czwartek, 23 maja 2019

Cień Błysku: Uciekając ciemności #1

- Yghym. To znowu ja!
- Huura... - Odpowiedział ze znudzeniem Kyuu.
- Mógłbyś się trochę bardziej ucieszyć z tego, że wracam ja oraz ty! - Grymas.
- Ja wracam!? Chyba w snach! Nie żartuj sobie ze mnie! Nie zamierzam się stąd ruszać! Radź sobie sam! - Schował się za bramą.
- Ehhh to będzie ciężki okres...

A teraz na poważnie. Postanowiłem wrócić (nie żebym się nad tym zastanawiał przez ostatni rok). Przeczytałem raz jeszcze swoje poprzednie wypociny i doszedłem do pewnego wniosku, który odkryjecie w notce poniżej. Można powiedzieć, że próbowałem, ale nie dałem rady, dlatego taka forma. Oczywiście ona się jeszcze zmieni, ale powiem to dopiero na końcu o co mi dokładnie chodzi. Mam nadzieję, że się spodoba i że jakoś sensowniej będę publikował...

================================

,,Noa posłuchaj mnie! Ja go zajmę, Ty..."
,,Nie ma dla nas już żadnej nadziei!!!"
,,Wioska... nie jest już naszym domem..."
,,Shinju... oni już niepowrócą..."
,,To wszystko moja wina!!!"
,,Naruto... moje słowa mogą być dla ciebie nieistotne, ale nie możesz ciągle patrzeć w przeszłość, o której nawet ja zapomniałam..."

Blondwłosy shinobi nagle otworzył oczy. Jego oddech był niespokojny, a kropla potu powoli kierowała się w dół po policzku. Półprzytomnym wzrokiem rozejrzał się. Odetchnął z ulgą, widząc przed sobą palące się ognisko, zrobione nim las ogarnęła ciemność nocy.

Był oparty o pień drzewa rosnącego nieopodal. Przykryty zielonym kocem, powoli rozciagnął swoje obolałe stawy i przetarł oczy. Był zmęczony podróżą oraz treningami jakie odbywał wraz ze swoją podopieczną. Ostatnio dała mu całkiem nieźle w kość, choć tłumaczył to swoim złym stanem zdrowia.
- Znowu musiały Ci się przyśnić te rzeczy?
- A Ty znowu bez pozwolenia wchodzisz mi do głowy. - Popatrzył kątem oka na Shinju, która otarła jego czoło z potu.
- A kiedykolwiek potrzebowałam? - Spytała zadziornie, kierując się wprost do ogniska.
- Myślałem, że stawianie silnych pieczęci w moim umyśle było wystarczającym zakazem.
- Zasady są po to żeby je łamać.
- Nie...
- ...zawsze. - Dokończyła za niego. - W dodatku sam się swoich własnych nie trzymasz, więęęęc...
- Tak, tak... hipokryta ze mnie. Pozatym nie przypominam sobie, byśmy zamienili się rolami w nauczaniu.
- Czasami mam inne wrażenie. - Pokazała mu język.
- Nie na to się pisałem...
- Dlaczego nocowaliśmy poza Nowym Liściem będąc zaledwie godzinę drogi od niego? - Zignorowała marudzenie przechodząc do sprawy, która w jej odczuciu była ważna.
- Bo się zciemniało? Pomyślałem, że obozowisko będzie o niebo lepsze, niż zwalanie się na głowę innym.
- Większęgo kłamstwa dawno nie słyszałam! - Zaczęła się śmiać.
- Serio tak pomyślałem...
- Powinieneś już dawno wiedzieć, że kłamcą jesteś marnym!
- Jestem dobrym kłamcą, ale wobec wstrętnej córki, siedzącej w mojej głowie niemal na okrągło, to zaczyna nie działać! Oczywiście kłamstwo nie popłaca.
- Yhym. A ostatnim razem? Gdy skończyły nam się pieniądze i powiedziałeś ,,Na rachunek Chmury". I nie wiem kto wykazał się większą głupotą. Ty mając opaskę Konohy na ramieniu, czy barman który w to uwierzył. - Przewróciła oczami.
- Udało się? Udało! Więc w czym problem? - Zrobił grymas niezadowolenia z faktu, że wytyka mu takie rzeczy.
- No niby tak, ale w Wiosce Chmury możesz się już nie pokazywać.
- Czyli nic się nie zmieniło od ostatnich paru lat.

Przez następne godziny zjedli upolowanego królika nad którym marudziła Shinju, że jej własny tata jest mordercą bez krzty duszy, bo odrazu go oskurował po upolowaniu. Zaczął się zastanawiać co ona ma w głowie, że nazywa go mordercą przez zabicie swojego posiłku, ale nie pomyślała o setkach trupów jakie zostawił za sobą, choć nie zamierzał ich jeść. ,,Walić to".
Gdy promienie słoneczne przebiły się przez korony drzew, postanowili ruszyć w dalszą drogę. Naruto nie śpieszyło się. Wolał przez jeszcze trochę czasu pobyć sam na sam z własnymi myślami. Z czego po krótkiej chwili nie dane mu było tego robić.
- Godzina drogi, tak? - Spytała.
- Nie komentuj więcej. - Przejechał dłonią po twarzy. Nie przypuszczał, że pomylił się co do drogi aż o tyle.
Przed nimi widoczna była brama Wioski Nowego Liścia. Była otoczona palisadą, a co jakiś odcinek wieża obserwacyjna obstawiona shinobi.
Podeszli pod drzwi w drewnie i zapukali.
- Hasło. - Spojrzeli po sobie ze zdziwieniem.
- Jakie hasło?
- Bez hasła nie wejdziecie, więc spadać jeśli wam życie miłe! - Blondyn uniósł brew z niedowierzaniem. 
- Tato? - Shinju spojrzała błagalnie.
- Nie pytaj... nie mam zielonego pojęcia. - Pokręcił głową i szybkim przerzucił kunai od góry za bramę. Złapał Shinju za kaptur i nagle pojawili się po drugiej stronie. Następnie podniósł broń chowając do kabury. Po odwróceniu się wszystko było jasne. Stary Sor stał przy bramie. Był najstarszym mieszkańcem wioski, a wraz z wiekiem coś mu się w głowie poprzewracało i nie raz odwalał różne numery. Ignorując go poszli główną drogą w stronę centrum.
- Myślałam, że zmieni się tu trochę, a wszystko wygląda tak samo jak 2 lata temu. - Rozglądała się po drewnianych budynkach, które osiągały maksymalnie drugie piętro. Większość nie była nawet pomalowana, choć te zbudowane z bali tego nie potrzebowały. Sama konstrukcja i styl dawały uroku.
- Wiesz co? Ja się cieszę, że wszystko jest takie samo. Mogło być zupełnie inaczej.
- Chyba masz rację. - Domyśliła się co może mu chodzić po głowie. - Pozatym tutaj także mamy swój własny kąt, więc szkodaby było go stracić.
Nie brnął dalej w jej myślenie. Była zbytnią optymistką, którą niestety sam stworzył. Umiała się cieszyć z najmniejszych rzeczy i chwil których on sam nie dostrzegał albo wręcz nie chciał tego robić. Po wielu przemyśleniach doszedł do wniosku, że lepiej być pesymistą, bo nigdy się na niczym nie zawiedziesz. Zawsze jesteś przygotowany na najgorsze, które już wcześniej miałeś w głowie. A jeśli się ono nie stanie, to masz powód do chwilowego odpoczynku od tego, by potem ponowić cały cykl.
Weszli do drewnianego domku zdejmując sandały w przedsionku, kierując się do środka na boso. Po tak długim noszeniu obówia, podłoga wydawała się być najbardziej miękkim dywanem po jakim mogli kiedykolwiek stąpać.
- Ciociu! Jesteśmy! - Krzyknęła wskakując do pokoju. Tuż po chwili zza książki wyjżała ruda dziewczyna leżąca na łóżku. Od razu na jej twarz wskoczył uśmiech i wielka tęsknota. Obydwie mocno się przytuliły tak jakby nigdy nie zamierzały się puścić. Po dłuższej chwili odkleiły się od siebie tym samym mogła spojrzeć na Naruto.
- Cześć. - Przywitał się bez emocji. Już i tak wiedział, że dostanie burde od niej, więc nawet nie udawał, że nie wie.
- Jakim prawem odcinasz mnie od wszelakich informacji!? A jakby się wam coś stało!? Co bym zrobiła!?
- Nic. Nawet w dzień byś do nas nie dotarła.
- To nie znaczy, że masz się na mnie zamykać! Martwiłam się przez ostatnie parę dni, bo nie mogła nawiązać z Tobą żadnego kontaktu!
- A mówiłem, że wyciągnę konsekwencje z tego, że siedzisz w mojej głowie i przeglądasz każdą myśl.
- No wybacz mi bardzo, ale to nie moja wina, że jesteśmy połączeni umysłami! Ustalaliśmy już dawno temu zasady jakie nas obowiązują...
- I żadne z nas się tego nie trzyma. Ja także siędzę Ci w głowie i znam najskrytrze sekrety twojej  świadomości. Pomyślałem, że przydałby mi się dzień wolnego od tego, szczególnie że twoja siostrzenica także mi przegląda myśli i coraz bardziej zaczyna mnie boleć głowa. Dlatego ciebie wyłączyłem.
- Nie jestem komunikatorem, by mnie ot tak sobie wyłączać! Za kogo ty się uważasz!?
- Za twego brata, który chce mieć troszkę prywatności. Nie musisz znać wszystkich moich myśli.
- Uuuu sekrety.
- Zapomnij, że Ci pozwolę.
- I tak to zobaczę. Tak jak Ty zobaczysz moje. Kwestia czasu braciszku, kwestia czasu. - Uśmiechnęła się na samą tą myśl.

Od paru lat nieprzerwanie siedzą sobie w głowach. Widzą aktualne myśli, poprzednie, nawet to co druga widzi i słyszy na własne oczy, a co gorsza, odczuwa. Dlatego nawet jakby Noa nie chciała, to i tak pokochałaby Shinju jak własną córkę. To było dla nich uciążliwe. Ich osobowości zaczęły się ze sobą mieszać, a walczyć z tym było ciężko. Jednak nie mogli dopuścić do całkowitego złączenia, bo inaczej zapomnieliby kim są.

Po wzięciu szybkiego prysznica odłączyli się. Shinju poszła na ulicę przywitać się ze znajomymi, których od 2 lat nie widziała. Naruto za to obserwował ją z dachu, opierając się o barierkę, popijając herbatę zaparzoną przez siostrę.
- Chłopcy się za nią spoglądają. - Skomentowała to co widziała na ulicy.
- Nie myślałem o tym... - Spojrzał przez ułamek sekundy w bok na twarz Noa.
- Może teraz nie, ale minutę temu. Któż wie.
- To serio jest uciążliwe...
- I mnie to mówisz? Mogłeś nie wyłączać tej pieczęci.
- Nie wyłączyłem. - Spojrzała na niego z zaciekawieniem. - Zanikła.
- Nadal za słabe tworzysz?
- Noa... - Spojrzał jej głęboko w oczy.
- Nie da się? - Wyczytała to z jego myśli.
- Niestety. To czego użyłem zakrawało po samo szaleństwo. Mama chyba by nas zabiła za to, gdyby się tylko dowiedziała.
- Pewnie już wie, więc zapomnij ginąć przez jakiś czas albo nawet niebiosa Ci nie pomogą. - Popiła łyk. - Czasami na prawdę mi ich brak.
- A może to mi ich brak, a Ty tylko przejełaś te uczucia?
- Heh, prawda. Ale chciałabym znów ich kiedyś zobaczyć. Mamę, tego doprowadzającego do szału Namito, naszą Hokage i wielu innych z naszej dawnej wioski.
- Taaa...
- Przynajmniej twoje serce się już wyleczyło. Nie zniosłabym Twojego dalszego lamentowania wieczorami.
- To skończyło się 2 lata temu, gdy postanowiłem wyruszyć szukać dalszych przejść Cieni. Zniszczyliśmy wraz z Shinju drugie z nich. Nikt go nie pilnował, tak jakby było opuszczone.
- Podobne do tego co my wtedy odkryliśmy?
- Znacznie mniejsze. Znajdował się wyłącznie jeden korytarz. Wysłałem klona na poszukiwania. Ciągnął się kilometrami, ale nic nie znalazł. Zasypałem go i zapieczętowałem. Nic już nie powinno się tamtędy przedostać.
- Miejmy nadzieję.
- Gdybyśmy wcześniej wiedzieli, to nikt by nie zginął...
- Naruto. Nie zadręczaj się tym proszę. To było nieuniknione. Powinieneś to w końcu wbić sobie do łba. Teraz powinieneś wypocząć i zostać na nieco dłużej. Zapomnieć o zmartwieniach i cieszyć się tym co masz teraz. - Potargała go po czuprynie.
- Może masz rację. Przyda mi się wypoczynek. - Wziął głębszy wdech i spojrzał w skrawki nieba, widoczne przez korony drzew.
- A Noa przydałaby się mama. - Herbata poleciała mu nosem. - Żartuję! Hahaha. Byś siebie widział!
- Widzę...
- No tak... to nie jest już takie śmieszne w naszej sytuacji. - Zrobiła grymas. - Ale nasza mała Noa dorosła. I tak tak. Pogadam z nią. Nie musisz mi wysyłać tych myśli.
- Dobrze, że się rozumiemy.
- I to bez słów! Dziwne nie?
- Haha. Przynajmniej Tobie humor dopisuje. Jak tam z... jak mu tam było?
- Przecież znasz imię!
- Serio? Nie przypominam sobie. - Przybrał pozycję myśliciela.
- Ehhh, to serio mnie zaczyna wnerwiać.
- To z tego co wiem już myślisz o zaręczynach. Nawet wiem jak wyglądać będzie cały ślub! Marzycielka.
- Przyganiał kocioł garnkowi!
- Powinnaś pilnować swoich myśli. - Wskazał palcem na czoło. - Inaczej ktoś zacznie sobie z ciebie żartować. A może i nawet zmieniać pewne elementy! -
- Nie ośmieliłbyś się! - Dała mu kuksańca w ramię.
- Nie kuś. - Wyszczerzył zęby.
- Ehhh czemu nie mogę mieć siostry zamiast brata?
- Wystarczyłoby, gdybyśmy nie czytali sobie w myślach.
- Nie! Wolałabym miec siostrę.
- Ranisz moje uczucia.
- Kurde... swoje także. - Podłamała się. - Wymyślaj szybko coś lepszego, bo inaczej zwariujemy!
- Ja już uważam, że jesteśmy świrnięci.
- Ja ta... nie! Nie jestem walnięta! To Ty jesteś! - Wskazała palcem w jego osobę.
- Czyli Ty także. - Popatrzył z politowaniem.
- Choćmy coś zrobić, bo tracę wiarę w siebie samą. - Przytuliła policzek do barierki.
- Może obiad? Szczerze to nie jadłem pożądnego przez spory szmat czasu.
- Nanami miała go zrobić.
- Nadal się nie wyprowadziła od nas?
- Przecież wiesz, że nie.
- Wiem, ale głupio się robi, bo w sumie moglibyśmy nic nie mówić.
- A przeszkadza ci ona w domu?
- Nie. Tak tylko pomyślałem. Wiesz, że jest zawsze mile widziana.
- Cieszę się.
- To za ile będzie?
- Za 2 godziny.
- To na spokojnie my możemy zrobić. Chodź, ucieszy się.
- Juuuuż. Dopiję herbatę.

2 godziny później obiad był już prawie gotowy.
- Nie powiem...  - Zamilkł.
- Co takiego?
- Powiedziałem, że nie powiem!
- Świnia! - *Pochwili.* - Nieee! To tak jakbym sama się przezywała! - Złapała się za głowę.
- Czasami te przysłowia mają w sobie ziarnko prawdy. - Zaśmiał się kładąc upieczone mięso na stole. - A tak serio to już całkiem nieźle gotujesz. Spróbowałem przy okazji wszystkiego.
- Bym nikogo nie potruła? Zgadza się? - Podrapał się po głowie na znak zakłopotania. - Zabiję! W dupie mam, że jesteś moim bratem! Zatłukę Cię tak, byś już nie wstał!! - Wzięła nóż do ręki.
- Siostra. Nie powinnaś działać pod wpływem emocji. - Uniósł ręce w geście obronnym.
- To mógłbyś przynajmniej tak tego nie wspominać w swojej zuchwałej czuprynie!
- No ale to już nie moja wina, że mi się przypomniała tamta kolacja. - Uderzył plecami o ścianę.
- Tak! O-o! - Powiedziała kwestię z jego myśli.

- Co to za nagłe krzyki!? - Do salonu weszła niebieskowłosa dziewczyna, trzymająca torbę z zakupami. Spojrzała na Noa trzymającą nóż. Zaniepokoiła się tym, lecz szybko zrozumiała kto stał za tą awanturą. Skierowała wzrok na blondyna i wpatrywała się tak dłuższą chwilą.
- Masz ci los. Tym razem ci się upiekło. - Noa odwróciła się na pięcie, siadając do stołu. - Na co czekacie!? Jeść puki ciepłe!
- Smacznego. - Odpowiedziała zdziwiona tym wszystkim Nanami i zaczęła swój posiłek, ale nie mogła wysiedzieć w ciszy. - Kiedy wróciłeś?
- Parę godzin temu.
- Zamierza tym razem zostać na trochę dłużej. - Wtrąciła swoje 3 grosze Noa.
- Nadal nie wiem dokładnie na ile. Wiesz, że moja robota jest ważna.
- Przejść mogą szukać także i inni. Powinieneś spędzić trochę czasu ze znajonymi. Nic innego nie robisz prócz misji. - Wytknęła mu swoje spostrzeżenia.
- Szkolę Shinju...
- Ona już dawno jest wyszkolona. Doskonale o tym wiesz, ale nawet ja nie wiem czemu nadal temu sobie zaprzeczasz. To, że jej moc wykracza poza nasze rozumowanie nie znaczy, że ona jej nie jest świadoma. Idealny przykład, twoje prawe oko. Od czasu gdy użyłeś tego dziwnego jutsu, nawet sharingan nie pozostał. Trzeba by było Ci  przeszczepić inne, a Shinju od tak zrobiła Ci nowe. Nawet nasza Hokage tego niepotrafiła. - Powiedziała ruda pewna siebie.
- Tylko, że zrobiła to przypadkiem i gdy poluzowałem jej pieczęć. Nadal nie kontroluje tej mocy, a sam Kyuu przepadł, bo jest tą pieczęcią, by utrzymać to zagrożenie. Już raz omało przez to nie zginąłem, Noa. Nigdy wcześniej nie widziałem tak destrukcyjnej mocy. W pare sekund czakra Kyuu, która mnie otaczała, wyparowała. Widziałaś jak wyglądałem. 2 sekundy dłużej i dzisiaj byśmy się nie widzieli.
- Ale tak się nie stało. Spójrz na nią! Dzięki tobie to kontroluje! Nie musi się bać, że skrzywdzi bliskie jej osoby. Może być normalna i mieć normalne życie!
- Ale nie kontroluje tego całkiem! Skoro nasze pieczęci znikają, to jest prawdopodobieństwo, że jej też zaniknie. Musisz miec to na uwadze. Szkolę ją teraz tylko i wyłącznie pod tym względem. Panowaniem nad ogromną ilością czakry, przewyższającej nawet nasz poziom, droga siostro. Jeśli i z tym nie będzie problemu, to przyżekam, że dam jej spokój. Zadowolona? A no tak. Nigdy.
- Prosisz się o coś więcej niż śmierć.
- No tak, bo uraziłem wielce mądrą i uzdolnioną babe. Mogłabyś czasem przestać postrzegać wszystko tak kolorowo i ...
- A Ty tak wszystko poważnie!
- Dobra! Niech będzie! To co innego mam robić? - Powiedział z pretensjami.
- No nie wiem. Iść się uchlać z innymi, by się dobrze zabawić.
- ... - Chciał coś powiedzieć, ale pomyślał, że ,,czemu by nie" i już nie mógł wybrnąć.
- No to załatwione! Idziesz dzisiaj pić! Dam znać reszcie, by po ciebie przyszli. Wtedy sam się nigdzie nie zaszyjesz. A Ciebie przepraszam Nanami. - Spojrzała na swoją przyjaciółkę z głupim uśmieszkiem i dozą zawstydzenia. -Dawno czekałam by się z nim pokłócić w realu. Inaczej szału dostawałam przez te 2 lata, gdy nie mogłam spojrzeć na niego i jego reakcje. Tego mi brakowało.
- Ale ze mną też się kłócisz. - Stwierdziła po chwili zastanowienia.
- Ale to nie to samo. Ty mnie tak nie wkurzasz jak on. A może to dlatego, że nie mam wglądu w twoje myśli. Ale jednak większość rzeczy mi mówisz i jesteś czasami szczera do bulu , więc tak jakby znam je.
- Brzmi jak coś skomplikowanego.
- Bo jest! Powinnaś już dawno to wiedzieć, że traktujemy cię jako członka naszej świrniętej rodziny. - Wyszczerzyła zęby.
- Zaczynam się sam zastanawiać, że jednak nie wszystko wiem co tu się wyprawiało. - Zrobił poważną minę. - Wiesz Nanami. Dzięki naszemu przekleństwu doskonale wiem jak słuchałaś z zapartym tchem o mojej podróży. - Dostała na twarzy kolorów. - Noa na pewno cię przed tym ostrzegała, że wiemy o sobie niemal wszystko. Jednak pozostaje zawsze ten 1 procent, który możemy przed sobą schować.
- Tak, mówiła.
- Dlatego przez tego zboczeńca nie możemy czuć się swobodnie we własnym domu. - Dopowiedziała ruda. - Przecie nawet to jak się myję widzi swoimi parszywymi oczami.
- I vice versa.
- Ale jesteście rodzeństwem, więc raczej to nie jest aż takie... - Nie zdążyła dokończyć Nanami.
- Uwierz mi... - Powiedzieli obydwoje. - To jest dziwne.
- A to straszne, jak mówicie  jednocześnie to samo.
- Na samym początku był z tym niemały problem.
- Zgadza się. Nie mogłem ja ani Noa gadać w tym samym momencie, bo nasze myśli się ze sobą splatały i gadaliśmy głupstwa.
- Nie powiem, czasami było to zabawne. - Zaśmiała się na swą myśl, którą niemal natychmiast przechwycił.
- Nawet mi nie wypominaj... wyznać miłość kupcowi, gdy tylko pytałem się o plotki... - Spuścił wzrok.
- Miłość?
- No akurat mój narzeczony wyznawał mi i jakoś tak wyszło, że Naruto to podłapał.
- A potem to wyjaśnij takiemu prostemu człowiekowi, że nie postradałeś zmysłów, tylko siostra miesza ci w głowie.
- Ale jego mina była bezcenna!
- Fakt. - Uśmiechnął się.
- A mieliście kiedyś tak, że jak jedno coś przeżywało to drugie też to czuło? - Zafascynował ją temat więc pytała dalej.
- Nanami... - Naruto oparł się na łokciach o blat stołu, a brodę o dłonie. Popatrzył z pod byka i powiedział z powagą. - Przeżywanie z nią okresu... - Pokręcił tylko głową z załamania.
- W końcu wiesz jak to jest! A jak mieszkałeś u mnie rok, to ci co miesiąc próbowałam wyjaśnić, że to nie jest przyjemne! Ale nieee! Najlepiej było mówić, że to wymysł! - Nakręciła się jak za dawnych lat.
- No dobra, dobra, przyznaję, że to nie jest fajne. Nie mówmy już więcej o odczuciach. To wręcz temat tabu z tym wszystkim. - Noa zgromiła go wzrokiem. To o czym pomyślał było już innej wagi i nie zamierzała mu pozwolić, by dalej o tym mówił. - Idę w kimę. Obudźcie mnie gdy już będę musiał wstać. - Wstał od stołu przeciągając się.
- Ja nie dam rady. Wy...
- Tak wiem, wychodzisz. Mam nadzieję, że zachowasz to dla siebie przez ten czas. Nie chcę mieć w śnie tego wszystkiego co będziesz robić.
- Mogę spróbować, ale to nie wyjdzie. Nie dam rady czegoś takiego ukrywać.
- Jasne. Tylko tak marzę.
- Ja także.

Pół godziny później:
- Zasnął. Czemu tylko przez pierwszą godzinę snu nie dzielimy się wspomnieniami ani tym co się wtedy wydarzyło, to nie mam pojęcia.
- Przynajmniej tyle. Możemy teraz szczerze porozmawiać. - Prawy kącik ust uniósł się ku górze.
- To o czym dziś gadamy? - Rozsiadła się w fotelu wpatrując się z zaciekawieniem w koleżankę.
- Nooo... chciałabym się ciebie o coś poradzić.
- Oho. Czyżby jednak coś?
- Nie o to mi chodziło... - Spojrzała na Noa podejrzliwym wzrokiem.
- Mnie nie oszukasz! - Pokazała na nią palcem, a potem na swoje oczy. - Ja wszystko widzę.
- Widzisz to co chcesz, a nie o to o co mam prośbę. Przypominam, że mocy Shinju nie posiadasz.
- A chciałabym.
- Każdy by chciał.
- No ale nie wymijaj tematu. To o co chodzi?

================================
Story by Mess

A teraz to o co mi na początku chodziło! Przepraszam, że taka przegadana notka, pełno dialogów, a wręcz się z niego wylewają i nie ma opisów, ale muszę na nowo wyrobić sobie ten nawyk. Jednak w tym przypadku także uważam, że był taki zabieg potrzebny, więc szczęście w nieszczęściu ^^". Nie wiem kiedy pojawi się następny rozdział, bo aktualnie mam wiele egzaminów, ale na pewno w czerwcu! Także dziękuję wszystkim którzy tu jeszcze zaglądają i proszę o cierpliwość ^^.

Pozdrawiam,
Mess.

4 komentarze:

  1. Hej,
    cieszę się drogi autorze że odpowiedziałeś mi, tym że tyle to czasu zajęło (to znaczy po tak długim czasie) to się nie martw... dla mnie ważniejsze jest to, że odpisałeś... no a ja sama powoli czytam...
    jak bardzo się cieszę z nowego rozdziału... jak i to, że będę trzymać kciuki za Ciebie tylko powiedz w jakie dni ;)
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  2. Długo kazales na czekać na rozdział ale było warto można czekac 2 razy tyle na kolejny. Trzymam kciuki za kolejny rozdział powodzenia życzę weny

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow, wygląda jakbyś zaczął kolejne opowiadanie "... lat później". Dziwnie się czuje czytając cały rozdział, jednak poziom nadal jest. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, że jednak piszesz dalej. Ta część spowodowała u mnie małą konsternację, ale to przez przeskok między poprzednią notką, a tą.
    Będę cierpliwie czekać na kolejne rozdziały

    OdpowiedzUsuń