Oi minna! Nie wiedziałem, że tak szybko skończę notkę ^^. Dawno nie miałem takiego tempa. Może dlatego, że jest to kontynuacja poprzedniej notki i nie ma urwania akcji? Albo tego, że się w końcu wyspałem. No cóż. Życzę miłego czytania ^^.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Naruto:
Wróciliśmy zamówioną przeze mnie taksówką w niecałe dwadzieścia minut. Zbliżała się północ, więc nie było zbytniego ruchu na drogach. Ledwo się w nią zapakowaliśmy przez ilość bagaży jaką w sumie ze sobą ta dwójka wzięła. Do Nagato nie ma się co przyczepić, gdyż miał jeden. Za to Konan posiadała aż cztery. Przez pięć minut kierowca kombinował jak je położyć, aż znalazł wyjście i dwie z nich umocował na dachu.
Otworzyłem drzwi do domu i zaprosiłem ich do środka:
- Witajcie w moich skromnych progach. - Stanąłem przed nimi z wyciągniętymi rękami do góry. Chyba alkohol zaczął działać. Na dodatek niebezpiecznie mi się odbiło.
- Skromnych? - Zapytał z niedowierzaniem. Ale co się dziwić? - To jakiś pałac!
- Dobra. To w skrócie wam teraz powiem gdzie co jest. No chyba że chcecie bym narysował wam mapę, ale nie powinna być potrzebna. To wielkie to salon. - Przejechałem ręką po tym co widzieli.
- Człowieku. Pokaż gdzie mamy mieć pokoje i idź spać, bo nie wyglądasz za dobrze. - Ma rację, ale jakby Kyuubi nie wszedł do mnie z powrotem byłoby o wiele lepiej. Dobra. Raz kozi śmierć.
- Zaraz będzie lepiej. Jednak musicie mi coś obiecać. - W końcu się skupił na mojej osobie. - To co teraz zobaczycie nie może wyjść poza ten dom.
- Dobra, dobra. Mów.
- Obiecaj! - Chciałem gwarancji, chociaż doskonale wiem, że nie jest typem papli. No chyba, że chce kogoś wnerwić.
- Obiecuję. - Odpowiedział zniechęcony.
- No i oto mi chodziło. Kyuu, możesz się pokazać. - Obok mnie pojawił się w ludzkiej postaci sam Kyuubi.
- C...c...cooo!?!?!? - Chyba go tym zaskoczyłem, bo szczęka pojechała mu kilka metrów pod podłogę. Spojrzałem na Konan. Eh. Nawet to nie wywołało u niej żadnej reakcji.
- Jajco. Przemyj oczy jeśli nie widzisz.
- Czekaj, czekaj czekaj. Ty chcesz mi powiedzieć, że On może wychodzić z twojego ciała? - Haha. Uwielbiam takie reakcje.
- Kiedy i gdzie tylko chce.
- A coś ci się smarkaczu nie podoba? - Chyba chce go zastraszyć, bo nie wyczułem w jego zachrypłym głosie krzty złych intencji.
- Nieee! Wszystko w porządku. - Uniósł ręce w łokciach do góry w geście obronnym.
- Nie bój się go. Jest potulny jak baranek. - Zawarczał dla jaj.
- Taaa. - Chyba nie uwierzył. Cóż. Będzie można go straszyć.
- Dobrze. Nic nikomu o nim nie powiem. - Odpowiedziała Konan. Dziewczyno! Nie dołuj mnie! Przynajmniej zrób sztuczny uśmiech! Nawet to byłoby lepsze niż ten nijaki wyraz twarzy.
- Chodźcie za mną. - Machnąłem ręką, by przekaz dotarł do Nagato, który nadal był w niewielkim szoku i chwyciłem za dwie walizki. - Z tobą pogadam później. - Spojrzałem w oczy lisa, który się tylko chytrze uśmiechnął.
- Ale ostrzegałem, że chcę pobić rekord!
- Ale doskonale wiesz, że ogranicza ciebie tylko i wyłącznie pojemność pęcherza, a nie procenty. - Wypowiedziałem to znikając już swoją sylwetką na piętrze.
- Tyyy. Wiesz, że masz rację? - Czasami zastanawiam się, czy nie zamienił się mózgiem z jakimś dzieckiem. Bo inaczej nie da się skomentować jego wypowiedzi, czynów, czy nawet takich olśnień. Jednak bez tego byłby zbyt nudny, zbyt monotonny i w ogóle mało zabawny. Lepiej żeby się po wydurniał niż pierdzielił mi rady życiowe, które z resztą także uwielbia, bo jak to on sam określił ,,Jestem starszy od ciebie, czyli mam większe doświadczenie". To zdanie miałoby jakikolwiek sens jakby nie był sobą. Przykre, ale prawdziwe.
Przystanąłem na korytarzu i odwróciłem się do nich:
- Mój pokój jest pierwszy z waszej lewej, a z prawej należy do Noa. Następne są do waszej dyspozycji, jednak... - Nagato popatrzył na mnie z politowanie w oczach. Chyba nie chciał już nic wysłuchiwać. Przynajmniej tak podejrzewam. - ... w nie każdym pomieszczeniu jest łazienka, a w reszcie może nie działać.
- Dobra. Wyjaśnij mi jedno. - Już się boję. - Ale jest przynajmniej jedna? Drugie pytanie to takie. Czemu nie są zrobione? - Podrapałem się w tył głowy, bo to odpowiedzi dość banalne.
- Odpowiedź na pierwsze to takie, że działają dwie. Jedna na dole z wanną, a druga u mnie w pokoju z prysznicem. Drugie pytanie także jest proste. Po co mi więcej skoro mieszkaliśmy tu w dwójkę, a nikt nas nie uprzedził, że się zjawicie? - Zaśmiał się głupkowato. Najpierw pyta, a później myśli. Typowy ja. Hehe. - Dobra. To, który pokój sobie wybierzecie?
- Są jakieś z mnóstwem półek? - Chyba się domyślam na co jej one. Nie zdziwię się, gdy w tych bagażach ma milion kartek. Są one ciężkie niczym Kyuubi normalnych rozmiarów.
- Jest jeden taki. Tuż obok mojego. - Wskazałem ręką na dane drzwi. - Niestety nie ma w nim łazienki z nieznanych mi przyczyn.
- To nie będzie ci przeszkadzać, jeśli będę korzystała z twojej? Bardziej odpowiada mi szybki prysznic aniżeli długa kąpiel. - Eh. No i nici z prywatnego azylu. Może w przeciwieństwie do mnie będzie wstawała później. Albo ja wcześniej.
Przejechałem dłonią po włosach i wziąłem głęboki oddech.
Myśl, że od tego momentu, dzień w dzień, dwa razy na dobę będę ją widział w szlafroku trochę mnie... Eh. Nawet nie wiem jak to ująć w słowa.
Prawie wyrwałem sobie kłaki, gdy skapnąłem się co ja odwalam.
O czym ty kurwa myślisz!? Naruto! Ogarnij się! To przyjaciółka! Przy-ja-ciół-ka! Nic więcej. Chcesz jej pomóc! Nie zaszkodzić, więc nie traktuj jej jak zwierzyny! Nie widziałeś jej od ponad trzech lat, ciągle planując jak ją odmienić! Trzymaj się jebanej drogi, którą obrałeś i przedyskutowałeś z paroma osobami. Poparły twoją inicjatywę, więc nie zawiedź ich!
Musiałem sam się zbesztać i zmotywować w myślach. Szczęście, że Kyuu nie siedzi w nich jak dawniej przez całe wieki. Chyba nie zniósłbym jego krytyki.
- Dobra. Nie ma problemu. Wbijaj bez pukania, jeśli tylko będziesz chciała.
- A niby czemu bez pukania? Z tego co pamiętam szanowałeś kulturę i prywatność. - Idź już spać. Stajesz się nieznośny. Można powiedzieć, że Noa to anioł przy tobie pod względem zadawania pytań.
- Dość często słucham muzyki na słuchawkach, więc to chyba normalne, że nie usłyszę, czy ktoś puka. - Zdałem sobie z tego sprawę przez Noa kilka lat temu. Zawsze coś ode mnie chciała i przyłaziła co pół godziny. Niestety, nawyk ignorowania świata pozostał.
- Dzięki. - Odpowiedziała bez emocji i weszła z walizkami do pokoju i zamknęła drzwi. Tak samo postąpił Nagato.
Dobra. Mam dokładnie dziewiętnaście minut i trzydzieści siedem sekund na ogarniecie tego bałaganu w swoim pokoju.
Zbiegłem, a raczej sturlałem się po schodach, gdyż już na pierwszym stopniu noga podwinęła się i wyrżnąłem jak długi.
- Stało się coś? - Spytał lis, najwidoczniej rad z tego co widział. Popijał przez ten czas jakiś napój ze szklanki.
- Pomóż mi ogarnąć pokój.
- Po cholerę!? - Nie krył zdziwienia, lecz po chwili jego uśmiech wrócił na stare miejsce. - Aaaa. Oto chodzi.
- Nie wyobrażaj sobie zbyt wiele! - Moje tęczówki zrobiły się czerwone. Przy okazji wstałem i sprawdziłem czy nic sobie nie złamałem.
- Nie strasz mnie samym sobą.
- Wiesz, że nie mam za bardzo nad tym kontroli. Jedynie ty potrafisz natychmiast zmieniać ich wygląd. Aha. Przestań siedzieć mi we wspomnieniach! Dziękuję.
- Oj. Myśli brudne zawładnęły Naruto Namikaze. Jedynie dziewictwa stracenie zmienić go może. Hahahahhahahaha! - Zaczął śmiać się wniebogłosy po próbie naśladowania głosu postaci z filmu i durnym komentarzu.
- Ja pierdolę. Idź się zabij sam. No po prostu brak słów. Brak słów! - Nie wytrzymałem i sam zacząłem się śmiać z jego głupoty. Musiałem przysiąść na schodach, by znów się nie poturbować.
- Jakie brudne myśli? - W tym momencie spaliłem buraka jak mało kto, nadal się jeszcze uśmiechając, a Kyuu upadł na ziemię i zaczął się turlać ze śmiechu, gdyż nade mną stały dziewczyny. Nie wiem jakim cudem nie usłyszały dalszej części, ale dzięki Ci Boże za to! - A z resztą. - Machnęła ręką Noa, co nie powiem, ulżyło mi wiedząc, że nie muszę tłumaczyć się na tym pytaniu. - Gdzie jest czysta pościel?
- Już daję. - Nadal próbowałem dojść do ładu z zachowaniem. Znów zatoczyłem się niebezpiecznie co nie umknęło uwadze siostry.
- Ochlałeś się. Najpierw spaść, a później jarać się byle z czego. To do ciebie nie podobne. Nawet poczerwieniałeś na twarzy. Trzeba powiedzieć o tym mamie, że nadużywasz alkoholu, bo jeszcze źle się to skończy.
- Na urodzinach wolno. Jednak, ciekaw jestem niezmiernie, jak zareaguje na to, że nie śpisz o tej godzinie. - Mały szantaż nikomu jeszcze nie zaszkodził, a przynajmniej nie mi w walce z tym małym potworem.
Poszedłem do pomieszczenia nazwanego pralnią i po minucie wyszedłem z dwoma, czystymi, pachnącymi kwiatami róży kompletami pościeli ze wzorem w kwiaty. Podałem do ich rąk i podszedłem do Kyuu.
- Dobra. Wstawaj idioto. Pomożesz mi i idę spać. - Podałem mu rękę. Gdy wstał na równe nogi, skierowaliśmy się wprost do mojego pokoju.
Po ogarnięciu tego wszystkiego i wzięciu krótkiego prysznica, padłem wycieńczony na łóżko. Jedynym o czym teraz myślałem to o spaniu. Nie na długo nacieszyłem się wolnością. Z pomieszczenia, na przeciw mojego, doszła prośba:
- Naruto! Przyjdź tu na chwilę!
- Po co!? - Spytałem z dezaprobatą.
- Szybko! - Wykrzyczała to głośniej.
- Nigdzie nie idę do puki nie powiesz o co ci chodzi! - Zakryłem się kołdrą, aż po czubek głowy.
Usłyszałem szybkie kroki dochodzące z jej pokoju i korytarza, tak jakby ktoś biegł. Nagle, bez ostrzeżenia, poczułem uderzenie, tak jakby ktoś na mnie wskoczył i usiadł okrakiem na moich biodrach. Nie powiem, zabolało i to w najmniej przyjemnym miejscu. Szybko okazało się, że była to Noa. Zdjęła ze mnie górną część kołdry. Już chciała coś powiedzieć, lecz ignorując ją, przykryłem twarz poduszką.
- Wysłuchaj mnie wreszcie! - Wypowiedziała to przez zęby, wyszarpując mi poduszkę i waląc mnie nią po głowie.
Zaraz ją uduszę. Muszę wstać o szóstej, a jest koło drugiej!
- Co ty znowu chcesz? - Zmrużyłem oczy przez rażące moje spojówki światło i spojrzałem na siostrę ubraną w piżamę.
- Na ścianie jest pająk! Weź go zabij, zdepcz, wyrzuć, cokolwiek! - Chyba wpadła w histerię.
- I z tego powodu nie dajesz mi zasnąć?
- Tak!
- Zaraz. Daj mi pięć minut. - Zacząłem ponownie przysypiać.
- Naruto! - Jej głos wskazywał na początek płaczu, a w oczach pojawiły się słone łzy. Zaczynam podejrzewać, że ma arachnofobię. To nie pierwszy taki przypadek i pewnie nie ostatni. Może pójść z nią do jakiegoś psychologa? Chociaż z drugiej strony mogłaby mu coś nawymyślać, a ja miałbym kłopoty. Zbyt dobrze ją znam.
- Dobra. Zejdź ze mnie. - Wstałem i poszedłem w samych bokserkach do jej pokoju. Było mi zbyt gorąco nawet zimą, by nosić coś więcej. Zawsze byłem nienaturalnie ciepły. Włączyłem światło na maksa i zacząłem się rozglądać, drapiąc się w tył głowy. - Gdzie go widziałaś? Nie widzę go. - Stanęła we framudze drzwi i wskazała palcem na przeciwległą ścianę:
- Tam.
Po piętnastu minutach poszukiwań, nie znalazłem go. Nawet wlazłem na sufit i zerknąłem na górę szafy, lecz nie było po nim śladu.
- Musiało ci się przewidzieć. - Stwierdziłem i wróciłem do siebie, wymijając i zostawiając ją samą, przy okazji gasząc światło w przedpokoju.
Znów położyłem się i przykryłem. Słyszałem, że drzwi od jej pokoju się zamykają, więc bez przeszkód zrobiłem to samo ze swoimi oczami. Chwilę poleżałem i znów coś poczułem. Ktoś perfidnie kładł się po drugiej stronie mojego łóżka. Spojrzałem, uchylając jedno oko.
- Noa. Co ty wyrabiasz? - Nie miałem już sił, by podnieść na nią głos. Bez ceregieli wskoczyła pod moją kołdrę i położyła się obok mnie.
- Nie będę tam spała do czasu, gdy go nie złapiesz. - Zaciągnęła nosem i powiedziała to tak smutnym głosem, że nie mam serca ją wyrzucić.
Co nie zmienia faktu, że teraz czuję się w chuj dziwnie, leżąc tuż przy niej w samych gaciach. W tej chwili wyszła Konan, spojrzała się tylko, powiedziała ,,dobranoc" i wyszła gasząc światło.
Pewnie ona będzie miała spokojny sen.
Wziąłem głęboki wdech i wydech. Rozluźniłem się i starałem o niczym nie myśleć. Do czasu, gdy zdałem sobie sprawę z tego, że Kurama nie wrócił do mnie. Niechętnie, ale z konieczności wygramoliłem się z puszystej pościeli. Zszedłem po schodach, tym razem trochę wolniej.
- Kyuu! Gdzie jesteś? - Zawołałem. Z nad oparcia dużej, fioletowej kanapy wystawała ręka, która po chwili zniknęła. Obszedłem ją i zauważyłem, że leży i ogląda coś na telefonie.
- To takie piękne. - Sztucznie przetarł oko. Spojrzałem zza jego ramienia i zobaczyłem jakiś denny filmik, jak robić sztuczki z patelnią.
- Dobra. Koniec tego dobrego. - Wyrwałem mu telefon, który należał do mnie. Ustawiełem budzik na odpowiednią godzinę i wysłałem go techniką do mojego pokoju. - Idź spać do mnie, bo jutro idziemy na wykład. - Sam nie byłem z tego zadowolony, a jego mina mówiła więcej niż tysiąc słów.
- Tylko, że jak wrócę do ciebie, to automatycznie się znowu upijesz. - Racja. Zapomniałem o tym.
- To idź do Noa. Zastaniesz tam wolne łóżko. - Popatrzył na mnie zdziwiony.
- Wyjechała? W końcu! Już nie mogłem jej znieść.
- Chyba do mojego pokoju zabierając mi połowę kołdry! - Czemu do mnie? Jakby nie miała innych pokoi.
- Ty. Wiesz, że to się leczy? - Nie załapałem o co mu może chodzić. Skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej w oczekiwaniu na wyjaśnienia. - No wiesz.
- Nie za bardzo.
- Jak mówiłem ci o brudnych myślach i jak temu zapobiec, to nie miałem na myśli jej jako lekarstwa. - Powiedział to z bardzo poważną miną.
W tym momencie nie wytrzymałem. Coś we mnie pękło.
Hahaha! Chyba guma w gaciach! - Znów siedział mi w myślach.
Nie to ewidentnie było serce, które tuż przed sekundą zmieniło się w głaz dla tego, małego, podłego, nieznośnego, wrednego, wkurwiającego do granic możliwości, uprzykrzającego moje życie od młodości lisa!!!
Ułożyłem parę pieczęci w dłoniach i jedną z nich chwyciłem go za kark. W ułamku sekundy zmienił się w bardzo małą miniaturkę samego siebie. Uniosłem go do góry. Dopiero teraz skapował, że troszeczkę przesadził. Próbował mnie nawet ubłagać, ale na nieszczęście dla niego, dzień dobroci dla zwierząt skończył się równo o północy. Wlazłem na górę i z całą swoją, możliwą siłą, wrzuciłem go do pokoju siostry. Z impetem wbił się w szafę. Nie chcąc oglądać go więcej, trzasnąłem drzwiami i skierowałem się na zasłużony odpoczynek.
Znów, gdy zamykam oczy, widzę ich twarze. Jej rodziców, przyjaciół i innych bliskich mi osób. Mam przed oczyma te beztroskie chwile małej, dwunastoletniej dziewczynki, które zniknęły na ten moment. Mam zamiar je przywrócić. To jedno z moich marzeń.
Przez następne dziesięć minut, wierciłem się, przekręcałem z boku na bok. Nic nie pomagało:
- No i teraz nie zasnę!!! - Wykrzyczałem na głos, nie przejmując się, że kogoś tym zbudzę. Cholerny lis!
Konan:
Znów, gdy zamykam oczy, widzę ich twarze. Moich rodziców, przyjaciół i innych bliskich mi osób. Mam przed oczyma te beztroskie chwile małej, dwunastoletniej dziewczynki, które zniknęły już na zawsze. Nie chcę ich ponownie przeżywać. To moje jedyne marzenie.
Zsunęłam powoli kołdrę ze swego ciała. Usiadłam na brzegu łóżka i sięgnęłam po kawałek papieru. Zaczęłam go zginać w przeróżnych miejscach. Po upływie niespełna minuty, przy pomocy czakry, uformowałam łabędzia. Dzięki niej sprawiłam także, że przez chwilę ożył i latał woków mnie. Złapałam go delikatnie z powrotem w swoje dłonie. Z oczu poleciała jedna, słona, a zarazem samotna łza, która skapnęła na sam jego środek, wsiąkając niemal natychmiast w suchą kartkę. Wstałam i delikatnie ułożyłam go na półce, by go nie zepsuć. Będę mogła zasnąć bez zmartwień.
- No i teraz nie zasnę!!! - Usłyszałam głos Naruto. Położyłam się z powrotem, odpinając kwiat z włosów i zaczęłam wpatrywać się w niego.
Po reakcji sądzę, że chyba nie tylko ja mam problemy ze snem. Ciekawe z jakiego powodu? Może lepiej go nie pytać. Jednak wypadałoby złożyć mu życzenia. Są to puste słowa, ale dla niego mogą wiele znaczyć. Nie chcę go tym obrazić, bo widzę, że się trochę zmienił. W oczach człowieka można wiele wyczytać. Z nim jest jednak inaczej. Nigdy nie umiałam go przejrzeć, a przynajmniej do końca. ,,Nieobliczalny, ale także i przewidywalny" powiedziała mi to trzy lata temu Pani Kushina. Może jest w tym ziarnko prawdy. Kto wie? Pewnie w najbliższej przyszłości się o tym przekonam.
Na ścianie zauważyłam żółte światło widniejące bardzo krótko. Tuż po nim wyczułam jego obecność. Byłam odwrócona plecami do drzwi, przed którymi teraz stał.
Chyba nawet prędzej niż przypuszczałam. Ciekawe po co zjawił się w moim pokoju. W momencie, gdy powinnam spać. Może chce z kimś porozmawiać i szuka kogoś kto jeszcze nie zasnął. Ale Nagato jeszcze nie śpi. Słyszałam kilka minut temu brzdęk gitary. Dostraja ją, by brzmiała jak najlepiej. Z pewnością sam ją usłyszał.
W takim razie. W jakim celu tu przybyłeś? Nie odzywasz się, tylko powoli i bezszelestnie podchodzisz do mojego łóżka. Gdyby nie czakra, nie mogłabym śledzić twojej pozycji. Może jakbyś wiedział, że nie śpię, to wyciszyłbyś ją, a może nawet się nie zjawił. Może coś cię gnębi? Jeśli tak, to nie może to być żadna sprawa z dzisiejszego dnia. To musi być coś z dalekiej przeszłości. Czuję tą głowę spuszczoną w dół i rękę wysuwającą się w moim kierunku. Przykucnąłeś. Twój oddech przyspieszył. Czyżby wspomnienie?
Nagle ślad za nim zniknął. Teleportował się do siebie.
Albo i nie. Nadal czuję jego czakrę. Zmienił tylko miejsce swojego pobytu. Nie chce mnie budzić przechodząc ponad walizkami, porozrzucanymi na środku pokoju. Zawszę troszczył się o innych bardziej niż o siebie. Sądząc po ruchach rąk, to sięgasz po jedno z moich starych origami. Obracasz je i przyglądasz się mu w całkowitej ciemności. Niezwykłe. Jednak nie jesteś wstanie poznać jego sekretu, tak jak u reszty mojej kolekcji. Odkładasz je na miejsce. Znów patrzysz na mnie. Czyżby? Nie. A może jednak to była łza. Żałujesz czegoś, Naruto?
- Przepraszam. - Wypowiedziałeś to tak, jakbyś wiedział, że nie śpię. Szeptem, ale nie zbyt cicho. Niestety tego nie wiesz, bo gdybyś to wiedział, to zostałbyś tu i kontynuował dalej. A nie znikał jak duch.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess
Jak wam się podoba fragment z perspektywy Konan, jak i cała notka ^^? Możliwe, że są błędy, ale jak zwykle jestem ślepy i ich nie dostrzegam :P.
Doszedłem do wniosku, że narracja pierwszoosobowa tylko z perspektywy Naruto, będzie niewystarczająca. Nie jest on wszystko wiedzący, dlatego szczegółowe przedstawienie przemyśleń, czy emocji innych postaci byłoby wręcz niemożliwe, a także i jego niektórych poczynań.
Hej,
OdpowiedzUsuńta ich reakcja, zwłaszcza Nagato jak zobaczył, że Kyuu to może opuszczać ciało Naruto kiedy tylko chce, boska... fajne, że i inne perspektywy widzenia sytuacji się pojawiają...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Hej,
OdpowiedzUsuńwspaniale, ta ich reakcja szczególnie Nagato jak zobaczył, że Kyuu to może jednak opuszczać ciało Naruto kiedy tylko chce, boska... ale bardzo podoba mi się, że i z innej perspektywy widzenia sytuacji możemy przeczytać...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Aga
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńcudnie, ich reakcja szczególnie Nagato jak zobaczył, że Kyuu to może jednak opuszczać ciało Naruto kiedy tylko chce, była boska...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Iza