środa, 8 stycznia 2025

Shadow of Elden Time - Białe miasto

Sovande dam, 1539, grudzień

Kina spała jak zabita do późnego popołudnia. Dawno nie zaznała takiego wypoczynku i łóżka będącego czymś innym niż sianem bądź starymi szmatami. Usiadła na brzegu rozglądając się po pokoju. Łóżko Sorena było pościelone, a jego zapach ledwo unosił się w powietrzu. Był... bardzo podobny do kogoś, kogo już znała, ale był zbyt lotny, by teraz dokładnie go porównać. Przeciągnęła się i zaczęła węszyć bardziej. Zza drzwi dobiegł ją aromat pieczonego mięsa, na co jej brzuch wydał głośny okrzyk niezadowolenia. Zauważyła na sąsiednim legowisku trzy pakunki a tuż przed nimi kartkę. Wzięła ją w swoje drobne dłonie, ale widniały na niej jedynie słowa, których nigdy nie zdążyła się nauczyć. Spróbowała po literze, ale utknęła już na trzeciej. Drzwi nagle się otworzyły, a ona sama podskoczyła ze strachu. Weszła nimi Werna.

- Wybacz za nagłe najście. Przysłał mnie Pan Soren. Mam pomóc pewnej młodej damie w wybraniu dzisiejszego stroju. - Jej uśmiech promieniował pozytywną energią. Podeszła do łóżka z pakunkami i zaczęła je otwierać. - Pozwoliłam sobie dobrać dla ciebie ubrania na podstawie twojej sylwetki i charakterystyki. Starałam się także przemycić w nich trochę koloru oraz funkcjonalności. Niestety nie sprzedają ich dla kogoś o takiej budowie ciała, dlatego przerobiłam je tak, byś czuła się w nich wygodnie. Później będziesz mogła wybrać co ubierać, ale dzisiaj to ja zadecyduje, dobrze?

Przed jej złotymi oczyma ukazały się trzy piękne stroje. Pierwszym była spódnica do kolan z grubymi pończochami, białą koszulą, krótką niebieską kamizelką, skórzanymi rękawicami i niebieską kokardą. Drugim była bordowa sukienka z ocieplaczami oraz puchową kurtką. Trzeci był troszkę mniej dziewczęcy, ale praktyczniejszy. Materiałowo-skórzane spodnie i kurtka z dużym kapturem, który mógłby okryć jej uszy. Czarne buty z lekkim obcasem, skórzane rękawiczki oraz czarny płaszcz, który akurat miał być do wszystkich kompletów na ciężką zimę. Z niego była najbardziej zadowolona. Z wyglądu podobny do tego, który nosił Soren, lecz różnił się materiałem i na pewno zapachem. Chciałaby założyć tamte, ale nie ukrywały jej tożsamości. Wskazała na trzeci komplet.

- Chciałam to zarekomendować z uwagi na ostatnio zaistniałą sytuację, więc cieszę się, że wybrałaś akurat ten. Resztę spakuję do twojego kufra i będziesz mogła zakładać je kiedy tylko chcesz, gdy troszkę sprawa ucichnie. A teraz ściągaj szlafrok, muszę pokazać ci jak to wszystko ładnie spiąć w spójną całość. 

Minęło zaledwie dziesięć minut z czego połowa poświęcona była na zapanowanie nad niesfornym ogonem, gdyż Kina była zbyt podekscytowana przeglądając się w lustrze. Werna przekręcała ją to w lewo, to w prawo, by spiąć i naciągnąć rzemyki w odpowiedniej długości. Na sam koniec wyczesała włosy i zarzuciła na nią płaszcz. 

- Spisałam się na medal z tym strojem. - Pochwaliła samą siebie. - Ledwo co widać kontury na płaszczu od twoich uszu i ogona, więc nikt nie powinien zwracać na nie uwagi, a jedynie na piękną, młodą twarzyczkę. - Kina zarumieniła się. Nie rozpoznawała się w odbiciu lustrzanym. Oczy napłynęły łzami. 

- Cze... czemu ja... - Werna obróciła ją twarzą do siebie.

- A czemu nie?

- Bo... - Załkała. - Zawsze to była... moja wina, gdy... działo się coś złego. Lina... Jina... a potem i Iri spotkało... nieszczęście. Zawsze to ja... sprowadzałam je na wszystkich wokół. To wszystko, powinno... przytrafić się mnie, nie im. - Widać było, że Werna powoli wiąże imiona z poszczególnymi możliwościami. Spojrzała prosto w oczy zapłakanej dziewczyny. Z jej prawego oka, także poleciała łza.

- To nigdy nie była twoja wina i myślę, że one też tak nigdy nie pomyślały. Choć nie mam pojęcia kim są, prócz naszej Iri, to wiem, że nie możesz obwiniać się za coś, co było głupim zbiegiem okoliczności. Każdemu trafiają się to mniejsze, to większe nieszczęścia. Nikt nie jest od nich wolny, ale to nie znaczy, że tylko one istnieją. To jest marne pocieszenie, ale nie zapominaj tego, co do tej pory cię spotkało i niech to wszystko stanie się twoją siłą. Masz teraz szansę odbić się ku lepszemu. Chwyć ją mocno dwoma rękoma, wręcz wgryź się, by na pewno nie przemknęła ci przed nosem. Pan Soren pomógł niezliczonym, by stanęli na własne nogi. Jestem jedną z nich. Trafiłam tu zaledwie pięć lat temu z miasteczka pod stolicą. Tam jest... inaczej. Trudniej przetrwać. Wyrwał mnie i zakorzenił tu. Dał mi dach nad głową, jedzenie, spokój i bezpieczeństwo. Może nie stałam się tak sławna jak poprzedniczki, ale mam coś o czym marzyłam. Zostało jeszcze jedno do spełnienia i mam nadzieję, że ono też nastąpi, ale wpierw muszę bardziej się postarać. To samo czeka ciebie. Jednak musisz dać się wyrwać z tego miejsca, by korzenie na nowo odżyły i znalazły swoje miejsce. A teraz koniec smutnych łez. 

Otarła jej czerwone policzki oraz oczy białą chusteczką. Na nowo poprawiła kaptur, a następnie pomogła założyć buty. Zarzuciła jej płaszcz spinając srebrną klamrą. Spytała czy coś ją uwiera, a gdy usłyszała zaprzeczenie, poprosiła by Kina poszła za nią. Kolejny raz pojawiła się w recepcji, gdzie przy jednym ze stolików czekał Soren. Był zamyślony i tak jakby nieobecny, ale od razu wyszedł z tego stanu, gdy zobaczył Kinę. Werna zakrzątnęła i znacząco spojrzała na niego.

- Wypadałoby coś powiedzieć kobiecie, gdy ta wyszykowała się do wyjścia. - Zabijała go wzrokiem. Z kolei Kina spoglądała raz na nią, raz na Sorena z zakłopotaniem. Ten pierwszy raz lekko się uśmiechnął, lecz coś w tym było nie tak jak powinno. Tak jakby, sztucznie?

- Ładnie wyglądasz. - Na nowo na jej policzkach zawitał rumieniec. - Wybacz... Wiedziałem, że tak zareagujesz, ale zmusiła mnie do tego... Mamy dzisiaj troszkę spraw na głowie, które nie cierpią zwłoki. 

- Mamy? - Zdziwiła się do czego była być potrzebna.

- Opowiem po dro... - Przerwał spoglądając w stronę recepcji, by kontynuować coś innego zupełnie szeptem. - To niemożliwe. Brakuje mi czasu...

Nie tylko on zaczął się dziwnie zachowywać. Kina także wyczuła coś dziwnego w powietrzu, pochodzącego z tego samego kierunku gdzie patrzył Soren. Nie widziała, nie słyszała ani nie wyczuwała, ale instynkt podpowiadał że coś się pojawiło. Nie umknęło mu to.

- Werno. Przekaż Henetowi, by naszykował dwie kopie mego emblematu. Wrócimy przed nocą. 


Zarzucił kaptur na głowę, schował sakiewkę i ruszył z towarzyszką w sobie tylko znaną drogę. Mróz uderzył w ich odkryte twarze, ale nie zniechęcał wszystkich. Kina zwątpiła, a strach przed ludźmi powrócił. Na ulicach nie było bezpiecznie, przynajmniej dla niej. Chciała wracać do bezpiecznego pokoju. Wtem poczuła dłoń na głowie, która potem proponowała złapanie jej. Zestresowała się. Po chwili zastanowienia chwyciła, ale za rękaw płaszcza, tak jak wczorajszego dnia. Kiwnął głową na znak zrozumienia. Szli powoli ośnieżonymi drogami miasta. Dotarli do pierwszego ich przystanku. Była to piekarnia.

- Może słodki wyrób nie jest odpowiednim śniadaniem, ale nadal lepszym niż jego brak.

Na szczęście byli piąci w kolejce. Wziął łącznie trzy rodzaje wypieków oraz poprosił o nalanie do manierki parującego trunku. Wychodząc wręczył jej torbę. 

- To wszystko dla ciebie. Ja zdążyłem zjeść w gildii.

Kolejny raz spróbowała czegoś wspaniałego, aż ogon chodził jej pod płaszczem. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że ściąga na siebie uwagę. Trzeci cukrowy okaz wciągnęła w parę sekund. Soren musiał dać jej swoją manierkę, by przepchnęła zawartość przez gardło. Uderzyło w nią niebywałe ciepło, a po chwili trochę zakołowało w głowie. Wyjaśnił, że jest to grzane wino i normalnie by tego nie dał, gdyby nie fakt, że prawie się udusiła. Chciała jeszcze łyka, ale odmówił. Przez resztę drogi nie odezwali się do siebie choćby słowem. Jednak co jakiś czas Kina odwracała się, gdyż instynkt nie dawał jej spokoju, że coś za nimi podąża. Po kolejnych długich minutach dotarli do celu, kuźni. Wpuścił ją pierwszą do środka. Różnica temperatur między wnętrzem a ulicą była druzgocąca. Na ścianach oraz kolumnach i za ladą znajdował się wszelakiego rodzaju oręż i zbroje.

- Witam. Co mamy wykuć? - Spytał stary, ale rosły mężczyzna z rękoma jak pnie dębu. Miał siwą, przypaloną brodę.

- Dwa zlecenia. Wpierw chciałbym się dowiedzieć, czy ten schemat będzie możliwy do wykonania. - Podał plik papieru, na którym widniały szkice dość cienkiego miecza. Mężczyzna oglądał go przez dłuższą chwilę wczytując się w jego opis. 

- Rzadko trafiają się takie cudeńka do wytworzenia. Szczególnie rękojeść i jej rdzeń oraz stop metalu. Hmmm. Podejmę się tego osobiście. Nawet mój najlepszy uczeń, spierdolił by to przy samej mieszance. Za dużo babrania się w odpowiednich temperaturach. Mam wszystkie materiały na stanie, ale one trochę kosztują. 

- Jeśli wykonasz to tak jak jest tu uwzględnione, to czas i cena nie grają roli. Musi być to pierwszorzędna robota. Wykuł bym to sam, gdyby nie to, że czasu mi właśnie brak. - Oczy staruszka zapłonęły.

- Ooo! Ktoś tu się przechwala, że przegoniłby mnie w tym kunszcie! I to w dodatku taki młodzian! - Uniósł się tak, jakby Soren obraził jego całą rodzinę.

- Nie to miałem na myśli, ale drugą robotę mogę wykonać tylko ja. Potrzebuję dostępu do kuźni. 

- Co to niby za robota, że tylko ty ją wykonasz, hmm? - Kina poprzysięgłaby, że im bardziej unosił się starzec, tym goręcej robiło się w pomieszczeniu. 

- Potrzebuję wykuć pierścień, ale nie byle jaki. - Wyciągnął z kieszeni małą, świecącą się na złoto fiolkę oraz garść czarnych jak smoła blaszek. - Musi się składać z tych dwóch składników. 

- Na mą brodę... Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś je ujrzę. - Ściągnął grube rękawice, by móc zbadać przedmioty. - Toś nie podróbki, a prawdziwe łuski smoka. A to... skądś wytrzasnął płynny rdzeń serca. - Oczy starca zabłysły jakby przez sekundy przed nimi przeleciała jego cała kariera. Nie mógł się napatrzeć na te cudy.

- To jak? - Wyrwał go z zachwytu. Starzec musiał przez chwilę pomyśleć. Mamrotał coś do siebie. Bardzo spoważniał.

- Cena nie gra roli, hmm? Nie będzie musiała. Zawrzyjmy umowę. Wykonam ten miecz w zamian za pokazanie mnie i mym uczniom jak obrabiasz te boskie materiały, zdradzisz ich sekrety oraz umożliwisz mi ich kupno. Mój dziad opowiadał mi o nich jak je obrabiał, a nawet raz pokazał, ale byłem zbyt młody, by to zapamiętać, a nie zostawił żadnych notatek na ich temat.

- Zniżka dla mojej podopiecznej i umowa zawarta.

- Ale tylko wtedy, gdy nie spieprzysz roboty! 

- Przyganiał kocioł garnkowi. 

- HAHAHAHA! Masz straszny tupet dzieciaku! Ale lubię klientów którzy przechodzą od razu do sedna, bez zbędnego pieprzenia! Zapraszam w moje skromne progi!

Weszli za mężczyzną w głąb budynku. Nikt po ujrzeniu tego pomieszczenia nie powiedziałby, że jest ''skromny". Było tam wszystko, by zaspokoić w szybkim tempie potrzeby małej armii. Starzec zwołał swoich uczniów oraz pomocników, przedstawiając nowo przybyłych klientów i jaka to otworzyła się przed nimi szansa ulepszenia tego "małego" kompleksu. Jedni byli zachwyceni, a drudzy wręcz przeciwnie, rozmyślając na temat dodatkowej, trudnej roboty jaka ich czekała w przyszłości. Kina dostała propozycję wybrania broni, jaka jej się spodoba. Żeby to było takie łatwe, skoro nigdy nie trzymała niczego innego, niż improwizowana pałka z oderwanej nogi krzesła. W międzyczasie Soren zaczął wyjaśniać zasady formowania łusek. 

- Łuski każdego gatunku smoka potrafią być zupełnie inne, ale najpopularniejszym z nich oczywiście jest ogniowy. Kształt i miejsce ich występowania ma jedynie znaczenie, jeśli nie wiemy jaką temperaturą je uraczyć, więc przejdę do łatwiejszej części. Od minusowej temperatury do około dwóch tysięcy czterystu trzydziestu stopni łuski są twarde niczym gruba, wielowarstwowa blacha najlepszej stali. To samo zaczyna się od dwóch tysięcy czterystu czterdziestu i idzie w górę. 

- Chcesz mi powiedzieć, że mamy idealnie dobrać temperaturę w zakresie maksymalnie dziesięciu stopni? - Zadziwił się mężczyzna.

- Tak. Od zewnętrznej części jest całkowicie odporny na wszelakie ataki tym żywiołem, ale te parę stopni to moment w którym jego łuska staje się elastyczna i zdatna do przerabiania w sobie upodobany kształt oraz jeśli chodzi o możliwości bojowe, dobry oręż też może mieć szanse ich rozchylenia by trafić w miękkie ciało. Tylko w tym akurat jest problem. Rozgrzej smoka akurat do tej temperatury i utrzymaj ją. Jedynym takim miejscem, które samoistnie się nagrzewa jest ich szyja, ale ktoś musi sprawić by ten zionął przed siebie, a ty musisz być idealnie pod nim, by zadać ten cios, który i tak nie jest gwarantem dobrego zranienia smoka. Dowiedziałem się tego przy walce z jednym z nich. Akurat towarzyszył mi Agbar, który był mistrzem we władaniu płomieniami, a że chciał trochę poeksperymentować ze swoją magią, czy on sam może powalić tą bestię, to nadarzyła się okazja do testów. 

- Naprawdę zabiłeś smoka? - Spytał z niedowierzaniem jeden z młodszych uczniów.

- Niestety nie rosną na drzewach, a same smoki gdy zrzucają z siebie stare łuski, zjadają je. Nie ma innego sposobu ich pozyskania, prócz zgładzenia. Szczególnie, że gdybyśmy ich nie wybijali, to może za jakieś sto lat, zalałyby nas swoją mocą. Niektóre posiadają inteligencję, ale na szczęście większość posługuje się tylko swoimi rządzami. 

Tak jak inni, Kina przysłuchiwała się temu wszystkiemu. Do tej pory myślała, że smoki zostały wymyślone jedynie do bajek, gdzie ratuje się księżniczki, a przynajmniej tak jej opowiadała siostra. Do jej głowy zaczęło napływać wiele myśli i wyobrażeń. Jak wielki jest taki smok? Jak wygląda? Czy jak zieje ogniem to spopiela wszystko? Czy potrafią latać? Co jedzą? A skoro są inteligentne, to czy potrafią porozmawiać z nami? Głos Sorena wyrwał ją z tego zamysłu.

- Rdzeń serca smoka. Potrzebujecie magicznego naczynia, bądź przedmiotu wykonanego z łusek smoka, by go przechowywać. Inaczej wypali wszystko, choć nie jest aż tak gorący jak płomienie które tworzy. W konsystencji przypomina płynne szkło, ale w przeciwieństwie do niego, nigdy nie stygnie, chyba, że zostanie zmieszany z innymi materiałami. W tym wypadku potrzebuję go w tej postaci, gdyż ma niezwykłe właściwości pochłaniające oraz utrzymujące magię. Musimy uwięzić rdzeń w pierścieniu, tak by jego blask ledwo co się z niego wydostawał. To on będzie także spajał łuski. 

- Niesamowite. Przecież tym można uwięzić każdego maga. 

- Może. Jednak nie przyszedłem tu po gdybania, a fakty. Goni mnie czas, a wywiązałem się z części naszej umowy. 

- Racja! Nie ma co zwlekać! Sztuka czeka! - Siwy mężczyzna podał rękawice Sorenowi i zaczęli rozniecać odpowiedni ogień, testując go za pomocą jednej z łusek. 


Minęło sześć godzin nim nie ukończyli kucia pierścienia. Każdy oglądał go z radością i dumą, choć tylko trzy osoby przy nim praktycznie robiły. Nawet Kina dostała go w ręce, gdy Soren zdołał wyrwać go z objęć starego wygi. Obracała w palcach podziwiając, jak tak mała rzecz mogła być tak długo robiona. Pierścień składał się z pięciu łusek, czarnych jak smoła. Z pomiędzy szczelin delikatnie wydostawało się ciepłe światło. Na zewnętrznej części był delikatnie chropowaty, ale wewnątrz postarali się, by został odpowiednio wygładzony. Biła od niego aura grozy i potęgi.

- Kawał pierwszorzędnej roboty. - Pogłaskał się po brodzie. - Wedle umowy, młoda dama dostaje od nas dożywotnią zniżkę na wszelaki towar i usługi. 

- Jak tylko ubiję następnego smoka bądź zdobędę dojście, dostaniecie pierwszą partię surowca. Spiszemy wtedy umowę przy obecności pełnomocnika gildii. W ten sam sposób możecie się ze mną skontaktować, zostawiając list w rejestracji. Teraz musicie mi wybaczyć. Mam dość napięty harmonogram. - Uścisnęli dłonie w ramach rozpoczęcia współpracy. 

- Bywajcie.



Irianna wreszcie otworzyła oczy. Powoli podniosła się siadając na krawędzi łóżka. Była w swoim pokoju. Ból którego doznała poprzedniego dnia oraz głosy w głowie zniknęły, lecz pojawił się nowy problem. Jej prawe oko raz płonęło żywym ogniem, a raz było lodowate. Doszły do tego trzy kłucia, dwa stojące w miejscu jedno przesuwające się rytmicznie. Chciała obejrzeć się w lustrze, ale gdy podeszła do ściany, ono zniknęło. Szybko przypomniała sobie o ręce która próbowała ją zabić, jednak nie było śladu na niej, ani na jakimkolwiek kawałku jej ciała. Musiała poprosić o pomoc. Ubrała się, podeszła do drzwi i gdy je otworzyła zamarła. Ujrzała białą ścianę, białego korytarza. Powoli wyjrzała dalej. Wszystko okazało się tak jakby przezroczysto-białe, ale nadal nieprzeniknione wzrokiem, a kontury obiektów jednocześnie istniały i też nie. Zawołała służbę, lecz jej głosu nikt nie usłyszał. Zrobiła pierwszy krok trzymając się ściany, na wypadek spadku. Gdy natrafiła na kolejne drzwi usłyszała głosy. Było ich za wiele, by cokolwiek zrozumieć. Odskoczyła od nich jak oparzona. Głosy ucichły. Znów wpatrywała się w swoją rękę i tak jak poprzednio, nic się nie pojawiło. Po paru dłuższych chwilach chwyciła za klamkę, próbując otworzyć, lecz drzwi nie drgnęły nawet o włos. 

Mijała tak kolejne i kolejne, próbując je nawet wyważyć, wołając kogokolwiek o pomoc. Zeszła schodami w dół, aż do recepcji. Oślepiło ją światło. Przeszła jeszcze parę kroków dalej i zawiodła się. Ludzie wyglądali tak samo jak korytarz gildii. Próbowała do nich przemówić, ale na darmo. Przenikała przez nich, a wtedy słyszała na nowo miliony niezrozumiałych głosów. 

"Brakuje mi czasu"

Odwróciła się. Przy stoliku siedział młody mężczyzna o białych włosach, ubrany na czarno. Patrzył w jej stronę. Nagle cały ruch w hali ustał. Nieznajomy wstał, kierując się prosto w jej stronę. Chciała się cofnąć, lecz nie mogła ruszyć nogami. Jego oczy... złote przesiąknięte czernią, a co jeszcze bardziej niezwykłe, widniały w nich tarcze i wskazówki zegara. Prawa tęczówka ukazywała 12 godzin, ale lewa posiadała dziwne symbole. Delikatnie chwycił ją za dłoń i przemówił.

"Podążaj za mną i nie zatrzymuj się na dłużej niż to konieczne. A gdy mnie zgubisz, nasłuchuj śpiewu."

- Czekaj! - Puścił ją wracając na swoje miejsce. Wszystko na nowo ruszyło. Następnie wstał, prowadząc ze sobą kogoś niskiego.

- Kina! - Brak odzewu utwierdził ją, że tylko białowłosy słyszy i widzi ją. Wyszła za nimi na zewnątrz. Było zimno i wietrznie.

Wydawało jej się, że idzie już wieczność. Nogi przybierały na wadze, a śniegu przybywało. Opuszczały ją siły. Miasto robiło się niewyraźne, a mężczyzna z Kiną oddalali się, choć sądząc po krokach szli wolno. Wołała, ale jej głos zanikł. Kolejne godziny mijały. Ciało odmówiło posłuszeństwa. Upadła na kolana. Jej ręce zaczęły zanikać. Już dawno straciła ich z oczu. Za to nic nie działo się z pierścieniem, którego dopiero teraz zobaczyła, że nosi na palcu. Usłyszała za sobą dziewiczy śpiew. Odwróciła się, lecz nikogo nie ujrzała. Nie miała już sił. Chciała iść spać. Położyć się na śniegu i choć trochę odpocząć. Nagle została złapana za obie dłonie. Powróciło w nich czucie i ciepło. Trzymały ją dwie nastoletnie dziewczyny na oko w jej wieku. Były bliźniaczkami o brązowych włosach splątanych w jeden i dwa warkocze. Podniosły ją i w milczeniu prowadziły dalej. 

Jej oczom ukazał się nowy krajobraz z polami i lasami. Wielkimi rzekami i zwierzętami wokół. Czuła się tak jakby patrzyła na to wszystko z różnych perspektyw jednocześnie. Co jakiś czas mijały świetliste okręgi przez które było widać inne miejsca i wydarzenia. Wreszcie przystanęły i posadziły ją na złotym kocu, a następnie wlały Iriannie do ust złotą ciecz. Zakaszlała. Poczuła, że wreszcie może mówić.

- Kim wy...

- Nigdy nie widziałyśmy tu nikogo innego tak wyjątkowego...

- ... prócz Sorena. - Zaczęła jedna, a dokończyła druga.

- Jesteś...

- ... druga.

- Chciałabyś się z nami...

- ... pobawić?

- Ujrzeć...

- ... przeżyć...

- ...NASZĄ HISTORIĘ? - Znów wyciągnęły dłonie, ale przez pewien moment zaczęły wyglądać inaczej. Bladziej. Pojawiły się ich legiony. Jedne młodsze, drugie starsze. Sceneria zszarzała. Na nowo zrobiło się zimno.

W jednej chwili znalazła się w złotej bańce parę metrów nad ziemią. Obok niej pojawiła się półmetrowa postać posiadająca piękne skrzydła. Mieniły się wszystkimi kolorami, podobnie jak ciuchy. 

- Odejdź! - Jej głos wybrzmiał echem. Był skierowany w stronę bliźniaczek. - Nie masz prawa przebywać w tym świętym miejscu! Szczególnie nie w ich postaci! 

- Mam to samo prawo co ty, wróżko... - Głos brzmiał chropowato i zmiennie. Różna tonacja dodawała mu potworności.

- Nieprawda. 

- Prawda... Prawda... Praaawdaaa! Ustalił nowe prawa.

- Nic takiego nie miało miejsca!

- Ha... haha... myśli inaczej...

- Precz!!! - Zesłała złotą ścianę, która sprawiła, że wszystkie bliźniaczki rozpłynęły się w powietrzu. 

- Całe szczęście, że zdążyłam. Wystaw dłonie. - Zwróciła się do Irianny już łagodnym tonem.

- Co? Jak?

- Przejrzyj! - Złota poświata przeleciała jej przed oczyma. Zwróciła uwagę na swoje ręce. Wyglądały jak u staruszki. - Wysysał z ciebie życie. Tym się właśnie żywi. Mogę jedynie przywrócić je do młodych lat, ale już ich nie odzyskasz, chyba że Pan zażyczy sobie inaczej. Choć! 

Poleciały z zawrotną szybkością do rzeki.

- Zanurz i trzymaj dopóty ci nie powiem, że masz je wyjąć. Zrozumiałaś? Będzie zimno, ale poczujesz się naprawdę lepiej. - Posłusznie wykonała polecenie. Wróżka nie kłamała. Czuła jak chęć do życia wraca do niej. 

- Dziękuję... - Na twarzy skrzydlatej pojawiła się złość.

- Dziękuję nie wystarczy! Wiesz jak gnałam, gdy dowiedziałam się, że wpadłaś w pułapkę!? Prawie skrzydła złamałam! Miałam na spokojnie odebrać zagubioną duszę i odstawić na miejsce! Przedstawić swój majestat! Wyjaśnić co... - Zawahała się. Patrzyła jej prosto w oczy, a następnie oglądała dalej. - ... wybacz. Trochę mnie tu nie było, a pozmieniało się aż za strasznie.

- Kim jesteś? - Po chwili milczenia w dezorientacji odważyła spytać. 

- Nadano mi imię Lavender Guard. Jak już zdążyłaś zauważyć jestem wróżką. Moim powołaniem została obrona, a obecnym zadaniem towarzyszenie ci. A ty?

- Irianna. 

- Miło mi poznać! - Próbowała potrząsnąć dłonią dziewczyny, ale bez pomocy nieudało się. - Chciałam spytać jak się tu znalazłaś, ale już widzę odpowiedź. Soren podarował ci pierścień. Mmmm zaręczyny? Nie zdołał na czas przyjść i wysłał mnie! 

- N-nie. - Ta rozmowa coraz bardziej utwierdzała Iriannę, że jest to nic innego jak koszmar. - Nie znam nikogo takiego. 

- Spokojnie! Tylko żartuję! Twoja mina była bezcenna! Hahhaha! Ale odkładając żarty na bok. Dawno nie widziałam go w takim "pośpiechu". - Zrobiła gest palcami. - Nie zrozum tego źle, bo dla niego pośpiech jest zupełnie czymś innym niż dla nas. Wiesz co się dzieje i gdzie się znajdujesz? - Zaprzeczyła głową ciągle wpatrując się z niedowierzaniem w wróżkę.

- Nie panikuj, ale opuściłaś swoje ciało za sprawą tego co masz na dłoni. Jego pierścienie są... wyjątkowe. Za silne w działaniu, przez co takie wypadki się zdarzają. Tak! Był już taki! Możesz być pewna, że jak dotrzemy do ciała, będziesz już miała w zastępstwie następny, przystosowany tylko do ciebie. Bardziej mnie ciekawi co spowodowało tak nagłą decyzję o podarowaniu ci go. - Wróżka szybko załapała, żeby nie drążyć. - Mniejsza z tym! Ta kraina nie posiada imienia, ale to nie znaczy, że ci co tu byli jej nie nazywają. My zwiemy ją tunelem. Wieeeeem! Zwykłe i pospolite, ale nie próbujemy wymyślać niczego, bo czujemy, że nie mamy do tego prawa. Jeśli jesteś wystarczająco potężna, miejsce to nie posiada granic. Prowadzi wszędzie i nigdzie jednocześnie. Możesz tułać się po nim latami i nie zobaczyć nic, a możesz co chwila trafiać do nowych lokalizacji. Dlatego obiecaj mi, że nigdy nie wejdziesz tu sama. Choć mogę przebywać tu ile zechcę, to nadal nie znam wielu dróg i także mogę się zgubić. Szczególnie, gdy te parszywe demony zdołały się tu przedostać. 

- Chcę po prostu wrócić do domu i się obudzić. - Lavender roześmiała się upadając w powietrzu.

- Hahahahahaha! Myślisz, że to ci się śni? Dziewczyno! To jest właśnie prawdziwa magia! Magia jest nieskończona! Piękna! Straszna! Nieobliczalna! Nawet gdyby to był tylko sen, to nie oznacza, że to nie dzieje się naprawdę! Jak powstałaś ty!? Jak powstały potrawy które jesz!? Ziemia po której stąpasz!? To wszystko kiedyś nie istniało, a magia sprawiła, że się pojawiło! Nie wiem czy wierzysz w jakiś Bogów, ale wiedz, że nawet oni posługują się nią, by tworzyć swe kreacje! Mój Pan stworzył to miejsce dawno temu! Pozwalał mi spoglądać w inne i żadne nie było tak miłe i ciekawe jak to w którym się znajdujemy! A mam obiecane, że kiedy nadejdzie czas dla nas wróżek, to wszystkie trafimy do miejsca, które jest jeszcze lepsze! Pewnie się teraz zastanawiasz, czy nie skłamał! Otóż to! On nigdy mnie jeszcze nie okłamał! Kiedyś chciałam...

Monolog trwał w najlepsze. Irianna zrobiła się przez to senna. Coś ją wzywało, ale nic nie rozumiała przez nieprzerwane gadanie wróżki. Nie pamiętała kiedy na nowo została podniesiona w złotą bańkę i zabrana. Jak trafiły do miasta, to wyglądało na zrujnowane i zapomniane. Ile czasu minęło?

3 komentarze:

  1. Hejeczka,
    wow jestem zaskoczona, nie zaglądałam ostatnio tutaj, bo straciłam wszystkie adresy blogów gdzie zaglądałam i dopiero teraz udało mi się odzyskać kopie...
    jestem zaskoczona i to pozytywnie, i mam nadzieje, że następny pojawi się dość szybko...
    a teraz idę czytać...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejeczka,
    czekam na więcej... bardzo mie ten tekst wciągnął...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Anka

    OdpowiedzUsuń
  3. Hejeczka,
    puk, puk jesteś tam ktoś... niepokoi mnie ta cisz...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Zośka

    OdpowiedzUsuń