wtorek, 14 sierpnia 2018

C.B. - Poznajcie Shinju (part 2)

Oi mina! Kolejna notka, kolejne wydarzenia, kolejna ściana tekstu do przebrnięcia (5286 słów :P). Miłego czytania!
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Shinju:
Po wyjściu od tej strasznej pani, poszłam za Naruto. Przez chwilę puścił moją dłoń i zaczął szeptać sam do siebie. Chyba rozmawiał ze znajomym i nie chciał bym usłyszała o czym. Wtedy trochę zostałam w tyle, lecz co chwila oglądał się za mną, aż w końcu zatrzymał się całkowicie.
Budynki wokół są większe niż mój dom. Mijam także bardzo dużo ludzi, którzy nawet na siebie nie spojrzą. Tak jakby nie znali się i nie chcieli poznać. Jednak nie dotyczy to Naruto. Większość spogląda na niego. Są źli lub przestraszeni i próbują go wymijać. Nie lubią go?
- Idziemy dalej? - Podskoczyłam, gdyż Naruto nagle ukucnął przy mnie i spojrzał na mnie. Zobaczyłam wtedy coś dziwnego. Jego lewe oko było czerwone, lecz szybko zmieniło się na niebieskie. Po chwili zastanowienia kiwnęłam głową.
Szliśmy długo. W czasie drogi spotykaliśmy coraz mniej ludzi, aż w końcu całkowicie zniknęli. Byliśmy sami. Przystanęliśmy przy bramie. Od niej w dwie strony, rozpościerał się mur. Usłyszałam klucze i wejście otworzyło się. W oddali ujrzałam kilka domków. Tylko w jednym nie paliło się światło. Myślałam, że właśnie do niego pójdziemy, lecz skręciliśmy w prawo.
Bez pukania otworzył drzwi i wpuścił mnie pierwszą do środka. W domku było ciepło i przyjemnie. Naruto pomógł zdjąć mi buty, a następnie wskazał bym weszła dalej.
- Kim jesteś? - Spostrzegła mnie jakaś kobieta. Miała tego samego koloru włosy co ja, czyli czerwone. Ubrana była w zieloną spódnicę albo sukienkę. Sama nie wiem. Chciałam się cofnąć, ale uderzyłam o kogoś z tyłu.
- Jest ze mną. To chyba nie problem?
- Nie widzę żadnego, ale mógłbyś powiadomić o zamiarze odwiedzin.
- Po cholerę? Przecież mieszkamy tuż obok siebie.
- Nie przy dziecku! Nie tak uczyłam cię kultury osobistej. - Zwróciła mu stanowczo uwagę.
- Dobra, przepraszam. - Spojrzał na sufit i z powrotem na mnie i Panią. - Shinju, poznaj moją mamę, Kushinę. Mamo, to Shinju.
- Miło mi poznać. - Przykucnęła i wyciągnęła do mnie rękę. - Boże. Co to za szmata? - Chciałam uciec, ale Naruto przytrzymał mnie za barki.
- Sama ją dla mnie uszyłaś. - Popatrzyła na niego z niedowierzaniem. - Ale mniejsza z tym. Mam małą prośbę. Załatwisz dla niej jakieś ciuchy? - Skierowałam wzrok na swoją bluzę i parę razy lekko pomachałam rękoma. Rękawy od razu opadły w dół.
- Oczywiście. Mam ich całe mnóstwo. Chodź kochanie. Wybierzemy ci coś ładnego. - Nie chcę nigdzie iść.
- Nie bój się. Będę tuż obok. - Powiedział po chwili Naruto. Skąd wiedział, że się boję?
- Najpierw porządnie cię wyszoruje podczas kąpieli, zanim założysz świeże ubrania. Wtedy nosi się je najprzyjemniej, a ponadto przed snem zawsze trzeba się myć, więc nie naśladuj mojego syna. - Poszłam niepewnie za panią Kushiną schodami na górę. Następnie weszłam do pomieszczenia wyłożonego kafelkami, gdzie znajdowała się wanna. Odwróciłam się, by zobaczyć, czy idzie za nami.
- Naruto? - Wypowiedziałam jego imię. Już chciałam wybiec, gdy usłyszałam odpowiedź.
- Nie martw się. Stoję za ścianą. - Natychmiast uspokoiłam się. Nie chcę zostać sama.
- Nie wydurniaj się! Właź i zacznij się uczyć, bo z pewnością ci się to przyda w przyszłości. - Pani Kushina odkręciła wodę, sprawdzając jej temperaturę.
- Niby kiedy? - Był chyba poirytowany.
- Zaraz odbiorę ci kluczyki od domu. - Ten argument był przekonywujący. Wszedł do środka i usiadł na krzesełku przy wyjściu. - Na co czekasz? Pomóż Shinju się rozebrać. W ubraniach raczej nie wskoczy do wody.
- Możecie nie mówić naraz? Nie rozumiem nic a nic, gdy ty, mamo i Kyuu gadacie jednocześnie.
- To ucisz go na moment. Wiesz doskonale, że to możliwe.
- Łatwo powiedzieć. Jego jadaczka na chwilę obecną się nie zamyka. - Wstał i chwycił za rękawy od bluzy. Dotknęłam go dłonią i wtedy zorientowałam się w czymś ważnym.
- Gdzie jest Naruto? - Odsunęłam się od nieznajomego. Wyglądał zupełnie jak Naruto, ale to nie był on.
- Hmm? O czym kochana mówisz? Przecież stoi idealnie przed tobą.
- Ale ten prawdziwy. - Otworzyła szerzej oczy.
- No! Teraz jesteś czysta i pachnąca! - Pani Kushina skończyła wycierać ręcznikiem moje włosy.
- Nie lubię się kąpać. - Chyba rozbawiłam ją tym zdaniem i skrzywioną miną. Dała mi mały, błękitny szlafrok i pomogła go założyć.
- Zupełnie jak Naruto, gdy był jeszcze w twoim wieku. Pamiętam to jak dziś, gdy przez głupią kąpiel na dwa dni uciekł z domu. Nigdy się tak nie martwiłam jak wtedy.
- I nie musiał się kąpać, gdy wrócił!? - Zapytałam z nadzieją.
- Wręcz przeciwnie. Nie wrócił. To ja go znalazłam i zaciągnęłam do rzeki, a następnie wrzuciłam do lodowatej wody. Dałam mu wybór. Zimna bądź ciepła kąpiel. Wybrał tą drugą opcję. - Otworzyłam usta ze zdziwienia. Pani Kushina przez ten czas wzięła grzebień i jakieś urządzenie włączając je. Zaczęło z niego lecieć ciepłe powietrze.
- Co to?
- Nigdy nie widziałaś suszarki do włosów? - Kiwnęłam głową. - Jak sama nazwa wskazuje, suszy włosy. Dzięki niej proces ten trwa pięć, dziesięć minut zamiast godziny. Zmniejsza się także szansa przeziębienia.
Po paru minutach rzeczywiście moje włosy były suche! Kocham to urządzenie, znaczy suszarkę!
- A teraz pazurki. Są już trochę przydługie. Jako młoda dama powinnaś zadbać o tego typu rzeczy. Widzisz? Najpierw nożyczki, a tuż po nich, jeśli twoje paznokcie nie są dość równe, pilnik. Ale dopóki nie podrośniesz, to możesz sobie przy tym zrobić krzywdę, więc nie wstydź się poprosić o pomoc.
- Dobrze.
- Koniec. Jak chcesz, możesz iść do salonu. To ten w którym się poznałyśmy. - Popędziłam po schodach na dół i skręciłam w lewo. Gdy się tam znalazłam, zatrzymałam się i rozejrzałam.
- Nie ma go. - Miałam nadzieję, że wróci.
Smutna podeszłam do dużej, beżowej kanapy i wspięłam się od boku na nią, a następnie usiadłam. Na stole zobaczyłam rozłożone puste kartki i mnóstwo kolorowych kredek. Od razu się ucieszyłam i chwyciłam za jedną z nich. Uwielbiam rysować! Zagłębiłam się w świecie do którego nikt nie miał wstępu, oprócz mnie.
Znalazłam się w ciemnym pomieszczeniu. Czułam się lekka jakbym nic nie ważyła. Nie bałam się. Byłam szczęśliwa. Mogłam robić to co kocham! Wzięłam pustą kartkę papieru, podkładkę i kredkę. Zaczęłam rysować.
Pierwsza była ziemia. Potem żółte słoneczko, by było jasno. Świeciło pięknym światełkiem. Zaczęłam spadać w dół. Wiatr zawiewał moje włosy. Odłożyłam żółtą i niebieską kredkę. Ułożyłam się na plecach w kierunku błękitnego nieba. Czegoś tu brakuje. Hmm. Już wiem! Chmury! Ale nie te brzydkie z których pada deszcz. Te dobre, ładne, bielutkie jak śnieg. Następnie wzięłam parę kolorów naraz i zrobiłam zakrzywioną linię. Pojawiła się wspaniała, kolorowa tęcza. Czarny kolor stworzył ptaki, które przeleciały obok mnie.
Odwróciłam się na brzuch. Machałam nogami i coś sobie podśpiewywałam. Po paru chwilach powstały drzewa, które utworzyły las. Przez jego środek przebiegła rzeka z zimną wodą wpadającą do odległego i jednocześnie dużego, jeszcze bardziej lodowatego morza. Gdy wylądowałam poczułam coś twardego. Szybko narysowałam zieloną trawę, by można było chodzić po miękkim. Pobiegłam przed siebie, umieszczając na mojej pracy liczne krzaki, kwiatki o przeróżnych kolorach, zwierzątka takie jak na przykład motyle i pszczółki. Gdy w końcu znalazłam odpowiednie miejsce, usiadłam pod drzewem dającym cień i oparłam się o jego pień.
Pierwsza ściana, druga... nie mam jak ujrzeć reszty! Ale to nie problem! W mgnieniu oka znalazłam się dwadzieścia metrów nad ziemią. Przybliżyłam się do krawędzi, by dobrze się przyjrzeć. Trzecia i czwarta ściana. Jeszcze parę wewnętrznych i gotowe! Teraz meble. Szafki, stół, krzesła, łóżka, szafa, kanapa i fotel. Potrzebna jest łazienka. Ale bez wanny! Kuchnia, salon i sypialnia.
O nie! Zapomniałam o oknach! Teraz lepiej. Spadzisty daszek i na szczycie komin. Znalazłam się z powrotem na dole. Narysowałam biały płot otaczający ogródek. Oczywiście nie może zabraknąć stracha na wróble. A teraz...
Naruto:
Byłem w drodze do szpitala, w którym przebywała Noa. Pozostawiłem klona z Shinju, by zaopiekował się nią. Ta mała nie chce odstąpić mnie na krok, odkąd weszliśmy do Konohy.
Wykryła twoje oszustwo, Młody.
Zorientowała się!? W jaki sposób!?
W tej chwili dostałem informację, od znikającego klona, potwierdzającą słowa Kuramy. Zawiedziony wypuściłem powietrze z ust.
Mówiłem ci, że ma wyjątkowe zdolności. Najprawdopodobniej musi dotknąć danej osoby, by przekazać swoje myśli. Z pewnością może je także wyczytać, podobnie jak ty, ale z drobną różnicą.
Jaką?
W przeciwieństwie do ciebie, ona nie ponosi żadnych konsekwencji wtargnięcia w czyjś umysł. U ciebie działa informacja zwrotna, powodująca to, że druga osoba może przeglądać twoje myśli. Jak ta mała wejdzie, druga osoba nie odczyta nic bez jej pozwolenia. W ten oto sposób odkryła, że przebywa z nią klon, a nie oryginalne ciało. Jeszcze nieraz nas zadziwi. 
To co mam zrobić? Wrócić czy iść dalej? Jak zareagowała!?
Nie przejmuj się. Najprawdopodobniej jest tylko na ciebie obrażona, gdyż klon nie mógł wydusić z niej żadnego słowa. Nawet na niego nie patrzyła.
Znowu pod górę! Kiedy problemy w końcu się skończą i pozostaną jedynie przyjemności? Nie odpowiadaj! Chcę żyć tą nadzieją.
Nadzieja matką głupich. Licz na siebie, nie na nią.
Prosiłem cię.
Zawsze do usług.
Następne minuty spędziłem w ciszy. Wszedłem do szpitala w którym to zazwyczaj spotykałem Sakurę, ale najwyraźniej skończyła swoją zmianę i wróciła do domu. Podszedłem do recepcji. Nikogo za ladą nie było. Zadzwoniłem dzwoneczkiem umiejscowionym na drewnianej powierzchni. Raz, drugi,... Nikt tu już nie pracuje!? Rozejrzałem się wokół. Brak żywej duszy. Nagle zza kontuaru przywitała mnie recepcjonistka.
- W czym mogę pomóc? - Odwróciłem się w jej stronę. Ujrzałem długie, niebieskie włosy sięgające aż za łopatki dziewczyny.
- Nanami? Od kiedy tutaj pracujesz? Nie przypominam sobie, bym cię tu kiedyś widział.
- Ciebie też miło spotkać ponownie. - No nie! Znowu będzie zgryźliwa w stosunku do mnie?
- No tak. Trochę nie poprawne to moje przywitanie. - Uśmiechnąłem się i podrapałem po głowie.
- Zgadza się. Ale nie gniewam się. Ile to już minęło? Trzy miesiące?
- Nawet trochę więcej. - Dziwnie mi się z nią rozmawia. Zmieniła się. Z zrzędliwej i marudnej dziewczyny stała się normalna, jeśli można tak powiedzieć. - Widzę, że wyzdrowiałaś od tamtych wydarzeń. Trzymasz się jakoś?
- Po wyjściu ze szpitala dostałam pokój, który aktualnie wynajmuję. Jak sam mogłeś zauważyć, utrzymuję się na chwilę obecną z pracy w recepcji. Dzisiaj akurat wypadł mój dyżur.
- Nie chciałaś robić czegoś innego? Na przykład zostać shinobi. Doskonale posługujesz się bronią.
- Oczywiście, że tak. Jednak Hokage kazała mi się wstrzymać z tą decyzją. Mam czekać na jej odpowiedź. Wiesz doskonale, że jestem już trochę za duża na akademię ninja. - Zaśmiała się. - Poza tym, kto miałby mnie tego wszystkiego nauczyć? - Wyciągnęła na wierzch duży dziennik i otworzyła go. - To do kogo przyszedłeś?
- Konkretna jesteś. - Wystawiła język. - Do siostry.
- Jest tutaj? Niby od kiedy?
- Od trzech miesięcy. Wczoraj została wybudzona. Muszę z nią porozmawiać, a przy okazji dotrzymać towarzystwa przez jakiś czas.
- Pod jakim imieniem?
- Noa Namikaze. - Zaczęła przekartkowywać dziennik wpisów.
- Nie musiałeś podawać nazwiska. Znam je doskonale. No chyba, że je sobie powtarzasz, by samemu nie zapomnieć.- A jednak stara Nanami nie zniknęła! - Znalazłam. Pokój trzysta pierwszy, na czwartym piętrze.
- Czyli ją przenieśli. No cóż. To do zobaczenia kiedyś tam. - Poszedłem w stronę schodów, machając na odchodne prawą ręką.
- Pozdrów ją. Pa!
Hokage się zastanawia? Niby nad czym? Jest doskonałą wojowniczką posługującą się kataną. Spokojnie zdałaby z tymi umiejętnościami przez egzaminy. Aaa! Chyba, że jest beztalenciem w kontrolowaniu czakry. Przez rok pobytu w jej domu nigdy nie widziałem, by wykonywała jakieś pieczęcie. No to by mogło troszkę przeszkodzić w nauce. Jednak nauka tego nie jest nazbyt trudna. Trochę bolesna, ale nie nie do przejścia. Stworzyć klona i się przemienić to żadna sztuka. Już nawet nie pamiętam kiedy to po raz pierwszy robiłem. To były czasy.
Ah! Zapomniałem spytać ją o jedną ważną rzecz. Co z jej demonem? Ale chyba wszystko w porządku, jeśli mi sama o tym nie mówi. Może to dlatego Tsunade-bacham się wstrzymuje? Jednak to byłoby kompletnie idiotyczne rozwiązanie, a nie posądzałbym o to naszą ukochaną Hokage. Doskonale wie, że im lepiej jinhuuriki panuje nad swoją czakrą, tym mniej ma do powiedzenia demon w nim zapieczętowany. Sam kiedyś jej to z resztą powiedziałem.
Wszedłem na podane piętro i począłem szukać odpowiedniego numeru. Rozstawienie ich kompletnie mi nie pasowało do starannie zaplanowanego i uporządkowanego szpitala. Tak! Zgubiłem się! Przez to znowu odleciałem. Myśli miałem ponure.
Będę musiał wyjawić jej wszystko o Yoshito. O tym co stało się parę dni temu. O tym, że próbował zabić mnie, Hokage i resztę przyjaciół. W jaki sposób powstał z martwych? Przecież sam grzebałem jego zwłoki! Ale nie to mnie martwi najbardziej. Gdy wszedłem w tryb ogonów, wyczułem w nim dziwną aurę. Bardziej mroczną i przerażającą niż u samego Kyuubiego. Gdyby nie emocje i adrenalina w mojej krwi, mógłbym nie podołać temu pojedynkowi. To mnie paraliżowało od środka.
O mały włos, a ominąłbym drzwi numer trzysta jeden. Podszedłem do nich i zapukałem. Nie usłyszałem żadnej odpowiedzi. Nacisnąłem klamkę i wszedłem do środka.
Leżała tam, odwrócona do mnie plecami, na prawym boku rudowłosa dziewczyna. Wziąłem krzesełko stojące nieopodal ściany i ustawiłem je przed nią. Szurnięcie, powstałe podczas stawiania go, wyrwało ją z transu. Popatrzyła na mnie, a następnie odwróciła się na plecy i wlepiając swój wzrok w sufit zapytała:
- Będzie bolało? - Czyli mama zdążyła jej to wszystko powiedzieć. Myślałem, że to będzie moje zadanie. Ale nawet teraz kamień z serca mi nie zszedł.
- Chciałbym powiedzieć coś zupełnie innego, ale okłamałbym Ciebie i siebie samego. - Jej oczy zaszkliły się łzami, które tuż po krótkiej chwili, spłynęły po gładkich jak tafla szkła policzkach. Ten widok nie pozostał mi obojętny, ale musiałem kontynuować. - Naprawa pieczęci to nie to samo co jej tworzenie. Proces jest zupełnie inny i o wiele trudniejszy, więc jeśli popełnimy błąd, możesz umrzeć. - Nie powinienem tego mówić. - Chyba już wiesz ile on potrwa.
- Dwa tygodnie. - Powiedziała i natychmiast zaciągnęła nosem.
- Chcesz dowiedzieć się szczegółów? - Kiwnęła głową na zgodę. - Otóż, jest już przygotowana sala do tego zadania. W środku, przez cały przebieg odbudowy, będziemy tylko my. Ty, ja i mama. Czasami wejdzie Hokage, by sprawdzić twój stan i podawać kolejne dawki znieczulenia w postaci morfiny. Twoim zadaniem będzie jedynie przetrwać i informować nas o wszystkim co wzbudza twoje podejrzenia. Mama będzie odtwarzała twoją pieczęć, a ja mam zapobiec całkowitemu otwarciu klatki i powstrzymać Kyuubiego.
- Nie wiem,... czy dam sobie radę. Już teraz... czuję jego gniew. Czuję jak mnie pochłania. - Natychmiast po tych słowach chwyciłem ją za rękę.
- Spójrz na mnie. Proszę. - Posłuchała mojej prośby i ścisnęła mocno dłoń. - Nie możesz pozwolić na jego dominację. Uwierz w swoje możliwości, w siłę którą posiadasz, a jeszcze nie odkryłaś. Uwierz w samą siebie! Uwierz w naszą mamę! Uwierz we mnie! Nie pozwolę ci odejść! Nie teraz! Nie kiedy cię odzyskałem!
- Naruto. - Moje oko zmieniło barwę.
A ja mu pomogę zapanować nade mną. 
- Widzisz? Posiadasz arsenał o którym nie miałaś pojęcia. - Zaśmiałem się przez łzy.
Wyszedłem z sali dopiero o północy, gdy Noa zasnęła. Przez cały czas próbowałem odwieść jej myśli od jutrzejszego dnia. Czeka nas wielka próba, której cała nasza trójka musi podołać albo łagodnie to mówiąc, stanie się nieszczęście.
- I jak się trzyma? - Podniosłem wzrok z ziemi. Ujrzałem przed sobą blondynkę ubraną w zielony płaszcz.
- Jest na skraju wytrzymałości. Jutro rano będzie kulminacja. - Powiedziałem to ciężkim głosem.
- Przygotowałam już leki przeciwbólowe. Powinny pomóc, ale na wszelki wypadek mam kilka porcji w większych dawkach. Jeśli wpadłaby w histerie to podam jej również środki na uspokojenie.
- Dziękuję. - Przeszedłem obok niej z rękami w kieszeniach. Sam muszę wypocząć. Jednak coś zaprzątnęło mi głowę i musiałem się zatrzymać.
- Mam jeszcze jedną sprawę. - Powiedzieliśmy to jednocześnie.
- Niech Pani mówi pierwsza. - Odchrząknęła.
- Po zabiegu udaj się wprost do mojego gabinetu. Mam dla ciebie zadanie dużej wagi. - Kolejne? Mam nadzieję, że jakieś normalne.
- Jeśli można wiedzieć. Na czym będzie ono polegało?
- Dowiesz się w swoim czasie. A o co ty chciałeś poprosić?
- To trochę nietypowa prośba. - Wydaje się, że już wie co chcę powiedzieć. - Zajmie się pani Shinju?
- Nikt inny by nie mógł? Jestem Hokage i mam bardzo dużo rzeczy do roboty. Ważne spotkania i dokumenty do wypełnienia, przejrzenia oraz podpisania. Z resztą możesz bez najmniejszego problemu stworzyć klona, który się nią zajmie.
- No i tu się sprawy komplikują. Ma pewną zdolność, która na to nie pozwala. Przy kontakcie fizycznym przez gołą skórę, może rozpoznać moją podróbkę. Sama go nazwała ,,oszustem", zaledwie kilka godzin temu.
- To o której ją do mnie podrzucisz? - Nie mogę uwierzyć własnym uszom. Babcia Tsunade wymiękła po zaledwie jednej prośbie!? Ktoś się za nią podszywa czy co!? Już szykowałem się na jakąś dłuższą przekomarzankę, a nawet na błagania, a tu taka niespodzianka. No cóż. Nie mogę narzekać.
- Z samego rana. Chcę być przy Noa od jej przebudzenia, by podbudować ją psychicznie. Trzeba ją także przetransportować do miejsca naszego zadania.
- Zadbałam o ochronę. Nie będzie ich widać, by nie wzbudzać żadnych podejrzeń.
- Nie powiedziała Hokage nikomu o niej?
- Prawdę znają tylko ci, którzy byli świadkami podczas incydentu z Kyuubim oraz te osoby które są godne zaufania. Ci co będą was ochraniać nawet nie zdają sobie pojęcia z tego, kogo pilnują. Mają za zadanie nie wpuszczać nikogo oprócz mnie i ludzi mi towarzyszących, czyli was.
- Pomyślała Hokage wszystkim czego nam było potrzeba.
- Nigdy za wiele ostrożności, jeśli chodzi o bijuu. Proces nie może zostać przerwany, więc niech tak pozostanie. Wyśpij się. Od jutra nie będziesz miał tego komfortu.
- Niestety. - Odwróciłem się na pięcie i ruszyłem do wyjścia. - Mam tylko małą nadzieję, że to przyszłe zadanie da szanse na długi odpoczynek.
Gdy usunąłem się z pola widzenia naszej Hokage, użyłem Haraishin no jutsu i zniknąłem w żółtym błysku. Pojawiłem się przed domem mamy. Zawsze, odkąd pamiętam, pod dachem nad wejściem wisiał kunai latającego boga piorunów. Wszedłem do środka.
- Mamo? - Zawołałem, by zawiadomić o moim powrocie.
- W kuchni! - Usłyszałem odpowiedź. Siedziała przy stoliku popijając herbatę ze szklanki. Najwyraźniej na mnie czekała. Oparłem się plecami o ścianę, tuż przy wejściu. Niedługo muszę iść.
- Gdzie Shinju? - Co jak co, ale jestem za nią odpowiedzialny i mam za zadanie znać jej każdy krok.
- Śpi na kanapie. Przykryłam ją kocem, by nie zmarzła. Wspaniałe dziecko, choć dość skryte.
- Co masz na myśli?
- Zanim wyszedłeś naszykowałeś jej niespodziankę w pokoju w postaci kredek i papieru, prawda? - Uśmiechnąłem się masując po karku. - Narysowała parę rysunków, ale nie chciała mi ich pokazać. Schowała je pomiędzy puste karki i pod poduszkę. Nawet łaskotki nie pomogły mi w próbie odzyskania ich. Na dodatek próbowałam wypytać ją o rodzinę.
- Niepotrzebnie. Postanowiłem to zrobić, gdy się zaaklimatyzuje. Po drugie. Najprawdopodobniej wszyscy nie żyją. Inaczej nie zabrałbym jej, tylko oddał bliskim.
- Przepraszam. Nie wiedziałam.
- Nie szkodzi. Powinienem o wszystkim poinformować, więc się nie gniewam.
- To co się z nią teraz stanie?
- Na chwilę obecną ma mieszkać u mnie. O dalsze losy trzeba spytać Hokage, która z kolei zgodziła się na dwutygodniową opiekę nad Shinju.
- Właśnie chciałam oto spytać. Ale sama Hokage ma się tym zająć? Coś mi tu nie gra. Co jej obiecałeś? - Popatrzyłem na mamę zdezorientowany. - Ile butelek sake?
- Nic z tych rzeczy! - Zaprzeczyłem machając rękami. - Po prostu spytałem się jej, czy jest taka możliwość. Zgodziła się po pierwszym zapytaniu. Sam się zdziwiłem! Nigdy tak łatwo nie przychodziła mi rozmowa z nią.
- Może chciała Cię uspokoić i już bardziej nie komplikować sytuacji związanej z Kyuubim.
- Noa może tego nie wytrzymać. - Walnąłem prosto z mostu.
- Tak myślałam, że poszedłeś wprost do niej. Sądzę podobnie jak ty. Gdyby tylko umiała kontrolować swoją czakrę. Obyłoby się może i bez twojej pomocy.
- Dlatego zamierzam ją jutro trochę wcześniej wyprowadzić ze szpitala. Przejść się po wiosce i dopiero zaprowadzić do sali. Więc gdybyśmy nie przybyli o ustalonej godzinie, to już wiesz czemu. Najprawdopodobniej trochę się spóźnimy.
- To bez różnicy o której się zjawicie. Nie wpłynie to na czas trwania zabiegu, więc oprowadź ją trochę po wiosce. Ja także zdążę się uspokoić i przygotować psychicznie. Zjedzcie dobrze, gdyż będą tylko małe przerwy na tego typu potrzeby.
- Przerwy? Myślałem, że to proces którego nie można rozdzielić na etapy.
- Bo to prawda, ale kto wytrzymałby równe dwa tygodnie bez toalety, wody, jedzenia? Hmm? - Ma rację. - Dokonamy tego poprzez klony. Przejmą na półgodziny nasze obowiązki, a my rozprostujemy kości.
- A Noa?
- Cóż. Tu już się bardziej komplikuje. Ze sprawami doustnymi nie ma problemy, ale do drugiego potrzebna będzie kaczka i specjalny stół, który już tam się znajduje.
- Ciężko będzie.
- Dlatego na dziś kończymy rozmowę. Wypocznij, zrelaksuj i takie tam. Chcę, byś był w formie.
- No tutaj też jest mały problem. - Jej spojrzenie wyrażało pytanie ,,jaki?". - Nie mogę utworzyć rassengana w prawej dłoni, która co chwila mi drętwieje.
- To co żeś znowu odwalił? Jak zwykle! Same problemy z tobą! - Wstała i zaczęła chodzić po pomieszczeniu. - Trudno. Musisz poradzić sobie z jedną sprawną ręką.
- Dziękuję za troskę. Nawet nie spytałaś się skąd pochodzą te problemy. Matka roku.
- Nie testuj mojej cierpliwości, dattebane! - Czas się zwijać! To słowo oznacza, że przegiąłem.
Shinju:
Otworzyłam oczy. Było ciemno. Poczułam, że jestem czymś przykryta. Podciągnęłam się na łóżku i usiadłam. Jestem w jakimś pokoju. W jednej ze ścian było zamknięte okno. Ujrzałam zza niego padający śnieg. Odkryłam się i wstałam. Otworzyłam drzwi i wychyliłam głowę, by się rozejrzeć. Nigdzie nie paliło się światło. Panowała głucha cisza. Jedne z pobliskich drzwi były otwarte. Stawiałam krok po kroku, idąc na paluszkach, niepewna co lub kogo tam zobaczę. Zerknęłam zza rogu. Ktoś tam spał. Podeszłam trochę bliżej. Włosy były jasne i średniej długości.
- Naruto! - Wykrzyczałam ze szczęścia jego imię. Szybko zasłoniłam sobie usta dłońmi. Przestraszyłam się, że go obudziłam, ponieważ przekręcił się na drugi bok. Stałam w bezruchu w oczekiwaniu na jego gniewny wzrok. Jednak nic takiego się nie wydarzyło. Powoli wycofałam się i pobiegłam do mego pokoju.
Jestem u niego w domu? A może u Pani Kushiny? Ale jeśli jednak u Naruto, to w jaki sposób się nie obudziłam, gdy mnie tu przenosił?
Wtedy ujrzałam kartki papieru koło mojego łóżka. Podniosłam je i sprawdziłam czy rysunki w nich są nadal na swoim miejscu. Pani Kushina próbowała je zobaczyć, stosując nieuczciwe zagrania, ale się nie poddałam!
Postanowiłam coś uczynić. Wyciągnęłam wszystkie moje dzieła i zaniosłam je do pokoju Naruto, kładąc je na szafce nocnej. Chyba je znajdzie, gdy będzie wstawał. Następnie powróciłam do swego pokoju, zamykając drzwi i położyłam się spać.
Naruto:
Usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi i odgłos drewna towarzyszącemu skradaniu się na małych stópkach.
Znowu obudziła się w środku nocy. Ciekawe czy to naturalne, czy może to za sprawką koszmarów? W moim przypadku zawsze powodem były złe sny. Nienawidziłem ich. Budziłem się zlany potem i nie mogłem zasnąć do następnego wieczora.
Szlak mnie trafi! Znowu ręka mi zdrętwiała!
- Naruto! - Przekręciłem się na lewy bok w stronę drzwi. Spojrzałem na nią przez zmrużone oczy, by nie mogła rozpoznać, że nie śpię. Byłem ciekawy co zrobi. Jednak gdy mnie dotknie to mogiła! Przekonajmy się, czy to mój szczęśliwy dzień.
Hmm. Wybiegła z pokoju. Musiała się czegoś przestraszyć. Trzeba wstać i ją uspokoić.
Zdjąłem narzuconą kołdrę.
Ajajaj! Cofka!
Wróciłem do wcześniejszego stanu w jakim mnie na początku zastała. Co ona tam trzyma? Kartki papieru? Po co? Położyła je na szafce nocnej. Po tym uciekła i zamknęła drzwi od swojego pokoju.
Poczekałem parę minut, tak na wszelki wypadek po czym wstałem i zapaliłem lampkę nocną. Wziąłem kartki do ręki i zacząłem przeglądać. Były to jej rysunki. Znalazłem na nich odwzorowane typy pokoi takie jak na przykład kuchnia. Następnie salon, sypialnia, łazienka,... ale gdzie jest prysznic bądź wanna? Zapomniała albo ich nie dokończyła. Ale nie! Wszystko wypełnione jest kolorami. Czyżby jakaś aluzja? Hahahaha.
Nawet, nawet te jej rysunki. Lepsze niż twoje.
Nie będę próbował się kłócić na tym polu. Sam przyznam, że zagadek na artystę to do dziś nie mam.
A co do tej niby aluzji. Zgadzam się. Jest tu doskonale zawarta i wkomponowana. Ktoś tu się po prostu nie lubi kąpać. Przypomina mi kogoś.
Sto procent ty. Nigdy się nie myłeś.
Kurdę. Masz rację. 
Hmmm. Co my tu jeszcze mamy. Dom i... Zaniemówiłem.
No, no. Tego to nawet ja się nie spodziewałem. Gratulacje Młody!
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Naruto:
Usłyszałem pukanie do drzwi. Dopiero ten bodziec wyrwał mnie z zamyślenia znad rysunku. Spojrzałem na zegarek, następnie przez okno. Tak długo siedziałem!? Jest szósta rano, a na zewnątrz nadal panują egipskie ciemności! Boże! Opadłem na łóżko nie dowierzając.
Kto o tej porze chciałby mnie odwiedzić? Pewnie to Shizune z jakąś wiadomością od Hokage w stylu ,,Jednak znajdź inną opiekunkę do dziecka, gdyż jestem strasznie zajęta". Wstałem, ubierając pierwsze lepsze spodnie, które nawinęły mi się pod rękę i skierowałem swoje kroki na parter nadal trzymając rysunki w dłoni. Zapaliłem światło, by widzieć cokolwiek i otworzyłem drzwi przecierając zaspane oczy.
- Obudziłam? - Zmrużyłem powieki. Dopiero teraz ujrzałem przed sobą dziewczynę którą kocham ubraną w zimową kurtkę, nauszniki, szalik, rękawiczki, różową spódniczkę z rajstopami i zimowe, ocieplane buty na lekkim obcasie. Na ramieniu zawieszony był worek podróżny.
- Nie, nie. I tak miałem wstać. Wejdź. - Zrobiłem zachęcający gest ręką wpuszczając ją do środka.
- Dziękuję.
- Napijesz się czegoś? - Odłożyłem kartki papieru na stole.
- Herbaty, jeśli można. - Poszedłem do kuchni zaparzyć dwie szklanki. Gdy wróciłem z gorącym naparem, siedziała już na kanapie. Podałem jedną i przysiadłem się.
- Czemu mam zawdzięczać tę wizytę?
- Stęskniłam się. To chyba wystarczający powód?
- Ale tak o szóstej? - Zacząłem marudzić.
- Mogę wyjść. - Poczęła wstawać.
- Nie! Zostań! Wcale mi to nie przeszkadza. Po prostu jestem ciekaw, czy coś jeszcze popchnęło cię do tego czynu. Nie często ktoś wstaje wcześniej ode mnie. - Wpatrzyłem się w nią jak w obrazek. Jest taka piękna i radosna. Wręcz emanuje szczęściem.
- Kiedyś musiał być ten pierwszy raz. - Wyrwany z krótkiego zamyślenia, prawie zakrztusiłem się herbatą. - Zbereźnik! - Zaśmiała się dając mi kuksańca w ramię.
- To nie moja wina, że niektóre teksty brzmią tak dwuznacznie. - Nie przyznam się, że ją podziwiałem. Wyszłoby na jej, a to nie byłoby prawdą.
- To nie było w żaden sposób dwuznaczne. Gdybym dodała jakiś podtekst na samym początku, to przyznam, że mogłoby tak zabrzmieć. Ale nic takiego nawet nie miałam na myśli.
- A mogę się przekonać? - Uśmiechnąłem się nonszalancko.
- Nie pozwalam. To moja głowa i moje myśli. - Udałem zawiedzionego.
- Spełniłabyś moją małą prośbę? - Spytałem po krótkiej chwili milczenia.
- Zależy czym ona miałaby być.
- Drętwieje mi ciągle prawa ręka, tak że tracę w niej czucie. Ponadto mam problem w kontrolowaniu czakry i utworzeniu w dłoni rassengana. Zobaczysz co się za tym kryje i ile to potrwa? Nie zawracałbym ci głowy, gdyby nie to, że zaczyna mnie to wnerwiać.
- Nie ma sprawy. Myślałam, że coś bardziej poważnego. Wystaw rękę do przodu i trzymaj wyprostowaną w łokciu. Zaraz wszystkiego się dowiem. - Z jej dłoni wydobyła się zielona czakra, którą przystawiła do mojej skóry. Przeszło mnie lekkie mrowienie. Zbadała mnie od samego barku do czubka palców, powoli przesuwając swoje dłonie. - Ups. Przepraszam! To moja wina. Chyba byłam już wtedy zbyt zmęczona i nie wykryłam, że nerwy i naczynka czakry są podniszczone. - Szybko zabrała się do leczenia.
- Nie jest to twoja wina. Poza tym nic się nie stało.
- Ale mogło! Mogłeś już nawet do końca życia zostać kaleką przez mój głupi błąd!
- Ale nie zostanę. A słowo ,,kaleka" jest chyba zbyt mocne.
Shinju:
Obudziłam się już drugi raz tej nocy. Ale tym razem przez burczenie w brzuchu. Chciałam to zignorować, ale nie dałam rady. Postanowiłam obudzić Naruto i poprosić go o zrobienie jedzenia.
Pobiegłam do jego pokoju, ale nie zastałam go tam. Kołdra była odrzucona na jedną stronę łóżka, a rysunki zniknęły z szafki nocnej. Wróciłam na korytarz. Nie wiem jak, ale wcześniej nie dostrzegłam palącego się w dole światła. Zeszłam powoli po schodach, trzymając się poręczy. Na przeciw siebie ujrzałam siedzącego Naruto i jakąś Panią trzymającą go za rękę. Towarzyszyło temu zielone światło. Na początku zawahałam się podejść, ale ciekawość i ich śmiech zwyciężyły.
Naruto:
- Naruto. - Usłyszałem za plecami przytłumiony głos mojej podopiecznej. Natychmiast obydwoje skierowaliśmy na nią wzrok. No może tylko Sakura, która kontynuowała leczenie, bo ja nie dam rady odwrócić głowy o sto osiemdziesiąt stopni.
- Znowu miałaś koszmar? - Kiwnęła przecząco głową. - To co się stało?
- Głodna jestem. - Popatrzyła w podłogę, rumieniąc się na policzkach z zawstydzenia, które nie wiem skąd się wzięło. No chyba, że wie o...
- To już wiem kogo są te rysunki. Miałam oto zapytać już na początku i zaczęłam podejrzewać, że to ty je namalowałeś. - Zaśmiała się Sakura. - Ale zagadka się rozwiązała. Poza tym nie masz do tego talentu, Naruto.
- Ha ha. Bardzo śmieszne. - Udałem obrażonego. Od razu ujrzałem na twarzy ukochanej wątpliwości i chęć zadania pytania. - A jeśli chodzi o stojącą tu dziewczynkę, to ma na imię Shinju. Dostałem zadanie, od babci Tsunade, opiekowania się nią na czas nieokreślony. Dlatego mieszka u mnie. - Nawet bez czytania w myślach mogę stwierdzić, że jej ulżyło. Szczególnie, że mogła mieć wątpliwości po zobaczeniu ostatniej z prac. To właśnie przez nią się zamyśliłem. A tematem była Sakura i magiczne pudełeczko schowane starannie w jednej z licznych szafek.
- Jestem Sakura. Miło mi cię poznać. - Nie zareagowała. Różowowłosa spojrzała na mnie z wielkim znakiem zapytania.
- Praktycznie nikomu nie ufa. - Wyszeptałem do dziewczyny. Na znak zrozumienia kiwnęła głową.
- Gotowe! I jak ręka? - Poruszyłem nią parę razy w stawie łokciowym, barku, nadgarstku i palcach.
- Od razu lepiej. - Na dowód wytworzyłem, bez żadnego problemu, w dłoni rassengana. - Dobra. Trzeba zrobić śniadanie dla dwóch pięknych dam.
Sakura:
- Shinju. Usiądź obok Sakury. - Zauważyłam, że mała podbiegła do Naruto, a nie do mnie i zaczęła coś do niego mówić. Ten wycierał kciukiem jej policzki. Chyba płakała. - Tylko ja mam prawo bać się jej w pewnych sytuacjach. Ty nie masz najmniejszego powodu.
Ciekawe skąd pochodzi ta dziewczynka. Z dnia na dzień dostaje on zadanie opiekowania się nią. Przecież w wiosce jest bardzo dużo shinobi, którzy podołaliby temu bardziej niż on sam. Przede wszystkim dlatego, że ma on trochę więcej niebezpiecznych misji niż reszta. Poza tym nigdy nie opiekował się dzieckiem. Nie ma on zielonego pojęcia o nich i sposobach wychowywania.
,,Praktycznie nikomu nie ufa", tak powiedział Naruto. Czyżby tylko jemu zaufała? W jaki sposób do niej dotarł? Może odpowiedzią jest ten rysunek.
Wzięłam go do ręki i jeszcze raz się mu przyjrzałam.
W oddali widniał dom, a na pierwszym planie stały dwie postacie trzymające się za ręce. Nie ma wątpliwości kto to jest, gdyż są podpisane. Nawet bez tego są tak dokładnie narysowane, że można by było się założyć i wygrałoby się. Niższa postać to Shinju, a wyższa to Naruto. Tylko czemu nad jego imieniem jest napisane słowo ,,tata"!?!?
Odłożyłam kartkę na miejsce i znów spojrzałam na nich. Przykucnął przed nią i trzymał za rękę o czymś mówiąc, ale zbyt cicho, bym mogła cokolwiek usłyszeć.
Co mam o tym myśleć? Nigdy nie byłam postawiona w takiej sytuacji, więc nie mogę źle tego komentować. To nawet dobrze, że znalazła z kimś wspólny język i to, że ma się nią kto zająć.
Uśmiechnęłam się sama do siebie. Dziwny widok. Można rzec, że uroczy.
Mała wydaje się być wystraszona wszystkiego wokół oprócz samego Naruto, który bez problemu się z nią komunikuje.
- Dobrze! - Wykrzyczała i nagle się rozweseliła. Podbiegła do kanapy i usiadła koło mnie. - Jestem Shinju. - Wystawiła rękę na znak powitania.
Zdziwiła mnie jej nagła przemiana. Kilka sekund temu uciekła ode mnie ze łzami w oczach, a teraz promieniuje entuzjazmem i radością. Nie chcąc zrujnować starań Naruto, odwzajemniłam uśmiech i przywitałam się z nią. Boże. Naruto! Cofam wszystko co wcześniej o tobie pomyślałam!
- Ładne rysunki? - Podała mi je, myśląc że ich nie widziałam. A teraz machając nogami oczekiwała mojej oceny.
- Prześliczne. - Tu nie miałam co kłamać. Jak na małą dziewczynkę są cudowne.
- Mogę ciebie narysować? Masz bardzo ładne włosy. - Ta szczerość i otwartość oraz komplement mnie przytłoczyła przez co znacznie się zarumieniłam.
- Nie widzę sprzeciwu. - Głupio mi było odmówić. Shinju wstała i pobiegła na górę po schodach. Naruto nie mógł powstrzymać się od śmiechu.
Naruto:
Przygotowałem kanapki i ruszyłem z tacką do salonu. Shinju pobiegła do swojego pokoju po kredki. Oczywiście wszystko słyszałem i zaśmiałem się na widok zarumienionej i zdezorientowanej twarzy Sakurci. Hahaha.
Z drugiej strony wcale nie było mi do śmiechu. Pokazałem Shinju niektóre moje wspomnienia związane z Sakurą i nie jestem pewien co sobie o nas pomyślała, bo wybuchła niczym wulkan wielką radością.
- I jakie pierwsze wrażenie ze spotkania tej młodej obywatelki Kraju Ognia? - Dostawiłem sobie krzesełko do stołu, by siedzieć na przeciwko nich.
- Nie wiem co powiedzieć. - Pokręciła głową, uśmiechając się.
- To już zdążyłem zauważyć.
- Gdzie ją poznałeś? - W jej oczach zrodziła się ciekawość.
- No to rozsiądź się wygodnie, bo to długa historia.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess
Pisanie jako siedmioletnia dziewczynka nie jest proste XD! Ale będę starał się dojść w tym do perfekcji :P.
Zapowiem także, że dopiero po następnych dwóch, przewiduję wydanie rozdziału z N.n.m.s.
~Vivian. Pod poprzednią notką jest krótka odpowiedź. W sumie to każdy może tam zajrzeć, gdyż są dwie informacje odnośnie serii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz