czwartek, 9 sierpnia 2018

C.B. - Zaufanie zrodzone z troski o drugą osobę

Witam w kolejnym rozdziale ^^. Znów spóźniłem się o jeden dzień, ale dzięki temu troszkę dopracowałem pewne elementy i teraz możecie przeczytać nie 3000 słów, a aż ponad 5000 :P. Życzę miłego czytania i komentowania.
~~~~~~~~~~~~~~~~
- Naruto. Otwórz. Hokage chcę cie widzieć. - Oznajmił Namito, stojący tuż przed wejściem do pokoju. Zza drewnianych drzwi nie otrzymał odpowiedzi, choćby najcichszego dźwięku. Jego podejrzenie padłoby na zwykły sen blondyna, gdyby nie wczorajsze zachowanie. Praktycznie zamknął się w sobie i nie rozmawiał z nikim. Nie miał na to ochoty.
Teraz nie było inaczej. Leżał w łóżku twarzą do ściany, przykryty puchową kołdrą, na swoim lewym boku. Miał otwarte oczy, ale wzrok był nieobecny. Źrenice nie poruszyły się choćby na milimetr, gdy wujek dobijał się do pokoju. Miał dosyć tego wszystkiego i z wielką chęcią zrzuciłby z siebie ten ciężar, który urósł wczorajszego dnia. Nie wiedział co ma myśleć, ale chyba już podjął decyzję.
- Otwieraj! - Zaczął uderzać pięścią w drzwi. - Nie zachowuj się jak rozpieszczony dzieciak! A przynajmniej nie jak Noa. - To drugie powiedział sam do siebie i zrobił krzywą minę. Czuł się jak w dawnym domu. Nie mógł powiedzieć o nim źle, ale także nie było zbyt dobrze.
- Klamka się popsuła? - Obok niego pojawiła się Sakura. Właśnie wróciła z łazienki zlokalizowanej na drugim końcu korytarza.
- Zamknął się. - Odpowiedział już trochę poddenerwowany. Wiedział, że jeśli bratanek nie zjawi się za kilka minut u Tsunade, to na nim też się wyżyje.
- Ale nie ma jak ich zamknąć. - Stwierdziła zdziwiona i nacisnęła klamkę. Ta pochyliła się do dołu i drzwi zostały z łatwością otwarte. - Działa. Jak chce pan wejść to proszę.
Na prawdę!? Pieczęć!? - Powieka zaczęła mu niebezpiecznie drgać po jej zobaczeniu. Po paru sekundach uspokajania nerwów, wszedł do środka.
- Tylko proszę uważać na jego oko. Nadal nakłada iluzję. - Ostrzegła Namito pakując coś do swojej torby.
- A ty? - Spytał. - Na ciebie chyba też to działa.
- Już nie! - Odwróciła się uradowana i pokazała palcem na swoje czoło. Widniał tam ciemny, mały romb. - Wczoraj, przed północą udało mi się zakończyć gromadzenie czakry. W końcu będę mogła użyć mojej prawdziwej siły w atakach.
- To wspaniale. Nie tak łatwo utworzyć tą pieczęć. - Uśmiechnął się. - To tamto uderzenie miało być namiastką tego co teraz może zrobić? Boże! Nie zamierzam być w okolicy, gdy puszczą jej nerwy! 
Delikatnie spocił się na samą myśl o skutkach takiego ciosu. Nie przedłużając rozmowy z różowowłosą podszedł do blondyna.
- Wstawaj. Nie możesz leżeć tu cały dzień. - Ewidentnie go zignorował. Jednak ten nie miał zamiaru się poddawać. Usiadł na jego łóżku, za jego plecami. - Wiem, że jest ci ciężko. Z pewnością był to nie mały szok ujrzeć swojego dawnego mistrza, który powinien być martwy. Ale nie możesz się załamywać. Krzywdzisz nie tylko siebie, ale także i innych przebywających w twoim otoczeniu i niepokojących się o ciebie.
- A co niby mam zrobić? - Powiedział to tak, że ciarki przeszły po plecach Namito. Był załamany, ale osiągnął jakiś sukces, bo jinhuuriki odezwał się do niego.
- Na pewno nie leżeć i nie myśleć o tym przez cały czas. Z taką ręką nic nie podołasz, więc zacznij ćwiczyć, by jak najszybciej odzyskać w niej władze. A jeśli chodzi o Yoshito, bo chyba tak miał na imię ów mężczyzna, to w jego sprawie możesz liczyć na moją pomoc. Wyruszymy go szukać tuż po misji, którą chce przydzielić nam Tsunade, ale jeśli nie zajrzymy do niej w przeciągu pięciu minut, będą ich setki. To jak? - Czekał trochę na odpowiedź.
- Nie ma aż tylu zadań. - Naruto lekko się uśmiechnął.
- No i oto chodzi! Optymista pełną parą! To idziemy! - Wstał i chciał się oddalić.
- Czekaj! - Zawołał go.
- Hmm?
- Pomóż mi wstać. Zdrowa ręka mi zdrętwiała i nie dam rady zdjąć tej przeklętej kołdry.
Dziesięć minut później szli korytarzem. Większość zniszczeń została sprzątnięta i naprawiona, lecz nadal gdzieniegdzie leżały szczątki skalne. Natomiast Namito trzymał się za głowę i przecierał oczy.
- Zacznij kontrolować to genjutsu albo własnoręcznie wydłubię ci sharingana.
- Miałem zamknięte oko, ale ktoś stwierdził, że zrzucenie mnie na podłogę będzie zabawnym posunięciem!
- Bo takie było. Poleciałeś jak kłoda.
- A ty powtórzyłeś to potem, tylko z pozycji stojącej, więc jesteśmy kwita.
- Ooo nie! Wisisz mi sake!
- To nie pomoże na ból głowy. Tylko pogorszy twój stan. Za to ja wypije za twoje zdrowie! - Skręcili w prawo i nagle pomiędzy nimi z zawrotną prędkością przeleciał kubek, który następnie wbił się w ścianę.
- Ona dokonuje rzeczy niemożliwych. - Odwrócili się i spojrzeli na ścianę. - Nawet nie popękał.
- Namikaze do mnie!!! - Rozległ się donośnym głosem rozkaz.
W mgnieniu oka stanęli na baczność przed jej obliczem. Siedziała przed stolikiem na prostym krzesełku.
- Tak, Hokage-sama!? - Odkrzyknęli.
-  Słuchać uważnie! Po pierwsze. Naruto. Twoja misja zostaje odwołana i nie wiem kiedy ponownie nadarzy się okazja. Jiraiya da ci znać kiedy i jak. - Wykrzywił się. Nie odpowiadała mu ta opcja. - A teraz do rzeczy. Dostaliśmy raport o zniszczonej wiosce w naszych granicach. Dostarczycie im pomocy jakiej będą potrzebować oraz dowiecie się, kto za tym wszystkim stoi. Miejmy nadzieję, że obydwie sprawy się ze sobą nie łączą. Wyruszacie za kilka minut. Poprosiłam także o małe wsparcie. Gdy przybędą, część zostanie tu, a reszta pośpieszy do tamtej wioski. Powinni być dwa dni później od was, więc nie podejmujcie pochopnych decyzji i pozostańcie w pobliżu. Możecie odejść.
- Mógłbym prosić o całą godzinę na przygotowanie? Muszę wykonać coś ważnego. - Popatrzyła na niego zdziwiona.
- A cóż to takiego może być?
- Posegregować zwoje i takie tam. - Schowała twarz w dłoniach i coś mamrotała pod nosem. Zajęło jej to chwilę, ale gdy znów ją ujrzeli wyglądała na spokojną. Odetchnęli z ulgą.
- Dobrze. Ale ani minuty dłużej. Odmaszerować. - Wyszli z pomieszczenia. Jednak Naruto zamiast skierować się do swego pokoju, udał się kompletnie w innym kierunku.
- Ej! Nie w tą stronę. Mówiłeś...
- Kłamałem. - Przerwał w pół zdania. Namito uśmiechnął się chytrze.
- Moja szkoła! - Zaśmiał się i podbiegł do niego. - To co zamierzasz robić? - Nie odpowiedział. Był skupiony na czymś trzymanym w ręku.
- Chyba wystarczy. - Powiedział po przeliczeniu pieniędzy i z powrotem schował je do czarnego portfela. Nadal tęsknił za starą dobrą żabką.
- Po cholerę potrzebne ci tyle pieniędzy? Chcesz coś kupić?
- Co taki dociekliwy!? - Uniósł się.
- Spokojnie. Tylko się pytam. Jeśli nie chcesz to nie mów.
- Wybacz. Nie spałem całą noc i jestem teraz chodzącym kłębkiem nerwów. - Nie trudno było to zauważyć. Cały czas szukał czegoś wzrokiem, a w lewej dłoni obracał wyciągnięty przed chwilą portfel.
- Poćwicz prawą, a nie lewą.
- Coś w tym jest. - Spróbował chwycić. Wykonał to z bardzo dużym wysiłkiem. Po chwili wypuścił go na ziemię.
- Moje! - Zabrał bardzo szybko go z ziemi i popatrzył znacząco na bratanka.
- Możesz oddać? - Zachował spokój zewnętrzny, chociaż wewnątrz w nim buzowało.
- Jak powiesz po co idziesz. Wiem, że to szantaż, ale wydaję mi się, że inaczej się nie dowiem. - Jinhuuriki popatrzył z mordem w oczach na uśmiech wujka.
- Dobra. Powiem, lecz go oddaj. Potrzebuję go.
- To wiem. Co dalej?
- A pomożesz mi w tym?
- Eee. A muszę?
- Tak.
- Pomogę. - Powiedział to bez entuzjazmu, gdyż szybko wyobraził sobie nieciekawą robotę w stylu kup i przynieś.
- To zacznę od początku. Rzeczywiście, trochę się podłamałem wiadomością, że to Yoshito. Wieczór spędziłem na przemyśleniach na ten temat, ale były one niepotrzebne. Całą noc zastanawiałem się nad czymś zupełnie innym. Już wcześniej chciałem cię poprosić o przysługę, ale nie mogłem poruszyć takiego tematu przy innych, a przynajmniej obok Sakury. - W tym momencie słuchał uważnie. Kroiło się coś grubszego i on o tym doskonale wiedział.
- A to czemu? Masz coś przed nią do ukrycia? - Jego dociekliwość nie znała granic.
- Zawsze będę posiadał jakąś tajemnicę. Z resztą jak każdy na tym świecie. Ale kontynuując. Słyszałem, że w tym kraju wyrabia się jedne z ładniejszych biżuterii na świecie. Nic dziwnego, jeśli główna wioska jest umiejscowiona we wnętrzu góry. No i tu mam tyci problem. - Uśmiechnął się, lekko zarumienił, a wzrok powędrował gdzieś wysoko.
Namito zatkało. Nie miał już najmniejszych wątpliwości, co zamierzał zrobić Naruto. Już chciał mu pogratulować za taką dojrzałą decyzję, gdy coś mu się przypomniało:
Ja: dwadzieścia pięć lat; mężczyzna w kwiecie wieku; dziewczyny nigdy na poważnie nie miałem, ale było ich wiele; stan, kawaler. On: osiemnaście lat; Nastolatek wkraczający w dorosłość; ma przy boku jedyną miłość swego życia; stan, kawaler mówiący o zaręczynach, które z pewnością się odbędą. - Złapał się za głowę. - Gdzie ja kurwa popełniłem błąd!?!?!?
- Yyy, wszystko w porządku? - Naruto schylił się nad wujkiem i dźgnął go palcem w ramię. Ten siedział w jakimś ciemnym kącie z twarzą schowaną w kolanach, które trzymał rękoma owiniętymi wokół nich.
- Daj mi spokój. Idź sobie. Nie chcę o tym rozmawiać.
- Dobraaa. - Był troszkę zakłopotany. Wuj zaczął mówić sam do siebie:
- Czemu on ma takie szczęście, a ja nie? Przez te wszystkie lata nie znalazłem tej jedynej. Czym sobie na to zasłużyłem? - Zaczął się delikatnie bujać w przód i tył. - Pewnie Noa także szybciej wyjdzie za mąż niż ja się ożenię. Co to za życie?
- Twoje...
- Z tobą nie rozmawiam! - Blondyn podskoczył z powodu nagłej zmiany tonu. Stał się taki obwiniający i narzucający winę. - Nie chcę zostać taki jak Jiraiya-sama. Owszem on ma dobre życie, ale ciągle w podróży i płaci za mmymmmyym. - Ktoś zatkał mu usta.
- Ero-sennin! - Jednego powstrzymał, drugiego nie zdołał. Zasłonił dezaprobatę ręką. Po chwili jednak zdołał się ogarnąć.
- Hej. Słyszałem o wszystkim. Przykro mi Naruto. Także żałuję, że coś takiego się przytrafiło.
- Niestety - Wziął głębszy oddech i powoli wypuścił powietrze z ust. - A co z...
- Z misją? - Pokiwał głową na zgodę. - Zdobędę informacje i powiadomię Itachiego. Tsunade powinna wtedy ściągnąć cię z każdego innego zadania. A teraz powiedz mi. Co mu odwaliło? Prawie wypaplał plotki o mnie.
Plotki. - Blondyn pomyślał ironicznie. - No mówiłem o kupieniu pierścionka i tak jakoś zamknął się w sobie.
- Pierścionka powiadasz? A zdobyłeś już rozmiar jej serdecznego palca?
- Skąd wiesz, że dla niej!?
- Aż tak trudno zgadnąć? Hahaha. - Zaśmiał się. - To jak?
- Tak, tej nocy. Sam prawie jednego straciłem. Przy pierwszej próbie zacisnęła dłoń o mój palec wskazujący. - Aż wzdrygnął się na to wspomnienie bólu. - A ten tu osobnik miał mi pomóc, ale się zwiesił. - Wskazał dłonią zdołowanego shinobi.
- Najwidoczniej ma jakiś uraz z przeszłości albo jest nadwrażliwy. Różnie bywa. - Ręką nakierował Naruto na dany kierunek i poszedł za nim.
- Zostawimy go tak? - Nie bardzo podobała mu się ta opcja.
- Nawet nie zorientuje się, że w ogóle odeszliśmy. Chodź. On chyba nie powinien być teraz najważniejszy.
- Co racja to racja.
Biegli już drugi dzień po ośnieżonym lesie, robiąc jedynie kilka krótkich przerw i jeden dłuższy postój na odespanie wysiłku. Przez ten czas ich czujność zaczęła spadać. Nic się nie działo. Po pewnym czasie podróżowali odprężeni i wyluzowani. Dopóki było widać tropy zwierząt, bądź słyszeć ich odgłosy, byli bezpieczni. Jednak na wszelki wypadek ubrali się na biało, by zlać się z tłem. Nawet kabury na broń były jak puch leżący wszędzie dokoła nich. Jedynie po czym można było ich wcześniej dostrzec to przez bujne blond włosy, które teraz zakrywały kaptury od płaszczy, chociaż nie padało. Jednak mróz dawał im się we znaki. Założyli nawet specjalne, białe maski na twarz, podobne do tej którą nosi Kakashi, by przynajmniej odrobinę rozgrzać powietrze przez nich wdychane. Zatrzymali się na moment. Namito przykucną i wyciągnął z kieszeni, własnoręcznie kreśloną mapę. Jako szpieg, wieczornymi godzinami kreślił je i przekazywał poprzez zaufanych ludzi lub zwierzęta wprost do Konohy.
- Za ile tam dotrzemy?
- Jesteśmy mniej więcej na tym obszarze. - Odpowiedział po kilku minutach, gdy już dobrze się rozejrzał. Wskazał palcem w pewien punkt. - Tu jest wioska do której zmierzamy.
- To zaraz za tym wzgórzem? - Popatrzyli wzwyż. Namito potwierdził jego przypuszczenia. - Czeka nas nie mała wspinaczka.
- Chyba znam tą wioskę, a Tsunade z pewnością. Hahaha. - Zaśmiał się. - Wiesz jaką nosi ona nazwę? Wioska Sake.
- Kpisz sobie? - Popatrzył na niego dziwnie.
- Teraz akurat nie. To tutaj robią jedną z najlepszych sake na tej ziemi. Wiem, bo sam ją kupowałem. Ruszajmy.
Schował papier do kieszeni plecaka i wstał. Otrzepał spodnie ze śniegu i truchtem skierowali się ścieżką, która wydawała im się najłatwiejsza. Robiło się coraz stromiej. W pewnym miejscu nazbierało się go aż tyle, że utkwili w nim po pas. Przez te warunki, dopiero po kilku godzinach zdołali dojść do pionowej ściany. Nie była zbyt wysoka. Może na oko z dwieście metrów. Namito dotknął jej i przejechał dłonią po zadziwiająco gładkiej powierzchni.
- Nie będzie łatwo. - Stwierdził i pokręcił głową. - Cała oblodzona, a szczelin zbyt mało. Wspinałeś się już?
- Raz, ale nie na takiej.
- W takim razie słuchaj. Normalnie weszlibyśmy tam za pomocą samej czakry, ale lód na to nie pozwala. - Przez ten czas wyciągnął linę i rzucił jeden koniec do bratanka. - Przewiąż się tym dokładnie. Masz jedynie jedną sprawną rękę, co trochę mnie martwi, ale nie możemy nadłożyć dnia drogą dokoła, więc musisz sobie poradzić. Weźmiesz kunai w dłoń i będziesz wbijał go w litą skałę, więc nie oszczędzaj sił na to, bo w przeciwnym wypadku odbijesz się od góry. Następnie nogami i po części siłą mięśni ręki podciągasz się. Czakra skumulowana w stopach powinna pomóc. Pójdę pierwszy na wypadek, gdybyś jednak spadł i zatrzymam cię dzięki linie. Zachowaj odstęp między nami, jakieś dziesięć metrów. Gdyby coś się stało, informuj natychmiast. Wszystko zrozumiałeś?
- Chyba tak.
- Niedługo wieczór nas zastanie, więc narzucę dość żwawe tempo. - Zawiązał linę wokół siebie i podszedł do ściany. Wyciągnął dwa kunaie i kumulując w nich czakrę wbił pierwszy z nich. Wydawało się, że wszedł dość gładko, ale to było jedynie złudzenie optyczne. W rzeczywistości użył ogromnej siły i dużych pokładów czakry. - No to jazda!
Sto dziewięćdziesiąt metrów później:
- Aaaaa! - Namito poczuł szarpnięcie. Blisko było, by on także puścił kunaie i spadł razem z blondynem, który teraz wisiał na linie.
- Gghhhrr. - Dwudziestopięciolatek wydobył z siebie dźwięk świadczący o niemałym wysiłku. - Naruto! Jeśli dasz radę to dorzuć kunai na sam szczyt! -  Rozległo się echo. Ten zaczął szukać jednego z nich w kaburze, która na nieszczęście wisiała mu teraz na stopie. Musiał być ostrożny, by nie spadła na dół. - Pośpiesz się!!!
W końcu zamachnął się i posłał go wysoko. Czekał, aż usłyszy brzdęk metalu i przeniósł się za pomocą techniki czasoprzestrzennej. Namito odciążony zrobił dokładnie to samo i pojawił się obok niego. Oboje położyli się na śniegu, ciężko oddychają.
- Blisko było. - Stwierdził starszy z blondynów i zaczął się śmiać. Drugi mu zawtórował. Po chwili zaprzestali i poważnie stwierdzili. - Nie robimy tego już nigdy w życiu.
- Jestem za. Zjemy coś?
- Nie. - Zaprzeczył i wstał. - Jedzenie musi poczekać. - Naruto podniósł się i spojrzał w dół. Jego oczom ukazała się zniszczona wioska.
Zjechali po śniegu siedząc na plecakach. Zaoszczędzili kilkanaście minut na tym zagraniu. Gdy wreszcie się zatrzymali, zaczęli biec. Śnieg i lód zaczęły znikać ukazując ziemię, robiło się także coraz cieplej. Im bliżej byli, tym więcej szczegółów dostrzegali. Większość zabudowań została zniszczona w mniejszym lub większym stopniu. Popękane i powybijane szyby, wyważone drzwi, rozwalone ściany jak po wybuchu i porozrzucane wszędzie indziej, dogaszające pożary oraz najbardziej makabryczny widok. Wszędzie spoczywały ciała.
Weszli na główną, a zarazem jedyną ulicę przechodzącą przez sam środek osady. Jedyne słowo jakim mogli opisać wszystko to ,,rzeźnia". Liczne ślady wskazywały na zażartą walkę strażników wioski. Na ich zbrojach i skórze widniały liczne cięcia, tak jak u reszty mieszkańców. Namito schylił się i sprawdził puls jednej z leżących nieopodal kobiet. Pokiwał przeczącą głową i zamknął oczy.
- Naruto. Spójrz na jej rękę i ubrania. Są nadpalone. - Podszedł, by przyjrzeć się z bliska. Rzeczywiście, skóra była poważnie uszkodzona. - A teraz spójrz na teren wokół niej w promieniu dwóch metrów.
- Tylko ziemia.
- I tu mamy rozwiązanie. Parę dni temu dokonał tego shinobi korzystający z natury ognia.
- Mogło być ich więcej. - Stwierdził jinhuuriki.
- Nie sądzę. - Na kuckach przemieścił się po drodze. - Nie ma więcej odcisków obuwia świadczących o większej ich liczbie. Jeden, dość wyraźny. Walczył z nimi dla zabawy. Wykonywał płynne i spokojne ruchy. Zawodowiec.
- Myślisz, że to Yoshito?
- Raczej nie. Trop nie odpowiada jego stylowi, chociaż nie zaprzeczę, że widzę tu pewne podobieństwo. - Wstał, podpierając się rękami o kolana i lekko westchnął. - Ja przeszukam wioskę na lewo od tego miejsca, ty udaj się w przeciwnym kierunku. Szukaj wskazówek jakie mógł pozostawić. Nikt nie jest nieomylny. Przy okazji sprawdź czy ktoś przeżył, chociaż szczerzę w to wątpię. Spotkamy się dokładnie tu za godzinę.
- Myślisz, że jeszcze tu jest?
- Nie. Po zapachu sądzę, że nie. Kto o zdrowych zmysłach zostałby na miejscu zbrodni? - Odwrócił się i poszedł do pierwszego z budynków, jaki miał do przeszukania. Blondyn po krótkiej chwili także to uczynił.
Pierwszy dom. Jako jedyny nienaruszony poważnie. Płomienie oszczędziły to miejsce, ale widok jakiego mógł się spodziewać. Gospodyni przebita czymś ostrym tuż pod lewym płucem, a na ręku ślad ostrza. Broniła i zasłoniła się ramionami przed uderzeniem. Mąż leżał tuż obok z podobną raną. Konali długo, nie zostali zabici od razu, gdyż trzymali się za ręce. Namikaze poszedł w głąb omijając zmarłych, by ich nie nadepnąć. Skierował się na górę. Schody skrzypiały pod ciężarem. Dostał się do górnego przedpokoju. Jedne z drzwi były otwarte. Przeszedł przez nie.
- Nawet dzieci. - Zamknął oczy i odwrócił głowę. Zapach nadgniłych tkanek mdlił go, więc wyszedł szybko powstrzymując odruch wymiotny.
W ten sposób sprawdził około osiemdziesięciu domów i budynków. Pozostał jeden. Największy, znajdujący się na samym końcu drogi. Wybudowany z kamienia i drewna miał chyba z trzy piętra. Spodziewając się, że nic innego nie znajdzie podszedł pod wejście. Belki spadły i zatarasowały przejście, ale nadal znajdowała się w nich luka, przez którą mógł się przecisnąć. Wszedł i spojrzał w dół. Drzwi zostały wyważone. Próbowali  zabarykadować się, ale nawet to zawiodło. Podniósł wzrok. Myślał, że Namito miał całkowitą słuszność w ocenie tego człowieka, ale w tym momencie zmienił zdanie:
- To nie jest człowiek o zdrowych zmysłach.
Na lewych i prawych filarach, jak się okazało ogromnej biblioteki, wisieli ludzie, poprzybijani kunaiami w nadgarstkach do belek podtrzymujących drugie piętro. Naliczył ich dwudziestu. Byli to mężczyźni. Obrażenia były potworne. Wskazywały bardziej na robotę jakiegoś dzikiego zwierzęcia aniżeli człowieka. Powybijane zęby, powyrywane paznokcie, włosy, a nawet oczy oraz kończyny. Niektórzy nosili na sobie setki małych cięć, a inni jedno ogromne. Nadpalone części ciała, oparzenia sięgające swoimi skutkami do kości. Ale to nic porównaniu do ostatniego strażnika. Miał zrobioną dziurę w brzuchu i jelita nawleczone o jakieś drewniane koło. Wszędzie latały owady ucztujące na ich ciałach. Zauważył, że dalej w prawo odbiega jeszcze jeden korytarz. Nie miał ochoty tam iść, ale coś podpowiedziało mu, że powinien to uczynić. Powolnym krokiem skierował się przejściem. Na ścianach nie widniały już pułki z książkami, ale tablice z informacjami typu: godziny otwarcia. Na końcu korytarza widniały dwie pary drzwi, prowadzących do pomieszczeń, najprawdopodobniej gabinetów zarządców wioski. Otworzył pierwsze drzwi po lewej i zajrzał do środka. Nie widniało tam nic co wskazywałoby na jakiś zamęt. Widniało tam biurko, a na nim perfekcyjnie poukładane dokumenty, pióra i inne papiery.
Podszedł do drugich drzwi. Nacisnął na klamkę i zajrzał. Zastał dokładnie ten sam widok. Mały gabinecik uprzątnięty i sterylny. Miał już wychodzić, gdy usłyszał pewien szmer dochodzący tuż zza biurka. Wszedł niepewny co może tam zastać. Stawiał krok po kroku, ostrożnie sprawdzając wzrokiem tamten zakamarek. Nie spodziewał się zobaczyć akurat tego.
Siedziała tam skulona, mała dziewczynka ubrana w niebieską, dwuczęściową piżamę. Miała długie, czerwone włosy, które tworzyły istny nieład na jej głowie. Opierała się plecami o ścianę i jednocześnie biurko. Oczy miała zamknięte, tak jakby spała. Nie musiał sprawdzać pulsu, gdyż oddychała płytko. Po zapadniętych policzkach zauważył, że jest wychudzona i odwodniona. Podszedł, ukucnął przy niej i spróbował obudzić:
- Hej. Nic ci nie jest? - Zdał sobie sprawę z tego, że zaczął trochę głupio, ale nie miał lepszego pomysłu na rozpoczęcie rozmowy tak, by jej nie wystraszyć. Delikatnie szturchnął ją w ramię, by był lepszy efekt. Otworzyła zaspane oczy mające kolor zielony i popatrzyła na niego.
- Aaaaa! - Zaczęła piskliwie krzyczeć.
- Nie. Ciii. Nic ci nie zrobię. - Chciał jakoś ją uspokoić. Czuł się bardzo zakłopotany. - Ale ze mnie idiota! Nadal mam zasłoniętą twarz. - Zdjął szybko maskę i kaptur.
- Jestem z Wioski Ukrytej w Liściach. Przysłano mnie tu, bym ci pomógł. Popatrz. To mój ochraniacz. - Usunął go z czoła i podał jej. - Uf, przestała krzyczeć, ale za to zaczęła płakać. Co ja mam zrobić? Myśl! 
- Nazywam się Naruto Namikaze. A ty? - Milczała patrząc na każdy jego ruch zaszklonymi oczętami. Wzdrygnęła się na widok ręki chowanej za plecami. - Proszę. Musisz być spragniona, jeśli siedzisz tu tyle ile podejrzewam. - Położył bukłak z wodą tuż obok niej. Wiedział, że nie zdobył jej zaufania, dlatego usiadł na podłodze i troszkę oddalił się do tyłu. Chciał pokazać, że nie ma złych zamiarów.
Widział po niej, że wahała się z decyzją. Jednak pragnienie wygrało tą walkę i powoli wzięła do dłoni bukłak. Piła łapczywie, trochę rozchlapując na siebie.
- Spokojnie, bo się zachłyśniesz. - Zwrócił jej małą uwagę, która najwidoczniej podziałała, gdyż dziewczynka wzięła jeszcze parę łyków i odłożyła pojemnik tam z skąd go wzięła. Jednak nadal trzymała ochraniacz. Zaczęła mu się przyglądać z każdej strony, obracając go w małych dłoniach. - Podoba ci się? Jeśli tak możesz go zatrzymać.
Wzięła go i przyłożyła do czoła, próbując zawiązać z tyłu, ale nie wychodziło jej to najlepiej. Za każdym razem spadał jej z głowy.
- Może pomóc? - Zapytał po czym powoli przysunął się do niej. Chwycił za ochraniacz i przystawił do jej czoła. - Przytrzymaj w tej pozycji. - Zrobiła jak powiedział, a on zawiązał go delikatnie z tyłu. Nie wiedział ile siły może użyć, więc wolał nie ryzykować. Po wszystkim znowu się odsunął w tył. - Teraz jesteś prawdziwą kunoichi. Pasuje do ciebie jak ulał.
Powiedział trochę kłamiąc, bo ochraniacz był za duży na jej czoło, ale pierwszy raz od tych paru minut, zobaczył u niej na ustach zalążek uśmiechu.
- Jesteś głodna? - Próbował podtrzymać jakoś tą rozmowę, nawet idiotycznymi pytaniami. Zauważył, że najwidoczniej metoda krok po kroku działa, gdyż ledwo widocznie skinęła głową na znak potwierdzenia. Wyciągnął jakiś baton z plecaka, otworzył i próbował podać do ręki. - Wybacz, że nic porządniejszego nie posiadam, ale wyruszyliśmy na biegu i nie zdążyłem spakować prowiantu. - Uśmiechnął się szczerze, bo to co mówił było prawdą. Musieli wymykać się po tajemnie z przed oczu Hokage, gdyż trochę za długo tam pozostali.
- Aaa, pan? - W końcu wypowiedziała się swoim dziecięcym, słodkim głosem. Naruto bardzo ucieszył się z tego. Wiedział, że jeśli młoda obywatelka Kraju Ognia odważyła się odezwać, dalej będzie już z górki.
- Nie jestem głodny, ale dziękuję za troskę... - Dał delikatne znaki, że chciałby poznać jej imię.
- Shinju*. - Odpowiedziała po krótkiej chwili niepewnie.
- W takim razie, miło mi cię poznać, Shinju. - Przez przypadek jego wzrok wylądował nad nią. Jego mina natychmiast zrobiła się poważna. Na ścianie widniała karteczka wybuchowa, ale różniła się od innych. Miała na sobie pieczęć ognia. Zlewała się ze ścianą na której została umieszczona. Delikatnie odsłonił sharingana, robiąc lukę we włosach. Nie podobała mu się ta sytuacja. Od karteczki odchodziła napięta żyłka, wprost za plecy dziewczynki. Następnie jego uwagę przykuła deska na której siedziała.
Czyli sama się tu nie schowała. To pułapka na takich jak ja, którzy mieli przyjść z pomocą. Najwidoczniej wybuchnie, gdy wstanie z niej. Za mało czasu na zwykła ucieczkę. Szczęście, że nie jestem zwykłym shinobi. - Uśmiechnął się w myślach. - Shinju. Mam do ciebie pytanie. Wiem, że to nie w porę, ale muszę je zadać. Kto kazał ci tu czekać?
Wyczuł, że jej puls przyspieszył. Ewidentnie przestraszyła się czegoś. W dodatku zadała pytanie:
- A muszę? - Jej głos przesiąknięty był strachem. Na jej rękach zauważył przechodzące ciarki, a wzrok spuściła na podłogę.
- Nie, nie musisz. Jednak pomogłoby nam to w śledztwie jakie teraz prowadzimy.
- My? - Musiał szybko jej wyjaśnić zanim padnie ze strachu.
- Ja i mój wujek. Jest po drugiej stronie wioski. Rozdzieliliśmy się, by szybciej wszystko przebiegało. Miałaś akurat okazję trafić na mnie. To jak? Odpowiesz, czy jednak troszkę poczekamy z tym pytaniem? - Dał jej wybór korzystny dla obu stron, bo i tak dowiedziałby się czegoś od niej, a ona miała czas na odstresowanie się.
- Nie mogę. Zabronił. - Wydukała pod nosem, ale i tak słyszał to wyraźnie.
- Powiedział żebyś nic nikomu nie powiedziała na jego temat? - Zrobił skwaszoną minę. Musiał ją jednak przekonać, więc poddanie się nie wchodziło w grę. - Mi możesz to wyjawić. Nie dowie się o tym, a nawet gdyby do czegoś takiego doszło. To obronię cię. Przyrzekam.
- Ale... - Zawahała się.
- Mów. Spróbuję pomóc, ale bez informacji nie zdziałam nic.
- ...mój dziadek. - Zaczęła z powrotem płakać. I w tym momencie zaczęło coś świtać w głowie blondyna.
- Powiedz mi, ale szczerze. - Przysunął się do niej i popatrzył w jej oczy. - Czy kazał ci siedzieć na tej desce z powodu dziadka? Pewnie obiecał, że nic mu nie zrobi, gdy ty się z stąd nie ruszysz? Prawda? - Kiwnęła głową nerwowo kilka razy.
Serce blondyna zaczynało się krajać na ten widok. Prawie w stu procentach był pewien, że ten starszy mężczyzna, który doznał takich tortur w okolicach brzucha, był jej dziadkiem. Pewnie była przez niego wychowywana, a przebywała tu, bo był zarządcą wioski i nie mógł jej zostawić samej. W innym wypadku wziąłby na takiego zakładnika jej matkę bądź ojca. Nie miał zamiaru jej okłamywać, dlatego próbował poukładać słowa tak, by bolały jak najmniej, ale nie potrafił. Nie wiedząc jak zareaguje na tą wiadomość, wziął niepostrzeżenie do lewej ręki jeden z kunaii i tuż przy podłodze, pod biurkiem, rzucił nim na sam koniec korytarza.
- Nie wiem jak to ująć, Shinju, ale nikogo innego przy życiu nie znalazłem. Prócz ciebie. - Chyba spodziewała się takiej odpowiedzi, bo kilka sekund wcześniej zaczęła głośniej płakać. Żyła głęboko zakorzenioną nadzieją, że jednak dziadek po nią wróci, a teraz jej mały, spokojny świat zawalił się całkowicie. Naruto wstał i poprawił cały swój ekwipunek. - Chodź. Zabiorę cię w bezpieczne miejsce.
Schylił się po nią podając dłoń, by pomóc wstać. Nadepną na deskę jedną nogą zapobiegając wybuchowi i wziął ją na ręce. Lewą podpierał ją od spodu, by mogła siedzieć, a prawą trzymał na jej plecach zapobiegając upadkowi.
- Trzymaj się mocno. Będzie trochę trzęsło. Najlepiej zamknij oczy. To z pewnością pomoże. - Posłuchała go po raz kolejny, aż sam się dziwił jakie ma on dobre podejście do dzieci i ich psychiki. Wziął głęboki oddech i zniknął w żółtym błysku pojawiając się na końcu korytarza. W samą porę zdążył schować się za ścianą, gdy nastąpiła eksplozja, a płomienie przeleciały tuż obok niego. Odwrócił się plecami w ich stronę i osłonił prawą ręką głowę dziewczynki.
Na jego nieszczęście nie był to koniec ich kłopotów. Ognia przybywało. W mgnieniu oka rozprzestrzenił się na wszystko co tylko było możliwe. Nigdy nie widział czegoś podobnego, by w takim tempie się przemieszczał. Ruszył biegiem w stronę wyjścia, gdy z lewej strony spadła na nich paląca się belka. Zdążył zareagować i zatrzymać ją prawą ręką, lecz ta powoli traciła siły. Popatrzył na swoją pasażerkę i spiął się w sobie.
- Ghhhhaaaaaa! - Powoli oddalał ją, aż w końcu odrzucił na bok. Ponownie stracił w niej czucie, lecz mógł nią poruszać.
Nie przejmując się tym biegł dalej. Ogień tak jakby zaczął ich gonić. Był coraz bliżej. Widział już wyjście, lecz było ciągle zawalone. Wypatrzył u góry, kilka metrów nad wejściem zaszklone okno. Nie myśląc z byt długo wskoczył na ścianę spowitą płomieniami. Kilka szybszych kroków i wyskoczył przez nie, rozbijając je tym samym swoimi plecami. Wylądował na ziemi i jeszcze przez trzydzieści metrów od budynku szurał butami w próbie zatrzymania się. Z biblioteki wyleciało coś dziwnego. Stworzenie wykreowane na tygrysa z samego ognia. Było ogromne i rosło z każdą chwilą. Blondyn postawił Shinju na ziemi i próbował złożyć pieczęcie:
- Szlak! Nie zdążę! - Zakrył ich płaszczem, próbując ochronić przez szalejącym żywiołem, który pochłonął ich. Usłyszał tylko swoje imię:
- Naruto!!! - To był Namito, który po skończeniu swojej części poszedł w prost do niego, ale po usłyszeniu eksplozji przyspieszył, a teraz widział jak bratanek znika w chmurze ognia.
Bez namysłu wykonał kilkanaście pieczęci i wyciągnął ręce na zewnątrz. Zewsząd nadciągnęły hektolitry wody, którymi sterował. Klasnął wyprostowanymi dłońmi, po czym splótł palce nakazując jej otoczyć Naruto i uchronić go przed spaleniem żywcem.
- Jakie potężne! Nie zamierzają gasnąć! Więcej! Potrzebuję więcej!!! - Skorzystał z większej ilości czakry. Z gór nadciągnęła fala, która uderzyła w bibliotekę od tyłu, wdzierając się w każdy zakamarek i wylewając się w stronę Naruto. Po kilku dłuższych chwilach było po wszystkim. Płonienie zgasły, a woda spłynęła w dół góry. - Naruto!
- Żyję! Odkrzyknął odrzucając zniszczony płaszcz. Dzięki za uratowanie życia. - Odwrócił się z nią na ręku i powiedział do Namito. - Tobie także. Kurama. 
Prawie rozsadziłem twoją pieczęć, ale jak widzisz. Ryzyko popłaca.
- W końcu nawiązałem z tobą kontakt po tej przerwie. 
Uważaj, bo się wzruszę. Ten szczeniak chyba chce cię o wszystko wypytać, więc ja się zwijam. - Zerwał połączenie.
- Co żeś narobił!? Miało być rozpoznanie, a nie zrównanie z ziemią.
- Potem ci opowiem. Na chwilę obecną trzeba zaopiekować się moją nowo poznaną towarzyszką. - Popatrzył na nią zdziwiony, gdyż wcześniej jej nie dostrzegł. Kiwnął głową na zgodę i ruszyli w dół w stronę lasu. Zbliżała się noc, więc trzeba było rozbić jakieś obozowisko.
Kilka godzin później zapanowały ciemności. Jedyne co rozświetlało okolice to duże ognisko podsycane zbiór gałęzi. Naruto siedział oparty o drzewo, dwa i pół metra od niego. Pełnił pierwszą wartę. Z resztą jak i drugą. Namito planował wstać przed wschodem słońca i pójść jeszcze raz do wioski. Tym razem w celu człowieczeństwa. Chciał pochować wszystkie ofiary z tamtej wioski, by nie leżały tam, gdzie zostały zamordowane.
W tym czasie, w środku namiotu, obudziła się Shinju. Przykryta grubą kołdrą leżała na kocu i poduszce. Pokręciła się jeszcze na posłaniu, ale nie mogła z powrotem zasnąć. Postanowiła wyjść i zobaczyć co robią obydwaj blondyni. Odpięła zamek i powoli wychyliła głowę. Na prawo, parę metrów od niej siedział jej wybawca oparty o sporę drzewo. Podeszła do niego i zaczęła mówić:
- Przepraszam, ale nie mogę spać. - Blondyn nic nie opowiedział. - Śpisz? Halo? - Dotknęła jego dłoń.
Nagle znalazła się po kostki w wodzie w jakimś szarym korytarzu. Na ścianach i suficie biegły rury, a z nich wyciekały krople. Co kilkanaście metrów w równych odstępach paliła się żarówka. Na początku przestraszyła się tak nagłej zmiany miejsc, ale usłyszała rozmowę dochodzącą z końca korytarza. Nie miała innego wyjścia, niż iść w jej stronę, gdyż z tyłu znajdował się ślepy zaułek. Po paru minutach była przed wejściem do wielkiej komory. Zauważyła tam Naruto, opierającego się plecami i nogą o jedną z ogromnych krat tworzących coś w rodzaju bramy, a może i klatki. Ręce miał splecione i trzymał je przy klatce piersiowej. Z kimś rozmawiał. Wsłuchała się i usłyszała drugi, mrożący krew w żyłach, głos:
Czyli to pewniak?
Jak sam zauważyłeś, zbroja zaczęła nie wystarczać. Ktoś znalazł moje słabe punkty i jeśli się nie mylę, to rozniesie się dość szybko po świecie. Wtedy każdy lepszy shinobi będzie wstanie mnie pokonać. - Zamyślił się i zapanowała krótka cisza.
Ale to jak postępujemy? Chcesz całkowitą kontrolę nad swoimi ruchami, czy razem podczas walki dzielimy myśli i wykonujemy najlepsze posunięcia, czy jednak może to ja mam walczyć?
Wypróbujmy to i to.
Mi tam gan cy gal. To twoje ciało. Ja tu jestem tylko nieproszonym gościem.
Nie bądź dla siebie taki surowy. - Zaśmiał się blondyn.
Dokończymy później. Ktoś jeszcze mnie odwiedził - Naruto przestał się śmiać i spojrzał w kierunku korytarza. Dziewczynka przestraszyła się i upadła na pupę prosto w wodę, która trochę zamortyzowała upadek.
Shinju. Co ty tu robisz? Nie powinnaś móc wejść do tego miejsca. - Podbiegł do niej i pomógł wstać.
Przepraszam. Chciałam cię tylko obudzić i nagle znalazłam się tu. Nie gniewaj się. - Posmutniała i spuściła głowę. Ten tylko się uśmiechnął.
Nie jestem zły, ale przyznaję. Trochę mnie zaskoczyłaś. 
Musi posiadać jakieś zdolności, Naruto. Nikt oprócz ciebie i przeklętych posiadaczy sharingana nie może tu wejść. Ona jest pierwsza, która tego dokonała.
- Możliwe, ale mniejsza o to. Wracamy. - Odwrócił ją z powrotem w kierunku korytarza i poszedł razem z nią. Po krótkiej chwili znów się odezwała, gdyż ciekawość nią zawładnęła:
Kto to był?
- Jak podrośniesz to ci wyjawię.
Jutro?
Nie.
- Pojutrze!?
- Też nie. Spokojnie. Doczekasz się. - Bawiła go jej dociekliwość, ale to atut każdego dziecka, na który nie miał wpływu.
~~~~~~~~~~~~~~~~
*)  Shinju - Imię znaczące ,, perła".     Ciekawostka. Tak nazywają się Boskie Drzewa rozesłane po wszechświecie w świecie ,,Naruto".
Story by Mess


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz