoli ucząc się na nowo mówić. Zapanowała krótka cisza. Po chwili prawie wyplułem swoje jelita, gdyż coś z ogromnym impetem uderzyło mnie w brzuch. Jednocześnie mój kręgosłup wołał o pomstę do nieba przez ten cholerny pilot.
- Nareszcie! Myślałam, że wykitujesz!
- Pilot. - Wypowiedziałem przez zęby.
- Co? - Kurw... niedosłyszała.
- Pilot... plecy... boli. - Starałem się przekazać tą ważną wiadomość jak najmniejszym kosztem.
- Na prawdę go tam skitrałeś!? Wiesz co... jak mogłeś!? - Zaczęła grzebać pod moimi plecami i wyciągnęła to... nawet już nie powiem jak wnerwiał mnie ten przedmiot. Jednak nie zeszła ze mnie. Szczęście, że nic nie jadłem to nie miałem jak puścić pawia.
- Zejdziesz ze mnie?
- Nie.
- Co ma znaczyć ,,nie"? - Zdenerwowałem się, choć po głosie nie można było tego stwierdzić.
- ,,Nie" to ,,nie". Tak trudno zrozumieć?
- Wiem co to znaczy, ale u ciebie ,,nie" rzadko znaczy ,,nie", prędzej znaczy ,,tak", które jednocześnie jest cząstkowym ,,nie" z domysłem na ,,tak". Czasami tym ,,nie" wyrażasz ,,może" bądź ,,spadaj"...
- Dobra. Przestań. Zrozumiałam aluzję.
- To jaka jest twoja odpowiedź?
- ,,Nie" znaczy ,,nie".
- Wiedziałem. - Powiedziałem do siebie, lecz i tak to usłyszała.
- Dziadek kazał przekazać, że masz na powrót zacząć ćwiczyć mięśnie.
- Powiedział które?
- Nie. - Zaraz mnie szlak trafi.
- Czyli?
- ,,Nie" czyli ,,nie".
- Czyli wszystkie. - Dopowiedziałem niepocieszony. Znowu zmarnowane godziny na wzmacnianie mięśni oraz ścięgien. Już się cieszę. Jakbym nie miał prywatnego życia. - A mówił z jakiego powodu?
- Coś tam mamrotał do babci, ale zbytnio nie słuchałam.
- Dlaczego!?
- Szukałam pilota! - Zaraz się załamię. - I to przez dwa dni!
Zaczęła się wiercić i przemieszczać. Wepchnęła się pomiędzy oparcie, a mnie i przewiesiła nogi przez mój brzuch. Usłyszałem włączający się telewizor, a następnie przez kilka minut Noa wybierała program. Ja przez ten czas na siłę otworzyłem oczy. Poczułem ból, powoli kierując swoją dłoń na powieki, przecierając je.
- Widzisz coś?
- Zamiast czarnej plamy białą, więc polepsza mi się.
- Więc nie będziesz miał nic przeciwko puszczeniu czegoś ostrzejszego. - Uniosłem brew zastanawiając się co ma na myśli. Wtem usłyszałem jęki.
- Chyba zwariowałaś! Wyłączaj to! - Skąd to ma!? Czyżby była w... kurwa!
- Znalazłam tego więcej. - Czyli jednak. - Co chcesz posłuchać? ,,Przygoda w biurze", czy...
- Noa!
- No co?
- Pstro! Wyłączaj albo szlaban na miesiąc!
- Nie będziesz mi mówił co mogę, a czego nie! -Jeszcze chwila i nerwy mi puszczą.
- To nie jest dla ciebie!
- Kto tak powiedział!?
- Ja i ludzie, którzy zamieścili na tym znaczek ,,18+"!
- Bla, bla, bla. Podaj przynajmniej trzy powody dla których nie powinnam tego oglądać. - Ona to robi specjalnie, czy przez własną głupotę? Eh.
- Masz szesnaście lat!
- Miałam to wszystko na przedmiocie zwanym WDŻ.
- Ktoś zaraz to usłyszy.
- Jesteśmy sami.
- Jak to? - Zdziwiłem się z lekka.
- Dziadek z babcią wrócili do siebie, chociaż stwierdzili, że będą nas częściej odwiedzać niż zazwyczaj, czyli pewnie raz na dwa miesiące. Konan poszła na zajęcia, a ten cały typek Yahiko nie wiadomo gdzie. - Co? On nadal tu jest? - A Kurama aktualnie poszedł coś kupić do jedzenia. Wyszedł z ciebie zaledwie dwie godziny temu, dlatego wiedziałam, że niedługo się wybudzisz.
- Przynajmniej nie będę musiał znowu ryzykować życiem dla twojej kuchni. - Uderzyła mnie w okolice nerki, ale warto było.
- A trzeci powód? - Wtem wyczułem coś strasznie znajomego i zrzedła mi mina.
- Za tobą stoi nasz ojciec.
- Nie kłam!
- Co wy tu oglądacie!?!? - Noa podskoczyła niczym oparzona. Słyszałem tylko nerwowo wciskane guziki w panicznej próbie wyłączenia telewizora.
- Hej,  tato! Wróciłeś? Kiedy? - Jej głos z domieszką strachu nawet mi się nie spodobał. Zbytnio przesłodzony.
- Aktualnie wróciłem oficjalnie. - Będzie pogrom, gdyż zaczął łagodnie. - Leciałem samolotem, następnie jechałem samochodem, pukałem, dzwoniłem z dobre pięć minut, lecz nikt nie otwierał. Wtedy usłyszałem jakieś dziwne dźwięki dobiegające z domu, więc postanowiłem się błysnąć. I tak oto jestem. A teraz moja droga, powiedz mi... co ci strzeliło do głowy, by oglądać takie filmy!?!?
- Ja...
- A ty!? Myślisz, że nie oberwiesz!? - Że co!?
- A niby za co!?
- Za niedopilnowanie siostry!
- Tato. Czy ty na prawdę myślisz, że będąc przykutym do łóżka mogę nad nią zapanować!? - Zrobiło mi się sucho w gardle. Wody!
- A ty moja panno, marsz na górę i natychmiast złapać za jakąś książkę! To, że jest dzisiaj sobota, nie oznacza, że jesteś zwolniona z nauki!
- Ale...
- Żadnych ,,ale"! - Zeszła ze mnie i niepewnie udała się do swojego pokoju.
- Naruto! - Szlak. Teraz na mnie się wyżyje. Co jest? Wstał lewą nogą? - Nie spinaj się już tak.
- Hęęę? - Nad moją głową pojawiły się znaki zapytania.
- Wyjaśnijmy coś. Tak, jestem zły, że dopuściłeś do tego, by twoja młodsza siostra znalazła tego typu filmy. Rozumiem, wiek i tego typu sprawy, ale proszę cię o jedno. Lepsza skrytka. Po drugie, musiałem coś wymyślić, by na chwilę się jej pozbyć, a ta sytuacja idealnie się wkomponowała w mój plan.
- A już myślałem, że... hehehe... z dobre parę lat na mnie nie krzyczałeś. - Zaśmiałem się głupkowato.
- A teraz do rzeczy. Jutro będziesz mi niezmiernie potrzebny, dlatego dzisiaj postawię cię na nogi. Teraz zrobię ci zastrzyk. Nie pytaj co to jest. Sam tego nie wiem. Twoja babcia to przygotowała. - Poczułem ukucie w prawe ramię. - Wzrok odzyskasz za parę godzin, a koordynację za dwie, więc jeszcze trochę poleżysz.
- Do czego jestem taki niezbędny? - Chciał mi przerwać, ale nie dałem mu. - I czemu leciałeś sobie ze mną w kulki pod względem...
- Jutro.
- Nie. Dzisiaj!
- Jutro wszystko wyjaśnię, dlatego jesteś mi taki potrzebny. Teraz masz leżeć i starać się wrócić do formy. - Nie widzi mi się takie oczekiwanie. - Zapomniałbym. - Położył coś na stole, ale za cholerę nie widzę co. - Specjalnie dla ciebie, osiem nowiusieńkich kunai. Sam je zrobiłem. Pozostała robota to naniesienie twojej pieczęci na rękojeści, ale z tym chyba dasz sobie radę?
- Ta. Dzięki. - Nie udobruchał mnie tym, jednak z pewnością się przydadzą. Tamte na spokojnie mogę wyrzucić, gdyż zaczęły rdzewieć i rozkładać się na czynniki pierwsze. Ciekawe co dla mnie oznacza ten prezent. Najpierw dowiaduję się, że mam zacząć się wzmacniać, a potem dostaję broń. Czyżby niedługo miałby się zacząć mój trening przygotowawczy do nadchodzącego turnieju? Hhhhh. Znowu harówka.
Co ja mam robić przez te godziny? Ledwo co poruszam kończynami, więc nie podniosę się. Narządy wewnętrzne czuję. Ten jej skok był zbytnio do tego przekonujący. Najgorsze to wzrok. Jak nic, przydałby mi się teraz Kurama, by podzielić się ze mną swoim polem widzenia. Włączyłoby się normalny film i jakoś by ten czas zleciał. Nawet głupie rozmowy byłyby na miejscu.
Czemu Konan musiała iść na uczelnię? Przydałoby się z nią porozmawiać na temat tego wszystkiego, co wydarzyło się na przestrzeni tamtych dni. Najbardziej jednak martwię się o jej psychikę. Dla mnie było to nie małym szokiem, a co dopiero dla niej. To spotkanie odbiło się na nas obojgu. Gdybym miał więcej czakry! A tak to musiała wszystko streszczać. I czemu do jasnej cholery czakra Kuramy nie nadawała się do przekazania!? Wtedy czas jakim by dysponowała, byłby z dziesięć razy dłuższy! Mogłaby się nacieszyć tym spotkaniem. Spokojnie porozmawiać, zwierzyć się i... i coś więcej aniżeli przywitanie, przekazanie szokujących wiadomości i pożegnanie, którego ja już nie pamiętam. Czemu to zasrane życie musi być takie surowe?
Czekaj no! Dzisiaj jest sobota. Od kiedy chodzi na uczelnię w soboty?
Ta myśl nie dawała mi spokoju do końca dnia.
Konan:
Podczas przerwy w wykładzie, postanowiłam położyć się na ławce, chowając twarz w przedramionach. Znowu nie mogłam zasnąć i zarwałam nockę na patrzeniu w sufit. Czuję się zrujnowana. Gdyby nie te wspólne rozmowy z Noa, posypałabym się. Ma dopiero szesnaście lat, a wydaje się, że rozumie cały, otaczający nas świat. Umiejętnie przekierowuje tematy rozmów na inny, mniej znaczący tor, tym samym dając mi chwilową ulgę. Gdyby nie ona... uciekłabym stamtąd, gdyż nie mogę patrzeć jak on tam leży. Ciągle czuję ten stan w którym nie posiadał w sobie krzty czakry. Prawie go zabiłam tą swoją rozmową. Nawet, z lekką pomocą, pogodziłam się z odejściem mamy, ale tego nie potrafię sobie wybaczyć.
- Co taka przygaszona? - Uniosłam głowę i spojrzałam wprzód na Ayę, która wyrwała mnie z czarnego zamyślenia. - Znaczy zawsze taka byłaś, ale nie aż tak jak dziś. Coś się stało?
- Nic. Po prostu jestem zmęczona. - Tym razem oparłam się na łokciu i wyjrzałam przez okno, na spadające płatki śniegu.
- Przecież widzę, że coś ci dolega. - Nie ustępowała.
- Nic mi nie jest. Zostaw mnie samą. - Odpowiedziałam sucho. Niestety nie osiągnęłam pożądanego efektu jakim miała być samotność.
- Co jej się stało? - Do Ayi dosiadła się Mana.
- Właśnie próbuję się tego dowiedzieć, lecz jak widać z marnym skutkiem.
- Konan. Nam możesz powiedzieć. Jesteśmy przyjaciółkami, a przyjaciółki sobie pomagają. Jeśli sama nie jesteś w stanie sobie z tym poradzić, to z pewnością będziesz miała większe szanse, jeśli połączymy siły. To co cię gryzie? - Położyła głowę na ławce przede mną i spojrzała mi w oczy z uśmiechem wymalowanym od ucha do ucha.
- Co się mnie tak uczepiłyście? - Spytałam z pretensjami. - To moja sprawa i nie powinna was ona obchodzić!
- Coś się musiało wydarzyć podczas przerwy świątecznej. Zawsze byłaś spokojna i uprzejma, a tu taki wybuch emocji. Powiedz nam, a z pewnością ci ulży.
- Na moje oko, to chodzi o tego blondyna, którego poznałyśmy parę miesięcy temu. - Drgnęłam. - Ha! Mam rację! - Wytknęła mnie palcem.
- On nie ma z tym nic wspólnego! - Zaprzeczyłam, chociaż wiem, że to wszystko jest związane z nim.
- Twoja purpurowa twarz mówi zupełnie coś innego. - Schowałam ją w dłoniach.
- Mana, pamiętasz jak miał na imię?
- Coś na Na. Hmmm. Natsuo?
- A nie na No?
- Nie. Z pewnością nie. Czekaj no! Przecież to tobie się on przedstawiał, więc czemu ja to mam pamiętać!?
- Bo ja nie mam głowy do imion, a ty już po jednym dniu znałaś tu wszystkie osoby!
- Konan!? Jak się on nazywał!? - Prawie to wykrzyczały.
- A co ma on wspólnego ze mną, prócz tego, że jest moim przyjacielem z dziecięcych lat i do dziś utrzymujemy ze sobą bliski kontakt? - Nie mam ochoty mówić im prawdy. Nie dałyby mi świętego spokoju, jeśli dowiedziałyby się, że coś bliższego łączy mnie z nim.
- Właśnie to staramy się ustalić! Czy przypadkiem, skrycie nie zakochałaś się w nim! - Zabijcie mnie! Wszystko idzie w odwrotnym kierunku!
- Nie martw się Konan. Dowiemy się tego poprzez dogłębną analizę waszej dwójki. A do tego czasu... - Nie wiem co im odbiło, ale przytuliły się do mnie. - ...jesteśmy z tobą! - Poczułam się strasznie głupio, wręcz idiotycznie, a w dodatku nawet nie wiedziałam jak je przepędzić. Czemu wszystko jest tak skomplikowane!?
- To może spotkajmy się jutro w galerii? Wtedy Konan nam o nim opowie i przedstawi całą historię znajomości. - Powiedziała Mana.
- Wspaniały pomysł. - Czemu jej przytaknęła T_T!? - Lecz jeszcze lepiej by były, gdyby Konan go ze sobą przyprowadziła!
- Rzeczywiście! To znakomity pomysł! Co ty na to Konan!?
- Przyjdę, lecz dajcie mi w końcu pobyć samej!
Po paru godzinach zajęć, udałam się w stronę do metra.
- Dzisiaj po ciebie nie przyjedzie?
- Dacie mi święty spokój? Proszę. - Moja psychika dosłownie leży na ziemi, gdyż podczas każdej z przerw przychodziły i zarzucały milionami pytań, a teraz szły ze mną na pociąg.
- To odpowiedz na pytanie.
- Dzisiaj nie mógł. Musiał pilnie wyjechać do rodziny. - Zmyśliłam coś na prędko i przyspieszyłam kroku, poprawiając torebkę.
- Coś się stało?
- Nie wiem. Wybiegł z domu i tyle go widziałam.
- Pewnie coś poważnego, skoro nawet się z tobą nie pożegnał. - Wyczułam intencję w głosie Many.
- Nie mówimy sobie wszystkiego. Każdy ma swoje tajemnice i to szanuję. - Dzisiaj więcej razy skłamałam niż przez całe moje życie. Mam nadzieję, że ten stan nie ujrzy światła dziennego.
- Więc nawet gdybyśmy namówiły Konan, to i tak by nie przyszedł.
- Tak, nigdy nie miałam za dużo szczęścia.
- To o której się spotykamy?
- Może jakoś w południe?
- Mnie to pasuje. A tobie Konan?
- Może być.
- No to umówione!
Po godzinie podróży byłam z powrotem. Jednak coś się zmieniło. Wyczułam duże pokłady czakry, wypełniającej cały budynek. Doskonale wiedziałam do kogo ona należy. Od razu mi ulżyło, że wszystko wraca do normy. Otworzyłam drzwi kluczami i weszłam do środka. Usłyszałam jakieś stęki i przytłumione okrzyki. Zdjęłam buty i powiesiłam kurtkę wraz z szalikiem. Powoli wyszłam z przedpokoju. Ujrzałam jak walczył z ojcem przy pomocy taijutsu. Miał na sobie jedynie czarne spodenki. Nic dziwnego skoro był cały przepocony.
- Przerwa... - Wysapał. - ...proszę. - Oparł się na kolana, pochylając się nad nimi.
- Dobrze. Pięć minut, nie więcej. Musisz wrócić do formy po tych kilku dniach obijania się. - Powiedział Pan Minato.
- I oczywiście ma to być przeprowadzone w niecałe popołudnie?
- I wieczór, a także możliwe z dołączeniem do tego nocy.
- Wykończysz mnie. - Załamał się.
- Sam siebie wykończysz, jeśli nie będziesz trenował.
- A Noa?
- Nie przejmuj się nią. Też o to zadbam. Poza tym sam mógłbyś z nią potrenować. Całe dnie siedzi oglądając telewizję.
- Nie.
- Przestań się tego obawiać! Na tym poziomie, nie ma prawa cię dotknąć, więc wszystko odbyłoby się bez żadnych komplikacji, a dla niej byłaby to świetna lekcja. Nie mówiąc o tym że wystarczająco wzmocniłem twoją pieczęć. Teraz by ją otworzyć potrzeba ułożenia odpowiednich znaków, które znasz tylko ty i ja.
- Nie i już.
- Jak chcesz, ale to wszystko jest na twoją niekorzyść. - Pan Minato sięgnął po butelkę z wodą znajdującą się na stole za jego plecami. Właśnie wtedy mnie zobaczył. - O! Dzień dobry Konan. Przechodź. Właśnie mamy przerwę.
Spojrzałam na Naruto, który wcześniej przecierał twarz ręcznikiem. Patrzył idealnie na mnie. Ogarnęło mnie ogromne szczęście, ale także wyrzuty i niepokój, dlatego przeszłam obok niego, nie odzywając się słowem do nikogo i od razu weszłam na górę, lecz tam, nie wiedzieć czemu, przystanęłam.
- Nie patrz tak na mnie, Naruto. Wiem o co teraz prosisz, lecz nie zagniesz mnie. Dokończ trening, a potem rób co chcesz.
- Ale...
- Wiem, że potrzebna jest jej rozmowa z kimś, kto ją zrozumie. Dowiedziałem się od ciebie więcej niż bym sam chciał, ale to jutro. Teraz trening.
- Ty nic nie wiesz! - Wykrzyczał. Zacisnęłam dłoń o poręcz.
- Uspokój się. Gniewem spowodujesz jedynie spustoszenie, więc w takim razie koniec przerwy. Siadaj na podłodze. Zarządzam godzinną medytację byś ochłonął.
Nie odezwał się więcej. Zapanowała głucha cisza. Udałam się do pokoju, wcześniej biorąc prysznic. Po tak ciężkim dniu od razu padłam na łóżko i pogrążyłam się w marzeniach sennych.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess
Przedstawiam wam kolejne rysunki z cyklu ,,Mess uczy się rysować" :D. Oczywiście nie są to moje autorskie rysunki, tylko ich kopie wykonane długopisem, ale obiecuję, że następny będzie tylko i wyłącznie wymyślony przez mnie. Aktualnie wszystkie są w posiadaniu pewnej słodkiej osoby, więc przepraszam za tak małe zdjęcia i brak ich większej wersji. Sumimasen minna! 
20170420_163503

20170420_16474320170420_17004820170420_174456

1 komentarz:

  1. Hejeczka,
    wspaniały rozdział, a właśnie czemu matka Konan nie mogła użyć chakry Kyubiego, ech ledwo stoi a już musi trenować...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń