Oi minna. Jest środek nocy, ale specjalnie dla was dokończyłem notkę dzisiaj. Postaram się wcisnąć jeszcze dwie przed czwartkiem, ale nie wiem czy mi się to uda :P. To będzie wręcz mordercze tempo, ale nikt nie powie, że to niemożliwe. Jak wena dopisze to wszystko wyjdzie ^^.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Naruto:
Jechaliśmy do domu w ciszy. Ja i Kurama. Dziwnie się na mnie patrzy. Za bardzo nie wiem jak mam opisać jego minę.
- Naruto. Cały dzień zachowujesz się podejrzanie. Na zajęciach ani razu się do mnie nie odezwałeś. Nawet, gdy to ja starałem się podrzucić jakiś temat. Non stop siedziałeś w ławce zamyślony z nieobecnym wzrokiem i gapiłeś się na wykładowców. Mógłbym zajrzeć do twoich myśli i w bardzo łatwy sposób dowiedzieć się co ci tak zawraca głowę. Jednak wybrałem tą stromą drogę, prawie pionową, ale nadal mogącą mnie doprowadzić do odpowiedzi. - Kyuu zachował jakąś resztkę moralności? Jestem pod ogromnym wrażeniem. Pokazał tu swoją ludzką stronę.
- Bo nie mam na to ochoty. - Może go zbyć?
- Nie do wiary! Odezwał się! Czyli nie zwariował! Chwała mu! - Eh, ale głupota została. Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Masz trzy pytania. - Nie chce mi się gadać. Wolałbym zostać sam na ten dzień.
- Aha. Czyli takimi klockami się bawimy. - Przymrużył oczy i zacisnął usta. - W takim razie... Czy chodzi o Niego? - Czyli też to wyczuł.
- Mniej więcej także, ale nie do końca. Pozostały ci dwa. - Myślał przez chwilę po czym uśmiechnął się sam do siebie.
- Tak poza tym konkursem. Mogą mieć po kilka członów?
- Nie. - Odpowiedziałem chłodno. - Tylko konkrety.
- Nie zapomniałeś, że jedziesz po Konan? - Zatrzymałem rękę nad drążkiem do zmiany biegów. Popatrzyłem na niego zdezorientowany.
- Nie. Nie zapomniałem. Mam jeszcze godzinę. Odstawię cię i zawracam. - Odpowiedziałem po krótkiej chwili.
- Twoja reakcja mówi mi więcej niż chciałbyś w tej chwili wyjawić. Nie potrzebuję już zadawać trzeciego pytania. Zachowam je na później. - Usatysfakcjonowany wrócił do patrzenia przed siebie.
Czego wyjawić!? Jaka reakcja!? Co on niby wyczytał!? I jak to ,,zachować na później"!?
- Czekaj. Co ty niby we mnie zobaczyłeś, że chcesz zachować ostatnie pytanie? - Ujrzałem błysk w jego oku. Kuźwa! Dałem się podpuścić jak jakieś dziecko! To cwany lis! Od początku mu oto chodziło!
- Podczas, gdy ty odwoziłeś tamtą dwójkę, wróciłem do ciebie. Spokojnie. Zostawiłem klona w domu. - Powiedział szybko bym się nie wściekł. Chociaż i tak jestem zły. Zarejestrował wszystko, więc czemu to ciągnie!? - Jak tak jechałeś to wyczułem w tobie pewną zmianę. Zmianę, której nie widziałem półtora roku i nie sądziłem, że kiedykolwiek jeszcze ją u ciebie zobaczę.
- To źle obserwujesz! Ten akt życia mam dawno za sobą! - Jestem w stu procentach pewien o co mu chodzi.
- Nie okłamuj siebie. - To zdanie uderzyło we mnie niczym rozpędzony pociąg. - Obaj doskonale zdajemy sobie teraz sprawę, że to jest twoją przyszłością przed którą nie uciekniesz. Przeżywasz wszystko kilka razy mocniej niż normalny człowiek i nie dasz rady cały czas ukrywać tego, a co dopiero unikać, jak do tej pory to robiłeś.
- Kurama. - Zaparkowałem przed domem. Zniżyłem głowę, a dłoń zacisnąłem na kierownicy. - Zamknij się w końcu. Myślisz, że to dla mnie łatwe? Myślisz, że z Nim mogę to mieć!? - Wykrzyczałem odwracając się do niego.
- Jeśli nie spróbujesz to nigdy się nie przekonamy. - Odparł obserwując moje czerwone tęczówki.
- Już spróbowałem!!! I jak to się skończyło!?!? - Spuścił wzrok. - Odpowiedz mi!!! Co się wtedy zdarzyło!?!? Powiedz!!! Powiedz!!!
- Nie była to twoja wina. - Chwyciłem go oburącz za kołnierz od koszulki.
- Więc niby kogo!?!? - Milczał - Prawie ją zabiłem!!! Rozumiesz to!?!? Rozumiesz!?!? On nie da mi żyć normalnie!!! Już za młodych lat uświadomił mi to!!! - Nie wiem kiedy łzy spłynęły mi po policzkach. - Przyszedł w nocy! Jak wtedy! Wszystko mi wyjaśnił! Jak to działa! Czemu to robi! Byłeś przy tym!
- ... - Nie dałem mu dojść do słowa.
- Chronię się kłamstwem i normalnym życiem, by nie skrzywdzić innych! By nie skrzywdzić tych, których kocham! A to znowu się powtarza! Ostatnim razem uchroniłeś ją. Ale on staje się coraz potężniejszy. Siedzi w klatce i planuje dalsze posunięcia. Słyszy, widzi, czuje to co ja. Tylko czeka na odpowiedni moment. Czeka na moment w którym będę osłabiony. Nie mam zamiaru dawać mu kolejnej takiej okazji! Nie chcę skrzywdzić następnej osoby, na której mi zależy i która wycierpiała więcej ode mnie.
- Naruto! Czemu wy się tak wydzieracie? - Noa stała w wejściu. Nawet nie wiedziałem, że podjechałem tak blisko drzwi. Puściłem jego kołnierz i ponownie spuściłem wzrok.
- W takim razie przynajmniej pomóż jej być szczęśliwą. - Zdziwiły mnie jego słowa. - Chyba na tym ci zależy?
- Ale nie wiem jak.
- Zacznij najpierw od rozmowy. Zawsze lepsze to niż nic. Masz do tego idealną okazję.
- I co dalej?
- Jak już powiedziałem. Nie okłamuj siebie, Kitsune. - Wyszedł z samochodu pozostawiając mnie sam na sam z myślami.
Moje przezwisko nie wypowiedział od tak sobie. Tylko jedna osoba tak na mnie mówiła. Jedyna która mnie nie odrzuciła i odważyła się zbliżyć do mnie. Nie trwało to tydzień jak powiedziałem o tym wcześniej, lecz pół roku. Nie była także zimną suką. To co usłyszała ta dwójka to wersja wymyślona przez ojca. Musiał nieźle się napocić, by zatuszować całą sprawę. Jutsu zapomnienia to nie lada wysiłek i umiejętności, ale i ogromne ryzyko. Można tym zabić siebie jak i osobę na której się to przeprowadza. A dokonał tego setki razy. Jednak nadal zastanawia mnie jedno. Czemu nie wykonał tego na Konan? Może byłaby dzisiaj normalną osobą. Nie ma co gdybać. Nie dowiem się, jeśli się nie spytam.
Zawróciłem samochodem i wjechałem na ulicę wrzucając kolejny bieg. Prawą ręką wykręciłem numer telefonu i przystawiłem do ucha słuchając sygnału. Po kilku takich odebrał.
- Tak Naruto? - Usłyszałem zaspany głos.
- Musimy pogadać. - Powiedziałem poważnie.
- Zdajesz sobie chyba sprawę z tego, że jest u nas środek nocy? - Cholerne strefy czasowe.
- Wiem. Nie chciałem budzić. W takim razie zadzwonię później.
- Czekaj. Jak już zadzwoniłeś to powiedz przynajmniej o co chodzi. - Wziąłem głęboki oddech. - Słyszałem to. Chyba się nie pomylę, jeśli powiem, że chodzi o grubszą sprawę?
- Nie. I byłoby lepiej, gdybyśmy mogli porozmawiać w cztery oczy. To nie tematy na rozmowę przez telefon.
- Gdzie jesteś?
- Jadę samochodem. Wrócę za około dwóch godzin.
- To idealnie. Właśnie tyle zajmie mi pojawienie się u ciebie. To za daleka odległość bym mógł pokonać ją jednym skokiem z tym poziomem czakry. Mam coś przywieść?
- Chyba nic. Albo nie. Chciałbym dostać coś takiego. - Wysłałem w tym samym czasie mms'a.
- Da się załatwić. To do zobaczenia.
- Hej. - Mam nadzieję, że rozmowa jakoś mi pomoże, że coś wymyślimy.
Konan:
Po kilku godzinach ciężkiej pracy wreszcie wydostałam się na korytarz. Robienie makiety miasta nie należy do rzeczy przyjemnych. W dodatku w niewielkim zespole, gdzie każdy trzyma się swego planu i nie zamierza słuchać innych. Całe szczęście, że dostałam dwie z trzech z bardziej normalnych dziewczyn do pomocy.
- Bez ciebie nigdy byśmy tego nie zrobiły. Masz nie spotykany talent! - Pochwaliła mnie idąca z boku Aya. Była blondynką o dość długich, rozpuszczonych włosach, sięgających poniżej pasa. Miała brązowe oczy i delikatnie podmalowane powieki.
- To nic niezwykłego. - Odparłam. Schowałam wszystko do sporej szafki i zamknęłam na szyfr.
- Nie bądź taka skromna. Nigdy nie widziałam kogoś, kto dałby radę tak złożyć papier w miniaturowej skali. Jak widać, lata praktyki to za mało, by cię dogonić. Długo już interesujesz się origami? - Tym razem powiedziała to Fumiko. Brunetka o długich włosach, ale nie takich jak u Ayi. Sięgały jej one do łopatek. Tęczówki miała zielone, niczym łąka o poranku.
- Skąd ta myśl?
- Ten kwiat, podpięty do twoich włosów, wygląda na stary. Można zobaczyć?
- Nie zrozum mnie źle, ale to cenna pamiątka. Nie chcę, by się za szybko zniszczyła.
- Oh. Sorka. Nie wiedziałam. - Inna osoba z pewnością inaczej by zareagowała.
Wyszłyśmy z budynku. Niebo się zachmurzyło i zaczął padać deszcz. Nie wiem czemu, ale zaczęłam się rozglądać i szukać go wzrokiem. Nie widziałam jego, ani samochodu. Może zapomniał?
- Konan? Nie idziesz na pociąg? - Wyrwała mnie z zamyślenia.
- Nie dzisiaj. - Odpowiedziałam krótko i wróciłam do wcześniejszego zajęcia.
- Hmm? Kogo tak wypatrujesz?
- Kolegi. Miał podjechać parę minut temu.
- A jak on wygląda?
- Właśnie tak. - Zobaczyłam jak biegnie przez długi, betonowy placyk. Miał na sobie jasną bluzę, rozpiętą całkowicie odsłaniając tym samym błękitną koszulkę i jeansowe, krótkie spodenki.
Chwilę potem wbiegł po schodach i znalazł się koło nas, pod dachem.
- Przepraszam, że musiałaś czekać. Przejechać o tej godzinie przez miasto to istny koszmar, a musiałem jeszcze zatankować.
- Nic nie szkodzi. Ważne, że jesteś. - Ja na prawdę to powiedziałam? Popatrzyłam w jego oczy. To przez nie. Hipnotyzują mnie swoim głębokim, lazurowym odcieniem. Muszę szybko wrócić do domu.
- Zaczekaj chwilkę. Skoczę po parasolkę. - Nie zdążyłam zaprotestować, gdy ten zbiegł po schodach.
- Konan? - Powiedziała słodkim głosem. - To na pewno tylko kolega?
- Przyjaciel z dziecięcych lat. A co? - I po co ja ciągnę tą rozmowę?
- Nawet, nawet ten twój ,,przyjaciel". - Zaakcentowała to słowo. - Na twoim miejscu starałabym się o niego, zanim inna ci go odbierze.
- Nie jestem nikim zainteresowana.
- A przedstawisz nas sobie, jeśli tak się sprawy mają? - Popatrzyłam na Aye z niedowierzaniem. Śledziła go wzrokiem. - Jak ma on na imię?
- Naruto.
- Ładne i dość oryginalne. Nigdy nie słyszałam takiego imienia. - To uczucie, które teraz mnie ogarnęło? Czym ono jest? Przecież pozbyłam się wszystkich parę lat temu. Nie powinnam być wstanie czuć. A jednak, gdy go widzę, ogarnia mnie nadzieja i coś jeszcze. Robi mi się od tego ciepło. Nie. Nie mogę. Muszę to zwalczyć w zarodku albo będzie za późno.
- Hej. Jestem Aya. - Usłyszałam za sobą głos. Naruto stojący obok mnie, skierował swój wzrok w tamtą stronę.
- Naruto. Miło mi poznać.
I znów to czuje. Zaczęłam nieświadomie bawić się palcami i patrzyłam na nich. Czemu tak reaguje na wszystko co dzieje się wokół niego? Czyżby było to zdenerwowanie? Ale czym? Tym, że ze sobą rozmawiają? Czy może tym, że uśmiechają się do siebie? Dosyć. Muszę jak najszybciej wrócić do domu. Nie mogę stracić kontroli nad sobą. Nie mogę pogrążyć się w bezkresnym morzu jakim jest on sam.
Po chwili zabrał mnie do samochodu trzymając nade mną parasol i otwierając mi drzwi, sam przy tym nie miłosiernie moknąc. Wewnątrz mnie nastał spokój. Dziwne uczucie zniknęło, ale znowu zrobiło mi się gorąco. Zapięłam pas i chwilę na niego poczekałam. Pewnie dostał ważny telefon, gdyż stał przy samochodzie i rozmawiał z kimś. Wszedł i zamknął drzwi. Chyba wolałabym siedzieć z tyłu, ale z niewyjaśnionego powodu, zostałam tu. Przyjrzałam mu się raz jeszcze, lecz tym razem dyskretnie. Jego dotąd sterczące włosy oklapły pod wpływem naporu wody. Musiał odgarnąć je z oczu, gdyż przysłaniały mu widok. Zdjął bluzę i rzucił na tył. Koszulkę także miał przesiąkniętą. Wręcz lepiła się do jego skóry, pokazując wyćwiczone ciało.
- Mam nadzieję, że lubisz pizzę. - Zaczął rozmowę, przy okazji odpalając silnik. - Noa zamówiła dwie. Powinno starczyć.
- Jecie tak na co dzień?
- Chodzi pewnie o to, że nie zdrowo? - Kiwnęłam głową. Uśmiechnął się na to pytanie.
- Nie. Gdy miałem wolne gotowałem sam. No chyba, że siostra się uparła i sama próbowała coś upichcić. Zazwyczaj wtedy chodziłem głodny.
- Źle gotuje?
- Nooo. Opisałbym to raczej trochę inaczej. Otóż, ma ona niesamowity antytalent do przygotowywania czegoś w kuchni. Może ściśle trzymać się przepisów, odmierzać ilość składników, przypraw i czegokolwiek innego, a zawsze jej nie wyjdzie. Nie wiem od czego to zależy. Raz postanowiłem sprawdzić te wszystkie przepisy. Mi wychodziły bez zarzutu i były dobre.
- Może dodaje coś dodatkowego?
- No właśnie nie. Obserwowałem ją nie raz. A może? Spróbuje jeszcze raz. W końcu musi jej wyjść. Nie wierzę w coś takiego jak bezgraniczny pech.
- Może masz rację. - Nie jest on pozytywistą. Pewnie wiara w siostrę kazała mu to powiedzieć. Braterska miłość aż kipi z niego. Ale czy tylko ona? Nie! Znowu o tym pomyślałam!
- Pomożesz mi przy tym zadaniu? Może oboje coś źle robimy i dlatego tak to wygląda, a trzecia para oczu z pewnością się przyda. - Jeszcze raz uśmiechnął się do mnie. Ma jakiś interes w tym, bym to ja mu pomogła, czy zwykły przypadek?
- Co taka zamyślona? - Spytał po czterdziestu minutach jazdy w całkowitej ciszy pomijając jego nucenie.
- Jestem po prostu zmęczona. - Specjalnie skłamałam. Jedno, dziwne pytanie chodziło mi teraz po głowie i nie umiałam sama na nie odpowiedzieć.
- Proszę. Nie kłam przy mnie. Doskonale o tym wiesz, że ja to zawsze rozpoznam. - Racja. Próbuję niemożliwego. Na dodatek zaciekawiłam go jeszcze bardziej. Już nie odpuści. Muszę mówić tak, by było to zgodne z prawdą, ale jednocześnie omijając samą mnie. - To powiesz, co cię gryzie?
- Myślę o Ayi. Chyba jej się spodobałeś. - Ledwo przeszło mi to przez gardło. Tak jakbym miała tam jakąś gule.
- Tak sądzisz? Jest dość ładną i miłą dziewczyną. Widać w jej oczach pasję. Może i by coś z tego wyszło? - Czyli jemu także się spodobała. Wiedziałam, że tamten uśmiech nie był z przypadku. Rozmawiali ze sobą jak dobrzy znajomi, chociaż poznali się w kilka sekund. A ze mną o czym ma porozmawiać? O tamtym dniu? Nie mamy tematów do rozmów. Przynajmniej ja takiego nie znajduję.
Nie odezwałam się do niego przez następne chwile spędzone z nim. Obiad zabrałam do pokoju i tam zjadłam. Nie chciałam go widzieć, ani słyszeć jego głosu. Jednak nadal miałam go w myślach. Szybko złożyłam parę pieczęci i utworzyłam za pomocą czakry figurkę z papieru. Przypominała jego. Znów musiałam przeżyć to wszystko co mnie dzisiaj spotkało. Na koniec słona, samotna łza skapnęła na origami. Wsiąknęła niemal natychmiast. Wyciągnęłam z figurki całą czakrę i położyłam na półce. Popatrzyłam na zegarek. Dochodziła dwudziesta druga. Ten dzień bardzo szybko przeminął. Rozebrałam się, założyłam szlafrok, a wzięłam piżamę w dłoń i znów musiałam udać się do jego pokoju, lecz tym razem tak jak było wcześniej. Bez emocji i uczuć wobec niego.
Naruto:
- Przepraszam za spóźnienie. Część drogi musiałem przebyć normalnie. - Uśmiechnął się do mnie ojciec zamykając drzwi od mego pokoju. Oczywiście w słowie normalnie, chodziło mu raczej o bieg shinobi, aniżeli jakikolwiek nowoczesny transport.
- Nie szkodzi.
- To bez marnowania czasu. Zapytam wprost. O co chodzi? - Oparł się o ścianę i skrzyżował ręce przy klatce piersiowej.
- Kyuubi znowu próbuje się wydostać. - Zmarszczył brwi i wziął głębszy wdech.
- Kiedy to się zaczęło?
- Wczoraj. - Usiadłem na łóżku i spuściłem wzrok na podłogę.
- Nie sądziłem, że tak szybko będzie próbował się wydostać. Kurama wie?
- A jakby miał nie wiedzieć? Przecież są połówkami jednego ciała. - Zirytowałem się trochę na tak głupie pytanie. Chyba wyczuł to.
- Wiem, ale jak ostatnio umacniałem pieczęć to mogło się to zmienić.
- Znowu to zrobisz?
- Nie. - Zdezorientowała mnie jego odpowiedź. - Wypróbujemy czegoś nowego.
W tej chwili drzwi się otworzyły. Ujrzałem Konan. Co ona tu... a tak. Zapomniałem. Jednak czemu nas opuściła? Przez kilka godzin przesiadywała w swoim pokoju bez żadnego odzewu. Przez ten czas Nagato wypytywał mnie czy coś jej zrobiłem. Poczułem się w tedy jak morderca na przesłuchaniu. Było długie i męczące. Nadal mi to chodzi po głowie. Może rzeczywiście powiedziałem coś co ją uraziło? Ale nic z tych rzeczy sobie nie przypominam.
- Przepraszam. Nie wiedziałam, że Pan tu jest. To ja przyjdę później.
- Nie. Nie przeszkadzasz. Przechodź. - Poczułem na sobie pytający wzrok swego ojca. Zapomniałem mu wspomnieć, że parę osób tu zamieszkało. Z tego powodu zrobiło mi się strasznie głupio. Zamknęła się w łazience na zasuwkę. Dziwne. Nie zrobiła tego wcześniej.
- Czy ja o czymś nie wiem? - Podrapał się po głowie z głupkowatym uśmieszkiem.
- Mieszka tu od wczoraj wraz z Nagato. Chyba się nie gniewasz? - Zrobiłem dobrą minę do złej gry.
- Nie, ale następnym razem informuj o czymś takim. Nawet sms by wystarczył.
- Dobrze. Przepraszam.
Konan:
Zamknęłam drzwi na klamkę i zasuwkę. Oparłam głowę o nie i spojrzałam w dół. Czyżbym się zawstydziła na ich widok i na całą, niezręczną sytuację? Przecież wykonałam to co miałam. Powinno pomóc.
- Czy ja o czymś nie wiem?
Usłyszałam głos pana Minato. Co on sobie teraz pomyśli, gdy ujrzał mnie w samym szlafroku wchodzącą jak do siebie, do pokoju jego syna? Nie. Nie chcę wiedzieć!
Spojrzałam w lustro. Byłam czerwona jak burak. To na pewno zawstydzenie. Nie wiem czemu, ale znowu podeszłam pod drzwi. Nadstawiłam ucho by lepiej wszystko słyszeć.
- Co chcesz zrobić? - Był to głos Naruto.
- Zawołaj Kuramę. Musi być wewnątrz ciebie zanim zacznę. - Przez chwilę nikt się nie odezwał. - Już? Dobrze. Posłuchaj uważnie, bo potrzebuję na to twojej zgody. Muszę mieć dostęp do wszystkich twoich myśli i wspomnień. Nic nie możesz przede mną ukryć albo w przeciwnym wypadku technika będzie zbyt słaba. Zgadzasz się na to?
- Tak. - Odpowiedział z wielkim trudem. Najwyraźniej nie podoba mu się ta sytuacja. Też bym nie chciała, by ktokolwiek grzebał mi w nich.
- A teraz powiem jak to wygląda. Stworzę dość sporą konstrukcję w tobie. Będzie to wielopoziomowa struktura, składająca się z dziewięciu labiryntów i jednej komory, specjalnie przeznaczonej na Kyuubiego. Tylko ja będę wiedział jak go normalnie przejść. Jednak znając życie i jego najmniej prawdopodobne przypadki, będziesz musiał się z nim spotkać, dlatego wykorzystamy pieczęć. Taką samą jaką używam na kuanaiach. To o tyle dobre, że nie będzie on w stanie odnaleźć drogi w twoich wspomnieniach, gdyż ty najnormalniej w świecie ją ominiesz.
- Jest jakieś ,,ale"?
- Jedno. Boli jak...
- Mogłem się domyślić. - Znowu nastała cisza. - Dobra. Zaczynajmy zanim się rozmyślę. Chcę mieć to już za sobą.
Co oni robią? Po co tworzą nową klatkę dla jego demona? I to taką, by ten nie mógł znaleźć wyjścia. Zdaję sobie sprawę z tego, że ich klan ma dużo tajemnic, ale robienie czegoś takiego na swoim własnym synu wydaje się być okrutne. To tak jak przyjść w odwiedziny do gospodarza z uśmiechem wymalowanym na ustach, a następnie po paru sekundach bezlitośnie wbić mu nuż w plecy i mówić mu, że to dla jego dobra.
Wzdrygnęłam się na jego krzyk. Później był przytłumiony. Najwyraźniej coś zagryzł. Trwało to wszystko piętnaście minut. były one długie i nadal się przedłużały. Cały czas stałam przy drzwiach nasłuchując. Słychać było szybki i nieregularny oddech. Musiało się już zakończyć.
- Naruto? Czy to co zobaczyłem jest prawdą? To wszystko wyjaśniałoby Jego przebudzenie.
- Ale może pozostać to między nami? Nie chcę...
- Oczywiście. Nie puszczę pary.
Jaką prawdę mają na myśli? Co mogłoby przebudzić ,,Jego"? Może to dlatego tęczówki Naruto zmieniają barwę? Za ,,Jego" sprawką postały plotki i dziwne przesłanki o klanie Namikaze. To jak żyć z klątwą o której wie się wszystko, ale bez sposobności ucieczki. Ale nie mnie to wszystko oceniać. To jego życie i nie powinnam do niego się wtrącać.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess
Hej,
OdpowiedzUsuńwspaniały rozdział, czyli zazdrosna była, jak się okazuje to dwie chakry były, iby się wszystko powiodło...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Hej,
OdpowiedzUsuńwspaniały rozdział, czyli co zazdrosna była ;) oby się wszystko powiodło...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Aga
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńwspaniale, czyli co zazdrosna była, oby tylko się wszystko powiodło...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Iza