środa, 3 stycznia 2018

N.n.m.s.- ...by nastąpił kolejny i kolejny

Oi minna! Dwie sprawy zanim zaczniecie czytać :P:
1. Następna notka będzie z Cień Błysku. Jeszcze jej nie zacząłem, bo ta poniżej zajęła mi kilka dni, ale można spodziewać się jej w następnym tygodniu.
2. Kolejne rozdziały (w sumie cztery) z tej serii będą rzadziej publikowane, czyli tak co   2-3 tygodnie. Dlaczego? Bo wracam do Cień Błysku i muszę się troszkę na nim skupić. Drugim aspektem jest to co chcę w tych rozdziałach osiągnąć ^^.
Pozdrawiam i życzę miłego czytania.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Konan:
- Kyuubi?
- A niby kto może siedzieć wewnątrz Naruto!? Hmmm!? - Podniósł głos, ale nadal się nie poruszył.
- Wybacz. Nie chciałam urazić. - Wydukałam, powoli wstając.
- Wybaczyć? Zastanowię się nad tą propozycją, mając na wzgląd twoją skruchę i lekkie zdezorientowanie w całej tej sytuacji. - Co jest? W domu był taki miły. Coś go rozjuszyło?
Rozjuszyć to można konia! Ja jestem wkurwiony! - Czyta mi w myślach!?
Jesteś na naszym terytorium. To chyba nic dziwnego? - Powiedział to ze złośliwością w głosie.
- Dziewczyno! Ja dopiero mogę stać się złośliwy, a nawet wredny!!! - Podniósł swój łeb i ogony, które teraz falowały z tyłu za jego cielskiem.
- Możesz przestać czytać mi w myślach!? - Nie wiem czemu, ale podniosłam głos. - Nie chciałam tu wchodzić!
Tak uważasz!? Mam przypomnieć zdarzenie z przed niespełna dwóch minut!? - Ma rację. Zgodziłam się na jego sposób, ale nie sądziłam że trafię tutaj. Po co mnie tu przyprowadził? I gdzie on jest?
W końcu pytania mające jakiś sens!
- Odpowiesz mi na nie?
Tylko na drugie. Słuchaj, bo nie powtórzę tego. - Coś musiało się stać, że jest taki niemiły. - Tak! Stało się! Pozwolił ci tu przyjść! To nie jest przeznaczone dla kogoś z poza jego klanu!
- Ale co? Czemu? - Nagle powstał i zobaczyłam go w całej swojej okazałości. Jest ogromny! Ryknął tak, że wiatr prawie zwalił mnie z nóg.
- Kurama! - Rozległo się echo głosu Naruto, ale rozglądając się nie ujrzałam go. Uspokoił się kładąc swoje cielsko na ziemi. Wyglądał na urażonego oraz kipiał wściekłością, cały czas pokazując kły.
- Przełaź!!! - Zawahałam się. Niby gdzie mam przejść? Do niego? A jeśli... - Nic ci teraz nie zrobię. Ale zaraz może się to odmienić! - Nie rozumiem go. - Udasz się do ściany za mną. Tam ujrzysz korytarz i drzwi.
Podeszłam powoli do klatki i stałem przy niej. Im bliżej jestem tym Kyuubi jest większy. Zrobiłam parę oddechów opierając się o jedną z krat. Była zimna niczym lód, chociaż było ciepło. Zrobiłam pierwszy krok. Nawet na mnie nie popatrzył. Zrobiłam drugi, trzeci, następny i następny. Ciągle na niego nie pewnie spoglądałam. Jego oko jest większe ode mnie. Twierdzę to po zamkniętej powiece. Gdy znalazłam się za nim, trochę podbiegłam do drzwi. Chwyciłam za klamkę.
Przekaż mu, że muszę się z nim rozliczyć. Niech sam wybierze termin. Poczekam. - W jego głosie wyczułam chwilowy, sztuczny spokój. - Nie przeraź się, jeśli coś ujrzysz. To go może tylko sprowokować.
- Co? - Jak to? Przerazić się? Kogo sprowokować?
- Zapomnij. Nie potrzebnie to powiedziałem. Idź już.
Przeszłam ciemnym korytarzem parę kroków. Nagle zniknął i znalazłam się w lesie. Deszcz padał dość mocno. Pole widzenia miałam ograniczone do około dwustu metrów. Drzewa były duże i grube. Nie mogłam dostrzec ich koron. Spojrzałam w tył. Już nie było korytarza. Zniknął. Tak jakby go tu nigdy nie było.
- Naruto!? - Zawołałam, lecz słyszałam jedynie krople uderzające o ściółkę. Brak jakiegokolwiek odzewu, czy innego znaku życia. Byłam tu sama. Skupiłam czakrę, chcąc go wyczuć. Moje powieki odsłoniły większą część oczu.
- Niesamowite. Przez cały ten las przepływa czakra. - Było jej pełno. Czułam ją dosłownie wszędzie. W roślinności, w ziemi, w wodzie, a nawet w powietrzu. Postanowiłam ruszyć przed siebie.
Szłam powoli i ostrożnie rozglądając się za czymś co mogłoby przykuć moją uwagę. Wszystko było takie identyczne. Wręcz nierealne. Cały czas zdaję mi się, że ktoś mnie obserwuje i idzie za mną, ale gdy się odwracam, to uczucie znika. Co jest nie tak z tym miejscem? Jest jak kadr wyciągnięty z horroru.
Po upływie może godziny, miałam istne deja vu. Byłam już w tym miejscu. A może nie? Przecież tu wszystko wydaje się być takie samo!
Wyciągnęłam kartkę papieru i utwardziłam ją za pomocą czakry. Zamachnęłam się i zrobiłam kreskę w korze drzewa. Jeśli jednak to prawda, że chodzę w kółko to to nie pozwoli, bym nadal to robiła.
Po godzinie nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Znów tu jestem! Dokładnie w tym samym miejscu!!! Jednak nigdzie nie widać kreski! A może poszłam dalej, a to tylko moje chore wyobrażenia!? Cofnęłam się dla pewności o kilkanaście metrów. Nie było jej!!! Jestem pewna, że ją zrobiłam!!! W jaki sposób ona zniknęła!?!? Przecież jestem w tym samym miejscu!!!
Biegłam i rozglądałam się chaotycznie uderzając w każde napotkane drzewo.
Znów tu!!! Co się dzieje!?!?
- Naruto!!! - Wykrzyczałam jego imię z nadzieją, że może jednak usłyszy. Nie wiem kiedy z moich oczu popłynęły łzy. - Gdzie jesteś? - Upadłam na kolana i zakryłam twarz dłońmi.
- Co zrobić? Jak mam się z stąd wydostać? Czemu nie jesteś teraz przy mnie, gdy cię potrzebuję? - Spojrzałam w górę. Krople deszczu rozpryskiwały się na mojej twarzy. - Deszcz! Jeśli pada, to znaczy, że jest niebo! Dostanę się ponad korony drzew i odnajdę drogę!
Złożyłam parę pieczęci. Kartki papieru zaczęły wylatywać z moich kieszeni tworząc ogromne skrzydła. Były one wodoodporne, więc nie musiałam obawiać się, że zamokną i spadnę. Wzbiłam się w powietrze i poleciałam w górę. Leciałam, leciałam i... i nie było końca tego lotu. Tak jak na ziemi. Ciągle widziałam to samo. Jednak pojawiły się skrzypiące dźwięki. Nie zważając na nie zwiększyłam przepływ czakry, by osiągnąć większą prędkość. Znów łzy zaczęły napływać do moich oczu. Zamknęłam na chwilę oczy. Nagle w coś uderzyłam. Otworzyłam je szybko.
Moje skrzydła zaczęły się rozrywać, a ja utknęłam. Spojrzałam w bok. To była gałąź. Ale jakaś inna. Trzymała mnie. Czułam jak wysysa czakrę ze skrzydeł. Wysyłałam ją do nich by nie spaść, ale nie pomagało. Rozlatywały się na moich oczach. W końcu zniknęły całkowicie, a ja zaczęłam spadać. Ponownie przymknęłam powieki.
W jednej chwili poczułam przyjemne, a zarazem znajome ciepło na prawej dłoni. Przechyliłam głowę, by spojrzeć w górę.
- Naruto? - Stał do góry nogami na tej samej gałęzi co pozbawiła mnie skrzydeł i uśmiechał się.
- Chyba mi ufasz? Prawda? - Zdezorientowało mnie jego nagłe pytanie. Zdałam sobie sprawę czemu, gdy mnie puścił. Znów zaczęłam spadać, ale w zaledwie sekundę wylądowałam na ziemi. Serce biło mi jak szalone, a łzy ciekły z oczu. Ale czemu? Wtedy zrobił coś czego się kompletnie po nim nie spodziewałam. Przetarł moje policzki z łez i odgarnął włosy. Spojrzał mi w oczy. Zrobiło mi się gorąco, chociaż przemokłam do suchej nitki.
- Nie chciałem pozostawić cię samej. Zjawiłbym się szybciej, gdybym tylko mógł. Przepraszam. - Wziął głęboki wdech i wydech. - Choć ze mną.
- Ale po co? I tak dojdziemy do tego miejsca. - Jeszcze raz się uśmiechnął.
- Już ci wyjaśniam co cię spotkało, ale nalegam, by się przejść. - Szłam koło niego, wpatrując się w jego oczy. Znów mnie nimi hipnotyzował. - Jesteśmy w labiryncie.
Otworzyłam szerzej usta. To tłumaczy dlaczego nie mogłam znaleźć wyjścia.
- Został stworzony przez mego ojca w jednym, konkretnym celu. By powstrzymać to co jest we mnie zapieczętowane.
- Kyuubiego? - Zamyślił się.
- Eh. Tak i nie. Nikt inny oprócz mej rodziny nie wie o tym, że demon trzymany we mnie ma dwie osobowości, które rozdzieliły się w niepamiętnych dla nikogo czasach. Można więc śmiało powiedzieć, że jest ich dwóch. Dobry i zły. Ty widziałaś tylko tą dobrą połówkę, Kuramę. Dla wiadomości, ma on tak na imię, więc gdy go jeszcze kiedykolwiek zobaczysz, używaj go zamiast ,,Kyuubi". Ranisz jego uczucia.
- To czemu mówisz do niego ,,Kyuu"?
- Gdy miałem dziewięć lat, poznałem go lepiej. Zaczęliśmy się przyjaźnić. Zawsze był jak starszy brat. I właśnie by to uczcić, tak go przezywam. On wtedy także mnie przezwał.
- Można wiedzieć jak? - Nie wiem czemu to wszystko mnie tak interesuje. Coś mnie zmusza do zadawania dalszych pytań.
- Kitsune. - Chyba zauważył moją minę. - Wiem. Jest to dość specyficzne przezwisko. Jednak nie powstało ono z powodu zapieczętowanego Kuramy, chociaż jest to także jakieś wytłumaczenie. Chodzi o parę cech, które pasują do tego zwierzęcia i do mnie. Spryt, zwinność, szybkość i... i...
- Powiedz. - Przystanął i patrzył w ziemię.
- I tak się musisz o tym dowiedzieć. Gdy wpadnę we wściekłość, tracę nad sobą panowanie. Jak głodny lis, nie odpuszczam. Z tym głodny nie przesadzam. Raz tamten drugi się wydostał i zapanował nade mną. Doznałem wtedy... żądzy mięsa... ludzkiego mięsa.
Osłupiałam na słowo ,,ludzkiego". Niby... on miałby... zjadać ludzi? Nie. Niby jak!? Kiedy!? Nie dostałam odpowiedzi na to pytanie, gdyż kontynuował dalej.
-  Wracając do wcześniejszego tematu. Labirynt ten został wymyślony przez pierwszego jinhuuriki lisa. Jednak zawiódł, gdyż on sam znał ścieżki, którymi można się z niego wydostać. Dlatego to mój ojciec go stworzył. Ja znam jedynie dwa wejścia i wyjścia, do których nie znam drogi. Jedynie pieczęcie umożliwiają mi teleportację i wydostanie się z nich. Jest ich dziewięć. Chyba nie zaskakuje cię ta liczba. Następują one jeden po drugim w uporządkowanym szyku. Ten jest pierwszy. Żywy las. Sam go tak nazwałem. Jak pewnie zdążyłaś zauważyć, wszędzie przepływa czakra. Drzewa regenerują się bardzo szybko, a nawet się poruszają. Gdy ich dotkniemy, wysysają z nas energię. Dlatego prawie spadłaś z czterech metrów. Po tym także cię znalazłem i teleportowałem się do tego miejsca. A teraz czemu kręciłaś się w kółko. Proste. Jest tylko jedna, starannie wyznaczona droga prowadząca przez ten labirynt. Jeśli z niej zboczysz, powrócisz do punktu wyjścia. Jednak nie zdołasz z niego powrócić. Wyjście za każdym razem się przemieszcza, dlatego korytarz za tobą zniknął. No to chyba wszystko co mogę o nim powiedzieć.
- Czekaj! Słuchałam tego teraz, ale wyjaśnij mi coś. - Chyba wie co mi chodzi po głowie, gdyż zmartwił się niemal natychmiast. - Czemu ,,ludzkiego"? Nie wystarczy zwykłe?
- Zacznę od początku. Gdy jeszcze Kyuubi żył na wolności żywił się wszystkim co żyło. Ale jak już wspomniałem, są dwie osobowości. Zła i dobra. Nie trzeba długo myśleć jakie pożywienie wybrała ta mroczna część jego. Teraz jest on zamknięty. Spełniam prawie wszystkie warunki, by pozostał tam do mojej śmierci.
- Prawie? - Szybko odwrócił głowę. - Czego się boisz wyjawić? Nadal jestem w szoku po tym co mi opowiedziałeś, ale chyba nie masz teraz na myśli coś okropniejszego? Co może być gorsze od je... od tego? Chyba mi ufasz? Prawda? - Specjalnie użyłam jego własnej kwestii, by wywrzeć na nim większą presje. Nawet nie wiem co mnie do tego podkusiło. Zadaję sobie to pytanie odkąd go widzę. Może to on na nie mi odpowie. Poczekałam z minutę po czym lekko go szturchnęłam, bo się najwidoczniej zawiesił.
- Nie chodzi tu o zaufanie, bo ufam ci bezgranicznie. Jest to coś, co nie chce przejść przez moje gardło, bo wiem, że mnie to zniszczy. Ale jednocześnie może pomóc tobie. - Jak to mnie? W jaki sposób? Chyba nie chce mi powiedzieć, że wie co robię każdego wieczoru!?!?
- Konan. Przeliczyłem dni od tamtego wypadku. - Jednak to! Ale z skąd!? Kiedy!? W te noce, gdy się zjawiał! Przyglądał się im! Moim figurkom! Ale przecież to niemożliwe, by poznał ich sekret poprzez dotyk! ,,Nie okłamuj mnie. Zawsze umiałem wyczuć w tobie emocje.", to mniej więcej jego słowa!!! - Origami jest dokładnie tyle samo na półkach w twoim pokoju. Wiem także, że te pieczęcie słabną z czasem, dlatego dzisiaj widziałem u ciebie zalążek emocji, ale chyba tych przykrych, bo w większości były to łzy.
- Mieszasz się w sprawy, które ciebie nie dotyczą! - Nawet nie wiem kiedy, ale uderzyłam go w policzek otwartą, prawą dłonią. Zaskoczyłam go tym, ale również i siebie. Cofnęłam się parę kroków w tył. Złapał się za obolały i poczerwieniały policzek, moja dłoń także szczypała. - Zostaw mnie! Nie brnij dalej i zapomnij o tym wszystkim o czym się do tej pory dowiedziałeś! To moje życie! Nie twoje! - Odwróciłam się i zaczęłam biec przed siebie, a z moich oczu spływały potoki łez. Po kilkunastu metrach wykrzyczał w moim kierunki dwa słowa:
- Kocham cię!!! - Zatrzymałam się jak wryta. Nie mam odwagi wykonać najdrobniejszego ruchu, a co dopiero odwrócić się. Czuję się sparaliżowana. Nogi mam jak z waty. Ledwo utrzymuję pion. Nawet na krótki moment wstrzymałam oddech. Serce bije mi jak szalone. Doskonale je słyszę.
Czy to co powiedział to prawda? Może chce mieć tylko pretekst, by kontynuować rozmowę? Ale, jeśli to prawda? To, co robić? Co robić!? Nigdy nie byłam w takiej sytuacji!
Wzdrygnęłam się, gdy usłyszałam go za sobą:
- To jest właśnie ten brakujący warunek, którego nie daję rady wypełnić. ,,Nie trwać w miłości", tak mówił mój przodek. - Łamie reguły, które zostały mu narzucone? Może... mówi prawdę. - Ale mówiąc szczerze. Nikt, nawet on sam, długo nie wytrzymał takiego stanu. - Przeszedł obok mnie, by spojrzeć mi w oczy. Znów odgarnął moje włosy. W jego tęczówkach nie było widać krzty kłamstwa.
Odezwij się dziewczyno! Nie mów, że nie dasz rady! Specjalnie umilkł, byś sama coś powiedziała, a ty nie wykorzystujesz tej chwili! Ale co ja mam niby powiedzieć!? Nie wiem!
- Pozwól sobie pomóc. Nigdy nie chciałem twojej krzywdy, a jedynie szczęścia. Ta technika nigdy ci go nie zapewni. Daje tylko takie pozory. I proszę... odpowiedz mi szczerze. Czy możesz je odczuć, gdy pieczętujesz wszystko w swoich dziełach? - Zamknęłam oczy. Łzy nadal ciekły mi po policzkach, a z ust wydobył się szloch.
- A jeśli... to co mówisz... nie jest prawdą? Może to ty się mylisz?
- Może. - Zgodził się ze mną, jednocześnie broniąc swojej decyzji!? - Ale nie dowiemy się, jeśli nie spróbujemy. - Chwycił moje dłonie. W tej chwili coś we mnie pękło. Bez słowa wtuliłam się w niego. Był chyba w szoku, gdyż dopiero po paru sekundach odwzajemnił uścisk.
Po długich minutach takiego stania wróciliśmy do realnego świata. Na naszych głowach i barkach uzbierała się spora warstwa puszystego śniegu, ponieważ nie przestawało padać. Odwróciłam wzrok na prawo, gdyż ściana, która tam widniała zaczęła się dziwnie poruszać. Po kilku sekundach, u jej podstawy pojawiło się małe wejście.
- Możemy się do niej udać, ale pozostawiam to w twojej decyzji. Wystarczy słowo, a zabiorę cię tam albo wprost do domu. Nie musisz się śpieszyć z wyborem.
Nadal mam wybór? Po tym wszystkim nadal mogę zadecydować, a on nie piśnie słówkiem i to zrobi? Jeśli teraz wrócę do domu. To ta chwila przepadnie na zawsze. Nie powrócimy już do tego miejsca. Ja nie będę w stanie tu ponownie przyjść, nawet z nim. Nie chcę tracić tej chwili. Ale...
- Chcę... - Zastygł w bezruchu i wstrzymał oddech patrząc wprost na mnie. To co teraz powiem będzie dla niego raną, która nigdy się nie zabliźni albo jego zgubą związaną z demonem. Czy jego życie, życie jinhuuriki na prawdę jest i musi być przeklęte? Nie! Nie musi! Nie pozwolę mu na żadną z tych opcji! - ... pójść dalej. Drogą którą ty ujrzałeś, a ja byłam na nią ślepa. Może jest w niej wiele cierpienia, którego tak starałam się przez te wszystkie lata unikać, ale uświadomiłeś mi, że jest też sporo radosnych chwil. Wspólnych chwil.
- Jesteś pewna? - W jego głosie usłyszałam radość, ale również i ból. Wie co go czeka, ale godzi się na to. Dla mnie.
- Tak.
- W takim razie. Panie przodem.
Zbliżyłam się do wejścia. Wyprostowałam rękę. Była tam bariera zachowująca się jak galaretka. Zrobiłam krok naprzód i szybko wręcz przez nią przeskoczyłam. Naruto szedł tuż za mną. Po kilkudziesięciu metrach znalazłam się w ogromnej grocie. Na środku umiejscowiona była wysepka dokoła której rozpościerała się krystaliczna woda. By na nią dotrzeć, trzeba było przeskakiwać przez gładkie kamienie, wystające w nieregularnych odstępach. Spojrzałam na ściany. Z ich szczelin wypływały małe wodospady, które bezszelestnie wpadały do głównego zbiornika. Zagadką jest to, że nie ma żadnego dopływu światła do tego miejsca, a wszystko wyraźnie widać. Można rzec, że woda sama w sobie jest tym światłem.
Zaczęłam przeskakiwać z kamienia na kamień, uważając by nie poślizgnąć się na mokrej nawierzchni. Pech chciał, że akurat noga ześlizgnęła mi się podczas lądowania. Już byłam gotowa na kąpiel, gdy po raz drugi, tego samego dnia, Naruto mnie złapał.
Staliśmy teraz na wysepce. Była zadziwiająco równa. Ze środka, to niebywałe miejsce zdawało się jeszcze większe niż wcześniej.
- Odsuń się od krawędzi. - Podeszłam do niego. Wykonał kilka pieczęci. Moim oczom ukazał się niemożliwy widok. Woda powoli zaczęła wspinać się po ścianach, pokrywając je całkowicie. Podobnie sklepienie okryło się jej grubą warstwą. Nie skapnęła z niego ani jedna kropelka.
- Nigdy nie mówiłeś, że umiesz posługiwać się naturą wody.
- Bo nie potrafię. Wysłałem tylko czakrę, a ona sama się uformowała. Przyjrzyj się co w niej pływa. - Przymrużyłam oczy. Nagle ściana płynu przybliżyła się do mnie.
- Moje origami? - Pływały, powoli przemieszczając się w jednym kierunku.
- Co do sztuki. A ubiegając twoje pytanie. Wysłałem po nie klona, by je ukrył w wodzie do czasu naszego przybycia.
- Wiedziałeś, że tu przyjdę?
- Nie do końca. W wypadku tego drugiego scenariusza musiałbym je wysłać z powrotem do twojego pokoju. Pewnie po powrocie opierdzieliłabyś mnie za ruszanie nie swoich rzeczy, gdyż przyznaję, że nie pamiętam gdzie i jaka leżała na półce.
- Nie zrobiłabym tego, gdyż nie byłabym w stanie tego zrobić.
- Co racja co racja. A tak z ciekawości. Czujesz coś teraz?
- Może cię tym zaskoczę, ale od zawsze czułam. Tylko tego nie okazywałam. Zapomniałam jak to robić. Zapomniałam co to emocje i uczucia. Nadal ich nie pamiętam i nie kontroluję ich. - Spuściłam wzrok i zaczęłam wyłamywać sobie palce. Podszedł od tyłu. Pierwszy raz objął mnie, łącząc dłonie na moim brzuchu.
- Dlatego tu jesteśmy. - Wyszeptał mi do ucha. Był tak blisko, że wyczułam jego wodę kolońską. Zapach był nie za ostry, wręcz łagodny. Przeszły mnie dreszcze. - A teraz zamknij oczy. To co sobie wyobrazisz, ukaże się na tej skalnej wysepce.
- Ale o czym mam pomyśleć?
- Może zacznijmy od czegoś zwykłego. Nie mamy gdzie usiąść.
- Mogą być krzesła?
- Troszkę twardo będzie. Może fotel? - Wyobraziłam go sobie. Otworzyłam oczy. Stał tam taki, jakiego wykreowałam w wyobraźni. Wypuścił mnie z objęcia i pozwolił podejść. Przejechałam dłonią po jego powierzchni i wcisnęłam ją w niego. Miękki i gładki. Nie zniknął.
- Niesamowite.
- Usiądź. Jest tak samo prawdziwy, jak te stojące u nas w domu. - Rzeczywiście. Jak prawdziwy. Spojrzałam w bok. Woda przypłynęła do nogi siedzenia. Wtedy jego bok upłynnił się i wydłużył dzięki świeżej porcji płynu. Naruto usiadł obok mnie i uśmiechnął się. - Był troszkę przymały jak na dwie osoby.
- Jak... jak to się dzieje?
- Nie wiem. Jaskinia ta opiewa w liczne tajemnice. Dopiero je odkrywam.
- Rozumiem.
- Jesteś gotowa? Chciałbym by takie chwile trwały wiecznie, ale im dłużej zwlekamy tym trudniej będzie ci się przełamać.
- Nie wiem, czy już nie jest. - Jestem z nim szczera. - Nie czuję się na siłach.
- Właśnie z tego powodu przyprowadziłem cię w to miejsce, a nie inne. Jeśli tylko chcesz, możemy wspólnie odpieczętować i przeglądać twoje wspomnienia.
- Wszystkie? - Zakłopotałam siebie jak i go tym krótkim pytaniem.
- Oh. Czyli są też te bardziej prywatne? - Kiwnęłam głową trochę zażenowana. - To zróbmy tak. Potrwa to wszystko dwa razy dłużej, ale nie ma co się śpieszyć. Na każde jedno twoje wspomnienie, ja wyjawię jedno moje o podobnej wadze. Co ty na to? - Zrobi wszystko bym się odważyła?
- Ale jak mamy je zobaczyć?
- Tak samo jak pojawił się ten fotel. Wyobraź sobie, że przed nami jest wielki, trójwymiarowy ekran. Umieść w nim wspomnienie. Wtedy ujrzymy to we dwoje.
Wyprostował rękę w stronę sufity. Powstało wodne ramię niosące jedną z moich figurek. Odebrał je i podał mi. Nie było mokre. Dłonie drżały mi. Naruto złapał mnie za lewą w której trzymałam origami. Wzięłam głęboki wdech i wykonałam parę pieczęci. Powróciło do mnie.
- Teraz spróbuj pokazać je także mnie. - Skupiłam się i spojrzałam na ścianę wody przed nami. Zaczął powstawać niewyraźny obraz.
Po paru chwilach można było wyodrębnić poszczególne postacie i elementy otoczenia. Była to szkoła, a dokładniej moje gimnazjum. Postacią tą byłam ja. Siedziałam wtedy na korytarzu, pod ścianą. Jak zawsze układałam coś z papieru. Podeszły wtedy do mnie ,,koleżanki z klasy". Wyrwały mi moją ciężką pracę z rąk i zdeptały podeszwą buta. Naśmiewały się ze mnie i wyzywały od najgorszych. Wszyscy na to patrzyli i nikt nie zareagował. Tak bardzo to bolało.
Obraz zniknął, a z oczu poleciały mi słone łzy, które skapywały na podłogę.
- Ty także nie miałaś lekko w swoich szkołach. - Wymusił uśmiech. - Nagato nie mógł ci pomóc? Podobno chodziliście do jednej klasy.
- Musiał zostać w domu. Obowiązki klanowe. - Odpowiedziałam smutno. Nastała chwila ciszy.
- Wiem, że to ciężkie i jesteśmy dopiero na wierzchołku góry lodowej. Te gorsze wspomnienia będą ponownym sztyletem wbitym w twoje serce, dlatego boję się o ciebie. Umówmy się tak. Gdy będziesz chciała przerwy, bez wahania poinformujesz mnie o tym. Wtedy wrócimy do domu, odpoczniesz i powrócimy tu za parę godzin albo nawet dni. Dobrze?
- T-tak.
- A teraz. Jak obiecałem. Czas na jedno z moich.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess

3 komentarze:

  1. Hej,
    o tak cudownie Kyuu walczący, dobrze że Naruto wyznał Konan swoje uczucia... to pomoże...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejka,
    wspaniale, Kyuu walczący cudnie, no i dobrze że Naruto wyznał Konan swoje uczucia...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  3. Hejeczka,
    wspaniały rozdział, ocho Kyuu walczący cudnie, dobrze że Naruto wyznał Konan swoje uczucia...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Iza

    OdpowiedzUsuń