Oi minna! Oto ostatnia notka, która ukazuje się w tym miesiącu. Niestety, ale na większe tempo pisania mnie nie stać, a weny zaczyna brakować przez zbliżające się kolokwia T_T. Jak to mówią u mnie ,,Ucz się ucz, bo to do potęgi klucz" :P.
Noa:
Powoli otworzyłam oczy. Ujrzałam ciemność. Spróbowałam się poruszyć, ale nic nie poczułam. Nie żyję? Kilka razy mrugnęłam i dopiero wtedy zaczęło się rozjaśniać.
- Gdzie ja jestem? - Spytałam postacie stojące obok mnie.
- Nareszcie się obudziłaś.
- Tylko szkoda, że to znowu ja oberwałem.
- Mama? Naruto?
- Tak. To my. - Dopiero teraz ich zobaczyłam. Stali tam gdzie wcześniej. - Co ci się stało? - Zapytałam brata, który miał zakrwawioną twarz. Klon wycierał mu ją jakąś chusteczką.
- Przed chwilą kopnęłaś mnie prosto w nos. Jednak muszę przyznać. Jesteś cholernie dobrze wygimnastykowana, bo druga noga tylko lekko zmieniła pozycje! Robiłaś kiedyś szpagat?
- Kiedyś specjalnie się rozciągałam, by móc być gibka.
- Też muszę zacząć! Jak skończymy zaczniesz mnie pod tym względem trenować. - Zaśmialiśmy się wszyscy.
- Naruto. Kilka godzin temu mówiłeś, że jej nogi mają niedowład mięśni, a tu był dowód na obalenie tej tezy.
- Ja ją tylko podtrzymywałem. Nic więcej. Mogła sama się przemieszczać.
- Noa, to w takim razie, by ci się nie nudziło poćwiczysz z powrotem nogi i ręce, by wrócić do dawnej świetności. - Nawet dobry pomysł, bo co innego mam do roboty?
- Jednak przed tym. Ile czasu minęło?
- Równe dwanaście godzin. Jest teraz środek nocy. No właśnie. Naruto. Tworzymy po dwa klony, które położą się spać. W ten sposób uda nam się oszukać na jakiś czas nasze ciała i wytrzymać tyle ile powinniśmy. - Pomocnicy przejęli na chwilę trzymanie pieczęci, a oryginalne ciała złożyły pieczęć.
- Dobra. Gotowe. Co ty niby robisz Naruto!?
- Co? - Asystent trzymał przed jego twarzą otwartą książkę.
- Tylko nie mów mi, że to jedna z serii Jiraiyi. Nie lepiej douczyć się czegoś pożytecznego, na przykład kolejnych pieczęci?
- To chcesz mnie ożywić, czy uśpić? Bo jeśli to drugie to odpowiednia droga. Na dodatek nigdy nie miałem czasu, by przeczytać dalsze części tej powieści. Bardziej idealnego momentu nie będzie.
- O czym jest ta książka?
- Córciu, nie chcesz wiedzieć. - Uśmiechnęła się.
- Jest to wspaniała książka, która została napisana przez naszego chrzestnego, Jiraiyę. Był on kiedyś nauczycielem naszego ojca, a wytrenował go Trzeci Hokage. Jest jednym z trzech legendarnych sanninów. Mnie także szkolił. A książka opowiada o przeżyciach ludzi.
- To z pewnością jest ciekawa. Możesz czytać na głos?
- Yyyyy... eee... - Mama spojrzała na niego wymownie czekając na odpowiedź. Zaczął się silnie pocić i poczerwieniał na twarzy. - Wiesz... gardło mnie boli i... i mam straszną chrypę. - Zakasłał i odchrząknął. - Przykro mi.
- Za to ja mogę ci coś poopowiadać różne historie i prawdziwe wydarzenia. Oczywiście jeśli chcesz. - Promieniowała z niej radość. - Ale to podczas twoich ćwiczeń.
- Dobrze. To Naruto, jak skończymy pożyczysz mi całą serię? - Zaczął szczebiotać zębami, a klon dał mu paznokcie, gdyż swoje dłonie miał zajęte.
- Niestety, ale... ale... ale wszystkie wypożyczyłem z księgarni i... i muszę je niedługo oddać!!!
- Szkoda.
- T-t-takk... wielka! - Nagle wrócił do normalności i stał się poważny. - Przypomniałem sobie, że babunia opiekuje się Shinju. Ciekawe co u nich?
- Nie przejmuj się. Nasza Hokage jest bardzo odpowiedzialną osobą. Na pewno zaopiekowała się nią wzorowo.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Tsunade:
Późnym wieczorem zabrałam Shinju z bióra. Pierwszy raz przyprowadziłam kogoś do mojego domu. Nikt oprócz Shizune nie wiedział gdzie mieszkam, aż do tej pory. Przez cały czas, Mała była bardzo grzeczna. Ciągle malowała i rysowała, zachowując się cicho i od czasu do czasu wyrażając radość poprzez śmiech, po zakończeniu kolejnych dzieł. Była jak anioł, dopóki nie skończyły jej się arkusze papieru. Byłyśmy już wtedy w domu, więc nie miałam żadnych pod ręką. Postanowiłam pokazać jej pewną grę. Rozdałam pieniądze po równo, potasowałam karty i wyjaśniłam jej zasady. Na tym skończyło się moje szczęście.
Toż to zakrawa pod dział cudów! Ta mała wygrała wszystkie partie z rzędu, a pierwszy raz gra w pokera! Szczęście nowicjusza! Jednak dobra passa jest teraz po mojej stronie! Karty się ułożyły! Postawiłyśmy wszystko! Vabank! Mam fulla!
Ona jak zawsze uradowana. Nic nie mogę odczytać z jej ciągłego uśmiechu. Jej styl tak zwanej twarzy pokerzysty. Jednak nie oszukasz mnie.
- Gotowa?
- Tak!
- Full! Pobij to! - Uderzyłam kartami o stół. Byłam przeświadczona o mojej wygranej. Ona powoli odłożyła karty i ze stoickim spokojem powiedziała:
- Poker królewski. - Szczęka mi opadła. Nie!!! Nie!!! Nie!!! Nie!!! To nie dzieje się na prawdę!!! Prawdopodobieństwo wylosowania tej kombinacji to 1:650 000 !!!
- Taaaak!!! Wygrałam!!! Wszystkie pieniążki należą do mnie!!! - Przytuliła się do wygranej.
Wstałam od stołu załamana i nic nie mówiąc, udałam się do kuchni po kieliszek sake. Otworzyłam szafkę w której zawsze trzymam ten oto trunek. Wzięłam jedną z butelek w dłoń i nalałam odpowiednią porcję przy następnej szafce. Przechyliłam i wyplułam zawartość.
Toż to woda!!!
Podbiegłam do wcześniejszej szafki i ujrzałam liścik. Pisało to:
,,Tsunade-sama, nie powinnaś pić, gdy opiekujesz się dzieckiem, dlatego Naruto poprosił mnie bym pozamieniała sake na zwykłą wodę. Spokojnie, oddam wszystko za dwa tygodnie.
Shizune.
Ps. Kupił przepyszną herbatę, która stoi tuż obok kuchenki."
- Za-bi-jęęęę!!! - Zgniotłam kieliszek w dłoni.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Noa:
- W to nie wątpię. Jest, straszna i wredna, ale to nie zmienia faktu, że jest także odpowiedzialną i rzetelną osobą w wykonywaniu swoich obowiązków. Gdy przychodzę do jej biura i spoglądam na tę kupę papierów do przejrzenia i podpisania, to czasami odechciewa mi się zostania kolejnym Hokage. - Ciekawych rzeczy można się dowiedzieć.
- Nie marudź. To poważna praca.
- Tak, ale siedząca. Nie wiem czy dałbym radę tyle usiedzieć na krześle. Wolę być w ruchu aniżeli w miejscu.
- Ale teraz musisz stać tu przez dwa tygodnie. - Wtrąciłam się.
- Ale z obowiązku wobec rodziny, nie z własnej woli.
- Wypraszam sobie! - Uniosła się mama. - A kto ciągle pytał się o jej stan i ponaglał!? Po drugie zobacz, że dałbyś radę na stanowisku Hokage. To też są obowiązki, więc nie pyskuj mi, że nagle wszystko ci się odwidziało.
- Nie, nie odwidziało mi się. Po prostu wolę wszystko zrobić w jakimś porządku. Jestem joninem i jednocześnie należę do Anbu, a nadal nie dostałem tytułu senseia. - Brat jest w Anbu? Nie wspominał o tym.
- Czyli o to się rozchodzi! Hahahaha. - Widać, że bardzo rozbawiło ją to. - Ty już chcesz prowadzić jakąś drużynę!
- No chyba tak?
- Na to trzeba zasłużyć i mieć kwalifikacje. Zasłużyć to zasłużyłeś, ale nie masz zielonego pojęcia o wychowaniu młodych shinobi.
- Przecież jeszcze nie tak dawno, bo parę lat temu, sam się szkoliłem, więc wiem o co w tym wszystkim chodzi.
- To nie to samo. Każdy ma osobne podejście do tego tematu. Musisz wyrobić swoje, by Hokage przydzieliła ci drużynę geninów, a nadal dorastasz i może się w oka mgnieniu zmienić. Na pewno także na decyzję ma duży wpływ Kyuubi zapieczętowany w tobie. Nie każdemu spodobałaby się wiadomość, że jego dziecko jest pod opieką jinhuuriki. Te dwa aspekty trzymają Tsunade w ryzach, więc musisz udowodnić, że jest inaczej, ale nie tylko jej, ale wszystkim wokół.
- Udowodniłem ponad trzy miesiące temu i nic z tego nie wyszło.
- To staraj się bardziej i nie przejmuj się. Doczekasz się w życiu wszystkiego.
- Naruto. Wspomniałeś, że jesteś w Anbu. To prawda? - Niezmiernie ciekawi mnie ta kwestia.
- Hmmm. Tak i nie. Na co dzień jestem zwykłym joninem Wioski Ukrytej w Liściach. Zakładam maskę tylko i wyłącznie do zadań specjalnych, przydzielonych od babuni, które wymagają anonimowości. Do chwili obecnej miałem tylko dwa takie, jednak przez braki kadrowe, najprawdopodobniej będę dostawał ich znacznie więcej. - Zrobił grymas.
- To prawda. W tej bezsensownej wojnie zginęło wielu wyśmienitych shinobi.
- Nie wydajesz się być zadowolony z tego powodu.
- Nie powiem, lubię ryzyko z nimi związane. Zazwyczaj chodzi oto, by kogoś zabić, szczególnie, że jest tak zwana książeczka Bingo. Mamy obowiązek wyeliminować osoby w niej zawarte, od razu, gdy tylko je zlokalizujemy. - Spuścił wzrok. Coś go najwyraźniej gryzie.
- To znasz tego, który nas śledził?
- Nie. Sprawa w Anbu wygląda tak. Są pododdziały, które podlegają dowódcy i Hokage. Tylko bliscy znajomi się tam znają i wiedzą, która maska ukrywa daną twarz. Jest ona zazwyczaj powiązana z imieniem przyznawanym przez Tsunade, inaczej mówiąc, pseudonim. Gdy nosimy strój, tylko to imię nas obowiązuje, nigdy inne, by nie wyjawić tożsamości i nie narażać na niebezpieczeństwo swoich towarzyszy broni. Oczywiście zawsze wychodzi tak, że znasz z imienia i nazwiska cały oddział, gdyż masz do nich całkowite zaufanie. Jednak ja tam nikogo nie znam. Byłem tylko raz, by wyrobili mi tatuaż. Oto cała moja znajomość. Można powiedzieć, że jestem na osobiste zawołanie Hokage. Może kiedyś się to zmieni i będę musiał współpracować z kimś innym niż ze samym sobą. W dodatku jest jeszcze jedna sprawa.
- Co takiego?
- Istnieje rozłam. - Zabrała głos mama. - Na Anbu podlegające Hokage i na Anbu root, inaczej nazywanym Korzeniem, podlegające Danzo. Tchórz czepiający się wszystkiego co zadecyduje obecnie urzędująca Hokage. Ale nie tylko jej. Nienawidził Trzeciego i próbował namówić go, by Naruto nie dostał się nigdy do Akademii Ninja, bo jest jinhuuriki. Stary pierdziel myślący tylko o sobie. W tej wojnie jego podwładni w ogóle nie uczestniczyli w działaniach. Nawet nie bronili Hokage. Nie zdziwiłabym się, jeśli to właśnie jego człowiek was śledził. Kiedyś byli mniej liczni niż zwykłe Anbu, ale teraz pewnie są na równym poziomie. Ich działalność zawsze była podejrzana. Po nich można spodziewać się wszystkiego.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Minął tydzień. Klon brata pomagał mi w treningu kończyn, a on sam zagadywał. Rozmowy trwały w najlepsze. Dowiedziałam się wszystkiego o funkcjonowaniu wioski i jej ludziach. O charakterach i nawykach innych. Mama przestrzegła przed chrzestnym, a Naruto go bronił. Miał przezwisko nadane przez brata, Ero-sennin. Po nim samym mogłam się spodziewać, czemu mama za nim nie przepada.
Jednak przez dwie godziny ucichli i nie odzywali się. Mama wiadomo, musiała się skupić i wykonywać to kolejne sekwencje pieczęci. Jednak Naruto zamyślił się i nie ruszał, tak jakby stał się posągiem.
- Brat!? Halo!? Ziemia do Naruro!
- Hmm? - Popatrzył na mnie zdezorientowany.
- Ty jeszcze żyjesz? Co się tak zamyśliłeś?
- Tak jakoś. - Nie dałam się zbyć i zaczęłam przewiercać go wzrokiem. - Muszę coś wykombinować z pewną moją myślą, bo nie daje mi ona spokoju.
- To powiedz o co chodzi. Może pomogę.
- To nie takie proste jak myślisz. Do tego przydałby się ojciec niż ktokolwiek inny. - Chyba nie chciał tego mówić.
- Minato i rady dla syna? - Mama skończyła pieczęcie i znów lekko przemieszczała palce po moim brzuchu. - Co ty przeskrobałeś, że jest ci On potrzebny? Moje rady się nie przydadzą?
- No właśnie nie za bardzo. Przynajmniej tak sądzę.
- To gadaj, a nie trzymasz nas w niepewności, dattebane!
- Nie! To moja sprawa. - Jaki zrobił się tajemniczy. Czym to jest spowodowane?
- Mów albo ci nie dam spokoju do końca mego życia! Poruszyłeś temat to go wyjaw i dokończ!
- Jak powiem o co się rozchodzi to z pewnością nie dasz mi żyć. Do Noa nie mam pewności.
- Brat. Nie tchórz przed nami i wykrztuś to z siebie!
- A nie wygadacie nikomu innemu? Jiraiya i Namito wiedzą, ale za bardzo pomóc nie umieją. Nie mam się do kogo zwrócić, bo tata odszedł z tego świata, a nikt inny nie ma o tym zielonego pojęcia.
- Zaraz szlak mnie trafi! Powiesz wreszcie czy nie!?!? - Nachyliła się w jego stronę.
- Mam zamiar oświadczyć się Sakurze! - Nie wytrzymał i wywrzeszczał.
Nastała taka cisza jakiej nigdy nie było na świecie. Przyrzekam, że mogłam usłyszeć pająka budującego sieć przy suficie tego pomieszczenia.
Mnie i mamie otworzyły się usta oraz oczy ze zdziwienia. Wstrzymałyśmy oddech.
Czy brat właśnie powiedział, że się oświadczy? Nie, nie, musiałam się przesłyszeć. Ale...
- Naruto. Ty mówisz na poważnie, czy to twój kolejny, nieudany żart?
- A gdyby był to żart, to zastanawiałbym się nad tym dobre dwa tygodnie? Oczywiście, że nie!
- Nie wiem co powiedzieć. Zaskoczyłeś mnie tym. - Nie tylko ją!
- Uwierz mi na słowo, że samego siebie też.
- To gratulacje podjęcia tak dorosłej decyzji, dattebane! Masz już odpowiedni pierścionek?
- Tak. Na chwilę obecną schowałem go w domu.
- Na co ty czekasz!? Czemu nie zrobiłeś tego zanim tu utknęliśmy!? Nie ma co zwlekać! Sakura z pewnością zaniemówi, jak my teraz!
- Zgadzam się z mamą w stu procentach. - Przyznałam jej rację, gdyż na miejscu tej dziewczyny, także bym tego zapragnęła po tak długiej znajomości na tym poziomie co opisywał brat.
- Opowiesz w jaki sposób tata oświadczył się tobie? Bo... - Zaciął się na krótką chwilę spuszczając głowę. - ...bo ja nie wiem jak ja mam to zrobić.
- Mój Boże. To o to się rozchodzi? Przez cały czas kombinowałeś w jaki sposób to zrobić? - Wzięła głębszy oddech i popatrzyła na Niego z politowaniem. - Może trochę się zawiedziesz, ale twój ojciec wyszedł przy tym na kompletnego kretyna. Pamiętam to jak dziś. Przyszedł do mnie przed wyruszeniem na trzecią wielką wojną shinobi z kwiatami i pudełeczkiem przed widownią kilkudziesięciu naszych znajomych i dowódców. Gdy otworzył pudełeczko szczęki opadły wszystkim. Było puste. Dalszej relacji ci nie wyjawię, ale z łatwością możesz wynieść z tego parę wniosków.
- Czyli mi nie pomożesz?
- Nie. Najważniejsze jest to, byś nie odwalił czegoś takiego jak Minato, a wszystko ułoży się po twojej myśli. - Uśmiechnęła się.
- Dzięki. - Chyba nie był zadowolony z tej pomocy.
- Jestem taka podekscytowana z tego powodu, że mój synek został prawdziwym mężczyzną! Gdy już załatwisz to i owo, a na jej palcu zagości ten przecudny dowód twojej miłości, powiadom mnie o tym. Mam dla niej prezent.
- Mam? - Zapytał podejrzliwie.
- No zobaczysz, gdy będzie gotów.
- Niech ci będzie.
- Naruto. - Spojrzał na mnie z zainteresowaniem. - Jak to jest się zakochać?
- Dowiesz się, gdy przyjdzie na to pora. - Moje usta utworzyły kreskę. - Nie umiem tego wyjaśnić. Sakura jest dla mnie wszystkim. Rzuciłem się za nią w ogień i powtórzyłbym to drugi raz. Bez niej życie, byłoby bezsensowne.
- Wybacz, że Ci przerwę. Zgadza się. Tak po krótko można to wytłumaczyć. Ale teraz musimy zająć się ważniejszą sprawą. Znów poluzuję pieczęć. Przygotuj się, bo najprawdopodobniej będzie uwalniało się więcej czakry niż na początku.
- No to do dzieła, Kurama. Pokaż mi jak wygląda nowa powłoka, bo przedtem była tragiczna.
Powietrze zgęstniało oraz zrobiło się cieplej. Moim oczom ukazała się wydobywająca z ciała brata, czerwono-krwista czakra, która obwinęła się wokół niego. Po paru sekundach uformowała się i uspokoiła. Na głowie widniała para uszu wystająca z blond włosów i pochylonych do tyłu. Jego lewe oko zmieniło barwę, a źrenica zwężała. Jego rysy twarzy się wyostrzyły. Jego dłonie zmieniły się w łapy z pazurami jak u dzikiego zwierzęcia, czakra sięgała do łokcia. Zza jego pleców pojawiło się dziewięć ogonów. To były jedyne różnice, które teraz dostrzegłam.
- Lepiej. Jednak w jaki sposób, tak zubożona wersja, ma mnie ochronić? - Usłyszałam teraz głos należący do demona:
- Teraz raczej ci się nie przyda pełna powłoka, więc z łaski swojej, zamknij mordę i przestań narzekań. Poza tym z jakichś dziwnych przyczyn nie możemy uzyskać zupełnej transformacji.
- To był twój Kyuubi? - Zapytałam.
- Yhym. Fajny charakterek, czyż nie?
- Może.
- Szykuj się, Naruro. Otwieram.
Z mego brzucha wyleciała czerwona czakra, która tuż po chwili, dzięki staraniom brata, wróciła tam skąd przybyła. Widziałam na jego twarzy, że wysiłek musiał być nieludzki. Robił grymasy, a pot spływał mu po czole.
- Zostań tam gdzie jesteś! - Wykrzyczał, a jego ogony powędrowały nad moją pieczęć.
Nie czułam nic. Przez ten tydzień zdążyłam przyzwyczaić się do bólu w okolicach brzucha, ale normalny dotyk spokojnie wyczuwałam. Nie mam zielonego pojęcia czemu tak się stało, ale nie będę narzekała, bo to co odczułam na początku, było jak rozrywanie mego ciała na drobne kawałeczki. Teraz mogę się zrelaksować i na spokojnie obserwować ich starania.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Tsunade:
Mija już dwunasty dzień opieki na tą Małą. Jak ten czas szybko leci. Sama jestem tym zdziwiona. Myślałam, że będzie to przejście przez piekło, a mile się zaskoczyłam. Nie pamiętam już, kiedy ja miałam siedem lat, a co dopiero bawienie się w śniegu. Teraz wolałabym posiedzieć przy kominku z sake na rozgrzanie organizmu i poczytać dobrą książkę.
Czekałam przy bramie na ważnych gości, którym nie może stać się krzywda, dlatego wysłałam najodpowiedniejszą osobę do tego zadania. Miejmy nadzieję, że Ta Cholera nie spóźni się po raz setny! Nie zamierzam tu marznąć.
W oddali ujrzałam trzy sylwetki zbliżające się do bramy. Padał śnieg, więc zgaduję, że odległość nas dzieląca to jakieś dwieście metrów. Poprawiłam swój zielony płaszcz i splotłam ręce przy klatce piersiowej.
- Nie spodziewałem się, że Hokage nas przywita. - Prowadzący zdjął kaptur ukazując swoje blond włosy.
- Poprawka. Dwóch moich gości. Ciebie mam już dość. - W tej chwili śnieżka pochodząca z rąk dziecka, wylądowała na twarzy Namito, idealnie gdy ten próbował się odezwać. Śnieg zatkał jego usta. Wypluł go i spojrzał na Shinju, która zdążyła przybić ze mną piątkę i ukryć się za mną. - Chodźcie za mną. Omówimy wszystko w gabinecie.
Zbliża się trzecia. Kushina powinna powoli kończyć swoje zadanie. Mam nadzieję, że po ostatniej mojej wizycie nic się nie pogorszyło. Obydwoje wydawali się wyczerpani. Nic dziwnego skoro czakra nieustannie wydostaje się z Noa od dobrych dwóch dni, a Oni sami praktycznie nie śpią.
Weszliśmy do budynku. Już mieliśmy mijać korytarz prowadzący do sali, gdy z niego z ogromną szybkością wyleciał Naruto, uderzając w przeciwległą ścianę, powodując, że się ukruszyła. Był on w trybie ogonów, lecz wyglądał inaczej niż kiedyś. Jedną dłoń trzymał przy sobie złożoną w pół pieczęć, drugą zaś wyciągniętą w stronę sali. Po chwili doskoczyła do niego lisia postać i chwyciła go za gardło, dusząc przy tym.
Naruto:
Co za potęga. Ten przebiegły lis zebrał więcej czakry niż ja sam posiadam w podwójnej ilości.
Trzyma mnie za gardło jedną z łap. Zranił mnie nią, gdy się wydostał. Jest On ledwo widoczny, ale łatwo go dostrzec. Oto postać lisa o dziewięciu ogonach.
Czy mamie się nic nie stało!? Wyszedł nagle, bez ostrzeżenia. Nie miałem szans go zatrzymać. Jednak, gdyby miało to miejsce, byłby w swojej pierwotnej formie, a nie postaci zbudowanej z czakry. To znaczy, że pieczętowanie się nie zakończyło. Muszę go tam wepchnąć z powrotem!
Wykorzystałem chwilę bezruchu na zebranie naturalnej energii. Odciągnąłem jego łapę, a następnie uniknąłem drugiej, która wbiła się obok mnie. Odkopnąłem go na metr. Następnie zrobiłem ruch ręką i gdy wyprostowałem ją całkowicie, uwolniłem całą naturalną energii, wysyłając Go z powrotem do pomieszczenia. Upadłem na kolana, lecz nadal trzymałem pół pieczęć. Tylko dzięki niej pozostanie tam przez krótką chwilę bez mojej ingerencji i da mi to czas na złapanie oddechu. W tej chwili ujrzałem, że mam towarzystwo.
- Nic się tu nie wydarzyło. Idziemy dalej. - Stwierdziła Hokage, przechodząc z Namito i dwoma innymi osobami w głąb korytarza.
Kushina:
- Naruto! - Z ogromną siłą, demon wyrzucił go z sali.
Metalowe drzwi wyłamały się, a wszystkie klony zniknęły od wszechobecnej czakry demona mojej córki. Lecz coś jest nie tak! Czemu nam się nic nie stało!? Spojrzałam na Noa i na siebie. Byłyśmy otoczone pomarańczową czakrą, która najwyraźniej nas chroniła. Jej pochodzenie mnie zaskoczyło. Była to ta sama, która próbuje nas zabić! Spojrzałam jeszcze raz na Noa. Miała zamknięte oczy i coś tam mamrotała, przekręcając głowę w tę i w tę stronę. To jej sprawka! Zdolna córcia! Jednak nie czas na pochwały! Muszę dokończyć ostatni element!
Złożyłam następne kilkadziesiąt pieczęci i przystawiłam, promieniujące fioletową poświatą, dłonie do brzucha. Naznaczyłam cały zarys pieczęci. W tej chwili z ogromnym impetem demon wpadł z powrotem do środka. To świadczy o tym, że Naruto daje radę. Wleciał On zakrwawiony na piersi i rzucił się na demona próbując przytrzymać jego wszystkie łapy i ogony.
- Wytrzymaj jeszcze trochę!!! - Wykrzyczałam do Niego. - Nie pozwól mu ponownie wyjść z pomieszczenia!!! Inaczej nie zamknę klatki!!!
- Łatwo powiedzieć!!! Może się zamienimy!?!? - Kyuubi próbował ugryźć go w twarz, którą odciągał do tyłu jak tylko mógł. Zamknęłam oczy, by nie pomylić się w sekwencji znaków, jaką robi się przy tworzeniu pieczęci. Następnie uderzyłam pięcioma palcami i przekręciłam dłoń w prawą stronę.
Czakra demona powoli wycofywała się do ciała Noa, znikając w rejonach brzucha.
- Koniec! - Popłakałam się ze szczęścia, upadając na ziemię wyczerpana fizycznie jak i psychicznie. Naruto leżał na plecach ciężko oddychając. Jednak to nie koniec jego zadania. Mam do niego jeszcze jedną prośbę. - Naruro. Zmartwię Cię, ale musisz pójść do Hokage i poinformować ją o pozytywnym zakończeniu zadania.
- Jak zwykle, to Ja wykonuję czarną robotę.
Naruto:
Co Ona sobie myśli!? Że jestem bardziej wypoczęty od niej!? Niedopuszczalne!
- Pośpiesz się, by nikt nie zauważył tego co tu się odbywało. - Czemu ja!?
Przestań się mazać i pokaż, że masz jaja. Potem sobie odpoczniesz.
Od kiedy to jesteś po stronie mojej mamy!?
Od chwili w której zacząłeś zachowywać się jak baba. Nie dramatyzuj, tylko szoruj na górę. Ja idę spać.
I zostawisz mnie tak!? Kurama!!! Nie udawaj, że już zasnąłeś i pomóż mi!!!
Zzzz.
Cholerny futrzak!!!
~~~~~~~~~~~~~~~~
Story by Mess