sobota, 11 sierpnia 2018

C.B. - Poznajcie Shinju (part 1)

Witam was po miesięcznej przerwie. Nie mogę uwierzyć, że już tyle minęło. Czas biegnie szybciej niż kiedyś, a przynajmniej dla mnie ^^. Nie przedłużając na początku. Zapraszam do czytania ;).
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Naruto:
Chociaż już świta, Namito nadal nie wrócił z wioski. Jestem zmęczony. Spałem maksymalnie cztery godziny przez ostatnie dwa bądź nawet trzy dni. Chciałbym się zdrzemnąć, ale nie mogę. Muszę czuwać. Szczególnie, że nie jestem teraz sam. Obiecałem Shinju, że będę ją bronił i nie zamierzam łamać słowa. Jednak nie daje mi spokoju jedna sprawa. W jaki sposób mogła wejść do Kyuu? Moja pieczęć należy do jednych z najsilniejszych. Nie jest tak łatwo ją stworzyć, a szczególnie ją ominąć. Ona tego dokonała w zaledwie sekundę, jedynie poprzez dotyk. Nie jest świadoma swoich umiejętności co wielce mnie dziwi. Któreś z jej rodziców musiało być shinobi. Innej opcji nie ma. Powinienem ją wypytać o przeszłość, ale to nie najlepsza pora. Nie chcę jej stresować. Zrobię to za kilka dni, gdy wrócimy do Konohy.
- Nie odchodź za daleko! - Shinju skierowała swoje kroki na teren za mną. Przez ostatnie kilka godzin wypiła hektolitry wody, więc lata w tą i z powrotem załatwiając swoją potrzebę fizjologiczną. Ale co się dziwić? Była strasznie odwodniona gdy ją znalazłem, więc organizm domaga się dostarczenia płynu.
By nie zmarzła zbyt bardzo, dałem jej moją, zapasową, białą bluzę. Wyglądała przekomicznie, gdyż wręcz w niej pływała. Sięgała jej do połowy łydek. Szeroka na takie trzy drobne osoby, a pofalowane rękawy rozwijały się kiedy tylko opuszczała ręce. Kazałem jej założyć kaptur, głowa w nim zniknęła, więc może dlatego na początku była na mnie lekko obrażona. Jednak po pewnym czasie zaczęło ją to bawić, więc chyba wszystko jest w porządku.
- Dobrze! - Muszę coś wymyślić, by nie zasnąć. Nie jest zbyt rozmowna, więc to odpada. Z Kyuu także nie pogadam. Jak na złość poszedł spać. Przy książce zamknę szybciej oczy niż bez niej. Żadnej innej rozrywki nie posiadam. Muszę rozszerzyć mój krąg zainteresowań albo umrę z nudów. Jednak to nie takie łatwe. Zajęcie, które mógłbym robić na co dzień jako takie hobby? Nic nie przychodzi mi do głowy.
Dobra. Trzeba wstać. Oczy mi się same zamykają.
Rozciągnąłem obolałe plecy i kończyny. Przejechałem dłonią po włosach i zacząłem rozglądać się po okolicy. Ziewając dostrzegłem ruch. Coś lub ktoś poruszał się po konarach drzew w odległości około dwustu metrów od mojego obozowiska. Zmrużyłem oczy dostrzegając dziesięć osób odzianych w charakterystyczne płaszcze należące do shinobi Konohy. Zgadując, że to nasze wsparcie, by nie robić zbyt dużego hałasu, napisałem króciuteńką wiadomość typu ,,Na godzinie trzeciej" i rzuciłem kunaiem z przymocowaną kartką w ich stronę. Wbił się przed nimi w pień drzewa zatrzymując ich tym samym. Teraz wystarczy chwilkę poczekać.
Zdziwiłem się gdy odskoczyli od kunaia i schowali się w krzakach i za drzewami. W moją stronę nadleciało parę shurikenów. Co do!? Szybko pojawiłem się koło wracającej Shinju i schowałem ją za najbliższym drzewem. Gdyby nie sharingan nie zdołałbym tak płynnie uniknąć nadlatującej broni. Wychyliłem się delikatnie zza pnia, by obserwować teren przynajmniej jednym okiem.
- Nie wychodź spod osłony. Dobrze? - Popatrzyłem na siedmiolatkę. Znów była przerażona, ale kiwnęła głową na znak zrozumienia mojej prośby.
Jestem pewien, że widziałem płaszcze Konohy, więc jakim prawem mnie atakują!? Nie widzą, że jesteśmy po tej samej stronie? Pewnie wysłali geninów, którzy nie mają obeznania w takich sprawach, ale jonin nadzorujący tą trójkę powinien ich powstrzymać i spróbować wyjaśnić to nieporozumienie.
Już mi kawy nie potrzeba. Moje szare komórki próbują wykombinować wyjście z tej patowej sytuacji. W jaki sposób mam im pokazać, że to ja? Jeśli użyje większej techniki to mogę ich nawet zabić, a tego do szczęścia mi nie potrzeba. Klony byłyby dobrą opcją i w sumie jedyną.
Złożyłem pieczęć. Obok mnie pojawiło się dziesięć klonów, także ukrytych za drzewami i głazem. Zdjęły kaptury, by mogli mnie rozpoznać. Spojrzeniem posłałem je w stronę z której nadszedł atak. Po kilku chwilach zniknęły i wszystko się wyjaśniło. Już doskonale wiem kto w tej ekipie jest
Moim oczom ukazała się cała dziesiątka shinobi. Byli to: Kakashi-sensei, Kurenai-sensei, Asuma-sensei, ich drużyny i Brewka.
- Tak wita się przyjaciół? - Zapytałem z lekkim rozbawieniem. - Mogliście nas zabić.
- Powtarzałam ci Kiba tyle razy. Nie działaj zbyt pochopnie.
- Tak, pamiętam to Kurenai-sensei. - Odwrócił się w moją stronę. - Pierwszy rzuciłeś kunaiem! - Wykrzyczał.
- Z informacją gdzie się znajduję. Nie rozważne by było darcie mordy na taką odległość, zważając przy tym na szczególne okoliczności. - Popatrzył się na mnie, jakby nie zrozumiał. - Zgaduję, że to ty posłałeś tą serię.
- Nie można było wyczuć twego zapachu. Wiatr wiał z naszego kierunku.
- W takim razie następnym razem upewnij się, kogo atakujesz. Gdybym nie wiedział, że to ludzie z Konohy to posłałbym troszkę grubszą artylerię. - Sensei popatrzył na mnie z lekkim zakłopotaniem.
- Jeśli emocje już opadły to opowiedz co ustaliliście. Bo wygląda na to, że sprawa wyjaśniona.
- Można to tak ująć. - Zrobił poważną minę. Nawet przez maskę mogłem to bez trudu dostrzec.
- Mieszkańcy potrzebują naszej pomocy, czy sami sobie poradzili? - Zapytała się Kurenai. Zamknąłem oczy i wciągnąłem świeże powietrze do płuc. Spojrzałem na dziewczynkę i wyciągnąłem do niej rękę.
- Podejdź. Są to moi przyjaciele. Nie zrobią ci krzywdy. - Powoli wychyliła się zza drzewa i nieśmiało podeszła do mnie. Chwyciła za rękę i  w połowie schowała się za moją prawą nogą. - Przedstawiam wam moją nową przyjaciółkę, Shinju. - Zdziwili się na jej widok. Dziewczyny były nią zauroczone, a niektórzy zachodzili w głowę ,,o co tu chodzi"? Chyba tylko jonini zrozumieli co to znaczy.
- Pochodzi z tamtej wioski?
- Czemu ją zabrałeś?
- Są inni?
Multum pytań spadło na moją głowę. Musiałem zebrać myśli, by odpowiedzieć na każde z nich jednocześnie. Ciężko mi o tym mówić przy niej, ale to dzielna dziewczynka.
- Ona jedyna... przeżyła. - Spojrzałem na nich lewym okiem, prawe miałem zamknięte, by zobaczyć ich twarze i emocje. Strach, przerażenie, współczucie, a nawet złość i gniew były wymalowane na nich. Nic dziwnego. Sam to wszystko ciągle przeżywam, choć po mnie tego nie widać. Staram się także o tym nie myśleć. Nie miałem wpływu na przebieg tych zdarzeń, więc nie mogę obarczać się winą.
- Naruto. - Głos Kakashiego spoważniał. - Gdzie jest Namito?
- W wiosce. Wypełnia zadanie powierzonego nam człowieczeństwa, bo ten który dokonał tej rzezi go nie posiadał.
- Jesteś pewien, że... - Przerwałem, gdyż doskonale wiem o co chcieli zapytać.
- Nikt. Sprawdziliśmy dokładnie. Dom po domu. - Szykowało się następne pytanie, ale już nie miałem ochoty odpowiadać? - Jeśli chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej, to wuj wam powie. Ja na chwilę obecną jestem strasznie zmęczony i chciałbym dosłownie się kimnąć. Trzy dni na nogach z ostatnimi wydarzeniami to po prostu dla mnie zbyt wiele. Taki raczej się wam nie przydam.
- Dobrze. Zasłużyłeś na chwilę odpoczynku. - Sensei uśmiechnął się do mnie i skierował swoje kroki wraz z dwójką swoich przyjaciół do Wioski Sake.
Ja także uczyniłem to do tymczasowej podopiecznej, popychając ją lekko dłonią w stronę namiotu. Może teraz uda jej się zasnąć, bo przesiedziała ze mną całą noc.
- Czujcie się jak u siebie w domu. - Odwróciłem głowę w stronę znajomych. - Tylko dopilnujcie ogniska. Inaczej tu zamarzniemy.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Shinju:
- Nie! Proszę! Dziadku! Nie zostawiaj mnie! - Chwyciłam go kurczowo za nogę. Łzy same spływały mi z oczu.
- Shinju. Jestem odpowiedzialny za tych wszystkich ludzi. Są jak moje dzieci...
- A ja!? - Spojrzałam w jego brązowe oczy.
- Nie porównuj siebie do innych. - Przykucnął i przytulił mnie. - Jesteś moją wnuczką, dlatego nie mogę pozwolić, by stała ci się krzywda. Jesteś moim oczkiem w głowie. ,,Zawsze będę przy tobie, niezależnie od mojego stanu", ale teraz muszę złamać tą obietnicę. Proszę. Schowaj się w moim gabinecie i nie ujawniaj do momentu w którym cię nie zawołam. Musisz być cicho niczym mysz pod miotłą. Dobrze? - Kiwnęłam głową. Puścił mnie i wyprostował wyciągając długi miecz. - Biegnij i zamknij za sobą drzwi. - Zrobiłam jak powiedział. - Żegnaj...
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Siedziałam skulona w kącie, tuż za biurkiem mojego dziadka. Zawsze pozwalał mi się tu bawić, gdy pracował. Jednak tym razem miałam być cicho jak myszka. Dlatego starałam się nawet nie ruszać.
Siedziałam już tak parę godzin, trochę przysypiając, gdy nagle usłyszałam kroki. Drzwi zaskrzypiały i ktoś wszedł do gabinetu dziadka. Skuliłam się jeszcze bardziej oplatając rękoma kolana. Płakałam i drżałam.
- Tak bardzo się boję, dziadku. - Spojrzałam na mężczyznę, który stanął nade mną. - Gdzie dziadek?
- Jest...
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Naruto:
Co to było!?
Otworzyłem oczy, budząc się z dziwacznego snu. Cały się spociłem, a ciarki nadal mnie przechodzą. Mój oddech był szybki i płytki, jak po odbytym maratonie. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że dziewczynka płacze. Spojrzałem w prawo. Trzymała mnie za rękę, chyba najmocniej jak umiała. Cholera. Znów nie mam w niej czucia. Usiadłem i szybko odwróciłem się w jej stronę.
- Shinju! Co się stało? - Ta bez słowa wstała i przywarła do mnie jeszcze bardziej, próbując schować głowę przy mojej klatce piersiowej.
Czyżby to co ujrzałem... było jej wspomnieniem? Muszę jak najszybciej porozmawiać z wujem.
Zrobiłem za jej plecami pieczęć. Klon tak jak szybko się pojawił tak też zniknął w wyjściu z namiotu.
Muszę ją jakoś pocieszyć czy coś. Ale... nie umiem. Jednak muszę coś wymyślić!
- Nie płacz. Już wszystko dobrze. To był tylko zły sen. - Zacząłem mówić to co mama, gdy sam budziłem się z krzykiem. - Jestem przy tobie. To tylko sen. - Usłyszałem w przerwie między szlochami, burczenie w jej brzuchu, więc spróbowałem to wykorzystać. - Jesteś głodna? Chodź. Przygotuję coś do jedzenia.
Wyszliśmy z namiotu. Usiedliśmy tuż przy ognisku, na pieńku, by nie cierpieć z zimna. Nie wiem czemu, ale tuż po krótkiej chwili wdrapała się na moje kolana.
- Co to miało być? - Doskoczyła do mnie Ino i Hinata. - Najpierw usłyszałyśmy płacz, a potem ty wyskoczyłeś z namiotu jak poparzony, biegnąc w kierunku wioski. Chyba nic jej nie zrobiłeś!?
- Najzwyczajniej w świecie przyśnił jej się koszmar. Zbyt realny koszmar.
- Po tym co przeszła to nie ma się co dziwić. Sama z pewnością miałabym traumę. - Wtrąciła się Hinata.
- Nie bój się. - Powiedziała blondynka, która wyciągnęła do niej rękę. Reakcja Shinju oznaczała, że nikomu nie ufa, bo jeszcze bardziej schowała się w mojej rozpiętej bluzie, którą aktualnie noszę. - Chyba cię polubiła. - Zaśmiała się.
- Czemu tak myślisz? - Spytałem z czystej ciekawości.
- Bo biały rycerz uratował ją przed potworem. - Kunai prawie wypadł mi z ręki z rozbawienia.
- Nie określił bym tak siebie samego. Po prostu wykonuję swoje obowiązki. To wszystko. - Podałem dziewczynce przyrządzoną kanapkę.
- Raczej do zadań shinobi nie należy opieka nad dziećmi. - Czy ona chce mnie tym zagiąć bym się do czegoś przyznał?
- Nie wiem czy pamiętasz, ale jak byliśmy jeszcze geninami, to takie misje też wykonywaliśmy. Oczywiście nie należały one do moich ulubionych, jednak trzeba było je wypełniać. A to jest idealny przykład, że nawet one w przyszłości mogą się do czegoś przydać.
Chciałbym czasami wrócić do tamtych chwil. Jak było się zwykłym dzieciakiem to wszystko wydawało się prostsze. Nie trzeba było martwić się o te rzeczy, które teraz nas dotykając i ranią nas dogłębnie. Jednak to chyba na tym polega dorosłość. Mierzyć się z trudnymi decyzjami, których przybywa z dnia na dzień. Czasami trzeba wybrać tak zwane ,,mniejsze zło", by stracić tylko część siebie samego, a nie całość, która kreuje to czym tak na prawdę jesteśmy. Niektórzy tracą mniej, a część więcej. To takie życiowe decyzje tworzą nas samych i jak nas spostrzegają inni, którzy mogą mieć zupełnie inne doświadczenia, bo życie pokierowało ich inną drogą. Dla jednych, którzy nie mają nic, pojedyncza rzecz może być wszystkim, dla tych, co mają wszystko, jedna rzecz znika w ogromie innej i staje się niczym. To takie prawdziwe.
Z tych filozoficznych rozmyśleń wyciągnęła mnie dłoń wuja, który uderzył nią o moją głowę.
- Podobno chciałeś o czymś pogadać.
- A tamto...
- Skończyłem, więc najprawdopodobniej wyruszymy za parę chwil. Mam dosyć tej misji. Uwierzysz, że nawet ja zatęskniłem za łóżkiem w Konosze?
- Raczej nie.
- No właśnie. Nierealne. Sam się z tym nie mogę pogodzić. - Zaśmialiśmy się. - A wracając do wcześniejszego.
- No tak. Wiem jak wygląda napastnik. - Spojrzał na mnie badawczo nie ukrywając zdziwienia, ale pozwolił mi mówić dalej. - Wyjawiła mi to Shinju. Nie za wiele tego, ale zawsze coś. Był to mężczyzna ubrany na czarno z maską przypominającą ptaka, kończąca się na ustach. Po podbródku i głosie sądzę, że był mojego wieku.
- Zawsze jakiś opis. Niezbyt dokładny, ale pomoże. - Zamyślił się przez chwilę trzymając się za podbródek. - Coś... a tak. Szukałem jakiś ubrań dla Shinju, ale wszystko się sfajczyło oprócz butów. Proszę. To dla ciebie. - Podał jej, lecz nie przyjęła ich i zaczęła płakać.
- Chyba jej się nie spodobałeś. - Stwierdził Asuma-sensei podpalając papierosa.
- Najwidoczniej tylko przy Naruro czuje się bezpiecznie. Z czasem powinna przemóc się także do innych, ale to krok po kroku. Mówiła coś, czy cały czas milczy? - Zapytała Kurenai-sensei.
- Czegoś się od niej dowiedziałem, ale nie jest zbyt rozmowna. - Uśmiechnąłem się przymusowo.
- To dobrze. Gorzej by było, gdyby zamknęła się w sobie. Wtedy nikt by do niej nie mógł dotrzeć.
- Jednak ja sam nie dziwię się, że płacze przy wuju. Kto by przy nim wytrzymał dłużej niż pięć minut?
- Podskakujesz Młody!?
- Nie mów na mnie ,,Młody". Tylko jedna osoba może w ten sposób się do mnie zwracać.
Niewiarygodne. Bronisz mojego stylu. Czekaj. Zapiszę to w kalendarzu, bo jeszcze zapomnimy o tej wiekopomnej chwili.
- Po powrocie do Konohy, zaczniesz zwracać się do mnie Namito-senpai.
- Raczej nie. Mam ważniejsze sprawy na głowie aniżeli twoje wybujałe ego.
Zaczyna się robić ciekawie! Nie zaczynajcie beze mnie tej ostrej wymiany zdań. Lecę po popcorn.
Wyzwał mnie na pojedynek. Nie żebym się przechwalał, ale może już wyciągnąć białą flagę. Nie zamierzam tego przegrać!
Droga powrotna strasznie się dłużyła mimo sprzyjającej pogody. W wiosce znaleźliśmy się dopiero na wieczór następnego dnia. Yy znaczy w okolicach godziny dziewiętnastej, gdyż ciemno było o wiele wcześniej. Nie mam najmniejszej ochoty zdawać dzisiaj raportu z misji. Znowu Namito narzucił tempo, które tylko wykończyło nas fizycznie. Mógłby czasami zrozumieć, że nadmierny wysiłek szkodzi zdrowiu. Eh. Marudziłem na brak czucia w górnej, prawej kończycie. Teraz wolę to, aniżeli ból mięśni podczas najdrobniejszego ruchu.
Weszliśmy w czwórkę do gabinetu Hokage. Czyli ja, Namito, Kakashi i Shinju, która była przerażona. Haha. Nie tylko ona. Przed chwilą babunia odprawiła drużynę geninów, wydzierając się w niebo głosy. Co jak co, ma donośny głos, który czasami umie wywołać ciarki na plecach.
Stanęliśmy w szeregu na baczność kilka metrów od biurka. Tylko Shinju była przede mną. Chciałem w ten sposób pokazać jej, że nie ma się czego bać. By dodać dziewczynce odwagi, położyłem dłonie na jej barkach. Hokage przewiercała się przez nas wzrokiem. Chyba próbuje się uspokoić wewnętrznie zanim zacznie rozmowę.
Poczułem lekkie szarpnięcie za dłoń. Przychyliłem się do Shinju, gdyż chciała coś powiedzieć.
- Ta pani jest straszna. - Wyszeptała, ale i tak moi sąsiedzi usłyszeli to. Zauważyłem, że tak samo jak ja, próbują się nie zaśmiać i zachować powagę.
- Wiem. - Szybko i nieumyślnie dowaliłem do pieca. Namito aż poleciały łzy i zaczął wypuszczać powietrze z ust.
- Z czego się śmiejesz, Namikaze!?
- Wybacz, Hokage-sama! Przypomniałem sobie świetny żart, dlatego na mojej twarzy ukazał się uśmiech! - Już myślałem, że nas wyda, ale wydaję mi się, iż babunia także słyszała te słowa.
- Jak zwykle kłamiesz. Doskonale wiem przez co wam humorki się polepszyły! Nie jestem na tyle stara, bym przygłuchła! - Moja nowa znajoma obruszyła się. Powiem tak. Nie tylko ona. - Zacznijmy od początku. Chcę otrzymać pisemny raport z samego rana. I to od ciebie, Namito.
- Czemu ja!?
- Bo tak każe! - Wzięła kilka głębszych oddechów i kontynuowała dalej. - Poza tym z tego co się dowiedziałam, Naruto będzie miał sporo innej roboty, więc automatycznie wypadło na ciebie.
- Mam rozumieć, że...
- Tak. Została wybudzona i teraz czeka na ciebie. - W jednej chwili poczułem ogromną radość oraz smutek. Radość z tego, że Noa w końcu odzyskała przytomność, a smutek z tego względu, że mam kolejne zajęcie. - Jeśli chciałbyś ją odwiedzić, to nie widzę problemu. Przyda jej się rozmowa z kimś bliskim.
- Mnie też. Nadal mam tyle pytań.
- A teraz proszę mi przedstawić tą oto małą duszyczkę, która odważyła się być szczera i wyjaśnić, czemu znalazła się w Konosze. - Wskazała ręką na czerwonowłosą. Wstała zza biurka i podeszła trochę bliżej.
- Ma na imię Shinju.
- A może sama chciałaby się przedstawić? - Popatrzyła na mnie z pretensjami, lecz po krótkiej chwili wróciła wzrokiem na dziecko. - Powiesz coś jeszcze? - Zamilkła i kolejny raz schowała się za moją nogą.
- Szczerość dziecka jest najwspanialszą rzeczą na świecie. - Namito nie wytrzymał i zaśmiał się.
- Wyjdź! - Wskazała mu palcem drzwi. - Zmieniam zdanie co do raportu. Ma być przygotowany na wczoraj. - Szybko wykonał zwrot w tył i zniknął za drzwiami, gdyż słowa ,,na wczoraj" u naszej poczciwej Hokage znaczą tyle, że każda godzina spóźnienia, licząc od czasu wypowiedzenia tych słów, gwarantuje dziesięć karnych misji. Ah. Wspaniała motywacja.
- Boi się innych ludzi, więc niech Hokage nie łudzi się, że coś od niej wydusi.
- Zawsze można było spróbować. Nie muszę chyba cię wypytywać, czemu ją zabraliście. Domyślam się sytuacji.
- Dokładnie.
- Więc przejdźmy do ostatniego punktu. Jej zakwaterowanie na czas pobytu. Mam jakieś mieszkanie na stanie. - Chciałem się wtrącić, gdyż ona nie może mieszkać sama. - Ale pozostawmy decyzję w jej malutkich rączkach.
Hokage coś piła czy jak? Nie poznaję jej!
- Nie patrz się tak na mnie, Namikaze. Przecież widzę jak kurczowo trzyma się za twoją dłoń. - Nawet nie poczułem! - Dlatego, powiedz nam kochanie. Gdzie chciałabyś zamieszkać? Sama, czy może u Naruto?
Minęło z kilka minut zanim dokonała wyboru. Nie usłyszeliśmy jej głosu, za to niepewnie wskazała palcem na mnie.
- Traktuję to jako zdecydowany wybór. - Gdy Shinju nie zmieniła decyzji, udała się z powrotem za biurko. - Jeśli nie ma więcej spraw to jesteście wolni. Naruto. Weź ją jakoś ubierz porządnie. Ta bluza jest okropna.
- Hai!
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess
Krótka, bo niecałe 3000 słów, ale mam plany co do następnej. W innym wypadku powstałaby jedna, obszerna notka, a nie chciałem także przedłużać czasu oczekiwania.
Jak wam się podoba? Bo to jest w niej najważniejsze ^^.

2 komentarze:

  1. Witam kojarzę ten bolg jakbym go juz czytala, ale wracajac do rozdziału jest perełka, szczegolnie to jak mala powiedziala, ze Tsunade jest straszna. Czekam na next, zycze weny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ohayo! Możliwe, bo jest on przeniesiony z platformy onet, więc mogłaś kiedyś na niego natrafić. Aktualnie udostępniam rozdziały, które normalnie się tam pojawiły. Zostało ich z 3, więc następne będą już pisane na bieżąco.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Mess.

    OdpowiedzUsuń