środa, 3 stycznia 2018

N.n.m.s. - ,,Jest dla mnie wszystkim!!!"

Oi minna! Pierwsza notka w grudniu i mam nadzieję, że nie ostatnia. Nie przedłużając. Zapraszam do czytania.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Naruto:
Obudziłem się siedząc w pokoju Konan, na podłodze, przy ścianie naprzeciwko niej samej. Spała, odwrócona do mnie plecami. Noa także wtulona była w swoją kołdrę. Trochę wczoraj zdziwiła się na moją obecność, ale o nic nie pytała. Może pomyślała, że zwracam się o radę?
Rozmawialiśmy z Konan o decyzji. Musiałem upewnić się co do jej słów. Była to dość krótka rozmowa. Wymieniliśmy z parę zdań i tyle. Oczywiście zgodziła się.
Spojrzałem na budzik stojący na szafce nocnej. Zostały trzy minuty do pory wstawania wszystkich mieszkańców domu. Nie widzi mi się ta rozmowa. Mam obawy, a wręcz się jej boję. Serce wali mi coraz mocniej z każdą wybitą sekundą na zegarku. Ten dźwięk mnie przeraża, a zarazem niesłychanie denerwuje. Muszę wyjść!
Błysnąłem się za dom. Muszę ochłonąć, a zawierucha jest na ten moment jak pomoc samej natury. Zamknąłem oczy i starałem się zgubić wszystkie myśli chodzące mi teraz po głowie. Niestety, nie potrafię. Stałem tak z dobre półgodziny.
- Denerwujesz się? - Usłyszałem głos ojca za sobą, lecz nie odwróciłem się. - Potraktuj to jak przedstawienie zwykłej dziewczyny swoim rodzicom. Tak jak wtedy.
- To nie to samo.
- Rodzina od strony matki jest ciężka do przekonania. Wiem o tym doskonale. Zareagują jak zareagują, ale nie mają wyłącznego prawa do waszego życia. Nasze klany różnią się dosłownie wszystkim. Tradycjami, wychowaniem, zasadami i tajemnicami, a także usposobieniem do potomków. - Podszedł do mnie i przystanął obok. - Sam czasami się zastanawiam w jaki sposób udało mi się poznać twoją matkę. Czy przez zmówienie rodzin, czy może to co pamiętam, czyli na mieście. Żebyś tylko nie zrozumiał, że Jej nie kocham! Tylko podaję przykład, gdyż niczego nie jesteśmy pewni w swoim życiu.
- To w jaki sposób zareagowali, gdy mama przedstawiła Ciebie jako swojego chłopaka?
- Hehehe. Było bombowo. - Spojrzałem na niego z wielkim znakiem zapytania. - Nie pytaj. Długa historia.
- Która godzina? Chyba pora na...
- Czekamy tutaj. - Przerwał mi w pół zdania. - Pierwsza będzie twoja walka z Fumi i pokazanie swojej siły. Następnie przedstawisz Konan jako swoją dziewczynę. To pozwoli ci się trochę zrelaksować i odstresować.
- Tylko taijutsu i broń?
- Tak. Nie będziesz mógł korzystać z żadnej techniki. Jednak nikt ci nie zabronił włożyć trochę czakry do kunaia czy miecza. Ale pewnie miecza, gdyż są one świetnymi szermierkami. Ćwiczyłeś kataną?
- Tak. Jednak to nie moja broń. Wolę krótsze ostrza.
- Zupełnie jak ja. Łatwiej jest nimi manewrować. - Usłyszeliśmy rozmowy za sobą. Odwróciliśmy się. Z budynku zaczęli wychodzić ludzie. - Na początku wydobądź z siebie sto procent przy przywitaniu, jeśli to przywitaniem można nazwać. Jak dla mnie to raczej ostrzeżenie, ale jak zwał tak zwał. Niech nawet rodzinie szczęki opadną.
- Rozumiem. Może zrezygnuje Ona z pojedynku po tym pokazie.
- Raczej w to wątpię.
- Ale zawsze warto spróbować.
- Jak zawsze. Trzymaj. - Podał mi swoją katanę. - Nie martw się o jej zniszczenie. Mam kilka podobnych. Ta doskonale przewodzi prąd.
- Dzięki, ale ja nie chcę jej zabić.
- Czyli znowu próbowałeś przekroczyć limit? Wiesz doskonale, że to niebezpieczne.
- A ja wiem, że ty także próbujesz to osiągnąć i chyba nawet Ci się to udało!
- Dobra. Zapomnij co mówiłem. - Zaśmiałem się. - Skup się na tej chwili. Daj pewne fory, by nie poczuła się gorsza. Zakończ pojedynek poprzez kontrę w odpowiednim momencie. To tyle.
- Nie ma najmniejszego problemu.
Rodzina ustawiła się w rzędzie w pewnej odległości ode mnie. Fumi wyszła na przeciw mnie. Wbiła pochwę zawierającą miecz w śnieg i zdjęła kurtkę, rzucając na bok. Najwidoczniej chce Ona mieć pełnię ruchów. Ja stałem jedynie w koszulce z krótkim rękawem. Wyjęła ostrze i zaczęła pokaz. Wywijała mieczem tak jakby stanowiła z nim jedność i żyła w harmonii. Po trzydziestu sekundach wszystko zakończyło się ukłonem, a wokół niej lekko zawirowała czakra. Rodzice byli z niej dumni. Teraz ich wzrok skierował się w moją stronę. Dobra. Czas zacząć.
Odłożyłem katanę, gdyż to nie moja bajka, a w dodatku nie przyda mi się ona w tym czymś. Cofnąłem prawą nogę w tył po okręgu, lewą rękę do przodu, a prawą wyciągnąłem z kieszeni parę kuanii. Zamknąłem oczy. Wypuściłem z ust powietrze wcześniej zalegające w moich płucach. W ułamku sekundy wykonałem cztery błyski oddalone od siebie o dwadzieścia metrów, tworząc z nich kwadrat. Z każdego rogu poleciał kunai wymierzony tam gdzie przed chwilą stałem. Widzowie usłyszeli brzdęk, idealnie wymierzonych czterech sztuk broni, które zderzyły się jednocześnie czubkami ostrzy i opadły równo na śnieg, nie zmieniając położenia choćby na chwilę. Następnie pojawiłem tam gdzie gdzie wszystko się wydarzyło. Ukłoniłem się nisko, sięgając prawą ręką kunaii i przy wyproście chowając je do kieszeni. Lecz nadal to nie koniec przedstawienia. Skupiłem się i skumulowałem czakrę. Otworzyłem oczy, ukazując przy tym krwiste tęczówki. Z mojego ciała wydobyła się potężna fala uderzeniowa, która porwała grubą warstwę śniegu niczym wiatr uschnięte liście, ukazując zmarzniętą trawę. Moje włosy i ubranie latało we wszystkie strony. Dzięki czakrze posyłałem w stronę obserwatorów hektolitry powietrza. Niektórzy pozasłaniali dłońmi twarz, a reszta starała się mnie obserwować. Jednak był to koniec przedstawienia. Wiatr stopniowo ucichał, a ja wróciłem do normalnej, o wiele wygodniejszej pozycji.
Fumi miała lekko uchylone usta, a powieki uniosły się. Wnioskuję jedno. Tego się nie spodziewała. Następnie spojrzałem na rodzinę. Tata był zadowolony z efektu, a Noa tylko pokręciła głową. Pewnie pomyślała coś w stylu ,,Znowu palant popisuje się przed wszystkimi". Następnie mój wzrok powędrował na ciemnowłosą. Była nieobecna duchem, który znikł w jej myślach, pozostawiając swoje ciało na ziemi.
- Chyba się nie pomylę, jeśli stwierdzę, że pojedynek nie będzie już dłużej potrzebny. - Zabrał głos ojciec dziewczyny. - Wasz syn zgniótłby moją córkę w pierwszym ruchu. Jednak z pewnością przeciągnąłby walkę, by nas nie urazić. Wspaniały pokaz siły, prezentujący możliwości tego młodziana. Nigdy wcześniej, przez całe moje życie, nie widziałem takich pokładów czakry, a technika klanowa niczego sobie. Normalny shinobi nie powtórzyłby tego. Fumi, Naruto. Podejdźcie. - Wykonałem polecenie. Rodzina zgromadziła się wokół nas w półkolu. - Czy możesz dotrzymać ostatniej części naszej umowy?
Przełknąłem ślinę, która ledwo przeszła przez moje gardło. Serce zabiło mocniej i szybciej, doprowadzając do paraliżu moje ciało.
To ta chwila. Jak zareagują? Zezłoszczą się i nie zgodzą na to, czy wręcz przeciwnie? Będę próbowali nas rozdzielić? Może powinienem wymyślić jakiś plan ,,B"? Ale nie ma na to czasu! Muszę odpowiedzieć teraz. Patrzą się na mnie i przeszywają ciekawskim wzrokiem, aż przechodzą mnie lekkie dreszcze. Pierwszy raz w życiu czuję się otoczony. To zazwyczaj Ja stałem po tej drugiej stronie, a dziś rolę się odmieniły. Niech tak będzie. Miejmy to już za sobą.
- Oczywiście. - Miałem nienaturalny głos.
Uspokój się! To tylko zwykłe spotkanie, najnormalniejsze w życiu spotkanie. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Niespodziewanie poczułem w sobie ciepło. Była to czakra przesłana od Kuramy.
Nie mamy całego dnia, Kitsune.
-  Moją drugą połówką jest... - Cholera! Za formalnie! O czym ja gadam!? Dobrze! Te słowa odzwierciedlają to co czuję, więc zamknij się wewnętrzny niepokoju!
Odwróciłem głowę w lewą stronę, tam gdzie stała Ona, delikatnie za moim ojcem, który chyba specjalnie tak się sam ulokował, by Ją zasłonić przed wzrokiem innych. Wyciągnąłem rękę w jej stronę dając tym samym znak, by podeszła do mnie.
- ... Konan. - Boże! Nie wiem jak, ale udało mi się wymówić Jej imię. Dzięki Ci!!!
Wszyscy spojrzeli z wielkim zaskoczeniem i zdziwieniem na Jej osobę. Spuściła głowę, by uniknąć kontaktu wzrokowego ze wszystkimi wokół. Nie chciała do mnie podejść. Czyżbyś się wstydziła? Nie wątpię. Mnie zżera stres wielkości planety. Jednak musisz to zrobić. Inaczej Mi nie uwierzą. Inaczej... nie uwierzą Nam.
Konan:
Każda para oczu zwróciła się w moją stronę. Ich spojrzenia przeszywały mnie na każdym centymetrze mojego ciała. Pierwszy raz czuję coś takiego. Zawsze wolałam być niezauważalna, niewidoczna niczym duch. Stać z boku, gdzieś w oddali, w bezpiecznej odległości i tylko przyglądać się wszystkiemu wokół. A teraz? To ja jestem w centrum uwagi. W centrum zainteresowania otaczających mnie ludzi. Niech to już przeminie.
Podniosłam lekko wzrok, by spojrzeć na Naruto, lecz nadal trzymałam głowę spuszczoną. Moje włosy opadły na drugie, niezasłonięte oko. Nie mam zamiaru ich teraz poprawiać. Chcę się gdzieś ukryć, a one są barierą na świat. Nikłą, ale zawsze jakąś.
Powoli zaczęłam iść w Jego stronę. Nogi mam jak z waty. Jeśli dłużej to potrwa to chyba zemdleję z przejęcia. Boję się reakcji moich opiekunów. Naruto nie wie jacy Oni są. Nie zmienią zdania. Nigdy nie zmienili i teraz też tak będzie. Nie jest to tak kolorowa rodzina za którą się podają. Kryją się za maskami, by przedstawiać fałszywe oblicza i nie ujawnić prawdziwych.
Mimowolnie pozwoliłam, by chwycił mnie za dłoń. To ciepło z niej wypływające jest hipnotyzujące. Dodaje energii, która pozwala mi się uspokoić. Chcę to mieć na co dzień. Chcę to mieć!
- Konan! Czy to prawda!? - Wzdrygnęłam się na głos Pana Uzumaki. Od razu wyczułam w nim wrogość. Nie zgodzą się. To już jest przesądzone! Jednak mając tego świadomość, kiwnęłam głową z niewielką nadzieją.
Nagle coś wyczułam. Był to przepływ czakry. Minimalny, ale jednak. Tak. Biła ona od Naruto. Przepływała przeze mnie. Najprawdopodobniej bardziej przeżywa to wszystko niż Ja sama.
- Nie mogę się na to zgodzić. - Tak myślałam. Nie zmienili zdania. Dłoń Naruto zacisnęła się na mojej, lecz nie tak bym odczuła ból. - Praktycznie należy Ona do naszej rodziny...
- I co z tego!?!? - Wykrzyczał blondyn. Wyczułam w nim narastającą złość. - Nie jest z Nami spokrewniona! Pochodzi zupełnie od innej, lecz zaprzyjaźnionej rodziny! Nie macie prawa za Nią decydować!!!
- Mamy więcej praw niż Ty! To My ją przygarnęliśmy! To My ją wychowaliśmy i nauczaliśmy! Wasza rodzina zniknęła na długie lata! Nie macie tu nic do gadania! - Co się dzieje? Wyczuwam paręnaście skupisk czakry! Potężnej czakry! - Konan! Wracaj tu w tej chwili!
- Nigdzie nie pójdzie!!! - Stanął przede mną w geście obronnym. Jak tak dalej pójdzie to... nie! Nie może to nastąpić!
- Za kogo Ty się uważasz gówniarzu!?!? - Zrobił szybki krok w Naszą stronę, lecz zaprzestał, gdy spostrzegł ruch Naruto.
- Spróbuj Ją odebrać. - Wypowiedział to przez zęby.
Szybkim ruchem wydobył osiem kunaii, po cztery na dłoń ulokowanym pomiędzy palcami i przybrał pozycję bojową. Przez to obruszyli się wszyscy, wyciągając swój arsenał i spoglądając podejrzliwie, powoli oddalając się od siebie.
- W tym wypadku nie pozostawiacie mi wyboru. Kushina! - Matka Naruto, nim wszyscy zdążyli zareagować, wykonała jedną pieczęć kończącą jutsu i złapała wszystkich z Rodziny Namikaze w sześcienna barierę. Tylko Naruto, przez to że stał tu, a nie z Nimi, pozostał na wolności.
- Co ty wyprawiasz Kushina! To nasz syn!!! - Wykrzyczał Pan Minato, lecz ta nie obruszyła się jego słowami. Wyczułam w ziemi przemieszczającą się czakrę. W tym momencie wszyscy zniknęli, a Ja znalazłam się w lesie. Zdezorientowana odwróciłam się. Naruto Nas teleportował, lecz ze mną pozostał tylko Jego klon.
Naruto:
- Tam będziesz bezpieczna. - Wypowiedziałem to do Siebie szeptem.
Pół sekundy dłużej i nie mógłbym wykonać Hiraishin no jutsu. Pieczęć, nieznanej mi wielkości, uaktywniła się pod ziemią, uniemożliwiając mi tym samym błyski. Jednak wygląda na to, że resztę technik mogę wykonywać. Tata i inni są uwięzieni. Pozostałem sam na... dwadzieścia klonów dziadka, Kin, jej męża i Nagato, co do którego nie mam już całkowitego zaufania. - Staniesz po mojej stronie, czy jednak pozostaniesz wierny bliższej rodzinie? Wiedz, że co byś nie wybrał. Nie będę miał co do Ciebie krzty żalu. - Wypowiedziałem te słowa z nadzieją, że jednak coś w Nim one poruszą.
Klony dziadka otoczyły mnie. Na ich twarzach widniały malunki. Czyżby to Tryb Mędrca o którym opowiadał mi ojciec? Jeśli tak, to nie będzie łatwe zadanie.
- Chcesz z Nami walczyć w pojedynkę bez swojej atutowej techniki!? W takim razie szykuj się na szybką porażkę!
- Nie walczę sam. - Za mną zmaterializował się, odwrócony plecami Kurama. Oparł się o mnie i zaczął szeptać.
Trochę Go dużo.
- Co ty nie powiesz?
Tak tylko mówię, bo nie wiem jak tam u Ciebie z matematyką.
- Żarty w takiej chwili? Nie masz krzty wyczucia.
Może. 
Doskonale wyczuwam, że jest zmartwiony, tylko ukrywa to za błahymi żartami. Moje zwykłe klony nie zdadzą się tu za wiele. Od razu je powybija. Pozostaje tylko jedna opcja. Energia Kuramy. Z mojej pieczęci na brzuchu wydostały się pasma czakry, które pokryły moje ciało. Wyglądały jak rozżarzone węgle i tak samo działały. Czułem ból w ich miejscach. Czułem jak wypalają moją skórę, lecz to nie to jest teraz ważne.
- Ostrzegam, że ten demon za dużo Tobie nie pomoże.
- Jeszcze się zdziwisz. - Próbuje wyprowadzić mnie z równowagi.
- Dlaczego to robisz? Jest dla Ciebie taka ważna? - Zacisnąłem zęby. Skurwysyn uderza w punkt, w który nie powinien. - Dla Twojej wiadomości. To ja poleciłem Kin, by pokazała Jej tą technikę. Dzięki temu można było nad nią łatwo zapanować. Jednak lepiej by się stało, gdybyście wtedy zginęli. Nie musiałbym się tak męczyć z Konan i z Tobą, gdy deprawowaliście Nagato, który należy tylko i wyłącznie do mnie. Gdy skończę tutaj, rozliczę się z Nią osobiście.
- Nie pozwolę ci na to!!! Jest dla mnie wszystkim, dlatego zginiecie Wy albo Ja!!!- Przesiąknął mnie czysty gniew pochodzący od Kuramy. Nie kontrolowałem już części swojej świadomości, gdyż to On musiał co parę minut przejąć na sekundę nade mną kontrolę, by ten drugi nie miał punktu zaczepienia w poszukiwaniu wyjścia z labiryntu i idealnie wciął się w moje zdanie. Może przynajmniej trochę się zlękną.
Minato:
Trzeba mu pomóc, bo na zatrzymanie tego już nie ma mowy! Sam nie poradzi sobie ze wszystkimi! Uaktywnił przed-stadium przemiany, ale to mu nie pomoże! A jeśli pójdzie o krok dalej, to straci panowanie! Jeszcze nie wyćwiczyli tego z Kuramą, a zapowiada się, że to zrobią!
Rozgorzała walka. Jedyne na co tą dwójkę było teraz stać, to robienie uników i bloki wykorzystując naturalną szybkość. Jednak tym nie wygrają walki!
Pojawiło się parę klonów Naruto. Jednak większość czakry pozostawił w oryginalnym ciele. To znaczy, że w ostateczności zamierza pójść o krok dalej.
- Kushino! - Jeszcze raz spróbowałem przemówić Jej do rozsądku. - Chcesz, by twój syn zginął i pozabijał przy tym część twojej rodziny!? Chcesz ich stracić!? Nie wiecie na co się porywacie!!! - Stała nie wzruszona utrzymując barierę. - Wypuść Nas!!! Te wszystkie lata nic dla Ciebie nie znaczą!?!?!? Odpowiedz!!! A co zrobicie, jeśli Naruto przegra!?!? Zabijecie go!?!? Bo na pewno wam nie wybaczy!!! Co zrobisz z naszą córką!?!? Uczynicie ją po jego śmierci jinhuuriki i zgotujecie to samo co Naruto!?!? - Straciłem panowanie nad sobą.
- Minato. Wystarczy. Nic nie wskórasz. Spójrz na Jej kark. - Spojrzałem na skórę. Pieczęć!? - Jest po części kontrolowana. Gdybyś znał całą historię ich klanu to wiedziałbyś, że głowa rodziny kontroluje resztę. W innym wypadku nie dałaby rady nam tego zrobić, a Nagato stanąłby po naszej stronie.
- To czemu Konan Go nie posłuchała!? Tylko została za Naruto!?
- Technika ta nakładana jest w trakcie porodu. Nigdy indziej. Naruto i Noa są od tego wolni, gdyż byliśmy przy ich porodzie. A po tym co zobaczyłem nie zdziwię się, jeśli próbowali po części kontrolować Konan, poprzez technikę Pieczęci Wspomnień. Jednak udaremniliśmy to i widzisz tego skutki. Będą chcieli nas wyeliminować, bo odkryliśmy ich tajemnice, więc uspokój się i zacznij kumulować w sobie ładunek. Musimy przekroczyć nasz limit.
- Masz rację. Wybacz. - Zamknąłem oczy. Poczułem w sobie przepływającą przez większość moich komórek energię. Dźwięk tysięcy wyładowań energetycznych odbywających na moim ciele nasilał się. Poczułem ból, a kończyny zaczęły mi drętwieć. Jeszcze trochę! Limit tak blisko!
Polega on na tym, że serce przyspiesza, a następnie ustaje bić na parę sekund, czyli tak zwany zawał, gdyż naturalny rozrusznik przestawia się na silniejszy i przeciwny ładunek do tego, który zbieram. Po rozładowaniu następuje kolejne przestawienie, lecz trwające dwa razy dłużej. Nie można wtedy wykonywać bardziej rozbudowanych ruchów, bo inaczej tracimy przytomność przez niedotlenienie. W niektórych przypadkach może doprowadzić do trwałego upośledzenia układu nerwowego, a nawet do śmierci.
- Noa. Odsuń się i zatkaj uszy. - Oparła się w rogu bariery. - Mamo. Liczymy na twoją pomoc w ochronie Jej i naszych gości.
- Nie pouczaj własnej matki! Wiem co mam robić. - Uśmiechnąłem się, podobnie jak ojciec.
Obaj skumulowaliśmy energię w dłoniach, które zaświeciły się jaskrawym błękitem. Ja w prawej on w lewej. Zamachnęliśmy się i wspólnie uderzyliśmy w ten sam punkt bariery. Rozniósł się niebywały huk, a powstałe światło oślepiło nas. Jednak udało się przełamać technikę Kushiny i wydostać. Teraz muszę pomóc synowi!
- Minato! Ja zajmę się Kin i jej mężem! Ty wspomóż Naruto! - Pobiegliśmy w kierunku naszych celów.
Naruto:
Unik, blok, unik, unik, blok, próba kontrataku zakończona fiaskiem, unik i kolejny blok. To nie ma końca! Ten cykl ciągle się powtarza! Właśnie! Powtarza się! W takim razie, kiedy Jego klony są zgrupowane w jednym miejscu!? Uderzę w tedy z maksymalną mocą i szybkością! Nie ma opcji bym nie trafił przynajmniej jednego z nich! Tego ataku wręcz nie da się uniknąć nie znając jego działania!
Wymieniałem z klonami informacje odnośnie pozycji replik dziadka. Jeden moment powtarzający się co dziesięć sekund. Nie będzie łatwo, ale trzeba spróbować. Zacząłem zbierać ładunek elektryczny poprzez pocieranie ubrań i ogólny ruch mojego ciała.
Jeszcze nie. Jeszcze nie. Teraz!!! Strefa Rażenia Latającego Boga Piorunów!!!
Z mojego ciała w ułamku sekundy wyleciały setki cienkich niczym nić, jaskrawych piorunów. Pole objęło sobą teren o średnicy dwudziestu metrów, rozświetlając i rażąc wszystkich w zasięgu. Poświęciłem dwa z czterech moich klonów, ale pozbyłem się pięciu Jego. Teraz pomyśli dwa razy zanim je zgrupuje. Potrzebuję czegoś o szerszym działaniu!
- Raiton Shuriken kage bunshin no jutsu! - Niezliczona ilość shurikenów, naładowanych elektrycznie, nadleciała w moim kierunku, niszcząc kolejne trzy klony. Była to technika ojca. Najwyraźniej zdołali się wydostać.
Nastała krótka chwila przerwy w walce. Wykorzystałem ją, by ocenić sytuację. Jeszcze do pokonania zostało trzynaście replik i jedno główne ciało, Kin z mężem, no i Nagato, który do tej pory nawet nie drgnął. Mama nadal leżała nieprzytomna. Czemu nawet Ona jest przeciwko mnie!? Myślałem, że mam w niej oparcie. Jak widać, pomyliłem się.
W naszym kierunku nadleciała ogromna kula ognia. Odskoczyliśmy od miejsca docelowego jej toru lotu, które zostało spopielone. Czyli zauważył, że nie pokona nas jedynie przez taijutsu. Nie żebym się chwalił, ale ten element opanowałem do perfekcji. Zupełnie jak tata i dziadek.
Konan:
- Czemu mnie zabrałeś w to miejsce!? - Byłam zła na Naruto, że teleportował mnie przed jaskinię. Teraz nie wiem co się dzieje przed domem! Czy sytuacja złagodniała, a może wręcz przeciwnie?
W tym momencie usłyszałam donośny huk.
A jednak! Walczą! Przecież Oni mogą zginąć! Pozabijają się nawzajem! A ten dźwięk świadczy tylko o tym, że mam słuszność. To co go wywołało to nie mogła być słaba technika dla początkujących!
- Zabierz mnie tam z powrotem!!! - Wykrzyczałam w kierunku klona.
- Nie mogę.
- Jak to!?!? ,,Nie możesz"!? - Chwyciłam go oburącz za koszulkę, szarpiąc przy tym, oczekując natychmiastowej odpowiedzi.
- Dziadek uniemożliwił Mi korzystanie z Hiraishin no jutsu na całej posiadłości poprzez ukrytą i bardzo złożoną pieczęć znajdującą się w ziemi. A nawet gdybym mógł. Nie zrobiłbym tego.
- Czemu!?!?
- Bój toczony jest o Ciebie. O twoje prawa do podejmowania decyzji i o niezależność. Jesteś dla mnie wszystkim, dlatego nie pozwolę Cię skrzywdzić. - Chciałam wymierzyć mu siarczystego sierpowego, lecz ten uniknął go, wyszarpując się szybko. - Jeśli chcesz wiedzieć, co się tam dzieje, to lepiej mnie nie bij, bo w innym wypadku zniknę. Mam zbyt mało czakry na przyjęcie ciosu. Mogę jedynie informować o przebiegu wydarzeń.
- Czemu to robicie? - Upadłam na kolana, a następnie usiadłam na piętach z bezradności. Po moich policzkach spływały słone łzy rozpaczy, która mnie w jednej chwili ogarnęła. Zastygłam w tej pozycji na piętnaście minut.
Nie chcę ponownie stracić osób bliskich memu sercu. Są dla mnie wszystkim, szczególnie Naruto się taki stał. Przez tyle lat to ukrywałam, znaczy pieczętowałam, a On nie myślał o niczym innym niż o mnie. Znowu mogę być tylko obserwatorem? Znów nic nie jestem wstanie zrobić? Naprawdę nic!? Tylko czekać jak się wykończą!? Nie! Nikt nie zginie!
Wstałam na równe nogi. Złożyłam pieczęć, by skumulować czakrę. Następnie wysłałam ją do moich zapasów papieru schowanego w ubraniu. Ten wyleciał i uformował duże, potężne skrzydła, które dzięki systematycznym ruchom, uniosły mnie ku górze.
- Czekaj! - Wykrzyczał za mną klon Naruto, lecz nie próbował mnie w żaden inny sposób powstrzymać. Wykorzystałam to i poleciałam wprost na pole walki.
Z góry zauważyłam, że zmagania ustały. Okolica była zrujnowana. Śniegu nie było w promieniu pięciuset metrów od przodu domu. Pozostała goła ziemia usłana licznymi kraterami, nadpalona w niektórych miejscach, a nawet przeniesiona za pomocą przeróżnych technik. Gdy doleciałam trochę bliżej, mogłam rozróżnić poszczególne osoby.
Pana Minato i jego ojca schwytano. Położeni teraz na kolanach, a ich ręce zostały związane liną. Z sześćdziesiąt metrów dalej stał Naruto przetrzymywany za ręce przez dwie kopie dziadka. Był pozbawiony, wcześniej widzianej przeze mnie, koszulki. Jego skóra była poszarpana i... poparzona? Oryginalne ciało Pana Uzumaki podeszło przed Naruto i zaczęło wykonywać pieczęcie.
Naruto:
- W końcu wyczerpała ci się czakra! Czyżby twój demon nie był aż taki silny!? Hahaha! Przepraszam. Już nie twój.
Interesujące. Czyżby chciał mnie z Ciebie wyciągnąć?
Najwyraźniej.
To ze wcześniejszymi ustaleniami.
Gdy owiniesz go czakrą, ja załatwię te Jego denerwujące podróbki. Wtedy to my postawimy warunki.
Tylko pamiętaj! Nie strać panowania, gdyż bez twojej czakry, moja zaczyna szaleć i wtedy mogę tylko częściowo Ją kontrolować. 
Postaram się, lecz nie mogę tego zagwarantować.
Rozumiem. Będę gotowy na najgorsze. 
Pozostaje Nam czekać na Jego ruch.
Noa:
Ukryłyśmy się z babcią w pobliskim gąszczu drzew i obserwowałyśmy przebieg zdarzeń. Tata, dziadek i Naruto zostali schwytani dopiero wtedy, gdy skończyła im się czakra. Pokonali przez ten czas Kin i Jej męża oraz szesnaście klonów przebywających w dziwnym, nieznanym mi trybie. Mama odzyskała przytomność, ale wyglądała na nieobecną. Niestety Naruto był wpółżywy. Po schwytaniu go, jeden z klonów bił go jeszcze, a teraz bez ich pomocy nie móże samemu ustać na nogach.
Nigdy Go nie lubiłam, bo zabraniał mi sporo rzeczy i był moim cieniem, ale teraz chciało Mi się płakać i nie mogłam się przed tym powstrzymać. Łzy same spłynęły po moich policzkach.
Nie wyobrażam sobie życia bez Jego marudzenia. Z kim będę się codziennie kłócić? Kogo poproszę o pomoc? Kto wesprze mnie w trudnych decyzjach i wybroni w szkole? Nie ma drugiej takiej osoby, która znałaby mnie tak jak Naruto. To On się mną opiekował i wychowywał. Byłam Jego oczkiem w głowie. Zawsze, gdy miałam sprawę, wysłuchał mnie. Spędzał ze mną bardzo dużo czasu na zabawie, nauce i zwykłych wygłupach. Był przy mnie w chwilach radości, smutku, chorobie. Czy na prawdę, do tej pory, byłam taka głupia, by nie zdać sobie sprawy z tego, że... ja go kocham?
- Noa. Nie płacz. - Babcia otarła moje łzy, wyrywając mnie tym samym z moich myśli. - Nic Im nie będzie. Zaraz zaczniemy kontratak. - Spojrzałam na nią zdezorientowana. - Myślałaś, że tak łatwo się poddamy? Nie zostawiłabym Ich na śmierć. Poza tym, Naruto nadal posiada ogromne pokłady czakry i może zmienić wynik końcowy. Przyjrzyj się dokładnie Moja Droga. Kumuluje czakrę. Niedługo to nawet My będziemy w niebezpieczeństwie, więc lepiej zmieńmy pozycję.
Dziadek wykonał ruch ręką w kierunku brzucha Naruto. Nagle coś z niesłychaną prędkością wbiło się pomiędzy Nich. Starzec odskoczył metr w tył. Gdy kurz opadł moim oczom ukazał się szeroki, biały miecz. Wszyscy spojrzeli w kierunku z którego nadleciał.
- Ona wygląda jak... anioł.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess
I jak wam się podoba? Pierwsza porządniejsza walka w serii. Namikaze vs Uzumaki! Czy ktoś w ogóle stawiał na taki obrót spraw? Jestem tego niezmiernie ciekaw ^^.

2 komentarze:

  1. Hej,
    wspaniale, Naruto pokaż c9 potrafisz, ale to przykre, że tak zareagowali że jego ukochaną jest Konan i ta walka wspaniała...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejeczka,
    wspaniale, o tak, Naruto pokaż co potrafisz, ale przykro, że tak zareagowali że jego ukochaną jest Konan i walka wspaniała...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń